Zabawa 25 kwietnia 2012

Jestem sobie przedszkolaczek…

Pół roku temu pisałam na blogu o moich doświadczeniach związanych z nianią. A teraz minął ponad miesiąc, odkąd mój niespełna trzylatek został przedszkolakiem! Myślę, że został przez nas – rodziców – dobrze przygotowany do tego nowego etapu swojego życia. Pół roku wcześniej chodził dwa razy w tygodniu na zajęcia z rówieśnikami do domu kultury, został całkowicie odpieluchowany i usamodzielniony w samoobsłudze. Opowiadaliśmy mu też dużo o przedszkolu, wspominaliśmy własne przygody z przedszkolnego okresu, wymienialiśmy wszystkie niezaprzeczalne zalety tego miejsca: koledzy, zabawki, śpiewanie… Aleks nie mógł się już doczekać, kiedy wreszcie tam pójdzie!

Dostanie się do przedszkola w środku roku szkolnego jest rzeczą niesłychanie trudną (i nawet nie myślę tu o placówkach publicznych) – wszędzie jest komplet i po prostu nie ma miejsc. My mieliśmy szczęście, bo niedaleko właśnie powstał nowy punkt przedszkolny.
Gdy poszliśmy zwiedzić przedszkole – Aleks nie chciał wracać do domu, tak bardzo mu się spodobało. Ale mam niesamowite dziecko! – myślałam. Pierwsze dni mijały podobnie – szybki buziak na pożegnanie rano i niewielkie rozczarowanie w oczach, że już po niego przyszedł tatuś. Duma nas rozpierała, gdy z ust pani słyszeliśmy, że nasz synek dobrze sobie radzi i że jest grzeczny!

Sam główny zainteresowany o przedszkolu mówił niewiele, zazwyczaj rzucał lakoniczne „było fajnie”. Rozkręcał się podczas popołudniowych zabaw w domu, kiedy to w najlepsze bawił się w przedszkole. Dzięki tej codziennej zabawie szybko poznaliśmy imiona jego kolegów i koleżanek, dowiadywaliśmy się jak Aleks w przedszkolu spędzał czas, jakie panie przedszkolanki stosują metody pracy, jak się zwracają do dzieci i w jaki sposób karzą i nagradzają. Tak oto pięknie zaczęła się przygoda Aleksa w “Domowym Przedszkolu”.

Ale sielanka trwała krótko – wkroczyliśmy w tzw. etap obniżonej odporności wczesno przedszkolnej – zaczęło się od kataru, potem kaszel, zapalnie spojówek, zapalenie ucha itp. Gdy wreszcie najgorsze mieliśmy za sobą, nastąpił kryzys innego typu – kryzys przedszkolny!
Aleks budził się rano z hasłem, że nie chce iść do przedszkola! Przez 3 dni w szatni rozgrywały się dantejskie sceny. Dziecko z całych sił uczepione mojego ciała i krzyczące „nie chcę, nie zostawiaj mnie!”. Trzymałam się dzielnie, ale zamykając za sobą drzwi, łzy ciekły mi po policzkach. Musiało minąć trochę czasu, zanim mój synek znów poczuł się w nowym miejscu bezpiecznie. Przedszkolny bunt synka powoli ewoluował – poranne awantury zostały zastąpione cichym pochlipywaniem, aż wreszcie Aleks znów zaczął wchodzić do przedszkola z uśmiechem na twarzy. Uff!

W tym trudnym (w naszym przypadku na szczęście krótkim) kryzysowym okresie dowiedziałam się o czymś – co trochę mi pomogło – ta przerażająca rozpacz dziecka, ten jego głośny szloch, niekoniecznie oznaczają traumę przeżyć, a są jedynie dowodem na to, że przedszkolak nie potrafi jeszcze panować nad swoimi uczuciami. Aleks zresztą na pytanie cioć i innych napotykanych osób – czy podoba Ci się w przedszkolu? mówił – „Tak! Tylko płaczę.” „A dlaczego płaczesz?” , Aleks – „Bo chcę do mamy”… No kurcze, w końcu łączy nas coś szczególnego! Ja też za nim bardzo tęsknię. I choć oboje wolelibyśmy żeby było jak dawniej, etap gdy jesteśmy razem w domku skończył się bezpowrotnie…

Na dzień dzisiejszy kryzys przedszkolny jest zażegnany (żebym tylko nie zapeszyła).
A czy Wasze dzieci chodzą do przedszkola? Jakie były początki? Czy odprowadzanie na zajęcia wiązało się z dużym stresem Waszym i Waszych maluszków?

13
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Aleksandra GreszczeszynKobiecym_okiemBarbara Heppa-ChudyKarolina WawrzyniakAnna Kopeć Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agnieszka Danielewicz
Gość

U nas nie było żadnego kryzysu na szczęście. Zuzia od samego początku lubiła przedszkole, to ja chyba bardziej to przeżywałam. Byłam nawet pewna że problem pojawi się gdy jej wychowawczyni po półtora roku poszła na zwolnienie lekarskie bo spodziewa się dziecka, ale ona to przyjęła super mówiła że ta nowa pani też jest fajna. Czasami tylko marudzi jak jej przyjaciółka jest chora że nie chce iść, albo rano jak jej się nie chce wstać.

Anna Kopeć
Gość

My mamy za każdym razem kryzys, gdy Kuba wraca do przedszkola i myślę, że jest związany z faktem, że od początku roku chodził bardzo rzadko, a także dlatego, że co dzień rano zaprowadza się dzieci ze wszystkich grup do jednej sali. Kuba nie lubi zmian, innej sali, dzieci z niej ani Pań, uwielbia za to swoją grupę i swoje ciocie. Mamy w swoich przeżyciach przedszkolnych kilka pierwszych dni i czekają nas następne, ponieważ po 2 tyg. jak zaczął chodzić załapał „coś” przez co kaszlał i smarkał do stycznia bez przerwy (lekarze nie chcieli mu robić badań tylko ładowali antybiotyki raz… Czytaj więcej »

Anna Kopeć
Gość

Na blogu zamieściłam dwie recenzje książeczek dla przyszłego przedszkolaka, które kupiłam Kubie. http://www.wswieciezabawek.blogspot.com/p/ksiazeczki-dla-przyszego-przedszkolaka.html

Karolina Wawrzyniak
Gość

DZIEWCZYNY A JA MAM PROBLEM… MOŻE ,KTÓRAŚ MI PORADZI CO ZROBIĆ…. PARĘ DNI TEMU OKAZAŁO SIĘ ,ŻE DOSTALIŚMY SIĘ DO PUBLICZNEGO PRZEDSZKOLA… BYŁAM CAŁA W SKOWRONKACH I NADAL Z TEGO TYTUŁU JESTEM…NATOMIAST JEDNA RZECZ NIE SPĘDZA MI SNU Z POWIEK… CHODZI O ZAŁATWIANIE SIĘ DO NOCNIKA ! MÓJ MICHAŁ MA 2,5 ROKU I NIE CHCE SIĘ DO NIEGO ZAŁATWIAĆ !!! :/ SIKU OWSZEM ZROBI ,ALE DOPIERO JAK GO POSADZĘ…. SAM NIE ZAWOŁA A JAK TRZEBA ZROBIĆ „TO DRUGIE” TO NAWET POTRAFI SIĘ WSTRZYMYWAĆ 5 DNI BYLE BY NIE ZROBIĆ DO NOCNIKA… :/ ON CHCE NA STOJĄCO, KAŻDY MA WYJŚĆ Z… Czytaj więcej »

Anna Kopeć
Gość

Spokojnie, macie jeszcze sporo czasu, pewnie nie jest gotowy. Może pokaż mu swoje majtki (wiem, że to głupie, ale ja tak robiłam), pokaż, że dorośli ludzie noszą takie prawdziwe majty, nie siusiają w nie. Rozmowa wiele może zdziałać. Ja tak tłumaczyłam Kubie, pokazywałam, puszczałam bez pieluchy… sprzątałam i sprzątałam, aż pewnego dnia (gdy używaliśmy jeszcze pieluchomajtek – polecam!) sam zawołał, że chce takie majtki jak mama i tata i zakładałam mu. Raz na trochę, potem na co raz dłużej. Za zawołanie i zdążenie dostawał nagrodę (wiem, że niektóre mamy mnie potępią, ale była to jedna kosteczka mamby za każde siusiu… Czytaj więcej »

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Do września dużo czasu! I będzie coraz cieplej, więc warto wykorzystać lato i radykalnie pożegnać się z pieluchą (czyli w dzień jej w ogóle nie zakładać). Niech Michałek śmiga w samych majtach. I tak jak pisała Ania – niech sobie sam wybierze jakieś fajne. A Ty uzbrój się w cierpliwość i mopa albo szmatę ;)

U nas był problem z kupką i motywowaliśmy Małego balonami. Jak się udało to jeden balon, na którym rysowałam (albo mąż) mordkę jakiegoś zwierzątka.

A może zamiast nocnika nakładka na ubikację?

I jeszcze mogę polecić bajkę ;) http://www.youtube.com/watch?v=ix0IlU5ryuM

Anna Kopeć
Gość

Ale fajny ten filmik! My teraz jesteśmy na etapie porzucania nocniczka na zawsze, ale odbywa się to bez większego problemu, bardziej muszę walczyć o to, by młody pamiętał o myciu rączek bo leci do ubikacji, zrobi co trzeba, cieszy się i zwiewa byleby nie dotknąć mydła… :P
Jeszcze co do nauki załatwiania sie na nocniczek polecam wszelkiego rodzaju książeczki o tej tematyce. Jest nawet taka seria książeczek „Julka poznaje świat” i jest z tej serii książeczka „Kłopotliwa sprawa z Wc”. Po mimo, że to książeczka o dziewczynce to polecam. (Mój Kubuś też ma książeczki z tej serii). http://ksiazkidladziecka.pl/index.php?p251,klopotliwa-sprawa-z-wc-julka-poznaje-swiat

Kobiecym_okiem
Gość

U nas poszło gładko, bo starszy syn chodził wcześniej do żłobka, więc był w jakiś sposób przyzwyczajony do rozłąki z rodzicami na te parę godzin (choć z perspektywy czasu oceniam, że te 8 godzin poza domem to zbyt długo jak na dwulatka). Moim stresem było odpieluchowanie – zaczęliśmy w czerwcu, pozwalając na bieganie bez pieluchy (byłam w domu ze „świeżo urodzonym” braciszkiem) i do końca sierpnia byłam zrezygnowana – myślałam, że nigdy się to nie uda. Jednak myliłam się – syn jakby się „zmobilizował” w przedszkolu – być może przez obserwację, że inne, nieco starsze dzieci też chodzą do toalety.… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

A moja Julka chociaż ma 4 latka do przedszkola nie chodzi. Uroki wsi – do najbliższego przedszkola ponad 6 km, a zapisują tylko dzieci, których oboje rodzice pracują…

Anna Kopeć
Gość

Masakra… współczuję, bo mimo wszystko przedszkole to fajna sprawa!

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Dokładnie. Ona miała czas, kiedy bardzo ciągnęło ją do dzieci i płakała widząc przedszkole i przedszkolaków… A teraz… Przeszło… I płacze, kiedy mówię, że wkrótce pójdzie do zerówki.

Emocje 24 kwietnia 2012

Premiera książki „Bitwa o gród Sędziwoja”

Smoki i zamki? Nie tym razem! Lasy, grody i łuki domowej roboty. Z największą przyjemnością polecamy Wam książkę „Bitwa o gród Sędziwoja”, która została wydana pod naszym patronatem – Bloga W Roli Mamy! Jest nam bardzo przyjemnie móc choć w drobnej mierze przyczynić się do tego przedsięwzięcia! A zatem już dziś możecie biec do księgarni i chwycić swój egzemplarz.

Czy jest jeszcze miejsce dla prawdziwych „rycerzy” w naszym świecie? Wierzę, że znajdzie się choć skrawek wolnej przestrzeni w naszych sercach i całkiem sporo miejsca na kartach powieści dla dzieci i młodzieży „Bitwa o gród Sędziwoja” – a tę nadzieję zaszczepił we mnie autor Tomasz Kruczekza co serdecznie mu dziękuję!

Książka jest jak miód na serce spragnione czegoś odmiennego od zielonych kosmitów, szarych robotów i plastikowych superbohaterów świata konsumpcji.

Napisana z sercem i dla serca Czytelnika – lecz nie tylko. Autor nie zapomniał o potrzebach młodego umysłu, ale o tym trochę później…

Musze przyznać Wam, że gdy w grę wchodzą tematy historyczne lub „fantastyka” jestem sceptycznym i wymagającym odbiorcą. Po prostu nie są to moje „koniki” więc książka musi być naprawdę wciągająca  i lekka w lekturze, żeby zachęcić i rozkochać w sobie takiego uparciucha jak ja :)

Chapeau bas! Udało się w 100%, nie mogąc się samej sobie nadziwić książkę „wciągnęłam” prawie na przysłowiowe śniadanie! Czyta się bardzo dobrze. Jednak nie kosztem jakości czy wiarygodności. Ta opowieść w pełni oddaje klimat dawnych dziejów. Można powiedzieć, że jest małym i podręcznym wehikułem czasu.

„Na poważnie” lecz dla rozrywki.

Nudy? Nic podobnego, nawet, a raczej przede wszystkim dla dzieci! Aby cała historia była atrakcyjna dla młodych Czytelników, bohaterami tej opowieści są ich rówieśnicy. Towarzyszymy im w ich życiu, na dobre i na złe, we wspaniałej przygodzie. Losy dzieci z różnych „obozów” niespodziewanie spłatają się  ze sobą. Wyruszają we wspólną i nieznaną „drogę” – pełną przygód i dobrej życiowej nauki, a w ich rękach leżą losy zjazdu gnieźnieńskiego…

Autor zaprasza nas do świata z końca X wieku. Archaizmy i „niecodzienne” dla współczesnego śmiertelnika słowa, w pełni oddają nastrój tamtej epoki – nie przeszkadzając jednak w zrozumieniu treści, są swego rodzaju dopełnieniem całości. Jeżeli nie znacie jakiegoś słowa z pomocą przyjdzie zamieszczony na końcu słowniczek.

„Bitwa o gród Sędziwoja” to bardzo wartościowa i unikatowa perełka. Na swoich kartach prezentuje w bardzo przystępny sposób, poniekąd zaniedbane dziś wartości: miłości do ojczyzny, własnej historii, cnoty i męstwa. Być może ta lektura zaszczepi w Waszych dzieciach lub Was samych pasję do dawnych dziejów, naszych dawnych dziejów. Kiedy rycerze mieli damy swego serca, wielcy wojowie nie zawsze mieli błyszczące zbroje – ale były sprawy najwyższej wagi – nawet dla najmłodszych z rodu!

Serdecznie zapraszamy Was do lektury w imieniu autora Tomasza Kruczka, Wydawnictwa Replika oraz całej naszej Redakcji!

3
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Haluszczak
Gość

Wydaje się naprawdę ciekawa – może się skuszę… :)

Magda Kupis
Gość

Jeśli tylko skończę czytać wszystkie książki, które zaczęłam pewnie się skuszę, choć to też nie moje klimaty, ale kto wie, może się przekonam :)

Joanna Fizia
Gość
Joanna Fizia

Moje klimaty także to nie są :P ale po takich pochwałach i zachętach – przełamię się i sprawdzę, a nóż widelec polubię..?! :)

Na zakupach 22 kwietnia 2012

Modna moda?

W sklepach odzieżowych już coraz rzadziej spotkać można ubranka dla dzieci z króliczkami, misiami i innymi niezidentyfikowanymi zwierzątkami. Choć to rzecz gustu – mnie się one nigdy nie podobały. Zastąpiły je wersje mini „dorosłych” ubrań. Stara wersja ubranek według mnie robiła z dzieci małe pajacyki, a ja staram się żyć w myśli „nie czyń drugiemu, co Tobie nie miłe”. Mam w głowie obrazy z dzieciństwa, gdzie mama ubierała mnie w „śliczne” sukieneczki i inne „modowe perełki”- na samą myśl mam dreszcze, bo byłam typem dziecka na drzewie, a nie z kwiatuszkiem w rączce. Mimo, że choć jest coraz lepiej, to niestety wcale dobrze nie jest. 

Mianowicie, wchodzę do sklepu, szukam ubranek dla córki, z daleka woła mnie „różowy dział”. Widzę śliczną bluzeczkę. Jest w wersji różowej, różowej pastelowej, fioletowej i śliwkowej. Odwieszam. Obok wiszą piękne sukieneczki. Dla odmiany są w kolorystyce ciemnego różu i beżu. Dlaczego producenci na siłę chcą wcisnąć moją córkę w różowe/fioletowe/białe/beżowe ubranka? Gdzie są pomarańcze/błękity/granaty/czerwienie/zielenie/itd?Jak to gdzie? Na dziale dla chłopców! Więc idę kilka kroków dalej, wkładam do koszyka chłopięcą granatową kurtkę bez falbanek, kokardek, wstążeczek i bez RÓŻU!

Ja nie chcę ubierać córki w róż, bo jest dziewczynką i tak mi każą wystawy sklepowe. Ja chcę mieć kolorowe dziecko. 80% szafy mojej Kruszyny to wszelkie odcienie różu i fioletu. Większość ubranek dostała, a ja muszę wybierać się na „polowanie” i wytężać na nim wzrok w poszukiwaniu nie-różu.

Może ktoś zapyta co za różnica w co dziecko jest ubrane, byle czyste było. Owszem, kiedy ubieram dziecko, ma być czyste, ale dlaczego zawsze ma mieć „dziewczęce barwy wojenne”? Cóż to za stereotyp? Dlaczego od dziecka wpajane są „cechy” płci. Dlaczego jak szukam pościeli dla dziewczynki to widzę tylko księżniczki i serduszka? Chłopcy mają żyrafy, samoloty, ciuchcie… Dlaczego Kaczor Donald, Myszka Miki czy Tygrysek jest w dziale dla chłopców, a dziewczynki mają Świnkę Peppe, Myszkę Mini, Kaczkę Daisy i Prosiaczka (oczywiście ich postacie znajdują się na różowym materiale)? Dlaczego większość lalek ma różowe sukienki? Dlaczego nie mają spodenek? Wózki dla lalek też głównie są różowe…

Ja chcę mięć wybór! Sama chcę decydować czy chcę mieć różową księżniczkę czy kolorową i czy w ogóle księżniczkę. Żyjemy w państwie demokratycznym, z „równouprawnieniem”, nie mylmy go z równymi możliwościami fizycznymi! Co jest częstym zarzutem – „jak chcecie równouprawnienia to idźcie do kopalni pracować ramię w ramie z górnikami”, tu chodzi o równe traktowanie – widać jego brak już na poziomie traktowania dzieci – chłopców i dzieci – dziewczynek. Moje dziecko jak będzie miało ochotę, będzie miało koparkę i łóżko w kształcie samochodu. Jeśli będzie chciała wozić misia w ciężarówce a nie w wózku – żaden problem.

Czy Wy też jesteście przeciwne podziałem na płci w dziale z zabawkami i ubrankami? Lub uważacie, że to jest naturalne? I co na to mamy chłopców?

29
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aleksandra Greszczeszyn
Gość

A mi nie podoba się „udoroślanie” dzieci na siłę i ubieranie w dżinsowe rurki, sandałki na obcasie czy bluzki z dziwacznymi napisami… Nie podoba mi się bardzo…Dziecko powinno być dzieckiem, a nie mini kopią dorosłego ubraną w najnowsze trendy…
Z drugiej strony jeśli chodzi o wzory i kolorystykę tutaj się zgadzam z Tobą Magdaleno – powinien być większy wybór i mniej wyraźny podział, chociaż powiem Ci, że jak się chce można znaleźć ubranka dla dziewczynki i pomarańczowe, i szare i granatowe… Myślę, że nie jest z tym teraz aż tak źle! wszystko zależy od marki i sklepu.

Magda Kupis
Gość

Kwestią gustu jest fason ubranek, każdy znajdzie coś dla siebie (a raczej dla dziecka). Natomiast z kolorystyką przecież można by poszaleć, choć łatwo nie jest.
(nie)Magda(lena)

Anna Haluszczak
Gość

mi się podobają mali-dorośli. O ile nie są wystylizowani do przesady. I chętniej ubieram moją dwulatkę w jeansy niż w różowe dresy, w których nigdy z nią na miasto nie wyjdę…

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Dżinsy – ok, ale czasami spotykam takie wystylizowane dzieci, że wyglądają jak nastolatki… I to mnie razi, bo mam wrażenie, że niekiedy mamy próbują sobie coś dodać takim „strojeniem” dzieciaków. Markowe buty, skórzane kurteczki, t-shirty z dziwnymi, czasem nieprzyzwoitymi napisami itd. Często takie ciuszki są totalnie niewygodne dla maluchów, a wybierają je mamy myśląc tylko o tym, czy ich dziecko ładnie wygląda.
A ja nie mam problemu z różowymi dresami!:) Choć Julka ma i niebieskie, i zielone i czarne. Doceniam dresy, bo widzę, że Julce w nich zwyczajnie wygodnie, natomiast dżinsy są sztywne i zwykle niedopasowane do jej szczuplutkiej figury.

Anna Kopeć
Gość

Może takie działy są po to by łatwiej było znaleźć jakąś rzecz – auto czy lalkę, ale zgodzę się, że nie wszystko musi być w takiej samej kolorystyce – różowe lalki, zabawki, różowe klocki… czy z kolei niebieskie. Właściwie idąc do sklepu nie mamy żadnego wyboru. Ja mam inny problem – choć dla chłopców wybór kolorów jest zdecydowanie lepszy – ubrań jest bardzo mało! Dla dziewczynki wybór jest – choć nie powiem, nie chciałabym by moja córka chodziła tylko w różu. Faktem jest, że „ubraniowe” zakupy to istne łowy… Gdy wchodzę do sklepu z butkami zawsze mam problem. Dla Kuby… Czytaj więcej »

Sylwia Chojnowska
Gość

Co do bucików to się zgadzam. Zawsze dla dziewczynek x półek załadowanych od góry do dołu a dział chłopięcy raptem kilka modeli….

Ubranka to samo. dział dziewczęcy pęka w szwach a u chłopców kilka bluz, bluzeczek czy spodni jakieś koszule i koniec.

Magda Kupis
Gość

Przyznam szczerze, że nie przyglądałam się bucikom :)
Ale jeśli chodzi o ubranka, to zawsze coś dla chłopca wpadnie mi w oko :) więc chyba tak już jest, że mamy dzieci danej płci widzą lepszą ofertę dla dzieci płci przeciwnej :)
chyba najlepiej byłoby jakby wypowiedziała się mama pary, jako reprezentantka obu stron :)

Anna Haluszczak
Gość

Gdy miałam tylko córeczkę, wydawało mi się, że dla niej właśnie większość rzeczy jest różowa i że wybór jest tylko dla chłopców. Gdy urodził mi się synek to… stwierdziłam, że wybór jest podobny dla obu płci. Wszystko zależy od tego gdzie i czego akurat szukamy! Przy czym chyba łatwiej znajdę dla córeczki elegancki płaszczyk zakładany np. do kościoła niż elegancką kurtkę dla synka…

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Tak jak piszesz: dużo zależy od sklepu, firmy. Na szczęście dzisiaj wybór jest naprawdę ogromny i myślę, że w sumie dla chcącego nie ma nic trudnego – każdy znajdzie coś, co mu się spodoba.

Agata Sztole
Gość

w 100% nie zgadzam sie z tym artykulem przeciez hit wiosna lato to styl marynarski wszedzie pelno granatow i czerwieni dla dziewczynek co do kupowania chlopiecych ubranek dla dziewczynki dla mnie porazka jak widze jak idzie dziewczynka w brazowych sztruksach i czarnej bluzie to zal mi takiego dziecka niech dziewczynka bedzie dziewczynka nie musi byc ubrana od stup do glow na rozowo ale nie pozbawiajmy jej spudniczek kokardek czy falbanek jak dorosnie sama zdecyduje czy woli jeansy i podkoszulek czy spudniczke i dziewczeca bluzeczke ale poki malutka niech sobie bedzie dziewczynka dlaczego nie mozemy zastapic chlopiecych spodni dziewczecymi leginsami podkoszulka… Czytaj więcej »

Magda Kupis
Gość

W ciągu (niedługiego) życia mojej córki dopiero teraz zmieniła się tendencja kolorystyczna, przez cały okres jej życia (i długo długo przed) dominowały róże. A naprawdę fajne ubranka pewnych znanych marek dla większości społeczeństwa nie są dostępne ze względu na cenę, a głównie one wypuściły na rynek marynarski styl- to po pierwsze, po drugie- nie każdy ma czas na buszowanie po sieci czy bieganiu po sklepach w poszukiwaniu ubrań dla dzieci, często bywa tak, że wchodzi się do sklepu i kupuje to co jest.

A ogólnie, między wierszami artykuł dotyczy stereotypów i szufladkowania.
Ps. Dawniej róż był kolorem chłopięcym.

Anna Bućko
Gość
Anna Bućko

Moja córka ma sporo ubran chopiecych o ile chłopiece mogą być koszulki, koszule w kratkę, jeansy czy bluzy. Dla nnie to po prostu unisex. Spodniczki dla dziecka które nie chodzi sa niepraktyczne,więc unikam.
Polecam buszowanie po lumpeksach. Nożna wygrzebac perełki i nikt nie powie ze jest z działu dla chłopców ;)

M&Msy
Gość
M&Msy

Ja niestety mam ogromny problem z zakupami ubrań dla Mateuszka:( jest bardzo ubogi wybór, gdzie nie wejdę przeważnie wychodzę z pustymi rękoma. Jak coś już wpadnie w oko okazuje się że nie ma rozmiaru. Przeważnie w sklepach jest taki podział chłopcy- niebieski, dziewczynki-róż. Jak bym miała córkę, nie chciałam bym „różowego cukierka”. Zgadzam się z Sylwią dla dziewczynek ogromny wybór butów, a dla chłopców jakieś „ochłapy”. Ja Mateuszowi kupiłam bym wszystko nie przeszkadza mi wózek dla lalek u chłopca, czy sprzęt typu młotek, klucz itp.u dziewczynki. Niestety tylko mnie, bo mój mąż nie jest taki tolerancyjny niestety :( Przecież dziecko… Czytaj więcej »

Agata Sztole
Gość

nie trzeba biegac po sklepach zeby ubrac fajnie i modnie dziecko nie trzeba tez wydawac fortuny marynarski styl jest w 5.10.15 przykladowo mozna zrobic zakupy przez internet bylo duzo promocji smyk to samo sklepy internetowe a co do znanych marek niektóre maja super promocje wystarczy odrobina checi no chyba ze komus nie zalezy bo jak widze jak idzie mamusia odpicowana (ma czas pobiegac po sklepach i kupic sobie cos fajnego ) prowadzi ze soba dziecko ubrane w „byle czym” to juz chyb nie wina braku czasu czy pieniedzy ale oczywiscie sa rozne sytuacje dlatego nie szufladkuje wszystkich niestety taki obrazk… Czytaj więcej »

Agata Sztole
Gość

jeszcze jednego nie rozumie w takim razie czego oczekujecie rozowych ubranek dla chlopca a niebieskich dla dziewczynek mysle ze o takie teraz tez nie trudno widzialam wiele rozowych podkoszulek chlopiecych i wiele niebieskich dla dziewczynki nie rozumie o co caly szum moze chlopcy powinni zaczac chodzic w sukienkach byloby takie „równouprawnienie” u dzieci bez przesady !!!

Agata Sztole
Gość

a czy wasi mężczyźni ogladaja seriale i ubieraja się w bluzeczki z falbankami podejrzewam ze nie !!! tak juz sie utarlo sa rzeczy dla kobiet i dla mezczyzn sa tez dla dziewczynek i chlopcow!!!

Magda Kupis
Gość

Agata, mam wrażenie, że nie zrozumiałaś intencji artykułu.
Nie chodzi o ubieranie dziewczynek w chłopięce ubranka i odwrotnie, chodzi o zaszufladkowanie nawet dzieci, te wszystkie stereotypy na temat „cukierkowych dziewczynek” i „rozbójników chłopców”, powodują, że już od dziecka są one „karmione” podziałami, że to jest dla chłopców a tamto dla dziewczynek, co przedkłada się na dorosłe życie.

Agata Sztole
Gość

Wiec może wytłumacz mi jak mozna nie dzielić chłopców i dziewczynek?? co zrobić by podziały zniknęły? bo nie od dzis chlopcy bawią się lalkami a dziewczynki samochodami przy zabawkach nie widze tego stereotypu oczywiscie kupujac prezenty dla dziewczynki lalka dla chlopca samochod ale dorosly mezczyzna tez wolalby dostac lakier samochodowy niz ten do paznokci tak juz jest mamy podział na płeć męską i żeńska gdyby one nie rozmily sie niczym ( nie mowie tu o budowie anatomicznej) jaki mialoby to sens??

Magda Kupis
Gość

Chodzi o to, że dziewczynka nie musi mieć różowej sukienki, by być dziewczynką, kobieta może chodzić w spodniach by być kobiecą, mężczyzna może prowadzić dom i dalej jest mężczyzną- to jest to „łamanie” stereotypów. ja jako rodzic chciałabym mieć wybór w co ubieram dziecko, jakie kolory mają dominowac w jego szafie.

Agata Sztole
Gość

moze ja rzeczywiscie nie rozumie intencji tego artykulu narzekacie ze dla diewczynek roz dla chlopcow niebieski chcielibyscie by nagle w sklepach pojawil sie multum ciuszkow chlopiecych rozowych a dla dziewczynek niebieskie? moim zdaniem tak juz jest na swiecie cos pasuje dziewczynce cos chlopczykowi wedlug mnie to naturalne tak juz jest i koniec wiec po co narzekac gdyby te podzialy nie istnialy faceci w szpilkach wygladali by dosc zabawnie a podejrzewam ze od dziecka wpajane mieli to dla dziewczynek !!!

Magda Kupis
Gość

Paleta barw nie ogranicza się tylko do niebieskiego i różowego, wiec producenci mogli by z tego korzystać :)

Agata Sztole
Gość

ja mysle ze korzystaja moja coreczka ma bardzo kolorowa szafe ma ubranka zolte zielone szare czerwone granatowe biale czarne a i rozu duzo bo sama uwielbiam roz poprostu nie ma co isc na latwizne jesli wymagamy od innych wymagajmy sami od siebie :)

Karolina Wawrzyniak
Gość

ja ubieram synka w jasne kolory…. strasznie lubię go w bieli… i gdybym miała córeczkę też bym ją ubierała w takich jasnych kolorach.. w białym, w ogóle w jasnych ubrankach dziecko wygląda jak aniołek ;) my od małego mamy praktycznie same białe bodziaki bez żadnych dodatków. z resztą nie wiem w jakich sklepach kupuje autorka teksu, ale ja mimo ,że nie zaopatruję się w ubranka dziewczęcych to chodząc po sklepach zwracam uwagę na wszystkie malutkie „cudeńka i mimo ,że rzeczywiście jest dużo akcentów różowego koloru w działach dziewczęcych to naprawdę jest i również dużo innych ubranek we wszystkich kolorach tęczy… Czytaj więcej »

Anna Haluszczak
Gość

Pamiętam, że jeszcze gdy byłam w ciąży, mój mąż powiedział „moja córka nie będzie chodziła ubrana na różowo”. Na co ja odparłam „a moja będzie” ;). Zresztą i tak dzieci raczej ubieta matka. Sęk w tym, że chyba 90% ubranek, które dostaliśmy były właśnie w tym kolorze – róż!!! Lubię różowe akcenty, ale bez przesady. Rażą mnie dziewczynki w różowej czapeczce, różowej chustce na szyi, różowej kurteczce, różowej spódniczce, rajstopkach i bucikach – też różowych. Wg mnie to dopiero jest robienie z dziecka clowna! Jak już coś Karolci kupuję, staram się, by nie było to różowe. W jej szafie dominują… Czytaj więcej »

Dunia
Gość
Dunia

ale po co takie artykuly, ubieraj dziewczyno dziecko jak chcesz i tyle

Bombel
Gość
Bombel

Dunia a ty wiesz co to jest i po co – blog????

Autorka tekstu przelała na wirtualną kartkę papieru swoje myśli, odczucia,….a ty (prawdopodobnie nie rozumiejąc) wzięłaś podarłaś ją i wyrzuciłaś do kosza na śmieci..!!

Zażenowałaś mnie.. ;/

Bombel
Gość
Bombel

Czytając Twój text (nie)Magda(leno) trochę się uśmiałam a to dlatego, że ja też często się tak złoszczę i buntuję na dziecięce ubranka :P z tą małą różnicą, że ja mam chłopca i irytuje mnie nie róż, a niebieski (i jego odcienie) :P ;) Siebie samą uważam za barwną postać toteż uwielbiam kolory! :) RÓŻNE! I WYRAZISTE! :) I moje dziecko też lubię oglądać w kolorach :) Moim ulubionym kolorem jest czerwony i uważam że jest to kolor uniwersalny, zarówno dla dziewczynek jak i dla chłopców. Niestety jednak chyba większości czerwień kojarzy się z płcią piękną..nie raz nie dwa spotkałam się… Czytaj więcej »

milena
Gość
milena

ja nie jestem za podziałem na płeć jeśli chodzi o ubrania i zabawki, niestety producenci taki podział preferują. całe szczęście prawie wszystkie ubrania moje dzieci mają przywożone z Anglii gdzie za niewielkie pieniądze mozna poszalec co nie jest nam dane w Polsce, wybór ogromny w kolorystyce wzorach .

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close