Zabawa 19 kwietnia 2012

Kultura wobec dzieci

Moje dziecko nie jest bardzo uciążliwe, no ale jest dzieckiem, czasem coś się nie spodoba i “zamiauczy”, rzadko bo rzadko, ale zdarza się. Wczoraj na przykład weszłyśmy do sklepu gdzie były jakieś przedpotopowe wózki sklepowe, bez siedzenia dla dziecka. Pierwszy raz się z takimi spotkałam szczerze mówiąc. Dziecko mówi, że chce na wózek, ja tłumaczę że nie można, bo „zobacz nie ma siedzenia”, dziecko nawet rozumie bo rzeczywiście nie ma dziur na nogi, na to odzywa się kasjerka: „U NAS SIĘ DZIECI DO WÓZKÓW NIE WKŁADA!!!”

No jak bym bez dziecka była, to by się kobieta ze szpar w podłodze nie wygrzebała, ale nie chciałam dziecku pokazywać, że wgniatanie w szpary od podłogi jest najlepszym sposobem na radzenie sobie w takich sytuacjach. Poprzestałam na pogardliwym: „Niech się pani nie boi nie wkładam”, wzruszyłam ramionami i poszłam. Pewnie dlatego musiałyśmy potem stać w kolejce do kasy i nikt mnie nie zapytał czy płacę kartą czy gotówką, bo jak gotówką to mogę przejść do innej kasy, a inne osoby z kolejki pytano. Akurat płaciłam kartą, ale nie w tym rzecz. Faktem jest, że nikt nie zapytał. Dziecko było zmęczone więc przymiauczało, że chce do domku, ja poprzestałam na rzuconej w przestrzeń uwadze, że wraz z peerelem skończyło się obligatoryjne przepuszczanie matek z dziećmi, a sklep trafił na listę sklepów nie do odwiedzania. Na bank już tam nie wrócimy.

Tak, tak pamiętam peerel, mówiłam Wam kiedyś. W oczach mam sceny, gdy matka wchodziła z dzieckiem do sklepu brała na ręce i podchodziła bez kolejki, a wtedy naprawdę były kolejki! I nikt nie miauknął, chociaż w praktyce oznaczało to, że dla kogoś stojącego w kolejce czegoś zabraknie. Bo matka z dzieckiem to matka z dzieckiem. Było minęło.

Niedawno w markecie sieciowym dowiedziałam się, że kasa uprzywilejowana jest do pięciu artykułów i to dotyczy też kobiet w ciąży i z dziećmi, jak się ma więcej to się stoi do normalnej kasy i w ogóle to pani za ladą troje dzieci urodziła więc wie lepiej, w kolejkach stała i nie umarła, a teraz to się matkom w głowie przewraca, a jak mi się coś nie podoba to mogę sobie z kierownikiem porozmawiać. Powiedziałam, że owszem mogę niech go poprosi. Kierownika nie poprosiła. Widocznie zdawała sobie sprawę z tego, że to ona oberwie, bo sklepy sieciowe o pracowników nie dbają. Może i bym próbowała ją zrozumieć, chociaż tłumaczenie, że przerzucać na stojąco nie będzie, bo ciężkie-  jakoś mnie nie przekonało, w końcu to kasa, ale cała afera była na temat: sześć artykułów nie pięć. Nawet pożałowałam, że tego kierownika nie wezwała.

W innym sklepie sprzedawczyni łaziła sobie z chusteczką po sklepie, a na pytanie „czy to alergia?” – odpowiedziała, że raczej wirus. Na moją prośbę, żeby się do nas nie zbliżała (generalnie była kasjerką z sąsiedniej kasy, więc nie musiała wędrować po sklepie) odpowiedziała, że wirusów i tak nie uniknę. Nosz kurza twarz!!! Jak można być chorym i podchodzić do małego dziecka??? Duśka już nie noworodek, ale chora trzylatka to też nie rozrywka w domu.

Bandę gimnazjalistów na chodniku rozgoniłam dla zasady. Żeby ich ominąć musiałabym z dzieckiem na ulicę zejść, a po moim trupie! A jacy zdziwieni byli!!! Przecież to naturalne, że trzeba gdzieś stać i kląć, chodnik dobry jak każde inne miejsce, a że się cały zajmuje, no trudno, dużo ich było. Widzieli, że idziemy, owszem, ale się nie ruszyli, bo po co. Przepraszać i prosić o drogę nie zamierzałam, uważam to za ich zakichany obowiązek ruszyć nóżkami jak ktoś idzie.

Kolejna przeszkoda chodnikowa to pies bez smyczy. Nie musi być duży, nie musi być groźny, może być mniejszy od kota, jest psem i to wystarcza – Duśka się boi. Nie wiem dlaczego, nie walczę z tym, widocznie taki etap. Pies podchodzi, dziecko krzyczy i próbuje uciekać, szarpie się, ja trzymam mocno za rękę, bo obok ulica. Tłumaczenia ludzi skierowane do mnie, że nie ma czego się bać, podnoszą mi ciśnienie. Z zaciśniętymi zębami odpowiadam: „proszę to dziecku wytłumaczyć, ale tak, żeby uwierzyło”. Na hasło: „pies nie gryzie” odpowiadam: „do pierwszego razu”. Ciągle powstrzymuję się przed zrobieniem awantury, nie chcę uczyć dziecka takich zachowań, jednak coraz częściej zastanawiam się czy słusznie.

Stoimy na przejściu dla pieszych, czekamy na cud czyli pustą ulicę, nie zatrzyma się nikt bo po co. No dobra, czasem się zdarza, ale rzadko. Do tego się przyzwyczaiłam, nie oczekuję tego, nawet nie zawsze korzystam jak ktoś się zatrzyma, bo często się niestety zdarza, że z lewej strony ktoś się zatrzyma, a z prawej dmuchnie nam przed nosem (przecież zdąży). Ale do szału najwyższego gatunku doprowadza mnie sytuacja, gdy skrzyżowanie jest nieprzejezdne przez światła albo samochody jadące poprzeczną, więc teoretycznie możemy przejść ale nie, bo jakiś baran na pasach stanął i żeby przejść trzeba lawirować między samochodami.

Rodzice uczyli mnie, że nie jestem sama jedna na świecie i trzeba się z ludźmi liczyć. No to się liczę. Ale coraz częściej mam wrażenie, że ludzie nie liczą się ze mną. Dlatego ja Duśkę uczę, że szacunek ma działać w dwie strony, my liczymy się z ludźmi ale i ludzie z nami. Dlatego rozganiam gimnazjalistów, bo ich zasmarkanym obowiązkiem jest ustąpić, ale każę dziecku się odsunąć na bok jak idzie matka z wózkiem albo starsza osoba o lasce czy kulach. Bo wtedy to nam jest łatwiej się odsunąć niż tej drugiej osobie. Mała jest, ale tłumaczę jej takie rzeczy już teraz z nadzieją, że wejdzie w geny i nie będzie się kiedyś zastanawiała dlaczego ma się zachować tak, a nie inaczej. Liczę na to, że to będzie oczywiste.

To wszystko o czym napisałam nazywa się kultura osobista, a raczej jej braki, możecie mnie oświecić kiedy kultura wyszła z mody?

Źródło zdjęcia: Flickr

16
Dodaj komentarz

avatar
10 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
Aleksandra GreszczeszynAnna BućkoAdooshkaAnna HaluszczakAnna Cekiera Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Fizinka
Gość
Fizinka

„To wszystko o czym napisałam nazywa się kultura osobista, a raczej jej braki, możecie mnie oświecić kiedy kultura wyszła z mody?” – też się nad tym zastanawiam! I czasami mam nieskromne wrażenie, że jeszcze tylko ja „używam” kultury osobistej. Mój Misiek jest młodszy od Duśki o całe 2 lata więc rozumie zdecydowanie mniej, jednak mimo to już teraz pewnymi dobrymi zachowaniami staram się go zarazić, ale przy tym strasznie wkurza mnie to, że my rodzice uczymy swoje dzieci, np. żeby ustąpiło miejsca starszej osobie a później to dziecko obserwuje, że nikt inny, poza nim tego nie robi ! I teraz… Czytaj więcej »

Magda Kupis
Gość

Zgadzam się i z tekstem i komentarzem. Czasem wydaje mi się, ze „wymagam” od innych czegoś nad ich siły! Co do młodzieży – już gdzieś opisałam sytuację z autobusu, gdzie gromada młodzieży (bo dzieci to podobno niepolitycznie) stała przy naklejce z matką i wózkiem. Ani myślała przejść na tył (PUSTEGO) autobusu. Przecież wielką krzywdę wyrządziłam prosząc o przesunięcie się, bo chcę wsiąść z wózkiem. A w sklepach… rónwnież czuję sie jak złodziejka- ochroniarz prawie włazi mi na plecy, kasjerka mało nie wypada z za lady, prześwietlając mój wózek niczym rentgen (ale pan z małą torbą podróżną, którą przeznaczył na zakupy… Czytaj więcej »

Fizinka
Gość
Fizinka

Ojjj ja kiedyś prawie dostałam takimi drzwiami wejściowymi do CH! W zasadzie nawet nie ja, a wózek w którym siedział Jasiek!! A to dlatego że osoba która wchodziła przede mną tak się spieszyła na zakupy, że nie mogła chwilę zaczekać! Tak mi drzwi trzasnęły przed nosem, że aż podskoczyłam. Później się z nimi siłowałam bo one cholernie ciężkie – jedną ręką próbowałam otworzyć i przytrzymać sobie drzwi, a drugą próbowałam wepchać 15kg wózek z 10kg dzieckiem w środku! Na szczęście pewien starszy pan, który siedział nieopodal na ławce okazał trochę empatii i mi pomógł!

Magda Kupis
Gość

Przyznaję, że paradoksalnie mężczyźni mają więcej empatii niż kobiety.

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Święta prawda! W zeszłym roku byliśmy pociągiem nad morzem. Jula zasnęła w drodze do domu, więc położyliśmy ją na dwóch miejscach. Wsiadła sobie starsza pani z na oko 20-letnią towarzyszką i zdobywszy miejsce dla siebie poprzez zdjęcie torby z siedzenia obok mojego też śpiącego męża (co jeszcze można zrozumieć, choć kultura wymaga raczej zasugerować zdjęcie tej torby właścicielowi) zaczęła walczyć o miejsce dla dziewczyny nakazując mężowi zwolnienie jednego miejsca, na którym spała Julka „bo chyba pan za dwa nie płacił!”. Oczywiście ruszyłam do akcji, ale i tak skończyło się na tym, że przycupnęłam w Julki nogach, bo faktycznie za dwa… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Młodzież uczy się od dorosłych… Taka jest prawda… Dlatego takie zachowanie świadczy o ich rodzicach i innych dorosłych z otoczenia, którzy – jak wynika z tekstu i komentarzy niniejszych – też takim „pięknym” przykładem świecą…

M&Msy
Gość
M&Msy

Eh… A już myślałam że ja i Mateusz to tacy „sklepowi złodzieje” :( nie wiem co ludzi tak dziwi matka robiąca zakupy z dzieckiem, które siedzi w wózku :( Czasem mam wrażenie że mojego Syna oskarżają o kradzież gapiąc się na wózek od kółek aż po rączkę. O przejściu na pasach przy ruchliwej drodze bez sygnalizacji świetlnej już nie wspomnę :/ czasem to i 15 minut czekam aż jezdnia będzie pusta (co nie zwykle rzadko się zdarza) albo ktoś łaskawie się zatrzyma, nie wiem dokąd ludzkości tak pędzi, że nie mają czasu na parę sekund się zatrzymać. A sklepy to… Czytaj więcej »

Natalia Smykowska
Gość

Bliski mi temat :) nie zdołam opisać wszystkich sytuacji jakie mi się przydarzyły – choć chciałabym :P co do gimnazjalistów – są prawie jak plaga egipska – wystając na nieswoich klatkach schodowych tudzież piwnicach i paląc papierochy, pijąc alkohol, zachowując się głośno i często coś psując – bardzo łatwo wywołują negatywne emocje w mieszkańcach. Jednak nie wiem czy tak jakoś mają ci „nasi” młodzi, ale jak np. wychodzę z dzieckiem na rękach czy w wózku – zawsze otwierają mi drzwi i to samo jak wracam. Na chodniku się rozchodzą i przestają przeklinać czy pokrzykiwać jak jesteśmy blisko, ganiąc siebie nawzajem… Czytaj więcej »

Sylwia Chojnowska
Gość

Pod wszystkim co napisałyście mogę podpisać się rękoma i nogami :P więc nie będę powielać. Jakiś czas temu musiałam podjechać z synkiem do centrum miasta. W związku z czym by było mi wygodniej poczekałam na autobus niskopodłogowy, niestety chyba tylko z nazwy. Kierowca nie obniżył poziomu wiec ciężko było mi wnieść 15 kg wózek i 10 kg bobasa. W drzwiach grono młodzieży, ale nikt się nie kwapi. Ku mojemu zaskoczeniu z autobusu wyszedł starszy Pan i mi pomógł. Byłam zszokowana, że taki staruszek chce dźwigać wózek a dorodni młodzieńcy stoją i udają że nie widzą. Nie wiem jak u Was,… Czytaj więcej »

Anna Cekiera
Gość

Ja muszę przyznać, że rzadko spotykam nieuprzejmych ludzi i wtedy potrafię być bardzo niemiła. Ale generalnie wolę zwracać się do ludzi z uśmiechem i prośbą o przepuszczenie , przytrzymanie drzwi, przeniesienie wózka itp.niż z pogardą w oczach z tonem roszczeniowym. Często ludzie po prostu „nie pomyślą” i nie robią nam – matkom z wózkiem, z dzieckiem, w ciąży – specjalnie na złość. Do szału natomiast doprowadzają mnie samochody zaparkowane na chodnikach w ten sposób, że trzeba wózkiem zjechać na jezdnie, chociaż wiem, że to też wynika z roztargnienia bądź nieznajomości tematu – wielu tatusiów kierowców zaczęło na to zwracać uwagę… Czytaj więcej »

Anna Haluszczak
Gość

Ja jakoś na szczęście nie mam takich przykrych doświadczeń. Ludzie są raczej mili, raczej ustępują mi z drogi jak idę z dziećmi, uśmiechają się do maluchów i raczej jest przyjaźnie. Ale to moze być też kwestia tego, że mieszkam w raczej małym mieście i może tu jest inna mentalność?

Tylko gimnazjaliści wszędzie tacy sami i krew się we mnie zbiera gdy idę z dzieciakami na spacer, by pooddychać świeżym powietrzem i dobrze się bawić, a idzie jakaś banda i tylko słyszę h*** i k***. Na szczęście dzieciaki jeszcze tego nie podłapały… do czasu…

Adooshka
Gość

Proszę nazwę sklepu by omijać z daleka :)

Anna Bućko
Gość
Anna Bućko

Ze sklepem problemów nie ma. Ba nawet czasem mnie przepuszczają w kolejce,ale z prostego powodu- moje dziecko jest w chuście ;) z tego samego powodu nie mam problemu z autobusem- może raz zdarzyło mi się stać. Ale fakt. Ludzie są nieogarnieci. Młodzież siedzi i nie myśli o ustąpieniu miejsca starszym czy kobietom w ciąży. Miejsca ustępują starsze osoby. Czasem mi wstyd za.nich. A kobiety są bezczelne. „ja w ciąży stalam”… To róbmy to samo,żeby nic się nie zmieniło…

Sylwia Chojnowska
Gość

Tylko każda ciąża jest inna. Każda kobieta inaczej ją znosi. Fakt ciąża to nie choroba a dar, ale jakoś trzeba funkcjonować, chodzić do pracy, robić zakupy itp. więc czasem odrobina empatii otoczenia się przydaje.

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Oj, kto tego nie zna! kasy pierwszeństwa dla ciężarnych??? Czy coś takiego w ogóle istnieje? Ani w pierwszej ani w obecnej ciąży tego w każdym razie nie doświadczyłam! A o przepuszczeniu w kolejce ot, tak, z dobrej woli, można jedynie pomarzyć – jakby tego mięsa faktycznie miało zaraz zabraknąć niczym w PRL-u! Co więcej, kilka razy spotkałam się z sytuacją odwrotną – to przede mnie i mój brzuch się bez krępacji wpychano albo proszącym tonem wymagano na mnie przepuszczenie: „bo ja tylko po papieroski!”… No maskara! Z kolei moja córka najczęściej jest za głośna w sklepie, a nie raz nawet… Czytaj więcej »

Emocje 15 kwietnia 2012

Rodzicielstwo par homoseksualnych

Zapewne każda z Was w dzieciństwie słyszała taki dowcip: „Widziałam Twoich rodziców… fajni panowie”. Kiedyś wydawało się to dziwne, nierealne a wręcz traktowane obraźliwie. Stanowiło temat tabu. W dzisiejszym świecie jak najbardziej rzeczywiste i posiadające w wielu krajach uregulowania prawne. Na świecie istnieją państwa, w których geje i lesbijki mają prawo do świadomego rodzicielstwa. Jak ta sytuacja kształtuje się w Polsce?

Temat „na czasie” bardzo kontrowersyjny dla części polskiego społeczeństwa. W Polsce pary homoseksualne coraz częściej zabierają głos w licznych debatach. Biorą czynny udział w promowaniu swoich poglądów i przekonań. Temat rodzicielstwa par homoseksualnych jak i legalizacji związków poruszany praktycznie zawsze przy okazji wyborów parlamentarnych. Jednakże zanim dojdzie do uznania przez nasze Państwo pełnoprawnego rodzicielstwa par jednopłciowych, musiałyby zostać wprowadzone spore zmiany w systemie prawa cywilnego i rodzinnego.
Zmiany traktujące małżeństwo niejako trwały, związek mężczyzny i kobiety powstały z ich woli. Zmianie musiałby ulec podmiot tej czynności, gdyż jedną z przesłanek zawarcia małżeństwa jest różność płci. Alternatywą małżeństwa mogłyby stanowić tzw. zawiązki partnerskie. Taki związek można określić mianem „małżeństwa” jednopłciowego. Legalizacji małżeństw osób tej samej płci dokonało juz wiele państw europejskich np. Holandia (2001), Belgia (2003), Hiszpania (2005), oraz stany Massachusetts (2004), Connecticut (2008), Iowa (2009), Vermont (2009), New Hampshire (2010) i Nowy Jork (2011) w USA, a także miasto Meksyk (2010). Dodatkowo małżeństwa takie uznaje Izrael (2006), Francja (2008), oraz wszystkie stany Meksyku (2010).

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej stanowi w art. 18, że małżeństwo, jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej. Zgodnie z art. 1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego w Polsce małżeństwo może zawrzeć jedynie kobieta i mężczyzna. Konstytucja RP, Kodeks cywilny i Kodeks rodzinny i opiekuńczy nie zawierają żadnego postanowienia odnoszącego się do innych niż małżeństwo kobiety i mężczyzny związków. W związku z powyższym w Polsce niemożliwe jest sprawowanie łącznej prawnej opieki nad dziećmi przez osoby jednej płci. Niemożliwa prawnie jest adopcja przez parę homoseksualną. Pary homoseksualne by sprawować opiekę nad dzieckiem muszą wyszukiwać luk prawnych. Dopuszcza się adopcje dzieci przez samotne osoby nie wnikając w orientację seksualną przybranego rodzica. W takiej sytuacji pary jednopłciowe mogą de facto wychowywać wspólnie dzieci, choć ich legalnym opiekunem będzie tylko partner, który dokonał prawnej adopcji.

Często też dzieci wychowywane przez pary tej samej płci pochodzą z poprzedniego związku heteroseksualnego jednego lub obojga partnerów, sztucznego zapłodnienia, lub matki surogatki.

Małżeństwa osób tej samej płci budzą kontrowersje a co dopiero ich rodzicielstwo, szczególnie wśród konserwatywnej i religijnej części społeczeństwa, według której rodzicielstwo jest nieodzownym atrybutem wyłącznie związku kobiety i mężczyzny.

Przeciwnicy stoją na stanowisku, że małżeństwa osób tej samej płci nie spełniają wymogów małżeństwa, gdyż skierowane jest ono ze swej natury do zrodzenia i wychowania potomstwa. Osoby niepopierające rodzicielstwa homoseksualnego uważają, że optymalnym środowiskiem dla rozwoju dzieci jest rodzina, składająca się z rodziców płci przeciwnej. Brak odmienności płciowej w rodzinie może doprowadzić w przyszłości do dalszego rozszerzania skłonności homoseksualnych, gdyż dziecko nie poznaje wzorców i zachowań panujących w relacjach heteroseksualnych.

Stanowisko zwolenników równouprawnienia mniejszości seksualnych i ich prawa do rodzicielstwa opiera się głównie na założeniu, że każdy człowiek ma prawo do samodzielnego wyboru, jak również prawo do posiadania potomstwa i wychowywania go wspólnie ze swoim partnerem. Instytucja małżeństwa i rodzicielstwa nie powinna być ograniczana przez wpływy ideologiczno-religijne, lecz musi uwzględniać potrzeby wszystkich obywateli – również mających odmienne poglądy i potrzeby.

Zwolennicy twierdzą, że pary osób tej samej płci, pomimo braku możliwości zrodzenia wspólnego potomstwa, są w stanie wychowywać wspólnie dzieci. Tym samym uważają, że związek osób tej samej płci może pełnić funkcje wychowawcze jak małżeństwo osób heteroseksualnych.
Adopcja przez pary osób tej samej płci jest legalna między innymi w Guamie, Andorze, Belgii, Islandii, Holandii, Szwecji, Republice Południowej Afryki, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Norwegii oraz w niektórych regionach Australii, Kanady, USA. W Danii, Finlandii, Niemczech.

Drodzy Czytelnicy, ciekawa jestem Waszych opinii na ten temat. A jakie jest Wasze zdanie? Czy w Polsce powinno się dokonać zmian w ustawodawstwie by zezwolić na legalizację związków partnerskich i adopcję dzieci? Czy uważacie, że temat rodzicielstwa par homoseksualnych to nadal temat tabu?

Zródło: wikipedia

5
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magda Kupis
Gość

Może to zabrzmi dziwnie, ale jestem tolerancyjna, ale… Nie mam nic przeciwko zawieraniu związków małżeńskich, na biologiczne rodzicielstwo wpływu nikt nie będzie miał, ale na inne „formy” rodzicielstwa tak. Jestem przeciwna adopcji i pewnie się tym narażę, ale para homoseksualna nie jest normą (żeby nie powiedzieć normalna), nie jest w stanie zbudować „normalnego” domu. Oczywiście to też są ludzie zdolni do uczuć i innych społecznych zachowań, ale tak jak samotna matka czy ojciec nie są w stanie zapewnić pustki po brakującym rodzicu, tak osoby jednej płci nie są w stanie tego zapewnić. Ojciec i matka to zupełnie inne cechy osobowości… Czytaj więcej »

Paulina Garbień
Gość

Ja uważam, że dla porzuconego dziecka znacznie lepsze jest wychowywanie przez rodziców jednej płci niż mieszkanie w domu dziecka gdzie nie ma żadych perspektyw na przyszłość? Co czeka takie dziecko? Czy nie lepiej, żeby dwoje kochających siebie i to dziecko ludzi dało mu to co mogą najlepszego, czyli miłość, opiekę i poczucie bezpieczeństwa? Czy to, że coś nie jest ogólnie przyjętą normą znaczy, że nie może się nią stać? Większość uważa to za coś złego, a opiera sie na przykładach dzieci wychowywanych przez jedno z rodziców a to jest zupełnie co innego niż dwoje rodziców jednej płci, przecież to dziecko… Czytaj więcej »

Halina
Gość
Halina

Jestem przeciw, tak samo, jak jestem przeciw GMO – wszystko, co wbrew naturze, prędzej czy później zemści się na nas.

Anna Haluszczak
Gość

Jak dla mnie, takie pary mogą sobie spokojnie żyć razem i tworzyć związek. Ale rodzinę? To już mi się nie podoba. Na dzień matki przyjdzie jeden z tatusiów? Albo na dzień ojca jedna z mamuś? Dziecko potrzebuje rodziców obojga płci, bo każda płeć ma co innego dziecku do zaoferowania, do przekazania.
Nie podoba mi się ten pomysł i tyle.

Joanna Adamkiewicz
Gość

Ja jestem tolerancyjna jeśli chodzi o takie związki :) Rozumiem że taka para chciałaby mieć potomstwo, no cóż o ile nie sprawi to krzywdy dziecku to ok. Ale niestety nasze społeczeństwo nie jest jeszcze gotowe na takie rzeczy i uważam, że wychowywanie dziecka przez osoby tej samej płci mogłoby wyrząfdzić dużą krzywdę maluszkowi. Ale osobiście nie przeszkadza mi to absolutnie.

Historie 13 kwietnia 2012

Historia mlekiem płynąca

Kiedy urodził się Marcin, tak bardzo chciałam go przytulić, pobyć z nim i nauczyć się karmić piersią. Zgodnie z zaleceniami Ministerstwa Zdrowia, zaraz po porodzie mogłam się nacieszyć tą chwila razem z mężem. Położne pomogły mi przystawić dziecko do piersi, które trochę possało i zasnęło. Tak bardzo cieszył mnie ten fakt, karmienie piersią było dla mnie bardzo ważne. Wiedziałam, że na początku tego mleczka jest niewiele, a dziecko też nie potrzebuje tak dużo.

Byłam pełna pozytywnych myśli. Na oddziale spotkałam przemiłą panią położną, która kilka razy na mój dzwonek zaglądała do nas i pomagała przystawić maluszka do piersi, bo nie było to dla mnie takie łatwe, jak mi się wydawało. Czasem udało mi się przystawić to bezbronne maleństwo, by odpowiednio ssało. Jednak drugiej nocy poprosiłam pielęgniarkę o dokarmienie glukozą Marcinka, bo czułam, że nie potrafię go sama poprawnie przyłożyć, a nawet jak się już uda to się odrywa i dalej płacze. Tak bardzo pragnęłam, aby spał spokojnie, bez płaczu, a z drugiej strony czułam, że pokarmu jest niewiele i powoli zapadałam się w tej myśli, że mam za mało mleczka.

Kiedy przyjechaliśmy do domu, razem z mężem odnieśliśmy mały sukces, gdyż udało się ułożyć małego, tak by spokojnie złapał pierś. Byliśmy dumni. Dni mijały, czasem było lepiej a czasem gorzej. Jednak cały czas czułam, że chyba coś jest nie tak bo moje dziecko je z jednej piersi po 40 minut, a czasem dłużej. Były dni kiedy ssał prawie 3 godziny z przerwami, by później zasnąć na dwie godziny. Czułam narastającą we mnie frustrację, a opinie niektórych znajomych wręcz mnie dobijały, gdy mówiły, że: pewnie pokarmu nie mam, że tak jak one przejdę na butelkę. Za nic nie chciałam się poddać.

Niestety kolejna wizyta położnej w domu, a później opinia lekarza – dziecko przybiera za mało na wadze – wagowo jest w 3 centylu. Wypłakałam wszystkie chusteczki jakie były w domu. Dlaczego, mam tak mało pokarmu? Przecież ja tak bardzo chcę karmić Małego piersią, przecież to jest takie naturalne. Pielęgniarki w ośrodku zdrowia były dla mnie wielką pomocą. Cierpliwie czekały, aż nakarmię Marcinka, by później go ponownie zważyć i zobaczyć ile przybrał. Mimo tego, usłyszeliśmy – dokarmianie sztucznym mlekiem 3-4 razy dziennie.

Tego samego dnia kupiliśmy mleko modyfikowane. Razem z mężem czuliśmy się w dołku, maleństwo płakało, nie umieliśmy dobrze się przystawić do piersi, a jak już się udało to dziecko “trzymało się” mnie długo, bardzo długo. Podjęliśmy decyzję, że podamy mleko modyfikowane.

Po pierwszych dokarmieniach, jeszcze raz z mężem mocno przedyskutowaliśmy całą sprawę. Mój mąż był i jest dla mnie ogromnym wsparciem. Czułam, ze nie jestem sama w tej sytuacji. Za radami znajomych całkowicie wrzuciliśmy na luz. Mleko modyfikowane odłożyliśmy na bok i postawiliśmy wszystkie karty na karmienie piersią. Przez pierwszy cały weekend za zadanie miałam odpoczywać, relaksować się i nie myśleć o tym, że może mam za mało mleka. Efekt po trzech dniach Marcinek przybrał 100g (normy 25-30 dziennie dla tamtego okresu). Skakaliśmy z radości, choć wiele trudności było jeszcze przed nami.

W tym czasie spotkałam się także z niesamowitą położną, która poświęciła nam mnóstwo czasu na naukę przykładania dziecka do piersi w różnych pozycjach. Nawet lekarz był wielce zdziwiony, że dziecko tak ładnie przybiera tylko na piersi. Minął dobry miesiąc kiedy mogłam powiedzieć, że już potrafię sama prawidłowo ułożyć syna. Lecz tak na dobre razem z naszym synem zgraliśmy się około 4 miesiąca życia. Ja nauczyłam się go przykładać, rozpoznawać kiedy połyka, a mały skupił się na jedzeniu. Wcześniej ssał, ale nieefektywnie, a teraz jest w tym coraz lepszy.

Gdy pisałam ten tekst – mój 5 miesięczny maluszek, kiedy czuł pierś w pobliżu, sam szeroko otwierał buzię i szukał, jak mógł mnie złapać, a karmienie zajmowało nam wtedy  ok. 10 -15 minut. A ponadto pokarmu miałam aż za dużo.

Czy było warto powalczyć? Zdecydowanie TAK. Choć przyznam nie było łatwo, wiele dała nam nasza determinacja i wiara w nas, naszą intuicję oraz wsparcie najbliższych.

Przede wszystkim dziękuję mojemu mężowi, Monice, Marysi i Marcie za wsparcie w trudnych chwilach.

17
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marta Kotarba-Kańczugowska
Gość

Ja w Was wierzyłam od początku, w ogóle wierzę w mądrość dziecka i uważam, że współczesna medykalizacjja prawie każdej sfery macierzyństwa niczemu nie służy, każdy w około mądry i zagłusza to okropnie matczyną intuicję! Bardzo, bardzo się cieszę, że się Wam udało! Ja sama nie miałam łatwej historii karmienia, więc tym bardziej się cieszę!

Paulina Garbień
Gość

Jakbym czytała swoją historię, te same problemy na początku, też początkowe dokarmianie, a później jedna prosta rada doradcy laktacynego: przystawiać przez całą dobę co 2 godziny – tak przez kilka dni i mleka będzie więcej… Możliwe??? tak juz po 2 dniach przekonałam się, ze mleka jest duuużo więcej, po niecałym tygodniu mleka było na tyle, że raz dziennie odciągałam laktatorem i zamrażałam, na sytuacje kiedy mąż zostawał sam z synkiem, żeby mógł go nakarmić :) Cieszę się, ze Wam się udało, jesteś kolejnym świadectwem na to, ze mleko produkuje się przede wszystkim „w głowie” jeśli wierzymy, ze pokarm będzie i… Czytaj więcej »

Magda
Gość
Magda

Jest to temat dla mnie jak najbardziej na miejscu i o czasie ponieważ nasza córeczka ma miesiąc, ja pokarm miałam w 3 dniu po porodzie. Po wyjściu ze szpitala malutka mniej więcej co 3 godzinki jadła po dobre 30 minut (je po tyle minut w dalszym ciągu) a w ostatnich dniach a raczej nocach córcia mogłaby się w ogóle nie odrywać od cyca… co zje i położe ją do łóżeczka zaraz do mnie wraca i ssie dalej i tak mamy nie przespane noce z małymi przerwami na sen. zaczęłam zastanawiać się nad jakością mleka i czy jej nie dokarmiać mlekiem… Czytaj więcej »

Rachela
Gość
Rachela

gratuluję siły i chęci, życzę aby przygoda z karmieniem się ustabilizowała. Marcinek m już 10 miesięcy i nadal woli mleczko od mamy, a ja chętnie go karmię. Mimo powrotu do pracy, nie poddałam się i odciągam dla niego mleczko. Oj życzę przespanej nocy, bo myśmy jeszcze takowej nie zaznali :)

Magda
Gość
Magda

Widzę, że znowu karmienie się unormowało co 2-3 godzinki w ciągu dnia i nocy, także mam nadzieje, że te nocne przygody córci bez odrywania się od cyca były jednorazowymi przypadkami :) A tak swoją drogą to śmieję się, że jak byłam w ciąży to marzyłam aby znów móc spać na brzuszku a teraz marzy mi się choć jedna przespana cała noc, ale póki co nie ma co na to liczyć :)

Anna Haluszczak
Gość

Może niedługo doczekasz się przespanych nocy :) Dzieci są różne! Choć moja córka zaczęła przesypiać nocki gdy skończyła dwa latka. Tymczasem na świecie pojawił się synek, który robi nam pobudki. Cóż – uroki rodzicielstwa :)

Sylwia Chojnowska
Gość

Historia podobna do naszej, synek nie umiał zassać prawidłowo piersi, płakał a ja razem z nim. Też walczyliśmy i także się udało :) Karmiłam piersią prawie 13 mies. Warto powalczyć mimo przeciwności losu. Pokarmu miałam dużo i zamrażałam go. Synek z czasem opanował technikę ssania, ja różne pozycje i cieszyliśmy się obydwoje z tych wspólnych chwil. Do dziś pamiętam radość gdy pierwszy raz załapał prawidłowo pierś i nie musieliśmy dokarmiać go odciągniętym mlekiem ze strzykawki.

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Córkę karmiłam 5 miesięcy. Przestałam z własnej winy. Zabrakło mi samozaparcia, cierpliwości… Teraz czekam na na synka i marze o tym, by karmić go przynajmniej do roczku! Mam znacznie większe doświadczenie niż 4 lata temu i większą motywację… Mam nadzieję, że się uda! a czy warto? Na pewno tak!:)

Anna Haluszczak
Gość

Dasz radę! Oby starczyło CI samozaparcia i będzie dobrze :)

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

No to karmimy już tydzień:))) Synek w przeciwieństwie do córki ma problemy z chwyceniem cycusia. W szpitalu łatwo nie było, ale nie poddawałam się i widzę już, że idzie mu coraz lepiej. Tylko, kiedy jest bardzo głodny albo zmęczony ma problem ze ssaniem. Bywa, że siedzi przy cycusiu nawet godzinę i bywa to męczące, tym bardziej, że zmęczenie daje o sobie znać, ale kiedy tak przytulam synka do piersi i patrzę, jak słodko pije, jestem bardzo szczęśliwa:) Mam nadzieję, że uda mi się karmić jak najdłużej!

Fizinka
Gość
Fizinka

Gratuluję siły i wytrwałości!! ;)

Anna Haluszczak
Gość

Córeczkę karmiłam 11 miesięcy i przestałam, bo stwierdziłam, że obie już do tego dojrzałyśmy, a ona równie mocno kochała butelkę jak maminą pierś. Nie było więc kłopotu.
Synka karmiłam 7,5 miesiąca, bo zaczął mnie maluch podgryzać… A może po prostu poszłam na łatwiznę? Może marzyłam, by znów móc ubrać to, co chcę, a nie to, co będzie można szybko zdjąć/rozchylić by nakarmić dziecko…

Zuzanna Kołacz-Kordzińska
Gość

troszkę uroniłam łez czytając ten tekst.. moja córcia ma 4,5 miesiąca i przeżyłyśmy jeszcze więcej trudności z karmieniem, dlatego to o czym piszesz jest mi tak bliskie. ale nam też się udało – a może udaje, bo nie wiem co będzie dalej, ale na razie karmię moją Kruszynkę (która, swoją drogą, znajduje się trochę poniżej 3 centyla…. ale od początku tak było, bo urodziła się baaardzo malutka..). Gratuluję Ci z całego serca i życzę dużo szczęścia :-)

Julia Bąk Orczykowska
Gość

Wiem co znaczą problemy z karmieniem;( Ja niestety mogłam karmić tylko nie całe 2 miesiące, a bardzo chciałam chociaż do roku.

Agata
Gość
Agata

Historia wzruszająca naprawdę, nigdy bym się nie spodziewała że można mieć takie problemy karmieniem dziecka. PODZIWIAM że autorka do końca wytrwała, zawsze byłam zdania że karmienie piersią to najlepsze wyjście. Czytałam artykuł na ten temat http://vivalavita.pl/artykul/karmieniepiersiacowartowiedziec-839.html i jeszcze bardziej się przekonałam. Moje następne dziecko będzie też karmione piersią i mam nadzieję, że nie dopadną mnie żadne problemy w tej kwestii.
Agata

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close