Emocje 13 lutego 2014

Mam haka na raka pod patronatem medialnym WRoliMamy.pl!

W tym roku wystartowała 7 edycja Ogólnopolskiego Programu dla Młodzieży „Mam haka na raka”. Jego celem jest zaangażowanie młodzieży do modelowania nastawienia dorosłych ludzi. Zadaniem tego programu jest kształtowanie postaw prozdrowotnych poprzez edukację oraz oswajanie z chorobami nowotworowymi.

Zgodnie z ideą Think Global, Act Local (myśl globalnie, działaj lokalnie) młodzież prowadzi działania w obrębie swoich regionów takie jak kształcenie czy zachęcanie do wykonywania badań profilaktycznych w kierunku wykrycia nowotworów. Tegoroczna edycja programu została poświęcona nowotworowi  układu chłonnego – chłoniakowi.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), co roku wzrasta o około 4-5% liczba zachorowań na chłoniaki, które stanowią 5-6 przyczynę zgonów pośród wszystkich chorób nowotworowych. W Polsce szacuje się, że co roku na chłoniaki zapada ponad 6000 osób. W przypadku chłoniaków agresywnych istnieje możliwość trwałego wyleczenia. Odsetek uzyskiwanych całkowitych remisji przekracza 60%, natomiast wyleczeń około 40-50%.

Ryzyko zachorowania na chłoniaki nieziarnicze według danych epidemiologicznych Krajowego Rejestru Nowotworów wzrasta wraz z wiekiem i dotyczy najczęściej osób po 55. roku życia. Wśród najczęściej występujących nowotworów w Polsce chłoniaki zajmowały 6. pozycję u mężczyzn i 7. u kobiet. Najczęstszym z pierwszych objawów chłoniaka jest niebolesne powiększenie węzła lub węzłów chłonnych w jednym z obszarów ciała, na przykład szyi, pach lub pachwin. U niektórych osób występują dodatkowe objawy, mające związek z rodzajem chłoniaka.

My rodzice w szczególności powinniśmy zadbać o swoje zdrowie – w końcu mamy dla kogo żyć! Jako mamy popieramy każdy rodzaj zaangażowania młodych ludzi i tak jest tym razem. W Roli Mamy objął patronat medialny nad jedną z drużyn biorących udział w programie.

Hakowiczki to uczennice jednego z głogowskich liceów ogólnokształcących, które włożyły wiele trudu by przygotować działania prozdrowotne skierowane do wszystkich mieszkańców Głogowa i jego okolic. Najmłodsze dzieci miały okazję wziąć udział w konkursie zorganizowanym przez Hakowiczki na specjalną walentynkę dla rodziców z prośbą o zrobienie badań profilaktycznych. Uczniowie szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych wzięli udział w prelekcjach, a w dniach  14-15 lutego 2014r będzie można spotkać Hakowiczki na ulicach miasta, gdzie odbędą akcje promujące badania.

Wy też miejcie „Haka na raka”!

Mam haka na raka

Mam haka na raka2

 

Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Milena Kamińska
Milena Kamińska
7 lat temu

super program, popieram takie działania tym bardziej że
wiele ludzi nie robi badań profilaktycznych a przecież one są najważniejsze. wierzę w cel tej akcji. SUPER

Edyta Skrzydło
Edyta Skrzydło
7 lat temu

Działa nia super ,jedynie teraz ludzie powinnizacząc częściej się badać,nie tylko wtedy gdy już coś doskwiera .Jeśli sami nie zadbamy o siebie to nikt tego nie zrobi.

Budująca Mama
Budująca Mama
7 lat temu

Im więcej profilaktyki tym lepiej! popieram :)

Na zakupach 11 lutego 2014

Urzędnicze hieny

W Urzędzie Skarbowym…

Stoję w kolejce. Pomieszczenie, w którym mam zaszczyt przebywać mieści siedem stanowisk i tylko jedno z nich jest czynne. Siedzi przy nim pani, na oko w przedziale wiekowym 40-50 lat, więc ani młoda ani stara, jest za to znudzona własnym życiem. Powiedziałabym nawet zażenowana, albo wręcz zawiedziona! W zasadzie, pani emanuje tymi trzema cechami na raz!

Podchodzę, kłaniam się, mówię ładnie „dzień dobry” i naturalnie się uśmiecham. Pani nie odpowiada. Zarówno słowem powitania, jak i uśmiechem. Zaryzykuję stwierdzeniem, że „biedaczka” w ogóle nie wie co to jest uśmiech. O życzliwości nawet nie wspominam!

Ewidentnie niezainteresowana moją skromną osobą, pyta czego od niej chciałam. Wyjaśniam. Pani informuje, że w tym celu muszę wypełnić wniosek i dopiero z tym wnioskiem do niej….

No to biorę jakąś śmieszną kartkę, wypełniam i wracam na koniec kolejki. Czekam.

Podchodzę do okienka, wręczam pani dokument, uśmiecham się delikatnie z nadzieją że sprawa już załatwiona, i co..? Mylę się. Pani twierdzi, że muszę jeszcze uiścić drobną opłatę w kwocie 21.00 zł by ktokolwiek zechciał spojrzeć na mój wniosek. W tym celu opuszczam budynek, idę do innego… kiosku(!), płacę i wracam… na koniec kolejki rzecz jasna.

Podejście numer trzy:  podchodzę do okienka, wręczam wniosek oraz dowód wpłaty, pani odbiera i krótko, bez zbędnych emocji mówi, że to co jest mi potrzebne (na już) mogę sobie odebrać za około siedem dni!

Wychodzę zła bo zmarnowałam niemal pół dnia i teoretycznie nic nie załatwiłam.  Ale kogo to obchodzi?

Ta sama placówka, inna okazja….

Stoję w kolejce. Do okienka obok, przed którym nikt nie czeka (muszą ludziska wiedzieć, że tam wyjątkowa hiena siedzi!), podchodzi młody mężczyzna. Grzecznie pyta, baaardzo zapracowaną panią… ;-) czy u niej załatwi sprawę z PIT-em jakimś tam. Kobita ewidentnie oburzona, że facet śmie jej przeszkadzać, odpowiada zdawkowo, że „tu jest wszystko napisane” i równie oburzonym palcem wskazuje na kartkę, przyklejoną do jej okienka. Zdezorientowany mężczyzna czyta…. po czym mówi –„No ale tu jest napisane, że ten PIT to właśnie u pani…..” , na co ona, z ewidentną kpiną w głosie –„Noo tak.”  I mnie w tym momencie ręce opadły, faciowi chyba też.

To nie można było od razu mu powiedzieć, że dobrze trafił?! Że ona mu pomoże?! Że tu załatwi! Na litość boską, przecież to nie jest wielki wyczyn, zwykła uprzejmość!

W Urzędzie Miasta…

-Dzień dobry, chciałam spytać o taką sprawę ..
-To pani tego nie wie?!!
-No nie. Gdzie załatwię tę sprawę?
-To pani jeszcze tego nie załatwiła?!!!
-Nieeeeee! Więc gdzie mam się udać?
-Do pokoju numer 15

Pokój 15…

-Dzień dobry, chciałam załatwić taką sprawę..
-Ale to nie tutaj. Z tym do pokoju numer 21

Pokój 21…

-Dzień dobry, ja w sprawie…
-To nie tutaj, niech pani idzie do pokoju….
-Jasny gwint! Co ja jestem małpa z ZOO?! Popychadło jakieś?! Biegam od pokoju do pokoju jak debil! Pracuje tu w ogóle ktoś kompetentny?!?!
-Proszę nie krzyczeć i się wyrażać, bo wezwę ochronę!
…..brak mi słów..

Tak się czasem zastanawiam czy w tych urzędach tylko same wredne hieny pracują? Ciekawa jestem jak wygląda selekcja potencjalnych pracowników? Urządza się konkurs i wybiera najgorsze z najgorszych CV??

Jak użyjesz w swoim takich haseł jak: „uprzejmy, życzliwy, serdeczny, punktualny czy miła i fachowa obsługa klienta” to wiedz, że zostaniesz z miejsca wywalony do niszczarki!

Tam się liczy coś innego! Bardziej pożądane są osoby: nieodpowiedzialne, nieuprzejme, mściwe, niezadowolone z życia, bez ambicji i marzeń, flegmatyczne, leniwe, ponure, introwertyczne, nerwowe, impulsywne i z wysokim mniemaniem!

Nie podpisujesz się pod wyżej wymienionymi cechami? Nie nadajesz się! Złóż lepiej podanie w Biedronce!

Podpisujesz się? Brawo! Jesteś potencjalnym kandydatem na nowego pracownika! Zgłoś się do najbliższego urzędu i dołącz do grona ćmoków, czopków i mondziołów!

Subscribe
Powiadom o
guest
31 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Anna Marczewska
Anna Marczewska
7 lat temu

Pięknie zostało to ujęte!Zgadzam się w milionach %!!Przeżyłam takie samo piekło załatwiając sobie macierzyński w Zus’ie!!MASAKRAAAA

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
7 lat temu

A w moim ZUSie bardzo pomocne i kompetentne osoby, pani bez problemu praktycznie, krok po kroku poinformowała co i jak załatwić. W sumie to chyba nie spotkałam urzędnika z muchami w nosie…

Budująca Mama
Budująca Mama
7 lat temu

Ha! Ja miałam bardzo dużo załatwiania z budową domu, w urzędzie powiatowym, i nigdy mnie źle nie potraktowano. W ogóle zawsze jakoś mi się udawało, na ni-hieny trafić… a w ciąży – przy zakończeniu budowy, to już wybitnie mili wszyscy byli :D

Fizinka
Fizinka
7 lat temu
Reply to  Budująca Mama

Sugerujesz, że następnym razem mam sobie wsadzić jakąś poduchę pod bluzkę ??? :P :D

Budująca Mama
Budująca Mama
7 lat temu
Reply to  Fizinka

Na urzędników pomaga – ale staruszki mogą Cię pod tramwaj za to wepchnąć :) w Poznaniu nie jest najgorzej z urzędnikami :)

Fizinka
Fizinka
7 lat temu
Reply to  Budująca Mama

Heheheh na staruszki trzeba zawsze uważać :) Nigdy nie wiadomo co takim strzeli do głowy :P

Milena Kamińska
Milena Kamińska
7 lat temu

oj tak cała prawda , niejednokrotnie miałam do czynienia z hienami z urzędów koszmar

Magdalena Marczuk Romanowska
Magdalena Marczuk Romanowska
7 lat temu

A ja jutro muszę się udać do kilku takich „przemiłych” miejsc i aż się boję. Nie rozumiem w ogóle o co tym cymbałom chodzi, siedzą jak za karę, nosy na kwintę, uprzejmości żadnej. Normalnie scyzoryk się w kieszeni sam otwiera!!! Nic nie robią, a pensje to by chcieli nie wiadomo jakie. I to MY ich utrzymujemy, a oni dla nas jak …. ach szkoda się denerwować. Jutro dość się powkurzam.

Asia
Asia
7 lat temu

No właśnie! Oliwę do ognia dolewa jeszcze fakt, że to MY ICH UTRZYMUJEMY!! ….

Magdalena Marczuk Romanowska
Magdalena Marczuk Romanowska
7 lat temu
Reply to  Asia

No i co… w jednym urzędzie poszło nawet gładko (bo mam tam znajomą), ale obsługiwała nas jakaś gburka!!! A w drugim załatwiłam…. g***** A Pan tak nie uprzejmy, że wolę nie rozwijać tematu!!!! Wrrrrr….. czeka mnie jeszcze jedno podejście.

Fizinka
Fizinka
7 lat temu

Mnie czeka w przyszłym tygodniu wycieczka do ZUSu, US i PUPu ….. już nie mogę się doczekać ;/

I najgorsze jest to, że jak już się trafi na kogoś nieuprzejmego to zazwyczaj nie załatwi się wszystkiego, za jednym posiedzeniem i trzeba do niego wrócić :P

Agata Teresa Grzelak-Makowczyń
Agata Teresa Grzelak-Makowczyń
7 lat temu

Z tymi urzędami to różnie bywa… Na szczęście zdarzają się też takie 'ludzkie' :)

pocopotka
pocopotka
7 lat temu

Sugerujecie miłe Panie, że w sklepie czy kawiarni nigdy nie trafiłyście na taką uroczą i miłą obsługę? Czy przeszło Wam przez myśl,że w takim urzędzie pracują ludzie wykonujący polecenia kogoś stanowiącego przepisy?Że może wbrew temu co się powszechnie sądzi nie zarabiają kokosòw,a i z ich pensji również potrącane są podatki i składki?No nie wiem chyba powinnam się czuć urażona tym że jestem uważana za ćwoka,ale moja ogromną radość życia mi na to nie pozwala.pozdrawiam wszystkie niezadowolone:))))

Magdalena Marczuk Romanowska
Magdalena Marczuk Romanowska
7 lat temu
Reply to  pocopotka

Wykonywanie poleceń i w pewnym stopniu ograniczenia, których te osoby nie mogą „przeskoczyć” w związku z naszymi sprawami to jedno. A taka po prostu ludzka uprzejmość to drugie i o tym mowa. Wiadomo, każdy może mieć zły dzień, ale jeśli załatwiasz coś nie pierwszy raz i to możesz już mieć pewne wyrobione zdanie. A czy w kawiarniach i sklepach spotykamy takie Panie – jasne, ale wpis akurat odnosi się konkretnej sytuacji i instytucji, których możemy się domyśleć.

Asia
Asia
7 lat temu
Reply to  pocopotka

Ale czy fakt, że ktoś kto jest ponad panią z okienka, stanowiący przepisy… niedający jej zarobić kokosów, upoważnia ją do tego by wszystkich ludzi traktować jak… to brązowe co wpada do kibla??? By pokazywać im swoją wyższość?? By jawnie kpić z tego, że czegoś nie wiedzą?? ….. Przecież ludzie po to przychodzą do urzędników, żeby ci im pomogli. Żeby odpowiadali na pytania i wyjaśniali. Gdybym ja chciała odbyć z kimś niemiłą pogawędkę i poczuć się źle, to pokłóciłabym się z mężem, albo sąsiadką, ..a nie szła do urzędu. I nie mówimy tutaj o jednym złym dniu pracownika urzędu, bo przecież… Czytaj więcej »

pocopotka
pocopotka
7 lat temu
Reply to  Asia

O ja się zgadzam oczywiście,że czasami to się nóż w kieszeni otwiera,że uśmiech mógłby wiele zmienić(w urzędach różnych) ale idzie sobie taka młoda osoba do pracy za śmieszne pieniądze i od progu wylewają na nią petenci wiadro pomyj to zastanówmy się jak długo wytrzyma i kiedy przestanie się uśmiechać i być życzliwą?ja rozumiem złość autorki na cały urzędniczy świat ale na prawdę nie rozumiem dlaczego od razu wszystkich miesza z błotem i wyzywa od ćwoków?

Fizinka
Fizinka
7 lat temu
Reply to  pocopotka

Gwoli ścisłości – nie ćwoków, a ćMoków.
Proszę nie przekręcać moich słów i wciskać mi w usta coś, czego nie napisałam.

„Ćmoki, czopki i mondzioły” – to tekst ze znanego, pełnego humoru, animowanego serialu. A w związku z tym, że tekst został napisany, po części z przymrużeniem oka, pozwoliłam sobie owy tekst pożyczyć / zacytować.

Tekst nie ma charakteru, ani nawet nie miał na celu – nikogo obrażać i mieszać z błotem, ale żeby to zrozumieć (i tak go nie odbierać) trzeba wykazać się odrobiną DYSTANSU do siebie i świata oraz POCZUCIEM HUMORU.
Tego Wam wszystkim życzę…..

Pozdrawiam

pocopotka
pocopotka
7 lat temu
Reply to  Fizinka

Najmocniej przepraszam, źle przeczytałam ale nie miałam na celu wkładania czegokolwiek w czyjekolwiek usta.

Ciężko zachować dystans gdy czteroletnią pracą w pewnej instytucji przypłaciłam ciężką depresją i załamaniem nerwowym, głównie ze względu na ciągłe nieuzasadnione obelgi wysłuchiwane po wielokroć przez cały dzień pracy i możecie wierzyć lub nie – tylko dzięki mojemu poczuciu humoru nigdy nie zachowałam się niekompetentnie czy niegrzecznie.

Tak dodam, żeby nie było że za Wasze pieniądze w godzinach pracy na internecie siedzę – obecnie w urzędzie już nie pracuję, a na własny rachunek pracuję.

Fizinka
Fizinka
7 lat temu
Reply to  pocopotka

Chciałabym trafiać w urzędach (i nie tylko) na takie osoby jak Ty. Póki co, mam „szczęście” do bardzo nieprzyjemnych ludzi, przez co mój obraz urzędników jest taki, a nie inny. Mam nadzieję, że powyższym wpisem, mimo wszystko, Cię nie uraziłam – nie taki był mój zamysł. Raczej chciałam otworzyć oczy co poniektórym…. Wiem, że ludzie bywają okrutni, na czym może ucierpieć czyjeś zdrowie i pracownik urzędu może mieć tego dość, ale tak jak już (chyba) wspominałam – ja nikogo nie traktuję źle, przychodząc do danej placówki. Zawsze podchodzę do pracownika z grzecznością i uśmiechem i chciałabym by było to odwzajemnione.… Czytaj więcej »

Magdalena Marczuk Romanowska
Magdalena Marczuk Romanowska
7 lat temu
Reply to  Fizinka

Ja mam z ludźmi do czynienia na co dzień. I przerabiam takich ludzi, którzy sra&^ą wyżej niż d^%$ę mają. I zawsze muszę być opanowana i uśmiechnięta. A te ĆMOKI w urzędach to już chyba nawet swoje urzędy Zas*&&%i!!!

Pocopotka
Pocopotka
7 lat temu
Reply to  Fizinka

Satysfakcji, czasu i spokoju dla własnych dzieci również

Sylwia
Sylwia
7 lat temu

Praca z klientem/petentem w każdej branży jest trudna. Nie raz klient ma zły dzień innego dnia urzędnik. Z własnego doświadczenia wiem, że o petencie można myśleć wszystko, ale będąc profesjonalistą-nawet mając zły dzień- zachowuje kulturę. Może to jest recepta na wzajemne dobre relacje :)

Magdalena Marczuk Romanowska
Magdalena Marczuk Romanowska
7 lat temu
Reply to  Sylwia

Tylko że niektórzy mają tę kulturę a inni za chiny się jej nie nauczą!

Agnieszka Dziedzic
5 lat temu

polecam film animowany 12 prac asterixa ;) a jesli chodzi o konkursy na pracownikó Urzedu to w dużej mierze kryterium jest nazwisko

W roli mamy - wrolimamy.pl

Z ciekowości obejrzę

Joanna Okońska
5 lat temu

:(

Irena Szkaradek
5 lat temu

Konkursy na stanowiska w urzędzie są tylko z nazwy. Tak naprawdę to już przed jego ogłoszeniem wiadomo kto konkurs „wygra”. To się nazywa nepotyzm. Znalezienie osoby uprzejmej w jakimś urzędzie naprawdę graniczy z cudem, niestety …

Irena Szkaradek
5 lat temu

Uprzejmość i kompetencja to dwa nieodzowne elementy jakimi powinna się odznaczać zwłaszcza osoba która ma kontakt z klientem. Kochana, jak ma być ktoś kompetenty jeśli pracę ma po tzw. znajomości, co z wiedzą jaką powinna owa osoba mieć nazajmowanym stanowisku, ma niewiele albo nic wspólnego. Bardzo często jak słusznie napisałaś to petenci, klienci mają większą wiedzę niż urzędnik.

Angelika J
Angelika J
5 lat temu

Dużo zależy od kultury osobistej „urzędasa”. Osobiście zawsze staram się być maksymalnie przygotowana- wcześniejszy wywiad środowiskowy i grzebanie w internecie o ewentualnie potrzebnych rzeczach się przydaje- staram się skracać czas przebywania w urzędzie do minimum. Nigdy jednak nie zapomnę, jak będąc w 7 miesiącu ciąży, poszłam załatwiać sprawy związane ze zmianą dowodu osobistego. Dostałam od babeczki mega zjebkę- niestety trafiła na podły typ- odpowiedziałam tak, że aż jej w pięty poszło. Zrobiło jej się głupio i na szczęście przeprosiła. W takich sytuacjach warto pamiętać, że to urzędnik jest dla nas, a nie my dla urzędnika. Hasła „chciałabym rozmawiać z pani/pana… Czytaj więcej »

Zabawa 9 lutego 2014

Ty się nie bawisz!

Moja córka jest jeszcze zbyt mała bym mogła ją samą puścić na plac zabaw, mimo, iż jest ogrodzony płotem i podglądany przez oko „wielkiego brata” i mogłabym na komputerze podglądać bawiące się dzieci. Dzięki temu, że zawsze towarzyszę jej w zabawach na powietrzu mogę obserwować relacje koleżeńskie w piaskownicy. 

Dzieciaki, jak to dzieciaki – raz się kłócą, raz godzą, obrażają się, by zaraz być najlepszymi przyjaciółmi – norma. Ale jest tu szczególny przypadek i przyznaję, że bardzo mnie irytuje.

Panienka „Krysia” – jedynaczka, rozpieszczana przez rodziców. Ma 6 lat i świetnie opanowaną sztukę manipulacji i emocjonalnego szantażu. W sytuacji, gdy chce dołączyć do bawiącej się grupy kolegów znosi z domu zabawki. Nie foremki, piłkę czy skakankę a te, których szuka się w „dobrych sklepach z zabawkami”.

Podejrzewam, że oglądając blok reklamowy „dla dzieci” może odhaczać pojedyncze sztuki, których nie ma w jej kolekcji. Te wszystkie mikro laleczki za trzycyfrowy banknot, domki – kusicielka. Pomyśleć by można, że dobra z niej koleżanka, ale przyglądając się jej zachowaniu ma się ochotę zakopać to wszystko w piasku.

Krysia wywołuje koleżanki i kolegów, którzy mogą dziś pobawić się jej zabawkami. „Ty możesz, ty też, a ty dziś się nie bawisz…” Perfekcyjnie rozdziela rodzeństwa w zabawie. Ale nie myślcie sobie, że wybrani mają jakiś immunitet – wystarczy chwila by zostać wykluczonym. Klucza niestety nie rozgryzłam, podejrzewam, że jest nim tylko i wyłącznie „widzi mi się”.

Innym razem przez kilka dni manipulowała dziećmi, mając za argument nieuczestniczenie w jej zabawie urodzinowej. A kiedy latem słonko dawało znać o sobie, wybrała pięcioro dzieci z grupy, zaprosiła do domu, by po chwili wrócić z lodami, okraszając to komentarzem: „dostaliście lody to macie się z nimi nie bawić, bo powiem mamie”. Ręce opadają.

Gdybym kiedykolwiek zobaczyła, że moje córka (również jedynaczka) tak się zachowuje, to szybko bym to ukróciła. Ale skoro tak jest, to widocznie rodzice Krysi tego nie widzą lub im to nie przeszkadza. Czasem miałam ochotę utrzeć jej nosa nie pozwalając jej pobawić się zabawką mojego dziecka lub podczas wspólnej zabawy z dziećmi ignorować ją, ale sama zachowałabym się jak dziecko…

Subscribe
Powiadom o
guest
9 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Milena Kamińska
Milena Kamińska
7 lat temu

wydaje mi się ze problem tkwi w rodzicach, jej zachowanie nie jest zauważalne przez rodziców bo pewnie u nich też najważniejszy jest pieniądz pewnie oni też mają znajomych pozyskanych przez pryzmat bogactwa, bardzo żal mi jest tego dziecka bo przez „wychowanie rodziców” będzie cierpiało teraz manipuluje bo to sa małe dzieciaczki ale szybko się zorientują jaka to naprawdę jest osoba i sami sie od niej odwrócą .

(nie)Magda(lena)
(nie)Magda(lena)
7 lat temu

Myślę, że jest w tym sporo racji. Mam też rażenie, że te wszystkie „dobra” to próba zrekompensowania dziecku braku czasu.

Anna Marczewska
Anna Marczewska
7 lat temu

Dokładnie!

Anna Marczewska
Anna Marczewska
7 lat temu

„Takie” nigdy się nie zmienią-znam takie barwne postacie ze swojego dzieciństwa i do dnia dzisiejszego wywyższają się nad innymi-myślę,że to kwestia majętności rodziców i braku wychowania…

(nie)Magda(lena)
(nie)Magda(lena)
7 lat temu

Nie wiem czy to pomysł dziecka czy mamy, ale każdy szantaż kończy się słowami „powiem mamusi”, „mamusia nie pozwala” itp… To straszne, że buduje swoją pozycję przez pryzmat markowych zabawek. I możesz mieć rację, ze już jej to zostanie. Choć mam też nadzieję, że inni rodzice zauważą to samo co ja i nauczą swoje dzieci wartości drugiego człowieka. Bardzo mnie też „boli” że rodzeństwa nie są nauczone stania za sobą murem. Jeśli brat czy siostra jest wykluczona z zabawy powinni wiedzieć jak zareagować. Niestety rodziców nie uświadczysz na placu zabaw więc skąd mają wiedzieć czego nauczyć swoje dzieci…

Anna Marczewska
Anna Marczewska
7 lat temu

„Mamusia nie pozwala”-bo mamusia jest bardziej „ą”,”ę” niż ta dziewczynka…
Klasa „średnia” i „biedna” potrafi docenić tanią zabawkę,tańsze ubrania i biedniejszych od siebie.
A co do dzieci trochę zabrzmi to nieciekawie ale tak to jest,że rodzeństwo jest trochę jak taka chorągiewka-trochę tu trochę tam-zależy gdzie dostaną WIĘCEJ!!wydaje mi się,że dopiero w czasie dojrzewania stoją bardziej murem za sobą-przynajmniej ja tak miałam ze swoimi braćmi.

(niee)Magda(lena)
(niee)Magda(lena)
7 lat temu

Nas mama od zawsze uczyła, że za rodzeństwem trzeba stać, możemy się kłócić, ale zawsze mamy stać w swojej obronie dlatego dla mnie to niepojęte ;)

Anna Marczewska
Anna Marczewska
7 lat temu

Nas też ale niestety w „młodości”raczej oddalaliśmy się od siebie dopiero wiek dojrzewania zbliżył i scalił nas na dobre!

Magdalena Marczuk Romanowska
Magdalena Marczuk Romanowska
7 lat temu

Jak widać rodzice „kupują” ją, dziecko samo się wychowuje, nie ma przykładu itp. Tylko ta droga prowadzi donikąd. Znam taką „Krysię” i aż boję się co będzie za kilka lat…

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close