Ciąża 30 stycznia 2015

Chore dziecko a służba zdrowia

Moje dziecko się pochorowało. Niby zdarza się nawet najlepszym, ale akurat Duśce zdarza się rzadko i (odpukać!) nigdy poważnie. Wczoraj w nocy siedziałam przy niej do trzeciej i czuwałam czy gorączka nie rośnie, bo spaść nie chciała nawet po podaniu leków przeciwgorączkowych. Mogłam zimne okłady zastosować, ale znając moje dziecko skończyłoby się to awanturą i płaczem.

Ale nie o tym chciałam. Duśka nie jest (i oby tak zostało) ciężko chora, a jednak mnie, wcale nie tak bardzo przewrażliwionej matce, wystarcza katar u dziecka żebym nie mogła spać spokojnie. Teraz też nie sypiam, wstaję częściej niż do noworodka wstawałam. Widać strach o własne dziecko mam wpisany w geny, cebulki włosów, paznokcie  i nie wiem co jeszcze.

Ale do rzeczy, bo tak naprawdę to chciałam pisać o tym, co przeczytałam kilka dni temu. Skoro ja się boję przy byle katarze, to jak musieli bać się rodzice trzynastoletniej Kariny, którzy wieźli chorą córkę do szpitala? Może ja się nie znam, ale jeśli rodzice nastolatki decydują, że ból głowy i wymioty są powodem wizyty w szpitalu, to to muszą być bardzo nasilone objawy. A takie nie biorą się z powietrza.

I ja naprawdę rozumiem, że lekarze mogą rodziców podejrzewać o przewrażliwienie, a dzieci o symulowanie, ale jeżeli przez dwa kolejne dni stan pacjentki jest coraz gorszy to może jednak warto coś zrobić? Coś więcej niż standardowe badania? A decyzja żeby uspokoić dziewczynkę na oddziale psychiatrycznym sprawiła, że ręce mi opadły. Na jakim my świecie żyjemy, że leczy się skutek a nie przyczynę?! W XXI wieku pasami do łóżka?!

A propos symulowania: stara historia, brat mojej koleżanki poszedł do lekarza poskarżyć się na silne bóle głowy. Diagnoza lekarza: symulujesz chłopcze, z czego ta klasówka? Dwa dni później chłopak zmarł, chodził do podstawówki. Więc może warto wierzyć tak na wszelki wypadek?

Gdyby ktoś miał odwagę szukać przyczyny może Karina by dziś żyła. Umarła bo nie zbadał jej neurolog, bo nie zrobiono specjalistycznego badania, bo choroba rzadko występująca, bo, bo, bo… bo system jest jaki jest, liczą się limity, procedury, umowy i kontrakty. A potem w protokole pisze się: operacja przebiegła bez powikłań, pacjent zmarł.

Sprawę bada prokuratura. Ale w Polsce nikogo nie karze się za brak inicjatywy i odwagi w podejmowaniu decyzji.

A co to ma wspólnego z moim dzieckiem? Ano nic i mam nadzieję, że tak zostanie. Chociaż jak usłyszałam diagnozę: początek zapalenia płuc, natychmiast przypomniałam sobie te wszystkie przypadki wśród znajomych, gdzie dzieci z tą chorobą trafiały do szpitala. Nogi się pode mną ugięły – wszystko tylko nie to! Jesteśmy w domu, chucham i dmucham, noszę na rękach (tak, dobrze widzicie, noszę pięciolatkę na rękach – przychodzi do mnie i mówi: mamusiu weź mnie na rączki bo się stęskniłam za tobą), pilnuję żeby mimo choroby jadła, brała leki na czas, często sprawdzam czy ma gorączkę. I tylko z tyłu głowy ten strach – żeby się nie rozwinęło, żeby zanikło, żeby nie szpital.

Lekarze błędy popełniali, popełniają i będą popełniać. Nie myli się tylko ten kto nic nie robi. Ale jak czytam o zaniechaniu to przysłowiowy nóż mi się w kieszeni otwiera.

 

 

24
Dodaj komentarz

avatar
13 Comment threads
11 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
Irena SzkaradekAgnieszka RedzikAgnieszka KuśmiderskaBeata GrudzieńAngelina Sychta Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Małgorzata Pomiankowska
Gość

moją Córcie zaatakowało ostatnio zapalenie ucha i wysoka gorączka i pani laryngolog w przychodni odmówiła przyjecia dziecka , bo 45min przed koncem pracy stwierdziła , że już zbadać nie zdąży i odesłala do domu , pare godzin pozniej dopiero przyjął nas inny lekarz i od tygodnia jesteśmy w szpitalu. nie rozumiem tej znieczulicy , jak można moje , czy też inne dziecko nie zbadac , nie przyjąć, nie udzielić pomocy….

Małgorzata Pomiankowska
Gość

dodam jeszcze , że w chwili , gdy prosiłam o przyjęcie na badanie , córka miała 39 stopni gorączki i ostry ból ucha….po prostu masakra i ja jako matka wystąpie ze skargą oficjalna …

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Trzeba było poprosić, żeby Ci na piśmie odmówiła, pewnie od razu by znalazła czas. Mnie się w głowie nie mieści, że można odmówić pomocy cierpiącemu dziecku, przecież nikt nikogo nie zmuszał do zostania lekarzem!

Małgorzata Pomiankowska
Gość

na pewno tego tak nie zostawię i gdy tylko wyjdziemy ze szpitala , napisze skarge do NFZ, mam nadzieje ze sie jej dobiora ….

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Popieram!

Basia Kłodnicka
Gość

światem rządzi pieniądz, gdybyś pokazała portfel na pewno by cię przyjełą, a już przestałam liczyć na służbe zdrowia, bo albo nie ma w danym dniu lekarza, albo już limit się wyczerpał, dlatego już chodzę prywatnie, dziecko najważniejsze.

Basia
Gość
Basia

Nie wiem, jak Wasze, ale moje dziecko, gdy jest chore, to od razu jest takie „mamine”. Nic tylko przytulać i chuchać.
I nawet, gdy tylko nosek zatkany, to i tak jako mama, zamieniłabym się – wzięła na siebie te wszystkie bakterie, wirusy i inne paskudztwa, by tylko dziecko nie cierpiało, spokojnie spało, nie kaszlało…

Milena kamińska
Gość
Milena kamińska

Straszne ale prawdziwe, niestety moje dzieci mają często do czynienia ze służbą zdrowia zawiodłam się nie raz pisałam skargi i nic w tym kierunku nie zrobili. Od urodzenia lecze moje dzieci na bielactwo zdiagnozowane przez dermatolog z mojego miasta wydaje fortunę na maści aż pewnego dnia przypadkiem trafiam na panią doktor zŁodzi która mówi że to w żadnym wypadku nie jest bielactwo tylko fakomatoza reclighausena. Szczęka mi opadła jestem na etapie badan genetycznych i czekamy na diagnozę. A jesli chodzi o odmowę przyjęcia dzieci z 40 stopniowa gorączka to przerabialam kilka razy i jeszcze wiele innych przypadków absurdu

izabela
Gość
izabela

widzę że przeszłaś to co ja tylko ja mam młodszą córkę, dostaliśmy augmentin es, dobrze że szybko zadziałał bo mogło się różnie skończyć, do tego od razu podałam małej milifen na gorączkę bo się pojawiła, ale na szczęście on szybko ją obniżył, po tygodniu jeszcze utrzymywał się kaszel ale już właściwie zagrożenia żadnego nie było

Adrianna Mizgiert
Gość

Mamy synka z chorym serduszkiem. Nie wyobrażam sobie leczyć Go w poradni ach na nfz. Odległe terminy, lekarze zupełnie nie zainteresowani pacjentem. No i kolejki na korytarzach, mimo umówionej godziny trzeba czekać długo aby lekarz przyjął. Dziękuję Bogu, że nas stać na leczenie prywatnie.

Ilona O-a
Gość

Ja w większości przypadków też specjalistyczne badania robie prywatnie bo na NFZ terminy powlaja, ale wczoraj byłam z synkiem na badaniu słuchu na NFZ czas oczekiwania 3 tygodnie, czekaliśmy jakieś 20 minut. Bylam pozytywnie zaskoczona miła i fachową obsługa. Zdziwiło mnie to ze pani w recepcji powiedziała, że miała umowionych 19 pacjentów z czego 7 nie przyszło. :-/

Angelina Sychta
Gość

To też przez to, że ludzie umawiają się, a potem nie przychodzą są takie długie kolejki. W miejsce tych 7 osób mógłyby przyjść inne.

Ilona O-a
Gość

Dokladnie tak.

Agnieszka Kuśmiderska
Gość

Mi sie raz zdarzylo umowic corke do alergologa i nie pojsc bo zwyczajnie zapomnialam… ale to dlatego ze na ta wizyte mialam czekac az 6 miesiecy!!!!!

Milena Kamińska
Gość

Jestem w tym temacie. Od tygodnia zawijam się z bólu brzucha od tygodnia nie jem caly czas wymiotuje. Byłam 4 razy u lekarza bo nie dawałam już rady bylam słaba królowało mi się w głowie. Uslyszałam musi pani zrobić usg brzucha. Poprosilam więc o skierowanie i usłyszałam ale w Skierniewicach to tylko prywatnie nikt na nfz nie robi

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

To jakaś paranoja, powinni na izbie przyjęć zrobić od ręki

Anna Stefanek
Gość

Ale pójdź na ostry dyżur i tyle…

Milena Kamińska
Gość

Tzn robia w szpitalu ale miesiąc się czeka

Aneta Wagner
Gość

Nasza służba zdrowia tak samo jak cała ta Polska jest chora! Świetnie napisane: „masz pieniądz leczysz się prywatnie, a jak nie to powoli konasz…” nic dodać nic ująć!!!! wstyd mi za taki kraj o któryś niegdyś walczyli Nasi dziadkowie płacąc za niego swoim własnym życiem… teraz pewnie się w grobach przewracają widząc jak stoczył się na samo dno nędzy!!!!

Anna Stefanek
Gość

A kolejki również dzięki pacjentom. Moja mama ma poradnie p/bliznową zapisy teraz są na październik. Na jeden dzień zapisywanych jest 10 potrafi nie przyjść 8. Oczywiści nie odwołują wizyty lub dzwonią w momencie w którym powinni być już w gabinecie. Gdyby ludzie odwoływali wcześniej można byłoby zadzwonić do kogoś innego.
A limity ilości wykonanych badań/ przyjęć ustala NFZ. Można napisać do NFZtu skargę na długą kolejkę.

Beata Grudzień
Gość

Niestety mam 2 chorych dzieci i musze gnic w kolejkach nie moge chodzic prywatnie bo skierowania na badamia od prywatnych lekarzy nie sa za darmo a musimy robic np rezonans i inne raz na kilka mcy . Ostatnio przypadek z zycia jedziemy z 2 letnim dzieckiem 2 godziny do nefrologa kolejka kilka miesiecy a baba nas nie przyjela bo jej pielegniarka karty nie przyniosla. Zycie.

Agnieszka Redzik
Gość

Ja przerabiam.państwowo

Irena Szkaradek
Gość

Niestety służba zdrowia to jakaś masakra jest. Moja córeczka ma ranki za uszkami. Około m-ca temu poszłam do pediatry do której jest zapisana dostała maść, potem kolejną na końcu 8 dni temu maść-antybiotyk. Nic nie pomaga, w związku z czym konieczna staje się wizyta u dermatologa – zalecenie pediatry. W trakcie leczenia antybiotykiem, wykonałam telefony do wszystkich przychodni w okolicy. Czego się dowiedziałam ? Otóż kilka z nich w ogóle nie ma lekarza dermatologa, kilku lekarzy dermatologów nie leczy takich „małych ” dzieci (córeczka za 3 m-ce skończy 6 lat…), znalazłam dermatologa który leczy dzieci ale przyjmuje tylko prywatnie w… Czytaj więcej »

Kulinaria 28 stycznia 2015

Czekoladowa Chmura Nigelli Lawson

Niedzielny ranek, wszyscy już po śniadaniu. Moi panowie szukają wzrokiem, gdzie ukryłam ciasto na popołudnie. Nie ukryłam, bo jeszcze go nie ma (wczoraj cały dzień spędziliśmy poza domem)! Do wyjścia na nabożeństwo mamy niecałe 2 godziny i co teraz? Jak pogodzić brak ciasta, smutną minę mego męża i trzylatka pełnego chęci do zabawy z mamą? Ciasto czekoladowe!

Po prostu zatrudniłam dziecko do pracy w kuchni i z pełną odpowiedzialnością przekazałam pałeczkę w upieczeniu dzisiejszego ciasta. Po szybkiej wymianie zdań i mocnym tupnięciu małej stopy – będzie ciasto czekoladowe. Mama sprawdziła, czy są wszystkie składniki i pomagając odrobinę pozwoliła synowi zrobić ciasto. Jak wyszło? Obłędnie!

Jeśli szukasz przepisu na ciasto czekoladowe, które zwali z nóg nie tylko teściową to polecam Czekoladową Chmurę wg przepisu Nigelli Lawson. Co ważniejsze nie znajdziecie tutaj ani grama mąki, tylko czekoladę, jajka, cukier i śmietanę. Czego chcieć więcej.

Składniki na ciasto:

250 g ciemnej gorzkiej czekolady (min. 70%) – ok. 2,5 tabliczki czekolady
125 g masła (trochę mniej niż ¾ kostki masła)
6 jajek
175 g cukru kryształu (ok. ¾ szklanki)
ew.2 łyżki likieru Cointreau
starta skórka z 1 pomarańczy

Składniki na śmietanową chmurę:

250 ml śmietany kremówki – 36% (małe opakowanie śmietany)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii lub dwie łyżeczki cukru wanilinowego
½ łyżeczki gorzkiego kakao do posypania
1 łyżka likieru Cointreau

Przygotowanie

  1. W pierwszej kolejności rozpuszczam czekoladę w kąpieli wodnej, czyli do małego rondla wkładam połamane tabliczki czekolady i wkładam go do większego rondla z wodą – dzięki temu czekolada się nie przypali.
  2. Do rozpuszczonej czekolady dodaję masło i kiedy oba składniki ładnie się połączą, odkładam na bok by nieco przestygły.
  3. W większej misce ubijam 2 całe jajka i 4 żółtka z 75g cukru i dodaję na koniec rozpuszczoną czekoladę z masłem.
  4. Teraz jest najlepszy moment by włączyć piekarnik na 180 stopni.
  5. Pozostałe 4 białka ubijam na sztywną pianę i dodaję do niej pozostały cukier (100g), dalej ubijając, aż uzyskam błyszczącą pianę.
  6. Ubite białka delikatnie mieszam z masą czekoladową – można dodać także likier Cointreau i skórkę z pomarańczy.
  7. Do wcześniej przygotowanej tortownicy (średnica 23 cm) lub prostokątnej blachy (21 cm x 28 cm), najlepiej wyłożonej papierem do pieczenia, wykładam ciasto.
  8. Piekę w piekarniku ok.1 godziny, ważne aby środek nie był płynny.
  9. Upieczone ciasto czekoladowe odkładam do wystygnięcia. Jeśli zależy Wam na czasie to można wyłożyć je na kratownicę.

Uwaga: upieczone ciasto będzie pękać, a środek będzie się zapadał – utworzy się coś na kształt krateru. Tak ma być. Nie martwcie się tym zupełnie.

Przed podaniem:

  1. Ubijam kremówkę z cukrem i ekstraktem waniliowym. Dla smaku można dodać likier Cointreau.
  2. Ubitą śmietanę wypełniam zagłębienie ciasta, a za pomocą sitka posypuję kakao.

Cóż mogę więcej napisać. Życzę Wam niezapomnianych wrażeń smakowych!

zdjęcie 2

2
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Milena kamińska
Gość
Milena kamińska

Mniam kilka dni temu piekłam z dziećmi orzeszki i babeczki teraz mam ferie i na pewno skusimy się na ten przepis gdy się go czyta to ślinka cieknie

(nie )Magda(lena)
Gość
(nie )Magda(lena)

To ciasto jest pyszne! I nie do podziału z resztą domowników ;) no dobra, do podziału ale z ciężkim sercem ;)

Znad kołyski 27 stycznia 2015

Bezsen(s)

Co powinna zrobić udręczona dniem i rozdartymi dzieciakami matka? Pójść spać! No to przecież jest jasne jak słońce i proste niczym drut, przynajmniej w pięknej teorii. Na samą myśl o opcji “sen o przyzwoitej porze” mam ochotę rzucić “śmiechłam” i wpadłam pod krzesło. Jak cudem uda mi się położyć obu synów spać w mniej więcej jednym czasie – z założenia ok. godziny 21.00 – choć najczęściej oczekiwania nijak się mają do rzeczywistości, od razu budzą się we mnie dzikie żądze…

Najpierw “rządzę” przy desce do prasowania, dzierżąc w dłoni jak bezcenne berło, żelazko. “Nie lubię tego” mam ochotę wysyczeć, albo powtórzyć za klasykiem “nie chcem ale muszem”. Choć tak uczciwie, jak już baaaaardzo, baaaardzo nie chcem, to nie muszem, i nie robiem. Bo pognieciony dzieciak to i tak lepiej jak dla przykładu dzieciak brudny. A skoro brudne dziecko to szczęśliwe dziecko, więc dziecko pogniecione, to przynajmniej szczęśliwa matka.

Jak już skończę, albo i nie, bo mi się dziecko młodsze obudzi i piszczy, to nadal nie obieram kursu na łóżko. Po tak miłej rozgrzewce zabieram się za mycie garów, bardzo często w ilości hurtowej, bo ja to pół biedy, kubki czy talerze zmywam od ręki, ale jak się ma (wliczając w to męża) trójkę dzieci w domu i summa summarum zmywanie po czterech gębach, to wyobraźcie sobie jak wygląda mój zlew. I teraz dopiero w brodę sobie pluję, że mąż chciał zmywarkę, a ja nie… I nie pytajcie czemu nie chciałam, bo sama nie wiem. Może wydawało mi się że lubię zmywać? Nie lubię, teraz to wiem na pewno.

Co dalej? A dalej to spoglądam na zegar, bo w zależności od tego jak późna jest pora, zabieram się za czynności nie generujące nadmiernego hałasu. I kto co lubi, lub kto co musi – wyjście z psem, ścieranie kurzu z mebli, mycie podłóg – to obowiązkowo, bo przynajmniej podczas wieczoru nikt mi tych podłóg nie zadeptuje – składanie prania. Mam dla Was ciekawostkę – moje pranie na pewno ma nogi bo samo się przynosi na klacie mężowskiej do pokoju, ale nie ma rączek, bo już się samo nie składa. Taka sytuacja.

I w sumie gdy podłogi stają się przyjazne dla malucha, naczynia na suszarce czekają aby uwalić je dnia następnego, a czyste poskładane pranie zaprasza żeby znów je zabrudzić, kombinuję dalej. A to to, tamto i siamto, zwyczajnie nie potrafię usiąść na tyłku, tylko tu jeszcze poprawię, tam podleję czy  wstawię. Bo w sumie i tak mi się kłaść nie opłaca, ani teraz ani później, bo nie mogę się opędzić od myśli, jak od natrętnej muchy, że na milion procent ja się położę, a któreś z dzieci wstanie.

Kalkulacja jest prosta, nie opłaca mi się kłaść bo nie zdążę porządnie przymrużyć oczu, a jak nawet przymrużę to jestem bardziej wymięta niż wypoczęta. Ale nie narzekam i nie płaczę, nie jest źle, bo śpię tyle co muszę, a działam ile powinnam, dobrze wykorzystując czas. A nazajutrz, od samego rana zrobię minimum z minimum, siadam przy kawusi, zerkam do czytadła, popatrzę na dzieciaki, i jak zawsze uśmiechnę się do siebie, bo w moim przypadku “bezsen(s)” ma wielki sens :)

4
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Czech
Gość

Ćwiczę albo spędzam czas z mężem :)

Cwana Mama
Gość

idę biegać :D

Sandra Pajdzik
Gość

To zupelnie takniqak ja…:-)

Maria Ciahotna
Gość

ja siadam do pracy – komputerowa, z domu, „po godzinach”, fajnie płatna – pozazdrościć, prawda? Choć czasami marzy mi się spokojny wieczór z mężem, książka czytana na spokojnie czy wskoczenie do wanny by się zrelaksować… Ale nie narzekam, w końcu to moja decyzja (przynajmniej dopóki nie spłacimy kredytu na dom :) )

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close