Znad kołyski 6 czerwca 2012

Dziecko choruje na ciele, a mama na duszy

Zapraszamy do przeczytania wpisu gościnnego autorstwa Aleksandry Greszczeszyn, czytelniczki bloga W Roli Mamy.

Odkąd pamiętam zostanie mamą i założenie własnej, szczęśliwej rodziny zawsze było moim największym marzeniem. I chociaż moja droga ku jego spełnieniu nie była usłana różami, a już na pewno sporo na niej było braku ludzkiego zrozumienia i życzliwości ( „Bo taka młoda i pcha się w pieluchy, zamiast iść na studia i robić karierę”.), ja miałam jasno sprecyzowane priorytety i dziś, jako 25-latka, jestem mamą dwójki cudownych dzieciaczków! Julka ma 4 latka i jest żywym srebrem, którego wszędzie pełno, ma hipnotyzujące oczka po tacie i gadulstwo po mamie, natomiast Szymonek urodził się 24.04.2012 i też ma oczka po tacie, a po mamie zadarty nosek, poza tym to bardzo zachłanny, mały ssak! Dzieci wniosły w moje życie miliony kolorów i chociaż nie mam zamiaru „lukrować” macierzyństwa, to jednak czuję wyraźnie, że to moja najważniejsza i najpiękniejsza rola. A ludzie? Niech sobie myślą i mówią, co chcą! Każda kobieta ma prawo dokonywać w życiu takich wyborów,  które dyktuje jej serce. (Ale to już temat na inny wpis!).

        Julka nigdy nie miała poważnych problemów ze zdrowiem. Oprócz jednej poważnej infekcji w wieku kilku miesięcy, później przechodziła jedynie zapalenie gardła, ucha albo grypę. Dlatego, kiedy okazało się, że muszę iść z dwutygodniowym Szymkiem do szpitala, byłam załamana i kompletnie nie wiedziałam, na co powinnam się przygotować. Synek miał naciek ropny w okolicy paszki. Lekarz rodzinny nie potrafił nam pomóc, więc zostaliśmy odesłani do szpitala. Po dokładnym przebadaniu Szymka okazało się, że musimy zostać na oddziale Patologii Noworodka. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że spędzimy tam aż 12 dni i że będzie to dla mnie tak trudne doświadczenie… Nie, wcale nie dlatego, że było to coś bardzo poważnego, tylko dlatego, że… zachorowałam razem z synkiem: on na ciele, a ja na duszy…

        Pierwszy szok przeżyłam zaraz na izbie przyjęć, kiedy to przyjmująca nas pani doktor oznajmiła, że nie mogę zostać z dzieckiem w szpitalu. Jak to?! Przecież on ma dopiero dwa tygodnie, a w dodatku karmię go piersią! Nie zostawię mojego małego syneczka samego! Już mieliśmy jechać do innego szpitala, kiedy jednak okazało się, że z uwagi na małą liczbę noworodków, mamy mogą spać przy maluszkach. Uff!

        Od razu po przyjęciu zostaliśmy poproszeni do gabinetu zabiegowego. Tam musiałam rozebrać synka. Został ponownie zbadany i dokładnie obejrzany przez panie pielęgniarki i panią doktor. Już wtedy płakał, a ja z każdą chwilą stawałam się coraz bardziej rozbita. Zostałam odprowadzona na naszą salę, ale nie mogłam tam usiedzieć słysząc płacz Szymonka. Kiedy zobaczyłam jak ma zakładany wenflon w swoją malutką rączkę, łzy popłynęły mi ciurkiem po twarzy… I takich momentów było wiele w ciągu tych 12 dni. Szymek płakał, a ja z nim. Wiedziałam, że to wszystko z konieczności, dla jego dobra, ale mimo to tak strasznie było mi przykro, że musi przez to przechodzić. Przecież dla takiego maleństwa każda igła to musi być okropny ból, a jednocześnie dezorientacja: Dlaczego mnie kują? Dlaczego mnie boli? Dlaczego mama na to pozwala? Starałam się wynagrodzić to synkowi będąc z nim 24 godziny na dobę w szpitalu, ale jednocześnie bardzo tęskniłam za starszą córeczką i mężem. Na oddziale był zakaz odwiedzin, więc widzieliśmy się raptem 2 godziny w ciągu tych kilkunastu dni.

        Mieszanka emocji, jakiej wtedy doświadczyłam zawierała zarówno tęsknotę, bezsilność, złość jak również smutek i ból Szymka. Współodczuwałam z nim. I tak chyba czują wszystkie mamy, których dzieci chorują… Dziecko choruje na ciele, a my – mamy – na duszy.

        Całe szczęście, że pokonaliśmy chorobę, która okazała się być paskudnym gronkowcem. Dzień, w którym wyszliśmy ze szpitala był prawie jak nowy początek naszego życia we czwórkę. Julka na nowo musiała przyzwyczaić się do braciszka, a ja do bycia pełnoetatową mamą dwójki maluszków. Teraz zdecydowanie bardziej cieszymy się sobą, chociaż pewien ślad w mojej głowie pozostał: trzęsę się widząc najmniejszą zmianę na ciałku Szymka czy na dźwięk jego kichnięcia.

        To nie koniec naszych szpitalnych doświadczeń, bo w niedalekiej przyszłości czeka nas operacja chirurgiczna, ponieważ synek urodził się z wadą wrodzoną. Nie jest to jednak nic poważnego i – jak powtarza mój mąż – trzeba się cieszyć, że to tylko niewielki defekt, który da się całkowicie wyleczyć, a nie np. wada serduszka. No właśnie… Nie brakuje w moim otoczeniu dzieciaczków naprawdę poważnie chorych. Wśród Waszych znajomych, przyjaciół czy w rodzinie też na pewno są takie maluszki. A może same jesteście ich mamami. Tak trudno dostrzec sens w cierpieniu tych najmłodszych i najbardziej bezbronnych, a jednocześnie te dzieci mają tak wielką wolę walki, taką radość życia i ogromną siłę! Podobnie ich rodzice: walczą razem ze swoimi dziećmi i nie poddają się nigdy. Doświadczywszy jakiejś namiastki tego, co muszą przeżywać rodzice poważnie chorych maluszków, jeszcze bardziej ich podziwiam! Oby jak najwięcej dzieciaczków i ich rodziców odnosiło zwycięstwo nad chorobą  i mogło się cieszyć beztroskim dzieciństwem i swoją miłością!

Źródło zdjęcia: Flickr

26
Dodaj komentarz

avatar
19 Comment threads
7 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
gabi hekokfBasia WawrzyczekKatarzyna JaroszewiczHedziaAgnieszka Burliga Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ziuta70682
Gość
Ziuta70682

Olu ja też cierpialm z synkim jak wylasdowal w szpitalu szczegolnie wtedy gdy igły wbijano w głowę, też jestem wrażliwa ale musimy być silne bo wiele nas czeka.
Justyna

Kasialomza
Gość
Kasialomza

Ja z synkiem również byłam w szpitalu jak miał 10 dni, na szczęście nie było problemu z zostaniem z synkiem. Jak do wwieźli na salę z kroplówką podłączoną do główki rozpłakałam się, po 8 dniech wyszliśmy. Potem nasza pani doktor coś zawsze wymyślała, więc chodziliśmy do różnych lekarzy tak 2,3 razy w miesiącu, mały płakał jak tylko się wchodziło do jakiegoś innego pomieszczenia. Zmieniliśmy lekarza i okazało się, że te wszystkie wizyty były zbędne, bo pani doktor nie znała się na niczym więc wysyłała nas do specjalistów. Teraz synek ma 13 miesięcy, od miesiąca ma gips biodrowy, mąż spadł z… Czytaj więcej »

Piaff
Gość
Piaff

Eh…, w ciągu niecałych 3 pierwszych miesięcy życia mojego Synka była z Nim w szpitalu miesiąc, z około dwutygodniową przerwą. Też cierpiałam i płakałam, niewiele spałam. Miał wenflon w wielu miejscach, w tym w główce. Oj, serce się kraja, gdy słyszysz jak Twe dziecię płacze, a Ty musisz czekać za drzwiami… Oby nigdy więcej!!

Patrycja Zych
Gość

Patrzenie bezsilnie na cierpienie swojego dziecka to straszne uczucie-coś o tym wiem. Życzę Wam dużo zdrowia i siły!!

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Widzę Dziewczyny, że my, mamy, doskonale się rozumiemy! Kasialomza – życzę zdrówka synkowi, a Ciebie doskonale rozumiem! Nie wiń się, masz prawo tak się czuć. Synek na pewno czuje się bezpiecznie przy tacie.Mam nadzieję, że nas też już więcej to nie czeka, chociaż pobyt w szpitalu mamy pewny, ale to dopiero ok. 2 r. ż. synka.

M&Msy
Gość
M&Msy

Mój Mateusz miał dwa miesiące jak trafiliśmy do szpitala, wiem co czuje autorka tekstu doskonale :( Tylko nasz pobyt trwał ponad 3 tygodnie… Przez cały ten czas Mateusz miał różne kroplówki, leki, zabiegi… Nic przyjemnego, a najgorsze co nas spotkało to badanie RTG :( nie wytrzymałam zostałam wyproszona z sali, mąż pozostał… Mam kuzynkę od urodzenia chorą na wodogłowie i rozczep kręgosłupa. Od zawsze nie chodzi, dziś ma 18 lat i jest szczęśliwa… Lekarze mówili że nie pożyje długo… Miała etap kiedy pytała wszystkich w koło dlaczego nie chodzi ? Operacji miała tyle że mało kto może jej dorównać :(… Czytaj więcej »

Maria Ciahotna
Gość

Jak okropnie prawdziwy jest ten tekst… Gdy dzieciaki cierpią, chorują, męczą się, to nie pozostaje nam nic innego jak się zebrać w sobie i starać się być z nimi. Nas spotkały na szczęście tylko katary, grypy i raz biegunka – ale ta była taka, że córeczka nawet chodzić nie chciała i tylko się przytulała… Ale doskonale rozumiem, co mamy przeżywają w takich chwilach, moja siostrzenica zmarła po 4 dniach od urodzenia, a gdy siostrze urodził się chłopczyk, to w wieku 6 miesięcy musiał przejść operację głowy, wycinanie kawałka czaszki. Wszyscy byliśmy po wcześniejszych przejściach przewrażliwieni, ale trzymaliśmy się. Teraz Kubuś… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Tak jak piszesz Mario – nagle drobiazgi, codzienność stają się tak ważne w obliczu tego, czego się doświadczyło w związku z chorobą.

Agnieszka Fimiak
Gość

Jak już pisałam człowiek chce wtedy chorobę dziecka przeżyć za nie. Ale jednocześnie dostajemy wtedy siłę do walki, żeby tylko wszystko szybko i dobrze się skończyło.

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Dokładnie! Gdybym mogła wtedy wzięłabym te wszystkie igły i lekarstwa na siebie, ale niestety mogłam tylko tulić Szymonka i czekać aż wyzdrowieje. Całe szczęście, że to nie było nic poważnego, bo po prostu nie wyobrażam sobie, co musza przeżywać rodzice naprawdę ciężko chorych dzieci patrząc na ich cierpienie.

Katarzyna Jaroszewicz
Gość

To prawda, największy ból to patrzeć na cierpiące maleństwa! I chciałoby się chociaż odrobinę im ulżyć…

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Ale niestety nie zawsze można…. Trzeba być tym bardziej silną, by maluch nie czuł bezsilności i smutku mamy…

Agnieszka Danielewicz
Gość

no to się wyryczałam :( życzę dużo zdrówka :)

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Bardzo dziękujemy Agnieszko i głęboko wierzymy, że się spełni i że na tym już koniec naszych doświadczeń z choróbskami:)

Madzia_857
Gość
Madzia_857

No i znowu się popłakałam… ja doświadczyłam tylko po porodzie dłuższy pobyt w szpitalu z córeczką z powodu żółtaczki- niby nic takiego ale ja to strasznie przeżyłam. Kiedy zabierali ją na naświetlanie pomimo tego, że wiedziałam, że to dla jej dobra i nic złego jej się nie dzieje to serduszko mnie bolało. Przywozili mi ją natychmiast na karmienie kiedy się przebudzała a że był to straszny śpioch to tyle się za nią natęskniłam, że szkoda słów. A ja ryczałam jak głupia przez czas jej nieobecności, wyglądając co chwilę czy wiozą moje dziecko czy kogoś innego :( Dla mnie to już… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Myślę, że nawet kilka dni w szpitalu z dzieckiem to duże przeżycie! Ja przeżywałam nawet pobyt po porodzie, kiedy zabierali Szymka na badania, a te 12 dni to już była totalna rozsypka. Kiedy wróciliśmy do domu, sporo czasu zajęło mi pozbieranie się. Do dziś śni mi się oddział. Oby – tak jak piszesz – jak najrzadziej spotykało to maluchy i ich rodziców.

Anna Haluszczak
Gość

Olu, mam nadzieję, że operacja,która Was czeka przebiegnie szybko i sprawnie. No i ze to będzie koniec Waszych szpitalnych „przygód”. Wiem co mówisz w związku z tą bezsilnością. Sama leżałam z córeczką w szpitalu gdy miała niecały miesiąc. Tyle, że u niej podejrzewano potworniaka – odmianę nowotworu. Nie muszę chyba pisać ile łez wylałam nad moim maleństwem. Na szczęście kolejne badania wykluczyły chorobę i okazało się, że to wszystko wina moich hormonów poporodowych w ciele córeczki… A teraz znów leżałam w szpitalu – tym razem z dwójką dzieci, bo miały rota. I tak jak piszesz – zakładanie wenflonu czy potem… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Aniu, jeszcze trochę przyjdzie nam na nią poczekać, ale mam nadzieję, że wszystko dobrze się ułoży.
Wyobrażam sobie, co musiałaś przeżywać… Całe szczęście, że okazało się, iż to nic groźnego!

Marta Ulińska
Gość

Moja przyjaciółka „choruje” razem ze swoim synkiem. Bardzo się martwi za każdym razem kiedy pojawia się gorączka. Obecnie cały czas spędza w domu, bo mały mimo ciepłej pogody walczy z zapaleniem płuc.

Agnieszka Burliga
Gość

Moja 16 miesięczna córka ma stwierdzona astmę wczesnodziecięcą pobyty w szpitalu to dla nas norma od 7 miesiąca córki. Najgorszy dla mnie był pierwszy pobyt byłyśmy w szpitalu 12 dni też stałam pod drzwiami i płakałam razem z nią gdy słyszałam jak płakała i nie mogłam nić zrobić. Czułam się z tym źle pierwsze kilka dni płakałam wieczorami bo miałam rozdarte serce bo jedna córka w szpitalu a starsza w domu wieczorami płakała za mną. Od tamtej pory w szpitalu byłyśmy jeszcze 4 razy. Rodzica który jest pierwszy raz można poznać po tym, że stoi pod zabiegowym i płacze ja… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Masz racje Agnieszko. Musimy być silne dla naszych dzieci. dziękuję za pozytywne myśli i Tobie życzę tego samego!

Hedzia
Gość
Hedzia

Ach, serce pęka:( Cały komputera zalałam łzami:( Zdrowia dla wszystkich! To najważniejsze!

Katarzyna Jaroszewicz
Gość

To jest chyba najtrudniejsza sytuacja kiedy jesteśmy zupełnie bezsilni i bezradni wobec cierpienia naszych dzieci i dzieci wogóle – przecież to niewinne istoty!

Basia Wawrzyczek
Gość

Przykro, jak się to czyta, ja miałam podobny przypadek. Wylądowałam w szpitalu z moją pierwszą córeczką Mają, miała wtedy miesiąc. Cały czas płakała i nie chciała pić, jak się okazało miała kolki, ale w szpitalu byłyśmy kilka dni. Przeżyłam szok gdy zobaczyłam moją kruszynkę z welflonem w główce, jak mnie bolało serce! Na myśl o tych przeżyciach, choć było to 5 lat temu, łzy cisną mi się do oczu. Przeżyłam to tak bardzo, że straciłam pokarm i musiałam zacząć karmić małą przez butelkę. Nie życzę żadnemu rodzicowi podobnych przeżyć i trzymam mocno kciuki za operację małego. Życzę duuużo zdrowia wszystkim… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Basiu, ja też miałam problemy z laktacją w szpitalu, ale na szczęście udało się ją utrzymać. Szymek przez cały pobyt prawie non stop „wisiał” na piersi. Myślę, ze wiązało się to z jego zwiększoną potrzebą bliskości w tym trudnym czasie.

gabi hekokf
Gość
gabi hekokf

Moja córka urodziła się z wrodzoną wadą stóp- stopy końsko szprotawe. W pierwszym tygodniu życia miała założone gipsy od pośladków do paluszków. Gipsy były zmieniane co tydzień przez trzy miesiące. Po serii gipsów Mała miała operację. Pobyt w szpitalu wspominam bardzo źle. Nie wpuszczono mnie razem z Małą na pobranie krwi i wpicie wenflonu do główki na przyjeciu do szpitala. Stałam pod drzwiami i płakałam razem z nią. Czułam się bezradnie. Przed operacją nie mogłam karmic córki przez 6 h. Efekt tego był taki ze ona sie wsciekała i nie można było jej uspokoić a ja miałam piersi pełne pokarmu.obojętność,… Czytaj więcej »

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close