Emocje 4 kwietnia 2016

Świat kobiet – dzięki koleżankom mam w nim swoje miejsce

Jestem żoną i mamą, jak większość z Was. Pełnienie tych ról jest bardzo ważne w moim życiu, ale staram się do nich nie ograniczać. Dziś chciałam napisać o czymś, co szczególnie cenię i co daje mi wiele radości – o relacjach z kobietami, a dokładnie – chwilach spędzonych z moimi koleżankami.

Wszystkie żyjemy w podobnej rzeczywistości – dom, zakupy, praca, dzieci, zajęcia dodatkowe i permanentny brak czasu, nasze grafiki są napięte… to takie prozaiczne. Ale staramy się raz na kilka tygodni, czasem miesięcy wygospodarować chwile tylko dla nas – a dokładnie wieczory, w zasadzie noce, albo całe weekendy. W te dni to ojcowie czy babcie karmią, kąpią i kładą spać nasze dzieci, a my delektujemy się wspólnie spędzonym czasem.

A jest to czas wyjątkowy – możemy po prostu siedzieć i gadać prawie do świtu, wspólnie przygotowywać pyszną kolację, grillować, tańczyć całą noc… Rozmawiać o pracy (tak, o niej gadamy dużo, bo to ona nas kiedyś połączyła), kosmetykach, książkach, związkach, kilogramach, które trudno zgubić… Plotkować o niczym, narzekać, dzielić się doświadczeniem, przemyśleniami… Wzajemnie się inspirować, w czasie tych nocy często wpadamy na niesamowite pomysły.

Najczęściej spotykamy się u jednej z nas – tak, wtedy gospodyni musi „zorganizować wolną chatę” – skorzystać z uśmiechu losu, gdy mąż w delegacji albo stworzyć okazję i wysłać go z kolegami na narty. Żeby już bardziej nie obciążać gospodyni każda przygotowuje coś pysznego, by potem wymienić się przepisami.

Czasem wychodzimy na miasto, do klubów, by się pobawić, potańczyć, by poczuć się kobieco i atrakcyjnie, wzniecić w sobie ten zupełnie inny dreszczyk emocji.

Najrzadziej zdarza nam się wyjeżdżać, bo to najtrudniejsze, ale za to najpiękniejsze wspólne chwile. Nie ogranicza nas tych kilka godzin przeznaczonych na spotkanie i nikt nie siedzi na szpilkach, że zaraz trzeba zamówić taksówkę, by wrócić do domu. Od lat jeździmy w to samo miejsce, mamy swoje rytuały, ulubioną restaurację, gdzie dają dobrze jeść, cukiernię z pyszną kawą i dużymi ciastkami, ukochane sklepy oraz dobrze przez nas przetarte trasy spacerowe. Wybierając się na wieczorną imprezę wracamy do czasów, które pamiętamy z dzieciństwa, gdy przed kolonijną dyskoteką odbywało się wspólne „szykowanie się”. Mamy czas na długie przygotowania (często przedłużają się w nieskończoność) – w jednym pokoju, z muzyką w tle, śmiejąc się, równocześnie robimy makijaż, przymierzamy ciuchy, nierzadko wymieniając się tym, co mamy w walizkach. Albo leżymy wszystkie na małżeńskim hotelowym łóżku i tak się śmiejemy, że bolą nas brzuchy. Bo z dziewczynami zawsze jest wesoło!

Moje koleżanki są super! I cieszę się, że je znalazłam.

Za niecałe trzy tygodnie znowu jedziemy razem na trzy dni. Jejku, jak ja potrzebuję tego „naszego” weekendu.

A po powrocie znów będę spokojną i cierpliwą mamą, stęsknioną i uśmiechniętą żoną!

Fot. Ashley Webb/ CC BY

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Zabawa 3 kwietnia 2016

Zabrałam dziecko do cyrku, to coś złego?

Po raz ostatni w cyrku byłam z 20 lat temu. Kiedyś cyrk do mojego miasta przyjeżdżał na kilka dni i była to nie lada atrakcja dla każdego dziecka. Jako przedsiębiorczy młody człowiek razem ze znajomymi z podwórka, gdy tylko rozłożono namiot pędziłam ile sił w nogach do kasy by otrzymać darmowe wejściówki na występ w zamian za rozniesienie zniżek i ulotek cyrkowych. Z zaciekawieniem oglądałam zwierzęta i z zachwytem podziwiałam popisy gimnastyczne.

Kilka dni temu znów miałam możliwość zasiąść w namiocie i obejrzeć egzotyczne zwierzęta, zabawnego klauna i akrobatów latających nad głowami. Mimo całego szumu medialnego i protestów przeciw zwierzętom w cyrku postanowiłam pokazać mojemu dziecku to, co kiedyś mnie jako małej dziewczynce sprawiało frajdę.  Kuba miał okazję po raz pierwszy w tym uczestniczyć i czekał z niecierpliwością. Zwierzęta widział już nie raz podczas naszych wypadów do zoo, ale cyrk jako nowość zaintrygował go i to zupełnie normalna rzecz. Wielki namiot, migoczące światła to coś, obok czego trudno dziecku przejść obojętnie.

Jak cyrk odebrał mój syn? Normalnie, zaintrygowany zgadywał jakie zwierzę pojawi się, gdy tylko obsługa zdejmowała matę z areny. Cieszyły go papugi wykonujące loty tuż nad publicznością – w zoo nie miał okazji podziwiać pięknych i kolorowych Ar w locie. Swoją niezdarnością rozśmieszał go klaun, zadziwiały skoki na linie oraz podniebne akrobacje na szarfie.

Ten dwu i półgodzinny czas spędzony w cyrku nie wypaczył jego światopoglądu. Doskonale wie i rozumie, że zwierzętom najlepiej jest na wolności na łonie natury. Nie rozwodziłam się wielce nad tematem złego traktowania zwierząt w cyrku, który powraca regularnie niczym bumerang. Nie opisywałam bestialskich warunków, bo nie widziałam tego naocznie. Nie fundowałam w czasie przerwy przejażdżki na wielbłądzie czy kucyku. Pokazałam mu jedynie kawałek mojego dzieciństwa, pozwoliłam choć na chwilę poczuć to co sama czułam jako kilkulatka oglądająca widowisko cyrkowe. Jedliśmy watę cukrową i popcorn wymienialiśmy się wrażeniami i po prostu razem w swoim towarzystwie spędzaliśmy miło czas. Tylko tym razem ten wypad był inny. Cały występ obejrzałam po raz pierwszy jako osoba dorosła.

Subscribe
Powiadom o
guest
16 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Olga Kloda
4 lat temu

Poszlabym ale do takiego bez zwierzat.

niecałkiemsamamama
4 lat temu

Jeszcze nie byłam :)

Milena Kamińska
4 lat temu

Byłam i z synem i córką

Agata Lipke
4 lat temu

Jeśli do cyrku to tylko takiego, w którym nie ma zwierząt.

Bożena Węgrzyn
4 lat temu

My za każdym razem kiedy tylko cyrk jest w okolicy , córeczka ma 4 lata a w cyrku była już parę razy ostatni raz teraz 31 marca i zachwycona nie chciała z niego wyjść

Dorota Michalak
4 lat temu

poszlibysmy tylko te ceny z kosmosu…a takie malutkie do nas nie przyjezdzaja

Sylwia Wojtyś
4 lat temu

Ja nie lubię cyrku. Wszystko to dla mnie jest takie mało estetyczne. Te stroje, makijaże… Nie mówiąca o klaunach, którzy kojarzą mi się z ludźmi, którzy na scenie grają tylko rolę a po pracy są bardzo smutni.

Aneta Błąd
4 lat temu

Szanuje zwierzęta i nie chodzę. Są rzeczy ważniejsze niż rozrywka i takie postrzeganie świata chce zaszczepić mojemu dziecku. Chodzimy za to co jakiś czas do schroniska dla zwierząt i wprowadzamy psiaki na spacery. Mnóstwo przy tym radości a ja zawsze podkreślam synkowi że zrobił tego dnia coś dobrego :-)

Agata Lipke
4 lat temu
Reply to  Aneta Błąd

Brawo! :)

Beata Baziak
4 lat temu

Moje dziecko nigdy nie pójdzie do cyrku że zwierzętami !

Beata Baziak
4 lat temu
Marta Kopacz
4 lat temu

Cyrk ok, ale tylko bez zwierząt. Franek od małego ma wpajane, że zwierzęta w cyrku to zło a ich miejsce jest na wolności.

Agnieszka Fojut
4 lat temu
Reply to  Marta Kopacz

dokładnie tak samo uczę swoich dzieci

Anna Stefanek
4 lat temu

Jeżeli w cyrku były zwierzęta to tak coś złego. Dofinansowałaś znęcanie się nad zwięrzętami i pokazałaś, ze można dręczyć zwierzaki. Że mają się za każdą cenę podporządkować i być rozrywką dla człowieka.

Aleksandra Faligowska

Ja cyrków nie lubie ale do mojego miasteczka przyjeżdża regularnie wiec niewykluczone że jak córka podrośnie i bedzie chciala isc to ją zabiore. Ostatnio w przerwie miedzy pokazami można było zrobić sobie zdjęcie na wielbłądzie!:O biedne zwierzaki…

Kulinaria 1 kwietnia 2016

Kuchenne S.O.S czyli błyskawiczne sałatki. Zrobisz je gdy goście będą zajmowali miejsca za stołem

Mąż zapomniał Ci powiedzieć, że na wieczór zaprosił gości? Organizujesz grilla, ale mięso i kiełbasa to jakby za mało? Idziesz z wizytą do teściowej i nie wypada przyjść z pustymi rękami, a wypieki to nie jest to co wychodzi Ci najlepiej? Nie panikuj, zdradzę Ci dwa przepisy na błyskawiczne sałatki. Naprawdę błyskawiczne, przecież ja nie umiem i nie lubię gotować :P

Stanie przy garach nigdy nie należało do moich ulubionych czynności. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Zjeść coś dobrego to owszem, lubię. Ale żeby zaraz gotować? Wymieszać kilka składników i po krzyku. O tak, to jest to co lubię. Mówisz, że tak się nie da? A ja Ci zaraz udowodnię, że się da!

Zrobienie pierwszej sałatki zajmie Ci kwadrans. Może nawet mniej. Będziesz potrzebować:

  • 1 dużą, czerwoną paprykę (chociaż tak sobie myślę, że wymieszanie czerwonej i żółtej też da niezły efekt)
  • mały słoik czarnych oliwek (najlepiej drylowanych, odpadnie problem z pestkami)
  • puszkę ananasa (najlepiej kupić od razu pokrojonego w kostkę)
  • 1 paczkę paluszków surimi (czyli 14 sztuk)
  • 5-6 pędów selera naciowego (oczywiście nie kupuje się na sztuki, resztę zużyjesz następnym razem)

I co dalej? Pokroić w kostkę, co nie pokrojone (oliwki wystarczy przekroić wzdłuż na pół), wymieszać i gotowe. Żadnych przypraw, żadnych sosów, żadnych dodatków. Soli też nie. Sos z ananasa i oliwek także do wylania. Ta sałatka ma jedną zasadniczą wadę → w ułamku sekundy znika ze stołu…

 

Druga sałatka jest naprawdę błyskawiczna. Do salaterki wrzucasz:

  • kukurydzę z puszki (bez zalewy)
  • czerwoną fasolę z puszki (również bez zalewy)
  • tuńczyka w sosie własnym z puszki (tym razem z zalewą)

Ciąg dalszy jak w sałatce numer 1 – wymieszać i gotowe. Tak na dobrą sprawę opisanie tej sałatki zajęło mi więcej czasu niż zrobienie jej. Nie wiem czemu, ale tę sałatkę szczególnie lubią mężczyźni.

 

Może na pierwszy rzut oka te błyskawiczne sałatki nie wyglądają na szczególnie efektowne, ale nie daj się zwieść pierwszemu wrażeniu i mojemu nieporadnemu opisowi, kuchnia to naprawdę nie moja bajka. Daj się skusić i zrób. W końcu to tylko kwadrans plus minuta.

 

Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Eynus
Eynus
4 lat temu

To nic złego!
Dziecko też potrzebuje wrażen, chociaż klauny faktycznie mogą wywrzeć negatywne emocje ;/
http://www.babymomstreet.com/diary/my-baby

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close