Jak nauczyć dziecko jazdy na rowerze – szybko i łatwo z FirstBike

Jak nauczyć dziecko jazdy na rowerze – szybko i łatwo z FirstBike


25 lipca 2013

Istnieje szeroki wachlarz ambitnych (i kosztownych) dyscyplin sportowych. Ale pewne formy aktywności są tak naturalne, że chcemy, aby nasze dzieci nauczyły się ich możliwie szybko. Jedną z nich z całą pewnością jest jazda na rowerze. Chyba każdy z nas ma swoją historię o tym, jak nauczył się jeździć  – jak się przy tym namęczył i jak wysilali się jego rodzice. Aby uniknąć niezbyt miłych wrażeń, lepiej zastanowić się zawczasu, na jaki pojazd chcemy posadzić nasze dziecko.

Podejście tradycyjne – czyli przestarzałe

Trzy lub czterolatek siedzi na lśniącym rowerku z bocznymi kółkami. Ojciec tuż przy nim, pełen zapału i nadziei. Padają instrukcje: „trzymaj nogi na pedałach”, „do przodu, nie do tyłu”, „nie dotykaj hamulca, bo przekoziołkujesz przez kierownicę”, „pchaj mocniej, bo nie pojedzie…”. Biedny dzieciak nie sięga nawet stopami podłoża. Nie ma wystarczająco siły, aby wprawić koła w ruch. Ostatecznie rower rusza dzięki pchnięciu ojca, kołysząc się niepewnie z lewej na prawą, lądując na bocznych kółkach. Tatuś jest lekko zirytowany  – oczekiwał trochę bardziej spektakularnych rezultatów ze strony potomka. Syn też nie bawi się dobrze. W efekcie następnym razem wezmą na spacer trójkołowy motorek, a ten ciężki rower pójdzie w odstawkę.

A może rowerek biegowy?

Dwulatek bez trudu podnosi rower z ziemi, siada w zagłębionym siodełku i opiera stopy o ziemię. Zaczyna ostrożnie iść. Próbuje odpychać się od ziemi, tak jak na swoim trójkołowym motorku, ale tu jest inaczej – ten rowerek ma dwa kółka.  Nogi przejmują kontrolę – służą jako podpórka i hamulec, dopóki malec nie nauczy się obsługiwać hamulca ręcznego. Po jakimś czasie marsz to za mało. Brzdąc przechodzi w trucht, wreszcie bieg. W końcu zbiera się na odwagę – rozpędza rower i unosi stopy nad ziemię. Teraz płynie w powietrzu delektując się prędkością. I nawet nie zdaje sobie sprawy, że właśnie nauczył się utrzymywania równowagi. Bez żadnej ingerencji, instrukcji, presji. Jak to możliwe, że dwulatek samodzielnie jedzie na rowerze? Proste – to First BIKE – rower bez pedałów.

FirstBikeDve0056_small

Fakty, fakty, fakty

Ta metoda nauki jazdy, początkowo „alternatywna”, coraz szybciej rozprzestrzenia się i obecnie wypiera ciężkie rowerki z bocznymi kółkami. W Polsce na rowerek bez pedałów mówi się rowerek biegowy, po angielsku to „run bike” albo „balance bike”, po niemiecku „Laufrad”. Dzięki niskiej wadze pozwala dzieciom nawet wjeżdżać pod górkę – ewolucja nie do pomyślenia dla przedszkolaka na rowerze z bocznymi kółkami. Wśród wielu obecnie dostępnych na rynku można wybrać model z hamulcem i ograniczonym kątem skrętu kierownicy. Te cechy zwiększają bezpieczeństwo. Wyprofilowane jak do jazdy konnej siodełko i rama z trwałego oraz elastycznego tworzywa zapewnią maluchowi wygodę i odciążą kręgosłup.

Pokonanie kilku kilometrów bez wysiłku na takiej biegówce to nie problem. A co najważniejsze – dzieciaki mają niesamowitą frajdę z takiej jazdy. Dla nich to znakomita zabawa, w czasie której niepostrzeżenie i intuicyjnie uczą się utrzymywania równowagi – umiejętności, którą dzisiejsi rodzice musieli w dzieciństwie  okupić takim trudem. Rowerek biegowy to nie pomysł na jeden sezon – może być używany przez okrągły rok i jest odpowiedni dla dzieci w wieku od 2 do 5 lat. Pięciolatek będzie już dostatecznie duży i silny, aby spróbować sił na większym rowerze z 16-calowymi kołami i pedałami. I boczne kółka staną się kompletnie niepotrzebne.

FirstBIKE-on-the-beach-2

 

First BIKE przyciąga uwagę dzięki charakterystycznemu wzorowi i wysokiej jakości. Jego rama i widelec mają w składzie włókno szklane, co zapewnia taką trwałość, że objęte są dożywotnią gwarancją!
First BIKE spełnia  także najwyższe standardy bezpieczeństwa co potwierdza certyfikat Safe Toys. W ubiegłym roku rowerki te otrzymały aż 12 nagród organizacji parentingowych i konsumenckich w USA.

Więcej o tym jak to działa na www.firstbike.pl oraz https://www.facebook.com/First.Bike.Polska

www.dianadomin.com

 

Koniecznie zobaczcie co te rowerki potrafią

A tu kolejny filmik potwierdzający fakt, iż rowerkom z bocznymi kółkami mówimy NIE!

Wpis jest elementem współpracy z firmą FirstBike

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Ela Kuźmińska

    Syn w zeszłym roku jeździł na rowerku biegowym, trzy miesiące temu skończył 3 lata i na wiosnę planujemy go posadzić na tradycyjny rowerek.
    Córka skończyła w lutym roczek, jest bardzo sprawna i zastanawiam się czy mógłby rozpocząć naukę na rowerku biegowym?

    1. Magdalena Marczuk Romanowska

      To kiedy zaczniemy dziecko przysposabiać do rowerka czy biegówki, jest sprawą niesłychanie indywidualną. Ja zaczęłam dopiero jak Maja miała 2 latka. Była drobniutka i nieco wystraszona. Jeśli dziecko jest tym zainteresowane, chce to jak najbardziej można spróbować. Co do możliwości, to polecam właśnie FirstBike a to dlatego, że dzięki dodatkowemu uchwytowi obniżającemu ramę, może on posłużyć już bardzo szybko. Polecam recenzję https://wrolimamy.pl/recenzja/rowerek-biegowy-firstbike/ I szerokiej drogi;))

  2. Zdecydowanie polecam biegowy! Dzieci w naturalny sposób uczą się balansu-równowagi, potem przesiadka na zwykły to już bułka z masłem. No i nie ma męczącego dla rodzica biegania za rowerkiem. Wypróbowane na córce, teraz w jej ślady idzie syn. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Tylko w Twoich rękach…

Tylko w Twoich rękach…


Sylwia

22 lipca 2013

Jak zaczęła się nasza historia…. zwyczajnie, choć z przerwą. Nie szukałam miłości, sama mnie znalazła. Wyznawałam zasadę, co ma być to będzie. Na początku nie było gromu z jasnego nieba, strzały Amora i motyli w brzuchu. Wszystko przyszło z czasem. Ale zacznijmy od początku.

Były wakacje, jak co dzień umówiłam się z przyjaciółką na tenisa stołowego. Stoły do gry były zajęte wiec usiadłyśmy na pobliskich stolikach do szachów, by poczekać na ich zwolnienie. Po jakimś czasie podeszło do nas dwóch starszych chłopaków. Zapytali czy mogą się dosiąść.  My, lekko speszone 14 – latki, zgodziłyśmy się. Nawiązała się rozmowa. Jeden z nich zaproponował, że odprowadzi mnie po grze do domu. Było blisko wiec się zgodziłam, choć trochę niepewnie.  Wyprzedzę wasze pytanie … nie to nie był mój przyszły mąż. Od tego momentu spotykaliśmy się codziennie.  Nowy znajomy stał się członkiem naszej paczki. Czy to lato czy zima razem spędzaliśmy czas. Pewnego dnia mój nowy znajomy przyszedł z kolegą. Jak się dowiedziałam swoim przyjacielem. Szliśmy akurat paczką na koncert wiec im więcej ludzi tym lepie – raźniej i weselej.  Nowo poznany chłopak nie przypadł mi do gustu, jakiś taki małomówny był.  A może nie zwracałam na niego uwagi, bo zwyczajnie nie szukałam chłopaka. Minęły wakacje kontakt się urwał.

Owego cichego chłopaka spotkałam ponownie po 3 latach przypadkiem (tak myślałam) na 18 u koleżanki z klasy. Okazało się, że są znajomymi. Usiadł obok mnie. Wiedziałam, że jedynymi osobami, które znał w tym gronie była solenizantka, ja i moja przyjaciółka. By nie czuł się głupio postanowiłam zapoznać go z resztą. Tak zaczęła się nasza rozmowa. Nie był to ten sam chłopak, którego pamiętałam. Mimo, że się dobrze nie znaliśmy rozmowa kleiła się w jedna spójną całość. Miałam wrażenie, że czyta w moich myślach. Pamiętam jego uśmiech i wspólne tańce. Po imprezie miałam wracać z kolegą z klasy. Plany uległy zmianie. Odprowadzał mnie P., bo miał ponoć po drodze (oczywiście okazało się to nieprawdą). Trasa szybko nam minęła. Rozmawialiśmy chyba o wszystkim jak dobrzy znajomi.  Pod klatką zastanawiałam się, czy poprosi mnie o numer telefonu. Nie zrobił tego, a ja nie byłam z tych dziewczyn, które pierwsze go podają. W poniedziałek w szkole koleżanka powiedziała, że ma dla mnie 2 wiadomości. Mój bodyguard poprosił ją o mój numer, a drugi znajomy chciał iść ze mną na studniówkę. Fajnie tylko obaj w tym samym dniu chcieli się ze mną umówić. No i masz babo placek. Nie chciałam stracić 2 okazji, wiec w sobotę poszłam na studniówkę, a pizzę z P. przełożyłam na niedzielę.  Kobieta przedsiębiorcza, upiekła 2 pieczenie prawie na 1 rożnie.

Jak się domyślacie nie była to jedyna pizza, którą wspólnie zjedliśmy. Po niej były kolejne. Wspólne wypady do kina i spacery wieczorem w towarzystwie gwiazd.  Po jakimś czasie, gdy byliśmy już parą dowiedziałam się, że nasze spotkanie na 18-ce nie było przypadkowe. P. miał w ogóle nie przychodzić, ale dowiedział się że ja tam będę i zmienił plany. Podobałam mu się wcześniej, ale jakoś nie miał odwagi i bał się, że nie zechcę starszego o 5 lat chłopaka.

Dziś śmiać mi się chce, gdy przypomnę sobie jak tak uparty przychodził po 2-3 razy dziennie tylko po to by towarzyszyć mi nawet zimą w spacerze z psem, który potrafił trwać tylko 15 minut, bo mały pies szybko marzł. Mój chłopak szedł do mnie 30 min w jedną stronę, by pospacerować wspólnie chwilę i znów wracać. Tłumaczyłam mu, że to bez sensu.  On mówił, że każda chwila ze mną jest ważna, nie mają znaczenia wszystkie, w których mnie przy nim nie ma. Mile wspominam wiersze, które mi pisał, te motyle w brzuchu i walenie serca, gdy nadchodził czas spotkania, pierwszy pocałunek…

Minęła szkoła średnia, nadeszły studia. Początkowo mieszkaliśmy w innych miastach widywaliśmy się, co dwa tygodnie. Codziennie wisieliśmy wieczorami na telefonach. Komórki zapalały się do czerwoności. Później ja rozpoczęłam pracę u nas w mieście i dojeżdżałam weekendami na uczelnię.  P. również pracował na miejscu, wiec po pracy dzień był nasz.

Pół roku temu minęło 9 lat od czasu, gdy jesteśmy razem, prawie 4 lata po ślubie.  A ja nadal kocham tego mojego wariata z duszą romantyka, choć nie raz mnie denerwuje i mam ochotę mu przyłożyć. Mimo, że dzieli nas 5 lat różnicy od początku stanowiliśmy zgrana parę. Oczywiście sprzeczamy się jak każde małżeństwo, mamy ciche dni i chwile zwątpienia. Mieliśmy po drodze małe zawirowania w związku. Pojawiły się one jakiś czas po powiększeniu naszej rodziny. Na szczęście minęły, a my na nowo nauczyliśmy się siebie. Każde z nas musiało odnaleźć się w nowej sytuacji.  Przez tę prawie dekadę widzę jak się zmieliliśmy, wspólnie dojrzeliśmy, dotarliśmy. Może związek trochę stracił na spontaniczności zachowań – z dzieckiem jednać trzeba niektóre rzeczy planować – to nadal darzymy się tym samym uczuciem i szacunkiem jak na początku. Nie raz potrafimy siebie nawzajem zaskoczyć i pomimo nie łatwego życia we dwóję walczymy by się nie zgubić.  Nie wyobrażam sobie życia u boku innego mężczyzny. Wiem, że ten mój niedoskonały mąż, mający swoje wady jak każdy to najcudowniejszy prezent od losu. Przy nim czuje się prawdziwą kobietą. Akceptuje mnie taką jaka jestem.

Dziś nie raz patrząc na naszego synka śmiejemy się, że gdy ja byłam w jego wieku mój mąż już chodził do szkoły: uczył się pisać i liczyć a ja dopiero mówić.  Fajnie można tak porównać tę różnicę wieku, która w dorosłym życiu nie jest już taką milową przepaścią.

Liczę, że w przyszłości mój synek znajdzie też osobę bliską sercu, z którą będzie dzielił troski i radości życia codziennego. A patrząc na nią nie będzie żałował lat wspólnie spędzonych lat, tylko czekał na kolejne.

Mam nadzieję, że Wy także czasem z uśmiechem na ustach wspominacie początek waszej wspólnej drogi. Często to robicie? Jak dawno temu los skrzyżował Wasze drogi?

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Ciasto z kwaśnymi owocami – odcinek: „Porzeczki”

Ciasto z kwaśnymi owocami – odcinek: „Porzeczki”


Hanna Szczygieł

20 lipca 2013

Sezon owocowy w pełni, działkowicze już mogą cieszyć się pierwszymi plonami prosto z krzaka. Porzeczki i agrest zachwycają swoim wyjątkowym i zdecydowanym smakiem. Jednak tak specyficzne owoce nie każdemu smakują w ilości „przemysłowej”. Pełne witamin i słońca, lecz dość kłopotliwe w obróbce…

Dlatego świetnym rozwiązaniem na dodanie im uroku jest wyczarowanie ciasta :) Z pewnością pomoże przekonać dzieci do odkrywania kwaśnych smaków!

Ciasto jest dość proste i choć pochłania nieco więcej czasu niż przysłowiowe 15 minut – jedynym minusem pracy nad nim jest ubrudzenie dwóch (a nie jednej) misek.

Stary przepis firmowany przez moja babcię i jej koleżanki „udaje się” nawet takim leniom jak ja ;) Więc serdecznie go polecam!

Składniki:

Ciasto
3 szklanki mąki krupczatki
5 łyżek cukru
1 masło roślinne/margaryna do pieczenia
5 jaj
1 cukier waniliowy
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2-3 łyżki śmietany

Masa
1 szklanka cukru
2 opakowania  budyniu waniliowego lub śmietankowego
75 dkg owoców(porzeczki lub inne kwaśne owoce: agrest, wiśnie itp.)

Przygotowanie

Ciasto: Wymieszać suche składniki: mąkę, cukier, cukier waniliowy, proszek do pieczenia i margarynę. Rozdzielić żółtka od białek jaj (białka zostawiamy w drugiej większej misce). Dodać 5 żółtek i śmietanę, zagnieść ciasto. Ciasto powinno mieć dośc luźną konsystencję.

1/5 ciasta włożyć do lodówki. Resztę ciasta rozwałkować na blasze.

Położyć umyte i obrane z ogonków owoce – moje lenistwo pomija ten etap, więc mieszam owoce z gotową masą.

Masa: Ubić pianę z białek, dodać cukier – ubić, dodać suchy budyń, wymieszać. Dodać owoce i delikatnie wymieszać lub wylać na owoce ułożone na spodzie. Masa powinna mieć konsystencję gęstej piany.

Ciasto z lodówki pokruszyć na masę. Na zdjęciach możecie zaobserwować efekt pracy twórczej 3 – latka. Jeśli jednak chcecie, aby efekt końcowy był bardziej wytworny polecam odłożyć ciasto do zamrażalnika lub lodówki na minimum 2 godziny i zetrzeć na tarce, na grubych oczkach. Wersja dla wyjątkowych  pracusiów to rozwałkować pozostałe ciasto pokroić w cienkie pasy i ułożyć z nich na górze np. kratę. Szczególnie efektowane są paski wykrojone narzędziem z ząbkami (piorunujący efekt zygzaka!) Zachęcam do eksperymentów!

Piec ok. 30 minut w temperaturze 150 oC, potem ok. 30 minut w temperaturze 175 oC  – uwaga lepiej piec na najniższych temperaturach nieco dłużej, masa składająca się głównie z piany może powoli się suszyć (unikniecie przypalenia). Oczywiście kontrolujecie sytuację, stare piekarniki lubią płatać figle ;)

Smacznego!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zdjęcia: Hanna Szczygieł

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

„Pokaż mi swoją dłoń, a powiem Ci kim jesteś”

„Pokaż mi swoją dłoń, a powiem Ci kim jesteś”


Fizinka

18 lipca 2013

Tak to już jest, że dłonie uważane są za wizytówkę człowieka, a niestety wciąż bardzo często lekceważymy i pomijamy je w codziennej pielęgnacji. By temu zapobiec i zmienić przyzwyczajenia, należy sobie najpierw uświadomić, że to właśnie one są najbardziej narażone na działanie wszelkich czynników zewnętrznych, ponieważ stanowią nasze narzędzie pracy. Każdego dnia narażamy dłonie na kontakt z twardą wodą, detergentami, substancjami chemicznymi czy czynnikami atmosferycznymi.

Musisz zdać sobie sprawę z tego, iż skóra dłoni jest pozbawiona gruczołów łojowych i ma bardzo cieniutką warstwę tkanki tłuszczowej, a to niestety przyczynia się do szybkiego jej wysychania oraz starzenia.

Pamiętaj więc o tym, by:

– w trakcie wykonywania prac domowych oraz (niekiedy) pracy zawodowej, zawsze używać rękawic ochronnych,

– zimą, gdy temperatura spada poniżej zera, noś ciepłe rękawiczki, natomiast latem, chroń skórę dłoni przed promieniowaniem UV stosując kremy z blokerami słonecznymi,

– codziennie, najlepiej po każdej wykonanej czynności, np. po sprzątaniu, wmasuj w dłonie krem pielęgnacyjny (moja rada – kup sobie małą tubkę kremu, wrzuć do torebki i miej zawsze przy sobie),

– bardzo suche, szorstkie i zniszczone dłonie potraktuj przed snem grubą warstwą kremu odżywczego i nałóż na nie bawełniane rękawiczki lub skarpetki, dzięki czemu preparat lepiej się wchłonie,

MANICURE W DOMOWYM ZACISZU…

NARZĘDZIA, CZYLI CO BĘDZIE CI POTRZEBNE…?

– zmywacz do paznokci (bezacetonowy),
– waciki kosmetyczne,
– pilniki*,
– miseczka z wodą, opcjonalnie mydło lub sól do kąpieli,
– patyczek z drzewa różanego lub kopytko do usuwania skórek,
– cążki do skórek,

Jeśli chcesz kompleksowo zadbać również o skórę dłoni, przygotuj:

– peeling,
– maseczkę i/lub krem.

* Pilniki: nie używaj metalowych. Wybieraj szklane bądź papierowe. Rodzaje:
– gruboziarniste, o gradacji 80/100 – przeznaczone są do paznokci żelowych i akrylowych oraz do użytku profesjonalnego,
– średnioziarniste, o gradacji 100/180 – przeznaczone są do skracania i opracowywania naturalnej płytki paznokcia,
– drobnoziarniste lub tzw. bloczki polerskie, o gradacji powyżej 220 – przeznaczone są do wygładzania płytki paznokcia,

JAK TO ZROBIĆ, CZYLI KROK PO KROKU…

1. Płatek kosmetyczny nasącz zmywaczem i usuń „stary” lakier.

2. Odpowiednim pilnikiem skróć paznokcie do pożądanej długości, pamiętając o tym by nie „szarpać” nim na wszystkie strony. Staraj się raczej wykonywać ruchy w jednym kierunku, od boku paznokcia do jego środka.

3. Nadaj kształt paznokciom i wygładź ich końcówki, w tym celu pociągnij pilnikiem od dołu ku górze, po wolnym brzegu paznokcia (po jego wystającej części), tak by usunąć ewentualne „zadziorki”.

4. Do miseczki z ciepłą, lecz nie gorącą, wodą dodaj odrobinę mydła w płynie lub soli do kąpieli i przez około pięć minut mocz dłonie. Możesz przy okazji wykonać peeling dłoni, w celu usunięcia zrogowaciałego naskórka. Opłucz i dokładnie osusz dłonie.

5. Drewnianym patyczkiem bądź dłutkiem odepchnij skórki okalające płytkę paznokcia. Pamiętaj o tym by nie naciskać zbyt mocno na płytkę, żeby jej nie uszkodzić.

6. Ewentualne, wystające pozostałości odepchniętej skórki, delikatnie usuń cążkami. Miej jednak na uwadze by nie wycinać ich zawsze, w całości (a jedynie ODPYCHAĆ), ponieważ chronią one macierz paznokcia przed wnikaniem drobnoustrojów – za rzadko się o tym mówi i za często uskutecznia się  właśnie takie praktyki.

7. Pilnikiem drobnoziarnistym lub bloczkiem polerskim możesz DELIKATNIE opracować płytkę paznokcia, wyrównując i wygładzając jego powierzchnię. Należy robić to bardzo delikatnie by nie przepiłować płytki.

8. Wmasuj w dłonie i paznokcie maseczkę lub jeśli jej nie masz, krem pielęgnacyjny.

9. Odtłuść paznokcie (w gabinetach kosmetycznych używa się do tego celu  tzw. cleanera, ty możesz wykorzystać zwykły zmywacz).

10. Nałóż odżywkę do paznokci.

11. Jeśli zamierzasz pomalować paznokcie, najpierw  zaaplikuj lakier podkładowy by chronić płytkę przed przebarwieniami, następnie lakier kolorowy, a na wierzch nałóż warstwę utwardzacza lub nabłyszczacza.

ZRÓB TO SAMA, CZYLI JAK PIELĘGNOWAĆ DŁONIE I PAZNOKCIE DOMOWYMI SPOSOBAMI

KĄPIEL DŁONI:
Aby nawilżyć i odżywić dłonie możesz podarować im kąpiel w: mleku z dodatkiem miodu, ciepłej oliwie bądź ciepłej wodzie z dodatkiem soku z cytryny. 

PEELING:
Do zrobienia peelingu potrzebujesz czegoś czym możesz pomasować skórę i zetrzeć obumarły naskórek, np. cukier (trzcinowy), sól, wiórki kokosowe, płatki migdałowe, płatki owsiane czy otręby.. oraz coś co ułatwi ci rozprowadzanie kosmetyku, np. oliwa z oliwek, olej migdałowy, kokosowy czy z jojoby.

Jak to zrobić?

PEELING:
Peeling cukrowy/solny/kokosowy…: do miseczki wlej dowolny olej roślinny, około 3,4 łyżki (nada skórze gładkość i elastyczność), dodaj do niego wybraną „spożywkę ścierającą”, około 2 łyżek,  wmasuj w skórę.

Peeling owsiany (polecany do bardzo suchej i popękanej skóry): wsyp płatki owsiane do małej miseczki, zalej gorącą wodą, rozdrobnij do uzyskania papki, wmasuj w dłonie.

MASECZKA:
Jogurtowa: jogurt naturalny, wymieszaj z łyżeczką oleju z kiełków pszenicy, nanieś masę na skórę i pozostaw na około 10 minut. Olej wygładzi skórę, a kwas mlekowy zawarty w jogurcie usunie obumarłe komórki naskórka.

Miodowo-cytrynowa: mniej więcej 3 łyżki miodu, najlepiej o rzadkiej konsystencji wymieszaj z sokiem z połowy cytryny, nałóż na dłonie. Takie połączenie sprawi, że skóra stanie się gładka, miękka, bardziej elastyczna, nawilżona i rozjaśniona.

Owocowa: zetrzyj ogórek i pół jabłka, dodaj sok z połowy cytryny, wszystkie składniki wymieszaj. Nałóż na dłonie i paznokcie, pozostaw na 15-20 minut, następnie spłucz i posmaruj dłonie kremem.

Mix oliwkowy dla szorstkiej skóry: w równych proporcjach wymieszaj olej sezamowy, rycynowy oraz oliwę z oliwek. Wmasuj mieszankę w skórę, pozostaw na kilka minut, niewchłonięty nadmiar spłucz letnią wodą.

Papka z siemienia lnianego: siemię lniane zalać wrzącą wodą, odczekać aż wystygnie i wytworzy się śluz, wymieszać. Nałóż papkę na dłonie, pozostaw na 15-20 minut.

Moja rada: dla wzmocnienia działania maseczek, każdy nałożony preparat można owinąć folią spożywczą, a następnie ręcznikiem.

Źródło zdjęcia: Flickr

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Budująca Mama

    Hmm… no zobaczymy, czy dzisiaj wieczorkiem Zosia będzie na tyle grzecznie spała, że Mama znajdzie chwilę na pazurki ;-) Bardzo przydatny wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku