Zabawa 28 stycznia 2013

1, 2, 3… szukam!

Krzątam się po kuchni sprzątając umyte naczynia po obiedzie, córka bawi się w swoim pokoju. Co chwile kontrolnie wymieniamy się krótkimi zdaniami: Tola? CioOo? Co robisz? Bawie. Rzucam krótkie spojrzenie w jej stronę.

Chwilę później woła mnie zupełnie spokojnie, jej głos jednak jest przytłumiony. Wchodzę do pokoju – nie ma jej. Zaglądam we wszystkie zakamarki. Wchodzę do sypialni – nie widzę jej. Wołam… Wołam stanowczo….Wołam karcąco…. Krzyczę, żeby się odezwała! W moim głosie słychać przerażenie. Cisza. Przerażająca cisza i setki myśli.

Szukam jej wszędzie – w szafach, pod łóżkami, wszędzie! Nie odpowiada na moje wołanie. Stoję na środku pokoju, szumi mi w głowie. Czuję się jak filmowa bohaterka jakiegoś dramatu, choć właściwie te wszystkie uciekające sekundy są jak horror. Gdzie ona jest?! Wypadła przez okno? Wszystkie są zamknięte… Coś ją przygniotło.., zaklinowała się…, straciła przytomność…? Jej serduszko jednak nie jest w tak dobrej formie jak obiecał lekarz? Przecież mamy zgłosić się za dwa miesiące.

Zaczynam płakać, nie wiem co mam zrobić. Przecież się nie rozpłynęła. Osuwam się na dywan przerażona, brakuje tchu, serce zaraz wyskoczy mi z piersi… Wszystko wiruje wokół mnie. Takich ujęć nie powstydziłby się światowej sławy filmowiec.

Naglę widzę kątem zapłakanego oka przestraszoną dziewczynkę. Skuliła się pod swoim małym stoliczkiem między krzesełkami. Jak ona do licha tam się zmieściła! Przybiega i przytula się do mnie. Iśiam mamo*. Wszystkie najczarniejsze scenariusze uleciały jak balon napełniony helem. Nie mam pojęcia ile to wszystko trwało, dla mnie całe wieki. Najgorsze chwile w moim życiu. Nigdy tak się nie bałam. Przez najbliższe minuty nie wypuszczam jej z rąk i płaczę w głos. Wtóruje mi córka. Niewinna zabawa kończy się moim okropnym bólem głowy, drżeniem rąk do samego wieczora i rozmową z córką o tym, że nie można się tak bawić.

Dziecięca wyobraźnia nie zna granic, pomysłowość jest nie do przewidzenia. Co może uroić się w głowie dwulatki…? Nigdy wcześniej nie bawiliśmy się w chowanego. I chyba długo nie będziemy. Od dziś zabawa ta jest na mojej czarnej liście. A Wy macie taką listę?

* Przepraszam mamo

Źródło zdjęcia: sxc.hu

Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Mamiczka
Mamiczka
8 lat temu

Też tak kiedyś się schowałam mojej mamie. Ja będąc dziś w takiej sytuacji chyba bym padła na zawał. Wyobrażam sobie, jak potwornie musiałaś się czuć.

Anna Sztelak
8 lat temu

A mojej sąsiadki dziecko (dwuletnia Judytka) poszła sobie do babci przez las rzekę mostek i ulicę…. Tylko dlatego że mama poszła po napój do domu a ona zobaczyła kobietę z takim samym kolorem włosów udającym się w tamtym kierunku. I pobiegła za nią… Myślała że to mama ale jak się zorientowała że jednak nie to wstąpiła po drodze do babci:) Na szczęście tak to się skończyło bo wtedy to już nie wiedziałyśmy co robić…Jak przeprowadzili z nią ”poważną” rozmowę że tak nie wolno Judytka odpowiedziała; ” Ale mamo ja popatrzyłam w prawo i w lewo jak przechodziłam przez drogę”… Takie… Czytaj więcej »

Joanna Pawlińska
Joanna Pawlińska
8 lat temu

Raz podobny numer córka mi wycięła podobny numer, w parku na placu zabaw. Z koleżanką się schowały przed mamami. Co przeżyłyśmy z koleżanką szukając dwóch czteroletnich dziewczynek w parku pełnym ludzi i niedaleko stawu… Nie da się tego opisać. Długo też tłumaczyłam, że nie wolno tak robić. Natomiast nie demonizowałabym zupełnie zabawy w chowanego, ustalcie hasło, które oznacza koniec zabawy. Można też ustalić jakiś zawężony obszar do zabawy. Zabawa w chowanego jest fajna a granice łatwo wytyczyć. Możecie też zacząć od chowania misia czy lalki, wtedy łatwo zaobserwować jak dziecko wybiera kryjówki i czy one dla dziecka też będą bezpieczne.… Czytaj więcej »

Na zakupach 22 stycznia 2013

Cóż to był za chrzest

Podczas przeglądania rodzinnych fotografii wpadły mi w ręce zdjęcia wykonane podczas chrztu Młodego. Odżyły wspomnienia związane z tym wyjątkowym dniem, który – jak się okazało – był większym przeżyciem dla nas, rodziców, niż dla naszego syna. Ileż to trudu włożyliśmy w przygotowania, ile czasu spędziliśmy na lekturze poradników dla młodych rodziców, którzy taką uroczystość będą przeżywać po raz pierwszy… Na szczęście w praktyce organizacja chrztu okazała się nieco łatwiejszym zadaniem niż początkowo myśleliśmy i mimo licznych obaw z naszej strony wszystko potoczyło się gładko.

Pamiętam, że pozytywnie zaskoczył nas brak zbędnych formalności związanych z ustaleniem daty chrztu. Ksiądz podał nam najbliższy dostępny termin, a my zgodziliśmy się do niego dostosować. Uniknęliśmy też problemów z wyborem chrzestnych, gdyż od dawna było jasne, że tę rolę będą pełnić nasi bliscy przyjaciele. No i po kilku latach stwierdzam, że wybór był słuszny, zaś nasi przyjaciele świetnie w roli chrzestnych sobie radzą.

Pamiętam, że szczególnie zależało nam na pochwaleniu się Pierworodnym, który w naszym mniemaniu miał być najpiękniejszym dzieckiem w całej grupce chrzczonych tego dnia maluchów. Ot, taki rodzicielski egoizm połączony z dumą i uwielbieniem dla własnej pociechy. Dziś może się to wydawać śmieszne, ale najwięcej problemów sprawił nam właśnie wybór ubranka do chrztu. Chcieliśmy, by nasz synek wyglądał elegancko oraz by w swej uroczystej kreacji czuł się dobrze. Byłam zaskoczona szerokim wyborem ubranek dla niemowląt projektowanych z myślą o tej uroczystości. Po odwiedzeniu niemal wszystkich okolicznych sklepów oraz przejrzeniu setek stron internetowych wybraliśmy wreszcie strój, który spełniał nasze oczekiwania. Choć kusiły nas eleganckie garniturki uznaliśmy, że naszemu Młodemu zapewnimy przede wszystkim wygodę. Wybraliśmy zatem dość prosty komplecik, który ujął nas swą skromną elegancją. Białe body zapinane w kroku, białe spodenki na gumce oraz szykowna, biała bluzeczka z długim rękawem na naszym synku prezentowały się wspaniale. Całość uzupełniła obowiązkowa czapeczka z daszkiem. Jak się okazało na takie wygodne rozwiązanie zdecydowało się więcej rodziców, zaś skromne i wygodne kompleciki zdobyły znaczną przewagę nad garniturkami i ozdobnymi sukienkami. Dzieci wyglądały w nich uroczo, zaś w wygodnych ubrankach dotrwały spokojnie do końca mszy.

Drogie Czytelniczki kiedy chrzciłyście swoje dzieci?
Czy też przywiązywałyście dużą wagę do skompletowania stroju dla małego bohatera uroczystości?
Jeśli macie ochotę, pochwalcie się w komentarzach zdjęciami maluchów.

 

Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
milena
milena
8 lat temu

Chrzest był dla mnie bardzo waznym dniem dlatego musiało byc u mnie wszystko zapięte na ostatni guzik. wybór chustki białej, świeca obrazek album na zdjęcia z dedykacja od rodziców i ubiór, formalności w kościele, tort, zaproszenie gości, rezerwacja sesji zdjęciowej i wiele wiele innych drobiazgów. Z chrzestnymi było już wiadomo od dawna kto będzie wiec nie było z tym problemu. wszystko sie udało, był to piękny dzień . Córkę chrzczę w świeta wielkanocne, lany poniedziałek 1 kwietnia i jestem własnie na etapie załatwiania wszystkich spraw :-) Poniżej są zdjęcia syna, słabej jakości :-) bo oryginały mam na starym zepsutym komputerze… Czytaj więcej »

Paulina Garbień
8 lat temu
Reply to  milena

jaki przystojny mężczyzna :)

Barbara Heppa-Chudy
8 lat temu
Reply to  milena

Ale elegancik :)

Paulina Garbień
8 lat temu

synka chrzciliśmy gdy miał 2,5 tyg. był maleńki bo zaledwie 3kg więc ubranko musiało być malutkie. wybraliśmy śpioszki, sweterek i czapeczkę szydełkowe. Dla córeczki którą będziemy chrzcić w kwietniu dopiero wszystko szykujemy, więc jeszcze trochę przed nami :) strój na pewno będzie starannie dobrany :)

Emocje 21 stycznia 2013

W zakamarkach pamięci

Pamiętacie swoje dzieciństwo? Wyraźnie? Z perspektywy czasu wielu nam wydaje się, że było bezproblemowe. Nie pamiętamy wielu trosk, które wtedy często spędzały sen z naszych dziecięcych powiek.

Jednym z moich smutnych wspomnień, jest pewien dzień, gdy obudziłam się z popołudniowej drzemki, a moich rodziców nie było w domu. Została babcia, która powiedziała, że mama i tata poszli do kina. Byłam bardzo nieszczęśliwa i płakałam wycierając łzy w pluszowego misia – jak mogli tak mnie zostawić i sobie pójść?! Myślę, że miałam wtedy 4 lata. Może mniej. Doskonale pamiętam swój smutek. I … ciepłe ramiona babci.

Pamiętacie chwile spędzone z dziadkami? Te momenty chyba rzeczywiście były beztroskie i wiązały się z samymi dobrymi przeżyciami. Babcia i dziadek to te osoby, które zawsze znalazły dla nas czas – by wysłuchać, pobawić się, poczytać, przyrządzić coś smacznego – specjalnie dla nas. U dziadków czuliśmy się bezpiecznie, a w ich towarzystwie zawsze było wolno więcej.

Moje wspomnienia z dzieciństwa związane z dziadkami silnie wiążą się z zapachami i smakami. Podobno retrospekcje związane ze zmysłem węchu i smaku są wyjątkowo trwałe w porównaniu z innymi.
Czasem poczuję jakiś zapach i od razu zmysł zostaje pobudzony do wspomnień, a pozostałe też jakby się uaktywniają i tak pojawiają się w mojej głowie obrazy minionego czasu. Smak herbaty z malinowym sokiem, smak gołąbków, jajecznicy na maśle, pieczonej kaczki – to doznania, które otwierają drzwi do przeżyć  związanych z moimi dziadkami. Zapach wykrochmalonej pościeli, zbożowej kawy, drzewa różanego z którego był zrobiony różaniec babci, zapach pasty do polerowania podłóg, maść w okrągłym pudełeczku z kotem, zapach jabłek w ogrodzie – wrażenia, które przywołują obrazy z dziecięcych chwil spędzonych z babciami i dziadkami.

Chciałam Was dziś zaprosić do wspomnień doprawionych szczyptą nostalgii i miarą miłości do Waszych dziadków, której nie da się określić. Przypomnijcie sobie zapachy, smaki i emocje z dzieciństwa, które pamiętacie do dziś. Podzielcie się ze mną i innymi czytelnikami swoimi „zmysłowymi” wspomnieniami z dawnych lat, retrospekcji chwil spędzonych z dziadkami…

źródło zdjęcia: flickr

Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Magda Kupis
8 lat temu

Często mi się śni, że jestem u dziadków te kilkanaście lat wstecz. Mój dziadek odkąd pamiętam chorował, ale mimo swoich problemów zdrowotnych zawsze nas wyczekiwał, bardzo kochał wszystkie dzieci. Najbardziej utkwiły mi w pamięci powitania i kiedy jeszcze był na tyle zdrowy zabierał nas na działkę. Nasze małe nóżki dreptały w słońcu spory odcinek, kiedy już bolały siadałyśmy z siostrą na bagażniku roweru i dziadek wiózł nas do celu. Zapach malin wygrzewających się w letnim słońcu kojarzy mi się właśnie z nim. Opowiadał nam śmieszne historie, zadawał zagadki (później znaliśmy je wszystkie na pamięć, ale to zupełnie nie miało znaczenia).… Czytaj więcej »

Milena Kamińska
Milena Kamińska
8 lat temu

Ja i moja siostra bardzo dużo przebywałyśmy u dziadków. Często brali nas na całe tygodnie.Do dziś pamiętam zapach omleta jajeczka na miękko, ciasteczek i ciast różnego rodzaju, owocowego kompociku, smak kluseczek własnej roboty rosołku z domowego kogucika, zapach Maści ( do dnia dzisiejszego) „kotka”, ciepło termoforu, dźwięk rąbania drzewa na opał, mogłabym tak nieskończoność

Kordzińska-Śniegota Weronika
Kordzińska-Śniegota Weronika
8 lat temu

Hmm… Nigdy nie mialysmy z Dziadkami takiego kontaktu,jak kuzynki… Jednak gdy dzis mysle o dawnych czasach widze babcine pierogi, drozdzowke i pierniki! Czuje specyficzny zapach jaki unosil sie juz na klatce schodowej. I slysze kolysanki- te same, ktore dzis spiewam naszemu Maksowi… Widze tez Dziadka- wysokiego, surowego, takiego, ktorego troche sie balam. Jest tez Babcia- usmiechnieta, „babcina”, wygladajaca tak, jak w moich oczach powinna wygladac Babcia. Jest kakao i historie z dawnych lat. Teraz Babcie zastepuje Dziadek-usmiechniety, zaczepiajacy nasze Maluchy- a Babcia juz tylko z nami w myslach…i zal,ze nie wykorzystalo sie okazji…

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close