Czy zadawane w szkole prace domowe muszą być rodzinnym polem bitwy?


I… Kto w rzeczywistości planuje nam i dzieciom czas wolny?

Dorosły człowiek, myśląc o czasie wolnym, najprawdopodobniej ma przed oczami spacer z rodziną, wieczór w kinie, teatr, spotkanie z przyjaciółmi lub ciekawą książkę. Czy komuś przyszłoby do głowy, traktować przyniesiony do domu zaległy raport dla szefa jako rozrywkę na wieczór? Tymczasem miliony dzieci na odrabianiu lekcji spędzają czas po szkole, w której przebywają nierzadko aż 8 godzin. Co więcej, w odrabianie lekcji często zaangażowani są rodzice, wskutek czego należy zadać pytanie, kto sporej części społeczeństwa de facto planuje czas wolny… Szkoła? Nauczyciel?

Większość rodziców, którzy kiedykolwiek starali się nakłonić swoje dziecko do odrobienia lekcji, wie, że jest to jedna z sytuacji zamieniających dom w rodzinne pole bitwy. Rodzice, wierząc, że odrabianie lekcji jest właśnie tym, co zaważy na jakości edukacji ich dzieci, poświęcają dużą część własnego wolnego czasu na wspólne kolorowanie, pisanie po śladzie, naukę tabliczki mnożenia i ortografii. A co, gdy praca nie idzie tak sprawnie i szybko? Pojawiają się krzyki i groźby rodziców, bądź obietnice nagrody. Dzieci stoją pod murem, ponieważ w stresie nic im nie wchodzi do głowy. Obie strony są zmęczone zarówno nauką, jak i sobą nawzajem.

Nauczyciel zarządza czasem dziecka w szkole. Nie powinien jednak decydować o tym, co ma ono robić po jej opuszczeniu, a tym bardziej w jaki sposób dzieci i rodzice mają spędzać wspólny wolny czas. napisali w swoim nowym poradniku „Jak wspierać rozwój dziecka w wieku 6-13 lat?” Natalia i Krzysztof Minge. Według nich Nie ma dowodów na to, by zadania domowe odgrywały istotną rolę w edukacji i by ich odrabianie wpływało w szczególnie pozytywny sposób na rozwój dziecka, szczególnie sześcio-, siedmio- czy ośmiolatka. Dzieci powinny za to mieć czas na zabawę, ruch na świeżym powietrzu, pozbawione kontroli kontakty z rówieśnikami, a nade wszystko potrzebują chwil spędzonych z rodzicami. Czasu na rozmowę z nimi, obserwację ich w codziennym życiu, czy na zwykły spacer.

Istnieją kraje, w których pracy do domu właściwie nie zadaje się. Należy do nich Finlandia, gdzie dzieci nie są również oceniane, a jedynie informowane, jaki stopień zaawansowania osiągnęły z konkretnego przedmiotu. Pierwszy test przechodzą w wieku 16 lat decydując, który typ szkoły wybrać (odpowiednik liceum lub szkoły zawodowej). Efekt? Finowie każdego roku zajmują czołowe miejsce w rankingu PISA (Program Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów). Dwie trzecie uczniów kontynuuje naukę na studiach i kończy je ok. 90% studentów.

Podobne założenia przyjmowane są w całej Europie w szkołach Montessori, Waldorfskich i tzw. demokratycznych, gdzie nauczyciele stawiają na naturalną chęć dzieci do zdobywania wiedzy i naukę przez doświadczenie, a także podążanie za zainteresowaniami uczniów. Prace domowe nie są tam konieczne, ponieważ za najważniejsze dla prawidłowego rozwoju dziecka uznawane są zabawa, wolność i możliwość obserwacji świata. Rodzice, którzy zdecydowali się na nauczanie domowe, twierdzą, że aby opanować program szkoły potrzeba 2-4 godzin dziennie. Tym dzieciom zostaje dużo czasu na poznawanie świata i rozwijanie zainteresowań.

Warto porozmawiać z innymi rodzicami i nauczycielami na temat zasadności zadawania dużej ilości prac domowych. Coraz więcej nauczycieli, o ile problem zgłosi grupa rodziców, daje się przekonać, jeżeli nie do likwidacji zadań domowych, to chociaż do zmniejszenia ich ilości i zmiany charakteru. – twierdzi Natalia Minge – Jeśli zamiast podobnych do siebie ćwiczeń zadaniem dzieci będzie odszukanie informacji na interesujący je temat, przygotowanie prezentacji lub eksperyment, zadanie domowe przestanie być nudnym, mechanicznym zajęciem. Dzieci będą miały szansę podążyć za swoimi zainteresowaniami, a rodziny odzyskają czas potrzebny na budowanie relacji.  – kontynuuje autorka.

Źródło:

„Jak wspierać rozwój dziecka w wieku 6-13 lat?” – Nowy poradnik dla rodziców w wieku szkolnym. Wskazówki i porady zawarte w tej książce pomogą pomyślnie przetrwać pierwsze lata edukacji dzieci poprzez stworzenie im odpowiednich warunków do efektywnej nauki, a także wypracowanie (wspólnie z dzieckiem) dobrych nawyków związanych ze szkołą, zabawą i odpoczynkiem, oraz techniki i ćwiczenia wspomagające naukę.

O autorach:

Natalia i Krzysztof Minge – psycholodzy z wieloletnim doświadczeniem. Zainteresowani rodzicielstwem bliskości oraz wspomaganiem rozwoju dzieci. Autorzy m.in. bestsellerowego poradnika „Jak kreatywnie wspierać rozwój dziecka?” oraz książki „Rodzicielstwo bliskości”.

Dane wydawnicze:

Wydawca: Edgard/Samo Sedno, ISBN 978-83-7788-301-3, liczba stron: 224

Poniższy tekst jest informacją prasową przesłana nam przez zaprzyjaźnione serwisy. Żadna z naszych redaktorek nie jest autorką poniższego tesktu i nie odpowiadamy za zamieszczone treści. Jednakże dokładamy wszelkich starań, aby przedstawione informacje były zgodne z polityką oraz tematyką naszego serwisu.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Informacje prasowe
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Gra planszowa Rodzinka.pl – pomysł na jesienne wieczory?


Od października Rodzinka.pl zagościła na planszy. Bądźcie częścią najpopularniejszej polskiej rodziny z serialu TVP2! Rodzinka.pl to logiczna gra w trójkąty przeznaczona dla całej rodziny. Łączy ona rozwój spostrzegawczości i pomysłowości z domową rozrywką.

Rodzinka.pl oparta jest na podstawie systemu Tripol, który jest rekomendowany przez Pracownię Logopedyczną Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Gra z dziećmi rozwija ich kreatywność i zdolność logicznego myślenia. Nawet najmłodsi mogą grać w nią samodzielnie, bez opieki dorosłych.

Rodzinka.pl oparta jest na bardzo prostych i intuicyjnych zasadach. Gracze zdobywają punkty poprzez łączenie trójkątnych elementów tak, aby nowy żeton pasował do istniejącej już siatki fantazyjnych kształtów. Dodatkowe punkty otrzymują za właściwe wykorzystanie żetonów z rysunkowymi wizerunkami bohaterów serialu TVP. Setki możliwości, tysiące różnych połączeń czynią każdą rozgrywkę niepowtarzalną.

Zwycięzcą niekoniecznie musi być ten gracz, który ułożył najwięcej trójkątów – wystarczy kilka precyzyjnych zagrań, aby wyjść na prowadzenie. Element losowości w Rodzince.pl sprawia, że w tej grze nawet najtęższy umysł nie może czuć się pewnie. Trzeba być czujnym, nie obawiać się blokowania innych i przede wszystkim wczuć się w ducha rywalizacji.

Rodzinka.pl jest grą w całości zaprojektowaną i wykonaną przez polskiego producenta, dostępną na www.polskiegryplanszowe.pl.

Podstawowe informacje:
Liczba graczy: 2-5 osób
wiek: od 6 lat
czas gry: 30-60 minut
wydawca: Polskie Gry Planszowe, TVP2
Autorzy: Paweł Kołodziejski, Robert Krzeszowiak

 Zawartość pudełka:
124 żetony trójkątów
24 karty wydarzeń
5 pionków
instrukcje w języku polskim i angielskim
plansza punktacji

Poniższy tekst jest informacją prasową przesłana nam przez zaprzyjaźnione serwisy. Żadna z naszych redaktorek nie jest autorką poniższego tesktu i nie odpowiadamy za zamieszczone treści. Jednakże dokładamy wszelkich starań, aby przedstawione informacje były zgodne z polityką oraz tematyką naszego serwisu.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Informacje prasowe
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Inwałd został zalany – nie wodą a turystami…


7 – 8 września 2013r. odbyła się inscenizacja bitwy o Warownię Inwałd. Rekonstrukcja historyczna została zainspirowana wydarzeniami na ziemi sanockiej w latach 1601-1605, gdzie toczyła się prywatna wojna pomiędzy referendarzem koronnym Janem Drohojowskim i kasztelanem przemyskim Stanisławem Stadnickim. Wtedy poszło o rzecz błahą – o miejsce  w gospodzie. W Inwałdzie zaś zwadę miał kasztelan z wojewodą. Konflikt zaczął się od zniszczonego portretu prababki, jednak urósł do rangi honorowej i … o rękę pięknej szlachcianki. A jak sprawa o damę i honor się miała to na samym pojedynku skończyć się nie mogło.

W sobotę areną konfliktu stała się wioska na podzamczu – tam zaciekły bój stoczyło zaciężne wojsko wojewody i hajducy kasztelana – razem ponad stu rekonstruktorów. Walczyli szablami, pistoletami, muszkietami, a nawet armatami.

– Atmosfera jest niezwykła – mówiła Ewa, mieszkanka Andrychowa, uczestniczka inscenizacji – huk wystrzału z armat, wspaniałe stroje rekonstruktorów i urzekający Zagłoba, zwykła codzienność w historycznej wiosce… Super! Spróbowałam swoich sił także w tańcu dworskim, ale wbrew pozorom wcale nie było łatwo – śmieje się.

W sobotę wieczorem, turyści obejrzeli ogniste widowisko – teatr ognia. Nie był to jednak koniec atrakcji – chwilę później niebo nad Inwałdzkim zamkiem rozświetliły kolorowe fajerwerki.

W niedzielę zaś przy huku dział wojewoda po dwakroć Twierdzę Inwałd szturmował – wszak bił się o swą lubą i o dobro swego imienia. Jak historia ta się skończyła? Tak jak tylko mogła – kasztelan z wojewodą doszli do porozumienia.

Poniższy tekst jest informacją prasową przesłana nam przez zaprzyjaźnione serwisy. Żadna z naszych redaktorek nie jest autorką poniższego tesktu i nie odpowiadamy za zamieszczone treści. Jednakże dokładamy wszelkich starań, aby przedstawione informacje były zgodne z polityką oraz tematyką naszego serwisu.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Informacje prasowe
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Jabłko od jabłoni…


…podobno pada niedaleko. Inna wersja: jaka matka taka natka :) I ja obserwując Duśkę widzę, że jest w tym sporo racji – jest do mnie podobna. I nie o fizyczne podobieństwo mi chodzi, bo tego akurat jest niewiele. Tu nastąpił podział, zewnętrznie jest podobna do tatusia, natomiast charakter wzięła po mnie. Jest tak samo jak ja uparta, tak samo dociekliwa, tak samo konsekwentna i tak samo nieprzewidywalna. Tak jak ja lubi komputery i muzykę klasyczną. Całą ciążę słuchałam Mozarta, warto było. Tego, że siedzenie przy komputerze w ciąży zaowocuje jej sympatią do tego sprzętu nie przewidziałam. Ale pewnie by mnie to nie powstrzymało przed buszowaniem w sieci.

I tak samo jak ja nie chce jeść mięsa. I to nawet nie o to chodzi, że ktoś jej na talerzu położy, tego na bank nie ruszy. Ale nigdy nie dała się oszukać w kwestii słoiczków: warzywny, owocowy, z rybką proszę bardzo, z mięsem stanowczo nie i koniec. Ja nie jem mięsa od dziewiętnastu lat, nie jadłam w ciąży i nie jadłam gdy karmiłam piersią. Można powiedzieć, że niechęć do mięsa moje dziecko wyssało z mlekiem matki.

A co przyszło jeszcze wcześniej?

Początek ciąży u mnie oznaczał przede wszystkim nadmierną senność, jak nie mogłam usnąć po południu to byłam nie do życia, no koszmar normalnie. Koło godziny szesnastej szłam spać, ot, taka dwugodzinna drzemka. Kiedy Duśka miała koło roku i zaczęła spać tylko raz dziennie, było to dokładnie w tych samych godzinach. Przypadek?

No to inny przykład. W ciąży codziennie o piątej rano budziłam się, szłam do kuchni i zjadałam jogurt. Jak Duśka się urodziła piąta rano była porą karmienia, często-gęsto nie zdążała się obudzić, karmiłam przez sen. Jak nie obudziłam się w porę to mogłam liczyć na pobudkę, piąta rano była świętością, na szczęście jej to przeszło ;)

Kiedy już moje dziecko zaczęło harcować w moim brzuchu nigdy nie robiło tego w nocy, noc to była pora spania i jak się urodziła było tak samo, żadnych pobudek co dwie trzy godziny, nigdy mi nie robiła, właściwie od początku przesypiała noce, czyli spała minimum pięć godzin bez przerwy. Jeżeli udało mi się zdążyć z karmieniem zanim się obudziła spała dłużej.

O ile to wszystko co powyżej da się jakoś logicznie wytłumaczyć, to jest jedna rzecz, która wyjaśnienia nie ma – żółta poducha. Pod koniec ciąży, kiedy trudno znaleźć sobie dobrą pozycję do spania, wkładałam ją sobie między nogi, niesamowita ulga ;) Jak Duśka się urodziła poduszka poszła w odstawkę, nie była do niczego potrzebna. A nie, przepraszam, czasem podkładałam pod ramię przy karmieniu jak moja córeczka była maleńka. Ale krótko to trwało. Duśka od początku miała swoją poduszkę, mojej nie potrzebowała, zresztą za duża by dla niej była. I sama nie wiem kiedy żółta poducha stała się ukochaną poduszką, przytulanką i towarzyszką życia Duśki. Mało tego, potrafi zasypiać trzymając ją między nogami! Ktoś da radę mi to wyjaśnić?

A Wy drogie mamy, zaobserwowałyście takie podobieństwa między Wami i Waszymi dziećmi?

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Mirella
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close