Ciąża 2 września 2011

Być czy nie być – oto jest pytanie?

Takie pytanie stawia sobie każdy przyszły Tatuś. Przed niemniejszym problemem staje również każda przyszła Mamusia. Chcę być sama podczas tej wielkiej chwili, jaką jest poród,  czy z nim – „winowajcą” i przyszłym Tatą w jednej osobie?

Zawsze twierdziliśmy z mężem, że ten moment będziemy przeżywali wspólnie, przecież oboje chcemy powitać na świecie naszego potomka. Jednak, gdy zobaczyłam na teście dwie kreski, w naszych głowach zaczęły pojawiać się wątpliwości:

– może lepiej żeby nie widział mnie w takim momencie…

– a jak będę krzyczała to co on sobie o mnie pomyśli…

– na pewno będę wyglądać brzydko, więc po co ma mnie taką oglądać…

– „tam” wszystko będzie wyglądać inaczej niż zwykle… będzie takie nieciekawe… i mało erotyczne ;) o ile można to tak nazwać…

– czy będę potrzebny…

– może będę tylko przeszkadzał…

– czy zniosę ból ukochanej…

– czy chcą w ogóle to widzieć…

Podobne myśli piętrzyły się w naszych głowach i nie bardzo wiedzieliśmy oboje co zrobić.

Żadne z Nas nie potrafiło przyznać się do tego, że mamy jakieś wątpliwości. Zgodnie twierdziliśmy podczas rozmów ze znajomymi czy rodziną: oboje będziemy obecni w tak ważnym dla Nas momencie życia.

Kiedy pojawiły sie komplikacje i ciąża okazała się zagrożona, przestaliśmy o tym myśleć, bo nasze głowy zaprzątnięte były ciągłymi wizytami u lekarza, badaniami i lekami, których brałam całą masę…  Wróciliśmy do tematu, kiedy po kilku tygodniach sytuacja nieco się ustabilizowała a my wykorzystując to, że mogłam chodzić, zdecydowaliśmy się zapisać na zajęcia do Szkoły Rodzenia. Jedne z pierwszych zajęć dotyczyły roli partnera w czasie porodu. Położna, która prowadziła zajęcia pokazała nam jak ważne jest, by ktoś towarzyszył Mamie w tej trudnej i niesamowitej chwili, jaką jest poród. Przecież Mama tak naprawdę jest wtedy sama. Położna przychodzi, co jakiś czas sprawdzić tętno czy rozwarcie, lekarz prawie wcale a zza ścian, dobiegają krzyki innych rodzących. Istny koszmar zaczął kreować się w mojej głowie, pomyślałam, że gdyby coś się zaczęło dziać niepokojącego albo potrzebowałabym iść do toalety lub chciałoby mi się pić, to nie byłoby przy mnie nikogo, kto mógłby mi pomóc i na kogo mogłabym liczyć.

Wróciliśmy po zajęciach do domu, zjedliśmy kolację i mąż zaczął rozmowę. Przyznał się, że miał wątpliwości i nie bardzo wiedział czy chce być obecny przy porodzie i czy poradzi sobie z tym wszystkim. Bał się do tego przyznać przed sobą i przede mną. Powiedział, że po zajęciach zdał sobie sprawę z tego, że nie może mnie tak zostawić. Jego obecność jest konieczna i dlatego na pewno będzie ze mną. Kamień spadł mi z serca, bo czułam to samo, bardzo chciałam by był przy mnie, wspierał no i obowiązkowo przeciął pępowinę.

Do dnia porodu nie poruszaliśmy tego tematu. Dla każdego z nas sprawa była jasna, będziemy razem i już… Kiedy nadszedł moment wyjazdu do szpitala, nie wahaliśmy się, byliśmy pewnymi, że niedługo wspólnie przywitamy naszego synka J

Sam poród był ciężki. Na sali porodowej spędziliśmy blisko 16 godzin, oboje byliśmy niewyspani.  Do szpitala pojechaliśmy o 3 w nocy, ale mimo to mąż dzielnie trwał przy mnie do samego końca. Podawał wodę, zaprowadzał do toalety i pod prysznic, masował plecy i pomagał, gdy skakałam na piłce. Przyznaję się, krzyczałam na niego z byle powodu, zmęczona ciągłymi skurczami i przedłużającym się porodem… a on trzymał mnie za rękę i głaskał po głowie. Kiedy koleżanki pisały dziesiątki sms-ów, odpisywał im w moim imieniu, informując co się dzieje, bo ja nie miałam już na to siły. Dodawał mi otuchy, jak tylko potrafił, a kiedy pojawił się na świecie nasz synek dzielnie przeciął pępowinę. Zobaczyłam łzy spływające po jego policzkach.
Nigdy nie zapomnę tej chwili, gdy na moim brzuchu leżała mała, ciepła i mokra istotka a mój twardy i dzielny mężczyzna płakał na jej widok jak dziecko. Patrzyliśmy sobie w oczy i wiedzieliśmy już ,że od tego momentu jesteśmy rodziną

Teraz, kiedy o tym pomyślę wiem, że nie mogło być inaczej, bo sama chyba nie dałabym sobie rady w tych trudnych chwilach. Oboje wiemy, że to była nasza najlepsza decyzja, dzięki temu jeszcze bardziej zbliżyliśmy się do siebie. Kiedy zdecydujemy się znów powiększyć naszą rodzinę na pewno będziemy razem.

13
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
Maria CiahotnaAnia StanczakAleksandra GreszczeszynPaulina KorpusMłoda mama Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magda
Gość
Magda

Również uważam, że mąż/partner jest potrzebny kobiecie rodzącej. Ja mimo tego, że miałam cesarskie cięcie wiedziałam, że ON czeka na nas za drzwiami. Wiedziałam, że jak urodzi się synek, to nie będzie tam sam. Wiedziałam, że będzie pod czujnym okiem Tatusia. Ta świadomość uspokaja, dodaje otuchy. Pamiętam jak wywieźli mnie z sali operacyjnej, to cały czas był przy mnie, jedną ręką prowadził wózek z synkiem a drugą trzymał moją dłoń :D Ta więź wywołała w nas uczucie wspólnoty, czułości, radości przez dotyk, przez spojrzenie :) JESTEŚMY RODZINĄ!

(nie)Magda(lena)
Gość
(nie)Magda(lena)

ja zawsze chciałam rodzinne rodzić, Tatuś nie. Nie chciałam go zmuszać i nie zmuszałam. Jedynie położna wytłumaczyła mu jak to wszystko naprawdę wygląda, że są 2 fazy porodu, że przy końcowej może wyjść. przemyślał to i postanowił być ze mną, bo wiedział jak ważna rola na niego spoczywa- liczenie skurczów, przypominanie o oddychaniu (tak, tak kobieta może czasem o tym zapomnieć :)), podawanie picia, trzymanie za rękę, wspieranie podczas spacerów, czy pomaganie skakać na piłce, itd. no i robienie zdjęć :D. miał być tylko na początku- został do końca. nie żałuje i będzie za każdym razem :D Ja czułam się… Czytaj więcej »

Marta_iwona
Gość
Marta_iwona

Akcja porodowa rozpoczęła się w nocy 18 marca 2011 dokładnie o 2:55 w nocy obudziłam się do toalety, poszłam i wróciłam ale za chwile znowu mi się zachciało siusiu, juz do toalety nie doszłam bo zaczęło mi się lać po nogach. Dostałam jakiś drgawek z nerwów, obudziłam męża i spokojnie wyruszyliśmy do szpitala. Torba była juz od dawna spakowana wiec tylko ubrać się i wyjść. W szpitalu na izbie mnie zbadali a wody cały czas mi się sączyły. Pielęgniarka przygotowała mnie do zbliżającej się akcji porodowej i zaprosiła na sale porodów. Początkowo wybrałam salę ogólną, ale przeleżałam tam tylko do… Czytaj więcej »

Bombel
Gość
Bombel

Mój mężuś towarzyszył mi przy porodzie i jestem mu za to bardzo wdzięczna!! Jego obecność bardzo mi pomogła!! Gdyby nie On,chyba nie dałabym rady.
I mimo iż poród mieliśmy ciężki,nie zraził się :-) ! Wręcz przeciwnie -chce być ze mną następnym razem! :-)

alka
Gość
alka

Mój mężuś był przy porodzie córci i synusia. Cieszę się bardzo, że mogliśmy być razem w tych chwilach. Pomagał jak tylko można było…od podania wody, poprzez zwykłe trzymanie za rękę, głaskanie po głowie aż do pomagania mi przy różnych pozycjach jakie położna proponowała no i na koniec- przecięcie pępowiny.
Choć ‚obsługę’ miałam świetną, to jednak raźniej mi było mając go przy swoim boku.

Sisunia
Gość
Sisunia

Ja byłam sama i bardzo żałuję ale to przez zagrożoną ciąże…oby przy kolejnym bobasku mąż mógł być ze mną :)

Młoda mama
Gość
Młoda mama

Mój mąż był ze mną ”prawie” cały czas, wyszedł tylko w chwili jak maluszek zaczął wychodzić, ponieważ cały zbladł i wrócił spowrotem jak jeszcze pępowina nei była odcięta .Przyznał mi sie pózniej że poprostu się przestraszył, ale nie zraził czy coś , nie mam mu tego za złe”parłam tylko 15 minut” więc na długo nie wyszedł .ale przez całutki dzień był przy mnie

Paulinko pięknie to napisałaś :)

Paulina Korpus
Gość

My chcieliśmy rodzić razem, ale niestety obie sale do porodów rodzinnych były zajęte w dodatku byliśmy drudzy w kolejce, a ja urodziłam zanim jakakolwiek sala się zwolniła. Ale powiedziałabym coś do rozumu pewnej koleżance mojego męża (osobiście jej nie znam, ale mąż ją spotkał kiedy ja byłam w ciąży) i powiedziała mu, że nie on nie wie co to znaczy poród i nie chce przy tym być, do tego tak „ładnie” to porównała – nie będę tu pisała jak. Wrrr aż się gotuję na wspomnienie tego. A mąż podczas porodu z niewiedzy dzwonił co chwilę na porodówkę pytając się o… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Wyglądałam niezbyt atrakcyjnie, krzyczałam, o erotyce miałam zamiar zapomnieć na wieki…Ale dzięki mojemu mężowi dałam radę! Wiem, że to jego obecność dodała mi sił! Ten moment to był nasz wspólny cud… Oczekujemy na drugi…:)

Ania Stanczak
Gość

ja niechciałam rodzić razem ale krzysiek nie widział innej opcji i na szkole rodzenia strasznie do tego zachęcali… teraz sobie nie wyobrażam jakby było jakbym miała tam być sama dramat… jestem mu wdzięczna za to że był obok trzymał za rękę pomagał i dawał wode;)

Maria Ciahotna
Gość

Świetnie napisane :) Mój mąż był ze mną podczas narodzin córeczki (prawie trzy lata temu) oraz tak samo przed pół rokiem, kiedy wspólnie urodziliśmy synka. Po odwiezieniu mnie do szpitala i pierwszyc badaniach został wysłany jeszcze do domu, bo mogło to chwilę potrwać. Do szpitala mamy jakieś 20 minut spokojnej jazdy, więc był na telefonie cały czas. Gdy go wezwałam, od razu przyjechał. Za pierwszym razem miałam znieczulenie, poród był trudny, zbierało mi się na wymioty, byłam w pewnym momencie bardzo zmęczona, ale z perspektywy czasu i tak było bardzo fajnie. Mąż podawał wodę, po przekłuciu wód płodowych robił porządki,… Czytaj więcej »

Związek 30 sierpnia 2011

Ja, Ty i Ono, a może na odwrót?

Do tej pory byliśmy tylko Ja i On. Takie 2 osobniki – jeden z Wenus a drugi z Marsa. Związek idealny. Razem spędzaliśmy czas po pracy. Film –  proszę bardzo, masaż – znakomicie, jakieś pieszczoty –  zawsze mile widziane.

I nagle pojawił się ktoś miedzy Nami. Taki mały, nieporadny… Mały szef. Nikt tak nie potrafi wyegzekwować swoich potrzeb jak ON. Wraz z pojawieniem się malucha zmienił się mój system wartości. Piramida równoważna MY –  dopiero reszta, uległa totalnej reorganizacji. ON, później Marsjanin i na szarym końcu Ja. Marsjanina żeby pokochać, musiałam poznać, a tę małą istotkę kochałam, mimo że jeszcze jej nie znałam. Ona może budzić mnie w nocy i nad ranem, zrywam się wtedy na równe nogi i idę do łóżeczka. Marsjanin budzi mnie nad ranem bądź w nocy i już mi podpada. Dwóch mężczyzn mojego życia, a jakie odmienne reakcje. Junior czegoś potrzebuje, rzucam wszystko i idę do niego. Marsjaninowi każę poczekać chwilkę aż skończę. Na szczęście mój Kosmita jest w miarę wyrozumiały i wie, że szef jest teraz na 1 miejscu i to jego potrzeby muszę być zaspokojone w pierwszej kolejności, chociażby dla zachowania jego zdrowia jak i ciszy oraz ładu domowego. Najbardziej chyba przemawia do tego starszego –  po całodniowym pobycie w pracy – argument „cisza”.

Po porodzie wszystko ulega zmianie. Dla nas kobiet, dziecko jest istotą realną od samego początku. My czujemy pierwsze jego obecność. Dla mężczyzny, póki jest w brzuszku, jest jakby wirtualne. Mężczyzna dopiero po porodzie zdaje sobie sprawę jaka zmiana zachodzi w systemie wartości kobiety. Jedni się buntują, inni są wyrozumiali i starają się wyręczać młodą mamę w niektórych czynnościach. Mamusie nie bójcie się zmian jakie zajdą w waszej mentalności, to naturalne. Nie wyrzucajcie sobie że jesteście złymi żonami czy partnerkami, bo druga połówka nie jest dla Was już najważniejsza. W końcu kobieta to zaradna, mądra istota, a nasi faceci też chcą się zmienić i nie chcą powielać schematów, chcą wspierać, uczestniczyć i być pomocnymi… tylko czasami zazdrość bierze górę. Partner nadal jest ważny, ale jego pierwotne miejsce zajmuje wspólna część każdego z Was. Maluch który jeszcze nie umie odnaleźć się w otaczającym go świecie, a my jesteśmy jego przewodnikami.

11
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magda
Gość
Magda

Podoba mi się :) Jakie to proste, jakie oczyswiste. Przynajmniej dla mnie :D

Baby_55
Gość
Baby_55

super :)

Bombel
Gość
Bombel

No i tak to właśnie jest w życiu kobiety,mamy.. :-)

Sylwia
Gość
Sylwia

Życie kobiety- mamy to istna karuzela nastrojów. Wartości skaczą pomiedzy levelami. Reorganizacja życia gwarantowana. W tym wszystkim dobrze jest odszukać trochę dawnej JA :D

(nie)Magda(lena)
Gość
(nie)Magda(lena)

Po pojawieniu się Malucha zmienia się wszystko: nasze życie i my sami. Teraz każdy z nas musi nauczyć się żyć od nowa :)

Agnieszka Ławniczak
Gość

U nas przed pojawieniem się malucha byliśmy My-ja i on po pojawieniu nadal jest My-ja,on i on :) Pewnie że mały jest najważniejszy ale nie tylko dla mnie też dla jego taty. Może dzięki temu nasze MY jest tak silne :)

Ania Stanczak
Gość

a u nas hcyba nie było zazdrości;) Krzysiek od pierwszego tygodnia ciązy już mówił do brzucha i jak sie Amelka urodziła rozumiał i nadal rozumie że całą energie poświęcam jej. ale tak wszystko się zmieniło ja nie mam na nic czasu a jak już go mam to padam na twarz i nie mam na nic ochoty….

kaja19782
Gość
kaja19782

wszystko się zmieniło po pojawieniu się synka:)ja już nawet nie pamiętam jak to było przed:)

Natalia Legieć
Gość

super tekst :) niestety jak maluszek czegos chce to rzucamy wszystko i lecimy mu na pomoc a maz faktycznie moze poczekac.. z pierwsza czescia w zupelnosci sie zgadzam :) nasz malutki „kosmita” ma na nas niesamowity wplyw, nikt tak swietnie nie potrafi sobie nas rodzicow ustawic jak nasze wlasne malenstwo:) co do drugiej czesci u nas staram sie aby narzeczony w zaden sposob nie czul sie gorszy.. bardzo chce aby mi pomagal i go o ta pomoc prosze bo chce rowniez zeby czul sie potrzebny:) wiele kobiet chce wszystko robic sama uwazajac ze zrobia wiele rzeczy lepie ale w ten… Czytaj więcej »

milena
Gość
milena

świetny tekst

Kamila Łońska-Kępa
Gość

O wybaczcie. Ja się z tym nie zgadzam.
Dla mnie nadal na pierwszym miejscu jest i był partner. Córka jest owocem miłości, kocham ją,dbam o nią. Ale to OWOC:) co będzie z owocem jeśli drzewo uschnie?
Dbajcie o swoje związki i nie zasłaniajcie się zmianą priorytetów, serio.

Na zakupach 29 sierpnia 2011

Targi, targi i po targach.

W minioną sobotę i niedzielę, w Warszawie na Torwarze odbyły się targi MOJE DZIECKO. Specjalnie dla Was, byłyśmy na miejscu, zwiedziłyśmy wystawę wzdłuż i wszerz i na gorąco relacjonujemy co udało nam się wypatrzeć.

Na targach dostępne było multum atrakcji przewidzianych dla dzieci w różnym wieku – miedzy innymi dmuchane zamki i trampoliny na świeżym powietrzu, oraz okazje dla rodziców – bardzo atrakcyjne ceny – wielu z wystawców oferowało swoje produkty z kusząco obciętą ceną, konkursy  i co rusz wabiące ze stoisk gratisowe słodkości.

Można było znaleźć produkty z całej branży dziecięcej od magazynów począwszy, przez różne rozmaite tekstylia, akcesoria, mniej lub bardziej potrzebne gadżety, zabawki – rzecz jasna i wiele innych drobiazgów na wózkach ( tych zwyczajnych i kosmicznych – również cenowo) i mebelkach kończąc.

Pozwolę sobie polecić Wam kilku wystawców którzy  z powodzeniem przykuli moją uwagę swoją niebanalnością i niepowtarzalnym ciepłem.

Swoim pięknym desing’em i promieniującym, wszechogarniającym milusiństwem, na swoje stoisko zwabiła mnie firma Lamillou – producent przepięknych kocyków, kołderek, przytulanek i śliniaków. Z kolei królik Kizia Mizia – jeden z członków zespołu Ziabaqlu , górował wesoło nad pałętającymi się wokół szkrabami. Jednym z głównych bohaterów tegorocznych targów był premierowy katalog „Dziecko w Warszawie” – który nabyłam i obecnie przeglądam. Musze Wam zdradzić, ze nieco odbiega on od moich pierwotnych wyobrażeń i oczekiwań, ale daję sobie jeszcze chwilę na bliższe poznanie i test ogniowy w potrzebie. Klara została też dumną posiadaczką kubeczka ze słomką firmy Tiny Tum Tum – który aktualnie w naszym domu rozpocznie fazę i serię Crash – testów (obiecuję Wam szczegółową relację, czy zakończyły się pozytywnie i dla kubka i dla Klary). Nasze oczy przyciągnął również sklep Tulimy-Bawimy oferujący „mądre” zabawki dla naszych dzieci oraz Wydawnictwo Dookoła Świata oferujące pięknie ilustrowane książki dla nieco starszych pociech. Swoistą technologią „kosmiczną” okazały się laktatory firmy Ameda – ich cena nie należała do najniższych, jednak widząc opis cudów, których miały dokonywać zaczęłam się zastanawiać, czy można by je nauczyć np. gotować obiad? Ale całkiem poważnie mówiąc, jeśli planujecie lub już musicie odciągać pokarm w dużej ilości i nie wystarcza ręczny laktator, polecam właśnie takie cudo (również firmy Medela i Philips Avent proponują bardzo dobre rozwiązanie wspomagające karmienie piersią ).Nie sposób opisać wszystkie produkty, które można było obejrzeć na targach, więc przytoczyłam tutaj jedynie te które w jakiś szczególny sposób uwiodły mnie swoją postacią.

Jeśli pytacie o szczegóły takiej wyprawy – w moim przypadku z maluchem u boku, już odpowiadam:

Niestety pod względem organizacyjnym Targi zarobiły u mnie sporego minusa! Targi reklamowały się jako targi dla rodziców i dzieci – jednak wybierając się z dzieckiem napotykało się na sporo przeszkód i niedociągnięć.

Po pierwsze – SCHODY – wszędzie było ich pełno, ledwo człowiek skulał się z jednych to musiał z powrotem włazić po następnych ( raz w górę, raz dół), organizatorzy zadbali o to, by obsługa pomagała nosić wózki – jednak przy większym natłoku ludzi nie byli wstanie pomóc każdemu. Na pociechę dodam, ze można było zaparkować swoją terenówkę z napędem na mamę i wypożyczyć chustę lub nosidło – jednak ja zrezygnowałam z tej opcji, ponieważ nie miałam dodatkowego backupu w postaci Tatusia, który mógłby ponieść tzw. cały ten kram ( mam tu na myśli torby, pieluszki, gryzaki i inne akcesoria tego typu).

Po drugie – spory minus dla nas rodziców konsumentów – z jakiś nieznanych mi przyczyn w stadzie zaczynamy nieco „dziczeć”. Ogarnia nas przemożna chęć taranowania wszystkich i wszystkiego co napotkamy – wliczając w to zanik zdroworozsądkowego myślenia ( czasem zapominamy o tym że jeśli jest tłok to raczej go nie przefruniemy i trzeba grzecznie poczekać aż będzie się dało przejść).

Po trzecie –  i tu znów minus dla organizatorów – nie udało mi się trafić na żadne ( ani żadnej z mam które wypytywałam, czy im nie wpadło w oko ) na jakiekolwiek wyznaczone czy przygotowane miejsce do przewinięcia malucha i spokojnego nakarmienia. My skorzystałyśmy ze swojego kocyka i kawałka trawki pod daszkiem reklamowym – w niczym nam ta trawka nie przeszkadzała (choć byłoby miło gdy nie wyrastały z niej śmieci). Nie jestem pewna czy ww. miejsc w ogóle nie było, czy tez zostały dobrze ukryte – efekt ten sam.

Czwartym – i ostatnim minusikiem, były wąskie alejki miedzy stoiskami –  można było zarezerwować choć kilka dodatkowych centymetrów, ponieważ wózki z wielkim trudem i po niewybrednych manewrach wymijały się na trasie.

Jednak mimo kilku niedogodności wróciłyśmy ZADOWOLONE i zmęczone ilością wrażeń. Następne targi już za rok więc zapraszamy Was do zarezerwowania sobie czasu, a my nauczone doświadczeniem wybierzemy się w trójkę, z Tatusiem.

7
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Bombel
Gość
Bombel

Bardzo fajna relacja :) Szkoda że nie można się z taką zaznajomić przed wyprawą na imprezę,żeby się lepiej przygotować :-P :-)
Ale na przyszły rok rady będą jak znalazł :-)

Baby_55
Gość
Baby_55

po targach, które odbyły się wcześniej w Krakowie (chyba w maju lub czerwcu – skleroza ;) )miałam podobne wrażenia :)

Zafa
Gość
Zafa

Pozwolę sobie dodać do tej – bardzo dobrej zresztą -relacji jeszcze jeden minus dla organizatorów: zakonczenie Targów w niedzielę o godzinę wcześniej, czyli o 16.00, mimo, że na wszystkich materiałach rekalmowych wyrażnie byla podana data i godz. 10.00-17.00. My wybraliśmy się na Targi dosyć póżno, bo ok. 15.30 i bylismy (nie tylko my) BAAAARDZO rozczarowani i źli, gdy wyproszono nas z hali o 16.00.. Gdy probowaliśmy wraz z innymi uczestnikami dowiedzic sie, dlaczego jest skrócony ten dzień, usłyszeliśmy, ze – UWAGA – „na ulotce nie zmieścila sie inofrmacja, ze w niedzielę Targi bedą krócej”. Po prostu – lekceważenie klientów. Na… Czytaj więcej »

me
Gość
me

na stoisku Ziabaqlu za parawanem można było przewinąć dziecko na oferowanym przez nich przenośnym przewijaku, oraz nakarmić bo dla mam karmiących produkują ubrania i tak na swoją korzyść minusy organizatora przerobili :-)

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Zafa i me – dziękujemy, że dopowiedziałyście o Waszych spostrzeżeniach. Dobrze by było, żeby nie tylko odwiedzający rodzice lepiej mogli się przygotować do tego typu imprezy, ale żeby organizatorzy wyciągali wnioski.

Www
Gość
Www

Przepraszam bardzo, wydaje mi się że niektórzy są ślepi, w toaletach były miejsca do przewijania maluszka, zanim skomentujecie proszę zastanówcie się!

Hanna Szczygieł
Gość
Hanna Szczygieł

„Nie jestem pewna czy ww. miejsc w ogóle nie było, czy tez zostały dobrze ukryte – efekt ten sam.” Nie kwestionowałam faktu, że były, ja ich nie znalazłam – niestety. A na marginesie, do głowy by mi nie przyszło wracać się do holu wejściowego – bo wiązało się to z pokonaniem schodów, co najmniej 3 razy w jedną stronę. A propos karmienia w toalecie – nie jest to najlepsze miejsce, ale wystarczy gdzieś zorganizować, w wersji minimalistycznej kilka krzeseł i parawan – i już jest kącik do nakarmienia maluszka :) Myślę, że nie warto tak się denerwować, nie ma co… Czytaj więcej »

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close