Gorzkie wspomnienia z dzieciństwa czyli o tym jak bił mnie mój ojciec…


Bicie dzieci przez dorosłych, temat który przewija się wszędzie – w sieci, w prasie, w realu…. niemal nieustannie. Co jakiś czas powraca jak boomerang, szczególnie wtedy gdy światło dzienne ujrzy jakaś kolejna historia, nierzadko wręcz tragedia.

Akurat wczoraj, wpadł mi w ręce artykuł*, na temat pewnego „Mściciela z Googl`a”, który (w wielkim skrócie) przez kilka lat i to całkiem niedawno, ścigał niejaką Renatę K., skazaną w 1982 roku na 15 lat więzienia za zabicie, wskutek pobicia, pasem od spodni, sześcioletniego wówczas pasierba, Daniela. Zagotowałam się! Zagotowałam, bo po pierwsze – sama jestem mamą 4-letniego chłopca, a po drugie – wróciły do mnie wspomnienia mojego dzieciństwa….

Tak się niefortunnie składa, że ja doskonale wiem jak to jest być bitą przez własnego rodzica, gwoli ścisłości – ojca. Człowieka, który prawdę mówiąc na to miano nigdy nie zasłużył. Człowieka, który jako zawodowy żołnierz, tak bardzo wczuł się w swoją rolę, że w domu chętnie stawiał wszystkich do pionu, na baczność. Lubił rządzić, nic poza tym. Wydawanie dyspozycji, żeby nie powiedzieć rozkazywanie, to było jego ulubione zajęcie. Nas – dzieci, traktował jak swoich podwładnych i służących, nie mających prawa głosu. A jedynym uznawanym przez niego rozmówcą był pas, wojskowy rzecz jasna. Jego synonim władzy i siły.

Do dziś pamiętam jak bardzo bolało gdy nas uderzał. Nieważne gdzie i czym – ręką w twarz, pasem w tyłek, czy gumą… dla niego nie miało to znaczenia. Ważniejsze było to, żeby mógł się wyżyć, a nam pokazać kto tu rządzi.

Lanie dostawaliśmy z byle powodu, a to ktoś rozlał kompot i trzeba było podłogę wytrzeć, albo co gorsza obrus do prania wrzucić(!), innym razem ja nie miałam apetytu i nie chciałam jeść obiadu, albo brat przypadkiem trącił szklankę i ją potłukł, nieważne co się „strasznego” stało, karę trzeba było ponieść. A „hitem” mojego dzieciństwa był strzał prosto w twarz za to, że nie umiałam rozwiązać zadania matematycznego z niewiadomą „x”!

Do dziś pamiętam odgłos otwieranej szafy, dźwięk stukających o siebie sprzączek pasów… Pamiętam jak za każdym razem kazał nam się przekładać przez łóżko, wypiąć tyłek, zabrać ręce – żeby się nie bronić.

Gdy coś nabroiliśmy, zawsze był ten sam scenariusz – „Przyznaj się i powiedz prawdę. Ten kto to uczyni nie zostanie ukarany.” G*wno prawda! Kara była zawsze, dla każdego – jeden dostał za kłamstwo, drugi za wybryk. Powód zawsze się znalazł.

Pamiętam też ten strach jaki towarzyszył mi, gdy ojciec wracał z pracy i był w domu. Nie wiem czy jest coś gorszego dla dziecka, niż obawa przed własnym rodzicem?!

Do dziś, jak o tym wszystkim pomyślę, serce wali mi jak szalone! I wali tak za każdym razem, gdy słyszę historię podobną do tej, która spotkała wspomnianego wcześniej Daniela. Gdy sobie pomyślę o tym, jak bardzo musiał się wtedy bać (znając doskonale to uczucie), chce mi się wyć! A pech chciał, że biedny nie miał dokąd uciec! Nie miał nawet kogo prosić o pomoc, bo od ojca też dostawał lanie…

Pewnie to będzie niepoprawne z mojej strony, ale przyznaję, że gardzę takimi „ludźmi” i życzę im najgorszego! Co najmniej tego samego, tych samych krzywd jakie oni wyrządzili swoim dzieciom!

A tym, którym się zdarza uderzyć własne dziecko, w imię metod wychowawczych (jak to sobie głupio tłumaczą) powiadam – niech wam się nie wydaje, że tak wolno, że możecie robić co chcecie bo to przecież wasze dzieci – wasze własności. Niech wam się nie wydaje, że niewinny (według was) klaps nikomu krzywdy nie zrobi i dziecko szybko o nim zapomni.  

Ono nie zapomni! Nigdy! A wspomnienie będzie go bolało przez całe życie!  

 

* http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Msciciel-z-Googlea,wid,17860308,wiadomosc.html?ticaid=115a15

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Wczoraj przeczytałam wspomniany artykuł – nie mogłam znaleźć sobie miejsca.
    Nie wiem jakim trzeba być człowiekiem, żeby zdobyć się na takie traktowanie dziecka, własnego dziecka. Przykre, niesprawiedliwie i nie wiem jak można to w ogóle tłunaczyć

    1. Ja też nie wiem i nie rozumiem! Tym bardziej gdy patrzę na własne dziecko – tak kruche i bezbronne… :|

  2. Przykre wspomnienia, ale dzielenie sie nimi zmusza innych do refleksji.

    1. Cieszyłabym się gdyby moja historia posłużyła komuś i zmusiła do przemyśleń…

  3. Dobrze że o tym napisałaś choć pewnie bardzo ci ciężko ale może ktoś kto to przeczyta następnym razem zastanowi się dwa razy zanim podniesie rękę na dziecko. Ja miałam to szczęście że nigdy, przenigdy żaden z rodziców mnie nie uderzył.

    1. Cudownych miałaś rodziców Elu.

  4. Nie mogę tego czytać :(, jakbym czytała o sobie. Mój ojciec mnie bił i bywało, że za nic bo miał zły humor i nie patrzył czym. Miałam wrażenie, że ojciec mnie nie lubi tylko nie wiedziałam dlaczego :(.

    1. Mocno przytulam!

  5. smutne to bardzo :( ja tez nie chciałabym pamiętać złych chwil z dzieciństwa. Ściskam Fizinka :*

  6. wierna czytelniczka

    Nigdy nie pisałam, ale czytam, edukuje się, szkole w dziecinie współczesnego wychowania .
    Powiem od siebie ,ze dzieciństwo odebrałam karne, dyscyplina fizyczna miała nieodzowne swoe miejsce , był rygor, był dryl, była musztra, były klapsy, były porcje pasem, oczywiście to wszystkow ramach kary za zle sprawunki, za brak posłuchu, za bunt itd…. Jestem bardzo twardą osoba, psychicznie , ale impulsywną szybko wytrącające mnie z równowagi, powsiagliwą w okazywaniu troski, czulosci.
    Mój mąż sprowazda mnie na tą dobrą strone, okazuje u milosc,, czulosc, troske choć kiedyś przychodizlo mi to z trudem. ‘
    Poznałam męza jak był samotnym ojcem, ja nigdy nie chciałam mieć dzieci z wcześniejszymi partnerami ,bo balam się swojej wenwetrznej surowości a nawet powielania metody opartej na pasie jelsi byłoby cos nie tak. Mieszkamy ze sobą od kilku lat , mala ma 11 lat obecnie, diablątko nie raz , nie dwa ,a czasami do rany przyloz.
    Córka męza jest niebywale nadpobuldiwym i zywiolowym dzieckiem , baaardzo ciężkim do okielzannia, z silną osobowością, nie lubiąca się podporządkowywać, z tendencjmi do dominacji, nie ma zadatkow do uleglosci.
    Widze po sobie jak wplynelo na mnie moje wychowanie jakie odebrałam, jeśli większy jest problem z dzieckiem to z tej niemocy zaraz przychodzi mi na myśl, ze jakby malej tylek poczuł efekty jej zachowania to by się nauczyła i miała by za swoje. To efekty bezsilności i bezradności co mi się w glowie dzieje.
    Maz jest fanatycznym PRZECIWNIKIEM stosowania jakichkolwiek kar cielesnych , absolutnie NIE uznaje tego typu metod i czynow. Stopniowo prowadza mnie w techniki radzenia sobie z dzieckiem w sposób pokojowy, z nalozoną dyscypliną ,ale nie fizyczną.
    Ja nie posuwam się do praktykowania kar cielesnych, nie mam takich praw , ani zgody meza i to respektuje, ale nie ukrywam ,ze chęci chlasnąc w tylek nie raz były z tej niemocy , lecz poznając inne techniki radzenia sobie z problemami wychowawczymi coraz rzadziej nachodzą mnie checi tego klapsa, bo on przynajmniej w przypadku naszego bzika nico by zaowocował i to wiem
    Jak wpsomnialam, dziecko jest przeokrutnie energiczne, nieustannie w ruchu,bardzo temperamentne, musi się cos dziac, nida i monotonia ją meczy . W szkole zbiera uwagi za bieganie po skzole na przerwach bo ona nie potrafi jak mysz pod miotlą usiaśc pod scianą i czekac na dzwonek, jest również dzieckiem pyskatym, co nie przemilczy ataku na swoją osobę. Pedagog i psycholog szkolny wspiera dziecko w obronie, nauczyciele się skarzą, sami jestemy w tym zagubieni za kim to obstawac , czy za ped i psych. szkolnym ,którzy stoją za dzieckiem, czy za nauczycielami którzy zle reagują na dziecko jeśli smie bronic własne zdanie.
    Nie mam z mezem wspólnych dzieci, nie chce mieć, wystarczy ze swoją osobe zaangazuje wpomoc w wychowaniu meża corki, ale ja się ucze postepowac nie tak jak mnie wychowano, co kiedyś uwazalam za normę wychowawczą oparta na klapsie/ pasku, z biegiem czasu chyba jednak dobrze ,ze takie metody przeszly do lamusa , bo obawy ,ze take meotdy eskalują i nabierają mocy u mnie miałyby słuszne podejrzenie , nie wiem czy znałabym granice , tak jak w wielu domach, zaczyna się od niewinnego klapsa za bunt a przeradza się chwytanie za pas podczas nieporadności emocjonalne nad swoimi nerwami nawte jzu za byle co , co było nas wstanie wytrącić z równowagi.
    To na tyle ,ode mnie.

  7. Super, że o tym napisałaś. Mam podobne doświadczenia, ojciec też wojskowy i też złe wspomnienia z dzieciństwa powracają jak bumerang. Tylko ja jakoś nie jestem w stanie o tym mówić.

  8. Kuba Chmielnicki

    Fizinka

    A powiedz mi czy masz kontakt z ojcem ? Wybaczyłaś mu ? Nie mogłaś iść na policję ?

  9. Kuba, myślę, że ten wpis Ci wszystko wyjaśni → https://wrolimamy.pl/spieszmy-sie-kochac/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Kto pierwszy ten lepszy, czyli nietypowa historia małżeńska


Miesiąc temu byłam trochę rozczarowana wiadomością, że sprzętem AGD, który mam testować, będzie żelazko – bo żelazko przecież mam (a kto nie ma???). No dobra, ale ja z mojego dotychczasowego byłam bardzo zadowolona (a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało!!!).

Niedługo później czekała na mnie w domu miła niespodzianka, a w zasadzie dwie. Pierwsza – gdy byłam w pracy kurier przywiózł żelazko z generatorem pary Philips PerfectCare Elite. Druga – mój mąż po odebraniu przesyłki wyprasował nowym urządzeniem całą górę (pod sufit) zaległego prania. Czy tak będzie teraz zawsze?

DSC_2556

Cóż mi pozostało – szybko włączyć pralkę i samej przekonać się, co sprawiło, że nawet mój mąż ochoczo wziął się za testowanie.

Pranie wyprane, wysuszone, pachnące wrześniowym słońcem i wiatrem… Dziecko cichutko posapuje przez sen… Tak, to ten moment, kiedy mogę się odprężyć po intensywnym dniu, poukładać rozbiegane myśli. Sięgam po żelazko z generatorem pary Philips PerfectCare Elite. I..?

I jest to przyjaźń od pierwszego muśnięcia tkaniny żelazkiem. Dlaczego? Po kolei…

DSC_2543

Lekkie jak piórko

Zawsze wydawało mi się, że dobre żelazko musi być ciężkie. Teraz wiem, że niewielka waga żelazka z generatorem pary to jego ogromny atut. Urządzenie jest lekkie, małe i zwrotne.  Ciężki – bo o pojemności 1,8 litra – jest generator pary, ale jemu wolno, bo stoi z boku i nie trzeba go podnosić.

DSC_2593

Jak po mydle, czyli łatwe prowadzenie

Żelazko parowe prowadzi się niezwykle łatwo i płynnie, bardzo wygodnie się nim manewruje. Nie trzeba w ogóle używać siły! Dzięki stopie zwężonej z przodu dobrze prasuje się małe dziecięce ubranka czy trudniej dostępne miejsca, np. obszar między guzikami, czy przy mankietach.

DSC_2596

Pełną parą

Żelazko prasuje strumieniem pary – bardzo silnym wyrzutem, który wnika głęboko w tkaninę. Dzięki temu nawet oporny dotąd materiał – np. mój piękny duży lniany obrus chyba pierwszy raz w życiu został dokładnie i szybko wyprasowany. Prasowanie parą to w ogóle inna bajka, nareszcie nic nie przywiera do stopy żelazka, nic z niego nie kapie.

DSC_2576

Coś dla posiadaczy dwóch lewych rąk do prasowania

Nie trzeba regulować temperatury, wystarczy prasować, czy to bluzki z delikatnych tkanin, grube dzianiny, czy jeansowe spodnie, a to dzięki Technologii Optimal Temp i specjalnemu czujnikowi. Dotąd konieczność dobierania odpowiedniej temperatury przysparzała mi najwięcej problemów – często zastanawiałam się, czy nie przesadzę i nie spalę materiału, lub odwrotnie – marnowałam czas na kolejnych próbach, gdy okazywało się, że żelazko jest za słabo nagrzane.

DSC_2612

Spokojna głowa, czyli o automatycznym wyłączniku

Żelazko z generatorem pary można zostawić na tkaninie, desce do prasowani i … nic. Niczego nie przypalimy. Telefon w nieodpowiednim momencie (bo przecież prasuję!),  to już żaden problem – odbieram, rozmawiam, a żelazko pozostawione na tkaninie na mnie cierpliwie czeka, ewentualnie (gdy pogaduchy się przedłużą) samoistnie się wyłączy. I choć nie można postawić go w pionie, można za to odłożyć gdziekolwiek.

DSC_2566

Postawiło moje prasowanie do pionu

Lekka waga i wyrzut pary, o którym pisałam wcześniej szczególnie przydaje się podczas prasowania w pionie. Jest to funkcja przydatna do wygładzania tkanin wiszących (zasłon!) czy na wieszaku, które trudno rozkłada się na desce do prasowania, tkanin z falbankami, marszczeniami, cekinami, marynarek.

DSC_2610

Raz a dobrze czyli plusy dużego pojemnika na wodę

Stacja pary z funkcją prasowania w pionie ma aż 1,8 litrowy pojemnik na wodę. Nie wyobrażalne, jak wiele prania można wyprasować za jednym zamachem, a raczej zbiornikiem. I choć para dmucha i bucha, to nie trzeba co chwilę biegać i dolewać wody.

DSC_2563

Cicho sza

Ulubione seriale oglądam tylko i wyłącznie podczas prasowania, dlatego nie mogę nie wspomnieć o jeszcze jednej zalecie – technologii Silent Steam – ciche prasowanie. Wyciszające filtry pary plus platforma pochłaniająca dźwięk tak obniżają poziom hałasu pompy w podstawie, że  mogę prasować śledząc w tym samym czasie losy serialowych bohaterów.

DSC_2549

Kto pierwszy ten lepszy

Wierzcie czy nie, ale odkąd w moim domu zagościło żelazko z generatorem pary Philips PerfectCare Elite, nie ma czego prasować. Uskuteczniam z mężem wyścigi, kto pierwszy je dopadnie i sobie poprasuje (to taka nowa dla nas odmiana czynności relaksacyjnej).

Chcesz się przekonać sama, czy PerfectCare Elite też tak zadziała na Twojego faceta? Do końca 2015 roku możesz skorzystać z promocji „Testuj generator pary Philips przez 60 dni”. Jeśli przez ten czas – w co nie wierzę – żelazko nie podbije chociaż Twojego serca, możesz je po prostu zwrócić.
Więcej info znajdziesz też tutaj: http://philips.to/1iIXLyE

Zdjęcia: Basia


Wpis powstał we współpracy z marką Philips

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. No wygląda ciekawie, muszę się rozejrzeć w sklepie. :) Może i mój się przekona do prasowania ;p

  2. Za 3 dni mam urodziny. Chyba podsunę ten wpis mężowi, jeszcze zdąży zmienić prezentowe plany! No a skoro żelazko to i “usługa” prasowania powinna być w pakiecie. Genialne :D

  3. Super żelazko :) Przyznam sie że nie nawidzę prasować ale takie cudeńko od philips mnie przekonuje zwłaszcze, że nie trzeba się głowić w jakiej tem. prasować a ja już tyle ciuszków przypaliłam ;)

  4. Nie cierpię prasowania, to najgorsza domowa czynność jaka musze robić. Może mój uraz jest przez żelazko? Może nie znalazłam tego jedynego? Chyba warto to zerwyfikowac

  5. Taka zabawka to chyba jedyna szansa na to, aby mój luby ruszył do wyścigu ;) Póki co, muszę liczyć na własne ręce i pomoc Malucha, co stanowi nie lada wyzwanie XD

  6. Milena Kamińska

    brzmi zachęcająco, choć u nas w domu prasujemy razem to zapewne takie cudeńko sprawiłoby nam radość. również fajny pomysł na prezent

  7. Ja żelazko mam w dłoni może ze dwa razy miesiącu ( w miesiące zimowe pewnie nawet i to nie) i używam dosłownie parę minut do wyprasowania 1-2 ubrań. Żaden sprzęt mnie nie przekona do tego, że prasowanie jest koniecznie :D (oczywiście koszule, garnitury, eleganckie bluzki prasuję… czasem ;)).

  8. Super ;-)

  9. Milena Kamińska

    A jaka cena tego cudeńka ?

    1. No właśnie sprawdzałam i wygląda na to, że w mediamarkt 1400 zł. Ale można testować przez te 2 miesiące, to można sprawdzić, czy rzeczywiście warto dać tyle kasy. Choć w sumie nie wiem, ile kosztują w ogóle tego typu żelazka, wiem, że są droższe od tradycyjnych, ale i o niebo lepsze. Wydaje mi się, że to inny wymiar prasowania.

  10. takie żelazko !! póki co …to marzenie

  11. gdybym miała takie cudo, nie dałabym się wyprzedzić mężowi w prasowaniu :)

  12. A ja tez takie mam ze stacja parowa i potwierdzam…świetny wynalazek:)

  13. no nie wiem, czy i mój M by się przyłączył do wyścigu :)

  14. O raaaaany myślałam,że jakąś pigułkę na pomaganie wynalazłaś a Ty mnie tu z reklamą żelazka…zawiedziona jestem ;P

  15. U mnie to już norma – jak kupujemy jakiś nowy sprzęt agd, to przez pierwszy tydzień, góra dwa, do sprawdzania jest mój mąż. Po góra dwóch tygodniach mu się znudzi i wtedy mogę już działać “do upadłego” na już dwutygodniowym sprzęcie :D

    1. U mnie tak było z odkurzaczem xD

  16. Mam to żelazko, uwielbiam je i mój Maciej chyba tez
    Naprawde godne polecenia.

  17. Chyba, że by było zdalnie sterowane!

  18. Rowniez mam takie jest super… Polecam

  19. Oj tam…. wystarczy hasło zmienić do WiFi… ;)

  20. Myślałam że to moja fanaberia z zakupem tego żelazka, ale jednak okazało się fanastyczne stare trafiły do składziku -polecam☺

  21. Eee…ja mojego przetresowalam w okresie narzeczenstwa i teraz doszedl do takiej wprawy w domowych obowiazkach ze mnie czasem glupio a jestem pedantka;)))

  22. Nikt i nic mnie nie zmusi do polubienia prasowania. Po prostu tego nie cierpię.

  23. Moj maz jest przeterminowany i nawet Wasze zelazko juz go nie naprawi.

  24. Żelazko super, tylko najlepiej jak w czasie prasowania wypływa ź niego kamień, na czystą biała koszule :/ a używam tylko wody destylowanej :( ah i jeszcze jedna wada jest to, że jest głośny jak dogrzewa wodę, moja dziecko bardzo się balo tego hałasu :)

    1. Do tego żelazka parowego nie wolno używać wody destylowanej – tak piszę w instrukcji ;)

    2. Uuu, to nie czytałam instrukcji :D a jak wodę powinnam lać? Wszystkie papiery juz w koszu :(

    3. To jest to samo co destylowana? Takiej używam.

  25. Szkoda czasu na prasowanie, prasuje tylko to co trzeba, a kasy tym bardziej…

  26. Każdy orze jak może ;)

  27. To prawda, ale ktoś mógłby w końcu napisać obiektywną opinie, a nie tylko same superlatywy.

    1. Basia Heppa-Chudy

      Jako autorka tego wpisu obiecuję, że jak tylko odkryję choć jedną drobną wadę tego żelazka – dam Ci znać :)

      A zresztą sama możesz je wypróbować – promocja wciąż trwa! Myślę, że warto spróbować, by wyrobić sobie własną opinię :)

      Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Papierosy zamiast pieniędzy dla dziecka, czyli jak stracić koleżankę w pięć minut


Znacie to? Macie dobry humor, spotykacie na ulicy dawno nie widzianych ludzi i rozmowa zaczyna toczyć się tak, że pozostaje po niej niesmak i chęć wykopania tych osób ze znajomych z fejsa oraz usunięcie z listy kontaktów telefonicznych. Tak właśnie spotkałam Zośkę z synem.

– O cześć, cześć, gdzie idziecie?

– Do klubu, Duśka ma tańce teraz.

– Mamo ja też chcę, mogę? – Filip pozazdrościł Duśce.

– Nie kochanie, wiesz, że nie mamy pieniędzy, ciocia ma to Dusia chodzi, Ty nie będziesz.

Ja bym się tak do dziecka nie odezwała, nawet gdyby to była prawda. Poprzestałabym na jakimś: „porozmawiamy w domu”, „zastanowimy się” albo coś w ten deseń. Tymczasem Zośka zaczęła mi tłumaczyć:

– Wiesz życie teraz takie drogie, niby oboje pracujemy, a na nic nam nie wystarcza. Jedzenie drogie, opłaty drogie, ubrania drogie, w szkole ciągle za coś trzeba płacić. Nie mam pieniędzy, żeby małego zapisać na zajęcia dodatkowe. Ty to masz dobrze – zakończyła z zazdrością w głosie, co najmniej jakby mój mąż co tydzień walizkę pieniędzy do domu przynosił. Po czym… wyjęła z torebki papierosa.

– Jak to, ty palisz? – zapytałam zaskoczona.

– Co? No tak, wiem, powinnam rzucić, ale jakoś nie mogę, w końcu mnie też coś się od życia należy, prawda?

– Dużo palisz?

– Paczkę dziennie.

– Tatuś też pali – wtrącił się Filip – jeszcze więcej niż mamusia.

Zdębiałam. Nie wiem ile kosztują papierosy, kilkanaście złotych? Powiedzmy że 10 zeta, będzie łatwiej liczyć. Powiedzmy, że i ona i on wypalają miesięcznie po 30 paczek, co daje 60, razy 10 zeta to jak w mordę dał 600 złotych co miesiąc. A po pierwsze tatuś pali więcej, po drugie papierosy chyba ciut więcej kosztują?

– Kochana, jak ciebie stać na papierosy to ty mi nie mów, że nie masz pieniędzy. Ty sobie lepiej policz ile co miesiąc przepalasz, to będziesz wiedziała, dlaczego Filip do klubu nie chodzi – powiedziałam może trochę złośliwie. No ale cóż, taka już jestem, co na sercu to na języku.

– Ty mi do portfela nie zaglądaj, pilnuj swojego.

Odwróciła się i poszła, chyba obrażona. Trudno niech się gniewa, może kiedyś mi za te szczere słowa podziękuje.

Nałóg to luksus, jak kogoś nie stać, to niech zrezygnuje, proste. No dobra, może proste nie jest, ale gdybym miała wybór – kawa albo klub Duśki, to daję Wam słowo, że Duśka by do klubu chodziła. Bo są w życiu rzeczy ważne i ważniejsze.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Straszne… Tak smutno, że są tacy ludzie i jeszcze gorsi też

  2. Ja znam gorszy przypadek. Tatuś codziennie przychodził do sklepu po piwko a jak dziecko chciało lizaka to twierdził, że nie ma pieniędzy

    1. Nie nazywałabym tego pana tatusiem

    2. To fakt. Ale takich przypadków w swojej poprzedniej pracy naoglądałam się sporo

    3. Przykro mi o tym pisać ale skądś to znam, jak jeszcze byłam bardzo mała tata niczego mi nie odmawiał (w granicach rozsądku oczywiście) jak juz miałam ponad 10 lat to zaczęła się dokładnie taka sytuacja jak pani opisuje. Bardzo jest to smutne.

  3. Popieram. Ja tez wole cos dzieciom kupic niz wydawac na siebie a tym bardziej na takie glupoty. 600 zl to ja zaplacilam za noclegi na wakacjach. Matjo a tu co miesiac tyle kasy idzi w eter :/

    1. No właśnie. I to ostrożnie licząc. Sęk w tym, że ludzie chyba nie podsumowują takich wydatków.

    2. Bo maja za duzo kasy. Jakby faktycznie musieli organizowac sie od pierwszego do pierwszego to by inaczej na to patrzyli.

  4. przykre ale coraz częściej spotykane

  5. Ostatnio w knajpie gdzie byłam z dziećmi na obiedzie podchodzi kobieta – Wie pani jestem bezdomna. Nie mam na….(tu cała lista). Czy wspomoże pani pieniędzmi? – Ale na papierosy to pani ma (na jej nieszczęście miała prześwitującą siatkę a w niej paczkę fajek). Kobieta odeszła ze spuszczona glowa.

  6. Moja mama byla podobna. -mamo kupisz mi cos slodkiego w sklepie? – nie bo nie bede miala na papierosy…
    Ale to sa ludzie niereformowalni, niczego nie przetlumaczysz. Teraz po latach sie wypiera ale ja dobrze pamietam te teksty. Tak samo jak obietnice ze przestana palic jak zmienia prace, jak sie przeprowadzimy do nowego domu itd itd.

    1. Jak się wypiera to chyba coś zrozumiała, lepiej późno niż później…

  7. Papierosy swoją drogą, ale jak jeszcze alkohol dochodzi? I dziecko z zakupów w sklepie jest rozliczane do ostatniego grosza, bo przecież pieniędzy nie ma, a rodzice to co robią po wieczorach? Zna się takie historie, samemu się je przeżywało, i dzisiaj nie oszczędzamy na dzieciach, niech się tylko rozwijają i odkrywają swoje pasje… a tego co było trochę żal, ale z drugiej strony mam tak, że potrafię się cieszyć z tego co mnie spotkało, bo wiem już teraz, co tak naprawdę jest ważne…

    1. Co nas nie zabije to nas wzmocni ;)

  8. Natalia Magdziarek

    “Nałóg to luksus, jak kogoś nie stać, to niech zrezygnuje, proste. No dobra, może proste nie jest, ale gdybym miała wybór – kawa albo klub Duśki, to daję Wam słowo, że Duśka by do klubu chodziła. Bo są w życiu rzeczy ważne i ważniejsze.”
    ŚWIĘTE SŁOWA. AMEN.

    1. Dziękuję :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Do kogo jest podobne Twoje dziecko?? Czyli dziedziczenie po mamusi, po tatusiu…


Do kogo jest podobne?? – to jedno z pierwszych pytań, które pada w stronę świeżo upieczonych rodziców.
Jak mnie ono działa na nerwy to nie macie pojęcia! Bo jak można oceniać małego pulchnego, łysego, spuchniętego i sinego człowieczka??
Leży to takie zwinięte w kokon, że ruszyć się nie może, z wielką czapką na głowie, przez co widać mu tylko pyzate policzki i te spuchnięte oczka.
Leży i tak się gapi podejrzanie, choć jeszcze nic nie widzi, ewentualnie drze klamota bo mu się nie podoba, że ktoś go wyciągnął z jego przytulnego domku, pod sercem mamy. A jak się drze to wygląda jak postać z japońskiej bajki – wielka paszcza i kreski zamiast oczu – no i jak tu oceniać takiego potworka?!? Do kogo ono może być podobne?? Przecież to takie istotne w tym momencie….

Ale jak podrośnie i nabierze bardziej ludzkich kształtów oraz charakterystycznych cech to wcale nie jest lepiej. Rzekłabym nawet gorzej. Wtedy ludzie intensywnie się licytują, na poważnie, na śmierć i życie – z kogo ma więcej, po kim co odziedziczył… angażują się w te analizy tak, jakby to miało jakieś znaczenie. Jakby kwestia tego, do kogo dziecko jest bardziej podobne, miała mu zapewnić lepszy start w życiu!

I zauważcie, że zazwyczaj każdy widzi w maluchu to co chce widzieć – rodzina taty dopatruje się w nim ich korzeni, a rodzina mamy ich, dokopując się przy tym nawet do pra pra pra dziadków.
No litości!

A w kwestii dziedziczenia, bawi mnie jeszcze jedna rzecz! Mianowicie, wszystkie atuty brzdąca – piękne oczy, gęste włosy, zamiłowanie do sportu czy książek, inteligencja (!), etc. jest po mamie, a wszystko co złe – krzywe zęby, niekształtne nogi, gapowatość, wredny charakter, życiowa nieudolność… są po tacie. I odwrotnie.
Noo, w skrajnych przypadkach, pewne cechy dzieci dziedziczą po… teściowych lub listonoszu! ;-)

Nie wiem jak was, ale mnie ten temat bawi, a czasem wręcz irytuje! Bo nie rozkminiam na co dzień, kogo bardziej przypomina moje dziecko. Ważniejsze jest dla mnie to, czy ono jest zdrowe, radosne, najedzone i ogólnie – szczęśliwe!

Ale jak mi ktoś po raz setny wyjeżdża z tekstem, że „To cały tatuś” to zaczyna mnie mdlić!
Choć i tak, nic nie pobije tekstu w stylu cioci mojego szanownego małżonka – „Z ciebie to on NIC nie ma!”. Nosz kuźwa, czy to w ogóle jest moje dziecko?! – ciśnie mi się wówczas na usta!
Może mój luby zrobił je sobie sam, tak jak pewien nietoperz z Bali sam się potrafi „zblołdżobować”…. ?!? ;-)  

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Do mamusi-z wyglądu :-)

  2. A ją ciągle słyszę że mój synek to “cały tatuś ” a tekst super.

  3. Mam synka i córeczkę oboje to kopie tatusia :( ale jest przystojny wiec nie narzekam :D

    1. I rany jak czytałam co nietoperz potrafi to prawie złamałam język ???

      1. To z klasyka (Lejdis)… ;) :D

  4. Lewy górny moja mama
    Lewy dolny moj dziadek (tato mojej mamy)
    Prawy górny moj syn
    Prawy dolny ja

    1. Ale śliczne dzieciaki i super pamiątka!!! :D

  5. Pierwszy przypominał żółwia. :D Drugi jeszcze nie został eksmitowany, ale niedługo się przekonam.
    A na dobrą sprawę, to pal licho, do kogo podobne – ważne, żebym się ich w przyszłości nie wstydziła, żeby byli dobrymi, odpowiedzialnymi i mądrymi ludźmi. O!

    1. Otóż to! Zgadzam się – żebym ich się w przyszłości nie wstydziła! ;)

  6. Mimo ze bardzo kocham mojego męża, daj Boze zeby nasza corka nie byla do niego podobna :P

    1. Hahahah to się uśmiałam teraz! :D

    2. Siedzę teraz i się zastanawiam jak może wyglądać Twój mąż…. ?? Hhahah ;) :D

  7. Niezrozumiały fragment z tym listonoszem.Ten zawód od dawna zfeminizowany.
    Kominiarz byłby bardziej na miejscu ;)

  8. Phi .. To , że ja usłyszałam że mój synek wygląda identycznie jak moja mama (!) choć my obie wyglądamy niemal identycznie , a na zdjęciach z dzieciństwa , gdzie byłyśmy w równym wieku nie da się nas rozróżnić to i tak najbardziej dobija mnie kiedy słyszę od sąsiadów i ludzi z mojego obecnego otoczenia Jakiż to on nie jest podobny do tatusia .. Dodam tylko że chodzi o mojego partnera obecnego , który de facto tatusiem nie jest , a i kompletnie nie przypomina ojca mojego dziecka , tak więc nie wiem jakim cudem mój synuś miałby być do niego podobny .. (?) No ale ludzie widocznie widzą to co widzieć chcą .. a ja tylko uśmiecham się słysząc takie bzdury i śmieję się w duchu z ich spostrzegawczości .. ;)

    1. Wybacz, ale się uśmiałam ;)

  9. Corka do taty podobna:) a syn to istna babcia Janeczka od strony męża

  10. Mówiąc szczerze, miałam nadzieję na ciekawy wpis o dziedziczeniu. To, co tu napisano według mnie to przewrażliwienie i bardzo negatywne nastawienie do ludzi, którzy porównując dziecko do kogoś z rodziny nie mają przecież od razu złych intencji. A osoba, która to napisała wyraźnie się ich doszukuje. Dla mnie i dla mojego dziecka to będzie dużym komplementem jeśli zostanie porównane do Mamy, Taty, Babci, Brata, Siostry.. Bo to też są dla mniej najważniejsi ludzie, których niezmiernie kocham i szanuje. Nie rozumiem co w tym złego, naprawdę. Życzę więcej… Życzliwości i zrozumienia. Naprawdę to niedorzeczne sądzić, że osoba porównująca czyjeś dziecko chce kogoś obrazić.. Prędzej na odwrót. Pozdrawiam i więcej optymizmu oraz dystansu dla autorki tekstu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku