Związek 19 czerwca 2012

I że cię nie opuszczę aż do śmierci…

Na początku zazwyczaj jest miłość. Romantyczna, intensywna, pełna uniesień, z nieśmiałymi planami na przyszłość, które z każdym miesiącem stają się bardziej konkretne. Stopniowo budowane są coraz mocniejsze relacje z ukochaną osobą, wzajemne poznawanie i docieranie się. W końcu pojawia się decyzja – chcemy być ze sobą na dobre i na złe – bardzo się kochamy i nie możemy bez siebie żyć!

Większość par formalizuje swój związek i staje się małżeństwem. Cudowny ślub, pierwszy taniec przy dźwiękach ulubionej piosenki, sesja zdjęciowa – każde ujęcie zakochanych emanuje miłością. Miesiąc miodowy (czasem daleko poza domem, czasem bez urlopu, ale najważniejsze że razem) trwa krótko i zaczyna się powoli zwykła codzienność, a wraz z nią małe kłopoty lub całkiem duże problemy.

Życie rzadko bywa usłane różami, nie wszystko idzie po myśli dwojga ludzi, czasem wręcz odwrotnie – większość rzeczy, które ich spotyka, wydają się pojawiać po to, by dokopać młodemu małżeństwu. Rzeczywistość bywa brutalna – i wśród trosk związanych z pogonią za dobrami materialnymi, z brakiem pieniędzy, niesatysfakcjonującą pracą, teściową, która zawsze wie lepiej, cieknącym kranem, ciągle płaczącym dzieckiem – są ona i on – jeszcze niedawno niewidzący poza sobą świata i żyjący tylko miłością.

Wieczorem oboje są już tak bardzo zmęczeni dniem, że nie mają siły by wspólnie spędzić ze sobą czasu, by zrobić razem coś szczególnego, by porozmawiać o mijającym dniu, o planach, marzeniach… Nie kultywują już swoich narzeczeńskich rytuałów – nie wychodzą razem do kina, nie umawiają się na randki poza domem, nie wychodzą na spacery po parku, nie mają nieplanowanych weekendowych wyjazdów. Tracą spontaniczność, stają się wygodni. Jedyną rzeczą, którą robią razem jest patrzenie w telewizor – niby obok siebie, a jednak osobno… Przestają się starać, przestaje im zależeć.

Coraz częściej mają do siebie żal – o to, że żona trzyma zawsze stronę swojej mamusi, że męża wiecznie nie ma i późno wraca do domu… Coraz częściej wybuchają kłótnie – bo ona nie słucha, co on do niej mówi, a dla niego liczą się bardziej koledzy i piwo niż własna rodzina. A związki wymagają przecież nieustannej pracy, słuchania drugiego człowieka i pewnych kompromisów. Czasem byle błahostki urastają do tak wielkich problemów, że nasi bohaterowie podejmują decyzję o rozstaniu.

Wokół  tyle rozbitych małżeństw, tak wiele osób jest w trakcie lub po rozwodzie. Często mają małe dzieci. Na przetrwanie miłości nie ma recepty, choć każdy chciałby ją znać. Jedno jest pewne – miłość zostawiona samej sobie zaczyna usychać.

Czy nie można było tego uniknąć, czy rozstanie to naprawdę ostateczne wyjście z sytuacji? Czy miłość, która kiedyś była tak mocna i piękna może minąć, jak ręką odjął? Czy dwoje, nie tak dawno bliskich sobie osób nie ma już siły i chęci walczyć o swoich partnerów? A przecież ślubowali sobie, że będą razem nie tylko na dobre, ale także na złe. Związek nie wytrzymał tej próby, która miała być tylko doświadczeniem, z którego mieli wyciągnąć wnioski i wyjść silniejsi. Kiedyś rozstanie nawet na klika godzin było dla nich wiecznością, a teraz sami świadomie decydują się na życie bez tej drugiej osoby.

A jakie są Wasze refleksje na ten temat? Wiele znacie rozwiedzionych par? Czy z Waszego punktu widzenia podjęli słuszną decyzję? A może sami przeżyliście rozstanie, albo właśnie się wahacie, czy nie dokonać radykalnych zmian w swoim życiu? Podzielcie się swoimi doświadczeniami, opowiedzcie swoją historię…

Subscribe
Powiadom o
guest
78 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Aleksandra Greszczeszyn

Bycie razem wymaga ciągłego wspólnego pielęgnowania uczuć, wspólnych marzeń, planów, drobnych gestów… Związek jest jak roślinka – jeśli przestajemy o niego dbać usycha. Czasem taka roślinkę da się odratować, ale czasem jest już za późno…

Agnieszka Fimiak
10 lat temu

Znam kilka par, które się rozstały nawet po długoletnim związku, jednak trudno mi mówić o tym co było przyczyną tych rozstań. Wiem, że o związek trzeba dbać, słuchać drugiej osoby, rozumieć ją i szanować jej uczucia. Związek trzeba pielęgnować, żeby byc w nim szczęśliwym.

Hedzia
Hedzia
10 lat temu

Trzeba miłość „odświeżać”. Raz kiedyś zrobić coś innego, nietypowego a nie wpadać w rutynę i gubić się w tym wszystkim co narzuca nam świat. Rutyna to zabójcza trucizna w sumie we wszystkim co się robi

Agata Sztole
10 lat temu

A ja uważam tak: jeżeli dwoje ludzi nie łączy już żadne uczucie i mają sie ze soba męczyć rozstanie to dobra decyzja ale jest to decyzja ostateczna bo jeżeli się tylko chce wszystko można naprawić ale musza tego chcieć obydwie strony jeżeli tylko jedna będzie ie starać to jest to staranie na marne i według mnie nie ma sensu. Jeżeli miłość jest prawdziwa to przetrwa największą burzę.

Katarzyna Jaroszewicz
10 lat temu
Reply to  Agata Sztole

Też uważam, że nic na siłę. Jeżeli w związku się nie układa to nie ma co ciągnąć tego w nieskończoność, tym bardziej, że zła atmosfera niestety odbija się na dzieciach:(

Bombel
Bombel
10 lat temu

Moim zdaniem jesteśmy: LENIWI i WYGODNI.

Leniwi – bo nie chce nam się starać, nie chce nam się dbać o siebie, nie chce nam się pielęgnować naszych uczuć, nie chce nam się adorować partnera/kę, ogólnie nie chce nam się NIC!

Wygodni – bo po co dbać i się starać, skoro tak łatwo można wziąć nogi zapas i uciec?! Po co się męczyć? Nie ten/ta to następny/a…. i tak w kółko.

Osobiście się z tym NIE zgadzam, ale niestety w wielu przypadkach taka jest właśnie prawda.

Magda Kupis
10 lat temu
Reply to  Bombel

Niestety się zgadzam :( Do tego jesteśmy bardzo roszczeniowi, chcemy wszytko nie dając nic z siebie. Wg mnie praca nad związkiem powinna zacząć się od nas samych, zmienić podejście, zarazić radością z błahostek, druga osoba mimowolnie nam tym samym odpłaci. Trudno jest być miłym dla kogoś kto stracił szacunek w naszych oczach, ale po pierwsze nie można pozwolić na taki stan, na wypalenie uczucia. Miłość to ciężka praca, nie tylko uniesienia, życie z głową w chmurach i motyle w brzuchu. Ma ona wiele etapów- jest młodzieńcza-szalona, jest stateczna-wspierająca, zapominamy o tym i często domagamy się tego co było kiedyś, próbując… Czytaj więcej »

Bombel
Bombel
10 lat temu
Reply to  Magda Kupis

Zawsze to powtarzam (również samej sobie) – chcesz coś dostać, daj najpierw od siebie!

Z miłością jest trochę tak, jak z rodzicielstwem. Rola rodzica nie kończy się na spłodzeniu i urodzeniu dziecka. Nie zostawia się przecież bobasa samemu sobie, żeby sam się wychowywał – to jest NASZA ROLA. Tak samo nie zostawia się miłości samej sobie, bo zrobi z nami co zechce..

Katarzyna Jaroszewicz
10 lat temu

Żyjemy w takich czasach kiedy zepsute rzeczy zamiast naprawić – się wyrzuca, to samo z miłością. Czasem naprawdę szkoda!

Basia Wawrzyczek
10 lat temu

W każdym małżeństwie są kłótnie, ale są też szczęśliwe chwile i to właśnie ich jest zdecydowanie więcej! Pojawiają się dzieci, które ubarwiają nasz świat. Trzeba się dzielić obowiąkami z mężem i rozwiązywać problemy wspólnie, u mnie tak jest, dlatego jesteśmy ze sobą szczęśliwi :)

Paulina Zawadzka
10 lat temu

My mamy na razie krótki staż. Bywa różnie – jak w każdym małżeństwie, ale wydaje mi się, że nie zmieniło się wszystko aż tak bardzo. Po urodzeniu córeczki zmieniły się priorytety – to fakt. Mimo wszystko nadal umawiamy się na wieczorne oglądanie filmu, gdy córeczka śpi. Cały dzień myślimy jaki film to będzie :) Nie mamy Tv więc nie ma męża leżącego na kanapie z piwkiem w ręku :D Mąż po powrocie do domu zawsze się pyta jak nam miną dzień i fascynuje się każdym nowym osiągnięciem córeczki. Za to w moim otoczeniu są małżeństwa, które „się trzymają na siłę”.… Czytaj więcej »

gabi hekokf
gabi hekokf
10 lat temu

My jesteśmy małżeństwem od 2 lat, mamy 4 miesieczna corcie i niestety dzieje sie u nas dokladnie tak jak napisała Basia w swoim artykule. Euforia minela i dopadla nas codzienność, on już się nie stara ja powoli też odpuszczam, dla niego liczy sie bardziej zdanie swoich rodziców zwlaszcza ojca niż moje a kiedyś tak nie było. Przykro pisać ale mam wrażenie ze dziecko zamiast nas polaczyc to jeszcze bardziej podzielilo. Ja mysle coraz czesciej o rozstaniu tylko zal mi malutkiej, ciezko podjac taka decyzje kiedy w sercu ma sie mile chwile spedzone razem, czas kiedy jeszcze nam zalezalo- wiele bym… Czytaj więcej »

Zycienaszpilkach
Zycienaszpilkach
10 lat temu

Według mnie najpierw to trzeba pomieszkać ze sobą kilka lat, przeżyć awantury o rozrzucone skarpetki, bałagan, czepianie, zakupy, rachunki itp i dopiero wtedy się pobierać, a nie chodzić za rękę do kina i przyrzekać, że nie opuszczę cię aż do śmierci.

Marta Ulińska
10 lat temu

Rozmawiałam na ten temat w gronie znajomych i doszliśmy do wniosku, że jeśli ludzie decydują się na ślub tym bardziej kościelny. Powinni mieć świadomość tego, że sama przysięga w kościele nie gwarantuje cudownego małżeństwa. Właśnie walka o tą codzienność i troska o druga osobę pokazuje czy faktycznie łączy ludzi miłość czy zauroczenie/przyzwyczajenie.

Kamil Serafin
Kamil Serafin
10 lat temu

Ja i moja żona, za miesiąc z hakiem, będziemy świętować dziesięciolecie naszego małżeństwa. Bywa różnie, jednak z roku na rok jesteśmy co raz bardziej zżyci. Stanowimy jedność. Nie mamy dzieci, co bardzo ułatwia nam pokonywanie codziennych trudności. Nie dlatego, że tak nam wygodnie. Chcemy, ale Bóg nie daje. Nie mamy wspólnych pasji, a mimo to nie nudzimy się ze sobą. Jesteśmy konserwatywni. Wiele par już dawno się porozchodziło. Jednak my (mając 31 lat!) i siostra żony ze szwagrem (34 i 35 lat), trwamy już dekadę. Baa… Ja wcale nie jestem łatwym do życia gościem, bo silna ze mnie jednostka. Jednak… Czytaj więcej »

Bombel
Bombel
10 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Gratuluję Kamilu ;) Dekada – to już jest COŚ :)

Ewelina
Ewelina
10 lat temu

Kiedy z mężem chodziliśmy na spotkania przygotowujące do małżeństwa, to powiedziano, nam że to ciekawe, ale w kulturze żydowskiej odnotowuje się dużo mniej rozwodów niż w naszej. Dlaczego? Bo my naoglądaliśmy się amerykańskich superprodukcji, gdzie życie usłane jest różami i często ludzie stając przed ołtarzem uważają, że teraz to już będzie tylko lepiej. Natomiast w kulturze Żydowskiej od początku zakłada się, że może być źle i każdy pracuje nad swoim związkiem od początku. Nie mieszkaliśmy ze sobą z mężem przed ślubem, nie odbyliśmy kłótni o porozrzucane skarpetki itd., a jednak już od ponad roku jestem najszczęśliwszą żoną na świecie, ale… Czytaj więcej »

milena
milena
9 lat temu

Niestety coraz częściej wśród znajomych słyszę „to koniec rozchodzimy się”, znam bardzo dużo par, które biorą rozwód a co najgorsze są to pary bardzo młode i z bardzo krótkim stażem. znam coraz więcej par, które nie formalizują swoich związków. zgadzam się z Katarzyną, że „Żyjemy w takich czasach kiedy zepsute rzeczy zamiast naprawić – się wyrzuca, to samo z miłością”.

Budująca Mama
Budująca Mama
8 lat temu

To chyba nawet nie zawsze Ci którzy się rozstali wiedzą o powodzie rozstania (takim konkretnym). Ja mam taki sposób – zawsze zakańczam złe sytuacje przed snem (nie zasnę pokłócona i tyle), a poza tym? rozmawiać, rozmawiać rozmawiać. Bez rozmów nie ma związku, ale my chyba jacyś inni jesteśmy, bo mój mąż jest moim przyjacielem, a ja jego przyjaciółką… U nas nie ma żadnych tajemnic (oprócz prezentów niespodzianek :P)

Olga Stępień
7 lat temu

we wrześniu też cukrowa :D

Anna Rogóż
7 lat temu

U nas na koniec marca stuknela cukrowa rocznica ;-)

Dagmara Strugała
7 lat temu

Gliniana

Edyta Leśniowska
7 lat temu

My w maju obchodzilismy rowniez drewniana

Marta Daft
7 lat temu

W sierpniu kwiatowa :-)

Emilia Permus
7 lat temu

Niedługo koronkowa ;)

Polishgirlolga - żona i matka  nieidealna

My w tym roku kwiatowa.

Małgorzata Grędziok Ćwiękała

Dziś obchodzimy żelazną :)

Anna Stolarczyk
7 lat temu

My za 5 dni – 4 rocznica ślubu – kwiatowa :)

Paulina Korpus
7 lat temu

ślub ślubem ale czy ważne jest ile po ślubie? są pary które są 10 lat i dopiero wtedy biorą ślub i są np już 2 lata po ślubie. Są inne pary które biorą ślub po 2 miesiącach znajomości (sama takie poznałam) i są po ślubie już 12 lat. czy w takim razie te pary tak bardzo się różnią skoro ze swoimi partnerami są tak samo długo? :)

Sylwia Wojtyś
7 lat temu
Reply to  Paulina Korpus

to ja bym miała kość słoniową :) Wiem,ze wiele osób posiłkuje się tymi nazwami ,by nie mieć problemu z kupnem prezentu ;)

Ewa Singh
7 lat temu
Reply to  Paulina Korpus

Ja jestem ze swoim mezem 2 lata w tym rok slubu :-)

Paulina Korpus
7 lat temu
Reply to  Paulina Korpus

dla mnie ślub był częścią naszego wspólnego życia, czy coś zmienił? może trochę, ale to wszystkie lata są wyjątkowe i ważne -nie tylko te po ślubie ;)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Reply to  Paulina Korpus

Fakt, my mieliśmy teraz 5 rocznicę ślubu a razem to 10 stuknęła;)

Edyta Skrzydło
7 lat temu
Reply to  Paulina Korpus

No to u nas 16 lat razem a 11 po ślubie.

Mariola Maja Pawłowska-Włodarczyk
Reply to  Paulina Korpus

My liczymy rocznice-tą ile lat jesteśmy…ślub…też, ale…

Sylwia Kotewicz
7 lat temu

4 ;)

Emilia Szudrowicz
7 lat temu

Póki co bez ślubu, ale już 6 lat razem :)

Agnieszka Burliga
7 lat temu

7 – wełniana

Aneta Siemieniuch
7 lat temu

Mnie w tym roku czeka 7 rocznica ślubu czyli wg Twojej sciagawki wełniana

Justyna Skorubska
7 lat temu

Jutro mamy jedwabna rocznice

Kornelia O-ś
7 lat temu

Spiżowa była w maju :)

Marzena Cichocka
7 lat temu

28 lipca będzie skórzana :)

Olga Kloda
7 lat temu

W grudniu skórzana ;)

Anna Bonar-Oszywa
7 lat temu

u nas gliniana była 3.06 :)

Sylwia Wojtyś
7 lat temu

stalowa już jedzie…

Monika A-k
7 lat temu

U nas drewniana za 6 dni ;)

Dorota Grześ
7 lat temu

15 września będzie 8 lat

Monika Kołodziej
7 lat temu

U na juz za miesiac 12 – płócienna :-)

Michalina Hanko
7 lat temu

31.05 mieliśmy z Mężem 3 rocznicę – skórzaną

Kamilla Miller
7 lat temu

12 – płócienna, jedwabna lub lniana pykło w marcu ;)

Małgorzata Zarzycka

A my dziś obchodzimy cukrową :-)

W roli mamy - wrolimamy.pl

o najlepsze życzenia duuużo miłości da całej redakcji:)

Joanna Szopińska
7 lat temu

31.07 drewniana :-)

Magda EM
7 lat temu

ZA dwa lata porcelanowa.

Monika Kot
7 lat temu

ja kości sloniowej

Edyta Skrzydło
7 lat temu

Stalowa była w maju :-)

Agnieszka Ordyniec
7 lat temu

U nas drewnianą w przyszły piątek :)

Karolina Kałuska
7 lat temu

my w tym roku mamy 10 – cynowa lub aluminiowa

Paulina Polna
7 lat temu

u nas 5.06 też drewniana była :)

Weronika Kunicka
7 lat temu

We wrześniu będzie drewniana :)

Marta Szewc
7 lat temu

My 3.07 drewniana :-)

Emocje 11 czerwca 2012

Wywiad z Ewą Żeromską

Na początku jest wielka miłość, zafascynowanie i ich dwoje. On i ona i to im wystarcza. Po pewnym czasie prawie każda para zaczyna myśleć o potomstwie. Myśli przechodzą w realizację i na świecie pojawia się upragniony mały skarb, a wraz z nim nowe wyzwania i … problemy w związku.  O tym, co jest „punktem zapalnym” z związku po narodzinach dziecka, o kryzysie, kłótni  i odmiennym postrzeganiu świata, rozmawiałam z moim gościem – Ewą Żeromską.

Po narodzinach dziecka pojawiają się problemy, czym są spowodowane? Czy chodzi o odmienne postrzeganie świata przez mężczyzn i kobiety?

Ewa Żeromska: Najczęściej są spowodowane brakiem czasu, zmęczeniem i niedospaniem, głownie mamy, ale też taty, brakiem pełnej świadomości, że życie po narodzinach dziecka zmienia się. Już nie jesteśmy we dwoje, wolni i swobodni, tylko we troje, a ta trzecia osoba wymaga wiele uwagi i poświęcenia. Nadto zwykle kobieta jest „uwiązana w domu”, zawiesza pracę i karierę, ma poczucie odstawienia na boczny tor, a niektóre kobiety kiepsko to znoszą i mają pretensję do partnera, że w jej życiu zmieniło się wszystko, a w jego niewiele.

 

W jaki sposób najlepiej zapobiegać narastającym konfliktom, gdy „punktem zapalnym” jest sprawowanie opieki nad dzieckiem, podział obowiązków?

E. Ż: Trzeba na coś umówić się jeszcze zanim dziecko pojawi się na świecie. Warto też dobrze przyjrzeć się sobie i partnerowi. Nie każdy z nas nadaje się do opieki nad maluchem. Zwykle to rola kobiet, ale zdarzają się mężczyźni, którzy świetnie sobie radzą. Poza tym ktoś musi zarabiać na dom, więc pretensja do partnera, że nie ma go w domu, jest nieracjonalna. No chyba, że wyraźnie „ucieka” i wymyśla preteksty, żeby wrócić jak najpóźniej i już niczego nie musieć. Dziecko jest wspólne, a nie tylko kobiety, nawet wtedy, gdy jest malutkie. Tata powinien robić to, co może i nie marudzić. Czasem ojcowie czują się odsunięci na dalszy plan, ale to jest w pewnym stopniu normalne i warto użyć rozumu a nie tylko emocji. Im kobieta będzie mniej obciążona, tym więcej energii znajdzie dla partnera.

Często pary nie uzgadniają nic przed narodzeniem dziecka, zakładając, że jakoś to będzie i dadzą radę w nowej roli. Niestety czasami rodzi się konflikt interesów, który prowadzi do rozstania. Statystyki są niepokojące, coraz więcej młodych małżeństw rozwodzi się. Czy młode pokolenie nie umie czy nie chce ze sobą rozmawiać o piętrzących się problemach?

E. Ż: To prawda, że łatwiej jest uciec od problemu, niż zrobić wysiłek (zawsze obopólny) i rozwiązać problem. Łatwo wchodzimy w związki, łatwo z nich wychodzimy. Zdecydowanie mamy kłopoty z komunikacją, tak jakbyśmy nie umieli ze sobą rozmawiać. Bywamy elokwentni na konferencjach, zebraniach, a w domu chcielibyśmy, żeby pewne sprawy załatwiały się same, a tak się nie da.

Może jesteśmy słabi psychicznie i zamiast stawiać im czoło wolimy ucieczkę? Pozornie łatwą drogę do spokojniej głowy?

E. Ż: Myślę, że wielu parom przyświeca myśl  ….”Jeśli może być łatwo, to po, co zawracać sobie głowę problemami…” Oczywiście bywają problemy tak istotne i nabrzmiałe, że nie da się już niczego poskładać, ale najczęściej zabijają nas drobiazgi i brak wzajemnej troski o codzienność. To jest trudne, ale daje satysfakcję. Może jesteśmy po prostu leniwi…..?

Jeśli dochodzi do konfliktu. Kłócić się? Walczyć o swoje? Czy lepiej zacisnąć zęby, tak dla świętego spokoju?

E. Ż: Na pewno rozmawiać, czasem nawet emocjonalnie, ale to nie znaczy, że bezrozumnie. Nie dusić w sobie problemów, nie liczyć na cud i domysł partnera. Uważać na słowa i nie zostawiać niedomówień. Żadna sporna kwestia nie rozwiąże się sama. Emocje schowane, wcześniej czy później wypłyną i to ze zdwojoną siłą, a więc znacznie lepiej rozwiązywać problemy na bieżąco i nie czekać aż „z igły zrobią się widły”, bo to może być trudne do ogarnięcia.

A co z dziećmi? Jak nie wciągnąć ich w pułapkę naszych niedomówień, jak ochronić je przed naszymi konfliktami?

E. Ż: Dziecko jest w domu i obserwuje nas uważnie. Nie można o nim zapomnieć. Sprawy dorosłych są sprawami dorosłych i dziecka nie można w nie wciągać, ani tym bardziej posługiwać się dzieckiem, jako „argumentem” w kłótni… Niestety, w emocjach często o tym zapominamy. W efekcie krzywdzimy dziecko. Powodujemy, że traci ono poczucie bezpieczeństwa, nie rozumie co się dzieje, boi się po prostu. Cóż z tego, że deklarujemy wielką miłość do dziecka, skoro skaczemy sobie do oczu, obrażamy się, a ciosy, które wymierzamy sobie, rykoszetem trafiają w dziecko. Taki brak wyobraźni i emocjonalny egoizm zawsze się mści.

Jeśli nie uda się zapobiec kłótni w jaki sposób nią pokierować by każda ze stron wyciągnęła  z niej jakąś lekcję dla siebie?

E. Ż: Trudno w paru zdaniach na to odpowiedzieć… Odsyłam do książki. Tam są przykładowe sytuacje, dialogi, historyjki i komentarze do nich. Można się spierać głupio, a można mądrze, bo raczej nie da uniknąć się nieporozumień.

Można pokusić się o stwierdzenie, że nasz naród należy do „kłótliwych”, skąd pomysł na poradnik?

E. Ż: Pomysł wziął się z obserwacji życia. Po prostu. Kłótnia, to trochę wstydliwa sprawa, bo chcielibyśmy uchodzić za takich, co to się nie kłócą, umieją się porozumieć w każdej kwestii. Znam takie pary, które twierdzą, że się nie kłócą, nie mają do siebie o nic pretensji, a tymczasem sama byłam świadkiem ich starć. Znaczy to, że nie zawsze tak samo rozumiemy pojęcie kłótni. To normalne, że czasem ponoszą nas nerwy, ale nie musimy się pozabijać, ani nie musimy robić przedstawienia dla sąsiadów. Ot, taka sobie różnica poglądów, nastrojów i emocji.

Nie sądzę, żebyśmy byli bardziej kłótliwi niż inne nacje, chociaż patrząc na nasze życie publiczne, można by tak sądzić… Proszę nie sugerować się kłótniami polityków. To często gra, inaczej niż w normalnym domowym życiu. Tu raczej nie ma przedstawienia, emocje są prawdziwe.

E. Ż: Jednym słowem warto zapamiętać, że kłótnia jest sztuką i ma swoje zasady. Kłócić się warto, ale tylko w umiejętny sposób. Jeszcze lepiej po prostu otwarcie ze sobą rozmawiać o narastających problemach.

Tym refleksyjnym akcentem pragnę zakończyć wywiad. A Pani dziękuję za rozmowę.

Na temat kryzysu  w rodzinie

z Ewą Żeromską rozmawiała Sylwia Chojnowska

Subscribe
Powiadom o
guest
9 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Agnieszka Fimiak
10 lat temu

Ciekawa wypowiedź, warto przeanalizować.

Aleksandra Greszczeszyn

Posiadam w/w książkę:) Tylko czasu brak na przeczytanie. Pani Żeromska jest bardzo sympatyczną i życiowo mądrą osobą.

Marysia Kleczek
10 lat temu

wydaje mi się że ta kobieta bardzo mądrze podchodzi do tego tematu- zawsze podobały mi się jej wypowiedzi i chyba sięgnę po tą książkę bo wydaje mi się że warto

Hedzia
Hedzia
10 lat temu

Super wypowiedź! A książka warta uwagi!:)

Katarzyna Jaroszewicz
10 lat temu

Tak, to bardzo cenne rady i polecałabym tego typu poradniki parom jeszcze na długo przed założeniem rodziny.

Basia Wawrzyczek
10 lat temu

Na szczęście u nas kłótnie są baaardzo rzadkie, a po narodzinach dziecka, mąż bardzo mi pomagał w opiece w nad nim :)

gabi hekokf
gabi hekokf
10 lat temu

Chętnie przeczytam książkę pani Żeromskiej i skorzystam z rad w niej zawartych

Marta Ulińska
10 lat temu

Prawda jest taka, że samo przeczytanie rad nic nie daje. Jeśli nie ma chęci do ich zastosowania, a praktyka zawsze bywa najtrudniejsza.

Emocje 9 czerwca 2012

Czy to jest normalne?

Często czytamy i słyszymy, że kiedy pojawia się dziecko w rodzinie, to ojcowie czują się „zazdrośni” o nowego członka rodziny. Przyznam, że nie przyszło mi do głowy, że to ja jako matka będę „zazdrosna” o swoje dziecko, że pojawi się u mnie zazdrość.

Po pięknych sześciu miesiącach spędzonych razem z maluszkiem, musiałam powrócić do pracy. Mimo, że bardzo chciałam zostać z dzieckiem na wychowawczym nie było na to szans. W tamtej chwili zazdrościłam rodzicom, którzy mogą sobie na to pozwolić, niestety z różnych przyczyn (głównie finansowych) powrót do pracy był nieunikniony.

Pierwsze dni w pracy były trudne, myślami byłam cały czas przy maluszku i tacie, który pod moją nieobecność zajmował się dzieckiem. Mimo, iż pracowałam tylko 7 godzin dziennie to wraz z dojazdem nie było mnie w domu  przez 10 godzin. Obawiałam się – jak to teraz będzie, przecież wcześniej, kiedy byłam z Marcinkiem, to za każdym razem gdy mnie nie widział płakał, szukał mnie wzrokiem, a co będzie teraz? Jak sobie dadzą radę? Czy oboje będą mieli na tyle siły?

Teraz to tata, spędza więcej czasu z naszym synem. Pamiętam, że gdzieś tam głęboko poczułam się zazdrosna, smutna, bo tak bardzo brakowało mi kontaktu z dzieckiem. Czułam jak wiele mnie omija, jak wiele spraw mi umyka. Czasem dopiero po dwóch, trzech dniach odkrywałam, że Marcin się czegoś nauczył, a mąż kwitował, że przecież już wczoraj to robił. Czy czułam się zazdrosna, czy to zazdrość?

Trudno to tak jednoznacznie nazwać, bo czy nie powinnam się cieszyć, że mój mąż, ojciec naszego syna ma tak świetny kontakt z dzieckiem, że wręcz domaga się opieki nad nim. Może jestem zbyt sentymentalna, ale kiedy patrzę na mojego męża i Marcinka kiedy razem się śmieją, bawią, niejeden raz w oku zakręci mi się łezka.

Ponadto zauważyliśmy ciekawe zachowanie naszego synka. Kiedy coś się stanie, nagły hałas, upadek itp. to mama jest najlepszym lekarstwem. Natomiast kiedy ja i mój mąż jesteśmy w tym samym pokoju, to Marcin szuka kontaktu z tatusiem, a na mamę zerka, upewniając się, że jest w pobliżu.

A Wy Drodzy Czytelnicy, czy czujecie się zazdrośni o Wasze maleństwa?

Subscribe
Powiadom o
guest
14 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Aleksandra Greszczeszyn

Dla Julki mama to taka codzienność – zawsze jest i nie czyni jej to jakoś specjalnie wyjątkowej, za to tata – przez tydzień jest w pracy, a potem ma tydzień wolnego i ten czas jest świętem, wtedy istnieje tylko tata! Tata najlepiej robi mleko, nosi na barana, bawi się i ścieli łóżko, a nawet rozczesuje włosy po kąpieli! Zdarza się nawet, że bywa dla mnie niemiła, stwierdza, że ja nie mogę się z nią bawić, tylko tata. Cóż, cieszę się, że mają taki dobry kontakt, ale nie ukrywam, że czasem jest mi trochę przykro. Myślę, że to normalne, a dzieci… Czytaj więcej »

Madzia_857
Madzia_857
10 lat temu

U nas póki co nasza 3-miesięczna córeczka jest zakochana w mamusi i jej cycusiu :P (karmię piersią). Mojego męża zwykle nie ma około 10 godzin więc malutka spędza czas głównie ze mną. Kiedy jesteśmy w gronie rodzinnym tzn. babć, dziadków, ciotek, wujków to Zuzia bez problemu jest u każdego na rączkach ale jak znajdzie mnie w końcu swoim wzrokiem to już nie odrywa i zwykle sygnalizuje, że chce z powrotem do mamusi. Jesteśmy bardzo przywiązane do siebie a ja też niebawem wracam do pracy i już się martwię ile mnie ominie kiedy będzie pod opieką babci. Czy będę zazdrosna… nie… Czytaj więcej »

Karolina Pawłowska-Cyprysiak

jesteśmy ludzmi i ludzkich emocji sie nie wyzbedziemy a zazdrosc jest jedna z nich. nie robmy z tego tragedii, taka Nasza natura

Marta Ulińska
10 lat temu

U nas wszystko przed nami jeszcze. Maleństwo pojawi się za niedługo i sami się przekonamy jak to będzie. Jedno jest pewne – jest różnica w podejściu taty i mamy do wychowania.

Agnieszka Fimiak
10 lat temu

U mnie nie można mówić o zazdrości, ja raczej się cieszę kiedy córcia łapie kontakt ze swoim tatą. w końcu tak mało go widzi więc wcale się nie dziwię kiedy mąż wraca wieczorem z pracy a Wiktoria od razu ląduje w jego ramionach.

Paulina Garbień
10 lat temu

ja niestety byłam i nadal jestem zazdrosna o synka ale w kontaktach z innymi tzn dziadki, ciocie niektóre itp, ale też nie wszystkie i w sumie nie wiem dlaczego tylko w sprawie niektórych… natomiast co do męża to zupełnie nie było i nie ma u mnie zazdrości, wręcz przeciwnie bardzo się cieszę, ze synek tak bardzo za nim tęskni i wita w drzwiach z usmiechem, mają swoje wspóólne rytuały, strasznie to słodkie no i ja mam wtedy czas dla siebie ;)

Magda Kupis
10 lat temu

Na początku też czułam zazdrość o wybrańców hehe. Teraz denerwuje mnie, jak ktoś nie wie, że ona coś potrafi od dawna i z ekscytacją mnie o tym informuje (oczywiście nie chodzi o jakieś ciotki, tylko o osoby, które POWINNY to wiedzieć). Za to nieodstępującym mnie na krok uczuciem jest to, że mnie coś może ominąć, i to nie jakiś przełom rozwojowy, a minuty w których jestem nieobecna przy dziecku.

Aleksandra Greszczeszyn

O, z tym czasem dla siebie to masz rację:) Ja też mam go tylko wtedy, kiedy Julka akurat spędza czas z tatą.

Marysia Kleczek
10 lat temu

Ja się cieszę, że synio potrafi spędzić jakiś czas z tatą- najbardziej ujmujące jest kiedy tatuś śpiewa malutkiemu kołysanki:) i na razie w sumie tyle- jest raczej do mnie przywiązany bo ma dopiero 2 miesiące i raczej to u mamusi czuje się bezpieczny i to ja mam jedzonko;)
ale nie wiem jak to będzie kiedy mój Przytulasek zacznie bardziej szukać towarzystwa taty niż mojego- mam nadzieję że oboje do tego będziemy mieć zdrowe podejście:)

Rachela
Rachela
10 lat temu

Moja 'zazdrość” wzięła się od niemożności spędzania z dzieckiem tyle czasu ile bym chciała. Niestety do pracy musiałam powrócić, bądź co bądź jest lepiej płatna. Jednakże tak jak i was cieszy mnie fakt jaki moi panowie mają ze sobą kontakt. Cudnie jest na nich patrzeć gdy coś zbroją :)

Hedzia
Hedzia
10 lat temu

Przyznam, że u nas trochę tak było ale wystarczyło usiąść, porozmawiać i wiedzieć, że oprócz dziecka są też inni, którzy potzrebują naszej uwagi i nie należy o nich zapomniać:)

Katarzyna Jaroszewicz
10 lat temu

Godna pochwały jest taka postawa taty, który został w domu z dzieckiem, a odrobina zazdrości chyba każdemu z nas towarzyszyła chociaż przez chwilę:)

Basia Wawrzyczek
10 lat temu

Na szczęście to ja jestem z moimi dziećmi w domu, a mój mąż pracuje. Ale gdy nie ma mnie w domu dłużej, gdy pomagam teściowej w jej sklepie i przychodzę dopiero wieczorem, dzieci czekają na mnie z niecierpliwością! Nie chcą położyć się spać dopóki mama nie przyjdzie, a gdy już przyjdę nie mogę się od nich „ogonić”! Myślę że trochę rozłąki z dzieckiem to nic złego. :) Tylko trudniej mają właśnie mamy, które muszą wrócić do pracy po macierzyńskim.

gabi hekokf
gabi hekokf
10 lat temu

Powiem tak… córcia jest przywiązana bardziej do mnie. Mąż potrafi zając się L. aż do momentu placzu i to ja jestem tą osobą która potrafi ją uspokoić.Pomimo to czuję zazdrość kiedy mąż i L. się wygłupiają a ona głośno się śmieje bo mnie obdarza tylko uśmiechem

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close