Na zakupach 26 sierpnia 2012

5 sposobów jak wygrać w konkursie

Jeżeli choć raz w życiu wzięłyście/liście udział w konkursie albo zamierzacie to zrobić – koniecznie przeczytajcie ten tekst. Tym bardziej zróbcie to, jeśli jeszcze nic nigdy nie udało Wam się wygrać, a brałyście/liście już udział w niejednej zabawie. Nie odkryję w tym wpisie Ameryki, ale spróbuję zebrać wszystkie wskazówki, by uświadomić, że czasem włos może nas dzielić od wygranej.

1.       Przeczytajmy regulamin – to on jest najważniejszą częścią każdego konkursu. Brzmi to banalnie? Nie uwierzycie, jak duży odsetek zgłoszeń uczestników nie spełnia warunków regulaminu. Zazwyczaj większość graczy skupia się na tym, jak wykonać zadanie konkursowe i pomija wiele innych ważnych kwestii.

Najczęściej popełniane błędy:
– przesyłanie pracy albo jej zamieszczanie nie w tym miejscu co trzeba,
– brak podpisu lub podpis inny niż nazwa użytkownika na facebooku.

2.       Uważnie prześledźmy warunki dotyczące zadania konkursowego. Ich niedoczytanie często dyskwalifikuje nas na samym stracie, albo obniża znacząco szansę na finał.

Najpopularniejsze pomyłki:
– zamieszczanie pracy typu kolaż, gdy zadaniem jest – zdjęcie,
– pisanie długich elaboratów, gdy wymagana jest określona liczba zdań/ słów/ znaków (często ciekawe prace tracą, gdy ocenia się ich tylko wstęp)

3.       Miejmy pomysł i bądźmy oryginalni.

Jeśli decydujemy się wziąć udział w konkursie – poświęcić swój czas i emocje (często rozżalenie, gdy jednak nagroda przejdzie nam obok nosa) warto przemyśleć dokładnie strategię – plan ataku i bitwy, czyli… zadanie konkursowe. Zróbmy coś co nie będzie nudne, monotonne i banalne! Coś co będzie miało siłę przebicia i wyróżni się spośród innych nadesłanych prac.

4.       Nie czekajmy na ostatni moment.

Wiele zgłoszeń konkursowych pojawia się w ostatnich minutach zabawy. Istnieje wtedy pewne ryzyko – problemy natury technicznej. Brak prądu, przerwa w dostępie do Internetu, chwilowa awaria serwera i wiele innych tego typu problemów, może zepsuć nasze konkursowe plany.

5.       W konkursach, jak i w życiu trzeba mieć trochę szczęścia.

Szkoda przejmować się tym, że się nie wygrało konkursu, mimo że wydaje nam się, że nadesłana praca jest niezła. Warto znaleźć sposób by wygrać każdą konkursową zabawę… wygrać ją dla siebie! Wykorzystajmy udział w konkursie dla swoich celów – dla rozwinięcia własnej twórczości, refleksji nad życiem, spędzenia czasu z dzieckiem, zrobienia czegoś, co nie przyszłoby nam samemu do głowy.

Polecam konkursy na naszym blogu, ponieważ zawsze tworząc zadanie konkursowe staramy się, by udział w zabawie był dla Was inspiracją i motorem by zrobić coś ciekawego z maluchem, by zachęcić Was do przemyślenia pewnych spraw, skłonić do zastanowienia się nad sobą…

Poza tym nasze Jury zawsze rzetelnie podchodzi do oceniania, sprawdza przestrzeganie regulaminu, decydując o wynikach nie bierze pod uwagę żadnych czynników pozakonkursowych i  jak dotąd jeszcze nigdy w trakcie trwania zabawy konkursowej nie zmieniło regulaminu (co zdarza się notorycznie na innych serwisach).

Subscribe
Powiadom o
guest
16 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Julia Bąk Orczykowska

dobre wskazówki;)

Aleksandra Greszczeszyn

Mi się dosyć często udaje, więc chyba spełniam warunki:D

Katarzyna Wierzba
8 lat temu

dobre rady tylko szczęścia brak:)

Ela Kuźmińska
Ela Kuźmińska
7 lat temu

to się zgadza :)

Ania Stanczak
8 lat temu

o dobre rady:))

Agnieszka Danielewicz

„Nie czekajmy na ostatni moment” dodała bym jeszcze ” bo ktoś może mieć taki sam pomysł i go dodać w cześniej :/

free server
free server
8 lat temu

spoko podpowiedzi.dodatkowo można skorzystać z tej strony.

http://wygrywarka.eu

Anna Haluszczak
8 lat temu

To ja dodam tylko jedno – nie traktujmy konkursów zbyt serio. Często widzę na różnych stronach rozżalone osoby, które nie wygrały jakiejś nagrody i teksty w stylu „szkoda, że nie wygrałem, moje dziecko nie dostanie więc nic na święta”.

Konkursy to tylko zabawa. Super, jeśli uda się wygrać. Jeśli nie – trudno. Ucieszy się inny szkrab, który też na pewno zasłużył na wygraną.

Ważne, by przy przygotowywaniu pracy na konkurs włożyć w to serce i – jeśli to możliwe – spędzić kreatywnie czas z rodziną. To jest bezcenne i ma w sobie więcej wartości niż wygrana książka czy zabawka :)

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
6 lat temu

Co racja to racja :)

Marta
Marta
6 lat temu

O to to :) zabawa przede wszystkim :)

Agnieszka Kolesińska
Agnieszka Kolesińska
7 lat temu

Święta prawda !

Łowca konkursów
6 lat temu

Wszystkich miłośników konkursów różnej maści, zapraszamy na naszą stronę http://www.lowimykonkursy.pl ;)

Katarzyna Cubała
Katarzyna Cubała
6 lat temu

to prawda często ludziom się nawet regulaminu nie chce przeczytać, ja staram się chociaż wytyczne z regulaminu przeczytać i biorę udział tylko wtedy kiedy mam pomysł, bo bezsensowne pisanie nic mi nie da

Sylwia Wojtyś
Sylwia Wojtyś
6 lat temu

Należy czytać regulaminy, bo możemy za paczkę chrupek „sprzedać ” zdjęcie swojego dziecka które zostanie wykorzystane do reklamy.

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
6 lat temu

Ja dorzuciłabym jeszcze po wygranej- pamiętaj że brałeś udział w konkursie i uprzejmie zgłoś się po odbiór nagrody :P

BAFOMET
6 lat temu

Warto grać, jeżeli nie trzeba wydawać fortuny na jakieś zakupy a potem tylko liczyć na wylosowanie jednego z miliona – to warto spróbować!

Sport 23 sierpnia 2012

Pożegnanie z kanapą

Z natury jestem leniwcem, nigdy  nie pociągały mnie sporty, szczególnie uprawiane wyczynowo. Największą aktywność ukierunkowaną na sport wykazywałam na kanapie z pilotem w ręku. Ale też nie za długo, bo szybko męczę się oglądaniem  sportowców, to biegających za piłką, to zasuwających w koło po bieżni. Nie chcę jednak być aż tak niesprawiedliwa dla siebie, bo w czasach gdy jeszcze miałam w pełni sprawny kręgosłup, jeździłam konno i  naprawdę to kochałam. A w szkole uczestniczyłam w zajęciach W-Fu, czyli jakieś doświadczenie w tej dziedzinie mam ;)

Jakiś czas szukałam też sportu dla siebie, bo to bardzo w modzie dbać o zdrowie i kondycję, więc przez pół roku chodziłam na aerobik, ale mi się znudziło, kupiłam też rolki, jednak nie mam odwagi wychodzić z nimi na widok publiczny. Głupio tak gibać się lewo-prawo, tył- przód i krzyczeć z daleka “uwaga, jadę”! Poza tym nie kupiłam ochraniaczy a wywrotki mogłyby być dla mnie bolesne, więc postanowiłam zaprzestać karkołomnego sportu. Miałam też wizję siebie na kortach tenisowych, ale nie urzeczywistniłam jej wcale,  rakiety obecnie prawdopodobnie znajdują się w garażu. Mam też skakankę, hula – hop i ciężarki, ale systematycznie pokrywają się kurzem

Generalnie stwierdziłam, że bardzo bym chciała, ale na tym poprzestaję, gdyż mam słomiany zapał, a liczenie kalorii nigdy nie było dla mnie istotne żeby czuć z ich powodu presję na ruszenie się z kanapy. Mimo że mam męża sportowca, jakoś nigdy choroba zwana pasją do aktywności na mnie się nie przeniosła.

Uległo to zmianie w  momencie w którym zapragnęłam zejść z kanapy i zrobić coś, COKOLWIEK, bez parcia na modę, kalorie i medale. Nie potrafię logicznie wytłumaczyć, jakim cudem zapragnęłam się ruszyć, ale wybór padł nietypowy-zapragnęłam biegać!

Pierwszy krok wykonany – mocne postanowienie że nie tyle nawet spróbuję, co po prostu dam radę, mimo iż moje stawy nie pamiętały jak to jest biegać, płuca tym bardziej. Druga sprawa – powiedziałam  Marcinowi, że chcę z nim pobiec. Oczy miał wielkości pięciozłotówki, ale zgodził się żebym trochę mu poprzeszkadzała.

Kupiliśmy stroje do biegania, aby zwiększyć motywację, i pobiegliśmy ścieżką przez pola. Po kilku krokach już dyszałam, złapała mnie kolka, a po kilometrze miałam ściśnięty żołądek gotowy oddać to co do niego w ciągu dnia wpadło.

Fatalnie jak na początek, byłam pewna, że to pójdzie gładko, po pierwszych krokach się rozpędzę, i tak mi zostanie. Błąd! Mam wielkie szczęście, że mój Marcin ma pojęcie o bieganiu, kontrolował mój oddech, tempo, ruch ramionami, i jakie było moje zdziwienie gdy się udało dobiec do celu ( z króciutką przerwą na oddech) i to całe 4 km. Właśnie tego było mi trzeba, mocnego “kopa” na rozruch, pokazania że przy odpowiedniej motywacji i technice jestem w stanie odnieść sukces.

Najpierw poszła krótsza trasa, później biegliśmy już 8 km bez odpoczynku, stałym tempem. Może nie jest to dystans godny maratończyka, ale mnie w zupełności satysfakcjonuje, dając mi realną podstawę do zwiększania własnych możliwości. Może kiedyś nawet przebiegnę dystans maratonu ;)

Teraz biegam sama, z wielką radością zakładam strój, mocuję pulsometr i zamykam za sobą drzwi. Pokochałam ten rodzaj jednocześnie i wysiłku fizycznego i relaksu, to nic, że trudno o seksowny wygląd gdy pot po tyłku się leje, pośladki ciągną a twarz przypomina buraka – czuję jak wyrastają mi skrzydła, gdy wybiegam na ostatnią prostą i miarowo dobiegam do celu. Po prostu jestem z siebie dumna, tak że nawet komentarze sąsiadki, że po co mi bieganie, skoro ze mnie i tak same kości, nie są wstanie wyprowadzić mnie z równowagi.

A dla tych wszystkich mamusiek, które dla siebie również szukają wystarczająco silnej  motywacji, dopowiem, że oprócz mega zadowolenia i budowania wiary we własne możliwości, (nie tylko) przy bieganiu poprawia się ogólna kondycja, smukleją nogi i podnoszą się pośladki. Do tego przy okazji zgubione kalorie można śmiało nadrobić kulinarną nagrodą :) A to kusząca perspektywa, uszczęśliwiać jednocześnie i ciało i ducha…

Źródło zdjęcia: flickr.com

Subscribe
Powiadom o
guest
18 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
sylwiagkap
sylwiagkap
8 lat temu

U mnie tak nie da się, ponieważ synek mi nie pozwoli.Ale mam inną motywację, żeby dbać o siebie, biorę synka w wózek i piechotką wszędzie z nim. Wiosna, lato, jesień i zima nic mi nie przeszkodzi w tym, żeby móc iść z nim wszędzie. Znajomi patrzą się i za każdym razem mówią do mnie ” skąd Ty masz tyle siły, żeby tak ciągle chodzić?” ja im na to, żeby dbać o siebie zaczęłam tak spacerować wszędzie po porodzie, nie mogłam biegać, ani uprawiać żadnego sportu, tylko dla tego że miałam CC. I długo dochodziłam po cc do siebie. Po dwóch… Czytaj więcej »

Fizinka
Fizinka
8 lat temu

A ja zawsze lubiłam sport i uprawiałam go odkąd pamiętam :) Począwszy od podwórkowego ruchu – gra w kosza, „nogę”, palanta,….etc. poprzez uwielbiany w-f :) wszelkiego rodzaju szkolne zawody, w tym lekkoatletyczne :) po trenowanie szermierki i siatkówki (siatkówkę pokochałam tak bardzo że jak zaczęłam w nią grać w 5kl. podstawówki tak skończyłam dopiero w 3 kl. liceum :D ). Po zakończeniu edukacji, kiedy przyszedł czas na pracę zawodową i zmniejszył się mój czas wolny zmniejszyła się również owa sportowa aktywność, ale nie do zera! :) Razem z koleżankami z pracy (żeby było raźniej) jeździłyśmy regularnie na basen, a później… Czytaj więcej »

Magda Kupis
8 lat temu

Ja też uprawiam sporty, o czym pisałam tutaj: https://wrolimamy.pl/2012/01/14/wieloboj-klasyczny/ Czasem bardziej intensywnie, czasem mniej, ale ruchu mi nie brakuje ;)

Natalia Smykowska
8 lat temu

A mnie brakuje właśnie takiego kopa! Tłumaczę się opieką nad synem, choć wieczorami mąż mógłby z nim zostać, ale wtedy to po całym dniu – zwyczajnie mam lenia…źle się z tym czuję i zbieram się w sobie żeby w końcu zacząć…W domu oczywiście kurzą się mata do jogi, przyrząd do ćwiczenia ud, hula-hop, ciężarki, drążek i jedynie przez miesiąc eksploatowany orbitrek! Choć nie powiem na początku roku udało mi się pozbyć 5 kg za pomocą właśnie miesięcznego „biegania” na orbitreku, ale po tym czasie wyrzeczeń również żywieniowych, spoczęłam na laurach i zabrakło mi dalszej motywacji…:(

Sylwia Chojnowska
8 lat temu

Co prawda nie biegam chyba że za synkiem, ciężarów nie dźwigam chyba że mowa o wózku i zakupach :) Za to w wolnej chwili pod wieczór gram w tenisa stołowego, zawsze jakaś forma ruchu :)

Żaklina Kańczucka
8 lat temu

mam sentyment do tenisa stołowego, po godzinach zawsze rozgrywałam go z uczniami, niezły czasopochłaniacz ;)

Fizinka
Fizinka
8 lat temu

Szkoda, że za moich czasów nie było takich belfrów…. :P ;) :*

Sylwia Chojnowska
8 lat temu

To fakt a przy okazji można sobie poplotkować :P

Ania Stanczak
8 lat temu

ja nie lubią biegać… ale biegam. ale kocham pływać. schudnac po ciąży nie mogę;((

Hanna Szczygieł
8 lat temu

chudnąć po ciąży nie muszę. Ale mam ambitny plan wykonania skłonu;) jednak zanim się pożegnam z kanapą, najbardziej na świecie chciałabym się z nia najpierw przywitać ;) gdzie te czasy … :-P

Ewa Gołębiewska
5 lat temu

Podjęła bym wyzwanie gdyby nie to że w 39 tygodniu ciąży spaceruję minimum 12 km codziennie :P

W roli mamy - wrolimamy.pl

Ło matko, minimum 12 km? Gdzie Ty tak dreptasz?

Ewa Gołębiewska
5 lat temu

Do szkoły z najstarszą mam 3km w jedną stronę, więc jak ją zaprowadzę, wrócę do domu a potem odbiorę to wyrabiam niezłą kilometrówkę ;) Po drodze zakupy i mam dość hehe

W roli mamy - wrolimamy.pl

Podziwiam!

Ewa Gołębiewska
5 lat temu

Nie ma co podziwiać ;) Biegam bo nie mam innego wyjścia ;) Jedno co dobre to to że kondycję przed porodem mam mimo wszystko bardzo dobrą ;)

Emocje 20 sierpnia 2012

Wyścigi

Wyścigowa wyścigówka wyścignęła wyścigową wyścigówkę na wyścigach wyścigowych…

Znacie zabawę w wyścigi? Takie na uzyskanie jak najkrótszego czasu? A te na pobijanie rekordów? Ja znam, ale wcale ich nie lubię. Nie wiem jak było kiedyś – czy nasi rodzice brali w nich udział, ale teraz jest to na porządku dziennym. Niestety.

Wyścigi te dotyczą postępów naszych dzieci. Może to nie wyścigi, a licytacja?Które dziecko szybciej będzie miało rozszerzoną dietę (słyszałam o 2 miesięcznych dzieciach, którym podawano pokarm niekoniecznie odpowiedni dla dzieci, a już nie wspominając o niemowlakach!). Nikt nie wiązał tego z niespokojnym zachowaniem czy „kolkami”, a przecież ten malutki brzuszek ledwo radzi sobie z mlekiem.

Dumą są ząbki, które szybko wyszły, a wieść o nich to zwykłe przechwałki (dla mam, których dzieci ząbkują nieco później od „standardów” powiem, że to zaleta- ząbki będą zdrowsze, bo mają możliwość lepszego skostnienia- tak twierdzi mój stomatolog).

„Moje dziecko w wieku 4 miesięcy już siedziało”- ciśnie mi się na język „biedny Maluch!”.  Nie wiem w jakim celu tak szybko sadzać bobasa? Nie wiem też po co wkładać je do spacerówki (koniecznie z podniesionym oparciem!)- naprawdę mi ich żal. Kręgosłup dziecka potrzebuje „dojrzeć” do takiego wysiłku.

Na szczęście już na raczkowanie rodzice wpływu nie mają, ale za to na chodzenie niestety już tak. Widok 7 miesięcznego dziecka prowadzonego za rączki przyprawia mnie o dreszcze. Maluch jeszcze dobrze nie potrafi stać, ale za to rodzice opanowali do perfekcji ciąganie go za rączki, a ten chcąc nie chcąc musi powłóczyć nogami. A jaka radość, duma i wyższość nad innym rodzicem przemawia oznajmiając – „Tak! Już chodzi!”.

Okej na to wpływu nie mam, ale nic tak mnie nie drażni jak pogardliwe uwagi, że czyjeś dziecko czegoś jeszcze nie potrafi lub jego dziecko potrafiło to 3 dni wcześniej. To jest właśnie ta licytacja. Słyszałam też opowieści koleżanek o komentarzach i uwagach dotyczących tego, że chyba z naszym dzieckiem coś nie w porządku. Znam też rodziców (i dziadków), którzy chyba zapominali się chwaląc pociechę, opowiadając o jej umiejętnościach (coby wyprzedzić inne dziecko) zapominając, że podobno biegający już Maluch jest obok i giba się na nóżkach, próbując opanować sztukę stania. Od razu się wytłumaczę – również porównuję swoją córkę z innymi dziećmi. Są to jej rówieśnicy, a założeniem naszych spotkań są właśnie takie porównania. Mają one charakter chwalenia się postępami i są z pozytywnym wydźwiękiem, a nie konwersowanie na zasadzie „moje dziecko już to potrafi, a Twoje nie”. Ale dodam też, że nie sadzałam córki do czasu kiedy sama nie zaczęła się dźwigać, nie stawiałam jej dopóki sama nie stanęła w łóżeczku i nigdy nie prowadzałam jej za ręce, dopóki nie zaczęła sama przemieszczać się przy meblach, a i to mogę zliczyć na palcach jednej ręki. Niczego nie próbowałam przyspieszyć, a moja córka sama dojrzała to pewnych postępów- nauczyła się samodzielnie siadać z leżenia, stawać w łóżeczku i raczkować pod koniec 7 miesiąca – wszytko w ciągu jednego tygodnia (wtedy podjęliśmy decyzję o zmianie gondoli na wózek spacerowy), a pierwsze kroki postawiła rozpoczynając 10 miesiąc – wszystkiego dokonała sama, widocznie była na to gotowa.

Zastanawiam się jaką widzą nagrodę w tych wyścigach inni rodzice, bo ja widzę tylko pewne zdrowotne konsekwencje, które prędzej czy później dadzą o sobie znać. Wiecie ile razy miałam ochotę zwrócić uwagę rodzicom, którzy chyba walczyli o pierwsze miejsce w rankingu „pierwszy/a na mecie”? Gdyby nie to, że sama nie lubię jak ktoś mnie poucza pewnie już nie mogłabym swobodnie poruszać się po placu zabaw :)

Drodzy rodzice, pamiętajcie że każde dziecko rozwija się inaczej i nawet tabele rozwoju dziecka to tylko szacunkowe dane i nie należy schodzić w dół, by móc nazwać dziecko geniuszem, ani też zamartwiać się gdy „jego czas” już dawno nadszedł.

Nie ważne ile dzieci mierzą, ważą i co już potrafią –  grunt, że są zdrowe. Nie ma co porównywać, bo każde dziecko jest inne, ale wyjątkowe i piękne*.

Zgadzacie się?

* Joanna N.– z podziękowaniami za głos rozsądku :)

Źródło zdjęcia: Flickr

 

Subscribe
Powiadom o
guest
13 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Guest
Guest
8 lat temu

Dlatego staram się jak ognia unikać osób, które zdania zaczynają od „A nasz jak skończył *** tygodni/miesięcy, to…” Niedługo dzieci zaczną rodzić się z nocnikiem w łapkach, z pełnym uzębieniem i już od razu chodzące… – taki wyścig szczurów, nie lubię. Każde dziecko ma swój rytm.

Sylwia Chojnowska
8 lat temu
Reply to  Guest

dodam jeszcze i wszystko ładnie mówiące :)

Każde dziecko jest inne. Jedne jest nad zwyczaj rozwinięte sprawnościowo, ale z mową mu ciężej idzie a drugie pięknie mówi a nie wejdzie samo na drabinki czy inny tor przeszkód- bo sobie nie poradzi. To że dziecko coś robi w opinii innych wolniej niż rówieśnicy to nic złego. Nie można od raz być świetnym we wszystkim. Jak osiągnie ostatni level w dziedzinie która go interesuje przejdzie do kolejnej :)

Nathalie Leśniewska
Reply to  Guest

„Niedługo dzieci zaczną rodzić się z nocnikiem w łapkach, z pełnym uzębieniem i już od razu chodzące…”
Jaki nocnik w lapkach?! Te bardziej rozgarmiete to juz umieja kozystac z toalety (bez nakladki oczywiscie) i nawet same potrafia tylek podetrzec. :)
Moj Adas ma dopiero 11 tyg. ale juz zapowiedzialam kolezance, ze jak u mnie zobaczy ze wymuszam jakies umiejetnosci na dziecku to ma mi zdzielic przez glowe. Mam nadzieje ze nie bede szales jak inne „mamusie”

Ania Stanczak
8 lat temu

Moje dziecko w wieku 4 miesięcy już siedziało”- ciśnie mi się na język „biedny Maluch!”. !!!! cudowne to jest… ale niestety tak się dzieje mamy sie licytują co przenosi sie tez na dzieci i póżniej jak idą do szkoły to kto ma lepsze oceny, Mam przypadek (rodzina) dziewczynka zachorowała i nikt jej lekcji niechciał dać spisać żeby nie miała dobrej oceny! a to dopiero 1 klasa podstawowa!! co będzie dalej>?

Ania Stanczak
8 lat temu

nie wspone już o tym że moja Amelka ma 2,4 i mało mówi teraz w zasadzie się rozkręca i coraz wiecej słów mówi a już słyszałam mnóstwo komentarzy że może coś z nią nie tak że może do logopedy powinnam iść…

sylwiagkap
sylwiagkap
8 lat temu

Trochę jest to denerwujące, jak mamy przechwalają się że ich dziecko to to umie, albo że zaczęło już mówić całymi zdaniami. Mam synka dwu latka i mówi tylko pojedyncze słowa, ząbki jemu także wyszły później, niż innym dzieciom moich znajomych. Jestem takiego zdania,że każde dziecko jest inne i na wszystko przyjdzie odpowiednia pora. Ja jestem dumna z synka, ponieważ ma jeszcze sporo czasu,żeby nauczyć się mówić dokładnie. Przed nim jest jeszcze całe życie i spróbuje wszystkiego:)

Magda
Magda
8 lat temu

Zgadzam się w 100 %. Nasza córeczka skończyła właśnie 5 mcy, Jest bardzo wysoka ale szczuplutka więc jak spotykamy znajomych czy też ludzi przypadkowych, zachwycają się naszą „3 miesięczną córcią”. Wkurzało mnie to strasznie ale teraz mam do tego dystans… grunt, że malutka rośnie zdrowo a że jest taka szczuplutka to najwyraźniej taka jej uroda bo dobrze przybiera na wadze ale w tych dolnych granicach a nie ponad nimi :) Często jak spotykam się ze znajomymi, którzy mają dzieci w podobnym wieku to raczej chwalimy swoje dzieciątka za umiejętności jakie już nabyły ale nie jest to na zasadzie wyścigów, które… Czytaj więcej »

ilona
ilona
8 lat temu

Mój syn zaczął sam chodzić jak miał skończone 15 miesięcy i też wszyscy mi mówili, że pewnie będzie kaleką… :/ i najlepiej gdybym Mu wykupiła karnet do ortopedy.
teraz ma skończone dwa latka i każdy jest w mega szoku, że nie mówi nic konkretnego tylko w swoim dziecięcym języku.

Iwona Wajs-Gorgoń
8 lat temu
Reply to  ilona

Ilona, nie przejmuj się :) Moja mała miała podobnie :] stanęła jak miała 14 miesięcy, teraz ma 21 miesięcy i nadal gaduli po swojemu :) Przyjdzie na wszystko czas – i będziemy chciały, żeby nasze dzieci na chwilę umilkły ;)

Magda Kupis
8 lat temu

Nie rozumiem tego parcia na wyprzedzanie innych. Jakaś dziwna moda nastała- roczniak karmiony przez mamę- wstyd, dwulatek w pieluszce- wstyd, trzylatek jadący na rowerku z czterema kółkami- niedorajda… Chyba dzieje się niedobrze, że zapominamy o najważniejszym – to są małe dzieci, które rozwijają się we własnym tempie. I tak jak ktoś słusznie zauważył każde z nich na swojego „konika” :). I tylko mama wie ile wysiłku dziecko włożyło w zrobienie jakiegoś postępu, duma ją rozpiera, by znalazł się ktoś kto ściągnie ją do parteru mówiąc „dopiero teraz…?”

Iza Kasparek
8 lat temu

ostatni akapit podsumował sprawę najlepiej jak mógł … nic dodać nic ująć ;) grunt że ZDROWE. wyjątkowe i kochane ;)

Aleksandra Greszczeszyn

Oj, wszyscy wiemy, że porównywanie dzieci nie służy niczemu dobremu…. Ale wiemy też, jak trudno nam, rodzicom, tego uniknąć… Niby mimochodem, niby tylko „tak sobie”, ale patrzymy na inne dzieci i patrzymy na swoje, no i wtedy pewne wnioski jakoś tak same się nasuwają… Ja ze szwagierką mamy synków z różnicą 4 dni – kurcze, porównujemy ich bez przerwy… Mam nadzieję, że później nam to minie…

Sylwia Chojnowska
8 lat temu

Nie minie, bo taki już nawyk mamy że martwimy się o rozwój naszych dzieci :) Grunt to nie przesadzać. Co innego pochwalić się osiągnięciem, gdy rozpiera nas duma i zrobić to w stosowny sposób a co innego chwalić się non stop, że moje dziecko robiło/robi to i to a Twoje nie i pewnie jest z nim coś nie tak… i sprowadzić kogoś właśnie brutalnie do parteru, gdy jemu rosły już skrzydła. Porównań nie nikniemy, ale można to robić w stosowny do sytuacji sposób. Czasem mimowolnie chwalimy pociechę, gdy ktoś pyta kiedy zaczęła coś robić, czy szuka rady dotyczącej rozwoju swojego… Czytaj więcej »

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close