Porcja zdrowia, czyli pomysł na szybki deser z brzoskwiniami

Porcja zdrowia, czyli pomysł na szybki deser z brzoskwiniami


Fizinka

5 lutego 2014

Znasz to uczucie kiedy masz ochotę na coś dobrego i dosłownie czujesz, że TO COŚ za Tobą chodzi?! Ja to znam doskonale ;-) I żeby daleko nie szukać, dopadło mnie dzisiaj!

Wzięłam się więc za pieczenie kruchego ciasta z malinami i jeżynami, ale że przepis nie jest mój, nie będę go tutaj wklejać. Zresztą nie o cieście chciałam Wam powiedzieć! Chodzi za mną coś dobrego i zdrowego. Opcja przygotowania zakłada – szybkość i łatwość oraz dostępność produktów – znaczy tego, co mam aktualnie w domu.

Robię krótki, acz dokładny rekonesans domowych zapasów i już wiem!

Brzoskwinie, to jest to, na co mam akurat ochotę!

A więc będzie deser z brzoskwiniami!

Składniki:

  • jogurt naturalny x 2 sztuki,
  • brzoskwinie w puszce,
  • herbatniki,
  • płatki żytnie i owsiane,
  • płatki migdałowe,
  • gorzka czekolada.

Sposób przygotowania jest banalny i opiera się jedynie na zblendowaniu brzoskwiń, a następnie zabawie w przekładanie poszczególnych warstw deseru.

Ja to zrobiłam tak

Na dno szklanki dałam jogurt (około 2 łyżki), następnie płatki owsiane oraz żytnie, znowu jogurt, mus brzoskwiniowy, pokruszone herbatniki, ponownie jogurt i mus……

W związku z tym, że użyłam wysokiej szklanki, zrobiłam dwa takie przekładańce.

Wierzch natomiast oprószyłam startą gorzką czekoladą i płatkami migdałowymi.

Gotowe!

Prawda, że szybkie i łatwe w przygotowaniu?!

Na koniec dodam jedynie, że wbrew pozorom deser nie jest słodki. Ale z założenia miał być raczej zdrowy (!), aniżeli przesłodzony.

Jeśli jednak Twoje kubki smakowe domagają się cukru, możesz oczywiście dodać go do jogurtu.

Smacznego!

deser

deser1

Zdjęcia: Fizinka

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Agnieszka Dziadura

    Chyba się wybiorę po brzoskwinie – wygląda bardzo apetycznie!

  2. To kiedy zapraszasz na te pyszności?

    1. Ja czy Magdalena?? :-)

      1. Ty oczywiście :D

  3. Magdalena Marczuk Romanowska

    Pyszności!!! Muszę koniecznie takie coś rodzince zaserwować;)

    1. Mojej rodzince takie pyszności baaardzo smakują ;-)

  4. Milena Kamińska

    wygląda apetycznie, jednak nie lubię brzoskwini za to lubię ananasa , MOŻE ZROBIĘ MAŁĄ ZAMIANĘ

    1. Pewnie! Brzoskwinie to tylko moja propozycja, ale spokojnie można je zamieniać na inne owoce ;-)

    2. Brzoskwinie to tylko moja propozycja, spokojnie można je zamienić na inne owoce ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Cześć, mam na imię Marysia i biję moje dzieci

Cześć, mam na imię Marysia i biję moje dzieci


Żaklina Kańczucka

2 lutego 2014

Co Wy na to, że nowo poznana osoba, matka z dwójką dzieci pod pachą, przedstawia się w ten sposób? Niemożliwe? Pewnie nie, bo przecież kto o zdrowych zmysłach przyzna się, że bije swoje pociechy, z reguły bezbronne dzieciaki. Albo baba głupia albo bezczelna albo zmyśla. Ja na pewno nie zaczynam od tego rozmowy, choć gdy się ktoś mnie zapyta, czy biję moje dzieci, odpowiem – nie, lecz kiedyś zdarzyło mi się dać klapsa.

I to pewnie nie tylko mi. Poprawność polityczna narzuca odpowiedź “klaps jest zły, nie biję swojego dziecka”. Ja w wielu przypadkach wyczuwam tu hipokryzję. Dobrze jest gdy faktycznie rodzic stosuje się do hasła “kocham, nie biję”, ale gorzej gdy tylko ktoś tak mówi a w czterech ścianach to wygląda zgoła inaczej.

Otóż to, nie biję, choć w ostateczności padł  klaps (tak, wiem, już słyszę gdzieś w tle “co za różnica”). Było to bardziej efektem złości, bezsilności czy rozpaczy. Z pewnością nie napawało mnie to dumą.

Szczęśliwie nie mam takiej potrzeby żeby na co dzień karać w ten sposób moje dzieci. Choć może powinnam zaznaczyć – moje starsze dziecko, bo niemowlęcia uderzeniem nie mogłabym “poczęstować”. Zresztą klaps nigdy nie miał na celu zadać bólu, ale otrzeźwić młodego gdy ostro przegiął ze swoim zachowaniem. Otrzeźwić – nie upokorzyć czy fizycznie niszczyć. Nie powinnam się wypowiadać w cudzym imieniu, ale nie tylko ja rozgraniczam to w ten sposób.

W pierwszej kolejności stosuję w wychowywaniu dzieci “pokojowe” metody, rodem z programów o super niani. I cieszę się, że działają, bo głowa mnie o to nie boli co mam dalej robić, jak działać, gdy nie starcza mi sił, pomysłów czy żelaznej konsekwencji w zaprowadzaniu ładu i składu u syna. Wolę tłumaczyć, ale gdy to zawiedzie, zdarza mi się podnieść głos, a nawet uderzyć po ręku gdy ten, mimo moich próśb i innych środków zaradczych, po raz milionowy wyciąga rękę tam gdzie nie powinien – np. w stronę odkręconego palnika z ogniem.

Niestety, tragiczne historie dzieci, które mało nie spaliły się od podpalenia flanelowej piżamy, usprawiedliwiają w moich oczach strzał po ręku, bo jeśli nie po dobroci i w tłumaczeniu, to może tak dziecko “jak nie zrozumie to zapamięta”. I nie uwierzę, że tylko mi się taka sytuacja zdarzyła, a reszta rodziców jest absolutnie na “NIE” i nigdy czegoś takiego nie zrobiła.

Sadystyczne podejście? Nie wydaje mi się. Wyraźnie rozgraniczam klaps od bicia, tym łatwiej, że w dzieciństwie nie raz ojciec skórę sprał więc wiem, na czym to polega. Mówi się, że dupa nie szklanka, nie pęknie, co potwierdza moje doświadczenie. I może taka nauka nie należała do najprzyjemniejszych, jednak była skuteczna, drugi raz tych samych błędów nie popełniłam. Nasi rodzice nie mieli wątpliwości jak wychowywać dzieci, zresztą wtedy większy szacunek był i dla zasad i dla człowieka. Rodziców moich kocham i podziwiam za to, że dali sobie z nami radę, a my wyrosłyśmy na przyzwoitych ludzi. Nie została mi trauma z dzieciństwa, nie noszę na ciele ani na duszy śladów ojcowskiego paska, nie jestem wypaczona ani zaprogramowana na agresję względem moich dzieci.

Mam też świadomość że klaps jest karalny, choć osobiście wolę, aby państwo nie ingerowało w wybrane przeze mnie metody wychowawcze, tak, że za chwilę nie będę mogła podnieść głosu na dziecko. Co więcej uważam, że to nie stosowanie klapsa daje przyzwolenie na bicie i tworzenie patologii, ale spaczona psychika człowieka.

Żeby była jasność sytuacji, nie namawiam do dawania klapsów ani stosowania przemocy, sama trzymam się od tego jak najdalej mogę, ale zwyczajnie i po ludzku rozumiem, że błędy a nawet ten nieszczęsny klaps każdemu rodzicowi mogą się przydarzyć. Najważniejsze żeby każdy z tego odpowiednie wnioski wyciągnął. Rodzic powinien sam sobie odpowiedzieć jak chce dziecko wychowywać, i robić to tak, aby móc uczciwie spojrzeć dziecku prosto w oczy z pewnością, że zrobiło się wszystko, żeby było szczęśliwe. Bez przegięcia w jedną czy drugą stronę.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Mam na imię Edyta i moja córka kiedyś dostała klapsa. Tak wyszłam z siebie i stanęłam obok. Co mnie zaskoczyło? Ja tej sytuacji już nie pamiętam dokładnie, ale dzieci pamiętają. Kiedyś wkurzyłam się na Młodszą i Starsza powiedziała: Mamo nie będziesz jej biła? Mi się gorąco zrobiło… Jeden klaps… To dla moich dzieci oznacza bicie! Uderzenie w pupę. Z jednej strony sobie pomyślałam: Dziewczyny wy nie wiecie w ogóle co to znaczy bicie. Z drugiej… Jeju nigdy więcej. Matko policz do dziesięciu lub grzmotnij kubkiem o podłogę. Jak one wszystko pamiętają!!!! Jednak dokładnie rozumiem rodzica, w którym się czasem zagotuje. I tu nie mówię o odtrącaniu ręki od prądu czy ognia.

    1. Żaklina Kańczucka

      Ja to co robię gdy się we mnie gotuję, to wychodzę z pokoju, po prostu obracam się napięcie i Auf Wiedersehen! Swoją drogą, nie raz gdy słucham starszych ludzi, pojawia się aprobata nawet nie dla klapsa, ale ogólnie dla bicia, jako środka wychowawczego. Nie dziwię się specjalnie, bo dzieciaki teraz są niemiłosiernie rozpuszczane, a kilkadziesiąt lat temu podobne zachowanie czy brak szacunku wobec starszych byłby nie do pomyślenia. I nie było poradników jak wychowywać, żeby nie krzywdzić dzieci.

      1. Ja krzyczę. Po prostu wydaje z siebie głośne aaaaaaaaaaa i wtedy Młode wiedzą, że przegięły. Zaczynają mnie przytulać i często gęsto powiedzą coś takiego, że wybucham śmiechem. Wyczaiły to i teraz same starają się mnie rozśmieszyć. Trudno nie mieć nerwów.Trudno je opanować, ale w sumie da się. Jestem chronicznie przemęczona i to mnie dobija. Mam dzieci wstające z kurami a chodzące spać koło północy, wiecznie gadające, śpiewające i skaczące i czasem chciałabym wyjąć na chwilę z nich baterie ;) Nie da się. Czasem takie aaaaaaaaaaaa pozwala się wyładować. A klaps jest niedobry. Przemoc wobec kogokolwiek jest niepoprawna politycznie… Niemniej nie znam żadnej matki na żywo by choć raz nie „starmosiła” czy dała po łapach swojemu dziecku. To, że później sama płakała w kącie to inna bajka…

  2. mamazpowolania.blogspot.com

    A ja nie rozumiem i mam nadzieję nigdy nie zrozumieć jak można dać klapsa. Patrzę na swoją córkę i widzę bezbronne, zależne ode mnie cudne stworzenie. Nie wymagam od niej bezwzględnego posłuszeństwa, zdaję sobie sprawę, że jest odrębną jednostką, ma swój charakter, temperament, emocje, szanuję jej odmienne zdanie. Jeszcze nie zdarzyło mi się podnieść na nią krzyku, ale nie zarzekam się że to się kiedyś nie stanie, jednak musiałaby to być faktycznie krytyczna sytuacja np. zagrożenia jej bezpieczeństwa. Nie wychowuję córki bezstresowo, ale po prostu nie umiem sobie wyobrazić, że mogłabym ukarać ją cieleśnie.

    1. Zaloze sie ze twoje dziecko ma ponizej 2lat? Pamietam jak sasiadki obgadujac inna wyrazily dezaprobate w stosunku do jej krzykow na dziecko. Dzis jedna z nich robi to znacznie glosniej… Moral z tego taki, ze z wiekiem dziecka zmenimy poglady…

      1. Żaklina Kańczucka

        Oj, święte słowa, dopóki człowiek sam tego nie przerobi, to nie specjalnie ma pojęcie o czym mówi.

      2. Zgadzam sie!

    2. Żaklina Kańczucka

      Mam gorącą nadzieję, że wytrwa w tym Pani, bo ja przyznam zarzekałam się e nigdy mi się to nie zdarzy, niestety, w jednej sekundzie to nigdy przestało istnieć. A proszę mi wierzyć, dzieci kocham miłością nie do zdarcia.

  3. Jagoda Polak-Wątor

    Dokładnie wiem o czym napisałaś. Zanim mój synek się urodził wiedzieliśmy, że nie będziemy stosować kar cielesnych. Synek ma teraz 3,5 roku i przyznaje sie, że zdarzyło mi się dać klapsa czy trącić w rączke. Był to wynik mojej bezradności braku sił i zmęczenia. Synek bardzo lubi testować moja wytrzymałość i wymyśla różne psoty. Kiedy jednak coś co robi w jaki kolwiek sposób zagraża jego zdrowiu i życiu np. odkręcanie kurka z gazem etc wybucham krzykiem. Jest to chwila moment. Zaraz już spokojnie staram sie mu wyjaśnić, że tak nie wolno i dlaczego ale w pierwszej chwili reaguje krzykiem. Zawsze mówie synkowi dlaczego krzyknęłam, że bałam sie o niego i prosze by już więcej tak nie robił. Zawsze przeprosi mnie za swoje zachowanie i ja jego też. Po czym są tulasy i buziaki i moje wyrzuty sumienia. Kiedys gdy syn zapakował do pralki pełnej czarnych rzeczy rolke papieru toaletowego, ktory przykrył swoją koszulką a ja zauwazylam to niestety na etapie płukania- nie miałam siły krzyczeć. Po prostu wylączyłam pranie, usiadłam na podłodze przed pralką i sie popłakałam. Gdy moj syn to zobaczył usiadł koło mnie i swoim słodkim głosem powiedział bym już nie płakała bo jest jeszcze papier w szafce. :) cała złość minęła.
    Nie wiem jak Wy drogie Mamy ale czasem nie moge już powstrzymacć złych emocji. Kiedy widzę, że mogło mu sie coś stać – czego on oczywiście nie jest w stanie jeszcze przewidzieć- wybucham. Mimo wszystko uważam sie za dobrą matkę. Nue bije syna nie kalecze… delikatny klaps w pupe czy w rączkę jeest oznaką mojej słabości jednak nie umiem czasem inaczej upuścić pary.

  4. Kiedyś byłam niania dwójki urwipolciow. Zawsze przysiegalam, że nie będę używała przemocy, ale przy nich dostałam na to zielone światło od ich szwajcarskiej matki- bo, jak ona twierdziła, czasem inaczej się nie da. I co? Raz jeden mialam sytuację, gdy Młody o mało nie wyskoczył na ulice. Biegnąc do niego chwycilam go za rękę tak, że został ślad na nadgarstku. Miał później ogromne pretensje, że to bolało, ale ja się wówczas bardzo przestraszylam. Oczywiście musiałam tak zrobić, ale też byłam o krok od wytarmoszenia go- właśnie z bezsilności i strachu. Probl em pojawia się, gdy przekroczymy pewną granicę. Na trzylatka klaps działa, ale na dziesieciolatka już niekoniecznie
    My jednak dorastania naszych dzieci nie widzimy i jak wyczuć, że klaps jest jeszcze klapsem a nie uderzeniem? Mój bratanek ma właśnie 3 lata i z klapsow swoich rodziców się śmieje, bo są za słabe, albo nieadekwatne. W toku wychowania trzeba znaleźć alternatywę do bicia/ dawania klapsow bo z czasem to przestaje działać, a skoro tak to dlaczego nie zrobić tego od razu? Jeśli na początku trudno jest zapanować nad nerwami to wierzcie mi później jest jeszcze gorzej. Dzisiaj sama mam małe dziecko, ale nie wyobrażam sobie go tknac. Klaps to bezradność rodzica, trzeba być na tyle pomyslowym by znaleść inny sposób, skuteczny rzecz jasna.
    Daleka jestem jednak od krytyki kogokolwiek, bo dopóki jest to klaps raz na jakiś czas a nie codzienne to jestem wstanie jeszcze to zrozumieć, ale… Pod warunkiem, że ktoś między czasie będzie wypracowywal inne metody, bo jak już wspomniałam na starsze dzieci to nie działa – uczą się tylko kombinować, że strachu rzecz jasna

  5. Milena Kamińska

    ja stosuje kilka metod aby poradzić sobie z moimi urwisami np. tabela z buźkami, karny kącik ale mimo to zdarzyły się sytuacje gdzie klaps zawitał, później tego bardzo żałowałam, staram sie rozmawiać i tłumaczyć,

  6. Aneta Zaręba- Maksymiuk

    W sumie psychologowie twierdzą, że krzyk jest znacznie gorszy niż inne kary dla dzieci bo wywołuje lęk i poczucie winy wiec nie ma złotego środka niestety. Myślę, że każdy sam powinienwybrać metodę wychowawczą a potem ponosić jej konsekwencje i nie oceniać wyborów innych.

  7. Ja się przyznam, że raz klapsnęłam delikatnie córkę i miałam takie wyrzuty sumienia, że coś okropnego. Przysięgłam sobie nigdy więcej, niech mnie ręka boża strzeże. Ale czy ustrzeże??? Tego nie wiem. Aktualnie dzieci dają mi tak popalić, że czasem ręka aż świerzbi. Biorę wtedy dwa głębokie wdechy i próbuję innych metod. Póki co to maluch, bo mają 3 i 1 rok, więc też to inaczej postrzegam. Wszystko pokaże czas. Mi w dzieciństwie udało się zaliczyć kilka ” ręcznych tłumaczeń” i co żyję, nie mam traumy. Nie mniej jednak chciałabym, aby moje skarby nie przyprawiały mnie o takie myśli.

  8. Nie zdarzyło mi się jeszcze, ale nie zamierzam dopuścić do sytuacji, w której moje dziecko narazi swoje życie, ponieważ nie będzie zdawało sobie sprawy z powagi sytuacji. Są zdarzenia, gdy nie ma czasu na tłumaczenie i nadzieję, że dziecko zrozumiało. Zresztą – każde dziecko jest inne: jedno dostaje klapsy codziennie i ma to gdzieś, dla innego już podniesiony głos jest traumą. Nie istnieje jeden przepis na wychowanie, bo dzieci to indywidualne jednostki i nie powinno się ich wrzucać do jednego wora. P.S.Komentarze pokazują, ze polskie prawo jest beznadziejne. Klapsy są wszędzie i karać za nie wybiórczo to hipokryzja.

    1. Żaklina Kańczucka

      P.S.Komentarze pokazują, ze polskie prawo jest beznadziejne. Klapsy są wszędzie i karać za nie wybiórczo to hipokryzja.” Zgadza się ! Państwo zamiast nakładać kary za klapsa, powinno ułatwić rodzicom wychowywanie, np łatwiejszy dostęp do psychologa dziecięcego, a może nawet komu trzeba wizyty wspomagające rodzinę nie tylko gdy stanie się już coś złego, albo rodzic się zagalopuje i z jednego klapsa, wychodzi dzień w dzień bicie. Ja czekałam 3 miesiące na wizytę u psychologa dziecięcego, to była inicjatywa moja i męża, żeby indywidualnie otrzymać wskazówki jak omijać błędy w wychowaniu syna, bo trzeba przyznać, że niezły aparat z niego. A jak się okazało, że nie mogliśmy się stawić na wyznaczony termin, w sumie z naszej winy, to po 3 moich telefonach do tej pory- minęły dwa tygodnie, czekam aż miła pani oddzwoni z wyznaczonym nowym terminem. To tyle w temacie.

  9. Tak…właśnie wczoraj: swieza sytuacja, mlody trzylatek mój takie robił fochy na ulicy,że po prostu podnioslam glos i powiedziałam: albo sie uspokoisz, albo idziemy do domu!! W tym momencie obce babsko starszyło mnie policją,ze SIĘ ZNECAM NAD DZIECKIEM!!Tylko jakby dziecko wpadło pod samochód to byłyby komentarze: a gdzie matka była???Co za kraj…

    1. dobrze że ludzie reagują, ale żal tylko że w sytuacjach gdzie nie jest to konieczne, a tam gdzie się dzieje dramat „nikt nic nie wie”

  10. Usprawiedliwianie klapsa tym, że jest lekki albo ratujący życie jest debilizmem. Klapsy, szturchnięcia, delikatne klapsy w pupę – tak muśnięcie motylka – taki maluni klaps, że go w sumie nie było – kogo Wy oszukujecie?! Bzdury! Nie możesz się opanować przed użyciem siły wobec osoby (powtarzam OSOBY) słabszej od Ciebie – to nie miej dzieci! Gdyby tak mąż większy i silniejszy dał Ci lekkiego klapsa albo pacnął po rączce bo nie chcesz siedzieć spokojnie to też by było usprawiedliwione? Banda głupich bab krzywdzących swoje dzieci i dorabiających do tego bzdurne teorie.

  11. mnie też się zdarzyło, trudno… teraz już nie

  12. Jestesmy kobietami, matkami i nami też rządzą emocje. Zadna z nas na zimno nie planuje bicia – lecz działamy odruchowo, impulsywnie w strachu . Potem nam głupio moze zalujemy ale nir jestesmy maszynami doskonałymi.

  13. Nigdy nie uderzyłam (czyt. nie dałam klapsa, jak kto woli). Nie ma takiej siły, która mnie do tego skłoni. Złoszczę się, fochem rzucę, dam karę. Ale nie uderzyłam i nie uderzę.

  14. Moj syn 3 lata jak tylko podniose glos mowi mamo nie badz na mnie zla. Zdarzylo mi sie pociagnac mocniej za reke czy szturchnac. Ale staram sie panowac nad soba. Potem przepraszam i tlumacze ze kazdy czasami ma prawo sie zdenerwowac. Mysle ze trzeba z dzieckiem rozmawiac o uczuciach.

  15. wierna czytelniczka

    Nigdy nie pisałam, ale czytam, edukuje się, szkole w dziecinie współczesnego wychowania .
    Powiem od siebie ,ze dzieciństwo odebrałam karne, dyscyplina fizyczna miała nieodzowne swoe miejsce , był rygor, był dryl, była musztra, były klapsy, były porcje pasem, oczywiście to wszystkow ramach kary za zle sprawunki, za brak posłuchu, za bunt itd…. Jestem bardzo twardą osoba, psychicznie , ale impulsywną szybko wytrącające mnie z równowagi, powsiagliwą w okazywaniu troski, czulosci.
    Mój mąż sprowazda mnie na tą dobrą strone, okazuje u milosc,, czulosc, troske choć kiedyś przychodizlo mi to z trudem. ‘
    Poznałam męza jak był samotnym ojcem, ja nigdy nie chciałam mieć dzieci z wcześniejszymi partnerami ,bo balam się swojej wenwetrznej surowości a nawet powielania metody opartej na pasie jelsi byłoby cos nie tak. Mieszkamy ze sobą od kilku lat , mala ma 11 lat obecnie, diablątko nie raz , nie dwa ,a czasami do rany przyloz.
    Córka męza jest niebywale nadpobuldiwym i zywiolowym dzieckiem , baaardzo ciężkim do okielzannia, z silną osobowością, nie lubiąca się podporządkowywać, z tendencjmi do dominacji, nie ma zadatkow do uleglosci.
    Widze po sobie jak wplynelo na mnie moje wychowanie jakie odebrałam, jeśli większy jest problem z dzieckiem to z tej niemocy zaraz przychodzi mi na myśl, ze jakby malej tylek poczuł efekty jej zachowania to by się nauczyła i miała by za swoje. To efekty bezsilności i bezradności co mi się w glowie dzieje.
    Maz jest fanatycznym PRZECIWNIKIEM stosowania jakichkolwiek kar cielesnych , absolutnie NIE uznaje tego typu metod i czynow. Stopniowo prowadza mnie w techniki radzenia sobie z dzieckiem w sposób pokojowy, z nalozoną dyscypliną ,ale nie fizyczną.
    Ja nie posuwam się do praktykowania kar cielesnych, nie mam takich praw , ani zgody meza i to respektuje, ale nie ukrywam ,ze chęci chlasnąc w tylek nie raz były z tej niemocy , lecz poznając inne techniki radzenia sobie z problemami wychowawczymi coraz rzadziej nachodzą mnie checi tego klapsa, bo on przynajmniej w przypadku naszego bzika nico by zaowocował i to wiem
    Jak wpsomnialam, dziecko jest przeokrutnie energiczne, nieustannie w ruchu,bardzo temperamentne, musi się cos dziac, nida i monotonia ją meczy . W szkole zbiera uwagi za bieganie po skzole na przerwach bo ona nie potrafi jak mysz pod miotlą usiaśc pod scianą i czekac na dzwonek, jest również dzieckiem pyskatym, co nie przemilczy ataku na swoją osobę. Pedagog i psycholog szkolny wspiera dziecko w obronie, nauczyciele się skarzą, sami jestemy w tym zagubieni za kim to obstawac , czy za ped i psych. szkolnym ,którzy stoją za dzieckiem, czy za nauczycielami którzy zle reagują na dziecko jeśli smie bronic własne zdanie.
    Nie mam z mezem wspólnych dzieci, nie chce mieć, wystarczy ze swoją osobe zaangazuje wpomoc w wychowaniu meża corki, ale ja się ucze postepowac nie tak jak mnie wychowano, co kiedyś uwazalam za normę wychowawczą oparta na klapsie/ pasku, z biegiem czasu chyba jednak dobrze ,ze takie metody przeszly do lamusa , bo obawy ,ze take meotdy eskalują i nabierają mocy u mnie miałyby słuszne podejrzenie , nie wiem czy znałabym granice , tak jak w wielu domach, zaczyna się od niewinnego klapsa za bunt a przeradza się chwytanie za pas podczas nieporadności emocjonalne nad swoimi nerwami nawte jzu za byle co , co było nas wstanie wytrącić z równowagi.
    To na tyle ode mnie.

  16. A ja tak nie uważam. Jak będziesz bić dziecko to nie zyskasz jego szacunku, tylko będzie się Ciebie bało, a w przyszłości wypomni wszystkie doznane krzywdy.\Poza tym bicie dzieci jest zabronione w konstytucji RP. To jest znęcanie się nad słabszymi !

  17. Magdalena Jankowska

    Wreszcie tekst – dość stary wprawdzie – który nie demonizuje tematu bicia dzieci bądź sławetnych klapsów. Nie to, bym była zwolenniczką tej metody wychowawczej. Wszelkie publikacje, zachęcające do przyznania racji jednej stronie, uznania jej za jedynie słuszną – napełniają mnie jednak po prostu ogromnym niepokojem. Tym większym, jeżeli jako argument podaje się wprowadzoną/obowiązującą ustawę. Komentarze takie jak pewnej mamy na FB, że z łezką w oku wspominać będzie dzień czy też dni, gdy dziecięciu po raz trzeci spadła szklanka soku na ziemię albo gdy pocięło spodnie nożyczkami – zakrawają dla mnie na jakiś fanatyzm. W takich sytuacjach mam zwyczaj pytać: Halo! A gdzie są rodzice? I kto tu jest rodzicem??

  18. W większości komentarzy rodzice skupiają się na sobie. Rodzic poniesie konsekwencje swoich metod, ok, ale głównym beneficjentem błędów wychowawczych zawsze jest dziecko. Nic dziwnego, że większość z rodziców usprawiedliwia klapsy, skoro sama była bita, ale chyba czas najwyższy to przerwać i nauczyć się w to miejsce innych, skutecznych metod. Rozumiem, że rodzic może nie być kompetentny, może nie umieć używa innych metod niż klaps, czy metod radzenia sobie se stresem, bo bicie to efekt emocji rodzica, nie zachowania dziecka. Za własne emocje odpowiada rodzic, nie dziecko. Na początek warto wziąć za nie odpowiedzialność. Choć oczywiście usprawiedliwienia można mnożyć. Do bycia rodzicem ciężko się przygotować za wczasu, nie mając dzieci. Ale jeśli się tych kompetencji nie nabywa, nie uzupełnia przy czym usprawiedliwia się ten fakt, to już jest dla mnie niezrozumiałe. „No rodzic ma swoje emocje”, „Nie wytrzymałam”, „To dla jego bezpieczenstwa”, „każdy ma granice”. Tak, każdy, dziecko też. Choćby cielesne. Problemem nie jest dyscyplina, czy jej brak, tylko wąski repertuar radzenia sobie z trudnymi emocjami rodziców. Obowiązkiem rodzica wobec dziecka jest go uzupełnić. Fajnie, że są tu rodzice świadomi własnych słabości i pracujący nad sobą, to pociesza. Pytanie do osób dających klapsy, jak potem tłumaczycie dziecku, że nie wolno bić? Dziecko nie rozróżnia tak sprawnie jak to robią dorośli bicia od klapsa. Z reszta słusznie. Skąd ono ma wiedzieć kto może bić. Silniejszy? Ten,kto ma władze, w tym wypadku rodzicielską? Czy ten kto kocha? No, bo mama robi to z troski i miłości przeciez(?!). Nikt mi nigdy na to pytania nie odpowiedział, może tu uzyskam odpowiedź.

  19. kamila komar

    Przykro mi, że była Pani bita w dzieciństwie. Pani ojciec źle postępował i nie można tego usprawiedliwiać. Czy to pomogło w wychowaniu Pani na dobrego człowieka? Moim zdaniem dzieci można wychować na dobrych ludzi bez bicia. Pani ojciec był widocznie słaby i nie potrafił inaczej. Przykro mi z tego powodu. Rozumiem Pani stanowisko tylko dlatego, że sama byłam bitym dzieckiem i jeszcze 10 lat temu gdy miałam 20+ lat i nie miałam dzieci tak jak Pani uważałam w swoich teoretycznych rozważaniach. Teraz kiedy mam własne dziecko obiecałam sobie, że nigdy go nie uderzę i znajdę w sobie siłę by iść inną, lepszą drogą. Życzę Pani siły i chęci by być lepszym rodzicem niż Pani ojciec. Z pewnością kocha Pani swojego ojca dlatego to jest tak trudne. Z pewnością kocha Pani też swoje dziecko. Życzę Pani wszystkiego dobrego, macierzyństwa bez przemocy, radości z wychowywania dziecka i bliskiej z nim relacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Takie czasy

Takie czasy


(nie)Magda(lena)

31 stycznia 2014

Przeczytałam wczoraj ciekawy wpis, w którym  Zuch pisze, że wychowujemy przegranych. W pierwszej chwili trudno nie przyznać mu racji – zaszły spore zmiany w podejściu do wychowywania dzieci, wolno im mniej niż nam było w ich wieku. Można by uznać, że działa to ze szkodą dla budowania własnych doświadczeń, czego konsekwencją może być nieporadność życiowa.

Mój partner i ja jesteśmy żywym przykładem ewolucji o której pisze Zuch. On, rówieśnik Zucha, często opowiada historie z dzieciństwa, na które nasuwa mi się tylko jedno pytanie : „Twoi rodzice Ci na to pozwalali?”.

Dla rozjaśnienia sytuacji powiem Wam, że dzieli nas 6 lat, mieszkaliśmy na jednym osiedlu, kilka bloków od siebie, a jakby w dwóch różnych światach. On pamięta czasy kiedy nasze miasto było w budowie – w 90% zostało zniszczone po wojnie i po dziś dzień nie zostało w pełni odbudowane. Najlepszą zabawą było szukanie skarbów w gruzach, bunkrach i innych niebezpiecznych miejscach. Z jednej „wyprawy” wrócił z rozwalonym nosem, bo kiedy schylił się sprawdzić co wykopali, jego kolega postanowił kopać dalej. Ja w tym czasie pewnie budziłam się z popołudniowej drzemki. Niewiele starszy, jako 10-latek na cały dzień wybywał na ryby. Zabierał wędkę i na rowerze jechał nad Odrę lub „pawie oczka”. Do dziś nie znam większości miejsc z jego opowieści i sama nigdy się tam nie wybiorę.

„To co Ty robiłaś w dzieciństwie?” dopytywał. Bawiłam się w pobliżu naszego bloku, pytałam o zgodę na przejście na drugą stronę ulicy i średnio co godzinę musiałam meldować, że wszystko jest w porządku. Czy nie robiliśmy szalonych rzeczy? Pewnie nie tak szalone jak on, ale też mieliśmy bazy, wykradaliśmy kwiaty sąsiadkom z ogródka przy bloku, by pochować znalezionego motyla (też mi zbrodnia, nie?), graliśmy w „noża”. Raz jako czterolatka wraz ze starszą o dwa lata siostrą po namowie nieznanej nam Cyganki poszłyśmy ją odprowadzić do domu. Wyprowadziła nas kawał drogi nieuczęszczaną ścieżką nad parkiem. Kiedy wróciłyśmy do domu (do dziś nie wiem jak udało nam się do niego trafić) okazało się, że razem z Cyganką zniknęły moje złote kolczyki.

Zmiany widać nie tylko w naszych opowieściach, widać je również przyglądając się współczesnym dzieciom. I tu chyba kończy się racja Zucha, a przynajmniej jej część, bo ja widzę to w zupełnie inny sposób. Najkrócej pewnie można powiedzieć: no cóż – takie czasy.

Dawniej odpowiedzialność społeczna za to co się wokół nas działo była czymś naturalnym. Rodzice nie bali się puszczać dzieci bez nadzoru, bo wiedzieli, że każdy dorosły (ciotka, sąsiad czy obca osoba) widząc je źle się zachowujące poczuwał się do pouczenia. Nikt się nie oburzał, że sąsiadka widząc pourywane główki kwiatów przeznaczonych na pogrzebanie owada, kazała bez porozumienia z rodzicami posadzić nowe wręczając odpowiedni sprzęt w dłonie. Z szacunkiem do tamtych czasów słucham opowieści mamy o pomocy sąsiedzkiej. Zdarzało się, że jedna kobieta zostawała z gromadką dzieci, by reszta sąsiadek mogła przygotować posiłek, którym dzieliły się z pilnującą mamą. Dziś to jest chyba nie do wyobrażenia. Każdy zamknięty w swoim mieszkaniu i swoim życiu. Zwrócenie uwagi wiąże się nierzadko z awanturą sąsiedzką. Wszystkie moje „ciocie” to nasze dawne sąsiadki, a dziś właściwie nie wiem z kim dzielę klatkę schodową.

Innym powodem różnic jest większy poziom wiedzy nie tylko specjalistów a całego społeczeństwa. Poziom wykształcenia jest wyższy a za tym idzie potrzeba eliminowania potencjalnych niebezpieczeństw. Rozwój techniki pozwala na „innowacyjne” rozwiązania – kto kiedyś pomyślał o kasku, pasach w samochodzie czy specjalnym fotelu dla dziecka. Dziś są niezbędne i to nie dlatego, że czasy są gorsze – jest więcej aut na drogach, więcej kierowców, samochody są szybsze i więcej „mogą”. Dawniej dzieci biegały i grały na ulicy, dziś rzadko który dorosły się nią przechadza, bo pewnie zostałby wytrąbiony. Prawdą jednak jest, że czasem sami zapędzamy się w kozi róg – wszystko musi być uregulowane prawnie (nawet wiek dziecka pozwalający na samodzielne zabawy na podwórku), nie czuć już tej wspólnoty i współodpowiedzialności. Nie obchodzi nas to co dzieje za drzwiami naszych domów.

Zatem nie wiem czy chodzi o wyręczanie dzieci idąc na łatwiznę, nie pozwalanie im zbierać doświadczenia (zakaz używania noża przy obiedzie uważam za nadopiekuńczość i tu w zupełności podzielam zdanie Zucha) czy powodem są zmiany w relacjach społecznych. Zgadzam się jednak, że rodzice zapominają że każdy z nas sam powinien zapisać swoją czystą kartę z którą się rodzi. Jednak nie powinniśmy odnosić się z dosłownością do naszych wspomnień, bo wiele zmieniło się od tego czasu…

Nie jestem typem matki nadopiekuńczej (choć pewnie powinnam dodać jak na te czasy), ale nie wyobrażam sobie całodziennych wojaży kilku czy kilkunastoletniej córki bez nadzoru, a konkretniej bez wiedzy gdzie się znajduje. Być może podejście do wychowania chłopców i dziewczynek różni się pod względem dawania swobody, może dowiem się tego w przyszłości. Ale dziś wiem, że Tola będzie miała bezwzględny zakaz wycieczek nad Odrę (chyba, że do tego czasu doczekamy się deptaka. Póki co teren wzdłuż rzeki nie jest zagospodarowany, a w pobliskim parku przy Odrze są bunkry zamieszkałe przez bezdomnych) i samotnego chodzenia po zmroku. Reszta niestety nie jest do przewidzenia, więc trudno już dziś o tym mówić. Chciałabym by nauczyła się być samodzielna, odważna, ale rozsądna. Nie rozczulam się nad nią, nie robię za nią rzeczy, które może wykonać bez żadnych problemów, cieszę się jak dochodzi do pewnych umiejętności czy wniosków sama. Do tego wszystkiego potrzebna jest swoboda działania, ale nigdy większa niż jej możliwości.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Podejrzewam, że każdy po chwili namysłu będzie miał swoje zdanie. Czytałem Zucha i generalnie zgadzam się, czytam tutaj i w zasadzie też się zgadzam :). Dziwne.
    A pewnie i tak moje (nasze) podejście jest jeszcze trochę inne. Przy pierwszej pannie byliśmy dużo bardziej nadop niż przy drugiej i tym bardziej przy trzeciej.

  2. a ja mam to szczęście, że mieszkam w jednej z dwóch starych kamienic, spokojne podwórko, raz na jakiś czas przejedzie tyłem samochód, za podwórkiem ogródki. Ola ma 4 lata i nie boję się wypuścić jej samej na podwórko. Jeśli są koleżanki wiem, że znajdę ją w którymś ogródku albo na drugiej części placu. Mam wtedy tylko otwarte okno, żeby słyszeć jak woła:) Nie ma problemu z zostawieniem dzieci z sąsiadką i zrobieniem czegoś w domu. Nie wyobrażam sobie mieszkania w blokowisku. Może i mam dość daleko do sklepu, ale mam też spokój i jestem szczęśliwa:) pamiętam rzeczy, które robiłam w dzieciństwie i kiedy chcę zatrzymać dzieci przy robieniu czegoś podobnego hamuję się, nie mogę im zabraniać tego z czego ja się cieszyłam, nawet jeśli wrócą z siniakami, zdartymi nóżkami, niech będą dziećmi:)

    1. (nie)Magda(lena)

      Nasz plac zabaw jest ogrodzony (jak i cały plac przed blokiem) i monitorowany z możliwością podglądu online a i tak miałabym obawy by córkę tam puścić samą. Ale to dopiero trzylatka więc może za rok zmienię zdanie ;)

    2. Moje otoczenie – dom z ogródkiem, zamykana brama, kawałek od głównej drogi.
      Samego w ogrodzie bym syna (lat 5) nie zostawiła. Wiem, że by nie wyszedł, ale historie o zaginionych dzieciach powodują u mnie gęsią skórkę.

  3. E tam, gadanie. Przewrażliwione mamuśki chuchają, dmuchają a później dziwią się, że dziecko boi się własnego cienia.

  4. Odnośnie sąsiadów….
    Pamiętam, że u nas, w bloku 10 piętrowym, prawie każdy, bardziej lub mniej – kumplował się ze sobą.
    My – dzieciaki przychodziliśmy do siebie na wzajem, ot tak, pobawić się.
    Nasze mamy umawiały się regularnie na kawę i plotki. Podrzucały sobie na wzajem pociechy, gdy trzeba było coś załatwić.

    Pamiętam, że gdy w domu zabrakło cukru, soli, kawy, jajek,…czegokolwiek to nie trzeba było na zbity pysk lecieć do sklepu, wystarczyło zapukać do drzwi obok i pożyczyć :)
    Pamiętam, że zawsze kiedy któraś z Pań domu piekła jakieś ciasto, przynosiła kilka kawałków sąsiadom do skosztowania.

    Pamiętam też, że zdarzało się „nocowanie” gości sąsiadów, którzy przyjechali np. na święta czy komunię, a w mieszkaniu brakowało miejsca do spania!

    …w dzisiejszych czas to wszystko jest właściwie nie do pomyślenia!
    Zwykłe – dzień dobry do sąsiada, ewentualnie rzucone – co słychać? – to jest wszystko na co nas stać. Nic więcej. Szkoda…

    1. Wydaje mi się, że w tym waśnie tkwi sekret zmian- nie znamy najbliższego otoczenia, więc ciężko nam mu zaufać i pozwolić na dużą swobodę naszym dzieciom.

  5. Mama Tobiasza

    Skoro Zuchowi tak to „przeszkadza” to jak wytłumaczy to, że my „dzieci samowolki” jesteśmy dziś tak nieufni? W końcu te nasze doświadczenia z dzieciństwa nas tak ukształtowały, a dzisiejsze zachowanie rodziców to tyle tego efekt. Więc czy faktycznie ta swoboda była aż tak dobra?

    1. Mama Tobiasza

      W końcu liczy się długofalowy efekt :)
      Poza tym, czy dzisiejsze dzieci mają aż tak źle?

  6. a ja odnoszę wrażenie, że pozwalam więcej zrobić memu dziecku, niż moi rodzice pozwalali mi. Do dziś nie zapomnę tego szoku, kiedy moja matka spostrzegła, że mój raptem pół miesięczny bobas bawi się trzepaczką do białek, warzechą itd. :)

    1. Pół miesięczny czyli dwutygodniowy? Przyznaję, że nie bardzo mogę to sobie wyobrazić, nad łóżeczkiem wieszałaś? Przecież tak małe dziecko nie podniesie samo zabawki…

  7. Milena Kamińska

    ja ogromnej swobody nie miałam, zawsze wracałam do domu o wiele wcześniej niż moi znajomi, meldowałam gdzie jestem itp na początku tego nie rozumiałam buntoałam się ale po czasie uważam że to wyszło mi na dobre, boje sie o bezpieczeństwo moich dzieci i chciałabym dać im swobodę ale granicach zdrowego rozsądku

  8. Karmelek jest bardzo ostrożny, więc nie boję się o ewentualne wypadki, ale niesamowicie boję się uprowadzenia. Wiele rodziców zapomina o tym, ze uprowadzenia to biznes w wiekszosci i to doskonale zorganizowany. W miejscu gdzie pracuję (galeria handlowa) kobieta zgłosiła zniknięcie dziecka, zamknięto wszystkie drzwi natychmiast i znaleziono dziewczynkę w windzie, przebraną za chłopca z obciętymi włosami, zaledwie kilka minut po uprowadzeniu. Moja córka jest samodzielna, nie ma taryfy ulgowej w żadnej czynności, ale tej samodzielnosci odmawiam jej w miejscach publicznych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Jak się stałam sexi mamą – Press Day Panache

Jak się stałam sexi mamą – Press Day Panache


Agnieszka Jelinek

28 stycznia 2014

Poniedziałek już za nami. Szkoda, że minął – ciiii, może nikt nie usłyszy, bo aż trudno się przyznać, że lubię poniedziałki. Ten był wyjątkowy w całej swej postaci. Niepowtarzalny jak chwila, gdy grubymi płatkami sypie z wolna śnieg, oryginalny jak błysk światełek na miejskiej iluminacji, aromatyczny jak lilie w holu jednego z najlepszych hoteli w Warszawie, był po prostu DELUXE, a  wszystko dzięki Panache!

Ten dzień wypełniło swoją delikatnością i seksapilem wydarzenie Press Day Panache, który odbył się w Hotelu Bristol w Warszawie. Na zaproszonych gości czekała nie tylko lampka wyśmienitego szampana, ale także jedyna w swoim rodzaju atmosfera, ciepła, otwartości, uśmiechu, miejsca gdzie nawet marzenia mogą się spełnić.

Nie zabrakło wielu ciekawych dyskusji, a także atrakcji. Wszędzie kolory, …. Zalewały i zachęcały do dotykania, a im człowiek zagłębił się w tym dotyku to już nie chciał puścić tej wyjątkowej bielizny. Tak moi Drodzy, bielizny, nie byle jakiej, po prostu wyjątkowej. Jak jedna z wielu chętnie skorzystałam z porady brafitterki, i nie tylko ja byłam w błędzie. Otóż Moje kochane Panie, większość z nas, o czym przekonałam się w poniedziałek, nosi źle dopasowane biustonosze. Przyznaję się, ja też się myliłam i to  o 10 cm, i dwie miseczki. Komfort dopasowanego biustonosza – przykro mi, ale nie do opisania. Podejrzewam, że także niewiele z Was wie, że źle dopasowany biustonosz może być przyczyną częstego bólu głowy i napięcia mięśni szyji. Dlatego jeśli macie możliwość szukajcie porad, dobierzcie swój prawidłowy rozmiar, np. tutaj. Wam także należy się komfort!

Rozpieszczaniu nie było końca. Każdy mógł skorzystać z manicure OPI w wykonaniu dziewczyn z Depilove. Kolory i tutaj zachęcały i nęciły – gdyby nie praca zdecydowałabym się na jakiś pomarańcz, albo soczysty żółty odcień.

I na koniec ważna informacja : wiosenno-letnia kolekcja bielizny marek Panache wchodzi właśnie do sklepów specjalizujących się w profesjonalnym doborze bielizny. Baza adresowa sklepów dostępna na stronie www.panache.pl . Gorąco polecam każdej z WAS!

Serdecznie dziękuję So Chic za to wyjątkowe zaproszenie dla naszego bloga!

panache8

panache7

Panache1

panache3

panache4

panache5

panache6

panache

Zdjęcia: Rachela

Wpis jest elementem współpracy z Panache

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. oj zazdroszczę :)
    Podejrzewam, że raczej mam źle dobrany biustonosz. Szkoda, że nie mieszkam w większym mieście, gdzie są większe możliwości

  2. Oj tak dobry biustonosz to podstawa :)
    Jak trochę zaoszczędzę to zdecyduje się na zakup – bo przedstawia się obiecująco :)

  3. Ach ten kobiecy świat…. ;-)
    Zazdroszczę! ;-)

  4. Budująca Mama

    Ja zazdroszczę dużego wyboru. Mój biust to ciężki problem ;) ale daję sobie z nim radę. Mam super dobrane biustonosze, niestety producenci skutecznie dyskryminują duże rozmiary, a I, J? Kto to nosi… Pewnie tylko babcie… 70 pod biustem? Nie możliwe… Nie będziemy takich szyć, bo się nie opłaca… Na szczęście jest kilku producentów, którzy nie zapominają o wyszukanych klientkach :)

    1. W ofercie panache znajdziesz na pewno dla siebie rozmiar – cześć kolekcji zaczyna się dopiero od D :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku