Dorośli, ogarnijcie się trochę!


Temat ten wraca do mnie jak bumerang, cyklicznie, kilka razy w roku. Przy każdej okazji, gdy przedszkolaki zapraszają dorosłych – rodziców i dziadków – na swój występ. To co można wtedy zaobserwować niezmiennie mnie irytuje i zadziwia, bo niewiarygodne jest dla mnie to, że ”starzy” ludzie potrafią zachowywać się gorzej od swoich kilkuletnich dzieci.

Są Mikołajki, więc przedszkole zorganizowało z tej okazji przedstawienie, połączone ze spotkaniem z Mikołajem i prezentami. Dzieci tradycyjnie nauczyły się różnych wierszyków, piosenek i układów tanecznych. Przyodziały kolorowe stroje i z mniejszą bądź większą tremą, dzielnie wyszły na scenę, przed całkiem spory tłum, jaki stworzyli ich rodzice, rodzeństwo oraz dziadkowie.

Występu byłam bardzo ciekawa, jak zawsze zresztą, ale niestety niewiele było mi dane zobaczyć. Właściwie to nie widziałam NIC! Słyszałam tylko jak moje dziecko recytuje swój wierszyk i tyle. I wcale nie dlatego, że zgubiłam okulary – miałam je na własnym nosie – a dlatego, że zdecydowana większość publiczności urządziła sobie standing party, mimo że miejsc siedzących było wystarczająco dużo. Tak więc ławki stały puste, a rodzice i dziadkowie wzajemnie zasłaniali sobie widoczność, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że za nimi ktoś siedzi i wolałby oglądać występ swojego dziecka, a nie czyjś tyłek!

Standing party to jednak nie był główny problem, większym okazała się (po raz kolejny) zabawa w fotoreporterów! Bo przecież każdy rodzic, babcia i dziadek (noo z małymi wyjątkami) koniecznie musi mieć milion zdjęć i filmików z występu swojego dziecka czy wnusia. Tak więc wyciągają w górę te swoje smartfony i cykają. Błyskają po oczach fleszami. Przeciskają się jeden przed drugiego, żeby mieć lepszą widoczność, wzajemnie się popychając – jak bydło jakieś! Pchają się coraz bardziej do przodu, zapychając przejście (dla występujących przedszkolaków czy wyjście do wc) i włażąc wręcz na scenę!

Nikt na nikogo nie zwraca uwagi – ani na tych co zamiast pstrykać i kręcić telefonem, chcieliby w spokoju obejrzeć przedstawienie, ani na te biedne dzieci, które włożyły mnóstwo pracy w swój występ i chciały zrobić na swoich bliskich wrażenie, nierzadko przełamując silną tremę. O nich mało kto tak naprawdę myśli. Ważniejsza okazuje się walka o lepsze miejsce i zdjęcie, które zapewne po fakcie wyląduje gdzieś w czeluściach archiwum i zostanie tam głęboko zakopane.

Tak więc podsumowując tegoroczne Mikołajki, uważam że była to jedna wielka żenada, którą zgotowali sobie wzajemnie rodzice i dziadkowie, zniżając się swoim zachowaniem do poziomu nieokrzesanych dzieci. Z ich powodu nie dość, że nic nie widziałam, to jeszcze przez prawie cały występ musiałam walczyć z tym dzikim tłumem, żeby nie zdeptał mi Poli i nie zmiażdżył mojego ciążowego brzuszka, na który nikt nie zwracał uwagi.

Dlatego na koniec, mam mały apel, przed zbliżającymi się jasełkami, Dniem Babci i Dziadka…  – dorośli, ogarnijcie się trochę! Skupcie się na swoich dzieciach, nie na telefonach i przepychankach!

A w naszym przedszkolu temat zamierzam poruszyć przy najbliższej możliwej okazji, może ktoś zdoła zrobić z tym porządek i następnym razem uda nam się obejrzeć występ dzieci w spokoju.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Może i był to niewypał… Ale idąc dalej raczej nie była to wina rodziców czy dziadków lecz porostu organizatorów tejże imprezy… Każdy chciał zobaczyć swoje dziecko czy wnuczka bądz wnuczkę… ” Bydło” to raczej mocne słowa pomimo że się nie podobało… Fakt jest taki że jest to za mała sala na tyle dzieci…

    1. Nie zwalałabym winy za zachowanie rodziców na organizatorów. Miejsc siedzących było dużo, a połowa z nich świeciła pustkami bo ludzie woleli stać i przepychać się pod samą “scenę”.

      A “bydło” idealnie dla mnie odzwierciedla zachowanie co poniektórych – pchali się jeden na drugiego, zupełnie nie zwracając na innych uwagi. Dla przykładu – mały chłopczyk, który próbował przecisnąć się do swojej mamy, prawie został zduszony i zdeptany! Krzyczał i płakał, ale w tym chaosie nikt go nie słyszał. Dobrze, że znalazł się koło mnie, to w porę mogłam zareagować!

      1. To skoro było tyle miejsc siedzących to oczywiście siedziałas tam z tyłu tak? I tam znalazłaś tego chłopczyka… Czy jak to tzw. ” Bydło” stałas z przodu… Czegoś tu nie rozumiem skoro były wolne miejsca to po co się cisnąć… I jeszcze miec pretensje do całego świata…

    2. Ale ja się nigdzie nie cisnęłam :) I nie uczestniczyłam w tej całej przepychance :)

      A temat poruszyłam nie po to by wytykać kogoś palcami i toczyć słowną bitwę. Lecz po to by zwrócić uwagę na problem, który pojawia się niemal przy każdej tego typu okazji. W wielu przedszkolach i szkołach. A przedstawione we wpisie mikołajki to był tylko (klasyczny) przykład i impuls.
      Pozdrawiam!

  2. Mnie czeka przepychanka juz w piątek ✌zobaczymy czy nas nie zgniotą pozdrawiam

  3. Milena Kamińska

    Tak chyba jest wszędzie, zero przykładu dla dzieci. Do tego denerwuje mnie ubiór. Nie chodzi mi tu o to aby przychodzić w strojach wieczorowych ale na taki występ z szacunku do dzieci i pań wypadałoby ubrać się na galowo z czym większość ma problem

  4. Zgadzam się! Też mnie to denerwuje,a dzieci biedne się stresują,rodzice zamiast ogladac swoje dziecko,skupiają się na nagraniu filmu i robieniu zdjęć. Żenada.

  5. Fajnie tak pisać blogi, w internecie o tym krzyczeć, a nie można na zebraniu poruszyć tego problemu. Mam wrażenie że mamy w dzisiejszych czasach problem z komunikacją, na fb obcym osobą piszemy co nam nie pasuje a nie potrafimy tego zakomunikować grupie osób w której jest dany problem.

    1. Jak będzie jakieś zebranie, albo poruszany taki temat to chętnie o tym powiem – nie mam z tym problemu. A w Internecie piszę o tym po to, by niektórym ludziom uzmysłowić, że jest taki problem i warto byłoby się nad tym zastanowić. Bo wydaje mi się, że wielu ludzie nawet nie zdaje sobie sprawy z tego co robi. Dlatego trzeba o tym mówić, za pośrednictwem mediów również.

    2. W przedszkolu gdzie chodzi syn są takie jak i inne problemy, próba rozmowy, zaproponowanie innego rozwiązania zostało zduszone tekstem: Proszę nie być problematyczną tak było u nas od lat i tak będzie…

  6. W szkole córki obowiązuje zakaz robienia jakichkolwiek zdjęć i filmow podczas przedstawien. Rodzice to przestrzegają i o dziwo nie ma sprzeciwów. Argumenty szkoły odnośnie pedofilii porwań i polityki prywatności innych osób a takze konsekwencjami praenymi skutecznie zamykają buzię takim rodzicom ale to UK :) dziś było przedstawienie i wszyscy byli skupieni na dzieciach – super !

    1. No i fajnie!
      Ja muszę kiedyś (przed następnym tego typu przedstawieniem) poruszyć taki temat i zaproponować nauczycielom/dyrektorom by zwrócili rodzicom uwagę.

  7. Jeszcze trzeba dodać zamieszanie jakie rodzina wprowadza po występie swojej pociechy .nie liczac sie z resztą wystepujacych dzieci.i przeszkadzając wręcz w dalszej części przedstawienia .To co Pani opisała to łagodne słowa.Ci ludzie są bez kultury.Zachowują się jak bydło.Zero szacunku dla innych

  8. Strzał w dziesiątkę z tym artykułem. Niestety, rodzice nie mądrzeją nawet, gdy dziecko pójdzie już do szkoły.
    W październiku odbyło sie pasowanie na ucznia, w ktorym brał udział mój syn. Nasza klasa jest zgrana również jeśli chodzi o rodziców, dzieci chodziły razem do zerówki przez 2 lata (nie chcieliśmy posylac 6ciolatkow do szkoly), później napisaliśmy podanie, aby razem tworzyly klase i sie udalo. Doszlo kilka nowych osób, ale szybko wciagnelismy nowych rodzicow w nasz swiatek :)
    Wracając do pasowania. Ustalilismy, ze od nas 3 rodzicow bedzie robic zdjecia, później wrzucamy je na nasza klasowa grupe fb lub do zalozonej na potrzeby klasy wirtualnej chmury. Wszyscy sa zadowoleni, moga spokojnie ogladac wystem i jest super. Niestety, klas pierwszych jest jeszcze 4 oprocz naszej. Tamci rodzice sie nie dogadali. Nikt nie pomyslal o profesjonalnym fotografie, ktory kosztowalby grosze na taka ilosc ludzi. Mam wrazenie, ze nikt w ogole nie myslal. Bez ogródek osobiscie przeganialam rodzicow ze srodka sali, ale oni nie widzieli w swoim zachowaniu nic zlego latajac z tymi smartfonami jak pajace.

    1. Bardzo dobry pomysł! Też pomyślałam o tym, że w takich przypadkach przydałby się ktoś (jedna, dwie lub tak jak piszesz trzy osoby) kto robiłby zdjęcia dla wszystkich.
      Brawo dla Was! ;)

    2. Dziękuję. Tak jak pisałam, my rodzice jesteśmy bardzo dogadani. Każdy temat przegadujemy na grupie fb i mailowo (dla tych co nie maja fb). Non stop robimy jakies ankiety i sondaże. Dlatego potrafimy zrobić tak, żeby każdy był zadowolony. Początki szkoły, a wcześniej przedszkole i zerówka leży w rekach rodziców i tylko ich. Za kilka lat dzieciaki same sie dogadają i będziemy mogli usunąć się na boczny plan, ale teraz to my działamy i podejmujemy decyzje tak, aby naszym dzieciom było miło i łatwo.
      A propos dogadania. Zaproponowałam, że dla naszych dzieciaków osobiście spakuje swiateczne prezenty :) Podobno wyszlo super. Fotka poniżej ;)

    3. Pięknie :)

      Zazdroszczę kontaktów z rodzicami,u nas tego nie ma niestety…

    4. Sprobuj wprowadzic taki system u siebie. Jak chcesz podpowiem jak to zrobić :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

O matko! Wyprzedaż!


Dzisiejszy tekst powstał parę lat temu, ale powiem szczerze, że techniki w nim opisane nadal się nie zmieniają… A teraz w okresie mikołajkowym, przedświątecznym warto się zastanowić, czy promocje są rzeczywiście promocjami?

Postanowiłam kupić sandałki Szkodnikom w Lidlu. Wybrałam się tam koło południa w dniu promocji. Czy kupiłam? Oczywiście, że nie! Tak, to już jest w mniejszych miastach, że słowo PROMOCJA lub WYPRZEDAŻ przyciąga niewyobrażalne tłumy.

Wystarczy przekreślona cena niższa choć o złotówkę, by ktoś chwytał za towar i mdlał ze szczęścia, że oszczędził… Może u nas, związane to jest też z tym, że są trzy większe markety na krzyż. Praktycznie nie ma sklepów tzw „sieciówek”. Jest jeszcze bazarek czy też targ.

Wracając do Lidla. Podsumowałam jak wygląda robienie zakupów w tym sklepie…

W dniu promocji w Lidlu toczy się regularna wojna o łupy! A ja jednak należę do miłujących pokój. Niemniej jednak każda matka czasem na wojnę pójść musi!

Przed godziną otwarcia:

Zanim sklep zostanie otwarty ustawia się przed nim kilometrowa kolejka po łupy. Często są to zorganizowane grupy, cicho omawiające strategię. Patrzą na ciebie spode łba, bo przecież jesteś ich wrogiem i możesz, oby nie, pierwsza dobiec do upragnionych sandałków dla dzieci. Grupki są większe i mniejsze, składają się głównie z osób, które wybiegły z pobliskiego (jeszcze nie zbankrutowanego zakładu) zwalniając się u kierownika: „Naprawdę muszę w urzędzie coś załatwić!”

Wybija godzina otwarcia i…

Drzwi się otwierają. Tłum pcha się do środka. Płynie wartko jak rwąca rzeka, zabierając wszystko po drodze. I teraz zaczyna się przedstawienie! Znaczy się walka o towar.

Strategii jest kilka!

  1. „Na zaborcę”  Delikwent biegnie do kosza z produktami, zagarnia ile może ramionami i wszystko wrzuca do koszyka.
  2. „Na podaj dalej” Delikwenci ze zorganizowanej grupy ustawiają się jak w zabawie w głuchy telefon, ten, który jest pierwszy przy towarze, łapie co popadnie i podaje dalej.
  3. „Na szabrownika” Delikwent krąży i tym, co bardziej nieuważni zabiera rzeczy wprost z koszyków.
  4. „Na akrobatę” Delikwent uskuteczniając swoje zdolności akrobatyczne i próbuje ponad kupującymi cokolwiek dostać z regałów.

To takie główne sposoby kupowania w Lidlu. Delikwenci, którzy dostaną towar zbierają się w grupki i sprawdzają co im będzie pasowało. Następuje czasem uprzejma wymiana rozmiarów między takimi grupkami! Ale uwaga! Szabrownicy nie przestają pracować do końca! Trzeba pilnować koszyka aż do kasy.

Tak to w dni promocyjne robi się u nas zakupy w Lidlu. Osobiście wracam do swojego sposobu „Na Leniwca” czyli dwa dni po promocji, idę na wieczorny spacerek i leniwie przeglądam towar, często w zmasakrowanych opakowaniach i jeszcze przez to dodatkowo przeceniony.

Cóż zdolności akrobatycznych nie mam, w bieganiu nie jestem zbyt dobra, szabrowanie nie leży w mojej naturze… I teraz buszuje po sklepach internetowych, by wyszukać odpowiednie tanie i dobre sandałki, kozaczki czy półbuty

Ostatnio sprzedawczyni z Lidla sprzedała mi informację, że warto na drugi dzień po promocji przyjść na zakupy. Są tacy co biorą po parę rozmiarów do domu, w domu wymierzą, zostawią odpowiedni, a resztę zwracają. Sprzedawcy muszą przyjąć ten towar, jeśli jest nieuszkodzony.

Czasy dzisiejsze – niewiele się zmieniło. Niektóre towary jednak dostarczane są w większych ilościach i niestety… nie ma już tych emocji. Cóż Zakupy w Lidlu robią się nudne. U Was także?

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Nie korzystam, szkoda nerwów ;)

  2. Przed otwarciem sklepu? A w życiu, rano się śpi a nie ustawia w kolejkach do Lidla :P

  3. Torebki WItchen dzisiaj leżą przed samą kasą,jak gumy do żucia czy prezerwatywy.I tak juz drug dzień ;)

  4. Takbuty zimowe i bluzki i spodnie długie dla syna :)

  5. Aha to skoro było tyle wolnych miejsc siedzących to oczywiście siedziałas tam gdzieś z tyłu i tam znalazłaś tego chłopczyka tak? Czy tak jak to tzw ” Bydło” stałas z przodu… Bo czegoś tu trochę nie rozumiem… Skoro było tyle miejsc to po co się pchalas tam do przodu…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Inwazja obcych na dziecko? Nie wpadaj w popłoch!


Pracuję w szkole i obserwuję, że co jakiś czas pojawia się problem świerzbu – choroby pasożytniczej, który zawsze wzbudza duży niepokój wśród rodziców i nauczycieli. Przede wszystkim dlatego, że jest zaraźliwa – do zakażenia może dojść poprzez kontakt skóra-skóra np. przez podanie ręki. Stosunkowo łatwo może się to stać w takich miejscach jak szkoły i przedszkola. A świerzbem można się zarazić nawet wtedy, gdy mieszkamy w czystych warunkach i dbamy o higienę.

Trzymanie dziecka pod kluczem?

Niemożliwe! Niech całym sobą odkrywa i poznaje świat, przebywa wśród rówieśników i cieszy się dzieciństwem. Ale my bądźmy za to zorientowanymi rodzicami i miejmy świadomość…

Na co zwrócić uwagę?

Naszą uwagę powinny wzbudzić objawy skórne, takie jak pęcherzyki, wykwity grudkowo-rumieniowe (te objawy przeważają u młodszych dzieci) i bąble, zmiany guzkowe (u starszych) oraz różnego rodzaju ubytki na skórze po drapaniu się dziecka. Podstawową oznaką jest właśnie swędzenie skóry, które najbardziej dokuczliwe jest w nocy, po kąpieli, czy po wejściu do domu z chłodnego dworu. Symptomy te pojawiają się po około 2-6 tygodniach od wniknięcia świerzbowca w skórę. Niestety w tym czasie chory, chociaż nie ma objawów, może zarażać inne osoby z najbliższego otoczenia.

Wtedy to na skórze zaczynają się tworzyć norki świerzbowe, które są drążone przez świerzbowca składającego tam jaja. Tak powstałe ślady na początku są różowe, potem ciemnieją. Zmiany możemy zaobserwować między palcami rąk i stóp, na łokciach, w okolicy pośladków, narządów płciowych, pępka, brodawek sutkowych, na skórze owłosionej głowy, ale mogą pojawić się w zasadzie wszędzie, gdyż drapanie przenosi pasożyty na zdrowe partie ciała.

Jeśli już wiemy, jak rozpoznać – a czytając ten tekst wszystko już Was pewnie swędzi – to teraz dowiedzmy się…

Co robić?

Przede wszystkim musimy w szczególny sposób zadbać o higienę – mycie, częsta zmiana bielizny i ubrań. Walka ze świerzbem dotyczy nie tylko osoby zarażonej, ale wszystkich domowników. Ważne jest by rzeczy (odzież, ręczniki, pościel) podczas choroby prać oddzielnie w wysokiej temperaturze (powyżej 50 stopni Celcjusza), następnie prasować i używać dopiero po dwóch tygodniach. Pamiętajmy by podczas porządków uwzględnić dokładne mycie i czyszczenie różnego rodzaju sprzętów domowych –  wanny, umywalki, toalety, naczyń kuchennych, zabawek dzieci itp.

Jak leczyć?

Problem ze świerzbem jest często – szczególnie na początku –  błędnie rozpoznawany. Jeśli mamy jakiekolwiek podejrzenia, zgłośmy się do lekarza. Możemy też sięgnąć po Novoscabin Płyn, który kupimy bez recepty. Novoscabin zawiera benzoesan benzylu (w stężeniu 10%), który niszczy roztocza świerzbowca oddziałując na ich układ nerwowy. Stosujemy go u wszystkich domowników. Przed zastosowaniem środka bierzemy gorącą dziesięciominutową kąpiel i myjemy się szarym mydłem. Po osuszeniu skóry, wcieramy preparat delikatnie w skórę na całej powierzchni ciała, omijając twarz i szyję. Najlepiej aplikować preparat wieczorem. Po zastosowaniu środków zwalczających świerzb, świąd może dokuczać jeszcze przez 2-4 tygodnie.

Koniec z tabu

Czytając o przewrotności wstrętnego pasożyta, mam nadzieję, że przekonałam Was do tego, by nie ukrywać problemu. Jeśli przestanie on być tematem tabu, to zaowocuje to mniejszą ilością zachorowań, szybszą trafną diagnozą, a tym samym ekspresowym leczeniem.

Zdjęcia: Basia Heppa-Chudy

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Kilka lat temu pojawił się ten problem. Nic nie pomagało z aptecznych środków.Ja na dodatek miałam uczulenie na składnik z maści. Pomógł zwykły ocet. Codzienne smarowanie ciała octem 10% kilka razy w ciągu dnia. W ogóle to jest test na świerzb – jeśli w posmarowanych miejscach ma się uczucie, że szpilki wbijają się w ciało (pasożyty uciekają w głąb skóry) to jest świerzb. Jeśli nie ma uczucia szpile – inna dolegliwość.

    1. A powiedz, dopadło tylko Ciebie, czy dzieci też?

  2. Milena Kamińska

    Moja córka ostatnio miała takie pęcherzykowate krosty na piersi i na plecach, na początku myślałam że to ospa (którą miała rok temu, ale są przypadki, że choruje się dwa razy ;-) ), gdy poszliśmy do lekarza został stwierdzony półpasiec. Gdy widzę zdjęcie, które wstawiłyście to mam obawy czy to na pewno był półpasiec.

  3. U nas kilkoro dzieci miało w grupie u córki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Czy wiesz, kto opiekuje się twoim dzieckiem podczas wycieczki?


Dzieciaki kochają wycieczki szkolne. Oczywiście głównie dlatego, że omijają je lekcje. Dla nauczyciela jest to spore wyzwanie logistyczne, sam z całą klasą nie pojedzie. W zależności od liczebności klasy i sposobu przemieszczania się potrzebuje co najmniej jednego lub dwóch opiekunów wycieczki. No i na ogół pada na rodziców…

Opiekunem wycieczki szkolnej, zgodnie z rozporządzeniem MENiS z 8 listopada 2001 r. w sprawie warunków i sposobu organizowania przez publiczne przedszkola, szkoły i placówki krajoznawstwa i turystyki (Dz. U. z 2001 r. Nr 135, poz. 1516) – § 12 pkt 5; § 13 ust. 1; § 13 ust. 2. nie musi być nauczyciel, może być nim dowolna osoba pełnoletnia, o ile dyrektor szkoły wyrazi zgodę na pełnienie przez nią funkcji opiekuna wycieczki. Wbrew krążącej plotce, taka osoba nie musi kończyć żadnych kursów ani przechodzić szkoleń. „Zatrudnianie” rodziców jest łatwiejsze logistycznie, mniej nieobecnych w szkole nauczycieli to mniej zastępstw do zorganizowania. No i rodzic jedzie za darmo, tzn. szkoła mu nie płaci ;) Tak gwoli ścisłości, opiekunowie na ogół nie płacą za obecność na wycieczce. Kina i muzea przewidują darmowe bilety dla opiekunów.

Przyznam się Wam, że byłam na kilku wycieczkach z klasą Duśki. Ogólnie spoko. Klasa mała i dość poukładana, nie ma dzieci sprawiających problemy. Poza tym dzieciaki małe i raczej się słuchają. A nawet jak nie, to łatwo je przywrócić do pionu. Ale nie jestem pewna, czy za kilka lat będę miała ochotę i odwagę brać na siebie takie ryzyko. Bo to jednak jest ryzyko, a dzieciaki im starsze tym… no niekoniecznie głupsze, powiedzmy, że bardziej szalone.

Opiekun wycieczki to nie jest figurant. Spoczywa na nim nie tylko obowiązek dbania o uczestników wycieczki, ale i odpowiedzialność w razie (odpukać!!) jakiegokolwiek nieszczęścia. I nie da rady się wykręcić tekstem: „Ale ja tu byłem nieoficjalnie/przypadkowo/przejazdem”, opiekun wycieczki bowiem musi poświadczyć własnoręcznym podpisem, że jakby co, to kładzie głowę pod topór. Dokładniej rzecz ujmując, poświadcza, że w określonym czasie bierze na siebie odpowiedzialność za uczestników wycieczki.

Paragraf 13 wspomnianej ustawy w punkcie 2 szczegółowo określa obowiązki opiekuna. I tak opiekun wycieczki:

  1. Sprawuje opiekę nad powierzonymi mu uczniami.
  2. Współdziała z kierownikiem w zakresie realizacji programu i harmonogramu wycieczki lub imprezy.
  3. Sprawuje nadzór nad przestrzeganiem regulaminu przez uczniów, ze szczególnym uwzględnieniem zasad bezpieczeństwa.
  4. Nadzoruje wykonywanie zadań przydzielonych uczniom.
  5. Wykonuje inne zadania zlecone przez kierownika.

Niby nic takiego, ale warto wiedzieć, że w przypadku niedopełnienia tych obowiązków, rodzic będący opiekunem wycieczki, naraża się na odpowiedzialność karną i cywilną. Z odpowiedzialnością karną musi się liczyć, jeśli narazi ucznia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia. O ile do takiej utraty dojdzie (splunąć i odpukać!!) ma przegwizdane po całości. Oprócz procesu karnego uczeń (jeśli jest pełnoletni) lub jego rodzice mogą wytoczyć opiekunowi proces cywilny i zażądać zadośćuczynienia.

Przy tym wszystkim opiekun wycieczki ma tylko jedno prawo: prawo do bycia rzetelnie poinformowanym o zakresie obowiązków. Na niepokornych uczniów nie ma żadnej sankcji, może co najwyżej lecieć do nauczyciela na skargę.

Właściwie jak tak czytam, co napisałam, to się zastanawiam, co mnie za każdym razem kusi, żeby tym opiekunem zostać. Pewnie te błękitne oczy Duśki i jej: „Mamusiuuuu, pani powiedziała, że potrzebni są rodzice na wycieczkę, zgłosisz się? Proooooszęęęęę.”

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. mój mąż jest przewodnikiem na takich wycieczkach i grupy bywają naprawdę różne. Niestety opiekunowie czasami nie wywiązują się z swoich ról

  2. Ciężko mi teraz zliczyć wszystko…ale dziesiątki wycieczek i obozów. Najgorsze przeżycie, to atak padaczki ucznia. Ale i tak uwielbiam wyjeżdżać z młodzieżą.

  3. Milena Kamińska

    Ja wyjeżdżam na wycieczki ze swoją klasą jako wychowawca i te jednodniowe i trzydniowe a także biwaki pod namiotem czy nocowanie w szkole. U nas praktykuje się to, że opiekunami są nauczyciele. W mojej klasie na wycieczki kilkudniowe jedzie dwoje rodziców ze względów na niepełnosprawność swoich dzieci i jadą jako uczestnicy a nie opiekunowie. Na takich wycieczkach nie ma spania jest czuwanie, wracam padnięta, dbam o 100 razy bardziej niż o swoje dzieci, jestem o wiele bardziej czujna i ostrożna. Takie wycieczki to ogromna odpowiedzialność, tym bardziej jak przypomnę sobie co się robiło gdy było się dzieckiem :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku