Uroda 19 lutego 2013

Od serca

Mam na imię Joasia, mam 25 lat. Jestem mężatką i mamą dwóch wspaniałych chłopców (4 i 2 lata). Pochodzę z Poznania, a od 7 lat mieszkam w Derby (Wielka Brytania).

Jak zaczęła się historia, o której chcę Wam dziś opowiedzieć?

No cóż – dość banalnie. Oglądałam program telewizyjny o surogatkach. Byłam pełna podziwu dla kobiet, które są w stanie poświęcić siebie i swoje ciało dla innych. Widziałam kobietę, matkę dwójki dzieci, która nosiła w sobie kolejne – dla zupełnie obcej pary, tylko dlatego, że chciała im pomóc, żeby mogli doczekać się tego co jej, Pan Bóg dał bez większych problemów. Po obejrzeniu tego programu po prostu mnie wbiło w fotel. Byłam pozytywnie zaskoczona, wdzięczna i oszołomiona. Czułam, że znalazłam swoje idolki. Najchętniej porwałabym się na to samo ale wiedziałam, że raczej nie wystarczy mi odwagi. Bałam się, że pokocham to dziecko i  będę je traktować jak swoje własne. Trzeba być  naprawdę poukładanym emocjonalnie, żeby dokonać takiego czynu.

Nie przestałam jednak myśleć o innych sposobach, dzięki którym mogłabym pomóc ludziom w drodze do posiadania potomstwa. Tak wpadłam na pomysł oddania swoich jajeczek.

Zaczęłam szperać w internecie by uzyskać więcej informacji na ten temat.
Jak to wygląda?
Czy to boli?
Gdzie to się odbywa?
Czy to jest pod narkozą?
Czy muszę przyjmować zastrzyki?

Mnóstwo pytań kłębiło się w mojej głowie, chciałam jak najwięcej się na ten temat dowiedzieć, więc szukałam odpowiedzi. Gdy znalazłam potrzebne informacje, podzieliłam się tą ‘’nowiną’’ z mężem.

Nie był zachwycony ale stwierdził, że jeżeli dzięki temu będę czuła się spełniona i szczęśliwa to będzie mnie wspierał na każdym etapie. Tak – klamka zapadła. Zaczęłam więc szukać informacji co zrobić, by takim dawcą zostać u nas – w Wielkiej Brytanii.

Były dwie opcje:
– iść do kliniki i zostać anonimowym dawcą,
– samemu poszukać osoby która potrzebuje jajeczek.

Zależało mi na tym, by poznać osobę która będzie nosić mój “materiał genetyczny” w sobie, dlatego postanowiłam poszukać kogoś na własną rękę.

Ponieważ jestem fanką wszelkiego rodzaju for internetowych (od “dzieciowatych” poprzez bardziej tematyczne) znalazłam forum sofemine.co.uk, na którym kobiety i pary poszukują dawców jajeczek i plemników oraz surogatek. Stwierdziłam, że to będzie idealny sposób na znalezienie chętnych. Zanim zalogowałam się, zaczęłam przeglądać tematy par szukających dawców, ze względu na odległość od mojego miejsca zamieszkania. Ponieważ w związku z byciem dawcą wiąże się dużo wizyt w klinice i badań, pomyślałam że najlepiej będzie znaleźć kogoś blisko domu.

Wkrótce natknęłam się na ogłoszenie pary mieszkającej w miasteczku obok (jakieś 18km ode mnie) i w porównaniu z innymi ogłoszeniami ludzi oddalonych po 140km postanowiłam, że to właśnie na nie odpowiem i zaoferuję swoją pomoc, zanim dodam własne ‘’ogłoszenie’’.

Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Po 20 minutach dostałam maila zwrotnego:

‘’Hello,

My name is Edyta. Me and my husband we are looking for an egg donor as I have recently discovered that I have a very low fertility. Are you still hoping to donate to someone? We live in Nottingham and are hoping to have a baby with the assistance of the Care Clinic in Nottingham.

Can you please send me your foto and answer an few questions:
1. Age
2. Blood group
3. Weight and hight
4. Eyes and hair colour
Also can you please tell us your price?
Please e-mail me if you are still in a position to help.

Thank you’’ *

Jak zobaczyłam imię Edyta to moje serce szybciej zabiło. Od razu odpisałam jednym zdaniem “Czy jesteś Polką?”

Odpowiedź była pozytywna i natychmiastowa. Od razu wymieniłyśmy się numerami telefonów. Obie stwierdziłyśmy, że to chyba musi być przeznaczenie, bo im marzyła się Polka jako dawczyni. Mówili, że byliby w stanie nawet ściągnąć dziewczynę z Polski (co już raz próbowali). Spytali o cenę, ale ja nie chciałam za to pieniędzy, przecież nie po to się zdecydowałam, żeby zarobić – tylko z potrzeby serca.

Dowiedziałam się, że ich droga jest już bardzo długa, jest to droga przez mękę i setki rozczarowań. Siedziałyśmy i ryczałyśmy razem do telefonu. Bez głębszego zastanawiania się od razu zaproponowałam herbatę i rozmowę ‘’na żywo’’.

Bardzo stresowałam się dniem, w którym mieli przyjechać. Bałam się, że jej się nie spodobam, że może to nie to, czego szuka. Bo nie ukrywajmy, dziecko w 50% będzie miało moje geny i może być podobne do mnie, więc liczyłam się z tym, że dla nich mój wygląd będzie bardzo ważny.

Przygotowałam się najlepiej jak mogłam no i nastał dzień spotkania. Gdy otworzyłam drzwi zobaczyłam pewną siebie kobietę po 30-tce, niską jak ja, brunetkę jak ja, nawet uczesanie miała podobne. Widziałam, że ją też zamurowało.

Siedziałyśmy przy kawie i rozmawiałyśmy. O nich, o mnie, o moich dzieciach, planach, nadziejach i najważniejsze – dlaczego?

Wypełniłyśmy też wspólnie kwestionariusz wstępny na temat mojego stanu zdrowia i zdrowia w rodzinie. Musieli sprawdzić, czy nie jestem obciążona jakąś chorobą.

Na szczęście okazało się, że wszystko w porządku i możemy umówić się na pierwsze wspólne spotkanie w klinice, gdzie zrobią mi badania, żeby sprawdzić czy w ogóle mogę być dawcą. To był początek września 2011 roku.

Po miesiącu było kolejne badanie, USG i pomiar jajników. Potem pobranie krwi i testy.

Wszystko bardzo się ciągnęło ponieważ klinika, którą wybrała Edyta jest jedną z najlepszych w Wielkiej Brytanii, dlatego ma wielu pacjentów. W zasadzie spotkania miałam mniej więcej co miesiąc.

Jedno ze spotkań było z psychologiem, który musiał wydać opinię czy jestem zdolna do tego by oddać swój materiał genetyczny. Przesympatyczna kobieta pytała “dlaczego?”

No jak to dlaczego? Mam dwójkę dzieci. Jestem mamą i uważam to za najwspanialszy dar w życiu. Nie można porównać tego z niczym innym. Dar, który jest całym moim światem. Budzisz się rano dla swoich dzieci, żyjesz dla nich i zasypiasz myśląc o nich. Wszystko co w życiu robisz, robisz z myślą o swoich dzieciach. One wypełniają Twoje serce w całości. Dlatego nie rozumiem, czemu inni ludzie nie mogą doznawać tego wszystkiego? Dlaczego niektórzy marzą o tym, co ja dostałam bez problemu? Dlaczego będąc w stanie pomóc takim ludziom, miałabym tego nie zrobić? No dlaczego? Nie znajdując żadnego przeciw i czując chęć pomocy ogarniającą mnie od palców u nogi aż po czubek głowy postanowiłam że to zrobię, że podaruję komuś coś najcenniejszego co posiadam, wiedząc że nigdy, nikomu nie będę w stanie dać nic cenniejszego.

Myślę że Panią psycholog zadowoliła odpowiedź bo przeszła dalej:

Co będziesz czuła do dziecka, które urodzi się w wyniku tego zabiegu?

A co mogłabym czuć? Wielką radość, że to maleństwo żyje dzięki mnie. To tak, jakbym oddała nerkę, albo szpik jakiemuś dziecku i patrzyła jak ono rośnie i rozwija się wiedząc, że beze mnie nie miałoby szans na przeżycie. Dokładnie takie mam do tego podejście, i jednocześnie uważam, że jeżeli ktoś myśli choć przez chwilę inaczej, myśli jak o swoim dziecku – to niestety, ale nie nadaje się na dawcę.

Następnie Pani psycholog poinformowała mnie, że prowadzona jest baza danych, do której dziecko poczęte w wyniku tego zabiegu, po osiągnięciu pełnoletności będzie miało prawo dostępu. Może przyjść i sprawdzić dane swojego dawcy, żeby wiedzieć czy np. nie randkuje ze swoją siostrą. Wiem, dziś dla nas wydaje się to śmieszne, ale za 20 lat będzie to na porządku dziennym, ponieważ w UK wykonuje się setki takich zabiegów dziennie, a kobiety oddające jajeczka nie kończą na jednym razie.

W związku z tym jestem zobowiązana powiedzieć swoim dzieciom prawdę i opowiedzieć im cała historię, żeby czasem później nie były zdziwione, że gdzieś na świecie jest ich biologiczny “brat” czy “siostra”. Ja szczerze powiedziawszy, nawet nie miałam zamiaru tego przed nimi ukrywać. Kiedy przyjdzie odpowiednia chwila, powiem im o tym, co kiedyś dla pewnych ludzi zrobiłam.

Mijały miesiące, nastało Boże Narodzenie 2011 roku i dowiedzieliśmy się, że po nowym roku zacznę kurację hormonalną, w wyniku której zostaną mi pobrane jajeczka. Wtedy zaczęłam się stresować, wiedziałam że będę sobie musiała robić zastrzyki, przerażała mnie wizja wbijania w siebie igły i przyjmowania ogromnej ilości hormonów. Mąż starał się mnie uspokajać i na szczęście wychodziło mu to znakomicie.

W styczniu czekały mnie ostatnie badania, czy aby nic się nie zmieniło i czy nie jestem przypadkiem w ciąży a potem do dzieła.

Nadszedł marzec 2012. Przydzielono mi pielęgniarkę, która wytłumaczyła które zastrzyki, kiedy, jak i w jakie miejsce należy podawać. Musiałam też przyjmować pigułki antykoncepcyjne. Dostałam rozpiskę co do godziny oraz datę pobrania materiału.

Igły wcale nie były duże, a wkłucia w ogóle nie było czuć, więc byłam bardzo uradowana. Dodam, że im więcej tłuszczyku na brzuchu tym lepiej, bo wtedy w ogóle nie czuć wkłucia. Codziennie wieczorem, równo o godz. 20:00 podchodziłam do lodówki i wyciągałam odpowiednią ampułkę. Napełniałam strzykawkę i bum. Jakoś szło. Cała kuracja trwała 2 tygodnie Co 2 dni musiałam się stawiać na kontrole i USG gdzie sprawdzali rozwój jajeczek. Następnego dnia po zakończeniu kuracji o 9 rano miałam stawić się w klinice.

Pierwsze było pobranie krwi oraz USG sprawdzające czy jajeczka dojrzały. Potem je policzyli bardzo dokładnie (27) i zapisali w dokumentacji. Było to USG dopochwowe więc niezbyt przyjemne, zwłaszcza że po hormonach czułam się jak balon i byłam bardzo obolała w tych miejscach.

Sam zabieg zwykle przebiega tak samo. Pobieranie jajeczek odbywa się pod całkowitą narkozą. Igła wprowadzana jest przez pochwę. Lekarz przekłuwa się na wylot w linii prostej do jajeczek skąd zasysa je przez rurkę w igle.

Pobrano mi ich 14, z czego 10 nadawało się do zapłodnienia. Dodam, że w normalnym cyklu dojrzewa zwykle tylko 1 jajeczko, więc to co się działo w moim brzuchu to istny armagedon.

Po zabiegu zostałam przewieziona do małego pokoju, gdzie czekał na mnie mąż. Niestety, od tego momentu już nie było tak różowo. Jestem niskociśnieniowcem i rekowalescencja po narkozie trwa u mnie znacznie dłużej niż u innych ludzi. Po pierwszej próbie wstania z łóżka wróciłam na nie bardzo szybko, ponieważ natychmiast zemdlałam.

Kazali mi poleżeć jeszcze trochę. Przynieśli kawę, ciastka i inne słodkości. Niestety mdliło mnie i nie byłam w stanie nic przełknąć.

Druga próba skończyła się podobnie, wstałam, przeszłam się po korytarzu i znów zaczęło mi się robić ciemno przed oczami, ale na szczęście wtedy zdążyli mnie otrzeźwić w porę.

Zwykle po zabiegu w klinice zostaje się do 1h, u mnie przeciągnęło się to do 5 godzin.

Po wyjściu byłam w stałym kontakcie z kliniką. Ponieważ każda kobieta ma ryzyko Ovarian HyperStimulation Syndrome (OHSS) (syndrom owulacyjnej hiperstymulacji), musiałam co kilka godzin dzwonić do kliniki i mówić jak się czuję.

Niestety, nie czułam się najlepiej. Nadal bolał mnie brzuch i czułam, że puchnę. Zadzwonilam do kliniki i pielęgniarka powiedziała, że mam natychmiast przyjechać do nich albo do szpitala w swoim mieście.

Od razu wykręciłam nr tel. do mamy poprosiłam, by została z dziećmi a sama wsiadłam w auto i pojechałam do szpitala. Nie myślałam, że to będzie aż tak poważne, że zostanę tam na dłużej. Nic ze sobą nie wzięłam, tylko tak jak stałam, kluczyki i jakieś drobne na parking.

Po przyjeździe do szpitala i godzinach spędzonych na badaniach i przechodzeniu z jednego gabinetu do drugiego czułam się coraz gorzej. Dowiedziałam się, że z jajeczka po zabiegu nadal dojrzewały i rosły aż zaczęła wydzielać się z nich woda, która przemieszczała się wyżej w stronę brzucha, i że trzeba szybko to zatrzymać by woda ta nie dostała się do płuc gdyż grozi to śmiercią. Stwierdzono u mnie syndrom OHSS, o którym pisałam wcześniej i powiedziano, że muszą mnie zatrzymać w szpitalu by codziennie kontrolować czy owa woda spada.

Czułam się bardzo źle, ale po szybkiej akcji lekarzy i podaniu kroplówki woda z dnia na dzień zaczęła spadać, a moje samopoczucie zaczęło się poprawiać. W sumie spędziłam tam 5 dni. Przeszłam przez ból i łzy, pot i cierpienie. W imię czego? W imię nowego życia, które kiełkowało w brzuchu Edyty.

Po miesiącu przyszli rodzice dowiedzieli się, że będą bliźniaki ponieważ lekarze dostrzegli 2 bijące serduszka. Nie wyobrażacie sobie jaka była ich radość. Pomimo tego, że nie widziałam się z nią od dnia zabiegu, byłyśmy w ciągłym kontakcie telefonicznym.

W 12 tc Edyta dowiedziała się, że jeden płód obumarł, że serduszko przestało bić ok. 10 tygodnia życia płodowego. Powiedziała też, że lekarze stwierdzili, że to częste przy ciążach bliźniaczych i ma się tym nie martwić. Nie czułam w jej glosie żalu czy pretensji w związku z tym faktem, myślę że cieszyła się, że chociaż jedno nadal żyje i się rozwija.

Edyta musiała dużo leżeć i odpoczywać, ponieważ zdarzały się krwawienia i przedwczesne skurcze. Z uwagi na jej stan psychiczny wynikający ze strachu o maleństwo, o które bardzo długo się starali, oraz ewentualnych komplikacji przy porodzie naturalnym, lekarze na jej prośbę zgodzili się na cesarskie cięcie.  Datę cesarki wyznaczono na 8 grudnia 2012 roku, ale 23 listopada Edycie niespodziewanie odeszły wody i w wyniku cesarskiego cięcia na świat przyszedł mały, zdrowy Oluś. Kiedy dostałam wiadomość o jego narodzinach poczułam niesamowitą dumę, która rozpiera mnie do dziś. Nasze kontakty trochę przycichły na czas ciąży i czuję, że lepiej będzie jak się odsunę i pozwolę im cieszyć się ich małym szczęściem.

Co czuję teraz? Radość, ekscytację i dumę. Czuję się jak “Bóg” wiedząc, że poniekąd dałam życie, takiej maleńkiej osóbce. Czuję, że nie ma nic piękniejszego co mogłam w swoim życiu komuś ofiarować. Dzięki mnie Edyta i Krystian będą mogli czerpać radość z tego co ja mam już od dawna. Jestem dumna i najchętniej chodziłabym wypięta jak paw. Nie żałuję żadnej chwili ani żadnej decyzji, które się z tym wiązały. Dziś siedząc i patrząc na zdjęcie małego Olusia, wiem że było warto. Ten ból, zastrzyki, tydzień w szpitalu, cierpienie… To wszystko opłaciło się… Jest cudowny… I taki podobny do mojego pierwszego synka…

Nie ma na świecie nic piękniejszego niż nowe życie… a skoro jajeczek mam nadal miliony to kto wie, może zrobię to jeszcze raz?

*
“Witam,

Mam na imię Edyta. Ja i mój mąż szukamy dawcy jajeczek od kiedy dowiedziałam się, że mam bardzo niską płodność. Czy nadal chcesz być dawcą?

Mieszkamy w Nottingham i mamy nadzieję doczekać się dziecka pod opieką kliniki w Nottingham.
Czy możesz przesłać mi swoje zdjęcie oraz odpowiedzieć na kilka pytań:
1. Wiek
2. Grupa krwi
3. Waga i wzrost
4. Kolor włosów i kolor oczu
Czy możesz też podać swoją cenę?
Jeśli nadal jesteś zainteresowana proszę o odpowiedź e-mail

Dziękuję.”

Źródło zdjęcia: Flickr

 

 

8
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
Anna MarczewskaAnna HaluszczaksowkaMonikaBombel Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Hanna Szczygieł
Gość

Bardzo wzruszający tekst. Nie wiem czy ja dałabym radę – czy potrafiłabym sobie poradzić z emocjami! Na szczęście nie brak wspaniałych i gotowych nieść pomoc kobiet! Gratuluję serca i odwagi!

Paulina Garbień
Gość

jestem pełna podziwu, nie wiem na ile sama miałabym odwagę by się na to zdecydować tymbardziej gratuluję podjęcia takiej decyzji i cieszę się, ze wszystko się udało mimo napotkanych trudności

Ola
Gość
Ola

oczy mi się zeszkliły kilka razy w trakcie czytania, niesamowity szacunek nie tylko za całą sytuacje,ale za podejście do życia

Bombel
Gość
Bombel

Strasznie mnie poruszyła Twoja historia i oczywiście wzruszyła!
Jesteś wielka! Cudowna!

Monika
Gość
Monika

Podziwiam i jestem pełna szacunku

sowka
Gość
sowka

jest to piekna historia, na maxa złapała mnie za serce bo moja kornela tez przyszła mimo ze lekarze mówili ze nie moge miec dzieci. A macierzyństwo to miłośc ktora wypelnia serce na maxa. Ah

Anna Haluszczak
Gość
Anna Haluszczak

nie wiem czy zdecydowałabym się na taki zabieg. Pewnie byłoby mi ciężko. Niby to tylko jajeczka, ale jednak… dziwnie bym się czuła wiedząc, że gdzieś po świecie chodzi „moje” dziecko. Dobrze, że są ludzie mający więcej odwagi do takich – bardzo jednak potrzebnych – działań.

Anna Marczewska
Gość
Anna Marczewska

Gdzieś to już czytałam…ah pewnie tu! piękne!

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close