Znad kołyski 20 marca 2015

Mama czy bajkopisarz czyli bajki dla dzieci

Nie jestem bajkopisarzem, nigdy zresztą nie chciałam być, ale na życzenie moich maluchów zostałam “bajkowymyślaczem”, zwyczajnie wymyślam bajki dla dzieci.

Zaczęło się od tego, że przerabiałam znane klasyki na nieco lżejszą formę, bez brutalnych fragmentów. Wilk nie chciał zjeść Czerwonego Kapturka i Babci tylko chciał zjeść smakołyki, które Czerwony Kapturek niósł chorej Babci, żeby ta szybciej wyzdrowiała. Baba Jaga nie chciała wsadzić Jasia do pieca, tylko szukała grubaska-kolegi, bo sama też bardzo przytyła od słodyczy. Dzięki pomocy Małgosi, oboje z Jasiem trenowali i dobrze się odżywiali i zgubili zbędne kilogramy 😉

Szybko mi się to jednak znudziło i trzeba było wymyślić coś… nowego. Zapytałam więc pewnego wieczoru Adrianka o czym mam mu tym razem opowiedzieć. Tak oto powstała bajka o samolociku Rajanku.

 Daleko, daleko, za górami, za lasami żył sobie mały samolocik Rajanek. Miał Mamę, Tatę i młodszą siostryczkę. Wszyscy pracowali na lotnisku zabierając pasażerów na różne wyprawy.

Jak co dzień rano, tak samo i tego dnia Rajanek wyjechał z hangaru i podjechał pod terminal pasażerski.

Otworzył drzwi oraz luki bagażowe i czekał na pasażerów. Obsługa zapakowała wszystkie bagaże, pomogła ludziom wsiąść i zająć miejsca. Rajanek zamknął wszystkie wejścia i powoli ruszył z miejsca kierując się w stronę pasa startowego.

Zaczął się rozpędzać, coraz szybciej i szybciej, aż wreszcie poderwał dziób do góry i oderwał się od ziemi. Leciał coraz wyżej i wyżej. Zbliżał się do chmur, w końcu wleciał w nie – były białe jak śnieg, nic nie było widać przez okna. Chwilę później wzniósł się ponad białe obłoki i wszyscy zobaczyli piękne słońce. Natychmiast zrobiło się jasno i przytulnie oraz cieplutko.

Stewardessy zaczęły pasażerom roznosić lody dla ochłody. Dość długo lecieli ponad chmurami obserwując jak zmienia się kolor słońca, kształty chmur, a także jak pod nimi przesuwają się wyglądające jak mrówki samochody, podziwiali piękno krajobrazów. Mijali góry, morza, rzeki i jeziora, mniejsze i większe miasta, aż wreszcie Rajanek zaczął obniżać lot. Najpierw wleciał w chmury, gęste i białe, następnie tuż poniżej chmur trafił na deszcz.

Pasażerowie oglądali jak po szybach spływają strugi wody, przygladali się błyskawicom, które raz po raz rozświetlały niebo i chmury. Wreszcie przestało grzmieć i już po chwili ich oczom ukazała się piękna i kolorowa tęcza. Wszyscy byli zachwyceni tym widokiem. Samolocik leciał dalej, nadal powoli obniżając lot. W końcu zbliżył się do lotniska i sprawnie wylądował. Spokojnie podjechał pod terminal pasażerski, otworzył drzwi oraz luki bagażowe. Zarówno pasażerowie jak i Rajanek byli nieco zdziwieni widokiem jaki rozciągał się wokół. Wszędzie było mnóstwo piasku. Nic tylko piasek i słońce oraz kilka budynków lotniska. To była pustynia w Egipcie – taka ogromna niekończąca się piaskownica.

Na przybyłych czekał już nietypowy środek lokomocji. Były to zaprzęgnięte wielbłądy. Każdy zajął miejsce na grzebiecie zwierzaka i ruszyli w nieznane. Przewodnicy zabrali pasażerów do piramid. Były to ogromne budynki złożone z czterech złączonych ze sobą trójkątów. Okazało się, że te niesamowite budowle były grobowcami, które obecnie zamieszkiwały mumie – zabandażowane postacie  wyglądające nieco strasznie ale jak się później okazało niezwykle przyjazne i uprzejme.

Każda z mumii opowiedziała przybyłym niesamowitą historię z przeszłości. Jedne były o Faraonach – dawnych władcach Egiptu, inne opowiadały o wielkiej rzece Nil, a jeszcze inne o zaginionych wśród piasków pustyni skarbach, które po dziś dzień spoczywają wokół piramid.

Czas szybko zleciał na słuchaniu ciekawych opowieści. Zbliżało się popołudnie. Psażerowie dojechali na wielbłądach do rzeki Nil, wsiedli na statek i jedząc obiad popłynęli z powrotem w stronę lotniska. Kiedy byli już dość blisko przesiedli się ponownie na wielbłądy. Dojechali na miejsce i zmęczneni wsiedli do Rajanka. Ten pozamykał wszystkie drzwi oraz luki bagażowe i ruszył. Najpierw powoli dojechał do pasa startowego, następnie zaczął się rozpędzać i kiedy jechał już bardzo szybko oderwał się od ziemi i wzleciał w stronę chmur. Leciał coraz wyżej i wyżej, prosto w białe jak mleko chmury. Przez chwilę nic nie było widać, lecz zaraz potem oczom wszystkich ukazało się śliczne, ciepłe słoneczko. Wnętrze samolotu rozjaśniło się i ogrzało. Każdy z pasażerów otrzymał szklankę pysznego chłodzącego napoju. Zmęczeni wyprawą szybko usnęli.

Lot minął nadspodziewanie szybko i spokojnie. Rajanek jako doświadczony już samolot gładko wylądował i podjechał do terminala pasażerskiego gdzie pożegnał się z wysiadającymi pasażerami. Potem powoli pojechał w stronę swojego hangaru, aby po męczącym dniu odpocząć i zaraz potem zasnął aby śnić kolejne o kolejnych fantastycznych przygodach.

 

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Kulinaria 18 marca 2015

Chleb pszenny z żurawiną

Przygodę z wypiekiem chleba rozpoczęłam stosunkowo niedawno. Ot, tak któregoś dnia zamarzył mi się swojski chlebek i jego zapach roznoszący się po domu. Trzeba było tylko przejść do realizacji planu. Składniki wszystkie posiadałam, jedyny problem tkwił w braku maszyny do wyrobu chleba. Szukałam, więc przepisu, który pozwoli mi obejść tę przeszkodę. Takiego, który bez problemu pozwoli mi wymieszać zaczyn łyżką.

Chleb pszenny z żurawiną to taki szybki chleb dla leniwej lub zapracowanej gospodyni. Idealny dla początkującego domowego piekarza. Czas wykonania wraz z wyrastaniem i pieczeniem nie przekroczy 2 godziny.

Składniki

  • 520 g mąki pszennej (3 szkl.)
  • 500 ml letniej wody (2 szkl.)
  • 8 g drożdży świeżych lub 4 g drożdży suchych (zdecydowanie polecam świeże)
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1/2 szklanki płatków owsianych
  • 1/2 szklanki żurawiny

Przygotowanie

  1. Drożdże rozpuszczam w letniej wodzie. Następnie do miski wsypuję mąkę i po kolei wszystkie składniki (sól, cukier, płatki owsiane, drożdże i żurawinę).
  2. Wszystko mieszam łyżką. Przykrywam ściereczką lub folią spożywczą i odstawiam w cieplejszy kąt, ale nie bezpośrednio na ciepły kaloryfer, na 1 godz.
  3. Ciasto w tym czasie powinno powiększyć objętość dwukrotnie, jeśli nie wyrosło trzeba jeszcze poczekać i dać mu wyrosnąć.
  4. Wyrośnięte ciasto przekładam do foremki keksowej (używam małej o wymiarach 9 x 28 cm). Zostawiam je na chwilę w tej formie i nagrzewam piekarnik do 230 st. C. (przez czas nagrzewania się piekarnika, chlebek sobie tyci podrośnie w foremce).
  5. Formę wstawiam do nagrzanego do 230 C piekarnika i piekę 55-60 minut koniecznie z żaroodporną miseczką wody wstawioną na półkę piekarnika.
  6. Jeśli chlebek zbytnio zacznie się rumienić można przykryć go folią aluminiową, ewentualnie papierem do pieczenia.
  7. Upieczony chlebek po ok. 20 min wyjmuję z formy i czekam aż ostygnie.

Smacznego!

chleb pszenny

chleb1

Zdjęcia: Sylwia

Subscribe
Powiadom o
guest

13 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Dagmara J.
Dagmara J.
9 lat temu

Chyba się jutro skuszę 🙂

Matka Antka
Matka Antka
9 lat temu

Właśnie ostatnio zastanawiałam się nad tym, by nie spróbować samemu upiec chleb. Traktuję ten przepis jako znak, że powinnam to zrobić 🙂

Lili
Lili
9 lat temu

Właśnie upiekłam ten chlebek, wygląda super (czego się nie spodziewałam, że tak się uda robiąc to pierwszy raz) i bardzo smakuje. Dzięki!

Kasia Karwas
9 lat temu

A mi się dzisiaj nie chce nic gotować i zaraz wychodzimy gdzieś na obiad. A tak bym zjadło jakieś ciasto domowe, ale na ma komu zrobić 🙁

Joanna Karpińska
9 lat temu
Reply to  Kasia Karwas

to zapraszma do siebie – jeszcze się ostał kawałek murzynka z jabłkami 🙂 U nas w domu ciasto na weekend murowane – ZAWSZE DOMOWE 🙂

Ilona O-a
9 lat temu
Reply to  Kasia Karwas

U nas tarta jabłkowa i ciastka kruche czekoladą i orzechami. 🙂

Kasia Karwas
9 lat temu
Reply to  Kasia Karwas

O murzynka bym zjadła, zresztą tartę i ciastka też :p Ja też zawsze robiłam co weekend, a teraz próbuję trochę kg. zrzucić, więc wszyscy w domu muszą cierpieć razem ze mną 😉

Milena Kamińska
9 lat temu

Nie przepadam za żurawiną ale mimo to nie skusiłam się na pieczenie chleba. Nie wiem czemu może kiedyś

W roli mamy - wrolimamy.pl

Ja chleba nie piekłam, ale żurawinę uwielbiam…

DziecioCiuszek
9 lat temu

jak piekę chlebek dodaję różnego rodzaju ziarna: słonecznika, pestki z dyni, orzechy 🙂 Oczywiście te maluchy, które są uczulone nie moga takiego jadać lecz smakuje wybornie 😀

youkids.pl
9 lat temu

domowy chleb nigdy nie smakuje tak jak kupny – tylko, żeby jeszcze chciało się go robić…

Milena Kamińska
9 lat temu

Mój syn uwielbia żurawinę. Ja wolę orzechy pistacje słonecznik

Emocje 17 marca 2015

Dziecięca fantazja

Są rzeczy na niebie i ziemi, o których się ponoć filozofom nie śniło. Pewnie byli ograniczeni. A może nie, może to rzeczy, które dzieją się na ziemi, są tak przerażające, że nie ogarniają ich umysły ludzi zdrowo myślących?

Poniedziałek, Duśka poszła do przedszkola a ja zasiadłam do porannej prasówki. Ot tak, żeby wiedzieć co się na świecie dzieje. Polityka, polityka, polityka, kampania, ostrzelany bronkobus, rozruchy w Legionowie, Tusk nie jedzie do Moskwy, przewijam nagłówki w czytniku rssów i nagle wpada mi w oko: “Pięcioletnia Oliwia do mamy: Nie pójdę do przedszkola bo boję się, że zabierze mnie tata”. Sama jestem mamą pięciolatki więc chyba nic dziwnego, że tytuł mnie zelektryzował? Potem było już tylko gorzej…

Mała dziewczynka, która boi się nocować u taty i sąd, który każe jej to robić. Mało tego, uważa, że skargi dziewczynki to efekt „niedogadania się” jej rodziców. A więc skoro mama i tata się nie dogadują to cierp Drogie Dziecko, śpij w wannie, krzycz w nocy, opowiadaj co tata ci robi, a i tak nikt nie będzie tego słuchał. Bo jesteś mała i nie masz racji, sąd wie lepiej, co jest dla Ciebie dobre. A jak mamusia i tatuś nie dojdą do porozumienia, to pójdziesz do rodziny zastępczej. Jak będziesz miała szczęście to trafisz do dobrej, jak nie będziesz miała szczęścia to… no cóż, historię z Pucka znają chyba wszyscy i nie będę jej przytaczać. A zanim trafisz do tej rodziny zastępczej, to będziesz nocowała na zmianę raz u mamusi raz u tatusia, bo jesteś tylko dzieckiem, małą zabawką, która wcale nie potrzebuje dachu nad głową. Jesteś nikim. Nie masz swojego domu, nie masz swojego łóżka, nie masz prawa do normalnego dzieciństwa i świętego spokoju, nic nie masz, nawet swojej przytulanki nie masz jak tatuś tak zadecyduje. Mało tego,  nawet jak pani psycholog mówi, że nie powinnaś sama zostawać z tatusiem to Pan Sędzia ma to delikatnie mówiąc gdzieś, bo to mamusia poprosiła psychologa o opinię, a nie sąd. Sąd nie prosi bo nie widzi potrzeby, przecież jesteś tylko dzieckiem, zmyślasz. Pan Prokurator ma cię tak samo gdzieś, nie widzi problemu, nawet nie wnosi sprawy do sądu, jesteś tylko dzieckiem skłóconych rodziców, nic ważnego. Wiesz, w ogóle nie ma o czym mówić.

Bolało gdy to wszystko czytałam, przed oczami miałam Duśkę, która co wieczór prosi: tatusiu przyjdź do mnie. Potem usypia wtulona w tatusiowe ramię. Mała, ufna dziewczynka. Na co dzień to niesamowita fantastka, głowa mała, co też ona potrafi nazmyślać! Nie zawsze jestem pewna, czy mówi prawdę, czy coś tam sobie dośpiewała. Ale gdyby przyszła i powiedziała mi, że tatuś ją „tam” dotykał, albo kazał chodzić bez majtek – uwierzyłabym na pewno. Uważam, że dziecięca fantazja ma swoje granice, a dziecko zmyślając różne historie po prostu miesza ze sobą wydarzenia z przeszłości dołączając to, co zna z bajek. Nie spotkałam jeszcze dziecka, które by opowiadało niestworzone historie bez jakiegokolwiek punktu zaczepienia w przeszłości. Dlatego opinie dorosłych twierdzące, że Oliwka zmyśla, po prostu mnie załamują. Jak tak można?! Kto się tak naprawdę liczy w tej sprawie?

I na koniec jeszcze mały apel do Was, drogie mamy: Jeśli w Waszym związku dzieje się źle, nie wahajcie się komuś o tym powiedzieć. Niech to będzie mama lub przyjaciółka, albo ktokolwiek. Ale niech będzie. Nie dopuśćcie nigdy do takiej sytuacji, kiedy okaże się, że Wasz partner będzie miał świetną opinię wśród ludzi, a Wasze skargi zostaną potraktowane, jak wymysły kierowane chęcią zemsty, „bo przecież tyle lat się nie skarżyła a nagle takie coś”.

 

 

Subscribe
Powiadom o
guest

12 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Olga Kłoda
9 lat temu

Fantazja fantazja ale jesli dziecko jawnie wykazuje ze sie czegos boi to nie wolno tego lekcewazyc. Skad taki maluch mialby wymyslac ze tatus dotyka wlasnie „tam”. Gdyby moje dziecko powiedzialo takie rzeczy od razu bylby to dla mnie czerwony alarm. Ciesze sie ze nie dotycza mnie takie dramaty. Synek uwielbia tate i nigdy nie powiedzial ze sie tatusia boi. Nie wyobrazam sobie takiej sytuacji. U mnie to jest wyczekiwanie w oknie na tate i niech tak pozostanie

Adrianna Mizgiert
9 lat temu

Wolałabym uwierzyć w kłamstwo i przepraszać dorosłego niż puścić mimo uszu i dopuścić do krzywdy mojego dziecka. Dzieci zazwyczaj nie kłamią w poważnych sprawach. . . .

Alicja Malinowska
9 lat temu

Smutna historia, ale niestety efekt tego, że część matek po rozstaniu gra kartą „molestowania”. Gdy co chwila ktoś wywołuje fałszywy alarm, prokurator, czy sędzia przestaje być wrażliwy na takie sytuacje 🙁 

Aneta Błajek
9 lat temu

Na pewno zrobiłabym wszystko żeby dowiedzieć się prawdy. Posunelabym się nawet do nagrywania. Nie zbagatelizowalabym problemu

Aneta Błajek
9 lat temu

I też zrobiłabym wszystko by chronić Dziecko

Ola Szychowska
9 lat temu

Z drugiej strony, dziecko nie do końca rozumie że dotykając je w ten sposób ktoś robi coś bardzo złego. Dziecko czuje dyskomfort i o tym powie, dlatego wydaje mi się że nigdy nie wolno czegoś takiego bagatelizować

Magda EM
9 lat temu

W naszym państwie i z naszym sądownictwem ze skrajności w skrajność. Albo nic nie robią albo wierzą w nieprawdę. Czasami mam wrażenie że dziecko i jego dobro ma dla sądu niestety najmniejsze znaczenia.

Ewelina Mąkosa-Salamon

Ja bym uwierzyła córeczce- zawsze powinniśmy zakładać, że dziecko mówi prawdę, a dopiero potem starać się sprawdzić jaka jest rzeczywistość. Nie można zakładać, że to wyobraźnia…takim tokiem rozumowania możemy skrzywdzić dziecko, a przecież lepiej zapobiegac niż leczyć!!!

Adrianna Mizgiert
9 lat temu

Wolałabym uwierzyć dziecku a potem przepraszać dorosłego niż puścić mimo uszu i dopuścić do krzywdy.

Veronika Kate
9 lat temu

Jasne, że bym uwierzyła. Uciekałabym, gdyby było trzeba.

Kasia
Kasia
9 lat temu

Dzieci mają bujną wyobraźnie, ale… nie aż tak. Przerażające to wszystko…

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close