Emocje 22 czerwca 2016

Trzy słowa do Cioci Dobrej Rady….

Ciocia Dobra Rada – (w jej subiektywnym odczuciu) osoba bardzo oczytana, wszechstronnie doświadczona i uzdolniona. Zawsze służy dobrą radą i rzetelną oceną. Uwielbia pouczać, poprawiać, krytykować i wymądrzać się.

Kiedy urodził się Jaś, jak grzyby po deszczu wyrosły wokół nas osoby czujące silną potrzebę pouczania i poprawiania mnie w kwestii wychowywania swojego pierworodnego. Dla mnie, dla osoby, która nie boi się pytać gdy czegoś nie wie, a jednocześnie nie znosi nachalnych – nieproszonych porad, było to niezwykle frustrujące i zniechęcające do spotkań w gronie potencjalnych Cioć Dobrych Rad.

Na szczęście Jaś szybko wyrósł na dorodnego pięciolatka (swoją drogą nie wiem kiedy to się stało?!) dzięki czemu mogłam trochę odetchnąć. Ale wtedy pojawiła się Pola. Początkowo nie przejmowałam się rodzinnymi (i nie tylko) spotkaniami, bo wierzyłam, że zdołałam się już na nie uodpornić. Poza tym, to jest moje drugie dziecko, sądziłam więc, że skoro pierwszemu krzywdy nie zrobiłam, to ludzie zakumają, że daję sobie radę i nie muszą mnie już pouczać.

Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że tak nie jest! Ciocie Dobre Rady nie wrzuciły na luz, a ja wciąż dostaję białej gorączki gdy je spotykam.

Weźmy dla przykładu taką sytuację…

Jest ciepły, żeby nie powiedzieć – gorący dzień. Każdy normalny człowiek śmiga wówczas w krótkich spodenkach, krótkiej bluzce i bosych stopach. Śmiga więc i Pola. A tu taka reakcja na jej widok:

– „Ojej! Ona nie ma skarpetek?! Przeziębi się!” – no jakoś dotychczas się nie przeziębiła.
– „Ona nie ma czapki?! Uszy jej przewieje i będzie miała zapalenie, tak jak ten mały od Kryśki!” – kimkolwiek jest Kryśka i jej mały…?!
– „Nie ubierzesz jej? Ma zimne nogi, mogłabyś ją ubrać!”
– „Weź ją przykryj kocem, albo chociaż ręcznikiem bo na pewno jest jej zimno!” – skoro tak grzecznie leży to faktycznie musi przymarzać…

Albo taka sytuacja:
– ”Ile ona ma – 5 miesięcy? I pije tylko mleko?!” – żałuję, że nie mogę Wam tego pokazać, ale oczy tej kobiety prawie wyszły z orbit!
– ”Heh! Ten mały od Kryśki to już dawno je inne rzeczy, nawet zupki zjada!” – no i fajnie, na zdrowie temu małemu od Kryśki!

Albo jeszcze taka sytuacja… Impreza rodzinna, Pola zasnęła na moich rękach:
– „Czemu nie odłożysz jej do wózka?” – bo się obudzi, niech śpi, NIE PRZESZKADZA mi ona…”
– „No, tak ją nauczyłaś!”

No i ręce mi w tym momencie opadają! Ludzie, kurde! Kto Wam powiedział, że tak ją nauczyłam!? Kto Wam powiedział, że moje dziecko śpi tylko na rękach, że „ciągle” ją noszę i cokolwiek tam jeszcze (źle) robię?!

Widzimy się pierwszy raz – w ogóle lub od jakiegoś czasu, spędzamy ze sobą raptem godzinę, może dwie…. A Wy wyciągacie te swoje wnioski jak asy z rękawa, jak byście znali nas na wylot!

No litości! Czy ja Wam się wpierniczam z butami w życie?! Czy ja Wam mówię, że źle się dziś ubraliście, źle nakarmiliście swojego kota czy chomika, i macie złe postrzeganie świata, bo jest odmienne od mojego?!

Nie! Ja – niepytana o zdanie, nikogo nie poprawiam i nie pouczam, wychodząc z założenia – to nie moja sprawa! Jeśli np. moja koleżanka ma tendencje do przegrzewania swojego dziecka, to mnie się to może nie podobać, ale ja jej o tym nie mówię. Bo to nie mój interes. I jeżeli jej dziecko na skutek przegrzania organizmu zachoruje, to ona będzie się z tym dzieckiem bujać po lekarzach i zarywać nocki, nie ja!

Więc błagam Was ludzie, zajmijcie się w końcu sobą! Zostawcie mnie i moje dzieci w spokoju! Póki co, świetnie daję sobie z nimi radę – nie chorują, są zdrowe i szczęśliwe. A ja wraz z nimi.

 

Subscribe
Powiadom o
guest
15 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Ina i Sewa
6 lat temu

Znam :'(

Monika
Monika
6 lat temu

Doskonale Cię rozumiem :) to okropnie frustrujące takie pouczanie. Mi też chyba najczęściej zdarzały się pouczenia co do ubioru dziecka. Na dworze upał wszyscy porozbierani ale dzieciaka to najlepiej w dres i czapkę ubrać. Babcia mojego męża tak mnie wiecznie pouczała że przestałam tam chodzić z małą bo miałam dość uwag. Nie widziała małej pół roku po tym czasie gdy się w końcu spotkałyśmy dobre rady zniknęły. Do dziś mam spokój a minęło już pięć lat i drugie dziecko się w między czasie urodziło a babcia potulna ;)

Elżbieta Wolińska
6 lat temu

moja teściowa… i to „nie noś bo przyzwyczaisz” hehe

W roli mamy - wrolimamy.pl

Też to słyszałam, niejednokrotnie – przy pierwszym dziecku i teraz przy drugim, również. Pola jest jeszcze mała więc nie czas na ocenę, ale Jaś ma już 5 lat i jakoś chodzi o własnych nogach ;)

Olga Irena Otwinowska

Moja córeczka ma 2latka, zaczęła późno chodzić i większość czasu ja nosilam na rękach, dziś chodzi sama i nie domaga się noszenia na rekach :-)

Elżbieta Wolińska
6 lat temu

Ja nie uważam, że noszenie szkodzi dziecku, wręcz przeciwnie. Poza tym, nie można przyzwyczaić do czegoś do czego jest przyzwyczajone przez 9mcy w brzuchu mamy. Starszego nosiłam, młodszego też noszę a „dobre rady” mam w nosie ;) Nie tylko odnośnie noszenia.

Karolina Bylina
6 lat temu

Rozumiem, że masz „dziecko bardziej”? Co nie zmienia faktu, że jednak wiekszość to dzieci nauczone tak zasypiać ;)

W roli mamy - wrolimamy.pl

Co to znaczy „dziecko bardziej” ?

Karolina Bylina
6 lat temu

no to taki syndrom, „baby more” się na to mówi, dzieci, które wymagają 100% poświęcenia i nie można je zostawić na krok

W roli mamy - wrolimamy.pl

Aha, nie znam takiego pojęcia, ale też nie mam dziecka, którego nie można zostawić na krok, wręcz przeciwnie. Dlatego irytuje mnie gdy ktoś, kto nas nie zna śmie nas oceniać i krytykować.

Karolina Bylina
6 lat temu

Powiem tak. Mam podobne zdanie jak ciocia dobra rada, ale ani z tego powodu nie oceniam ani nie krytykuję. Nie moje dziecko, nie moje ręce ;) szczególnie, jeśli głównym zainteresowanym to nie przeszkadza. Nie rozumiem tylko gdy rodzice płaczą, że są w takiej sytuacji i nie robią nic, żeby to zmienić. A czemu tak uważam? Do okoła mnie jest masa rodziców, którzy usypiają swoje dzieci nawet nie lulając, bo głowa podskakuje jak na kocich łbach, muszą wozić dzieci autem, żeby usnęły, podskakiwać z nimi. To jest przyzwyczajenie ;) ale jeśli ktoś lubi to jego sprawa.

W roli mamy - wrolimamy.pl

Ale ja nie usypiam córki na rękach. Tym bardziej nie wożę jej autem, żeby zasnęła :) Sytuacja, o której wspomniałam miała miejsce na imprezie rodzinnej, karmiłam córkę piersią i przy tej piersi zasnęła. A ponieważ grała tam głośna muzyka, co jakiś czas się wzdrygiwała i wybudzała, dlatego nie odłożyłam jej do wózka, tylko trzymałam na rękach/kolanach, żeby choć trochę pospała. I na to usłyszałam od osoby, która widuje mnie raz na ruski rok, że „tak nauczyłam zasypiać swoje dziecko” – po pierwsze nie jest to prawdą, a po drugie – skąd taki wniosek, skoro ten ktoś tak na prawdę mnie… Czytaj więcej »

Karolina Bylina
6 lat temu

ja pisze o ludziach których znam ;)

Cały Świat Karli
Cały Świat Karli
5 lat temu

Byliśmy z dzieciakami 2 lata temu – przepiękny ogród i wspaniałe okazy. Zachwyciły mnie magnolie.

W przedszkolu 20 czerwca 2016

Mówisz swojemu dziecku, że je kochasz? To za mało!

To oczywiste, że kochasz swoje dziecko, chcesz, żeby było szczęśliwe i czuło się kochane. Mówisz mu o tym często – przed wyjściem do pracy i szepczesz przed zaśnięciem. Świetnie! Słowa mają moc – wielką moc, ale… same nie wystarczą, by nasze dziecko czuło tę miłość. Potrzebne są czyny, by okazać swoje uczucia! Zabrzmiało patetycznie?

A chodzi o naprawdę drobne sprawy, które nie wymagają specjalnego przygotowania i uroczystej oprawy. Ale by się udało to zrealizować, potrzebne są nasze chęci, zaangażowanie, czas i obecność.

Gdy Twoje dziecko coś Ci opowiada – oderwij wzrok od tego, czym się zajmujesz i spójrz mu w oczy.

Gdy Twoje dziecko chce Cię rozbawić – uśmiechnij się.

Gdy Twoje dziecko pyta – odpowiedz.

Gdy Twoje dziecko mówi – wysłuchaj go do końca i zapamiętaj.

Gdy Twoje dziecko rzuca piłkę, rozgrywa mecz – kibicuj mu.

Gdy Twoje dziecko chce samodzielnie podjąć decyzję – pozwól mu.

Gdy Twoje dziecko jest niepewne – dodaj mu odwagi.

Gdy Twoje dziecko narysowało dla Ciebie obrazek – doceń i przyczep na lodówce.

Gdy Twoje dziecko zbudowało z klocków wieżę czy sondę kosmiczną – pochwal, doceń szczegóły.

Gdy Twoje dziecko wychodzi rano do przedszkola/ szkoły – przytul go.

Gdy Twoje dziecko kładzie się spać – poczytaj mu.

Gdy Twoje dziecko ma występ, pokaz, mecz – siedź na widowni.

Gdy Twoje dziecko chwali się czymś – podzielaj z nim jego zachwyt.

Gdy Twoje dziecko skądś wraca – czule uściskaj go na powitanie.

Gdy Twoje dziecko boi się – bądź z nim.

Gdy Twoje dziecko zasypia – pocałuj go na dobranoc.

Gdy Twoje dziecko zrobi coś źle – wytłumacz, co było nie tak w jego zachowaniu.

Gdy Twoje dziecko chce się z Tobą pobawić – odłóż telefon i zrób to.

Gdy Twoje dziecko próbuje wymusić coś np. krzykiem – zachowaj spokój i nie bój się stanowczości.

Gdy Twoje dziecko płacze – utul.

Gdy Twoje dziecko zrobi coś nie po Twojej myśli – powiedz, że je kochasz bez względu na wszystko.

Gdy Twoje dziecko krzyczy, płacze i denerwuje się – pozwól mu okazywać także te uczucia.

Gdy Twoje dziecko długo się ubiera – cierpliwie czekaj.

Gdy Twoje dziecko jest smutne z Twojego powodu – nie bój się przeprosić.

A poza tym pokazuj dziecku, jak ciekawy jest świat, zabieraj go na lody i od czasu do czasu kup cukrową watę!*

 
*Koleżanka zwierzyła mi się ostatnio: Wiesz, moja 26-letnia córka powiedziała nam w weekend, że ma do nas – rodziców pewien żal… Nie zgadzaliśmy się, by jadła w dzieciństwie cukrową watę. A ona zawsze tak o niej marzyła.

Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Ewa Wróblewska
6 lat temu

Mowie :-)

Dorota Cieślak
6 lat temu

mowie

Joanna Joanna
6 lat temu

zbyt długo czekałam, by teraz nie powiedzieć swoim szkrabom, że je kocham! Są dla mnie jak powietrze…uchyliłabym im nieba! Ale za tym słowem są też czyny. Mogłabym się tu rozpisywać, ale po co? Rachunek jest prosty 24h minus 6h przedszkola równa się18h poświęcone czterolatce, na milion różnych sposobów. Młodsza? 100% czasu 24/24 od ponad 6 miesięcy! Kocham Was moje Skarby!!! <3 <3 <3

Milena Kamińska
6 lat temu

Mówię często i codziennie

Maria Nowacka
6 lat temu

Mówię codziennie i pozostałe punkty staram się wypełniać, tylko z tą watą cukrową nam nie wychodzi na razie, ale jeszcze nie jedna okazja przed nami :)

Sylwia Wnuk
6 lat temu

Mowie codziennie po kilka razy :) nawet przy zasypianiu i od synka słyszę to samo :) <3

Julka Dydak
4 lat temu

Tak, to bardzo ważne aby dziecku pomimo wszytko mówić jak bardzo go się kocha. Każde potrzebuje miłości i trzeba o tym mówić. Niektórzy rodzice pomimo swojej miłości do nich zapominają o tym jeszcze inni uważają, że to oczywiste, więc nie muszą o tym mówić. A to jest błąd. Nawet dorosły człowiek potrzebuje od czasu do czasu usłyszeć takie słowa

Emocje 17 czerwca 2016

Do stomatologa na NFZ

Jak komuś kiedyś przyjdzie do głowy napisać moją biografię, to co najmniej jeden rozdział poświęci moim perypetiom z zębami, mówię Wam. U mnie nie ma, że coś tam zaboli, to się zaplombuje, u mnie jak już coś zaboli to od razu pół szczęki i się zaczyna karuzela. I nie, żebym regularnie nie chodziła do stomatologa. Chodzę jak najbardziej. A i tak raz na jakiś czas mam w ustach polkę z przytupem.

Ale nie o tym dziś chciałam tak naprawdę. Chociaż wszystkie przemyślenia, złość, żal, rozgoryczenie wzięły się właśnie z wizyty w gabinecie dentystycznym. Jeśli w tej chwili pomyśleliście, że mnie jakoś źle potraktowano, odmówiono pomocy, olano, albo zrobiono krzywdę, to spieszę was uspokoić. Mnie tam naprawdę dobrze traktują ;)

Generalnie w mojej przychodni lekarze i pielęgniarki traktują pacjentów bardzo dobrze. Serio. Mili, uśmiechnięci, serdeczni, chyba nikt tam na mnie nie naburczał. No ale właśnie, za takie traktowanie należy się jakaś wzajemność, prawda? Tymczasem co usłyszałam niedawno od pomocy dentystycznej, jak sobie wdepnęłam zapytać, czy są wolne miejsca na czerwiec?

– Nieee, miejsc to już nie ma, w ostatni poniedziałek czerwca będą zapisy na lipiec. No ale szkoda, że pani wczoraj nie przyszła. No niech pani sobie wyobrazi, trzech pacjentów na wizyty nie przyszło i nawet nie odwołali, pani doktor półtorej godziny w ścianę się gapiła.

No ludzie, czy was pogięło całkiem?! Czy to tak można, czy to tak wypada?! Ja rozumiem, że można nie przyjść, ale to się dzwoni! To się mówi, że nie mogę, nie chcę, już mnie nie boli, nie chciało mi się czekać, zrobiłem prywatnie. Czy to tak dużo kosztuje? Serio, odwołanie wizyty to taki problem?! I niech mi nikt nie mówi, że może się zdarzyć. Może owszem, sama odwoływałam, jak przez dwa miesiące miałam katar i kaszel wykluczający wizytę. Ale dzwoniłam! I nie, nie robię z siebie świętej, po prostu nie jestem egoistką. Skoro ja nie mogę, na moje miejsce może przyjść ktoś inny. I na pewno do kogoś innego zadzwonią. Skąd wiem? Bo bywało, że do mnie też dzwonili, jak się coś zwalniało. Tak to działa. Zwykła ludzka przyzwoitość, umiejętność widzenia czegoś więcej, niż czubek własnego nosa.

Szczególnie problematyczni są pacjenci pierwszorazowi. Nie wiem jak u innych lekarzy, ale u stomatologów tak jest. Zapisują się i nie przychodzą. Efekt? Oddzielna pula dla pierwszorazowych, oddzielna dla kontynuujących. Przy czym ta dla świeżaków naprawdę nie jest duża. Bo oni i tak nie przyjdą. Skąd wiadomo? Ano z doświadczenia. I dlatego tak trudno dostać się do stomatologa na NFZ. Jak już komuś się uda, to sobie spokojnie będzie leczenie kontynuował, nie ma problemu. Ale pierwszy raz? Toć trzeba się z łóżka przed świtem zerwać i być pod przychodnią jeszcze przed otwarciem. A i tak nie wiadomo, czy się uda.

I powiem wam, że wcale mnie nie dziwi, że ta pula dla pierwszorazowych jest mała. Nieobecny pacjent to pacjent, za którego NFZ nie zapłaci. A lekarz nie musi za przeproszeniem pierdzieć w stołek. Że niby lekarze dużo zarabiają? Śmiem wątpić, czy wszyscy. Ale nawet jeśli tak jest, to prawdopodobnie mają większe zobowiązania finansowe, które muszą pokrywać. Poza tym nieobecny pacjent to strata dla przychodni. A rzadko która przychodnia prywatna, nawet ta z umową z NFZ-em lubi generować straty. Państwową się po prostu zamknie, jak będzie miała ujemny wynik finansowy, więc właściwie jadą na jednym wózku.

Czytałam niedawno na jakimś blogu (autorkę bloga przepraszam, ale nie pamiętam, co to był za blog), że w Anglii jak się nie przyjdzie na wizytę i się jej nie odwoła, to po prostu na zbity pysk wywalają z przychodni i tyle. I wiecie co? Mają rację.

 

Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Sylwia Wnuk
6 lat temu

W Belgii za wizytę jeśli się nie odwoła i nie przyjdzie i tak trzeba zapłacić.

natalia
natalia
6 lat temu

Mi kiedys kolezanka mowila ze w Niemczech, jak jej mąż zapomnial o wizycie to musiał zaplacic „kare”.Nie wiem czy to prawda ale przynajmniej ludzie by sie ogarneli…

Karolina Bylina
6 lat temu

Chodze do prywatbej z umowa nfz i jest cos takiego przynajmniej jesli o rejestracje internetowa ze jak sie nie odaoja i nie przyjdzie dwa razy to blokuja dostep. Nie wuem jak jest w rzeczywistosci nie chce sprawdzac ale sytuacja nie dotyczy tylko dentystow. Do pediatrow jest jeszcze gorzej. Numerki na tydzien do przodu zajete. Przychodzisz bo dziecko chore poprosic o numerek ekstra a tam pusto! 5 osob nie przyszlo. Czesc ludzi odwoluje, wczoraj byl mi potrzebmy numerek i weszlam rano i byly dwa, ale po mnie tez nikogo nie widzialam a numerki pozajmowane

W roli mamy - wrolimamy.pl

Z pediatrą i internistą u nas jest tak, że można się zapisywać do przodu, ale na każdy dzień jest jakaś pula numerków dostępna od rana, żeby ogarnąć awaryjne sytuacje.

Karolina Bylina
6 lat temu

U nas nie ma ale nasza lekarka zaasze przyjmie ;)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close