Dlaczego my nie mamy w domu choinki?

Dlaczego my nie mamy w domu choinki?


Mirella

9 grudnia 2016

Ledwo zniknęły z półek sklepowych wieńce i znicze, zaczęły pojawiać się pierwsze bombki, łańcuchy i świecące Mikołaje. Zaraz za nimi przyszły dekoracje świąteczne, najpierw w sklepach, a później na ulicach. Szlag jasny by je trafił.

– Mamusiu, a właściwie to dlaczego my nie mamy w domu choinki?

– Bo za wcześnie, jeszcze nie ma świąt.

– Ale wszędzie już są.

Na początku było lajtowo, potem Duśka zaczynała marudzić coraz bardziej, by w końcu wypalić:

– Wstyd mi, że nie mamy w domu choinki, wszyscy już mają!

Jacy kuźwa wszyscy?! Tego się niestety nie dowiedziałam, ale „wszyscy już mają, tylko ona jedna biedna nie”.

– Kotek, wstydzić to się powinni ci wszyscy, którzy ubierają choinki w połowie Adwentu. To jeszcze nie ta pora. Choinkę ubiera się w Wigilię, można dzień przed, ale nie wcześniej.

– Taaak? To dlaczego w sklepach są?

Przyznaję się, zdradziłam jej największą tajemnicę marketingowców :P

– W sklepach są po to, żeby wszyscy nawydawali dużo pieniędzy na niepotrzebne rzeczy, bo są święta. Tak to działa. Potem w domu jedzenie się psuje. I w ogóle kupuje się różne głupoty, bo są święta, potem się to wyrzuca. To tak, jakbyś pieniądze wyrzuciła.

– Naprawdę??

Magia świąt ma sens tylko wtedy, kiedy użyjemy jej we właściwym czasie. W innym przypadku możemy sobie w ogóle darować zdobienie domu na święta. Stojąca od początku grudnia choinka w Wigilię będzie jeszcze jednym gratem i nijak nie wywoła w nas tej cudownej atmosfery, którą pamiętam z dzieciństwa. No, ale wtedy choinkę ubierało się właśnie w Wigilię i nikomu nawet do głowy nie przyszło, żeby robić to wcześniej.

Dziś nie umiemy czekać. Nie tylko dzieci, my – dorośli też nie. Chcemy choinkę, stawiamy choinkę, chcemy prezentów, idziemy do sklepu. Nie patrzymy na kalendarz, mamy gdzieś tradycję. Wydaje nam się, że nie ma znaczenia „kiedy” ważne, żeby „w ogóle”. W efekcie dzień wigilijny niczym nie różni się od innych dni powszednich. Z magicznych dni świątecznych zrobiliśmy świąteczną atrapę. A potem gonimy, sami nie wiemy za czym i szukamy, sami nie wiemy czego. Coraz szybciej i szybciej, bo niewiadome ucieka. A może właśnie czasem trzeba się zatrzymać i poczekać?

W moim domu choinka stanie w Wigilię, może dzień przed, jeśli Duśka wyrobi się ze sprzątaniem, ale szczerze mówiąc, wątpię, bo piątek to dzień tańców, nie będzie miała czasu. Wcześniej choinki postawić nie pozwolę. Teraz ją to wkurza, ale myślę, że przyjdzie taki czas, gdy doceni ten mój ośli upór.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Witaj w klubie. U mnie tradycyjnie dzień prze Wigilią.

  2. My ubieramy na początku grudnia, bo światełka i świąteczne piosenki nastrajają mnie pozytywnie, tak świątecznie, ozdabiamy za wczasy mieszkanie, cieszymy się tym, nie musimy się spieszyć, za to zaraz po nowym roku choinkę rozbieramy i chowamy, ot taka nasza rodzina tradycja

    1. No a ja da odmiany do oporu, czyli do Matki Boskiej Gromnicznej – do 2 lutego, chyba że zaczyna się sypać, wtedy szybciej na balkon (a wiosną do ogródka ;))
      W zeszłym roku choinka zamiast tracić igły, zaczęła wypuszczać przyrosty ;)

    2. Czyli każdy się musi nacieszyć tylko po swojemu ?

    3. Dodałem gdzies komentarz i nie wiem gdzie.Trochę to pokręcone z tym przechodzeniem z FB na waszą stronkę.Podsumowując -dobry tekst.

    4. Andrzej Heppa dziękuję :) Niestety komentarz przepadł w czeluściach internetu :(

  3. Rzeczywiście, magia to coś niepowtarzalnego, unikalnego. Jak tu mówić o niepowtarzalnej atmosferze świąt, kiedy przez około półtora miesiąca rekwizyty świąteczne są wszechobecne, gdziekolwiek człowiek by się nie ruszył. W tym roku tak bardzo dużo wcześniej opatrzyłam się z Mikołajami, że prawie bym przeoczyła 6 XII.

  4. My ubieramy choinke zawsze w wigilie rano

  5. Popieram całym serduchem. U mnie w domu zawsze choinkę ubieralismy w Wigilię. To jest cały klimat tych świąt ☺ W tym roku niestety zrobimy to parę dni wcześniej bo na święta jedziemy do rodziców. Ale jeśli kolejne będą będziemy spędzać u siebie to Choinka będzie ubrana dopiero w Wigilię

  6. U mnie tydzień przed tak ubieralismy choinkę w domu rodzinnym i tak tez robię teraz a rozbieramy na trzech króli… Nie za długo nie za krótko Dla nas w sam raz ⛄❄

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Łapię chwile ulotne… Fotografia stała się czymś więcej, niż zapomnianą pamiątką

Łapię chwile ulotne… Fotografia stała się czymś więcej, niż zapomnianą pamiątką


Żaklina Kańczucka

8 grudnia 2016

Zawsze wydawało mi się, że wykonanie fotografii, to jedynie naciśnięcie na odpowiedni guzik w aparacie i voila! Cyk i gotowe! Nie postrzegałam tego w kategorii czegoś szczególnie wyjątkowego, do czego osobiście by mnie ciągnęło.

Owszem, na moim ślubie fotograf był i wykonał dobrze swoją pracę, na chrzcinach starszego syna też, ale mój sentyment nie sięgał tak głęboko, bym miała się skusić na sesję ciążową. Ani w pierwszej, ani w drugiej ciąży.

Za to trzecia, poskutkowała współpracą z moją krajanką – szczecinianką Kamilą Rutkowską z Amber Fotografia. Z dwóch powodów skusiłam się na 100 km podróż z mojego miejsca zamieszkania, do miasta Portowców:

1.Szczecin zawsze pozostanie tym magicznym miejscem, do którego wyrywa serce. W szczególności rzeczka Płonia, która przepływa przez moje rodzinne Dąbie. Oj, tyle, co ja się tam naspacerowałam, aż łezka się kręci w oku…

2.To moja ostatnia ciąża, a mając na podorędziu męża i dwóch przystojnych synów, grzechem byłoby nie złapać tego magicznego momentu życia w obiektywie. Nie oszukuję się, czas ucieka, więcej dzieci nie będę miała, więc efekt sesji będzie cieszyć do końca moich dni.

Podejście, od którego wszystko zależy

Zapaliłam się do pomysłu sesji, tym bardziej, że Kamila trafiła w mój czuły punkt, proponując zdjęcia w plenerze przy Płoni. Nie mogło być lepiej. Umówiłyśmy się pod liceum, ustaliłyśmy miejsce w którym się “rozbijemy” ze sprzętem i zrobimy, co mamy do zrobienia. Jeszcze w domu potraktowałam się ciut mocniejszym make-upem niż noszę na co dzień, a Kamila w swoim magicznym bagażniku miała nie tylko różne akcesoria do zdjęć, ale nawet zwiewne sukienki i wianki! Od razu poczułam się tak, jakbym wchodziła w buty Matki Natury. Pięknie, lekko, naturalnie, a w dodatku złote słoneczne promienie u schyłku sierpnia tworzyły niezwykły klimat zarówno odbijając się od wody, jak i prześwitując przez jeszcze bujne liście drzew.

Pierwsze zdjęcia miały miejsce w wodzie. Zanim odważyłam się wejść do rzeki, szlak przetarła Kamila, upewniając się, że i światło dobre i złapie to, na czym jej najbardziej zależało. Następnie weszłam ja, na głębokość do ¾ uda i się zaczęło. Sugestie fotografki były dla mnie jasne i przyjemne do wykonania. Nie czułam się “ustawiana” niczym manekin do zdjęć, ale faktycznie wiele zależało ode mnie. Uśmiech, pozytywne nastawienie i swoboda Kamili, ułatwiły wyluzowanie.

Było i miło i wesoło, tym chętniej zgodziłam się na kolejne propozycje przeniesienia się pod wodospad (czy też raczej sztuczne spiętrzenie).

sesja2

sesja3jpg

Następnie znalazłyśmy odpowiednie miejsce na suchym lądzie. Szybko przebrałam się w zaproponowaną suknię “Matki Natury”, wcisnęłam wymarzony wianek na głowę i rozsiadłam się wygodnie na ławce, którą okalały urokliwe rośliny.

sesja4.jpg

Moje absorbujące dzieci fotografka przetrzymała z uśmiechem na ustach. Widać było, że dzieciaki nie stanowią problemu, skoro potrafiła z moimi wrzaskunami współpracować, nie rwąc włosów z głowy. Zresztą ona robi świetne zdjęcia nie tylko noworodkom, koniecznie je zobaczcie!

Dzieciaki postanowiły nie psuć nam zdjęć i Kamila uchwyciła nas w kilku rewelacyjnych ujęciach. Mam na nich to, czego tak bardzo chciałam – szczęście rodzinne i spełnienie, o których na co dzień nie zawsze się pamięta. I te zdjęcia niebawem zawisną w galerii na ścianie, bo nie potrafię się na to nasze stadło napatrzeć!

Ale moimi faworytami i tak są zdjęcia, na których jestem ja i mój brzuch. No cóż, uchwycona miłość do nienarodzonego, szczęście i swego rodzaju delikatność, ulotność tych chwil mnie totalnie zauroczyły. Nie bez przyczyny…

Nie mogłam się powstrzymać i kilka zdjęć, jako efekt współpracy z Kamilą, wrzuciłam na mój Fb. Zainteresowanie i morze ciepłych słów, które mnie wtedy zalały, są nie do pojęcia. Tak, poczułam się wyjątkowo, ciesząc się, że pozwoliłam sobie na “szaleństwo” sesji, o której wcześniej nawet nie pomyślałam.

sesja7.jpg

Mam swoją pamiątkę, wyjątkową, najpiękniejszą. Kamila uchwyciła nie tylko chwile ale i nasze uczucia, za co chciałabym jej raz jeszcze bardzo podziękować. A jednocześnie ośmielić te z Was, które są z okolic Szczecina i zastanawiają się nad tym, czy warto się w to bawić. Ja powiem, że warto, bo fotograf z takim podejściem i umiejętnościami jak Kamila, ze zwykłego zdjęcia wyczaruje pamiątkę, która nie będzie miała szans zapomniana pokryć się kurzem.

Szukajcie Kamili na Amber Fotografia Kamila Rutkowska, zajrzyjcie w zdjęcia, które wychodzą jej znakomicie. Nawet, jeśli nie macie brzuszków do uwiecznienia, każda inna chwila Waszego szczęścia, godna jest takiej właśnie sesji, jakiej miałam przyjemność doświadczyć!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Piękne zdjęcia, warto mieć taką pamiątkę, a Tobie wyjątkowo ciąża służy :* <3

    1. Sprzeczać się nie zamierzam :D <3

  2. Marzena Jurek

    WOOOOW
    Piękne zdjęcia :)

    1. Prawda, nie mogę się napatrzeć :)

  3. Ja wlasnie podrukowalam swoje zdjecia sesje robil mo w domu moj 14 letni syn i wyszla super , powkladane juz w album a na scianie mam mega duzo zdjec teraz zawisna na ostatniej scianie w sypialni ciazowe i rodzinne a reszta hmm chyba bede musiala dobudowac sciany bo ja jestem maniaczka zdjec

    1. wspaniałe pamiątki :) a ile radości przy tym :)

    2. Bardzo zaluje ze przy poprzedniej 2 nie mam takiej pamiatki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Dziewczynka spadła z huśtawki i zmarła – czy aby na pewno?!

Dziewczynka spadła z huśtawki i zmarła – czy aby na pewno?!


Fizinka

7 grudnia 2016

Martwą, 4-letnią dziewczynkę przyniosła na pogotowie jej matka, twierdząc, że spadła z huśtawki, będąc pod opieką jej konkubenta. Tymczasem na ciele dziecka lekarze znaleźli liczne ślady świadczące o tym, że mogła paść ofiarą przemocy.

Nie znałam tej dziewczynki, nie wiem jak wyglądała, ale kiedy czytam o jej tragedii, widzę ją oczami własnej wyobraźni. Widzę małą, bezbronną istotkę, przerażoną, płaczącą i wzywającą na pomoc swoją mamę. Gdzie ona wtedy była, czy mogła wiedzieć lub chociażby przypuszczać co dzieje się w jej mieszkaniu?

Patrzę na moje dzieci i zastanawiam się jaką trzeba być bestią albo popieprzonym psycholem, żeby zamachnąć się na takiego małego człowieczka?! Jak można bić, kopać, popychać, rzucać o ścianę i przypalać papierosem?! Głodzić, więzić i poniżać?! Gwałcić, oddawać, sprzedawać i „wrzucać” pod rozpędzonego tira?! Jakim trzeba być diabłem wcielonym, żeby tak robić? Żeby patrzeć na krew, ból, łzy i konanie w męczarniach, a po wszystkim zapalić papierosa, zaparzyć kawę i udawać, że nic się nie stało? Jak można po tym wszystkim odpierdzielać tą żenującą grę aktorską – ja nie wiedziałem, nic nie zrobiłem, to zwykły przypadek, nie moja wina.

Jakie to żałosne! Skrzywdzić słabszego w imię swojej siły czy wyższości, a potem bać się przyznania do prawdy i konsekwencji. Aż mi się cofa zawartość żołądka, jak o tym myślę.

I choćbym nie wiem, jak się starała spojrzeć na tego typu sprawę, doprawdy nijak nie pojmuję, jak można stosować przemoc wobec własnego (i nie tylko) dziecka, albo być tego świadkiem i nie zaregować?! Nie zaregować, to znaczy pozwolić! A pozwolić to znaczy być współwinnym!

Wszystkie te bestie – te, które zadawały ból i te, które na to przyzwalały, powinni dostać stosowną karę – oko za oko, ząb za ząb – a na dokładkę kara śmierci, bo tacy „ludzie” nie są potrzebni temu światu.
Ludzie, którzy nie zasłużyli na to miano, a co dopiero na miano rodziców!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Ja rozumiem ,ze można kochać swojego faceta,ale nie ponad swoje dziecko! Biedny mały Aniołek :( Jestem jak najbardziej za! Ostatnie linijki wpisu.

  2. A ja przeciwnie nie zrozumiem jak można kochać kogoś kogo zna się tak krótko przedkładając go nad szczęście, zdrowie i życie własnego dziecka!!!!

  3. mówią ,że miłość jest ślepa, jak widać i to bardzo, szkoda tylko ,że niewinne dziecko musiało na tym ucierpieć, myślę,ze matka wiedziała doskonale co się działo, ale nie umiała się sprzeciwić, albo się bała, jej brak reakcji pozwolił temu „czemuś”(nie zasługuje na miano człowieka) aby na dziecku się znęcał, szkoda,że nie trafił na równego sobie przeciwnika, biedny aniołek

  4. Albo byla tak glupia i slepa ze nie chciala widzieć,albo sie go bała. Tragedia straszna ale nie ma co wieszac na tej matce odrazu psów bo nie wiemy jeszcze jak bylo. Szkoda mi strasznie tego dziecka..co ono biedne musialo przezywac…na sama mysl jak cierpiala jak ja bolalo to mnie wszystkie flaki bola. Tego bydlaka to bym urządzila. Potwor nie czlowiek !

  5. Nawet nie chcę wyobrażać sobie cierpienia tej malutkiej, biednej dziewczynki :(

    Dziś w pracy doszliśmy do tego samego wniosku co Ty – w takich przypadkach powinno być „oko za oko”…

  6. Na kogo panie głosowały?Bo „dobra zmiana’ akurat kombinuje jak wycofac się z ustawu antyprzemocowej.

    1. A zaryzykuje tezę,że ta mama też byla również napierdalana przez konkubenta.Sorry za wulgaryzm.

  7. Jeśli wierzyć doniesieniom medialnym-mąz został w Gliwicach z mlodzszym dzickiem,kobieta wyprowadzila sie do slamsó w Lodzi i zamieszkała w jednym pokoju w Łodzi czyli normalne to nie było od poczatku do końca.

    1. Mężowi młodsze dziecko zostało zabrane przez pogotowie opiekuńcze – niewydolny alkoholik

  8. Jak można sobie tak facetów zmieniać robić dzieci a później patrzeć jak jakiś gah je maltretuje. A następnego juz zdążyła zrobić. Patologie

  9. A matka czego się bała nie rozumiem. Chyba ze jest chora psychicznie

  10. Najgorsze w tym wszystkim jest to ze to biedne dziecko nie mialo oparcia w osobie ktora powinna zawsze stawac w Jej obronie – swojej mamie . To takie smutne, straszne, tragiczne………..a ona jeszcze jest w ciazy co czeka tego malucha…….

  11. po tych wszystkich artykułach na ten temat, zmieniam zdanie, myślę, że matka doskonale wiedziała co się dzieje, albo co gorsza sama ją lała, bo 4 latka umie już naskarżyć,że ktoś jej zrobił krzywdę i gdzie z tym poleci? do matki,pisało,że miała gojące się złamanie łokcia, a to na bank nie od kilku dni, i nie możliwe, by matka nie widziała,że dziecko nie może ręką ruszyć albo,że z bólu płacze, powinna w takim przypadku być nawet gorzej skazana niż on, on jest obcy a ją dziecko bezgranicznie kochało i ufało jej

    1. Racja, złamanie to nie zadrapanie! Jak o tym usłyszałam (i innych śladach na ciele) to aż mi ciśnienie skoczyło!

    2. albo powinni ich oddać ludziom, oni by już im dali popalić

  12. Dla takich zwyrodnialców kara śmierci to przysługa….powinni doświadczyć tego samego…..a gdzie matka ? Tak samo powinna ponieść karę.

  13. W 99% „matki” wiedza kiedy dziecku dzieje sie krzywda, niestety miłość do konkubenta -kata jest większa niz miłość do dzieciątka własnego. Powinny one odpowiadać za zabójstwo w takim samym stopniu co sprawcy. Mam 4 letnia córkę ta tragedia wstrząsnęła mną bardzo moja córka w ten Dzien wyczekiwała na prezenty Mikołaja a te mała istotkę czekało bicie smierć i prosektorium

    1. To takie straszne, aż mnie ciarki przeszły jak to przeczytałam! :(

  14. Bo Lodz to patologiczne miasto zwlaszcza Baluty I Limanka. Szkoda dziecka

  15. wczoraj siedziałam w łazience i wyłam. Miałam ochotę strzelać do tych ludzi, którzy skatowali to dziecko. Mam 4 letnią córkę i dwuletniego syna. I również jestem za tym, żeby takie bestie były najpierw skatowane, a później zabite i zdania nigdy nie zmienię.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Jestem kłamczuchą – okłamuję swoje dzieci!

Jestem kłamczuchą – okłamuję swoje dzieci!


Paulina Garbień

6 grudnia 2016

Wstyd przyznać ale dowiedziałam się, że jestem kłamczuchą. Niestety najgorszą na świecie bo okłamuję swoje własne dzieci! Najgorsze jest to, że robię to z premedytacją, ciągle i… jak się tak dobrze zastanowić to wcale się tego nie wstydzę. Chcecie wiedzieć dlaczego?

Mówię moim dzieciom, że Święty Mikołaj istnieje, że przynosi co roku prezenty grzecznym dzieciom, że mieszka w Laponii i wreszcie, że saniami zaprzężonymi w renifery rozwozi prezenty dzieciom na całym świecie.

Spytacie gdzie tu błąd? Otóż okazuje się, że podobno dzieci, które nie wierzą w Mikołaja mają lepiej, bo nie czują rozczarowania kiedy dowiedzą się, że Mikołaj “nie istnieje”. Choć ja nadal twierdzę, że istnieje, a to, że zamiast niego czasem sama kupuję innym prezenty, no cóż – stary jest, może mu się zdarzyć zapomnieć, więc tacy “pomocnicy” jak ja, dbają o to by nikt nie był poszkodowany ;)

Magia Świętego Mikołaja to u nas element świątecznych tradycji, taka jak pieczenie pierniczków, ubieranie choinki czy ozdabianie domu. Kiedyś dzieci pewnie dowiedzą się, że prezenty my im kupujemy, żeby Mikołajowi ułatwić sprawę. Dowiedzą się, że każdy może być Mikołajem i sprawiać innym radość wręczając upominki. Zobaczą jakie to przyjemne i jak dużo daje radości.

Póki co, niech żyją magią tego jedynego Mikołaja, który co roku daje drobiazgi 6 grudnia w przedszkolu, a pod choinką zostawia resztę prezentów w noc wigilijną. My znajdujemy je tam w pierwszy dzień świąt z radością odkrywając, że ciasteczka i mleko pozostawione dla Mikołaja zniknęły, tak samo jak marchewka dla reniferów ;)

Niektórzy uważają to za coś złego, no cóż, ja tak nie uważam. Sama, jako dziecko wcale nie czułam rozczarowania, jakoś naturalnie to przyszło i pamiętam, że mając jakieś dwanaście lat kupowałam dla wszystkich w domu drobiazgi ze swoich pieniędzy. Nie mogłam sobie na zbyt wiele pozwolić, były to lakiery do paznokci, czy pędzle do golenia, jakieś dezodoranty itp. ale już wtedy czułam ogromną radość wiedząc, że nikt nie spodziewa się tych prezentów i niecierpliwie czekałam na reakcję, gdy je tam znajdą. To było coś niesamowitego i świetnie zastąpiło mi magię znajdowania prezentów od Pana z brodą ;)

Napiszcie jakie Wy macie zwyczaje i wspomnienia z dzieciństwa :)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku