Uroda 3 września 2012

Gdy nie ma mamy w domu…

Obiecałam to obiecałam, więc żeby nie być gołosłowną tym razem będzie o tym co znam tylko z opowieści, czyli jak Duśka poradziła sobie, gdy bylam w szpitalu.

Tytułem wyjaśnienia powiem, że był to czas kiedy moje dziecko w nocy akceptowało tylko mnie, tata był wrogiem publicznym numer jeden i wcale nie wiemy dlaczego. Zły sen, nagła potrzeba napicia się herbatki, przytulanka, która spadła z łóżka i trzeba ją podnieść; od tego wszystkiego byłam ja i tylko ja – mama do zadań specjalnych. Dlatego, gdy o czwartej rano ubierałam się do szpitala, miałam w głowie tylko jedną myśl: niech mnie czymś nafaszerują i wypuszczą zanim moje dziecko się obudzi. Niestety – nie udało się.
Poranek nie był dla Duśki łatwy. Z tego co wiem, było dużo płaczu i wołania „mamo, mamo”, niestety, nie mogłam przyjść. Duśka dowiedziała się, że mamusia jest u pana doktora, bo ją boli brzuszek. Przyjęła do wiadomości, bo co miała zrobić? Na szczęście jest już na tyle duża, że nie żąda niemożliwego.

Jeszcze przed obiadem przyjechała ukochana kuzynka Duśki,  jedyna nadzieja, że moja nieobecność przejdzie ulgowo, albo wręcz niezauważalnie.
Udało się, cały dzień przebiegł bezboleśnie: rysowanie, rysowanie, rysowanie :D Wydawałoby się, że nikogo jej nie brakuje, tylko jak mąż szedł do mnie do szpitala to tłumaczyła kuzynce, że „tatuś idzie do mamusi, bo mamusia jest u pana doktora bo ją brzuszek boli”. To samo tłumaczyła lalkom i foremkom w piaskownicy. Jedyny dowód na to, że naprawdę przeżywała nieobecność matki. No cóż, moje dziecko do wylewnych nie należy, trzeba umieć czytać między wierszami. Nawet o herbatkę się sama nie upomina, czeka aż się domyślę.

Na krótką chwilę udało nam się połączyć na Skype, niestety szpitalny net do najlepszych nie należał. Połączenie było bardziej niż żałosne, ale wystarczyło żebym zobaczyła, że moje dziecko świetnie się bawi. Przyznaję, była to dla mnie duża ulga, bardzo duża, bo nie wiedziałam jak długo będę musiała w tym szpitalu zostać. Błogosławiłam w myślach kuzynkę, która była gotowa zamieszkać u nas na ile będzie trzeba. Naprawdę super jest jak dziecko ma kogoś takiego. Wiem, że niektóre matki są zazdrosne, gdy dziecko nagle przestaje na nie zwracać uwagę. Duży błąd moje Kochane. W sytuacjach kryzysowych taka osoba może być ostatnią deską ratunku. A i na co dzień fajnie jest móc odpocząć, gdy naszą pociechą zajmie się ktoś zaufany, ktoś kogo dziecko uwielbia.

Moje dziecko jest klasycznym niejadkiem, chociaż nie, nie klasycznym, jest wyjątkowym niejadkiem, nikt oprócz mnie nie ma prawa jej karmić, a jej żywienie to temat na osobny artykuł. Możecie się dziwić jak chcecie, w końcu  ma trzy lata, niemniej jednak jest jak jest. I właśnie dlatego miałam obawy, jak będzie z posiłkami. Na szczęście okazało się że i w tym przypadku kuzynka jest niezastąpiona. Może nie było tak jak ze mną, ale brzuszek mojego dziecka nie był pusty.

Trochę gorzej było z kąpielą, tu już musiał tata wkroczyć, na szczęście stanął na wysokości zadania i Duśka nie poszła spać brudna. Okazało się, że są pewne rytuały do których dostęp mają tylko rodzice, jednym z nich jest kąpiel właśnie.

Pobudka następnego dnia była już łatwiejsza, Duśka przyjęła do wiadomości, że mamusia nadal jest u pana doktora, bo ją brzuszek boli i nawet zgodziła się zjeść śniadanie.

Kilka godzin później wróciłam do domu.

Na dźwięk furtki moje dziecko wybiegło zobaczyć kto idzie, po czym natychmiast zrobiło swoją klasyczną minę pod tytułem: ”ta niespodzianka to naprawdę dla mnie??? No normalnie nie wierzę!!!” I chyba rzeczywiście nie uwierzyła, bo jeszcze przez klika godzin trzymała się z dala ode mnie, jakby się bała, że to fatamorgana a nie prawdziwa mama, obserwowała tylko czy aby na pewno jestem. Potem się przełamała i przyszła na kolana, objęła mnie i mocno przytuliła. I już nawet na krok nie odstępowała, wchodziła na kolana,  przytulała się, a jak wstawałam to wyciągała rączki, żeby ją wziąć na ręce. I to był największy problem bo byłam jeszcze koszmarnie obolała, nie mogłam jej dźwigać. Sporo leżałyśmy i się przytulałyśmy. Pilnowała, żebym nie znikła.

Ogólnie muszę przyznać, że Duśka zniosła rozłąkę dużo lepiej niż mogłam się spodziewać, co było dla mnie naprawdę dużą niespodzianką i niesamowitą ulgą. Wiem, że jeżeli zdecyduję się na operację (a raczej jeśli nie uda się jej uniknąć) to obie damy radę :))

A Wy drogie czytelniczki macie kogoś takiego jak nasza niezastąpiona kuzynka?

Źródło zdjęcia: Flickr

Subscribe
Powiadom o
guest
15 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Magdalena
Magdalena
8 lat temu

Bardzo fajny artykuł. Miłość dziecka jest bezgraniczna, bezwarunkowa i ….. jest najwspanialszym uczuciem jakim może nas obdarować. Rozłąki są trudne, ale niestety konieczne:(

Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
8 lat temu
Reply to  Magdalena

no, niestety:(

sylwiagkap
sylwiagkap
8 lat temu

U nas rozłąki były tylko na weekend, ponieważ musiałam jechać do szkoły w piątek aż do poniedziałku od rodziców, a tylko 320 km od domu:( Tata mieszkał ze swoimi rodzicami, takie życie cóż można zrobić, nie mógł przyjeżdżać do nas co weekend więc tylko widywaliśmy się co dwa tygodnie nie zawsze mogłam zabrać synka ze sobą:( Pierwsza rozłąka była dla mnie bardzo ciężka, jak on i ja damy sobie radę, wiedziałam,że dziadki nakarmią, po bawią się, wykąpią jego, ale to wszystko nic, nikt nie zastąpi matki. Co godzinę dzwoniłam do domu, jak co i itd… czy wszystko dobrze. Piątek przeszedł… Czytaj więcej »

Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
8 lat temu
Reply to  sylwiagkap

Po prostu taki mamusiny synuś:)

Magda Kupis
8 lat temu

Dzieci są często dzielniejsze od rodziców :) choć zdarza się, że jak gąbka chłoną lęki rodziców- na szczęście Mirella dzielnie zniosła rozstanie, więc córka nie miała innego wyboru i też dała redę :) Jakiś czas temu oglądałam program „Najgorsza matka świata”, była tam rodzina panicznie bojąca się życia, chłopiec mógł stać na deskorolce na trawie i udawać, że jeździ bo rodzice bali się, że zrobi sobie coś strasznego, ich córka na tyle przejęła ich obawy, że miewała napady lęku z dusznościami i inne objawy somatyczne, a najgorszy był lęk o to, że kiedy nie będzie jej z rodzicami to oni… Czytaj więcej »

Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
8 lat temu
Reply to  Magda Kupis

też czasem oglądam ten program i wcale w sumie nie jestem taka zła:) :)

Magda
Magda
8 lat temu

My przygotowujemy się do rozłąki z powodu powrotu do pracy i choć to jedyne 7 godzin dla mnie to cała wieczność. Już miesiąc przed postanowiłam, że będziemy przyzwyczajać córkę do babci z którą będzie zostawać podczas mojej nieobecności. Do tej pory istniałam dla niej tylko ja i tatuś, a że karmię piersią to nasza więź jest nierozrywalna. Początki były trudne, córka tak płakała babci, że biegiem wracałam do domku i okazywało się, że babcia z tego wszystkiego też płakała. W tej chwili wszystko się odwróciło. Zuzia chętnie zostaje z babcią, a babcia jako jedyna potrafi ją uśpić bez cycunia jak… Czytaj więcej »

Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
8 lat temu
Reply to  Magda

na pewno na poczatku będzie trudno)

Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
8 lat temu

Mi póki co ciężko wyobrazić sobie rozłąkę. Jesteśmy tylko we dwie cały czas (tata za granicą) więc obie jesteśmy za sobą bardzo, ale kiedyś trzeba będzie

Hanna Szczygieł
8 lat temu

No właśnie, to wielki minus kiszenia się z nami Klary – w przypadku wypadku – strach pomysleć. Choć ostatnio tak nas zaskoczyła, że opadły nam „kopary”. Byliśmy na weselu i sama się sprzedawała do tańca temu, kto się trafił – a zazwyczaj przyczepia się do mojej nogi wstydzi przez pierwszą godzinę :)więc może nie będzie aż tak źle, gdyby przyszło nam podrzucić nasze szczęście w nagłym wypadku.

Ania Stanczak
8 lat temu

Ahh prawie sie popłakałam na tym artykule wiem ze nie było o co ale ja taka beksa jestem płacze nawet na Amelki bajkach :P My też mamy taką osobe jak kuzynka jest nią moja siostra i mama Amela ich UWIELBIA nieraz to nawet nam przykro bo jak ja musimy zostawić mamy może małą nadzieje ze nie będzie chiała czasami a ona jakby nigdy nic macha nam i mówi BAY!!!!!!! i buziaki wysyła…. ale to dobrze wiem bo nie mam problemu w takich właśnie sytuacjach… i jestem im bardzoo wdzięczna

Milena Kamińska
5 lat temu

Trzymam kciuki mocno

Ustyna król
Ustyna król
5 lat temu

Ja wybrałem wózek Anex Classic. Jesteśmy zadowoleni.

mamaalicji
mamaalicji
4 lat temu

Wybór wózka jest dość trudny bo jest naprawdę ogromny wybór i różnorodność. Ja zdecydowałam się na anex sport. Nie żałuję, wózek super się prowadzi, ma dobrą skrętność. Pompowane koła i amortyzacja w ramie dają poczucie komfortu w czasie spacerów. Maluch nie lata na wszystkie strony w gondolce na każdej nierówności. Teraz używam już spacerówki. Zaletą jest duża budka. W trakcie deszczu po jej opuszczeniu praktycznie całe dziecko jest osłonięte.

Kraszewska
Kraszewska
3 lat temu

Mamy wózek 3w1 Vicco z żelowymi kołami, on ma podwójną amortyzację, nie jest ciężki, posiada też dobrą wentylację. Poza tym, co dla mnie było dość istotne jest niedrogi. Ja podczas zakupu wózka zwracałam uwagę głównie na koła oraz amortyzatory, a także dodatkowe akcesoria.

Na zakupach 31 sierpnia 2012

Nocniczek, nakładka na toaletę? A może…

Dbałość o czystość i higienę nieodłącznie sprowadza nasze myśli wprost do łazienki… tam rozpoczynają wędrówkę po otaczających sprzętach. I tak nasze zmysły i umysły wiążą te dwa słowa: z toaletą, wodą, środkami czystości i higieny – w sposób tak naturalny, jak skojarzenie słońca z niebem i drzewa z zielenią. Higiena nabiera również niezwykłego znaczenia, gdy nasze dziecko zaczyna korzystać z nocnika i z toalety.

Większość dzieci w pewnym momencie staje się dumnym posiadaczem pierwszego nocnika. Często przygoda z tym niezwykłym sprzętem okazuje się pełna emocji oraz różnych nowych trosk w głowach rodziców. Dziesiątki sposobów na za przyjaźnienie naszego dziecka z zastępcom pieluszki, krąży po świecie w charakterze mitów i faktów. Ciekawe porady, w sam raz na początek tego nowego rozdziału znajdziecie w Poradniku „Twoje dziecko kontra bakterie. Czyli poradnik młodej mamy”- publikacji stworzonej, również przy naszym skromnym udziale, dla akcji „Razem dla zdrowia dzieci”.

Nocniczek, nakładka na toaletę czy… krzaczki?! Program CATS Unicef ma na celu walkę z kryzysem sanitarnym na świecie, możemy pomóc w uzyskaniu dostępu do godnych warunków sanitarnych wielu ludziom.

Polskie mamy nie od dziś mają wielkiego pomocnika – lubianego pogromcę „toaletowych stworów-potworów” – płyn do czyszczenia toalet (i nie tylko) Domestos. Dzięki akcji Razem dla zdrowia dzieci – „Domestos dla Unicef” możemy pomóc ochronić wiele istnień. Prawie 40% ludzi na świecie nie ma możliwości godnego załatwiania swoich potrzeb fizjologicznych – a prawie połowa  z nich jest całkowicie pozbawiona dostępu do toalety! 5% ze sprzedaży oznaczonych butelek Domestos, zostanie przekazane na wsparcie akcji. Wiele mam będzie mogło przestać kojarzyć brak toalety z chorobą i śmiercią, wiele dzieci zyska możliwość naprawdę godnego życia.

Dbając o zdrowie naszych dzieci i rodzin, pomagamy innym mamom  – czy może być coś prostszego i równie cudownego?

Inne ciekawe porady dotyczące dbania o higienę znajdziecie w poradniku przygotowanym w ramach akcji Domestos dla Unicef.

Przeczytajcie poradnik, klikając w ilustrację poniżej:

Więcej informacji:
Pierwszy wpis na naszym blogu (koniecznie zobaczcie filmik)
Drugi wpis na naszym blogu
Strona główna akcji
Polska grupa społecznościowa

Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Ania Stanczak
8 lat temu

używamy nakładki na sedes i nocnika to zależy na co ma ochotę Amelka. problemów nie było z odpieluchowaniem poszło bardzooo gładko i bardzo szybko. a domestos oczywiście używamy też!! ;)

sylwiagkap
sylwiagkap
8 lat temu

My używamy nocnika, nasza nauka siadania zaczęła się od zabawy, w obecnej chwili nie mamy żadnego problemu, jak jesteśmy u dziadków synek prosi o siusiu na kibelek:) Nasza nauka trwała długo ale ze skutkiem dobrym:)

Magda Kupis
8 lat temu

Moje dziecko przyzwyczajone jest do tego „luksusu” jakim jest jej mini toaleta, korzysta też z dorosłej, ale zauważyłam, że ma opory przed skorzystaniem z cudzej toalety. Łatwiej jej jest korzystać z krzaczków :) Taka prozaiczna sprawa, nad która wcale się nie zastanawiamy, a już na pewno niewiele z nas kojarzy brak toalety z chorobami czy śmiercią, dla innych jest codziennością. Mam nadzieję, że takie akcje będą trwały tak długo jak będzie potrzebna pomoc.

Zwyczajna mama
Zwyczajna mama
8 lat temu

My jestesmy własnie w trakcie nocnikowania, ale jeszcze długa droga przed nami :) Domestosa używamy od zawsze i będziemy używać nadal. Jak dobrze, że są takie akcje!

Dom 29 sierpnia 2012

Zachować lato w słoiku

Podróżując po dalszych i bliższych zakątkach świata w naszym bagażu znajdą się najróżniejsze pamiątki tj. muszelki, kamyczki, jak również zdjęcia. Drobiazgi te przypominają nam piękne chwile, pełne beztroski i odpoczynku. Coraz częściej ze swoich wojaży przywożę inny rodzaj souveniru, dzięki której mogę dzielić się jej aromatycznością, smakiem z bliskimi osobami. Tą pamiątką jest herbata.

Pewnego zimowego wieczoru w czeskiej Ostrawie wręczono mi kubek ciepłej pięknie pachnącej herbaty oraz dużą łyżkę. Moje zdziwienie zostało szybko odkryte i uśmiechem na twarzy znajomych zostałam zachęcona do skosztowania tego napoju. Zapach tej herbaty już wcześniej unosił się w powietrzu, który wręcz napełnił pokój wonią owoców lata z dodatkiem czeskiego kopniaka, czyli rumu. Duża łyżka okazała się bardzo potrzebna, bo na samym dole kubka odnalazłam kawałki brzoskwini, gruszki, malin i wielu innych owoców. Dla smakoszy jest to idealne zadanie, by za pomocą zmysłu smaku sprawdzić czy poznamy owoc – choć czasem w rozwiązaniu zagadki pomaga faktura owocu. Smak jest nie do opisania, ktoś by powiedział że to zwykły kompot z kawałkami owoców, lecz ten kto skosztował tego napoju wie, że jest on godny miana Herbaty Pieczonej rodem z czeskich Moraw. Tak, tak, nie pomyliłam się w nazwie, to pieczona herbata, w której jak zaklęcie schowane jest lato pełne owoców.  Śmiałków i odważnych wypróbowania tego specjału zachęcam do schowania letnich dni w słoik. Będziecie potrzebować:

Krok 1

Ok. 2 kg różnych owoców: świetnie smakują gruszki, jabłka, maliny, jeżyny, borówki – inaczej zwane jagodami (nadają one piękny kolor naszej herbacie), ananas świeży lub z puszki, winogrona, brzoskwinie, nektarynki, kiwi. W przepisie nie może zabraknąć 2 cytryn i pomarańczy. Owocami, których nie polecam jako składnik to banan, z którego niewiele zostaje po upieczeniu.

Wszystkie owoce dokładnie myjemy, cytryny i pomarańcze możemy wyparzyć i skroić razem ze skórkami. Następnie wybrane przez nas owoce kroimy na małe kawałki. Warto zachęcić nasze dzieciaki do pomocy przy myciu i krojeniu, a w szczególności do degustowania owoców.

Krok 2

Pokrojone owoce zasypujemy ok. 50-75 dag cukru, potem na oko-czyli, ile kto lubi: dodajemy anyżku, goździki oraz mielonego cynamonu. Całość dobrze mieszamy i przekładamy do dużej głębokiej blachy.

Krok 3

Blachę wraz  z owocami wkładamy do nagrzanego piekarnika (200 stopni) i pieczemy ok. 40 min. od czasu do czasu mieszając naszą aromatyczną mieszankę.

Krok 4

Kiedy w piekarniku piecze się nasza herbata, warto przygotować słoiki, w których zamkniemy lato. Z tej porcji otrzymamy ok. 3-4 litrowych słoików. Po 40 min. ostrożnie wyciągamy blachę z piekarnika (w wersji dla dorosłych dolewamy rumu – w ilości ile kto lubi). Z rumem czy bez – zawartość blachy przelewamy za pomocą chochli do słoików, które szybko zakręcamy i odwracamy do góry dnem. Gdy słoiki ostygną możemy je odwrócić.

Krok 5

Nasza herbata pieczona jest już gotowa i może czekać na chłodne zimowe wieczory. Wystarczy wtedy 1-2 łyżki herbaty pieczonej przełożyć do kubka, zalać wrzątkiem i delektować się powiewem ciepłego letniego wiatru.

Pamiętajcie jednak, aby otwarte słoiki przechowywać w lodówce.

A czy Wy Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy macie swoje ciekawe przepisy na zatrzymanie lata w słoiku? Zachęcam do dzielenia się przepisami w komentarzu pod wpisem. Może wspólnie uda Nam się wypracować oryginalną książką letnich słoikowych przepisów.

Kliknij na zdjęcie, żeby zobaczyć je w pełnej rozdzielczości :)

Źródło zdjęcia: Flickr

Subscribe
Powiadom o
guest
8 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Ania Stanczak
8 lat temu

o rany brzmi pysznie wygląda jeszcze lepiej!!

Hanna Szczygieł
8 lat temu

mmmmm :) trzeba spróbować :)

Magdalena
Magdalena
8 lat temu

Smakowite zdjęcie i herbatka pyszna. Muszę koniecznie wypróbować przepis. U mnie tradycyjne m.in. malinki, truskawki, ogóreczki, papryczki w słoiczkach.

Magda Kupis
8 lat temu

Niestety sama nie biorę się za robienie przetworów i innych, ale składam zamówienia do mam :) już nie mogę się doczekać zimy, kiedy będziemy sobie to wszystko wcinać :D W zamrażarce mam porobione mieszanki warzywne na zupy, zabieram się za przygotowanie malin do mrożenia, na półkach stoją ogórki w przeróżnych odsłonach i pyszne sałatki :)

Anna Solarska
8 lat temu

Mój sposób na lato w słoiku to przede wszystkim sok malinowy na zimę z malinek od prababci :-) Ale w tym roku odkryłam nowy: Chutney śliwkowy – wspomnienie mojej babci, któa taki robiła 30 lat temu… Mój przepis tutaj: http://domowakuchnia.blox.pl/2012/09/Chutney-sliwkowy.html

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close