Poród z koszmarów – chcesz?! Położna Ci to załatwi!

Poród z koszmarów – chcesz?! Położna Ci to załatwi!


Fizinka

10 lutego 2016

Witaj Asiu, jestem położną, będę się dzisiaj Tobą opiekować… – czytaj: Postaram się uprzykrzyć Ci poród, tak by zwiększyć, a nie złagodzić ból. Być może dzięki temu, następnym razem będziesz się go bała, a w najgorszym wypadku, odechce Ci się mieć więcej dzieci! 

Co tu dużo mówić, poród nie był i nigdy nie będzie przyjemnym doznaniem dla kobiety. Nierozerwalnie połączony jest z bólem i niejako cierpieniem. Wiem, że tak jest i miałam tego świadomość, zarówno przy pierwszym porodzie, jak i przy drugim. Ale wiem też, że od tego jest personel oddziału położniczego, aby w miarę możliwości owego bólu i cierpienia, kobiecie rodzącej oszczędzić. Mają na to różne sposoby, wystarczą więc zwykłe chęci, odrobina troski i empatii, aby w jakimś stopniu umilić ten czas przyszłej mamie.

Trzeba mieć tylko szczęście, żeby trafić na odpowiednią położną, czego mi niestety zabrakło tym razem. I choć miałam duże szanse na to by wspominać drugi poród lepiej niż pierwszy, to jednak ten drugi raz był dla mnie zdecydowanie większym koszmarem. I zawdzięczam to właśnie położnej, która tak „wspaniale” się mną zaopiekowała.

Ale zacznijmy od początku…

Na porodówkę trafiłam w niedzielę, około godziny 7.00 rano, w 37 tygodniu ciąży, po odejściu wód płodowych. Od ordynatora oddziału dostałam informację, że moja sytuacja jest nieciekawa, bo nie ma akcji skurczowej, a ponieważ wody „odpływają” już od kilku godzin MUSZĘ urodzić DZISIAJ, najlepiej jak najszybciej, w przeciwnym razie czeka mnie cesarka – przed którą broniłam się rękami i nogami!

Nie pytając mnie o zdanie, personel odesłał mojego męża do domu twierdząc, że ma jeszcze duużo czasu i nie musi tutaj siedzieć. Zostałam więc SAMA, zrozpaczona i ździebko przerażona wizją potencjalnej cesarki. Ale kogo to obchodzi..!?

Na sali przedporodowej powitała mnie nieuśmiechnięta położna, na dzień dobry rzucając tekstem, że „poza mną są jeszcze trzy inne rodzące i ja jestem w najgorszej sytuacji, bo one mają przynajmniej po 3 cm rozwarcia, a ja marne 0.5 cm i nie wiadomo czy w ogóle dzisiaj urodzę” – doprawdy było to niezwykle budujące i pokrzepiające.

W tak pięknie rozpoczętym dniu zaproponowano mi lewatywę na przyspieszenie porodu, na którą w akcie desperacji (czyt. w strachu przed cc) się zgodziłam, jednak nikt mi jej nie wykonał bo jakby o tym zapomniano. Na szczęście nikt nie zapomniał o tym, by podłączyć mi kroplówkę z oksytocyną. Szkoda tylko, że gdy ruszyła akcja skurczowa, ktoś przyszedł i mi ją zakręcił burcząc coś pod nosem o jakiejś cesarce. Tak więc moje dosyć już silne i regularne skurcze, jak za pociągnięciem czarodziejskiej różdżki ustały, a ja zostałam sama, w pustym pokoju i dobijającej ciszy.

Siedziałam tak gdzieś do godziny 13.00 szlochając cicho w osamotnieniu bo uwierzcie mi, że od rana do tej pory nikt do mnie nie zaglądał! Noo, poza jakąś stażystką (czy kimkolwiek ona była), która pojawiała się raz na jakiś czas sprawdzić tętno dziecka. Poza nią, nie przychodził do mnie żaden lekarz, ani położna. Nikt nie sprawdzał jak się czuję, czy wszystko w porządku, czy przypadkiem rozwarcie nie postąpiło… No dosłownie zero zainteresowania moją osobą!

Kiedy byłam już solidnie podłamana całą tą sytuacją, w końcu pojawiła się moja położna – przyszła, odkręciła kroplówkę, rzuciła dziwnym spojrzeniem (lecz nie ośmieliła się spytać dlaczego płaczę?!) i wyszła. Ot troskliwa baba!
Na szczęście szybko pojawiły się regularne i silne skurcze, a w międzyczasie zawitał też mój luby, dzięki czemu nieco poprawił mi się humor, bo po pierwsze nareszcie COŚ zaczęło się dziać, a po drugie nie musiałam już dłużej siedzieć tam sama jak jakiś alien na bezludnej wyspie!

Na rozwój całej akcji nie trzeba było długo czekać i gdy w okolicach godziny 14.00 w mojej sali pojawiła się położna, mąż zasugerował by ktoś mnie łaskawie zbadał, bo nikt tego nie robił od 7.00 rano!!! A jak się za chwilę okazało, miałam już 5 cm rozwarcia – co mnie wprawiło w stan euforii, zaś moją położną w popłoch. Gdybyście widzieli jak się zaczęła nagle koło mnie uwijać, szykować salę, łóżko, miejsce dla dziecka. Śmiechu warte!

Chwilę później było już 8 cm i…. na tym moja euforia się skończyła, bo jak szanowna pani położna wpakowała we mnie swoje łapska to poczułam się jak bydło, nie jak kobieta! Żadnego wyczucia, ani odrobiny delikatności! Skurcze porodowe przyprawiające o zawrót głowy były przy tym niczym! Naprawdę! Ból jaki sprawiała mi ta kobieta za każdym razem gdy mnie dotykała był nie do zniesienia! Wyobraźcie sobie, że siłą własnych rąk chciała zrobić mojej córce miejsce, najpierw w środku, a potem na zewnątrz – bo choć podpisałam zgodę na nacięcie krocza, nie wiedzieć czemu ta sadystka nie chciała tego zrobić! Szarpała więc moim kroczem na wszystkie strony, próbując je tak naciągnąć by mogła przez nie przejść główka!

Do tego wydawała milion poleceń, a że ciężko mi było wykonać je wszystkie w jednym momencie, walcząc jednocześnie z bólem jaki mi sprawiała swoimi łapskami, pozwoliła sobie na mnie krzyczeć, że jej nie słucham i źle pracuję! Och jaką miałam wtedy ochotę skopać jej ten wredny i złośliwy tyłek! Na jej szczęście nie miałam już na to siły!

Koniec końców, po prawie godzinnej męczarni przyszła na świat moja śliczna Pola, szkoda tylko, że musiałam przy tym tyle wycierpieć i popękać, bo szanowna pani położna obrała sobie za cel – nie nacinać krocza, mimo że wyraziłam na to zgodę. Wolała mną szarpać i naciągać jak gumę, zadając mi przy tym takiego bólu jakiego w życiu jeszcze nie doświadczyłam. Nie przeżywałam czegoś takiego nawet przy pierwszym porodzie, kiedy to na świat wydałam, własnymi siłami chłopca ważącego ponad 4 kg (dla porównania, Pola nie miała nawet 3 kg)! Mam o to ogromny żal i czuję duży uraz.

Mogło być szybko i łatwo…. A było strasznie. I winą za ten koszmar obarczam personel, który najpierw się mną nie interesował, a potem potraktował jak pozbawionego uczuć i wszelkich doznań zwierzaka!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Poprosiłabym od razu ordynatora albo zmiany położnej. Personel nie ma prawa odsyłać męża rodzącej. Personel nie ma prawa zostawić Cię samą na tak długo. Wreszcie, personel ma obowiązek, robić co im każesz, bo o ile oni do Ciebie „nie wejdą” o tyle Ty masz ich informować. Mąż powinien zrobić od razu awanturę. Podsumowując, mam prawo więc z niego korzystam…. Jeśli było tak źle jak piszesz, czemu nie pozwałaś szpitala? Zadośćuczynienie za straty moralne i cierpienie oraz niestosowanie się do planu porodu to jawne złamanie przepisów chroniących pacjentki-matki przed właśnie takimi nadużyciami. Pozdrawiam

    1. W ogóle nie przyszło mi do głowy, że można coś takiego zrobić… W trakcie porodu, walcząc z bólem, myślałam tylko o tym, żeby szybko się skończył, a po porodzie myślałam już tylko o tym żeby wziąć córkę i pojechać na salę poporodową i odpocząć. Miałam już gdzieś tą położną, cieszyłam że mam to wszystko za sobą.

  2. Współczuje Ci. Mój poród był całkiem inny. Położna anioł, pielegniarki cudowne, lekarze wspaniali. Rodziłam od 8:35 do 15:35. położna kiedy sprawdzała rozwarcie robiła to tak delikatnie zeby sprawić jak najmniej bólu. nie wyobrażam sobie nawet tego co Ty przeżyłaś.

    1. Kiedy rodziłam syna (5 lat temu), w tym samym szpitalu, też miałam fajną położną – badała mnie bardzo delikatnie, a kiedy (mimo wszystko) mnie coś zabolało to mnie przepraszała! Tym razem miałam mniej szczęścia… :(

    2. Tam gdzie ja rodziłam wszystkie położne są super.

    3. Nic tylko pozazdrościć i życzyć wszystkim kobietom takich położnych.

    4. W szpitalu oddalonym o 20 km położne są straszne. do mojej koleżanki mówiła: dawalas d…. to teraz cierp

    5. Tejże zawsze znajdzie się jakaś położna która nie powinna nawet dotykać rodzącej.

      1. Bardzo Ci współczuję ,ale nie rozumiem .
        To Twoje drugie dziecko , więc wiedziałaś ,że to co się działo w szpitalu nie było o.k.
        To się niestety zdarza .
        Jasne ,że nie miałaś siły walczyć z personelem podczas porodu , ale gdzie był Twój mąż ???????????????
        Dlaczego dal się odesłać ?
        Czemu nie krzyknął na tę babę ?
        Sama też urodziłam trójkę dzieci . Jedno sama , dwójkę z mężem i też miałam skandaliczny poród , ale mój mąż mnie wybronił . Mimo jakichś dziwnych komentarzy , zrobili dokładnie to co ja chciałam .
        Bo taka była rola mojego męża – pomagać mi , wspierać mnie i pilnować żeby żadna krzywda mnie nie spotkała .Pilnować by respektowali moje prawa a nie szli na wygodę .
        Przepraszam Cię , ale położna z piekła rodem zawsze może się zdarzyć , ale moim zdaniem do męża powinnaś mieć większy żal .

  3. Zagotowałam się! Nosz ku*wa mac tyle się pieprzy o „rodzić po ludzku” a tu takie rzeczy!

  4. Przy corce ktora ma obecnie prawie 4 lata polozna byla super, bardzo mi pomogla.Wody mi odeszły o 18 a corka się urodzila o 4:45 i polozna byla caly czas przy mnie.Syn skończył roczek i nikomu nie zycze takiej poloznej.Na pytanie czy moglaby wpuscic do mnie meza odpowiedzial ,, a co Pani mysli,ze jak maz zobaczy Pania w takim stanie to bedzie bardziej kochal” szczeka mi opadla.Wcale sie mna nie interesowala.Gdyby nie stazystka to pewnie urodzilabym na korytarzu.Pomimo tego ze do szpitala pojechalam o 13 z 6 cm rozwarcia a syn urodził sie o 16:50 to jak sobie przypomne ten porod to ciarki mnie przechodza…

    1. No właśnie, ja za pierwszym razem też miałam fajną położną i mimo, że poród był cięższy – rodziłam 15 godzin, połowę tego czasu rzygałam jak kot i syn, jak na moje gabaryty był spory (4100g i 58cm) to jednak wspominam go milej.
      Tym razem poszło szybko i córka dużo mniejsza, ale przez tą położną był to dla mnie koszmar!

    2. Moja córka urodzial się w terminie wazyla 3,520 a syn w 36 tc i wazyl 3,960

    3. O rany, 4 tygodnie szybciej i taki duży chłopczyk?!? :) Nieźle!

    4. 58 cm:) kawal chlopa. ..pekniety obojczyk przy porodzie dzieki cudownej poloznej…

    5. Tylko jej podziekowac za wspaniala opieke i wsparcie.Ale mam to juz za soba i na trzecie dziecko sie raczej nie zdecyduje bo mam cholerny uraz

    6. Nie dziwię Ci się :(
      U mnie wczoraj była położna środowiskowa i zagadywała coś o kolejne dziecko, bardzo się zdziwiła jak jej powiedziałam, że po tym jak ucierpiało moje krocze i jaki ból musiałam znieść nie prędko (świadomie) zdecyduję się na trzecie dziecko, o ile w ogóle się zdecyduję!

    7. My mamy juz parke takze warsztat zamkniety.Zresztą po ostatnim porodzie nie bylabym w stanie urodzic kolejnego dziecka.Mam traume ktora raczej mi nie przejdzie.Zreszta jak sobie przypomne jej mine,siedzenie przed tv i wcinanie pomaranczy to krew mnie zalewa

  5. Nie ma to jak ktoś Ci spie**oli moment, który powinien być najwspanialszym momentem życia… Mnie przy ostatnim porodzie też tak położna męczyła, jakieś nowe standardy mają chyba bo przy poprzednich porodach nic takiego nie miało miejsca. Tyle że ja kazałam jej zabrać łapy i koniec. Na moje szczęście mogłam sobie śmiało czekać w domu i na sali porodowej spędziłem tylko 30 minut.

    1. Może coś w tym jest bo ktoś mi napomknął w szpitalu (już po porodzie), że prawdopodobnie mnie nie nacięli, żebym im przypadkiem statystyk nie zepsuła (!!) ;/

    2. Noo taka walka z bezzasadnym nacinaniem krocza była a teraz w drugą stronę przeginają…

  6. Masakra jakaś – chciałabym aby to była fikcja literacka :( Zaczynam się cieszyć, że czeka mnie planowana cesarka… :|

    1. Za pierwszym razem, w tym samym szpitalu, miałam fajną położną, bardzo miło ją wspominam. Teraz zabrakło mi trochę szczęścia. A było tak blisko, bo sam poród poszedł ekspresowo! Nie musiałam tak długo walczyć jak z pierworodnym synem. Zabrakło TYLKO ludzkiego podejścia i poszanowania…

    2. No właśnie – to jak wygląda poród nie powinno zależeć od tego na jaką trafi się położną :(

    3. No nie powinien. Ale rzeczywistość bywa inna…

  7. Witam jestem Twoją imienniczką w 36 tygodniu ciąży, odważyłam się przeczytać o Twoich niemiłych przeżyciach. Bardzo współczuję i zarazem mam nadzieję że trafię na bardziej ludzkie położne. Pozdrawiam.

    1. Z całego serca życzę Ci przynajmniej takiej położnej jaka towarzyszyła mi przy pierwszym porodzie! Trzymam kciuki i życzę powodzenia!

  8. Boże, gdzie to tak strasznie?! Skandal! Skargę bym napisała…

    1. Na Śląsku, w Jastrzębiu Zdroju, położna Małgorzata… nazwiska niestety nie pamiętam.

    2. Musiałaś naprawdę cierpieć… Na szczęście dobrze się skończyło i córcia już z Wami. Pozdrawiam z lubuskiego, gdzie są zajebiste położne, a i lekarze niczego sobie ;-)

  9. Milena kaminska

    Ja napisalabym skargę do dyrektora szpitala i nfz. Nie mieli prawa tak traktowac ludzi. Jesli bedziesz milczala to dajesz ciche przyzwolenie i inne kobiety będą przechodzily to co ty jesli zareagujesz to moze kontrole cos zmienią, moze nawet personel

  10. I właśnie dlatego wolę umówić się z położną, zapłacić i cieszyć się dobrą opieką.

    1. Ale wtedy masz położną na telefon? W sensie – jeśli urodzisz przed terminem, tak jak ja, to ona też się pojawi??

    2. Dokładnie-mam ją na telefon, jak zaczyna się coś dziać to od razu do niej dzwonię. Telefon odbiera 24h. Przy pierwszym porodzie były ze mną na zmianę ona i jej zmienniczka przez całe 9godzin. Za drugim razem nie zdążyła dojechać bo poród trwał 17 minut :-)

    3. No to fajnie. A można wiedzieć ile kosztuje takie udogodnienie??

    4. 700zł. Nie jest to kasa dawana w łapę pod stołem. Legalnie, na rachunek. Dla mnie to duża kwota ale przy trzecim dziecku także zdecyduję się na swoją położną. Choć gdzieś tam z tyłu głowy dzwoni że szkoda że żyjemy w takim kraju że za dobrą opiekę podczas porodu trzeba zapłacić.

    5. Ooo to sporo! Obstawiałam nieco niższą kwotę :P
      Ale zgadzam się z ostatnim zdaniem – szkoda, że za dobrą opiekę trzeba zapłacić!! Czy to się kiedyś zmieni….. ?

  11. U mnie podobnie, niestety…imię i nazwisko położnej wryły mi się w mózg i chyba z niego nie wyjdą prędko. Nogę mi prawie za głowę założyła… Ale najgorzej wspominam, że po krótkim przystawieniu młodego, zabrali go na czas szycia na badanie, a potem powiedziano nam, że jest wychłodzony i musi się dogrzać pod lampą. Jak mąż chciał go przynieść, to okazało się, że jest na innym oddziale, a ponieważ to środek nocy był, to najpierw nie chcieli go tam wpuścić, a potem powiedzieli, ze dziecko MUSI tam zostać! Dostałam go dopiero rano, a przez noc nie zmruzylam oka. A niby wszystko takie ‚pro’… :/

    1. Nie wyobrażam sobie, żeby mieli mi zabrać dziecko na całą noc! Też bym oka nie zmrużyła!

    2. Trochę sobie pochlipałam do poduszki…oszołomieni całym porodem nawet nie wpadliśmy na to, żeby się domagać…

    3. Rozumiem, bo ja w trakcie porodu też nie myślałam CZY i CO mogę zrobić z taką sytuacją. Dopiero po porodzie przyszły mi różne myśli, ale to już było po fakcie…

  12. Nie wiem czemu takie wredne baby wybierają zawód do którego nie mają w ogóle serca. Przy porodzie potrzebna jest szczególna empatia i zrozumienie oraz ludzkie traktowanie rodzącej a nie jek na kasie w hipermarkecie, zrobić swoje i następny. Dziwić się że dzietność w Pl spada.

  13. Proszę napisać skargę. Sama pracuje w szpitalu i staram się ZAWSZE być po stronie pacjenta. Nic nie usprawowdliwia zachowania tej położnej , o którym pani wspomina. Życzę zdrowia dla dzieciaczkow i szybkiego powrotu do kondycji.

  14. Ale gdzie tu koszmar oprocz tego niezainteresowania poloznej? Przepraszam ale to że włożyła łapy i bolało nazywa sie masażem szyjki wlasnie po to zeby szybciej i sprawniej poszło..
    U mnie bylo podobnie. Od 11 skurcze co 5 minut a polozna mowi, ze skurczy nie widzi (krzyzowe niezapisujace sie na ktg), była niedziela wiec laskawie pani dr przyszla o 15! Kiedy mialam rowniez 5cm. Do 18 (7cm) bylam na patologii ciazy w sali ktg! A co gdyby sie cos stalo?! Kto by sie mną zajal, dzieckiem, inna pacjentka? Masakra. Pozniej przewiezli mnie na porodową gdzie dziecku zaczelo szalec tętno i pobierano mu krew z glowy (jeszcze byl w brzuchu) to jest stres dopiero jak masz skurcze, a nie mozesz nawet drgnąć.
    Po porodzie było gorzej bo polozna przyszla i kazala ubrac dziecko. Ale jak? W co, jak mam wstac kiedy boli, jak wystac te pare dobrych minut. No ale po czasie, nie chcesz o tym myśleć i omijasz zle kawalki. Zobaczysz.

    1. Masaż szyjki to ja znam z pierwszego porodu i wcale tak nie bolał, to po pierwsze. Po drugie, również z pierwszego porodu wiem, że położna może być delikatna i starać się tak badać pacjentkę by sprawiać jej jak najmniejszy dyskomfort, a nie ładować łapy jak w krowę, albo zatkaną rurę kanalizacyjną! A po trzecie, największy ból, a co za tym idzie – koszmar, przeżywałam gdy położna próbowała mi naciągnąć krocze, tak by bez nacinania zmieściło się tam dziecko – więc nie o masażu szyjki tutaj mowa. Być może nie rozumie Pani tego, bo (na szczęście) nie miała Pani okazji by tego doświadczyć. Ja niestety miałam pecha i dla mnie to był koszmar!

    2. Masażu szyjki doświadczyłam i z tego co wiem to zawsze cholernie boli. Irmina Szulc przeczytasz? Mam racje czy nie?

    3. Owszem, masaż szyjki nie należy do przyjemności, ale nie bolał mnie tak bardzo jak ręczne naciąganie krocza – to było 10x gorsze!

  15. mamidami.com

    o rany :( to ja chyba miałam mega szczęście, bo za każdym razem położne były naprawdę spoko.

  16. Miałam świetną położną i bardzo dobrą opiekę,ale to była prywatna klinika. Badanie rozwarcia, rzeczywiście jest bardzo nieprzyjemne, jednak i tu położna starała się to robić delikatnie i szybko. Niestety nie udało mi się uniknąć nacięcia. Gdyby nie to, wspominałabym to wszystko całkiem dobrze. Jednak ból przez pierwsze parę dni był okropny, jakakolwiek pozycja siedząca była strasznie bolesna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

8 powodów dla których nie warto odrywać dziecka od zabawy

8 powodów dla których nie warto odrywać dziecka od zabawy


Agnieszka Jelinek

9 lutego 2016

Po powrocie z dzieckiem z przedszkola/szkoły machinalnie włączasz telewizor i ustawiasz na kanał z bajkami. Niech przez chwilę zajmie się  sobą, a ty masz czas by ogarnąć mieszkanie, przygotować obiad. Czas mija a dziecko dalej siedzi przed telewizorem, czasem na chwilę odskoczy po coś do zjedzenia, czy picia. Czasem może zaprosi cię do zabawy, ale ty ze zmęczenia odpowiesz mu by “pobawił się sam”. Zapewniam Cię, popełniasz duży błąd.

Zabawa w wieku przedszkolnym  odgrywa ważną rolę w życiu dziecka. Występują w niej także elementy, które w przyszłym życiu przydadzą mu się do nauki i pracy. Jest dla niego pracą, myśleniem, twórczością, realizmem, fantazją, odpoczynkiem, źródłem radości. Stanowi  odzwierciedlenie poznawanej przez dziecko rzeczywistości. To  forma pewnego rodzaju aktywności, która sprawia, że dziecko prawidłowo się rozwija. Dzięki niej dziecko poznaje rzeczywistość, kształtują  się zdolności ruchowe, spostrzegawczość, pamięć, wyobraźnia, myślenie i mowa.  

Przedszkolak jest ufny, przyjazny w stosunku do dorosłych, lubi z nimi współdziałać. Interesuje się światem dorosłych, jest bardzo żywy i energiczny. Jego zabawa przeobraża się w prawdziwy teatr. Dziecko przebiera się, gra różne role, trzyma się wybranego tematu. Cieszy się z towarzystwa kolegów; w dużym stopniu to oni zaspakajają jego emocjonalne i społeczne potrzeby. Dla nas dorosłych zabawy przedszkolaka wydają się czasem bezsensowne, chaotyczne. Natomiast dziecko tworzy własne zasady postępowania.

Zabawa jest ważna  dla naszego dziecka z kilku powodów:

  1. zabawa wiąże się z ruchem, a ten dzieciom wychodzi na zdrowie, bo jak wiadomo, w zdrowym ciele zdrowy duch :),
  2. poprzez zabawę dziecko poznaje świat, w którym żyje, uczy się go rozumieć, dostrzegać różnice pomiędzy rzeczywistością, a wyobraźnią i fantazją,
  3. zabawa jest czynnikiem kształtującym sprawności i umiejętności dziecka, takie jak: sprawność manualna, koordynacja wzrokowo-ruchowa, umiejętności poznawania i odróżniania kształtów, barw i  wielkości przedmiotów,
  4. zabawa rozwija myślenie przyczynowo-skutkowe,
  5. aktywność zabawowa zawsze ma zabarwienie emocjonalne,
  6. dzięki zabawie  dziecko uczy się współżyć z innymi dziećmi, podporządkowuje się przepisom i prawom obowiązującym w grupie, rozwija swoje uczucia społeczne,
  7. zabawa jest jednym z czynników moralnych
  8. poprzez zabawę z dzieckiem możemy poznać jego zakres wiadomości dotyczących otoczenia, świata, jak również relacje panujące między dzieckiem a dorosłym, czy postawy dorosłych i innych dzieci wobec niego.

Dziecko rozwijając zdolności poprzez zabawę poszerza swój świat, uczy się, zdobywa doświadczenia, które w przyszłości mogą okazać się  pomocne. Najważniejsze jest to, że dziecko żyje dniem dzisiejszym co pozwala mu na zapominanie przykrych sytuacji. Zabawa jest dla niego fundamentem potrzebnym do przyszłej nauki i pracy. Dlatego nie zabierajmy Mu tego czasu, nie wypełniajmy go bajką, grą komputerową. Pokażmy i nauczmy dziecko jak można się świetnie bawić z innymi dziećmi, rodzicami.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Zabawa, zabawą, ale nie samą zabawą człowiek żyje. Dzieci muszą się także nauczyć pracować, pomagać rodzicom. A kiedy w pokoju jest cisza, warto zerknąć co się tam dzieje!

  2. To bardzo ważne o czym piszesz, niektórzy rodzice są bardzo zdziwieni, gdy słyszą, że powinni bawić się ze swoimi dziećmi. Wielu wychodzi z założenia, że dziecko powinno bawić się samo. A przecież zabawa to także doskonała okazja do rozmowy, tak mało dziś takich okazji.

    1. Dziękuję. Jestem świadoma tego jak wielu rodziców może tłumaczyć się brakiem czasu. Sama pracuję na etacie, na dojazd do pracy tracę ok 3 godzin dziennie, jednak gdy przekroczę próg domu staram się w 100% być z dziećmi i mężem. One jeszcze chcą się ze mną bawić więc chcę z tego skorzystać :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Czy mama może mieć czas tylko dla siebie? Oczami tej, której się udało

Czy mama może mieć czas tylko dla siebie? Oczami tej, której się udało


Magdalena

8 lutego 2016

Zapach świeżej kawy unoszący się po niezmąconych codziennością przestrzeniach. Świeży i chłonny umysł nie przytłoczony milionem spraw do zrobienia. Pełne pokłady siły, która nie zdążyła się jeszcze wyczerpać podczas zwyczajnych domowych obowiązków. A w perspektywie cały dzień…

Dom ogarnięty ciszą, można wtedy czytać, milczeć, marzyć, patrzeć na budzące się niebo, mieć czas tylko i wyłącznie dla siebie, czas na rozmyślanie, poukładanie sobie wielu spraw, planowanie nowych, czas na twórcze działanie – na pisanie. Można też po prostu nie robić nic :)

Zapytacie czy to możliwe? Kiedy? Przecież jesteś mamą dwójki małych dzieci?

Odpowiem – tak, możliwe! Wystarczy nastawić budzik na 4:00, 5:00 czy chociaż 6:00 i złapać te ostatnie skrawki ciszy i spokoju, które jeszcze panują w domu. Przywitać słońce na horyzoncie, usłyszeć ćwierkanie ptaków, którego jeszcze nie zagłuszył codzienny gwar.

Dla niektórych to środek nocy, dla innych już czas pełnej pracy, a dla mnie to momenty kiedy mogę odpocząć, ale nie spać, nie marnować chwil, o których marzę podczas zabieganego dnia. W miarę przesuwania się wskazówek zegara, dom ogarnia ruch, hałas i zwykła codzienność, która zawsze gdzieś pędzi. A ten spokój, który złapałam rano, ładuje mi akumulatory na ten cały szalony dzień.

Ale żeby nie było tak pięknie, napiszę w wielkim skrócie jak to się zaczęło.

Do tej pory dzieci dość mocno okrajały mój czas na sen, więc chwytałam każdą jego chwilę i zupełnie nie w głowie było mi nastawianie budzika. One nim były – budziły się dzieci – budziłam się ja.

Ostatnio jednak śpią już lepiej, ale usypianie maluchów to czynność, po której jestem już nie do życia. Dlatego zdecydowałam się zmienić plan dnia. Idę spać z nimi. Już nie siedzę do nocy, bo i tak nie mam siły na nic twórczego. Tak więc wieczorem dom cichnie wcześnie, ale gdy nadal jest pogrążony w nocnym spokoju, ja cichutko podkradam mu te skrawki magicznego poranka.  

A wiecie jakie są piękne wschody słońca? Sprawdźcie same :)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Milena kaminska

    oj to u mnie odwrotnie wczesnym wieczorem dzieci sa wykapane po kolacji i w miare wcześnie zasypiają ja wtedy delektuje się ciszą po to aby jak najdłużej spac

  2. Szkoda że u mnie to niewykonalne ;) Wstajemy wszyscy o 5.00 rano :)

  3. Wow pięknie przelane mysli WOLNEJ wypoczętej Mamy;) ❤️

  4. Alergiczne Dziecko

    Trudno o czas dla siebie przy dwójce dzieci. Znam to dobrze:) Moje metody tutaj: http://alergicznedziecko.pl/jak-nie-byc-matka-idealna/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Dziecko do żłobka a ty zostajesz w domu? Nie bądź taka “wygodna”

Dziecko do żłobka a ty zostajesz w domu? Nie bądź taka “wygodna”


Żaklina Kańczucka

6 lutego 2016

Rodzice którzy pracują na pełen etat, a czasem ich zobowiązania zawodowe pochłaniają i 12 godzin pracy na jednej zmianie nie mają lekko. Pojawiają się pytania, kto zajmie się dzieckiem, jeśli dziadkowie nie mogą? Niania, żłobek czy prywatne przedszkole, do którego łapią się młodsze dzieciaki? Takie rozwiązanie jest akceptowane przez otoczenie malca, gdy rodzice faktycznie są poza domem. Rzecz ma się inaczej, gdy mama czy tato odprowadzają dziecko, gdy mają dzień wolny.

Konieczność czy wygoda?

Ja taką sytuację znam z autopsji. Moja znajoma i jej mąż pracują właśnie po te rzeczone 12 godzin, zmianowo. Tylko ktoś, kto próbował przy takim układzie połączyć pracę, prowadzenie domu i wychowanie dziecka, może zrozumieć jakie to jest karkołomne.

Oni oddają dziecko do żłobka, gdzie młody ma się bardzo dobrze. Oddają go także gdy jedno z nich jest w domu, ale nie dlatego żeby “pozbyć” się dzieciaka i móc się pobyczyć, tylko po to, by przez te parę godzin doprowadzić dom do stanu używalności. Jasne, że nie dzieje się tak za każdym razem, i nie na cały dzień. I ja się wcale im nie dziwię, robiłabym tak samo, bo przynajmniej dwa razy szybciej są wstanie uporać się z robotą bez dwulatka, niż z nim kręcącym się pod nogami. Tym bardziej, ze ich pociecha  jest dzieckiem wymagającym uwagi.

Następnie odbierają młodego ze żłobka a resztę dnia spędzają wspólnie, bo to czego im odmówić nie mogę, to że dziecko po domu nie biega samo sobie. Czy to jest takie straszne? Na pewno lepsze niż przeganianie dziecka z kąta w kąt, bo szybko, szybko tu kurze, tu mycie podłóg a tam pranie trzeba rozwiesić i obiad nastawić. Ale to ile się oni nasłuchali gorzkich słów od osób ze swojej rodziny, ile krytyki, to głowa mała. A paradoks polega na tym, że bliscy zamiast pomóc młodym, i np. wziąć dziecko nawet na godzinny spacer, to wolą narzekać.

Niestety tak bywa – zamiast motywacji i pomocy, dołowanie. Przykładanie rodziców do wydumanego szablonu perfekcji i zamiast pochwały, że radzą sobie jak tylko mogą, to narzekanie że powinni coś robić inaczej. Tylko tak jest w naszym pięknym kraju, że prorodzinna polityka jest jeszcze w powijakach, więc rodzice częściej pracują na takich zasadach bo muszą, niż bo chcą. A że próbują zapewnić dziecku byt i jeszcze wyszarpać wspólny czas dla rodziny i ogarnąć otoczenie by dzieciak nie tylko był czysty, ale wychowywał się w przyjaznym otoczeniu… To wcale nie jest takie łatwe!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Uważam że mama ktora zawozi dziecko do przedszkola gdy ma wolny dzien jest mądrą osobą ponieważ dziecko spedza czas z rowiesnikami uczy sie nowych rzeczy a przedewszystkim nie ma przerwy w procesie adaptacyjnym. Kazda przerwa powoduje trudniejszy powrot, zaburzenie rytuałów. Jesli ktos ocenia niech lepiej przyjrzy się swojemu życiu. Owszem znam osoby ktore posylaja dzieci do zlobka nie pracujac bo chca odpocząć ja bym tak nie zrobiła. Ale jednorazowe ,,wybryki,, to nic zlego

    1. też tak uważam, tym bardziej że dziecko „nie kisi” się tam po 10 godzin, mojej koleżance wystarczy czas do południa żeby się ogarnąć i załatwić co potrzebuje. poza tym, zgadzam się z Twoim argumentem o procesie adaptacyjnym. Myślę że jak się raz posyła dziecko, a raz nie, można zafundować mętlik w głowie małego

    2. Nie wszystko da radę załatwić z dziećmi :) dzieci szybko się nudzą i cieżko je ciągać przez pół dnia po urzędach, bankach itd :) a poza tym każdej mamie należy sie chwila wytchnienia :)

    3. Magdalena racja, czasem dobrze jest pomyśleć o sobie, szczególnie że dziecko jest pod pewną, zaufaną opieką

  2. Ja tez oddawalam synow do żłobka i przedszkola. Moje wolne było dla mnie. A dzieci zawsze po obiedzie odbieralam. Frajda dla dzieci zawsze jest jaj ktoś pierwszy wychodzi i nie musi lezakowac. Pozdrawiam wszystkie panie przedszkolaki i opiekunki z dawnych czasów

  3. Oczywiście, że zaprowadzam synka do żłobka, kiedy mam wolne. On fajnie spędza tam czas, a ja mogę trochę odsapnąć i załatwić swoje sprawy :-)

  4. Hmm, Ru przez pół roku chodziła do mini-przedszkola zanim ja poszlam do pracy. I nie uważam, żeby to było coś złego. Powoli się przyzwyczaila, zaczynała od 3 godzin dziennie (podczas których ją szybko robilam obiad i ogarnialam dom), aż do prawie 8 teraz (gdy jadę do pracy). Ona się łatwo przyzwyczaila, a ja nie miałam w pracy stresu co się z dzieckiem dzieje :)

    1. czyli obie na tym skorzystałyście :) pochwalam, nie musimy być całe życie męczennicami, dobrze ułatwiać sobie życie, a w tym przypadku nie dzieje się to kosztem dziecka

    2. Dokładnie, tym bardziej, że to ona ciągnęła do dzieci. Nic nie odbywało się na siłę :)

  5. Ja też swoich odstawialam do przedszkola ;)

    1. ja mojego też, ma zajęcie, a ja wolne ręce. Przy czym mnie na szczęscie nikt nie ocenia za to, ze ułatwiam sobie życie

    2. A ja już dawno przestałam przejmować się co ludzie mówią o mnie moim sposobie bycia wyglądu i wychowywania dzieci nasze życie nasza sprawa jak popełnimy błąd to potem staramy się naprawić ;)

    3. Anna przynajmniej zdrowsza jesteś, na nerwach oszczędzisz ;)

  6. Witajcie, moje dziecko poszło do przedszkola niepublicznego gdy skończyło 3 lata, a raczej 9 dni wcześniej ;) Nie pracowałam zawodowo, co prawda, ale uznaliśmy z mężem, że im wcześniej pójdzie, tym się lepiej nauczy i zaadaptuje. Na chwilę obecną studiuję, młody ma ponad 4 lata, chodzi chętnie do przedszkola, po 3 miesiącach pobytu (w godzinach 8 – 12:30) zaczął lepiej mówić, liczy do 10-ciu, dba o higienę. Ponadto, rozwija się lepiej, mając rówieśników na co dzień i codzienne lekcje angielskiego, niemieckiego, rytmiki itp. A gdy mam dzień wolny, i tak go zaprowadzam, ogarniam cały dom, gotuję jego ulubione potrawy i idę po niego wcześniej, aby się z nim pobawić, nakarmić dobrym jedzeniem i poczytać bajki. Nie rozumiem ludzi, którzy mają mnie za „wygodnicką”, podczas gdy ja w tym czasie zasuwam nie tylko dla siebie ale i dla dziecka.

    1. A mnie się takie podejście, także z myślą o dziecku bardzo podoba :)

  7. Również tak robiłam i nie widzę w tym nic złego. Lepiej, żeby dziecko spędziło czas na zabawie z innymi dziećmi, niż stało z mamą np. w kolejce w urzędzie, bo matka też ma przecież różne sprawy do załatwienia.

    1. jest nas podobnie myślących cała rzesz, tym bardziej dziw bierze że tyle krytyki czasem się sypie za to

  8. O kurde jestem wyrodna,wstretna , leniwa matka :)) oddaje corke do przedszkola i wracam do domu spac :)) pozniej posprzatam , ugotuje . Odbieram corke i spedzamy czas razem .

    1. I nawet nie wyobrazasz sobie jak mi z tym dobrze :))

  9. moja corka chodzi do przedszkola ja ten rok jeszcze w domu ale to dla nas obu lekcja ja musze nauczyć się być bez niej i ona z rówiesnikami zdala odemnie narazie chodzi na 5 h jesienią planuje przeprowadzkę wiec chcieliśmy to wszystko zrobić stopniowo by było jej łatwiej druga sprawa to choroby niestety ten rok przedszkolny to taka przeplatanka co kilka dni coś łapie wiec dobrze że może się spokojnie wychorować doleczyć

    1. zmiany nie są łatwe, powodzenia w realizacji planów :)

  10. Moje dzieci zaczęły przedszkole i żłobek jak ja jeszcze nie pracowałam Ale ja miałam chwilę dla siebie by spokojnie załatwić zaległe sprawy zrobić zakupy pójść do lekarza one w tym czasie się adoptoealy do nowego środowiska a ns wiedziałam że to jest dobre dla naszego wspólnego dobra mimo wielu negatywnych komentarzy bliskich bylam wytrwale w swojej decyzji o nie żałuje

  11. No tak, rodzina to najbardziej lubi obrabiac d, w tym przypadku to pewnie z zazdrosci ;) niech kazdy rodzic robi to co chce

  12. Oooo to cos o mnie ja nie pracuje, a moj syn chodzi do przedszkola. Tylko nie z powodu mojego lenistwa, chce dla mojego dziecka jak najlepiej i w przedszkolu nauczy sie duzo wiecej niz w domu. chodzi mi tu o obcowanie z innymi dziecmi. nie chce zeby byl malym doroslym ☺ chodzi tam na 3-4 godziny dziennie.

  13. Ciuuuu ja lubiłam wszystkie na łopatki. Dziecko moje poszło do żłobka w wieku 9 msc. 1. Ponieważ bardzo ciężko o miejsce a była szansa. 2. Ponieważ skończyłam studia w związku z czym miałam więcej czasu na pracę dyplomową. 3. Ponieważ poświęcając ten 5 godzinny czas na rozwozeniu cv i szukaniu pracy tam gdzie chciałam a nie tam gdzie musiałam.
    W związku z czym bez stresu udało mi się zrealizować wszystko, a moje dziecko odchorowac początki zlobkowe i ja bez stresu ze utracie pracę pomagałam ja hartowac..unikając szybkiej metody antybiotykiwej bo muszę szybko wracać do pracy..na spokojnie.
    A opinie innych miałam w głębokim poważaniu..wiedziałam że robię dobrze dla nas i tego się trzymam ciągle..po 3latach słyszę, że jednak to była dobra decyzja.

  14. Jutro mam „wolne”…córki pójdą do żłobka i przedszkola a ja będę miała czas na wołające od miesiąca porządki w szafach, bieżące pranie, sprzątanie i porządny obiad (nie taki na szybko)…ale jestem wygodna :D

  15. Alergiczne Dziecko

    To „wolne” to najczęściej nadrabianie zaległych obowiązków domowych, a nie leżenie plackiem na kanapie. Znam to przecież :) http://alergicznedziecko.pl/cztery-godziny-tylko-dla-siebie/

  16. Mam ten komfort, ze mlody dziadek mieszka „za plotem”, maz czesto jest w domu, ja pracuje w szkole kilka godz dziennie – wiec zlobek i przedszkole zupelnie sa nam niepotrzebne, chyba, ze corka sama wyrazi chec chodzenia do przedszkola. Tez bardzo sie ciesze, ze mam dla dziecka duzo czasu i mlodych rodzicow chetnych pomoc.

    1. Tylko że dziecko, które nie chodzi do przedszkola, jest bardzo, BARDZO w tyle za dziećmi, które tam chodzą. Rodzic ma zadanie wymagać od dziecka i dbać o jego rozwó, myśląc przyszłościowo, a nie spełniać jego wszystkie zachciewajki, szczególnie, że dzieci po krótkim okresie niechcenia, zaczyna uwielbiać przedszkole. Tylko pojedynce jednostki mają z tym problem i są to przeważnie chłopcy. Nietety problemy te wynikają głównie z winy odprowadzających, bo mają problem z tym aby wyjść i dać dziecku się szybko uspokoić, zamiast tego pozwalają na histerie, krzyki inne tego typu historie. Piszę z własnego doświadczenia i obserwacji.

  17. Niestety i moj syn i moja corka musieli chodzić do żłobka niestety bo fajnie byłoby z nimi spędzić czas jednak mimo to jestem zadowolona bo trafiłam na super opiekę

  18. A ja zrezygnowałam z pracy po pół roku dziecka w żłobku, szpitalu, antybiotykach, ciągłych infekcjach, to nie miało sensu. Więcej na L4 niż w pracy, co to za pracownik, to nie ma sensu.

    1. Dokładnie, często tak to właśnie wygląda.

  19. Jesteśmy wyrodną rodziną. W weekendy nie możemy się doczekać aż nasza trzylatka pójdzie w poniedziałek do żłobka :D

  20. A ja uważam, że to bzdura. Mam w swoim otoczeniu kilkoro dzieci, które uczęszczają do żłobka i to uwielbiają. A choroby….jeśli dziecko nie zdobędzie odporności w żłobku, to będzie ją zdobywać w przedszkolu.I tak pierwszy rok dziecko spędza w domu, także to jest czas na to aby zaszczepić je na wszystko co się da i dać mu szansę na bycie zdrowym. A jeśli chodzi o rozwój, dziecko, które chodzilo do żłobka jest sto razy bardziej rozwinięte niż dziecko, które siedziało w domu. JAk dla mnie żłobek to jest kwestia wyboru, ale ludzie, którzy nie posyłają swoich dzieci do przedszkola, po prostu je krzywdzą.

  21. Karolina :) z calym szacunkiem.. Jestem nauczycielka i mam nieco inne spostrzezenia :) dzieci krzywdza stereotypy i ocenianie przez doroslych :) Nie pisz, prosze o wyrzadzaniu dziecku krzywdy bo chyba nie do konca wiesz o czym piszesz.

  22. Rodzic ma za zadanie dziecko kochac i wychowywac, wielu dzisiaj decyduje sie na edukacje domowa. Nie ma za zadania je tresowac :) Sama do przedszkola nie chodzilam, podobnie jak moi bracia i w tyle nigdy nie bylismy ani jesli chodzi o nauke ani jesli chodzi o relacje z dziecmi. Nie umniejszam dzieciom chodzacym do zlobka czy przedszkola bo tez uwazam, ze daja wiele dobrego ale przesada w zadna strone dobra nie jest i niestety sie z Toba nie zgodze. Moja jeszcze nie dwulatka rozroznia kolory i ksztalty, zwierzeta, i nigdy bym nie napisala, ze jest „lepsza czy gorsza” od innych dzieci. Kazde dziecko jest inne a uogolnianie jest nie fair.

  23. Poczytaj tez o rodzicielstwie bliskosci i emocjach dziecka, prosze, zanim na przyszlosc napiszesz o „pozwalaniu na histerie” i szybkim uspokajaniu dziecka. Tobie pozwala sie na emocje czy kaze sie je tlumic? Tak rodzi sie depresja.

  24. Zarówno przedszkole jak i żłobek to jedna z najlepszych rzeczy jaka przytrafiła mi się w życiu, tyle ile się nauczyłam ile nawiązałam więzi i znajomości na lata, nie doświadczyłabym zostając w domu. Moje dziecko mając 16 miesięcy poszło do żłobka, 2 pierwsze miesiące trochę poprzeplatały się chorobowo ale później było już ok. Mój syn tak się związał z dziećmi, że nie chciał wychodził jak po niego przychodziliśmy. Rozwijał się w tempie ekspresowym, uczył się nowych rzeczy, wierszyków, piosenek. Teraz chodzi do przedszkola i też jest zadowolony :) My bardzo chwalimy sobie fakt, że nasz syn codziennie ma kontakt z grupą rówieśników, rozwija się i uczy nowych rzeczy.

  25. Jeszcze nie zdecydowaliśmy się na zlobek… nie jesteśmy na niego gotowi. Co nieco na ten temat: http://mamswiat.blogspot.com/2017/01/gotowi-na-rozake.html

  26. Bardzo przydatny artykuł. Widać lekkie pióro autora :) Pozdrowienia!

    http://kapsulkaendoskopowa.com.pl/senior-wigor.htm

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku