Emocje 26 września 2011

Co to znaczy mieć dziecko?

Szpital, trzydniowa Klaudia w szpitalnej “mydelniczce” leciutko posapuje przez sen. Na łóżku obok sąsiadka próbuje przystawić do piersi synka, urodzony wczoraj, drze się. Ciągle się drze. Kolejny dzień to samo. Następny też. Ojciec smyka patrzy na Klaudię i mówi:

–        Kiedy nie przyjdę to ona śpi, ona nie płacze?
–        Nie płacze.
–        Nigdy?
–        No nigdy, po co ma płakać?

Patrzy na mnie jakby nie wierzył. Po chwili wzdycha:

–        Ty to masz bezobsługowe dziecko…

Tydzień później w przyszpitalnej przychodni znowu się spotykamy. Klaudia leży w gondoli, patrzy na świat oczami dwutygodniowej damy. Nie wiem ile widzi, wystarcza żeby ją zająć.

–        I co? I ona sobie tak leży i nie płacze? I w domu też?
–        Też.

Widzę, że mi nie wierzy, przecież takich dzieci nie ma!

Klaudia ma dwa miesiące, pogoda ładna, śpi w wózku. Ja z koleżanką i jej roczną córeczką bawimy się na kocu na trawie. W pewnym momencie wózek zaczyna się ruszać i koleżanka nerwowo mówi:

–        Idź do niej, będzie płakała.
–        Nie będzie.

Spokojnie się podnoszę i idę do mojej córeczki. Leży z otwartymi oczkami i oczywiście nie płacze bo i po co?

Półroczna Klaudia bawi się grzechotkami w wózku, we czwórkę ze znajomymi pijemy kawę. Mniej więcej  po kwadransie koleżanka nie wytrzymuje:

–        Ona tak długo będzie ci się bawiła i nie płakała?
–        No jak zgłodnieje to może zamiauczy.
–        Ehhh, moja nigdy taka spokojna nie była…..

Dzwoni telefon. Siostra, jej córeczka jest parę miesięcy młodsza od Klaudii.

–        Słuchaj, co robilaś jak Klaudia miała pleśniawki?
–        O Boże, a co to są pleśniawki???

Spotykamy znajomych na spacerze. Mają synka rok starszego od Klaudii.

–        To co? Ząbki idą i nie śpicie po nocach?
–        No żartujesz chyba, na górze wyszły cztery naraz, nie wiem kiedy. Śpimy jak zawsze.

Nie wierzą mi, widzę to po nich.

Wracamy ze spaceru, Klaudia ma koło roku. Spotykamy koleżankę z dwuletnią córeczką.

–        To co? Nie usnęła ci na spacerze to będziesz ją musiała ululać?
O matko, co ona do mnie mówi?
–        Co będę musiała?
–        No ululać?
–        Jak to ululać?
–        No ululać, uśpić no, no żeby spała, nie rozumiesz?
–        Nic nie będę lulać, położę do łóżeczka i uśnie, a jak nie to się będzie bawić.
–        Położysz i uśnie??? Tak po prostu??? Bez płaczu???
–        No tak…

Koleżanka, matka trójki dzieci patrzy na mnie jak na kosmitkę

–        TY NIE WIESZ CO TO ZNACZY MIEĆ DZIECKO!!!

Siedzę sobie na łóżku po turecku, tak jak lubię najbardziej. Półtoraroczna Klaudia wdrapuje się do mnie, moooocno przytula, daje pięknego buziaka i mówi:

–        Kokam bańdzo bańdzo

A potem znowu się przytula, mooooocno :))

Jakiś milion razy dziennie słyszę:

–        mamusiamamusiamamusiamamusia

Dwuletnia Klaudia przynajmniej raz na godzinę  przychodzi i mówi:

–        kochamcię:))

I że niby ja nie wiem co to znaczy mieć dziecko??? Świetnie wiem!!!

16
Dodaj komentarz

avatar
15 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
MagpieMonika PujanekKatarzyna ŚwierczyńskaJoanna Pawlińskaaguska798 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Bombel
Gość
Bombel

Świetny text!!!!! Czytałam z uśmiechem na twarzy!! :-) A na koniec się wzruszyłam!! :-P

Magda Kupis
Gość

Nasz Tatuś zawsze powtarza „tylko spokój nas uratuje” i chyba ten spokój jest receptą na spokojne dziecko. U nas też płacz rzadko zagląda, chyba że źle się czuje, ale to chyba normalne. I też często słyszę: i ona się tak sama bawi? ojej, jak sobie grzecznie siedzi w wózku. Rany, ona sobie tak grzecznie siedzi na kolanach i się rozgląda. Nocy nieprzespanych nie pamiętam, najwięcej wstałam do niej dwa razy w nocy na jedzenie. Wydaje mi się, że dziecko czuje czy rodzic jest zdenerwowany, niepewny i samo na to reaguje :)

Sylka
Gość
Sylka

Skąd ja znam te zdziwione miny i pytania, a on tak zawsze sam zasypia, bawi się, do każdego uśmiecha, nie płacze jak wstanie tylko czeka aż przyjdziesz??? Każde dziecko jest inne, ale kazda mama wie jak to jest mieć dziecko :D

Marta
Gość
Marta

Nasz ma prawie 8 miesiecy i tez nie jest taki rozbrykany, jest prawdziwym aniolkiem, bardzo zywym i wesolym dzieckiem, do kazdego sie usmiecha, od pewnego czasu przesypia cale noce, tak wiec mamy czas tylko dla siebie, nie placze duzo, a dzis rano obudzil nas placzem, ale zaraz ucichl az maz poszedl sprawdzic co sie dzieje, a on sobie siedzial w lozeczku, tulil sie do swojego misia nucil i rozmawial z nim po swojemu :). Pieszczoch z niego straszny, tuli sie i do mnie meza, jeszcze nie mowi ‚kocham cie’, ale za to w jego gestach, w tym tuleniu sie, usmiechu… Czytaj więcej »

Agusiak
Gość
Agusiak

Artykuł bardzo fajny. Czytając go czułam się trochę tak jakbym go sama napisała :) Ostatnio świętowaliśmy Roczek synka szwagierki. Nasza czteromiesięczna córcia zaczęła troszkę marudzić, powiedziałam, że jest zmęczona więc ją położę do łóżeczka. Oni mają małe mieszkanko więc łóżeczko było w pokoju gdzie wszyscy siedzieliśmy, Zebrani tam goście czekali jak zaczniemy ją usypiać, myśleli, że może będą musieli wyjść z pokoju na jakiś czas. Ja położyłam małą w łóżeczku dałam jej pieluszkę flanelową i siadłam z resztą gości. – Ja kto tak, nie usypiacie jej? I ona Wam uśnie? – Tak, zaśnie sobie sama. Nie lubi jak się jej… Czytaj więcej »

Bombel
Gość
Bombel

Te texty w stylu „To Wy nie wiecie co to znaczy mieć dziecko..” są co najmniej śmieszne.

Ja też mam grzeczne dziecko,wszystkim zawsze to powtarzam i wszyscy powtarzają to MI :-)
I uważam że tym bardziej wiem co to znaczy mieć dziecko! ;-)

Magda
Gość
Magda

Ja mam 3 dzieci. Pawelek ma prawie 3 miesiace i jest taki grzeczny placze tylko na karmienie juz mi mawet całe noce przesypia. Ja bardzo czesto wst aje do syna 18 miesiecznego ale jest chory od urodzenia. Bardzo ladny artykul i ja wiem ze dzieci czuja kiedy rodzice sie denerwuja wtedy sa niespokojne.

Edyta Wilk
Gość

:) Bezobsługowe dziecko… padłam:)))))))))))))

Anka
Gość
Anka

zawsze chcialam miec dziecko teraz moj problem rozwiązuje klinika http://www.fertilitycenter-crete.gr kapitana kadra

Gosia
Gość
Gosia

dosłownie jak opowieść o moim synku , też nigdy nie płakał ..

aguska798
Gość
aguska798

Mam tak samo z moją Natalcią i też wszyscy mówią, że nie wiem, co to znaczy mieć dziecko, Podobno z drugim dzieckiem jest gorzej- płacze za dwoje hehe:) Pozdrawiam- mama 2 letniej Natalii:)

Joanna Pawlińska
Gość
Joanna Pawlińska

Moja też była bezobsługowa, właściwie identycznie za wyjątkiem spania :) zasypiała kiedy jej prąd wysiadał, ewentualnie się zagapiła i zasnęła przypadkiem. No i jedną noc przy zębach miałam zarwaną, jedną jedyną na prawie 13 lat. Dalej nie wiem co to kolka, pleśniawki i inne wynalazki. Nadal jest bezproblemowo, chociaż to już nie dziecko :) Nie wiem co to są problemy z dzieckiem i mam za co dziękować Bogu. Widziałam rodziców, którzy naprawdę mają problemy z dziećmi, ciężko chorymi dziećmi. Widziałam dzieci spędzające swoje całe życie w szpitalu, wychodzące na przepustki i wiecie co? To rodzice tych dzieci często nie wiedzą… Czytaj więcej »

Katarzyna Świerczyńska
Gość

Jak byłam jeszcze w szpitalu to jako nowo upieczona i przerażona mama patrzyłam na wciąż płaczące dziecię sąsiadki i sama płakałam mężowi w rękaw że nasza taka cichutka bo PEWNIE Z NIĄ COŚ NIE TAK :) :) :) nerwy były jak na postronku bo urodziła się w zamartwicy z 5 punktami, ale potem się okazało (i po półtorej roku nadal to widzę ) że jest zdrowa jak konik i jak krzyknęła to cała okolica wiedziała

Monika Pujanek
Gość

piękne :)

Magpie
Gość
Magpie

mysle, ze to, ze masz spokojne dziecko sprawia, ze i ty jestes spokojna. i tak w kolko- to i dziecie jest spokojne… i wszyscy zyja dlugo i szczesliwie. napewno wiesz, co to znaczy miec dziecko, ale nie wiesz, jak ciezko potrafi byc w niektorych momentach- i dobrze, nie wszyscy musza dostawac w kosc. wypijmy zdrowie tych, ktorzy maja lekko z dziecmi :) to tez duzo zalezy od samego dziecka. a rodzice chyba czasem za bardzo chca byc idealni, albo zeby bylo idealnie. a dziecko czuje napiecie. no tak to juz jest. pozdrawiam i troche zazdroszcze! :) bo u nas nerw… Czytaj więcej »

Ciąża 23 września 2011

Brzuszek w miejskiej dżungli – pociąg

Rozpoczynając serię „Brzuszek w miejskiej dżungli”, chciałam się z Wami podzielić moim doświadczeniem  w zakresie kursowania pociągami. Ale zacznijmy wszystko od początku.

Dwa lata temu, przeprowadziliśmy się z mężem do miejscowości, można rzec „o rzut beretem” od stolicy, ale tylko koleją. Otóż podróż samochodem zajmowała minimum godzinę, a pociągiem pośpiesznym można dojechać w pół godzinki – przy dobrych warunkach atmosferycznych, dobrym stanie wagonów, szyn i trakcji kolejowych. Bo nigdy nie wiadomo. Tak zaczęła się moja tułaczka przeładowanymi wagonami, przez pięć dni w tygodniu do Warszawy i  z powrotem.

W październiku ubiegłego roku, po wielu miesiącach pertraktacji, ku radości naszych serc, na teście ciążowym znalazły się dwie kreseczki. Początki ciąży przechodziłam bardzo dobrze, bez rewelacji żołądkowych, czułam się świetnie i pełna energii, do pewnego momentu. Podróżując codziennie koleją nie nalegałam na zwolnienie mi miejsca – bo i tak brzuszka jeszcze nie widać.

Pewnego zimowego ranka, czekałam, jak pozostałe 100 osób (lub więcej), na opóźniony o godzinkę pociąg. Wiatr i mróz znajdowały każdy zakamarek nie zakrytego ciała, a jedynie ludzi przybywało i przybywało, przynajmiej w kupie raźniej i cieplej. Kiedy pociąg wtoczył się na peron, nie byłam wcale zdziwiona, widząc i tak już przeładowane wagony no, ale do pracy trzeba dojechać. Więc się pakujemy, walczymy o każdą wolną przestrzeń. W tym ścisku, szybko zrobiło się gorąco… za gorąco, za duszno i za głośno. Czułam, że coraz mi słabiej, że jednak nie uda mi się wystać. Ale co tu robić? Nie ma szans żeby przejść do przodu i poszukać jakiś miejsc, toaleta też wypchana ludźmi. Jedna duszyczka widząc, że źle się czuję zapytała „czy wszytko w porządku?” a ja na to, „że mi słabo i że jestem w ciąży”. Nagle, ku mojemu zdziwieniu, popłoch w korytarzu wagonu, ludzie wołają żeby się przesunąć, przepuścić tę panią, że jest w ciąży,  sam konduktor torował mi przejście i jakimś cudem przetłoczylismy się do przedziału służbowego, gdzie mogłam nabrać kolorków.

Od tamtej chwili wiedziałam, że nie ma się co forsować, trzeba wrzucić na luz. Następnego dnia kiedy pociąg podjeżdżał na peron wzrokiem wyszukiwałam przedziału „dla kobiet w ciąży i matek z dziećmi do lat czterech” . Często moje poszukiwania spełzały na niczym bo;

  • kartki zostały zerwane przez pasażerów

  • przedział był zajęty przez śpiących panów w ciąży

  • przedział był zamknięty, a konduktora nie było w pobliżu, lub dla jednej osoby nie otworzy.

Wiele razy zaskakiwałam siebie samą, jak potrafiłam odpalić innym, kiedy ów przedział zajmowali i na drobne pytanie  „czy mogą ustąpić miejsca ciężarnej”  trafiałam na ciszę.

Mimo tego podróż pociągiem, była częścią mojego normalnego funkcjonowania i ostatnią podróż z brzuszkiem miałam sponsorowaną przez kolej w pierwszej klasie. Jak do tego doszło?

Jadąc na Święta Wielkanocne do moich rodziców (mieszkają 400km od nas), zdecydowaliśmy się ruszyć pociągiem z rezerwacją miejsc, no bo to już 8 miesiąc i nie chcemy siedzieć w tłoku. Bilety były (drogie), i miejsca też. Po godzinie jazdy, w „klimatyzowanym” przedziale (później okazało się, że w przedziale z nawiewem) zrobiło mi się słabo. Mąż szybko zareagował i wyciągnął mnie na korytarz, gdzie usilnie próbował otworzyć okno, potem następne okno i nic. Nie da rady, to idziemy do kolejnego wagonu. Po drodze napotkaliśmy konduktorkę, której pierwszym pytaniem na mój widok było „czy pani już rodzi?”, a my że słabo się poczułam i szukamy, gdzie można by okno otworzyć. Okazało się, że jechaliśmy pociągiem z nowymi wagonami, w których podczas włączonego nawiewu nie można otworzyć okien, ale był jeden stary, poczciwy wagon, gdzie okno otwiera się do połowy, ale w pierwszej klasie. Początkowo miałam sobie odpocząć, nabrać sił i powrócić do zapchanej drugiej klasy. Po dłuższej chwili pani konduktor mile zapowiedziała, że pozostałą podróż (4 godzinki) możemy spędzić w tym przedziale bez dodatkowej opłaty. I tak razem z mężem mieliśmy do swojej dyspozycji przedział w pierwszej klasie w cenie drugiej. To się nazywa promocja na kolei.

Podróżowanie z brzuszkiem pociągiem ma swoje zalety i wady. Razem z mężem wiele razy dobrze wyszliśmy na tym zarezerwonym przedziale „dla kobiet w ciąży i matek z dzieckiem”.

Drogie Czytelniczki zachęcam Was do walczenia o swoje prawa, do bycia nieugiętymi, bo najważszniejsze jest dobro Wasze i Waszych maleństw.

8
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ivona85
Gość
ivona85

tylko czy to zawsze trzeba walczyć? czy nie może się to normalnie, cywilizowanie należeć i nikt nie powinien mieć z tym problemów?

(nie)Magda(lena)
Gość
(nie)Magda(lena)

ivona85@ przecież ciąża to nie choroba :P – najlepiej na budowę zapychać, cegły nosić- szkoda, że wiele osób tak myśli :/ i niestety przeważnie są to starsze kobiety!

Bombel
Gość
Bombel

Hehe Polska kolej jednak nie jest taka zła :P

Kari
Gość
Kari

ja podróżuje podobnie ;) też mamy domek o „rzut beretem” tylko podmiejskim ;) jako że do 29 tygodnia jeździłam do pracy i dopiero ostatnio przeszłam na zwolnienie, to czasem wcale nie było łatwo. A że brzuszka nie miałam dużego to dopiero w ostatnim tygodniu ktokolwiek pomyślał żeby mnie wpuścić na miejsce oznaczone panią z piłką lekarską z przodu ;) ale w metrze bywało gorzej bo ciaśniej i niejednokrotnie puszczałam 2 pociągi żeby móc wejść

Smykowa
Gość
Smykowa

Najlepszy fragment: „przedział zajęty przez śpiących panów w ciąży” :) Ja nie miałam okazji jechać pociągiem będąc w ciąży… Jednak wcześniej bardzo często i wiele razy myślałam o tym ile jeszcze pozostawia do życzenia Nasza Kolej… A inni ludzie? Zawsze znajdą sobie wytłumaczenie…a, bo to się spieszy do pracy/domu/dzieci(!), a to jest zmęczony/chory, coś go boli…wszystko „gorsze” od ciąży :P Jestem ciekawa czy ludzka mentalność kiedykolwiek się zmieni – wliczając przede wszystkim władze środków lokomocji :)

Katarzyna Jaroszewicz
Gość

Nie miałam okazji podróżować pociągiem będąc w ciąży, a dojazdy autobusami zdecydowanie do najprzyjemniejszych nie należały:(

Basia Wawrzyczek
Gość

jeszcze nigdy nie jechałam pociągiem :)

Ciąża 20 września 2011

Czekanie na wywołanie

W oczekiwaniu na ten jeden dzień, tworzyłam w głowie różne scenariusze. Zastanawiałam się kiedy i gdzie zaskoczą mnie pierwsze skurcze i czy rozpoznam, że to już te porodowe? Czy czasem podczas zakupów nie odejdą mi wody? Czy mąż będzie akurat w domu czy w pracy? Czy zdążymy dojechać? I tak mijały kolejne miesiące, kolejne wizyty i kolejne prawdopodobne daty rozwiązania.

Na około 3 tygodnie przed planowanym terminem porodu, mój lekarz podczas wizyty kontrolnej mówi mi – Pani Madziu już możemy się tu nie zobaczyć. Mimo, że moje ciało było kompletnie pozamykane na cztery spusty:-) I tak za dwa tygodnie kolejna wizyta, na którą dotrwałam w 2paku. I słowa lekarza – Pani Madziu, zapraszam za tydzień, ale nie sądzę żeby Pani się u mnie zjawiła. A jednak tydzień później widzimy się ponownie. Tu już stwierdzenie, że jeśli do tygodnia nic się nie wydarzy mam się zgłosić na oddział. Oczywiście po tygodniu zawitałam na izbę przyjęć swojego szpitala ze skierowaniem na oddział. I tam badania potwierdzające pozamykane wszystkie moje zamki. No cóż – zostaje Pani na oddziale przedporodowym – usłyszałam. Jak się później dowiedziałem, ten dzień był najbardziej owocny w porody. Oczekując na badania nasłuchałam się odgłosów dobiegających z wszystkich sal porodowych. Jednakże wcale mi one nie przeszkadzały, nie przestraszyły, było to coś zupełnie naturalnego.

I tak trafiłam na 6`osobową salę. Wybrałam sobie łóżko pod oknem, z widokiem:-) zapoznałam z dziewczynami, które tam zastałam i oczekiwałam na jakieś działania ze strony lekarzy, mające na celu sprowadzenie Majki na świat. A tu … rozczarowanie, pierwszy dzień  minął i nic się nie działo. Godziny trwały wieczność. W głowie jedna myś l– jutro będzie mój lekarz, jest ordynatorem i na pewno zaproponuje kroplóweczkę i po sprawie. Z takim nastawieniem jechałam do szpitala. Dziś przyjęcie – jutro wywołanie i Maja będzie z nami. Rzeczywistość jednak okazała się daleka od moich wyobrażeń.

Wtorek – poranny obchód, badania, jest mój lekarz i… szyjka podobno zgładzona, ale niepodatna, czyli bez rewelacji. Jednak pełna nadziei czekam na „werdykt”. A tu niespodzianka, wszystkim dziewczynom leżącym na przedporodowym serwują lewatywę. Że niby ruchy jelit mają wywołać akcję porodową. No więc było ciekawie. Posiedziałyśmy na kibelkach i… cisza. U żadnej nie przyniosło to efektu. Moja wytrzymałość psychiczna była już mocno nadwyrężona i osłabiona. No cóż czekamy co przyniesie środa. Ma być mój doktorek i nadzieja na kroplówkę wciąż we mnie była bardzo żywa.

Środa –  poranny obchód, badania, jest mój lekarz i … podobno jakiś centymetr się pokazał. Moje nadzieje na kroplówkę wzrastają. Jednak pada decyzja o założeniu mi cewnika Foleya. Wychodząc z gabinetu zabiegowego miałam już łzy w oczach. Po wejściu na salę ryczałam już jak bóbr. Tu przyszło załamanie. Chciałam już mieć przy sobie, już tulić moją Małą Księżniczkę! A tu tylko mi się towarzystwo zmieniało, dziewczyny przychodziły i wychodziły z dzieciaczkami, a ja … ciągle nic. Położne przychodziły się pytać co się dzieje, a ja ryczę. Po rozmowie z mężem trochę się uspokoiłam, bo w końcu jestem tu dla maluszka. Gdzieś na korytarzu złapałam mojego doktorka i szczerze z nim porozmawiałam. On ma takie podejście do pacjentek, że każdej życzę takiego lekarza. Uświadomił, mi co będzie najlepsze dla dziecka, po co to robią. Jak to wszystko wygląda od strony medycznej. Dopiero po tej rozmowie zawzięłam się w duchu i myślałam tylko o mojej Kruszynce, która czuje mój niepokój i smutek, a takich uczuć nie chciałam jej serwować. Cewnik miał mi wypaść sam, co oznaczało by rozwarcie minimum na 4 centymetry. Cóż … w czwartek rano ciągle tam był. Chociaż wieczorem czułam skurcze, co 10 minut, całkiem spore według KTG. Ale noc smacznie przespałam i czekałam na dzień następny.

Czwartek – wizyta, badania, nie ma mojego lekarza :-( i… wyciągają cewnik rozwarcie 3-4 centymetry :-) Moja radość sięga zenitu. Od rana znowu pojawiły się skurcze, z nadzieją czekałam, aż coś się zacznie dziać. Zapada decyzja o podaniu kroplówki, uśmiech i pełnia szczęścia :-), świat zaczął wirować. Dziś nareszcie zobaczę moją córeczkę :-) Zmykam do sali, żeby pochwalić się moim „współlokatorkom”. Po czym przychodzi położna i z pretensjami w głosie – dlaczego Pani jeszcze nie spakowana. Ja wielkie oczy na nią, a ona – no dziś rodzimy ;-)))

14.04.2011 stał się najszczęśliwszym dniem w moim życiu – dniem narodzin mojej córki.

Patrząc z perspektywy czasu na te wszystkie „procedury” jestem szczęśliwa, że właśnie tak się to wszystko potoczyło. Była ze mną na sali dziewczyna, która miała 2 centymetry rozwarcia, od razu podano jej kroplówkę z oxytocyną, cały dzień się męczyła i nic. Urodziła dopiero po tygodniu wywoływania. Lekarze wiedzą co robią, warto im zaufać i pozwolić podejmować decyzje. Nasze plany niestety, w niektórych przypadkach, nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości. Życie buduje swoje scenariusze, w których jesteśmy tylko aktorami i nie mamy wpływu na odgrywaną rolę.

Drogie czytelniczki, będąc w podobnej sytuacji, idąc do szpitala nie nastawiajcie się na jakieś konkretne rozwiązanie. Na takie, które najbardziej Wam odpowiada. Niektórych spraw nie da się przyśpieszyć, przewidzieć. Nie warto przeżywać rozczarowania, smutku, żalu i zniecierpliwienia. Pamiętajcie, że wszystko to czuje istotka żyjąca pod Waszym sercem. A za cierpliwość otrzymacie najwspanialszą nagrodę – Wasze upragnione, wytęsknione dziecko :-)

16
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Baby_55
Gość
Baby_55

to czekanie jest baaardzo trudne ale warto :) byłaś bardzo dzielna :)

Magda
Gość
Magda

Jak doszłam do połowy tekstu, to już nie mogłam się doczekać kiedy „urodzisz” ;) świetnie się czyta :) Ja nie dotrwałam do terminu. Wróciliśmy z zakupmi (jak na długie głodowanie) minęły dwie godzinki i trach….odeszły mi wody :) My też długo przed porodem „planowaliśmy”. Ale dziecko zadecydowało inaczej :D Teraz wspominam ten dzień bardzo miło. Wtedy byłam przerażona, bo Krzyś przyszedł na świat dwa tygodnie wcześniej. Urodził się silny i zdrowy :*

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Krzyś jest fantastyczny. Taki poród z zaskoczenia – super. Wydaję mi się, że w takiej naturalnej kolejności. Bez udziału „wspomagaczy”. A dwa tygodnie mieszczą się w normie.

Bombel
Gość
Bombel

Czekanie na coś zazwyczaj wybitnie się dłuży! Co potrafi dobić człowieka,szczególnie ciężarną kobietę ;-) Dobrze Madziu że w końcu się doczekałaś ;-)

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Doczekałam się, ale ile było przy tym niepotrzebnych nerwów i stresu.

Marta
Gość
Marta

Ja trafilam do szpitala w 29 tygodniu i zoztalam az do porodu, ale nasz synek pchal sie na swiat i urodzil sie w 36 tygodniu. My walczylismy o kazdy nastepny dzien u mnie w brzuszku, bo to zwiekszalo jego szanse az tu nagle o 2 w nocy pojawily sie skurcze i odeszly wody i pare godzin pozniej byl z nami. Swietny tekst :), widac, ze coreczce bardzo dobrze bylo w Twoim brzuszku i jakos nie chcialo jej sie go opuszczac :). Ja jestem przeszczesliwa, ze nasze male dotrwalo w moim brzuszku chociaz do 36 tyg, a wszystkie te tygodnie, kiedy… Czytaj więcej »

Sylwia
Gość
Sylwia

U mnie było podobnie z tym czekaniem i walką o kolejny dzień w brzuszku od 32 do 36 tc.
Czekanie czy na poród czy na jak najdłuższe przetrzymanie maluszka w brzuszku zawsze się dłuży.

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Dziewczyny, dobrze że udało się wyczekać do 36 tygodnia. Wasze dzieciaki są silne i zdrowe, a to najważniejsze.

Acekiera
Gość
Acekiera

gratulacje narodzin córeczki! ja się może dowiem za kilka dni jakiej płci jest mój kochany „lokator” :)

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Daj nam koniecznie znać, jak się dowiesz! A kiedy termin porodu?

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Koniecznie czekamy na wiadomość, kogo nosisz pod serduszkiem. I Ogromnie gratuluję@

(nie)Magda(lena)
Gość
(nie)Magda(lena)

Mi się poszczęściło i urodziłam kilka dni przed terminem, ale bardzo się bałam że będę siedziała na walizkach i czekała na jakiś znak od Małej :D

Ewaszwan
Gość
Ewaszwan

Bardzo dobrze Cię rozumiem, mój Maluszek wyszedł na świat 16 dni po terminie (też leżałam w szpitalu). Z powodu braku miejsc na porodówce nie chcieli wywoływać i cały czas to odkładali, aż wreszcie Martusia sama zdecydowała że wychodzi i środki farmakologiczne nie były potrzebne :) Pozdrawiam trzymajcie się zdrowo.

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Dobrze, że wszystko zakończyło się szczęśliwie))

Marienka
Gość
Marienka

Madzia, niesamowite… Ja wprawdzie rodziłam 4 dni po terminie, ale obeszło się bez leżenia w szpitalu czy innych atrakcji :) już prawie dwa lata zbieram się do tego, by opisać jak to było, może nareszcie teraz się zdecyduję a wy się dowiecie, jak się rodzi w Czechach :)

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Marienka, trzymamy Cię za słowo i czekamy z niecierpliwością na relację z porodu zza południowej granicy :) Pozdrawiamy!

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close