Na dziś mam dość, brzydzę się roboty! Przecież dostanę pińcet na dzieciaka


Fakt, mam dość pracy – na dziś. Pińcet też dostanę, odebrałam dziś pismo z OPSu. Ale ani o jednym, ani o drugim wcale pisać nie będę.

Chcę napisać o czymś zupełnie innym. O tym ile jest wart wolny czas (!) poświęcany dziecku. Nie oszukujmy się, matki pracujące zawodowo mają serio przekichane. Pomyślmy – wstajemy rano, ogarniamy dzieci, męża a kto ma to i psa. A jak która ma lepiej to mąż ogarnia psa i jedno z głowy. Dalej kawa, śniadanie, ubieranie siebie i towarzystwa. Ja zostaję w domu, bo pracuję przy własnym komputerze.

Jedziesz do pracy, po drodze odwożąc dziecko do przedszkola/szkoły. Odbębniasz robotę, może nawet na serio pracujesz, jeśli naprawdę ją lubisz i wracasz do domu. Po drodze zakupy, dziecko, pies. Kierujesz się do kuchni, zerkasz na zegarek, ślubny zaraz wraca, odgrzewasz obiad robiony dzień wcześniej. Zmywasz, albo wrzucasz gary do zmywarki. Rany, jest 16-17, możesz usiąść, aż trudno uwierzyć w to szczęście. I siadasz, ale…

No właśnie, ale…

“Mamo, pograsz ze mną?” – rozlega się głos dziecka, a ty nie wierzysz własnym uszom. Albo odsyłasz do ojca, albo z miną cierpiętnicy się zgadzasz, albo bezpardonowo odmawiasz. “Pobaw się dziecko Lego, mamusia jest zmęczona” – rzucasz w eter. Zyskałaś spokój, czas dla siebie kosztem czasu i uczuć dziecka.

A gdybyś sama przed sobą mogła przyznać czy smakowała ci kawa, którą piłaś w błogiej ciszy i spokoju, gdy dziecko ZNOWU samo bawiło się u siebie w pokoju? Mnie jakiś czas temu przestała smakować, a swego czasu sama byłam taką “matką spychaczką” co to spychała czas i uwagę dziecka w kierunku pokoju.

Zupełnie bez sensu, bo przecież każda z nas wie, że nie da się budować relacji upychając dziecko po kątach. Doszliśmy więc do konsensusu, że czas spędzony z dzieckiem to też fajna forma relaksu, a nie przymus. I tak, gramy w gry planszowe, oglądamy filmy dokumentalne o kosmosie – moi obaj synowie uważają, że nie ma nic ciekawszego! Rozmawiamy o tym, co widzieli, choć ja nie umiem tak ładnie opowiadać o teorii Wielkiego Wybuchu, jak robi to lektor. Obowiązkowo czytam książki starszemu, młodszy ma w pogardzie treść i wyrywa mi strony opowiadając własną historię. Chodzimy na spacery z psem do lasu, kopiemy piłkę na Orliku i jeździmy rowerami – tzn. ja pcham jednego a mąż gania za drugim. Ale liczy się fakt, że robimy coś razem.

Zapytacie jak teraz smakuje mi kawa? Nie wiem, nie pijam, dzieciaki ładują taką ilością energii, szczególnie na świeżym powietrzu, że nie muszę jej pić. A kiedyś – przyznaję uczciwie – piłam cztery kubki dziennie. Pewnie, że czasem mi się nie chce, a czasem to oni marudzą. Ale nawet wtedy wymówki nie mają posmaku rozczarowania i złości. To raczej wybór i realizowanie potrzeb samotności i pobycia samemu ze sobą. Na pewno warte więcej niż “pińcet” na każde kolejne dziecko, dla którego nie znalazłabym czasu :)

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Kto normalny zamieni najniższa krajowa na 500 które jutro mogą zabrać ?? Temat 500+ mnie juz totalnie obrzydza.

    1. ojej, proszę zajrzeć do tekstu, on absolutnie nie mówi o tym, tytuł jest jedynie przewrotną myślą!!!

    2. Znam takie co zamieniły. Dokładniej rzecz ujmując właśnie są w ciąży bo będzie pińćset.

    3. Joanna, to wyjątkowo smutne, zobaczymy co będzie jak za parę lat powiedzą że na pińćset kasy brak

    4. Za parę lat będzie płacz i zgrzytanie zębów jak się skończy. Chociaż z drugiej strony, to realnie nie wiem czy znajdzie się taki odważny, żeby to odebrać.

      Ceny pójdą do góry, straci to na sile nabywczej i kosztem innych dziedzin życia się to odbędzie. Każdy kto będzie chciał odebrać ludziom coś, co już dostali będzie ten zły i nikt go nie wybierze.

      Zresztą ekonomia jest bezlitosna. Można tylko mieć nadzieję, że faktycznie zdecydowana większość puści w obieg natychmiast jak tylko dostanie i wygenerowany obieg pieniądza zrównoważy straty gospodarcze. Jak nie daj Boże ludzie zaczną masowo to oszczędzać to nastąpi wielki kryzys.

  2. o czym jest ten tekst? przepraszam, ale tak dziwnego tekstu nie czytałam od stu lat. każdy kto ma dzieci, wie że czas dla siebie raczej nie istnieje. to, że zabawa z dziećmi jest świetnym sposobem na odreagowanie i aktywny wypoczynek też raczej wie większa część rodziców (a przynajmniej tych których spotykam na placach zabaw). więc o czym ten tekst? czy Pani uważa, że rodzic niepracujący to leń i darmozjad co za pięćset złotych ułoży sobie życie (na to wskazuje pejoratywny tytuł)? a może niech Pani jednak wypocznie zamiast pisać coś takiego.

    1. Pani Małgorzato, jestem w szoku, bo dawno nie czytałam tak bełkotliwego komentarza!
      Ad.1 ” czas dla siebie raczej nie istnieje”- straszliwie współczuję stylu życia, dziwne że mam go ja i znam parę matek które też go mają (!)Niewiarygodne, ale prawdziwe.
      Ad.2 “też raczej wie większość” tu nie chodzi o świadomość, tylko o fakt jak czas jest wykorzystywany
      Ad.3 “więc o czym ten tekst” proszę czytać ze zrozumieniem!!!
      Ad4. ” rodzic niepracujący to leń” serio? a z czego to wynika? naprawdę serdecznie radzę czytać ze zrozumieniem nie tylko pejoratywne tytuły ale także pierwsze linijki pod nimi. Będzie lżej rozumować.
      Ad 5. Odnoszę wrażenie, że oto usłyszałam tubalny głos “matki pińcet plus” i to wielokrotnej i mało robotnej, skoro tak zabolało moje stwierdzenie :)

  3. Ja też padam nie mam siły na nic ciężki dzień ale na tekst znajdę ociupine siły uciekam czytać

    1. miłej lektury i takiego samego wieczoru <3

  4. Milena kaminska

    Smutna prawda, za mało czasu poświęcamy dzieciom i wiele rodzin powinno dojsc do takiego wniosku jak ty życzę to innym i sobie, gdyz często wracam tak padnięta ze marzę tylko o wyrku a tu tyle jeszcze obowiązków. Zapomniałaś jeszcze dodac 1/1,5 godz przy lekcjach z dzieckiem.

  5. Super polecam warto przeczytać

  6. Tekst daje do myślenia tylko często naprawdę ciężko wysupłać siłe i cierpliwość po spedzeniu 8 godzin w pracy :( ja jednak z tych matek nieidealnych….

    1. ja też, ale wzięłam się na sposób i często wieczorami, w zamian za to że mogę coś więcej posprzątać, gram w gry z synem tuż przez wieczorną bajką. W ciągu dnia jest bardzo o to ciężko, przyznaję

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Prosty przepis na…. szczęście


Wiatr we włosach, ciepłe promienie słońca na skórze, szum drzew, ptaków śpiew i kilometry w nogach – wiesz co to jest? To radość z jazdy na rowerze. Nie w miejskim gwarze, a wiejskim klimacie. Pośród licznych pól i lasów. Z widokiem na góry i jeziora. Na wyciągnięcie ręki, moi najbliżsi, towarzysze podróży. Czy można chcieć więcej?

Pewnie można, ale po co? Taki stan rzeczy w zupełności mi wystarcza. Powiem więcej, pędząc jednośladem, podziwiając piękne okoliczności przyrody i spędzając czas z moją rodziną czuję się tak bardzo szczęśliwa, że nic mi więcej nie potrzeba. Z dala od domu i obowiązków, od pożeraczy czasu (czytaj – telewizora i komputera) i wszystkich innych współczesnych zabawiaczy.

Mam ze sobą rower, dzieci w przyczepce, kanapki w plecaku, radość w sercu i męża na dokładkę. Mam też nadzieję na piękną pogodę i marzenie, że te chwile będą trwały tak długo aż osiwieję i zamiast dzieci, będę ze sobą wozić wnuki.

Jadę przed siebie z uśmiechem na ustach i muchami na zębach. Wyciszam się i na chwilę wyłączam. W tym momencie nie istnieje dla mnie żaden kredyt czy rachunek za prąd. Nie myślę o chorym dziadku i babci, która wierzy, że on lada dzień zamieni szpitalne łoże na domowe pielesze. Kiedy tak jadę, słowo “problem” w ogóle nie istnieje w moim słowniku, a serce nie wie co to smutek i troska.

Choć nie raz pot leje się z czoła, nogi wołają – “daj żyć kobieto!”, a tyłek odmawia posłuszeństwa, to i tak czuję się szczęśliwa oraz wypoczęta. A mając na uwadze czekającą na mnie w domu szarą rzeczywistość i ulotność chwil, pozwalam sobie podwójnie celebrować ten czas.

Ktoś zapyta teraz – kogo to obchodzi?! Kim do licha jest Fizinka?!
Pewnie tak będzie, ale nie w tym rzecz! Dzieląc się z Wami swoją radością, po pierwsze pozwalam tym miłym dla mnie chwilom dłużej trwać, a po drugie zastanawiam się, czy poza mną, są jeszcze w tym zabieganym świecie ludzie, którzy znajdują radość w małych rzeczach? Jeśli tak, to w jakich? Czy są wśród Was, tacy którzy bez większego bólu potrafią choć na chwilę odciąć się od narzędzi XXI wieku i poobcować trochę z naturą? I rodziną!?

Hop hop! Jest tam taki ktoś?

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Masz Hashimoto? Tarczyca źle pracuje? To proste, unikaj tych produktów


Hashimoto mam i ja. Moja tarczyca niestety już od dawna źle pracuje. Jest taki moment w życiu chyba każdej z nas, kiedy nasza waga przekracza dopuszczalny limit. Wszelkie diety cud nie pomogły, a mimo wysiłku fizycznego waga nie drgnęła. Znasz to? Ja doskonale – problem w tym, że stosowałam nieodpowiednie diety. A wystarczy unikać kilku produktów.

Dieta eliminacyjna jak sama jej nazwa wskazuje polega na unikaniu niektórych składników. Najczęściej stosowana jest w alergiach pokarmowych. Okazuje się jednak, że wyeliminowanie pewnych produktów z żywienia pozytywnie wpływa na osoby z chorobą Hashimoto, a ich tarczyca lepiej funkcjonuje. Nie musimy od razu wyrzekać się wszystkiego, tylko stopniowo, etapami sprawdzać, co na nas działa.

Warto spróbować unikać:

Glutenu

To rodzaj kilku białek roślinnych, które są bardzo często nietolerowane w Hashimoto. Zdarza się także, że to właśnie gluten jest główną przyczyną tej choroby i po jego eliminacji jest możliwa jej remisja poprzez redukcję przeciwciał tarczycy. Ponadto eliminacja glutenu pomaga w wielu przypadkach uregulować wagę, a jak wiemy sprawnie działająca tarczyca odgrywa tu znaczącą rolę. Niemniej jednak dieta bezglutenowa nie pomoże każdemu. Najlepiej sprawdzić na sobie i zrezygnować z glutenu przez około dwa -trzy tygodnie, po czym ponownie wprowadzać produkty z glutenem i obserwować organizm.

Dieta bezglutenowa polega na unikaniu między innymi takich produktów (jak i wszystkiego co z nimi związane):

  • mąka pszenna, żytnia, jęczmienna, płatki pszenne, jęczmienne, żytnie, owsiane, kasza manna, kuskus, kasza jęczmienna (pęczak, mazurska, perłowa), musli, kasze owsiane, kaszki błyskawiczne zbożowe i mleczno – zbożowe, makaron pszenny, makaron żytni, pieczywo z ww mąk, gotowe panierki do mięs, napoje mleczne lub batony  z dodatkiem słodu jęczmiennego.

Produktami naturalnie bezglutenowymi są:

  • kukurydza, ryż, ziemniaki, kasza jaglana, soja, proso, gryka, tapioka, amarantus, maniok, soczewica, fasola, sago, sorgo, orzechy, a także mięso, owoce i warzywa.

Jednak w przypadku Hashimoto poleca się także unikać soi.

Soja

Jest uznawana za jedną z roślin, która źle wpływa na pracę tarczycy i przy długotrwałym spożyciu może przyczynić się do powstania wola. Nie ma jednak co popadać w panikę. Każda z nas sama musi ocenić, na ile po spożywaniu soi, czuje się lepiej lub gorzej. Jeśli to możliwe lepiej odłożyć soję pod każdą postacią – czyli olej sojowy, wszystkie kotlety czy flaczki sojowe. Soja jest także w większości gotowych wędlin, kiełbas – warto zatem przeczytać etykiety przed zakupem.

Nabiał

Dieta bezmleczna jest także dietą eliminacyjną. Okazuje się, że wiele osób z Hashimoto wykazuje nietolerancję na białka mleka, białka jajek oraz białka soi. Nietolerancja produktów mlecznych może przyczynić się do takich objawów jak wzdęcia, refluks, biegunka, czy nawet kaszel, astma, zapalenie zatok. Ponadto może być przyczyną wysypek i trądziku. Podobnie jak w przypadku glutenu warto na okres około dwóch trzech tygodni wyeliminować produkty mleczne z codziennego jadłospisu. Jeśli nie tolerujesz mleka, po tym czasie powinna nastąpić poprawa.

W diecie bezmlecznej unikaj:

  • produktów z mleka krowiego, sojowego. Białka mleka mogą także być ukryte w czekoladzie, cukierkach toffi, gotowych ciastkach, słodkich kremach, niektórych sztucznych słodzikach, a nawet w wędlinach i pasztetach.

Mleko krowie zastąp:

  • mleczkiem kokosowym, mlekiem migdałowym czy ryżowym. A zamiast masła wykorzystaj olej kokosowy.

Oczywiście to tylko namiastka informacji o dietach eliminacyjnych przy Hashimoto. Warto swoją decyzję o rezygnacji glutenu, czy produktów bezmlecznych skonsultować z endokrynologiem, gdyż może okazać się potrzebna suplementacja. Należy także pamiętać o regularnych badaniach by mieć swoją tarczycę pod kontrolą.

Na koniec dodam, że rezygnacja z glutenu nie jest już tak droga i straszna jak kilkanaście lat temu. W internecie jest dostępnych mnóstwo przepisów na chleb i ciasta, jest naprawdę w czym wybierać.

Sama podejmuję wyzwanie i mówię NIE glutenowi i chętnie podzielę się z wami efektem lub jego brakiem. Oczywiście ćwiczenia też zaplanowałam, bo bez ruchu to żadna dieta nie pomoże.Teraz tylko pozostaje upiec swój pierwszy chleb bezglutenowy. Macie jakiś sprawdzony przepis?

 

Może zainteresuje cię także:

Tarczyca pod kontrolą

Ja i Hashimoto

 

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. wiem , dowiedziałam sie na profilu Japoński Motyl Hashimoto polecam

  2. 100% prawda. Mam niedoczynność tarczycy i chorobę Hashimoto i odkąd wyeliminowałam gluten moje wyniki sie poprawiaja Tsh spadło z 6,4 do 1.4 i ATPO z 13 tys na 6 tys w niecałe 3 miesiące!!!! eliminując z diety wszystkie produkty zawierajace gluten. Plus polecam ssanie na czczo Euthyroxu czy Letroxu wtedy lepiej się wchłania i nie ma potrzeby co rusz zwiększać dawki leku.

    1. z tym ssaniem nie wiedziałam. Ja od paru dni odstawiłam gluten. Zobaczymy jak pójdzie dalej.

    2. W roli mamy – wrolimamy.pl bo tego Ci lekarz nie powie ;(
      A zazwyczaj przy chorobach autoimmunologicznych jest problem z wchłanianiem. Połykając Euthyrox czy Letroxu tylko 20% się tego sztucznego hormonu wchłania a ssąc to prawie 90% ;))
      Czyli lekarz woli zwiększać dawkę niż zastanowić się dlaczego pacjentka dalej źle się czyje. A złe samopoczucie, wzrost wagi związane jest często z nieszczelnością jelit czyli niestrawione białka przedostają się do organizmu i nasz organizm zaczyna je atakować a przy okazji atakuje własne narządy m.in. tarczycę i mamy gotową chorobę Hashimoto ;(

    3. Ewelina Karandyszewska dziękuję za wyjaśnienie. Mam nadzieję, że dieta bezglutenowa postawi mnie na nogi :)

    4. Bardzo pomoże i zbadaj sobie Tsh dopiero za dwa miesiące ponieważ poziom TSH pokazuje nam stan co było miesiąc temu ;)) Czyli za dwa mc kontrolnie sobie zrób i konieczne ssij Euthyrox czy Letrox a w połączeniu z dietą stopniowo będą się wyniki poprawiać a co za tym idzie samopoczucie, waga w dół itd. Polecam

  3. Ja dzieki diecie tsh spadlo z 8 na 1,35 i schudlam 10 kg :)

  4. Ja polecam diete dr Dabrowskiej warzywno-owocowa a potem dopiero bezglutenowa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Miłość do dziecka rodzi się z czasem. Czasem wraz z wejściem 500+


Program „Rodzina 500 plus” ruszył zgodnie z planem. Od kwietnia rodzice mogą składać wnioski o to świadczenie finansowe. I chociaż wokół słyszy się wiele ironicznych komentarzy na temat tego odważnego dla budżetu państwa pomysłu, to złożonych dokumentów o 500 zł z każdym dniem przybywa.

Pińcet złotych kusi także tych, którym dofinansowanie to się nie należy. A mianowicie rodziców biologicznych, których dzieci przebywają w placówkach wychowawczych, domach dziecka. Byłam wstrząśnięta, gdy przeczytałam o ludziach, którzy nie interesowali się przez lata swoim potomstwem, a teraz nagle sobie o nim przypominają.

Dzieci do domów dziecka, rodzin zastępczych nie trafiają bez powodu – musi się w rodzinie podziać wiele dramatycznych problemów, żeby sąd zadecydował o oddzieleniu ich od rodziców. Alkoholizm, przemoc, wykorzystywanie seksualne, bezrobocie, bieda i złe warunki bytowe. Ostatnie trzy przyczyny choć kontrowersyjne, z założenia mogłyby uzasadnić chęć nieporadnych finansowo rodziców do odzyskania dzieci i podjęcie próby zapewnienia im godnego życia z pomocą dodatkowych pieniędzy. Ale wyobrażam sobie, że w tych przypadkach akurat zła sytuacja materialna nie spowodowała, że rodzice zerwali kontakt ze swoimi dziećmi. Wydaje mi się, że to taki typ ludzi, którym doskwiera, że rodzina nie jest w  komplecie, a brutalne rozdzielenie napawa ich bólem, tęsknotą i utrzymują z dziećmi stały kontakt. Tak, oni mają prawo walczyć o tych, których stracili, a pieniądze z dotacji mogą pomóc stanąć im na nogi.

Nie mogę za to pojąć ludzi, którzy przez lata nie interesowali się, co dzieje się z ich dziećmi, nie mieli z nimi kontaktu i nie zrobili nic, by zmienić swoje życie, by mogli je odzyskać. Nie wierzę, że w takich ludziach nagle mogła pojawić się miłość, chyba, że miłość do pieniądza, bo na pewno nie do dziecka. A pieniądz z kolei nie ma magicznej mocy przemienienia patologicznych rodziców w szczerze kochającą mamusię i tatusia. Trzeba mieć tupet by w taki sposób kombinować grając na uczuciach dzieci.

A dzieci są naiwne. I ufne. Byłam kiedyś wolontariuszką w jednej z placówek, w której dzieciaki czekały zazwyczaj na decyzję sądu rodzinnego – część z nich mieszkała tam kilka, kilkanaście tygodni, ale byli też rekordziści z rocznym pobytem. Miejsce to było czyste, ciepłe i przyjazne najmłodszym. Dzieci mogły spokojnie przesypiać noce w swoich ciepłych łóżkach, dostawały regularnie smaczne posiłki, były odwożone do przedszkoli i szkół, nosiły pachnące wyprasowane ubrania, codziennie wolontariusze pomagali im w nauce, w zadaniach domowych. Miały wszystko to, czego brakowało im w ich domach, gdzie nie czuły się bezpiecznie, pewnie, gdzie często chodziły głodne spać, za nic dostawał w skórę. I nie uwierzycie, który moment w „hoteliku” był dla nich najszczęśliwszy – chwila, gdy dowiadywały się, że wracają do mamy i taty! Wtedy było świętowanie, wspólne pieczenie ciasta i przyjęcie z okazji powrotu do domu, do którego szły z ogromną nadzieją. Dzieci są naiwne. Niejedno z nich po jakimś czasie wracało z powrotem do ośrodka.

Wierzę, że ci, których nęci 500 złotych (bądź ich wielokrotność) i zechcą odzyskać swoje dzieci, dowiedzą się, że nie wystarczą tylko chęci i nie odzyskają ot tak prawa do opieki nad nimi. Sądy rodzinne wnikliwie sprawdzą, czy owi rodzice na to zasłużyli, czy są w stanie zapewnić dzieciom spokojny dom pełen miłości, która ani na moment nie znikła i była zawsze.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. zgadzam się w 100%ostatnio było w tv o tych rodzicach ,co ona urodziła będąc całkiem pijana i dziecko prawie ślepe.do szpitala nie chodzili,nie interesowali sie a teraz chca odzyskać(czyli chce 500 co miesiąc)oboje bez pracy,ona już na kilku mityngach dla AA była-szok.inni znowu bez pracy,bez stałego miejsca zamieszkania i tez chca dzieci odzyskać,a maja kilkoro.cała nadzieja w odpowiedzialnych sedziach

    1. Sądy sądami, ale czy starszym dzieciom nie zrobi nadziei taka mama, która nagle zacznie regularnie dzwonić i snuć plany o szczęśliwej rodzinie…

  2. Mam nadzieję, że nie oddadzą dzieci takim rodzicom.

  3. Nagle obudzą się instynkty macierzyńskie w patolach, które dzieci miały z przypadku :( i może straszne to co napiszę ale pewnie niestety takie patologie zaczną robić z tego biznes

  4. Nie pakowałabym wszystkich do jednego worka. Są czasem sytuacje że zabierają dzieci rodzicom, którzy nie są w stanie zapewnić im odpowiednich warunków przez brak środków i umieszczają je w takich placówkach i takie dodatkowe pieniądze mogą nieco odmienić sytuacje szczególnie jeśli tych dzieci jest dwóje czy troje. Są oczywiście i tacy którzy porobili dzieci ale zajmować się nimi nie potrafią bo wolą zaglądać do kieliszka lub zwyczajnie nie dorośli i teraz im się oczka zaświeciły na kasę. Moim zdaniem bardzo łatwo odróżnić jednych od drugich – Ci pierwsi na pewno utrzymują kontakty, odwiedzają placówkę żeby spotkać się z dziećmi lub dzwonią , martwią się i interesują jak to prawdziwy rodzic. Osoby pracujące w takich ośrodkach na pewno bez problemu odróżniają jednych od drugich.

  5. Gdzieś w opiece nieodpowiednia pani postanowiła zabrać rodzicom dzieci bo nie mieli kasy, ale to błąd Ops u a rozdmuchali to tak jakby wszystkie polskie dzieci w domach dziecka czy R zastępczych,R domach dziecka były zabrane z biedy a nie z powodu patologii tych rodzin. Duźo rodzin sporzytkuje 500 dla dzieci ale gro rodzin pogłębi się jeszcze w pijaństwie. Naprodukują dzieci z FAZ te dzieci będą potrzebowały fachowej opieki, nie będą nigdy pracowały tylko żyły na garnuszku państwa. Po nowych wyborach 500 zniknie i znów dzieci nie będą potrzebne i będzie potrzeba więcej miejsc w pieczy zastępczej (dla mnie to błędne koło) Myślę że obawa że sądy oddają dzieci do patologii nie powinna mieć miejsca. Zanim rodziny odzyskają dzieci muszą z dziećmi się widywać, zabierać na weekendy, a z reguły jak im wyznaczysz twarde reguły widzeń,wizyt bardzo szybko opada entuzjazm bo gdzieś tam się kroi impreza, kac męczy…… Kolejny konkubent nie chce słyszeć o dzieciach itd..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku