Ciąża 4 stycznia 2013

Ciężarówką przez Irlandię cz.4 – Rozładunek, czyli wyskakuj maluszku :)

Spanie z półtorarocznym maluchem nie należy do łatwych, zwłaszcza jeśli jest to bardzo ruchliwe dziecko, a jest się w ciąży… Przywykłam więc już do tego, że zasłaniam rękami brzuch podczas snu albo śpię odwrócona plecami do synka a on serwuje mi intensywny „masaż” pleców swoimi stopami. Końcówka ciąży nie należała więc do łatwych, bo poza owym „masażem”, odczuwałam też typowe dolegliwości jak skurcze, kłucia i pobolewania, występujące z mniejszą lub większą częstotliwością oraz „wygibasy obcego”, który zamieszkał w moim brzuchu.

Niestety mój mały „obcy” nie planował szybko wyprowadzić się z brzuszka, bo mimo że termin upłynął nic specjalnego się nie działo. Przynajmniej tak mi się wydawało. Poniedziałkowa wizyta w szpitalu pokazała, że się myliłam. Miałam rozwarcie a po masażu szyjki pojawiły się mniej lub bardziej regularne skurcze. Pojawiały się całą noc i następnego dnia. Około godziny 14:00 były już regularnie co 5 min. Były jednak dość słabe, więc nie przejmowałam się zbytnio. Wieczorem wzięłam gorącą kąpiel i położyłam się spać.

Około 23:00 obudził mnie ból pleców. Odwróciłam się więc, żeby przesunąć nieco nogi Adiego. Jakież było moje zdziwienie gdy zobaczyłam jedynie męża śpiącego obok. Po kilku minutach ból wrócił i był bardzo intensywny. Poszłam do łazienki, bo mój organizm postanowił się „oczyścić”. Po kilku minutach ból znowu się pojawił. Wiedziałam już, że czas się zebrać z łóżka. Ubrałam się i zeszłam do salonu. Usiadłam przed TV, włączyłam jakiś program muzyczny i czekałam. Początkowo skurcze pojawiały się co 7 min, niedługo potem  już co 4 min. Kiedy o 3:00 zaczęły pojawiać się co 3 min. Zadzwoniłam po taksówkę, poszłam powiedzieć mężowi, że już czas i pojechałam do szpitala zostawiając moich mężczyzn (męża z synem) w domu.

Po przyjeździe do szpitala trafiłam do Emergency Room czyli Izby przyjęć. Zaprowadzono mnie na salę. Po chwili przyszła położna, poprosiła o rozebranie się od pasa w dół i przykrycie jednorazowym ręcznikiem, który leżał na łóżku. Sprawdziła rozwarcie – były 3cm. Podłączyła mnie pod aparat do KTG i pomogła założyć spodnie i buty, żebym mogła sobie chodzić jeśli tak będzie mi wygodniej. Skurcze były dość silne. Dochodziły do 160-170 wg wskazań aparatu. Otrzymałam informację, że w ciągu pół godziny zwolni się sala na porodówce i przyjdzie po mnie położna. Tuż po 4 rano pojawiła się położna i zaprowadziła mnie na salę porodową. Następnie pomogła się przebrać. Zbadała mnie – rozwarcie było już na 5 cm, a z maleństwem nadal wszystko dobrze.

Skurcze pojawiały się już co 2 minuty. Były dość mocne, a ból promieniował i odczuwałam go na całych plecach i w dół aż do kolan, ciężko było mi chodzić więc często przysiadałam na brzegu łóżka, żeby było mi lżej. Koło godziny piątej położna zaproponowała mi gorącą kąpiel. Zgodziłam się chętnie. Spędziłam w wannie jakieś pół godziny. Zaczęłam czuć lekkie parcie podczas skurczów, dlatego poprosiłam o sprawdzenie rozwarcia. Było 8 cm więc położna zaproponowała, że przebije mi pęcherz płodowy aby nieco przyspieszyć akcję przez odejście wód. Miała rację, bo już po 10 minutach było pełne rozwarcie.

Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Najpierw 4 skurcze, w czasie których położna kontrolowała kiedy mam przeć a kiedy oddychać spokojniej, pomagając mojemu kroczu dopasować się do rozmiarów maleństwa i już po chwili maleńka Nikola pojawiła się na moim brzuchu. Patrzyła na mnie swoimi maleńkimi czarnymi oczkami, a ja płakałam ze szczęścia. Wpatrywałam się w nią i przypominałam sobie jak 1,5 roku wcześniej tak samo witałam po drugiej stronie brzuszka Adiego. Jednak wtedy był ze mną mąż i było to w Polskim szpitalu. No właśnie – mąż. Poprosiłam o podanie telefonu i szybko zadzwoniłam do niego, żeby powiedzieć, że o 6:08 został ponownie Tatusiem, a Adi otrzymał rolę Starszego Brata :)

Położna zbadała małą i zważyła. To było Nasze 3140g szczęścia :)
Chwilę później urodziłam łożysko. Położna pomogła mi przenieść się na chwilę na fotel a sama zmieniła mi pościel na łóżku. Położyłam się ponownie, po chwili zjawił się lekarz i zszył mnie bo lekko popękałam, choć jak twierdziła położna to tylko ze względów kosmetycznych, bo otarcia były niewielkie.

W międzyczasie córeczka zasnęła i leżała sobie spokojnie na ogrzewanym łóżku. Położna zaproponowała mi abym wykorzystała okazję i wzięła prysznic, żeby się nieco odświeżyć a ona zostanie z małą. W towarzystwie pielęgniarki poszłam do łazienki. Mimo trudów porodu wystarczyło trochę gorącej wody abym poczuła się jak nowonarodzona. Wróciłam na salę porodową gdzie czekało już na mnie śniadanie w postaci tostów z dodatkami i gorącej herbaty oraz świeżo zaścielone łóżko. Taki posiłek dostaje każda rodząca aby wzmocnić się trochę po trudach porodu. Zaczęłam jeść kiedy obudziła się Niki. Podałam jej jedną pierś. Po kilku minutach maleńka wypuściła ją z buzi i usnęła. Byłam zdziwiona, bo nadal pamiętałam swoje problemy przy karmieniu Adiego. Ucieszyłam się, że tym razem jest łatwiej.Kiedy zjadłam śniadanie położna zawiozła mnie z córeczką na salę poporodową. Przekazała położnym oddziałowym wszelkie informacje dotyczące porodu. Zostałam ponownie zbadana, sprawdzono moje ciśnienie i temperaturę. Położna obejrzała też maleńką. Za chwilę zjawiła się taca ze śniadaniem, bo na oddziale akurat je podawali. Zjadłam, bo nadal byłam nieco głodna. Położyłam się z małą do łóżka i usnęłyśmy. Po ponad 2 godzinach obudziłam się. Niki nadal spała, za to ja patrzyłam zdziwiona na nią, zastanawiając się czemu nie obudziła się jeszcze na jedzenie. Po kilku minutach obudziłam ją i nakarmiłam. Znowu spokojnie usnęła a ja poczułam niesamowity spokój. Wiedziałam już, że moje pozytywne nastawienie i świadomość, że poradzę sobie w razie jakichkolwiek problemów z karmieniem zaprocentowało i problemów nie mam.
Niedługo potem przyjechał mąż z Adim, żeby przywitać Nikusię. Adi wpatrywał się w maleńką siostrzyczkę i uśmiechał, a my z mężem obserwowaliśmy ich. To było takie niesamowite. W jednej chwili Nasza rodzina powiększyła się i było Nas już czworo.
Dzięki temu, że obie z Nikusią  czułyśmy się świetnie a karmienie przebiegało bezproblemowo już następnego dnia wróciłyśmy do domu gdzie powitali Nas nasi kochani mężczyźni. Już nie byli tylko moi. Teraz muszę się nimi dzielić z córeczką ;)

Cały poród i pobyt w szpitalu był dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Biorąc pod uwagę, że rodziłam w jednym z najstarszych szpitali położniczych w Europie, poziom opieki, wygląd szpitala i jego wyposażenie budziło mój podziw. Wszyscy, którzy się mną opiekowali byli niezwykle mili i uprzejmi. Zachowywali się przy tym bardzo profesjonalnie i chętnie pomagali w razie potrzeby.
Mimo, że poród w Polsce wspominam bardzo miło, to jednak trudno jest mi się oprzeć wrażeniu, że w wielu aspektach jest nam jeszcze daleko do Europy.

Leżałam na sali czteroosobowej, jednak każde łóżko było od pozostałych oddzielone zasłonką, wiec gdy pojawiała się położna czy lekarz aby zbadać pacjentkę i jej maleństwo mogły liczyć na to, że nikt nie będzie przeszkadzał. Przed każdym badaniem byłam informowana co to będzie za badanie i pytano mnie czy wyrażam zgodę. Nigdy nie zrobiono nic bez mojej wyraźnej zgody począwszy od przyjęcia mnie w Emergency Room, aż do wyjścia ze szpitala. Kiedy byłam badana w trakcie porodu położna czekała aż skończy się skurcz a ja będę gotowa na badanie. Mile zaskoczył mnie fakt, że żadne badanie nie było dla mnie bolesne. Kiedy rodziłam Adiego każde badanie było dla mnie koszmarem, zwijałam się i krzyczałam z bólu. Tym razem nie było ani jednej takiej sytuacji.
Mimo, że szpital w Dublinie przyjmuje 30 porodów na dobę, położna była tylko do mojej dyspozycji przez cały czas trwania porodu, a pod koniec dołączył do niej za moją zgodą student. Cały czas czułam, że to Ja jestem najważniejsza i położna jest dla mnie, a nie Ja dla niej. W Polsce położna biegała miedzy kilkoma salami i zjawiała się od czasu do czasu tylko po to, żeby zbadać tętno dziecka lub sprawdzić rozwarcie.

Podsumowując całość muszę stwierdzić, że opieka nad rodzącą i jej maleństwem w Polsce wymaga jeszcze ogromnych zmian. Mimo, że wiele już się zmieniło, biorąc pod uwagę obowiązujące standardy dotyczące opieki, to jednak ich stosowanie to już zupełnie inna bajka.

Zaglądnij do pozostałych części:

Ciężarówką przez Irlandię cz. 1
Ciężarówką przez Irlandię cz. 2
Ciężarówką przez Irlandię cz. 3

 

źródło zdjęcia: flickr.com

20
Dodaj komentarz

avatar
16 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Basia P-kRhona SzalonaAnna GruntKinga UbyszKamila Sophie Parypa Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Monika Stradza
Gość

aż mi się zachciało rodzić za granicą.Ja mimo,że wspominam swój poród naprawdę całkiem nieźle, to nie była bym w stanie opisać go z takim spokojem.Widać,że zapewniono Ci najwyższy możliwy komfort.Po cichu zazdroszczę i się zgadzam,że w PL daleko nam do Europejskich standardów :(

milena
Gość
milena

Rok po ślubie razem z mężem podjęliśmy decyzje o powiększeniu naszej rodzinki. Gdy na teście ujrzeliśmy dwie kreski, chcieliśmy za jakiś czas zrobić rodzinie niespodziankę,zaprosić na kolację i podarować rodzicom małe buciki. Niestety nie udało się. Zachorowałam, w nocy dostałam wysokiej gorączki, dreszcze, ból nerek. Nocowaliśmy wtedy u teściów, dlatego teściowa troszcząc się o mnie naszykowała lekarstwa. Z mężem popatrzyliśmy na siebie i uśmiechnęliśmy. A teściowa od razu zapytała:w ciąży jesteś?No i musieliśmy powiedzieć.Nici z planu. Stan mój się pogarszał więc zadzwoniliśmy do mojej mamy. Rozmowa o 1 w nocy wyglądała tak: Mama odbiera telefon: co się stało? Ja –… Czytaj więcej »

Paulina Garbień
Gość

Jestem wstrząśnięta Twoją opowieścią, to straszne i niesprawiedliwe, że w cywilizowanym kraju dzieją się takie rzeczy, że można tak traktować kobietę, w ogóle jakiegokolwiek pacjenta, to jest nie do pomyślenia. Strasznie współczuję a jednocześnie gratuluję wytrwałości i woli walki, jesteś bardzo dzielną kobietą fantastyczną Mamą

Małgorzata Golonka
Gość
Małgorzata Golonka

Normalnie mnie ciarki przeszły jak czytałam Twoją opowieść. Cieszę się, że ja urodziłam w szpitalu, gdzie zarówno personel medyczny jak i wyposażenie było na wysokim poziome, choć to szpital państwowy. Szkoda tylko, że tyle się wycierpiałaś przez błędne diagnozy lekarzy. A tego lekarza, który chciał Ci usunąć ciążę powinno się pozbawić praw do wykonywania zawodu! Ja miałam cukrzycę ciążową i niedoczynność tarczycy. Urodziłam w 35 tygodniu ciąży, jadąc jedynie na egzaminy na studiach do miasta położonego o 130 km od domu. Synek jednak chciał już nami być i zamiast na egzaminy pojechałam do szpitala. Jak zobaczyłam Synka, łzy same płynęły.… Czytaj więcej »

Anna Kozubek-Bortniczuk
Gość

oj tak z tym ostatnim zdaniem to zgadzam się w 100%…w Polsce jeszcze trzeba dużo, dużo zmian, aby było jak należy…ja m.in po tym co zobaczyłam na naszej porodówce, w trakcie praktyk, za żadne skarby nie chciałam się tam znaleźć…dlatego jak okazało się, że jestem w ciąży postarałam się spełnić swoje marzenie, potrzebę i spróbować porodu domowego…udało się! córeczka przyszła na świat w domu z wagą 3570g 5 lat temu, a w lipcu ubiegłego roku dołączył do nas synek, również w naszym domu z wagą 3930g :) oba porody szybkie, we wspaniałej atmosferze, bez obrażeń…dla mnie najcudopwniejsze doświadczenia w życiu…….każdej… Czytaj więcej »

Marcin Banach
Gość

Ja sam zaczynam sie bac jak to bedzie z porodem mojej kobiety,a co dopiero co bedzie po porodzie juz mnie straszy ze nie pujdzie do szpitala drugi raz rodzic ze woli w domu w wannie :D Moja kobieta ma córke a teraz to bedziemy miec synka prawdopodobnie ale szczerze nie mam zadnego doswiadczenia w rodzicielstwie troche sie boje jak to jest miec dziecko od poczatku ,jak nosic ,przebierac ,kapac ale na szczęscie moja kobieta ma doświadczenie powiedziała ze da sobie rade tak jak dawała zawsze

Sylwia Kotewicz
Gość

55 godzin od skurczy do porodu ;), w szpitalu bylam 2 dni, bo chcialam karmic piersia i polozne walczyly o to, a tak moglam wyjsc szybciej bo rodzialam w angli

Veronika Kate
Gość

Od przyjazdu do szpitala do porodu 80 minut z pierwszą córką, wyszłam na drugi dzień, z drugą nagła, nieplanowana cesarka, około tygodnia w szpitalu bo sporo krwi straciłam, okropne przeżycie.

Olga Kloda
Gość

32 godz zakonczone cc. Lezalam 8 dni bo dziecko mialo infekcje przez dlugi porod. Rodzilam niestety w polsce

Katarzyna Kujańska
Gość

od momentu gdy zaczęły odchodzić mi wody do końca porodu 3h25min, a ze szpitala wyszłam po 2 dobie

Katarzyna Kuta
Gość

U nas było cesarskie cięcie wyszliśmy w czwartej dobie: -)))

Kamila Maria Meżykowska
Gość

1- poród trwał 3 i pół godziny, w szpitalu byłam z córką 3 doby, córa urodziła sie w 35 tygodniu, 2- poród trwał 3 godziny i 20 minut, w szpitalu byłam 3 doby, syn urodził sie w 40 tygodniu, 3- poród trwał 3 godziny, w szpitalu byłam z córką 2 doby, córka urodziła się w 40 tygodniu, 4- poród twał 2 godziny i 15 minut, w szpitalu byłam 2 doby, cynek urodził się w 40 tygodniu.

Rhona Szalona
Gość

sie pogubiłam :D

Kamila Maria Meżykowska
Gość

teraz lepiej ;-)

Regina Adamiec Babula
Gość

Poród trwał 19 godzin. Wyszlismy ze szpitala po 2 dobach.

Ewa Gołębiewska
Gość

Starszą córkę rodziłam 13 godzin, do domu poszłam pod koniec pierwszej doby życia małej, młodszą rodziłam 6 godzin i wychodziłyśmy do domu w trzeciej dobie.

Kamila Sophie Parypa
Gość

W dniu porodu okazało sie, ze corka przyjdzie na Swiat przez CC, a po 48h wyszlysmy z corka do domu gdzie czekała najbliższa rodzina. Po niecałych 40godzinach stałej opieki oraz aparatury, otrzymaliśmy do dyspozycji swój pokoj z łazienka. Co posiłek dostawałam kartkę z menu do wyboru, byłam w szoku, na liscie było około 20pozycji na cały dzien, trzeba było wybrac sobie śniadanie+napój, pozniej obiad nawet z dwoch dań i do tego napój oraz deser do wyboru gdzie mozna było wybrac nawet lody, no i kolacja+napój. Dodatkowo Wodę polozna wymieniała co godzine czy dwie, miałam duzy dzbanek, z tym ze tutaj… Czytaj więcej »

Kinga Ubysz
Gość

1 córa poród 4 h w Anglii po 3 godzinach byłam w domu drugi poród w Polsce też około 4 h i 3 doby w szpitalu zdecydowanie lepszy poród w angli i szybkie wyjście

Anna Grunt
Gość

2,5 godziny i 5 dni w szpitalu :)

Basia P-k
Gość

12h i 10 dni pobyt

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close