Afera szczepionkowa


Nie jestem matką przesadnie histeryczną. Może dlatego, że wychowałam się w PRL-u gdzie normą były zabawy na ulicy, nie istniała smycz w postaci telefonu komórkowego a rozbite kolano zasypywało się piachem i grało w piłkę dalej. Nikt z tego powodu nie umarł. No tak, ale my byliśmy szczepieni na tężec…

Wydawać by się mogło, że teraz jest lepiej. Nie ma pustych półek w sklepach, szpitale przestały straszyć, stały się przyjazne, wizyta u lekarza nie oznacza dla dziecka traumy na najbliższe dwa miesiące i żaden lekarz nie zapisuje zastrzyków jeśli nie jest to absolutną koniecznością. No i mamy szeroki dostęp do różnego rodzaju szczepionek. Zaraz, naprawdę mamy?

Duśka skończyła pięć lat w maju ubiegłego roku i powinna być zaszczepiona dawką przypominającą na błonicę, tężec i krztusiec. Błonica jakby ktoś nie wiedział to inna nazwa dyfterytu. Zabrzmiało groźnie? I słusznie, bo to bardzo groźna choroba prowadząca do uduszenia. Mało tego, mimo prawidłowego leczenia średnio co piąty pacjent umiera.

Tężec to fachowa nazwa potocznego zakażenia. Brzmi niewinnie? Niesłusznie, bo na zakażenie umiera jeszcze więcej pacjentów niż na błonicę. Mowa oczywiście o pacjentach leczonych, nieleczeni padają jak muchy.

Krztusiec czyli innymi słowy koklusz nie zbiera aż tak śmiertelnego żniwa (chociaż w przypadku zachorowań u niemowląt choroba może prowadzić do śmierci) za to jest bardzo nieprzyjemny, polega bowiem na gwałtownych atakach kaszlu, może ich być nawet kilkanaście w ciągu godziny. Jeśli wydaje Wam się, że to nic takiego to spróbujcie kasłać bez przerwy przez dwie godziny. Kilka minut przerwy i powtórka z rozrywki. I nie dzień, czy dwa tylko kilka tygodni.

No więc Duśka powinna być zaszczepiona, ale szczepionek w przychodni nie było. Nie ma to nie ma, jak mówiłam nie jestem matką przesadnie histeryczną, poczekamy. Miały być we wrześniu. Nie wiem czy były, bo we wrześniu moje dziecko poszło do przedszkola i już po dwóch tygodniach złapało pierwszą chorobę. A potem to już do wiosny leciał schemat: dwa tygodnie w przedszkolu – dwa tygodnie w domu. Ja wiem, że przeziębienie, zapalenie zatok, oskrzeli czy gardła, to nie są choroby śmiertelne, ale dziecka w takim stanie się nie szczepi, więc nawet się o te szczepionki nie dowiadywałam. Ponoć były w lutym, nawet dzwonili do mnie z przychodni. Traf chciał, że w lutym Duśka oczywiście miała infekcję górnych dróg oddechowych jak to się ładnie mówi, a do tego uporczywy kaszel. Prześwietlenie wykazało bezobjawowe zapalenie płuc. Tylko szalony lekarz wydałby zgodę na szczepienie a nasza rodzinna pani doktor z pewnością szaleńcem nie jest.

Wiosna rozgościła się na dobre,chorowanie się skończyło, może by tak dziecko zaszczepić? Nie ma szczepionek, trzeba się dowiadywać. Wczoraj byłyśmy na bilansie sześciolatka. Dziecko mam zdrowe ale niezaszczepione, komunikat w systemie komputerowym wali po oczach nawet z daleka. Wygląda prawie jak alarm przeciwpożarowy. Tylko co z tego jak szczepionek nadal nie ma? Zapytałam o płatne, owszem są, ale jakby gorsze. Te bezpłatne mają być we wrześniu. Z tym, że nie do końca wiadomo, czy Duśkę można takimi szczepić bo już ukończyła sześć lat, a te szczepionki są dla dzieci do szóstego roku życia. Mało tego, dawkę przypominającą szczepionki na krztusiec można podać dziecku tylko do siódmych urodzin, taką informację wygrzebałam w internecie. Niby do maja dużo czasu, no ale czy na pewno? Czas tak szybko biegnie…

Istnieje ponoć jakiś kalendarz szczepień obowiązkowych, którego rodzice muszą się ściśle trzymać a jak się nie trzymają to muszą mieć powód. W skrajnych przypadkach muszą się liczyć z przykrymi konsekwencjami. Nie chcę tu rozważać czy wprowadzenie obowiązkowych szczepień jest słuszne, czy decyzja powinna należeć do rodziców. Ale chciałabym nieśmiało zauważyć, że skoro już ktoś ten kalendarz wprowadził i ściga nieszczęsnych rodziców (przypomniałam sobie właśnie, że raz dostałam pismo z przychodni że mam niezaszczepione dziecko, jakbym sama nie wiedziała) to może wypadałoby umożliwić wykonywanie tego obowiązku? Tymczasem rozporządzenie sobie a życie sobie.

Jak nie wiadomo o co chodzi to zawsze chodzi o pieniądze. Czyżby produkowanie bezpłatnej szczepionki przestało być opłacalne? Czy może nastąpiła jakaś zmowa koncernów farmaceutycznych i teraz każdy rodzic, który chce mieć zaszczepione dziecko musi wyłożyć kasę?

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. My też czekamy, mają się w sierpniu odezwać…

    1. ja czekam do września i mam się dowiedzieć…

  2. Kacperek ma pięć i parę miesięcy , też czekamy. Mają dzwonić…

  3. zapłaciłam i dziecko zaszczepione :) z tego co mówiła to we wrześniu marne szanse na szczepionki

  4. Do nas z przychodni dzwonili, że zostały im 3 sztuki, a Jula powinna dostać w styczniu. teraz też się nie załapie bo jedna genialna mamuśka poszła z dzieckiem ze świeżą ospą do cukierni, towarzyszyło im niemowlę co do którego nie ma pewności czy nie zaraża. Kolejna partia szczepionek powinna być pod koniec roku ( w sezonie chorób). Pominę fakt, że gdy 3 tyg temu wybraliśmy się do zoo, tam również mieliśmy wątpliwą przyjemność sąsiadować z dziewczynką z ospą. Kilka tyg wcześniej ich kuzynka miała szkarlatynę a dziewczynki spędziły ze sobą cały dzień, po czym kuzynka zachorowała. Wcześniej był sezon chorowań, przy trójce dzieci jest niemal na okrągło. Zostają tylko Zdrowaśki by dzieci żadnego paskudztwa nie złapały. Najmłodsza córa mając prawie półtora roku dostała szczepienie przewidziane w kalendarzu na 5mcy. Teraz kombinujemy jak zaszczepić ją przeciw pneumo, jest ważniejsza dla niej niż ta na odrę, świnkę i różyczkę. Oby się udało zdążyć przed sezonem chorobowym bo ma astmę infekcyjną. Generalnie gratuluję braku życia bez wyobraźni mamusiom ci gającym swe dzieci z ospą po publicznych miejscach.

    1. Trzymam mocno kciuki, niestety niektóre mamy nie myślą o innych dzieciach poza własnymi

    2. Oby tylko sanepid nie zwlekal

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Toksoplazmoza w ciąży? Spokojnie…


Każda przyszła mama wykonuje w okresie ciąży co najmniej jedno badanie na obecność pasożyta wywołującego toksoplazmozę – Toxoplasma gondii. W najlepszej sytuacji są te kobiety, które przeszły infekcję przed zajściem w ciążę, ponieważ można niemal ze 100% pewnością potwierdzić, że płody takich kobiet są chronione przed pasożytem.

Przejście przed ciążą zarażenia T. Gondii niemal w 100% chroni przed tym zagrożeniem rozwijające się dziecko. Trochę trudniejszą sytuacja pojawia się wtedy, kiedy przyszła mama nie miała do czynienia z pierwotniakiem wywołującym toksoplazmozę, wtedy istnieje ryzyko, że zarazi się w ciąży.

Jednak najgorzej jeśli do wniknięcia pasożyta dojdzie w okresie ciąży, a zwłaszcza w pierwszym trymestrze. Sytuacja ta wymaga natychmiastowego działania.

Czym jest toksoplazmoza?

Toksoplazmoza to bardzo popularna choroba pasożytnicza, która wbrew stereotypom nie dotyczy tylko właścicieli kotów, ale może rozwinąć się właściwie u każdej osoby, która choć raz jadła poza domem danie zakażone pierwotniakiem lub zjadła posiłek przygotowany w mniej staranny sposób.

Statystyki pokazują wielką ekspansję pierwotniaków wywołujących toksoplazmozę. Według różnych źródeł, z powodu toksoplazmozy może chorować od 25- 75% osób. Jak te statystyki wyglądają u kobiet w ciąży? Okazuje się, że u połowy przyszłych mam wykrywa się przeciwciała, które stanowią dowód na przebycie zakażenia.

Jak często w Polsce rodzą się dzieci z toksoplazmozą?

W Polsce każdego roku rodzi się około 400 dzieci z toksoplazmozą. Szacuje się, że około 1 na 1000 maluchów przychodzi na świat z wrodzoną toksoplazmozą.

Warto wiedzieć, że jedynym pewnym sposobem na wykrycie toksoplazmozy u ciężarnej i uchronienia przed zachorowaniem dziecka jest wykonanie badań krwi. Toksoplazmoza zazwyczaj nie daje żadnych objawów u osoby dorosłej, dlatego zupełnie naturalne jest to, że przyszła mama nie ma pojęcia, że w jej ciele właśnie odbywa się swoista walka z pierwotniakiem, który dostał się do układu pokarmowego wraz z surowym lub niedogotowanym mięsem albo nieumytymi warzywami wcześniej zabrudzonymi przez odchody zwierząt.

Jak dochodzi do zarażenia dzieci?

Do szczególnie groźnej sytuacji dochodzi, gdy zarażenie toksoplazmozą następuje w ciąży. Wtedy istnieje ryzyko transmisji pierwotniaka do płodu – średnio szacuje się to ryzyko na poziomie 25%. Wraz z wiekiem ciąży ryzyko przedostania się pierwotniaka przez łożysko wzrasta, przykładowo w 13 tygodniu ryzyko to wynosi 6%, a już w 26 tygodniu około 40%, by w 36 tygodniu było ono równe 72%.

Niestety zarażenie toksoplazmozą płodu jest dość niebezpieczne. Może spowodować poronienie, zgon płodu, jak również ciężkie powikłania, z którym maluszek będzie się musiał mierzyć przez całe życie – małogłowie, wodogłowie, zapalenie siatkówki.

Najmniej ryzykowne jest zarażenie toksoplazmozą w ciąży zaawansowanej. Na skutek tego może rozwinąć się żółtaczka, zapalenie płuc, powiększenie śledziony czy wątroby.

Niestety dzieci, które rodzą się z toksoplazmozą mogą w przyszłości mieć objawy padaczki, zaburzenia mowy, porażenia dziecięcego.

Jak leczy się toksoplazmozę w ciąży?

Toksoplazmoza w ciąży wymaga ingerencji lekarskiej. Celem leczenia jest zapobieganie dostania się pierwotniaka od matki do płodu. W tym celu stosuje się bezpieczny w ciąży antybiotyk spiromycynę (rowamycynę), która nie przenika do płodu, dlatego nie może być uważana za rozwiązanie usuwające pierwotniaka rozwijającego się u dziecka. Gdy po badaniu zdiagnozuje się zakażenie u matki, należy działać błyskawicznie, by nie dopuścić do przeniesienia pierwotniaka do płodu.

Leczenie kontynuuje się aż do porodu. Nawet w sytuacji, gdy nie ma dowodów, że doszło do transmisji zakażenia.

Jeśli dojdzie do zakażenia płodu, lek zastępuje się innym zestawem – pirymetaminą oraz sulfadiazyną i kwasem foliowym – taka kombinacja ma uchronić płód przed negatywnymi konsekwencjami przebycia toksoplazmozy.

Autor artykułu:
Dorota, mama trzyipółletniej Oliwii i rocznej Paulinki, orędowniczka zdrowego rozsądku w wychowywaniu dzieci. Więcej o toksoplazmozie przeczytasz na sosrodzice.pl.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Chyba czytacie w myślach, jestem obecnie w 3 ciąży robiłam badanie na toxo i wyniki wyszły trochę niepokojące a mianowicie toxoplasma IGG 12.3 wynik dodatni :( i toxoplasma IGM 0.19 ujemny termin do gin. odległy byłam u lekarza rodzinnego i mam skierowanie do poradni chorób zakaźnych i mocno się denerwuje:(

    1. Martyna, spokojnie. Ja w drugiej ciąży miałam dodatnią cytomegalię. Nie potrzebnie się denerwowałam. Jeśli możesz to szybko zapisz się do poradni chorób zakaźnych – tam dowiesz się więcej. Trzymam kciuki i ufam, że wszystko będzie dobrze :)

  2. Mam kota w domu i trochę się bałam. Ale badania wyszły dobrze a Coco nie trzeba było wywozic do mamy:)

  3. W pierwszej ciąży robiłam badanie na toksoplazmozę 4 razy. W obecnej póki co 2 razy ale z pewnością dojdzie do 4 Nie boję się badań, robię je z myślą o zdrowiu mojego dziecka, podobnie jak badanie na Hiv czy inne zakaźne choroby.

  4. Miałam koty całe życie – i zarówno w pierwszej, jak i w drugiej ciąży toxo ujemne. Kotów wówczas już nie miałam, przed dziećmi wyprowadziłam się z rodzinnego domu :) Przy trzeciej ciąży okazało się, że musiałam jakoś toxo przejść między drugim i trzecim dzieckiem, bo nabrałam przeciwciał, a kontaktów z kotami nie miałam praktycznie wcale. Lekarz mój mówił, że to zdecydowanie częściej od niemytych owoców się łapie, niż od kotów :)

    1. No właśnie, a wszystko zwala się na niewinne koty, ehhh te przesądy…

  5. Ja toksoplazmozę przeszłam przed ciążami i jestem odporna.

  6. Nie miałam kota, ale hodowała je sąsiadka. Gdy poroniłam, okazało się, że to przez cytomegalię. Siostra ma kota i nie złapała nic w ciąży.

  7. Toksoplazmoza przebyta dawno ! A przy badaniu w ciąży wyszło i antybiotyki poszły w ruch ….

  8. Ja mam dwie kotki I dwiw kuwety i dwa razy bylam w ciąży Ludzie bzdury opowiadają z niewiedzy.Ja temat poznałam od podszewki i wiem iż szybciej można złapać toksoplazmozę od surowego mięsa czy niedokładnie umytych warzyw niz od kota

    1. ale łatwiej zwalić na kota niż na własną głupotę

  9. Niestety to prawda.Mnie znajomi potepieli za to,iż kotów nie wyrzucilam z mieszkania oraz za to,ze dotykalam ich nie bojąc się tej zlowrogiej toksoplazmozy o której ledwie cos tam słyszeli,a co gorsza nie balam sie zadrapań,które jak bylam wielokrotnie zapewniają będą widoczne na moich dzieciach Ku ogólnemu zaskoczeniu średniowiecznych matołów ja miała to w d…e,a moje dzieci miewają się calkiem nieźle choc koty miały je tez pożreć tuz po narodzinach i wydrapać im oczęta wstyd normalnie nawet o tym pisać.21 wiek,a ludzie naprawde w takie rzeczy wierzą i próbują przekonywać do tego innych

  10. Kwestia podejścia…Ja mam kota w domu i jedynie co to w trakcie ciąży mąż czyścił kuwete. Nasz Kot Edward (Edek) ;) był jeszcze przed zajściem w ciążę u nas i nie wyobrażam sobie że ciąża spowodowałoby że kot by musiał zrobić wylot z naszego domu…co to to nie :)

  11. Ja myślałam, że to tylko od kota się można zarazić ale zarówno w tym artykule, jak i w innym widzę, że nie jest to jedyne ryzyko.
    Tu przeczytałam jeszcze, że jeśli chodzi o koty, to to ryzyko nie jest duże, jednak trzeba przestrzegać pewnych zasad higieny – http://mozgi.pl/czy-kobieta-w-ciazy-powinna-sie-pozbyc-kota-ze-wzgledu-na-ryzyko-zarazenia-sie-toksoplazmoza-3290

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Półnaga mama biega z wózkiem… – burza w internecie!


Kilka dni temu – nie pamiętam czy to było wczoraj, czy przedwczoraj….. nieważne! W każdym razie, pojawiło się w sieci zdjęcie, pewnej modelki (rzekomo jest to Ymre Stikema – choć nie dam sobie głowy uciąć, bo widzę ją pierwszy raz na oczy), na którym półnaga mama biega z wózkiem, z bodajże dwuletnią córką.

Owo zdjęcie, choć wywołało istną burzę w Internecie, mnie osobiście urzekło! Dlaczego? Bo widzę na nim piękną, uśmiechniętą, dbającą o siebie mamę. A to, że biegnie w skąpym stroju (nota bene równie pięknym – chciałabym taki mieć w swojej kolekcji!), to co z tego?!? Kogo to obchodzi?! Każdy przecież uprawia sport w tym, w czym jest mu wygodnie.

Co prawda, sama w takich, nazwijmy to majtkach, biegać czy jeździć na rowerze bym nie poszła, ale nie oburza mnie to, że na taki ubiór zdecydowała się jakaś inna kobieta. Jej sprawa. Ciało ma boskie więc czego ma się wstydzić? Po co ma je chować? Przed kim lub przed czym?!

Aaaa już wiem! Przed okrutnymi, zazdrosnymi i zawistnymi komentatorami! W e-świecie jest ich przecież pełno. Wszędzie się czają, za każdym wirtualnym kątem. Niezainteresowani swoim własnym, prawdopodobnie nudnym życiem, siedzą przed ekranami i szukają niczym kibole miejsc, w których bezkarnie mogą się wyżyć. Zbluzgać i publicznie zlinczować.

Tacy ludzie, zwykle są zbyt tchórzliwi oraz leniwi by zając się sobą i zmienić to co ich frustruje – pracę, której nie lubią. Partnera, którego nie kochają. Ciała, którego się wstydzą…. itd. Ci ludzie, godzą się na wszystko co przynosi im los, a potem narzekają, bo są nieszczęśliwi.

Mało tego! Ci ludzie, często popełniają w realnym życiu wiele błędów – nadużywają alkoholu, zaniedbują swe dzieci, rodzinę, nie przejmują się swym zdrowiem, ślepo wierząc, że są nieśmiertelni,…. Ci ludzie zdradzają, biją, zabijają (świadomie lub przypadkiem), ale tego się nie wstydzą! Do tego się nie przyznają! Nie przejmują się tym, bo mają ciekawsze rzeczy do roboty – w końcu w sieci jest tyle fajnych, pięknych, dobrych i pracowitych człowieczków, a ktoś musi ich zhejtować i zrównać z ziemią, prawda?

Po co wziąć sprawy w swoje ręce, zmienić to czego się nie lubi, np. oponki na brzuchu, która pojawiła się 8 lat temu po porodzie, skoro można wyśmiać i skrytykować inną, wysportowaną mamę, za to że biega w czymś, w czym przeciętny człowiek wstydziłby się wejść nawet do łóżka…. !?!

Ludzie, ruszcie tyłki sprzed tych ekranów i zajmijcie się sobą!

wózek

Źródło zdjęcia: https://goo.gl/rK2wHf

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. oburzyło tych co jej zazdroszczą ciała ….proste istna zawiść ;p dla mnie to piękna kobieta i ma co pokazać <3

  2. Nie oburzyło, gdybym miała takie ciało sama bym tak biegała, O!

  3. Wstydziłaby się tak świetnie wyglądać :D niektórym to żal ściska dupsko oj ściska :)

  4. Piękna mama, piękny wózek i piękne zdjęcia :D

  5. taczej zazdrosc mna trzesie ;)

  6. Dajcie mi taką figurę a będę chodzić nago!

  7. Oburzającego nic w tym akurat nie widze. Jakbym tak wyglądała pewnie do biegania ubierałabym się podobnie – no może zamiast tych skąpych majtek nosiłabym spodenki. Ale góry bym nie zmieniła :P

  8. Jakby to byl polnagi pedofil z dzieckiem to moglabym sie oburzyc…ale dbajaca o kondycje matka…to moge pozazdroscix…

  9. Nic oburzajacego w tym nie widzę. Jakos nikomu nie przeszkadzaja półnadzy biegacze na olipiadach. Jakby biegła nago postukalabym ją w czoło. Nie rozumiem jednak czemu nagle kobieta po urodzeniu dziecka przestaje byc postrzegana jako normalny człowiek.

  10. Mi sie podoba. Jakbym miala taki brzuch tez bym sie chwalila ;)

  11. U nas by się tak nie dało – najczęściej jest za zimno, a w upał by mi się nie chciało ;-) Po plaży też biegaliśmy z synem w strojach, ale niestety ja tak nie wyglądam i tylko mąż robił zdjęcie ;D

  12. Jest matka, wiec rozsadnie gospodarujac czasem dba o kondycje i opala sie jednoczesnie ;D

  13. Wywołuje oburzenie bo to coś innego. Ktoś nie wpasował się w kanony. Przecież mamusia powinna być z brzuszkiem poporodowym, rozstępami, workami pod oczami w kółko narzekająca, że nie ma czasu na siebie. Ktoś się wybił i jest szczęśliwa więc trzeba zrobić szum i się powkurzać ;)

  14. Jakby biegła sama to byłoby “wow”, ale że z dzieckiem to już niektórym nie nie pasuje. Mogłyby troszke bardziej spodenki być zabudowane, ale i tak świetnie wygląda.

  15. super, tez bym tak chciała, 

  16. Absolutnie nie oburza. Pewnie bym nie biegała w gatkach ale każdy lubi co innego.

  17. Ciekawe jakie emocje wywołałaby kobieta plus size?

  18. Mama ,mamą ale dziecko jakies duże na wózek ;)

    1. Jeśli nie ma się z kom zostawić dziecka to nawet 6 latek nie jest za duży na wózek i jest super kompanem podczas biegania i super obciążeniem.

  19. Co w tym oburzającego?Matka jest nadal kobietą,o czym czasami niektórzy zapominają.Zgadzam się z Anią Seweryn-przy takim ciele sama bym się z chęcią rozebrała ;)

  20. burza w internecie? ludzie nie mają sie już czego czepiać…a jak jestescie na plaży to nikt nie jest oburzony? tak każdy ubiera sie skąpo

  21. Mnie nie oburza ale jak dla mnie jest niesmaczne. To ze ktos ma swietne wysportowane cialo nie oznacza ze moze sobie biegac po miescie w bieliznie. Tzn. Teoretycznie moze ale niekoniecznie chce patrzec jak ktos biega z tylkiem na wierzchu. Wystarczyloby zalozyc szorty…

    1. To na plażę zamiast bikini pewnie Pani też zakłada szorty do kolan i bluzy z długim rękawem. Przecież to nie wypada założyć bikini… ludzie by się patrzyli…

    2. Stroje, które zakładamy na plaże różnią się od tych na miasto czy na eleganckie przyjecie. To jak pół goli panowie w autobusie…

    3. Pani nie była na mieście czy przyjęciu Pani uprawia sport i biega w bieliźnie sportowej, nie narusza estetyki udowadnia innym że dziecko nawet małe nie jest przeszkodą w realizacji pasji ;) szacun dla Pani;)

    4. Nie kazdy chce patrzeć na niemal gołą kobietę a jakos tam plaży nie widzę

  22. Mnie rozśmieszyło to, że ich oburzyło to, że ona biega w stroju, a wystarczy mieszkać tutaj we Władku i Ci sami oburzeni latem chodzą po ulicy : mężczyźni w samych majtkach, a kobiety w strojach kąpielowych :D

  23. Widać, że fotka jest stylizowana i ma być reklamą wózka. Jak dla mnie to brakuje sporo realizmu, bo nawet stroje startowe nie są tak kuse, a podobnie ubranej “biegaczki” jeszcze na trasach nie spotkałam. Ale może to taki pakiet do wózka ;)

  24. Ja nie wiem czemu od razu jak coś komuś nie pasuje to ma zazdrościć jak dla mnie po prostu mogła założyć porty na dupe bo raczej bieganie w Gaciach po ulicy nie każdemu się może podobać i to rozumiem

  25. Dobrze powiedziane ja nie widzę nic złego w tym zdjęciu a nawet same plusy kobieta dba o siebie ci w tym złego

  26. Jejku!
    -przeszkadza karmienie piersią.
    A kiedyś to był widok normalny..
    -psia kupa na trawie..
    A kiedyś jak ktoś w nia wszedł to zaraz wyczycil..
    -Jak chłopak interesuje sie modą..to od razu jest wyzywany ze jest pedałem…
    -I nagle kobieta biegająca w bikini z wózkiem..
    I wiele innych rzeczy, ktore wzbudzaja w ludziach dziwne kontrowersje…Bez komentarza..
    Mi sie Podoba! :)

  27. No,naga tez może biegać

  28. a to sensacje zrobiło na ludziach to że półnaga biega czy że reklamuje firmowy wózek,ludzie a to wasza głupota się odzywa czy zazdrość

  29. No bo jak już mama, to tylko fartuch i do garów! Ja tu nie widzę nic złego

  30. Gdyby była na plaży to nikt by nie zwrócił na nią uwagi a że biega to co? Nie wolno jej? Brawo, piękne zdjęcie

  31. jedynie nienormalne może być bikini w parku, bikini to raczej na plaży…

  32. ooo tak cudny widok.
    sama chcialabym być na Jej miejscu :)

  33. ooo mam taki strój kąpielowy :D

  34. Ja mam inne zdanie na ten temat nie oburzam się bo mama jest sliczna i szczupła ale bardzo prosze w majtkach i staniku? Piszecie ze kazdy sie ubiera jak chce ale bez przesady nie kazdy chce patrzeć na prawie gołą kobietę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Nie zadzieraj z mamą!


Mama, to taka istota ludzka, która wraz z poczęciem swojego dziecka staje się fighterką. Niezależnie od tego jaki ma charakter – jest spokojna, opanowana czy energiczna i bezwzględna. Nieważne jest nawet to czy ona tego chce. Po prostu staje się walecznym drapieżnikiem i już.

Zdarza się, że cechą tą musi się wykazać będąc jeszcze w ciąży, gdy dziecko jest strasznie ciekawskie i postanawia, że przyjdzie na świat szybciej niż mu to zaplanowała natura. Matka fighterka zaciska wtedy mocno uda, przyjmuje gardę i leżąc płasko, brzuchem do góry walczy niczym lwica, by ten mały psotnik został pod jej sercem tak długo, jak to tylko jest możliwe.

Gdy owo dzieciątko przychodzi na świat, jego mama przenosi się na kolejny poziom bycia fighterką. Po (często) wielogodzinnym porodzie, w bólu i mękach, pocie i łzach, staje się jeszcze silniejsza. Jej zmysły oraz instynkt macierzyński się wyostrzają. Nie ma takiej siły, która by ją zmusiła do biernego przyglądania się, gdy jej potomkowi dzieje się krzywda.

Krzywda – w dosłownym tego słowa znaczeniu oraz w przenośni. Dlaczego w przenośni? Ano dlatego, że czasami tak naprawdę dziecku nie dzieje się nic złego, nikt go nie bije i nie szarpie za ucho, ale…. zdarza się, że ktoś swoim zachowaniem lub słowami sprawia naszemu brzdącowi przykrość. Ojjjjj jak ja tego nie lubię!

Widok smutnej buzi mojego brzdąca, bo ktoś powiedział „że jest gupi!”, to dla mnie cios poniżej pasa i niejako wyzwanie. Tak tak, przejawy awersji w stosunku do mojego syna odbieram jako wyzwanie. I je przyjmuję! Z uniesioną głową staję w narożniku, ustawiam gardę, robię groźną minę i daję sygnały ostrzegawcze, a jak to nie pomaga – atakuję.

I wiedzcie drogie człeki, te duże i te małe, jam jest matka wszechmogąca, słuch i wzrok mam doskonały – wszystko słyszę. Wszystko widzę. I miejcie świadomość, że niezmierzona jest siła moja, dosięgnę was, dopadnę w ciemnym korytarzu (przed)szkolnym, albo jakimś innym parku czy piaskownicy…. Nagadam wam do słuchu! Zły czar rzucę!

Także dobrze wam radzę – nie zadzierajcie z mamą!

;-)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Łapie za serce. wg mnie czy historia skończyła się w ten sposób czy dziecko by zginęło w płomieniach, to jej życie nieodwracalnieby się zmieniło. Taki mały prywatny koniec świata

  2. Tak samo bym zrobila, jestem tego pewna bardziej niz smierci i podatkow!

    1. Ja podobnie bez wahania oddałabym życie za swoje dzieci.

  3. Serca pęka z bólu i dumy….

  4. Tylko matka może się tak poświęcić

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku