Kołysanki – przytulanki
Autorstwa (nie)Magda(lena)- 24 lutego 2012
- Przed lustrem, Znad kołyski
- 11 komentarzy
Jestem w miejscu, który być może nazywają rajem. Jest tu ciepło, słyszę muzykę Twego głosu, bicie Twojego serca….. Mówisz do mnie słowa przepełnione miłością. Mówisz, że tak już będzie zawsze kiedy będę Cię potrzebował. Nazywasz to bezwarunkową miłością, dla mnie to oznacza tylko jedno słowo – mama. Lewituję niczym obłok między promykami słońca. To kołysanie uspokaja mnie kiedy czuję niepokój, kiedy jest mi smutno, kiedy czuję, że jest Ci źle…
Dzisiejsze przekonania na temat wychowania często bywają sprzeczne: (nie) śpij z dzieckiem, (nie) karm papkami, kiedy płacze (nie) noś, (nie) kołysz… bo się dziecko przyzwyczai. Można się nieźle zakręcić. Na temat każdej tej sprzeczności nie będę się wypowiadać. Chciałabym się skupić na noszeniu i kołysaniu dziecka.
Jestem zwolenniczką obu tych czynności. Pierwsze miesiące życia są dla dziecka sporym wyzwaniem – nagle znajdują się w zupełnie innym miejscu, poznają nowe dźwięki, zapachy, nowych ludzi. Nic dziwnego, że czasem pokazuje, że jest mu źle. W tym okresie mamy dość ograniczone możliwości przekonania dziecka, że wszytko jest w porządku, że mogą na nas liczyć. Kołysanie i noszenie dziecka jest jedną z tych form, które ułatwiają nam przekazanie tego komunikatu.
Przez 40 tygodni dziecko bujane jest w łonie matki, każdy jej ruch powoduje przyjemne, uspokajające kołysanie, więc zrezygnowanie z tej czynności w moim przekonaniu jest krzywdzące dla dziecka – odbieramy mu coś co jest dla niego pewnie tak samo ważne jak zaspokojenie głodu, poczucia bliskości z mamą, poczucia bezpieczeństwa. I to wszystko dlatego, że chcemy ułatwić sobie życie. Kołysanie (nie ma tu mowy o robieniu dziecku małej karuzeli, bo nawet najbardziej zagorzały zwolennik roller kostera nie uspokoi się przy tym) ma jeszcze jeden pozytywny aspekt poza tym psychicznym. „Huśtanie bobasa stymuluje jego układ przedsionkowy, czyli tę cześć mózgu, która odpowiada za poczucie równowagi. Im lepiej rozwinięty będzie układ przedsionkowy, tym ruchy malca będą płynniejsze, a upadki, kiedy będzie już chodził – rzadsze. Naukowcy mówią też, że dzieci, które w niemowlęctwie miały zapewnioną dużą ilość kołysania, w przyszłości potrafią łatwiej się koncentrować, są spokojniejsze i rzadziej mają kłopoty z nauką (…)”.*
Więc jeśli ja Was nie przekonałam to mam nadzieję, że zrobiła to matka natura, która w ten sprytny sposób zbudowała organizm ludzki, nieco zmuszając nas do podjęcia jedynej słusznej decyzji :)
Drogie mamy czy kołysanie i noszenie dzieci jest dla Was czymś zupełnie naturalnym czy skłaniacie się do ograniczania tych czynności? Może i mnie spróbujecie przekonać, że to nie jest tylko wygoda lecz kryje się tu jakiś rozsądny argument?
* Magazyn Twój Maluszek nr 9/wrzesień 2011