Emocje 18 listopada 2016

Gorączka sprawiła, że zaczęłam grzebać w śmietniku

Mam gorączkę. Nie wiem dlaczego. Innych objawów brak. Zgodnie z własnymi zaleceniami ograniczyłam aktywność. Spędzam czas na przeglądaniu internetu i nadrabianiu braku wiedzy o wydarzeniach z życia naszych celebrytów.

Internet to kopalnia wiedzy. Tak się kiedyś mówiło. Dziś nie wiem, czy to stwierdzenie nadal ma sens. Być może ma, ale trzeba naprawdę głęboko kopać. To, co widoczne na pierwszy rzut oka, to śmietnik – dobrze wypozycjonowane newsy i skandale.

Nie dalej jak wczoraj dowiedziałam się, że Ryszard Rynkowski próbował popełnić samobójstwo. Zaraz po tym, dowiedziałam się, że wcale nie próbował, tylko stał z bronią na podwórku, a w ogóle to był pijany. Nie był pijany. Ma depresję, nie ma depresji. Żona go zdradza. Wcale nie, bardzo go kocha. Im dalej w las, tym więcej… gówna za przeproszeniem.

Nie wiem, kto pierwszy napisał o dramacie pana Ryszarda, ale powinien z piekła nie wyjrzeć. Staram się rozumieć, że to taka praca, ale czy naprawdę trzeba zarabiać na pisaniu o cudzych dramatach? O osobach, które sobie tego nie życzą? Podglądać i tylko czyhać na jakieś potknięcie, żeby móc to szczegółowo i podejrzewam, że kłamliwie, opisać?

Kolejna na celowniku: pani Szostak. Nie mam pojęcia, kto to jest, ale codziennie natykam się na artykuł o biuście owej pani. Jak nie o biuście, to o wyjątkowo szczupłej figurze. I ciągle czytam, jak ona pięknie wygląda. I nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to nic innego jak artykuły sponsorowane.

Zaraz za panią Szostak Perfekcyjna Pani Domu, czyli Małgorzata Rozenek-Majdan i jej mąż-były bramkarz. Powiem Wam, że całkiem fajnie razem wyglądają. Ale nie ma w ich życiu niczego, co by zasługiwało na to, by w ogóle o nich pisać. Przynajmniej o niczym takim nie czytałam. Za to sporo można przeczytać o konflikcie z pewną panią, która jest narzeczoną pewnego pana i głównie z tego jest znana.

Nie brak też w wirtualnych mediach pani Gessler. Kobieta chyba świat zbawia, odwiedzając każdą restaurację po kolei. Niemniej jednak media nie zostawiają na niej suchej nitki. Martwią się, że nie będą mieli o czym pisać, jak już pani Gessler naprawi świat?

Kurde, czy ludzie to naprawdę czytają?

No tak, ja czytam. Ale ja mam gorączkę, jestem usprawiedliwiona. Mam tak zamulony mózg, że żadna książka mi nie wchodzi, a gra w diamenty już mi się znudziła.

I w sumie kij z tym, co piszą. Coś muszą pisać, żeby obok tekstu wrzucić reklamę. Takie są realia. Jak się nic nie dzieje, to zawsze można coś wymyślić. Szczytem wszystkiego była informacja mniej więcej sprzed roku, o tym, że matka Krystyny Jandy jest w szpitalu. Bzdura z palca wyssana, ale szumu narobiła. Były wejścia na stronę, efekt osiągnięty. Sprostowania nie widziałam. Po co prostować?

Artykuły artykułami, ale komentarze! Ileż się można z nich dowiedzieć! Normalnie wszystko tam jest, od empatii i życzliwości do jadu tak jadowitego, że zabiłoby najjadowitszą żmiję. Najbardziej mnie zastanawia, po co ludzie to komentują, skoro spora część komentarzy brzmi: nie macie o czym pisać, rzygać mi się chce tym tematem. Jak mnie się nie chce czegoś czytać, to nie otwieram.

Ludzie ewidentnie mają chęć mieć swoje pięć minut. Jak nie na ściance to chociaż jako tłum wokół tej ścianki zgromadzony.

Ja jestem usprawiedliwiona, jestem chora. I teraz nie wiem, mamy chore społeczeństwo, czy co?

P.S. Na temat polityki się nie wypowiadam zgodnie z zasadą: nie ruszaj gówna, nie będzie śmierdziało, ale tam też nieźle się dzieje. Przynajmniej tyle można wywnioskować z codziennie zmieniających się nagłówków na portalach informacyjnych.

Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Edyta Skrzydło
4 lat temu

Ja i bez gorączki tak miewam

W roli mamy - wrolimamy.pl

Ja bez gorączki rzadko i wyrywkowo, za to jak mam gorączkę to się w tym grzebię jakby złoto tam dawali.

Emocje 17 listopada 2016

Choroba sprzyja pytaniu: Czego nauczyłam o życiu moje dziecko?

Jestem w szpitalu i jak nigdy dotąd mam mnóstwo czasu na przemyślenia. Szpital i choroba skłania ku pewnym pytaniom… Zastanawiam się, co by było, gdyby mnie zabrakło?

Jestem mamą i wiem, że odkąd przyszedłeś na świat, bacznie mi się przyglądasz. Obserwujesz na każdym kroku i uczysz się ode mnie tak wielu rzeczy. To jaka jestem, ma duży wpływ na Ciebie i na to, jaki będziesz kiedyś w przyszłości. Skoro jestem wzorem, to bardzo chcę być dobrym przykładem, bo czuję, że dzięki temu – będziesz szczęśliwy.

Uśmiechaj się!

… jak Twoja mama. Chcę, byś wiedział, że naprawdę warto każdy dzień witać z pozytywnym nastawieniem. Sama wierzę w samospełniające się proroctwo, więc optymizmem przywołuję ciąg dobrych zdarzeń, a uśmiechem łamię lody.

Kochaj siebie!

Każdego dnia mówię Ci, że potrzebuję czasu dla siebie – wtedy wiesz, że chcę chwilę odpocząć i się zrelaksować. Ty też masz prawo by szanować siebie, swoje odczucia i pragnienia. Bądź dla siebie dobry, szanuj swój wolny czas i życie własnym życiem.

Bądź dla innych!

Lubię, gdy razem gramy w planszówki i nasze wieczorne wspólne czytanie. Wiesz też, że staram się być dobrą córką i wnuczką – odwiedzam i pomagam naszym najbliższym. Chciałabym, byś zawsze czerpał radość i satysfakcję z tego, że możesz wspierać i być dla drugiego człowieka. Żebyś miał otwarte serce, a osoby obok Ciebie były przy Tobie szczęśliwe.

Mów o swoich emocjach!

Zawsze Ci mówię, gdy jest mi smutno, prawda? Chcę, żebyś wiedział, że nie ma się czego wstydzić, a nazywanie swoich uczuć pomaga obu stronom. Emocje to Twoja siła, a nie słabość.

Bądź czuły!

Uwielbiamy się razem przytulać. To takie ważne. Zawsze pamiętaj o czułych gestach. To pomaga.

Bądź szczęśliwy!

Dookoła możesz zobaczyć, jak inni łatwo poddają się rzucanym pod nogi kłodom. A Ty masz szczęście w sobie i bez względu na wzloty i upadki, staraj się, tak jak ja, widzieć świat w jasnych kolorach i czerpać z życia, to co najlepsze, bo ono jest absolutnie wyjątkowe.

Wspominaj!

Mamy tyle pięknych przeżyć – cieszę się, że już lubisz do nich wracać. Oglądanie zdjęć, pamiątek i snucie wspomnień – oboje to lubimy i mam nadzieje, że Tobie tak już zostanie.

Oswajaj strach!

W życiu boimy się różnych rzeczy, na szczęście zazwyczaj strach ma wielkie oczy. Pamiętaj, by Cię nigdy nie paraliżował, nie blokował, oswój go. Tak jest łatwiej i można dokonać rzeczy ważnych i wielkich.

Przezwyciężaj problemy!

Kłopoty są po to, by sobie z nimi radzić, szukać dzięki nim innych rozwiązań, szerzej otwierać oczy. Marzę o tym byś tak jak ja, nie skupiał się na problemie, ale szukał najlepszego sposobu, by go rozwiązać.

Szanuj czas innych!

Nawet jak byłeś zupełnie maleńki, zawsze z Twoim tatą byliśmy wszędzie na czas. Wychowany w szacunku do czasu innych ludzi, pamiętaj, że nie należy się spóźniać i trzeba się trzymać określonych terminów.

Popełniaj błędy!

Każdy ma do nich prawo i są nieuniknioną częścią naszego życia. Gdy błędy Ci się przytrafią, ważne byś był ich świadomy, umiał wyciągnąć wnioski z porażek i byś potrafił się do nich przyznać (czasem wystarczy przed samym sobą).

Miej marzenia!

One są po to, by je spełniać. Nie czekaj na łut szczęścia, bo to Ty decydujesz, czy je zrealizujesz.

Mów: „kocham”, „przepraszam”, „dziękuję”, „proszę”!

Kocham Cię. Mama.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Emocje 16 listopada 2016

W cholerę z tą zimową porą!

Nie cierpię zimy! I tej paskudnej jesieni też! Wyjście z domu w tym okresie, dla posiadaczy dzieci, to jedna wielka masakra. Bo najpierw trzeba zorientować się jaką właściwie mamy dziś pogodę – czy jest zimno, albo wręcz piździ? Czy są jakieś opady – deszczu, śniegu, lub co gorsza – jednego i drugiego. A później trzeba wymyślić jak się odpowiednio ubrać? Najlepiej oczywiście na cebulkę, co prawda tracimy wtedy na prezencji, bo wyglądem przypominamy raczej ziemniaka, ale przynajmniej będzie nam ciepło.

Procedurę ubierania trzeba oczywiście pomnożyć wprost proporcjonalnie do ilości posiadanych dzieci. W moim przypadku jest dwoje berbeci – przedszkolak i niemowlak.

Ze starszakiem jest o tyle prościej, że w dużej mierze ubierze się już sam, trzeba mu tylko wszystko naszykować, poukładać w kolejności, w której ma ubierać kolejne warstwy – to jest naprawdę istotne, bo który 5-latek przejmowałby się tym, czy najpierw założyć kalesony czy może spodnie…

Później trzeba dopilnować, żeby t-shirt wsadził do spodni – bo tak trudno jest zapamiętać, że nerki mają być zawsze zasłonięte! Kalesony i/lub spodnie, mają trafić do buta, żeby w girki nie było zimno. Trzeba również odszukać, rzucone byle gdzie rękawiczki, czapkę i szalik.

Jak już starszak jest gotowy do wyjścia….. oznajmia, że chce mu się siku więc trzeba go porozbierać lub poczekać aż sam to zrobi, no ale wtedy trwa to dwa razy dłużej.

Gdy dziecko załatwi swoje potrzeby fizjologiczne, procedurę ubierania należy podjąć od nowa.

W tak zwanym międzyczasie, trzeba wyszykować młodsze dziecię. W przypadku niemolaka jest to o tyle gorsze, że jest ono kompletnie niesamodzielne, bardziej ruchliwe i niecierpliwe, a przez to nerwowe!

Wciskasz na takiego brzdąca kolejne warstwy ubrań, a on coraz bardziej zaczyna się irytować bo robi mu się ciasno, ciepło i traci zdolność zgrabnego poruszania się, przez co zaczyna jęczeć i wierzgać niczym zwierzyna złapana w sidła. Na tym etapie zazwyczaj jestem już wybitnie upocona i poddenerwowana.

Przy zakładaniu czapki, moja słodka mała dziewczynka dostaje szału bo, chyba jak większość dzieci, nie lubi wkładania niczego, ani na głowę, ani przez nią. Na koniec zostaje wcisnąć kurtkę i paputki na stópki, które notabene uwielbiają się z tych stópek zsuwać i gubić!

Gdy latorośl jest już gotowa mogę szykować się ja, ale na szybko i na odwal, tak co by się dzieci nie zdążyły ugotować. Ze spaceru byłyby wówczas nici…

Jak już wszyscy jesteśmy gotowi i możemy wyjść to… nagle okazuje się, że starszak musi (znowu) do wc!
– Jak to?! Przecież pytałam dwa razy czy chcesz do toalety, mówiłeś że nie chcesz!
– No bo wtedy nie chciałem.

I szlag może człowieka w tym momencie trafić! Znowu musimy się wszyscy rozbierać, albo zbiorowo będziemy się gotować…

A na dokładkę – jak już w końcu łaskawie wyjdziemy z domu – pójdziemy wszyscy do sklepu, bo wypadałoby kupić co nieco do jedzenia, a tam powtórka z rozrywki. Na dworze piździ, w sklepie skwar, nie ma więc zmiłuj, trzeba się rozebrać z tych wszystkich kurtek, czapek, szalików i rękawiczek. A potem trzeba to nosić i kląć, że ciężko, że niewygodnie i w ogóle, że matka natura nie dała nam trzeciej ręki!

A w cholerę z tą zimową porą!

Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Anita
Anita
4 lat temu

i tak codziennie …. je chce wiosnę! U nas wyjście z domu już opanowane ale co wsiądziemy do samochodu ujedziemy kawałek to słyszę z tylnego fotela – mama kuuupaaa

fizjomatka
fizjomatka
4 lat temu

To prawda! Też nie znoszę zimy, choć umilam sobie wieczory herbatkami, świeczuszkami i ciepłym kocem :)
Zapraszam do odwiedzenia mojego bloga, będzie mi bardzo miło :)

http://fizjomatka.blogspot.com/

Milena Kamińska
4 lat temu

Wrrr znamy nienawidzę zimy tych kurtek szalikow i czapek

Maria Ciahotna
4 lat temu

Znam to w wersji razy 3! Dlatego przed wyjściem obowiązkowo wysyłamy ich na siku, chcesz czy nie, trudno… Tak samo jak planujemy dłuższe zakupy (a z trójką to często się przedłużają), to najpierw załatwiamy toaletę, bo potem nie chce mi się ganiać w te i we wte. Z drugiej strony – bez zimy smuuutno by było, dzieci nasze same proszą by wyjść pobawić się śniegiem – jasne, póki co więcej błota i brudu niż śniegu, ale czasami zazdroszczę im tego wyczekiwania i radości, bo mi się po prostu nie chce,… chyba że idziemy całą rodzinką na sanki czy na spacer,… Czytaj więcej »

W roli mamy - wrolimamy.pl
Reply to  Maria Ciahotna

Jasiek też czeka na zimę – ostatnio jak spadł 1cm śniegu to chciał iść na sanki! :P I ja też powinnam się cieszyć bo jeżdżę na nartach :P ale…. mimo wszystko wolę wiosnę i lato! ;)

Agata
Agata
4 lat temu

taaaa tego się nie zapomina nawet po latach, i ten pot cieknący po plecach…. :)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close