Emocje 20 lipca 2012

Meeting z dziewczynami

Jest lipiec, jeden z tych dni, w którym lato zapomniało, że jest latem. I w zasadzie gdyby nie fakt, iż w szkole uczyli mnie inaczej, pomyślałabym, że nastała już jesień!  Jest pochmurno (nie widać ani pół promyka słońca), z szarego nieba siąpi deszcz, a termometr wskazuje 13 st.?! Nic więc dziwnego, że mylą mi się pory roku. Ale to nic! Bo na dzisiaj mam już plan, całkiem niezły plan!

Dzisiejszy dzień, ja i mój mały bąbel – Jaś spędzimy w bardzo miłym towarzystwie. Towarzystwie, które znam już dosyć długo, przeszło rok, a nawet dwa! Z tym jednakże drobnym szczegółem, że znamy się tylko WIRTUALNIE! :-)  Oj tak! Może to dziwne, może śmieszne, ale ekipa współtworząca  W Roli Mamy nigdy w życiu nie widziała się na oczy!

Przegadałyśmy ze sobą już tysiące godzin – plotkowałyśmy, żartowałyśmy, wspólnie odprawiałyśmy gorzkie żale, rozwiązałyśmy dziesiątki naszych „problemów”, płakałyśmy, śmiałyśmy się i pocieszałyśmy…. a wszystko to działo się w sieci!

Ale dziś nadszedł czas na PRAWDZIWE spotkanie, w realnym świecie! Umówiłyśmy się u Racheli, a właściwie to u Jej rodziców, do których przyjechała na małe wakacje. Spotkanie zaczęło się obiecująco, bo spóźnialsko! Najpierw spóźniły się Basia i Madzia, a potem dotarłam w końcu – ja (swoją drogą, czuję się oszukana i jednocześnie usprawiedliwiona bo to głupia nawigacja wyprowadziła mnie w pole, na inną wioskę i jeszcze bezczelnie poinformowała, że „oto jestem u celu”!).

Tego dnia nie tylko moja nawigacja okazała się wredną… sztuką, ale również pogoda. Cały dzień robiła sobie z nas jaja, na przemian posyłając krople deszczu i odrobinki promyków słońca. Ale nie ma tego złego, bo nasze spotkanie przy kawie mogłyśmy wówczas z gracją połączyć z elementami aerobiku i joggingu.

Najpierw usiadłyśmy w altanie w celu wykonania kilku prostych i statycznych ćwiczeń typu: podnoszenie kubków z kawą – to na bicepsy, skłony – po zabawki tudzież nasze małe berbecie domagające się maminych rąk, dzięki czemu mogłyśmy za jednym zamachem potrenować dźwiganie ciężarów. No i oczywiście ćwiczyłyśmy mięśnie brzucha – podrzucając mu raz po raz to serniczek, to jabłecznik :-)

Kiedy przestawało padać razem z dzieciakami, niemal na wyścigi wybiegałyśmy z altany wprost do ogromnego ogrodu, gdzie dalej mogłyśmy oddawać się ćwiczeniom – jedzenia, tym razem owoców prosto z drzew bądź krzaczków! No ale żeby nie było, że tylko jadłyśmy, przyznam że trochę pobiegałyśmy – za piłką i za uciekającymi kurczakami, tj. naszymi bobasami. A bobasy, jak się okazało wszystkie mamy wspaniałe! Co jeden to lepszy agent! I agentka (!) bo była przecież też Maja, jedyna kobitka wśród latorośli :-)

Z naszych spostrzeżeń: Majeczka – ma cudownie wielkie oczy (a na jej drobniuteńkiej buzince wydają się być wręcz ogromne), Marcinek – ma niesamowicie długie rzęsy (w przyszłości będzie musiał opędzać się od miłośniczek takich wachlarzy), Jaś – to najsłodszy niedźwiadek pod słońcem (nie wiedzieć czemu, ciągle na wszystko warczy), no i Aleks – nasz przeuroczy przedszkolak, mały przystojniaczek z ogromnymi pokładami energii (cały dzień biegał i w ogóle nie wyglądał na zmęczonego!).

A mamuśki? Mimo, iż każda jest zupełnie inną osobowością, wszystkie są wspaniałe! Czułam się przy nich bardzo swobodnie i na luzie. Prawdę powiedziawszy miałam wrażenie, że to nie pierwsze nasze spotkanie, a jedno z wielu. To fascynujące, że znając się tylko z Internetu tak świetnie się dobrałyśmy. Tworzymy naprawdę zgraną paczkę. Żałuję tylko, że nie mogłyśmy spotkać się CAŁĄ naszą ekipą (łącznie jest nas  10). Ale niestety rozsiane jesteśmy po całej Polsce, a w zasadzie – Europie, bo Paulina mieszka przecież w Dublinie.

Mimo to mam jednak głęboką nadzieję, że kiedyś uda nam się zorganizować WIELKIE spotkanie, na które WSZYSTKIE przyjedziemy. Może wybierzemy się na wspólne wakacje..? :-)


Uwaga! Pierwsza osoba, która w komentarzu pod tym wpisem, prawidłowo odgadnie imiona lub pseudonimy blogerek i ich dzieci widocznych na zdjęciu w banerze na górze wpisu – otrzyma od nas nagrodę niespodziankę.
Wymieniamy od lewej strony!!!  

Fotorelacja z naszego spotkania pod chmurką:





Subscribe
Powiadom o
guest
47 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Ania Stanczak
8 lat temu

Basia Heppa-Chudy Żaklina Kańczucka
Rachela Magdalena

Natalia Legieć
8 lat temu
Reply to  Ania Stanczak

oszustwo :)

Ania:)
Ania:)
8 lat temu
Reply to  Ania Stanczak

tu bylo co innego na poczatku napisane! a teraz jest poprawnie nie ladnie

Ania Stanczak
8 lat temu
Reply to  Ania:)

ale ja wiem że edytowałam i ja nie chce nagrody;)) poprawiłam żeby dobrze było moja poprawna odpowiedź jest później Natalia Pierwsza dała poprawną odpowiedz i nie mam żadnego tu zwątpienia więc kochane sie tak odrazu nie złoście nie zrobiłam tego żeby wygrać:))

Ania:)
Ania:)
8 lat temu
Reply to  Ania Stanczak

trzeba sie troche zloscic bo nie musialas edytowac a moze jednak liczylas na to ze nie zauwazymy? skad mamy to wiedziec? tyle osob ciagle oszukuje! ja wierze jednak w twoje dobre intencje, i ciesze sie ze sie przyznalas, pozdrawiam :) :)

Ania Stanczak
8 lat temu
Reply to  Ania:)

nie kochana nie chciałam oszukać i nie liczyłam na nagrodę gdy to robiłam wyjaśniłam to w poście niżej. Rozumiem złość bo nie wyjaśniłam tego od razu tylko uciekłam więc sama pewnie gdybym była w takiej sytuacji zareagowała bym TAK SAMO

Ania Stanczak
8 lat temu
Reply to  Ania Stanczak

żeby można było to bym nawet skasowała żeby nikt nie miał wątpliwości ale sie nie da…

Natalia Legieć
8 lat temu
Reply to  Ania Stanczak

bardzo milo ze sie przyznalas i ze sie zrozumialysmy wszystkie :)

Ania Stanczak
8 lat temu

no niewiem :((

Natalia Legieć
8 lat temu

Basia Heppa-Chudy- aleks
Fizinka- jaś
Mirella -Marcin
Magdalena- majeczka

Ania:)
Ania:)
8 lat temu

Basia Heppa- chudy z aleksem, Fizinka:) z no i tu mam problem :) Rachela z Marcinem, Magda z Majką

Fizinka
Fizinka
8 lat temu
Reply to  Ania:)

:)))))))

Natalia Legieć
8 lat temu

Basia Heppa-Chudy- aleks
Fizinka- jaś
Rachela -Marcin
Magdalena- majeczka

Ania:)
Ania:)
8 lat temu

Teraz w artykule o 24h doczytałam ze Fizinka ma Jasi ano ale za późno trudno, pozdrawiam:)

Fizinka
Fizinka
8 lat temu
Reply to  Ania:)

No proszę, nawet tam dotarłaś :) Cieszę się, że szperałaś w starych textach, w poszukiwaniu dobrej odpowiedzi! :)

Ania:)
Ania:)
8 lat temu
Reply to  Fizinka

Tak bo wydawąło mi sie ze gdzies czytałam, ale nie pamietałam imienia i gdzie i mnie olśniło później właśnie , ale za późno już:) bo Natalia tez poprawiła sie ale szybciej :)

Natalia Legieć
8 lat temu
Reply to  Ania:)

nie dalo sie inaczej :P nie u wszytskich Pań podane imie dziecka:) trzeba bylo szukac po waszych wpisach :) przynajmniej kazda znas poczytala, być moze dowiedziala sie czegos ciekawego, przydatnego?:)

Fizinka
Fizinka
8 lat temu

Oooo i to mi się podoba! :)))

Ania Stanczak
8 lat temu
Reply to  Fizinka

ja się pomyliłam bo autorka tekstu nie jest do siebie podobna na zdjęciu profilowym i mnie to zmyliło:D:D:D;p

Natalia Legieć
8 lat temu

poprawilam sie mam nadzieje ze dobrze :) my tez zaraz zmykamy na spacerek wiec pozdrawiamy wszystkich i slemy buziaki z Gdanska:)

Ania Stanczak
8 lat temu

ehhh wychodzi na to że sie mało znam

Ania Stanczak
8 lat temu

Ale wybaczcie ja dopiero zaczynam was poznawać :P wcześniej myślałam ze trzeba być jakoś zalogowanym i dopiero zostałam oświecona że można przez FB;p

Ania Stanczak
8 lat temu

o wiem znam dzieci Majeczka Marcinek jaś i Aleks:P

Ania Stanczak
8 lat temu

Basia Heppa-Chudy- Aleks Fizinka – Jaś
Rachela Marcinek Magdalena – majka

Ania Stanczak
8 lat temu

A może jednak jestem 1 bo wszystcy pisali Mirella a to Rachella Prawda:D?

Ania:)
Ania:)
8 lat temu

no ja pisałam rachela:) od poczatku

Natalia Legieć
8 lat temu

Aniu ale trzeba bylo odrazu napisac imiona dzieci i blogerek chyba :) ja sie poprawilam i wydaje mi sie ze pierwsza napisalam calkowitą i poprawną odpowiedz :) zobaczymy :)

Ania Stanczak
8 lat temu

tak byłaś pierwsza o ile dobra odpowiedz;)

Natalia Legieć
8 lat temu

Aniu ty chyba oszukalas bonie bylas pierwsz,a poprawilas a to nie powinno sie liczyc wg mnie.. Twoja pierwsza odpowiedz byla inna

Ania:)
Ania:)
8 lat temu

Aniu, ja napisalam ze od pocztku pisalam rachela nie ze bylam pierwsza, bardzo ciebie prosze wiec o to abys mnie o nic nie podejrzewala:)

Ania:)
Ania:)
8 lat temu

chyba ze masz na mysli te druga Anie:)

Natalia Legieć
8 lat temu

Ania z usmiechem racja :) pierwsza napisalas tylko nie dodalas imienia dziecka tak to bylabys pierwsza :)

Ania:)
Ania:)
8 lat temu

A tak pozatym Ania Stanczyk wydaje mi sie ze na poczatku bylo inaczej u ciebie w pierwszym poscie napisane

Ania Stanczak
8 lat temu
Reply to  Ania:)

tak edytowałam i nie zamierzam sie kłucić ja nie z TYCH!! ;)

Justyna Niemirowska
8 lat temu

Basia-Alex Magdalena-Majka Sylwia-Jakub Rachela-Marcin

Natalia Legieć
8 lat temu

dokladnie :) a jak ja napisalam ze tak bylo, ze Ania poprawiala odpowiedz to juz nie skomentowala :) ciesze sie ze nie tylko ja to zauwazylam :)

Mariusz2206
Mariusz2206
8 lat temu

Basia-Alex Magdalena-Majka Mirella-Dusia Rachela-Marcin

Ania:)
Ania:)
8 lat temu

Oby Jury wzielo pod uwage te wpisy wszystkie, a oszustwa trzeba tepic, bo co konkurs to ktos oszukuje jak ja tego nie cierpie

Ania Stanczak
8 lat temu
Reply to  Ania:)

kochana ja nie zamierzam oszukiwać byłam przekonana że napisałam późńiej ze edytowałam na forum ale nie wysłałam bo za dużo stron miałam otwartych i mi umkneło!! ja nie chce oszukiwać ;))

Ania Stanczak
8 lat temu

dziewczyny nie oskarżajcie mnie o oszustwo bo ja sie przyznaje że edytowałam przepraszam miałam przygotowany post dokładnie taki ” moja 1 odpowiedz jest edytowana wiec nie bierzcie mnie pod uwagę. Pozdrawiam” ale miałam 2 takie same strony otwarte a Amelka na mnie właziła i ciągneła mnie na dwór wiec zamkneło się wszystko Przepraszam że po czasie pisze ale dopiero wróciłyśmy ze sklepu;) nie jestem oszustką i sama staram się tępić oszustwo więc nie oskarżajcie od razu.

Ania:)
Ania:)
8 lat temu

Dlatego Aniu po twoich wyjaśnieniach na początku postu napisałam, że ci wierz ei ż epozdrawiam serdecznie trzymajcie się tam z Amelką:)

Ania Stanczak
8 lat temu
Reply to  Ania:)

Dzięujemy i przepraszamy za zamieszanie. to wszystko przez obiecanego arbuza :P !!!!!!!!!!! a tak btw to pozniej napisałam ze chyba jestem 1 bo napisałam jeszcze raz ta odpowiedź i nie widziałam że cokolwiek napisałyście bo nie odświeżałam.

Natalia Legieć
8 lat temu

ok przepraszam w takim razie skoro nie bylas swiadoma to rozumiemy :) mamy nadzieje ze spacerek sie udal, pozdrowionka :)

Anna Szydłowska-Jastrzembska

Wszystko się dobrze dziewczyny skończyło to najważniejsze, pozdrawiam was a ja idę pakowac moje dziecko do końca na wyjazd:)

Aleksandra Greszczeszyn

Aż Wam zazdroszczę dziewczyny tego wspólnego blogowania i takich fajnych spotkań;)

Magda Kupis
8 lat temu

ja też zazdroszczę spotkania- mam nadzieję, ze następne będzie w komplecie i poznamy sie w końcu osobiście :)

Marta Ulińska
8 lat temu

Pozdrowienia dla mam i potomstwa :)

Uroda 18 lipca 2012

Taki sobie ból brzucha…

No oki, czasem bolało, to sobie coś łyknęłam i przestawało. No to dlaczego tym razem miałoby być inaczej? Niestety, łykana od 23.00 do 4.00 mieszanka no-spa –  ketonal nie pomaga. Ból sobie rośnie i rośnie, w końcu mnie przerasta. Ledwo słyszalnym głosem proszę o wezwanie pogotowia. Taka informacja to dla męża nic innego jak „jest gorzej niż źle”, toteż wyskakuje z łóżka niczym z procy.

Przyjeżdża sympatyczny starszy pan doktor, daje dwa zastrzyki, nie pomagają,  daje trzeci. Mówi, że jak nie przejdzie to niestety szpital. No i wykrakał. Dzień jakoś leci, ale kolejna noc znowu jest ciężka. Dokładnie po dwudziestu czterech godzinach mąż ponownie wzywa pogotowie. Nawet dosyć szybko przyjeżdżają, dużo dłużej zakładają mi wenflon, nie wiem po co, bo nic przez niego nie wlewają. Ratownicy to mają dziwne obowiązki.  Ledwo mogę chodzić z bólu, a pochylić się to już w ogóle dramat, ale robię ten wysiłek i dotykam delikatnie rączki Duśki, nie chcę jej budzić, ale chcę się pożegnać. Na myśl, że się obudzi a mnie nie będzie chce mi się podwójnie płakać. Podwójnie bo i tak mi łzy z bólu lecą.

Nasz powiatowy szpital raczej nie jest bogaty, przyjeżdżam z bólami brzucha i zero szans na USG. Izba przyjęć nie posiada takiego wynalazku. Badanie odbywa się metodą tradycyjną, walenia po nerkach i brzuchu. Od tego czasu już wiem co to jest szokujący ból – niby coś tam mi się leje po twarzy, ale dopiero jak młoda i skądinąd sympatyczna pani doktor mocno wali w mój  brzuch żeby sprawdzić reakcję, wybucham płaczem którego nie powstydziłby się głodny noworodek.

Jedna, druga kroplówka, dwa zastrzyki – nic, boli jak bolało. Dodatkowo ściska w żebrach, koło 7.00 mówię pielęgniarce, że kiepsko mi się oddycha, podłącza mi tlen. W sumie śmieszne uczucie. Zastanawiam się czy ja jeszcze samodzielnie oddycham, sprawdzam czy mi żebra chodzą. Chodzą, owszem, ale słabo, udusiłabym się gdybym się miała w ten sposób dotleniać, a tu proszę, tlen z rureczki do noska i super. Niestety bólu to nie uśmierza.

Na wyniki standardowych badań trzeba czekać klika godzin, w końcu mijają. Pani doktor mówi, że wyniki wskazują na wątrobę i prosi o konsultację chirurga. Chirurg z miejsca pyta czy się godzę na operację. Godzę się na wszystko, tylko niech przestanie boleć. Dzwonię do męża, że zostaję w szpitalu. I że być może mnie pokroją. Nawet przez telefon widzę, że jest w szoku. Obiecuję w kilka godzin załatwić opiekę do Duśki i przyjechać. Szybciej się nie da, sama o tym dobrze wiem, jak się w tych kilku godzinach zmieści to dobrze.

Przychodzi jakaś kobieta w niebieskim fartuchu i opryskliwym głosem pyta czy mam piżamę. Kurcze, nie mam siły jej powiedzieć co o niej myślę, no kto nosi piżamę w torebce? Jasne, że mogłam przyjechać w piżamie, ale liczę na to że mnie rano wypuszczą. W piżamie mam przez miasto paradować? To przecież znowu pogotowie mnie zabierze tylko zupełnie inne. Za chwilę przynosi mi kilka koszul nocnych do wyboru, wszystkie flanelowe! Mamy akurat falę upałów, a ona mi flanelę. Nie mam wyboru, zakładam. Natychmiast dzwonię do męża z instrukcją co ma mi przynieść.

Na chirurgi okazuje się, że nie ma dla mnie łóżka, jest kilka wolnych owszem, ale na salach męskich. Komunikacja między izbą przyjęć a chirurgią ewidentnie nie działa dobrze o ile w ogóle działa. Proponują mi żebym na chwilę usiadła na krześle na korytarzu. Oszaleli! Nie mogę siedzieć, wtedy ból jest naprawdę nie do zniesienia. Spaceruję sobie po korytarzu, dzwonię do męża po raz kolejny, w tym czasie oddział przechodzi reorganizację na moją cześć. Trafiam sama na trzyosobową salę i natychmiast dostaję kolejną kroplówkę. Ta wreszcie trochę pomaga, czuję lekką ulgę. Na oddziale mają nawet USG, tutaj postęp w medycynie dotarł. No i co? Kamienie, a cóż by innego? Woreczek żółciowy wypełniony aż miło. Mentalnie przygotowuję się do operacji. Jednak nie, decydują że mnie nie pokroją, bo nie jestem szczepiona na żółtaczkę. Za to pakują mi czwartą kroplówkę i w ramach kolejnej reorganizacji wystawiają z łóżkiem na korytarz. Jest mi kompletnie wszystko jedno. Niech i tak będzie, tylko niech już przestanie boleć! Właściwie i tak nie wiem co się dokoła mnie dzieje, loguję się do szpitalnego Wi-Fi i włączam komunikator. Resztkę energii poświęcam na klikanie. Po godzinie trafiam na inną salę, nawet nie jest tak źle, na tej jest łazienka.

Na obiad marchwianka, matko co za świństwo! Ale zjadam, normalnego obiadu mi nie dadzą. Ścisła dieta! O dziwo marchwianka pomaga, czuję dużą ulgę. Przychodzi mąż i przynosi mi różne potrzebne drobiazgi. Wreszcie mogę się wykąpać i założyć na siebie coś normalnego. Ulga niesamowita. Zdążam w porę, bo zaraz przychodzi pielęgniarka z kolejną kroplówką. I tak do wieczora ciągle coś mi płynie w żyłę. Na kolację kleik. Zjadam tylko dlatego, że ciepły. Dostaję za to informację, że mam nie jeść śniadania bo rano jakieś badanie na czczo. Jakie? Pielęgniarka nie wie. Nawet pić mi nie pozwalają, masakra jakaś.

Tęsknie za Duśĸa jak nie wiem co. Każą mi leżeć i wypoczywać a ja nie umiem, chcę do domu, do dziecka.

O 22.00 cisza nocna, nic z tego, zasypiam jakieś cztery godziny później, a już od 5.00 salowe się tłuką po korytarzu. Nie wiem czym, chyba wózkami na brudy, hałas jest naprawdę nieziemski. Taki rodzaj pobudki widocznie, bo zaraz potem przychodzi pielęgniarka z termometrem. Poza tym jest tak gorąco, że nie ma mowy o spaniu. Dobrze że mam książkę. Jedynym niezaprzeczalnym plusem szpitala jest to, że mogę czytać, w domu mi się nie udaje czytać tak długo jednym ciągiem.

Wpada jakiś lekarz, gniecie mi brzuch i pyta czy boli. Nie boli. Śniadania zgodnie z nakazem nie biorę, za to dostaję kolejną kroplówkę. Przez głowę przelatuje irracjonalna myśl, że w końcu się uzależnię od tych kroplówek. Przychodzi drugi lekarz i pyta jak się czuję. Super, bo nie boli. Mówi mi, że w takim razie idę do domu. Wyściskałabym go gdyby nie ta kroplówka. Potem przychodzi banda lekarzy i pielęgniarek i to się nazywa obchód. Pytam ich o to badanie co miałam mieć, nie wiedza o co chodzi. No super, a ja się z głodu zwijam, eehhh. Za chwilę salowa przynosi mi spóźnione śniadanie. Moja sąsiadka z sali mówi mi, że na tym polega oszczędność, wmawiają pacjentom, że muszą być na diecie, bo to taniej wychodzi. A teraz sio do domu, żebym się na obiad nie załapała. Zaczynam się śmiać i to jest cudowne uczucie, mogę się śmiać i nic nie boli.

Dzwonię do męża i mówię mu żeby po mnie przyjechał. I wiecie co? On mnie naprawdę kocha!

Kochane czytelniczki, starałam się jak mogłam żeby nie było ponuro, ale wielu rozrywek w tym szpitalu nie zaznałam, i w ogóle nie jest to miejsce do którego warto byłoby trafić. Dlatego apeluję do Was, dbajcie o siebie, róbcie okresowe badania, słuchajcie co mówią do Was Wasze ciała, nie lekceważcie żadnych objawów, żadnych sygnałów. Choroba może zacząć się niewinnie, a skutki bywają różne. A my już nie należymy tylko do siebie, a naszym dzieciom należą się zdrowe sprawne i uśmiechnięte matki, to nie tylko nasze prawo, to nasz obowiązek –  dbać o siebie. Obiecujecie?

Następnym razem napiszę Wam jak to zawirowanie zniosła moja córeczka.

Subscribe
Powiadom o
guest
22 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Kaja350
Kaja350
8 lat temu

Mirella napisz proszę jak dalej sobie z tymi kamieniami radzisz mam ten sam problem:(

sylwiagkap
sylwiagkap
8 lat temu

Zgadzam się z Tobą, my mieliśmy z mężem podobną sytuację ale wyszliśmy z tego, przy pomocy starszego pana lekarza”niech spoczywa w pokoju”:) żeby nie ten pan doktor to mój mąż by nie miał nogi, taki jest nasz NFZ. Sami nie wiedzą co leczą. Trzymaj się i wiem, że teraz jak coś się dzieje są konkretne badania.Pozdrawiam i ucałuj córcię:)

Eve
Eve
8 lat temu

Poczytaj sobie o http://magnet-medic.pl/ to unikniesz podobnych niespodzianek w przyszłości :)

Eve
Eve
8 lat temu
Reply to  Eve

Mirello chodziło mi oczywiście o niespodzianki związane z nagłymi bolesnymi atakami kamieni żółciowych. Bo jeżeli chodzi o polską służbę zdrowia to niestety czasami będziemy narażone na tego typu sytuacje w szpitalach. Ale polecam tą stonkę bo znajdziesz na niej fajną propozycję na bolączki Twoje a nawet córeczki:)))
Pozdrawiam

Natalia Legieć
8 lat temu
Reply to  Eve

miejmy nadzieje ze jak sie juz ma usuniete kamienie to juz wiecej sie one nie pojawią :)

malwina
malwina
8 lat temu

nasza służba zdrowia pozostawia naprawdę wiele do życzenia. Niby płacimy za to wszystko a jak przychodzi iść do szpitala to człowiek jeszcze gorzej się czuję niż przyszedł:(

Marta Ulińska
8 lat temu
Reply to  malwina

Dlatego najlepsze wyjście u nas to po prostu nie chorować :/ Tylko prawdą jest, że człowiek nie ma na wszystko wpływu

Magda Kupis
8 lat temu

Z niecierpliwością czkam na dalszy ciąg i wiadomość o poprawie :) no i oczywiście jak Duśka dała radę z tatą :)
Życzę zdrówka :*

Mirella
Mirella
8 lat temu

Hmm, jak sobie radzę z kamieniami? Rozpoczęłam cykl szczepień na żółtaczkę i pewnie pójdę na operację, a póki co piję oliwę z oliwek bo to ponoć ma pomóc. No cóż, nie pomoże – nie zaszkodzi. Poza tym jestem na koszmarnej diecie bo od leków, które brałam po wyjściu ze szpitala, żołądek się zbuntował :(
Za zdrówko dziękuję, przyda się :)) Wzajemnie życzę Wam tego samego :*

Basia Wawrzyczek
8 lat temu

Ja dopiero co wczoraj wyszłam ze szpitala. Na opiekę nie narzekałam ale ta tęsknota… W szpitalu byłam 2 dni. Dzieciaki były przy mnie po cztery godziny dziennie i jeszcze nie chciały jechać do domu. I tylko przytulanie i „mamo KOCHAM CIĘ!” na okrągło. Miałam zabieg prawej ręki – zespół cieśni nadgarstka i teraz nic nie mogę robić. Jeszcze jakieś kilka miesięcy mam z głowy prace domowe. Straszne. Ryczeć mi się chce, nie umiem sobie zrobić nawet głupiej fryzury żeby jakoś normalnie wyglądać. :( Szkoda gadać!
Życzę zdrówka i oby ta operacja nie była potrzebna!

Angelikaludwicka
Angelikaludwicka
8 lat temu

ehh Mirela straszne to co przeżylaś… moj m ma kamienie w nerkach i ostatnio dostal atak w szpiutalu byl cala dobe i nic nie zrobili tak jak u Ciebie oprócz kolosalnej ilości kroplowek

Natalia Legieć
8 lat temu

oj oj wiem c czulas bo ja przechodzilam przez to podobnie.. ale teraz bedzie juz tylko lepiej, pozdrawiam :*

Ania Stanczak
8 lat temu

aż mam ciarki na plecach….

Marta Ulińska
8 lat temu

Dzięki Bogu ze szpitalem jak na razie do czynienia miałam tylko podczas mojego porodu :)
Teraz jak tam pojadę to role się lekko zamienią to ja będę rodzić.
Wizyty nie zazdroszczę.

Kobiecym_okiem
8 lat temu

Dwa pobyty w szpitalu przy okazji porodów wspominam bardzo dobrze. Szczególnie ten drugi. Ale to był znany i dobry szpital położniczy w stolicy. Później pojechałam na 1-dniowy zabieg do szpitala pod Warszawą i tam już nie było tak wesoło. Nie chodzi o personel, ale o to, jak ten szpital wyglądał. Spędziłam tam zaledwie 4 godziny i chciałam stamtąd uciekać…

Agata
Agata
8 lat temu

Niestety tak wygląda sytuacja w naszych polskich szpitalach. Moja kuzynka była dwa dni trzymana przed podorem, na skurczach, dopiero po dwóch dnaich zdecydowali sie na przyspieszenie porodu i cesarkę, kolejnej żle została określona waga dziecka, córka miała ważyć 4 kg a ważył 5 kg! Z racji że ma bardzo wąskie biodra dziecko nie mogło się urodzić. Wracając do tematu, bóle brzuch to uciążliwa sprawa;/ szczególnie te kobiece:P zazdroszczę tym które mają lekki ból brzucha;/ ostatnio czytałam artykuł na http://vivalavita.pl/artykul/naturalnezapobieganieskurczom-883.html zacznę to stosować, co prawda przytoczony jest skurcz łydek, ale tak naprawdę ból menstruacyjny to też skurcz. Zmiana w diecie może… Czytaj więcej »

Jadźiunia
Jadźiunia
8 lat temu

do Agata: No widzisz, niestety polskie realia są dziwne, czasem prozaiczne, nie wiedząc czemu jest tak, a nie inaczej.
Co do http://vivalavita.pl/artykul/naturalnezapobieganieskurczom-883.html także zgadzam się z tym, że nic nie zapewni skurczów tak jak naturalnie występujące skurcze u kobiety w jej organizmie. Trzeba zawsze być naturalną i nigdy nie stać w sprzeczności z tym;)

pozdrawiam
J.

Agata
Agata
8 lat temu

Mam nadzieję że artykuł się przydał;) I chociaż troszeczkę pomógł. Ja niestety mam czasami tak mocny ból brzucha że nawet tabletki nie pomagały.
Wystarczyło że trochę zmieniłam dietę i rzeczywiście było lepiej, skurcze nie były takie mocne. Także dziewczyny, morał taki, że musimy uważać co jemy i jak jemy;)
Agata

Purcia
Purcia
8 lat temu

Święte słowa, że suplementy diety, medykamenty nigdy nie zastąpią oczywistych efektów – lepiej zawsze postawić na zdrowe odżywianie, z głową, z rozsądkiem. Przynosi to sowite efekty, i to nie trzeba długo czekać na jakiekolwiek rezultaty.
Np ile z nas tak naprawdę jada takie specjały http://vivalavita.pl/public/przepis/salatkagrecka-563.html
szczerze powiedziawszy, mało osób- niestety nie wiedzą co tracą, same witaminy oraz sylwetka zawsze traci na smukłości, kiedy jadamy „syte obiady” – inną sprawą jest czasem siedzący tryb życia, a czasem praca. Ale wszystko zależy też od upodobań dietetycznych;)

Purcia
Purcia
8 lat temu

Co do nocnych bólów niestety…czasem to co jemy na dzień wychodzi w nocy;) To tak samo jak niektórych boli bo coca-c. brzuch, inni nie mogą zjeść mleka z nabiałem, etc. uwarunkowania osobiste. Podobnie jest z dieta, nigdy nie ma jednej- dla ogółu- zawsze będzie to kwestia uwarunkowana indywiduum.

Emocje 15 lipca 2012

Mama Aniołka…

Dziecko jest największym darem, jaki dwoje ludzi może otrzymać od  losu. Wnosi w nasze życie sens istnienia. Sprawia, że możemy się śmiać i płakać, rozwijać, dojrzewać, jest naszą przyszłością.

Jesteśmy już szczęśliwą rodzinką 2 + 1, ale zawsze chcieliśmy mieć więcej niż tylko+ 1. Kiedy pojawiły się dziwne objawy, zrzucałam je na karb mojego wielkiego pragnienia posiadania kolejnego dziecka i nie docierało do mnie, że mogę być w ciąży.  Tak przypadkiem kupiłam test ciążowy, który zamierzałam zrobić następnego dnia. Jednak po kolejnej fali lekkich mdłości udałam się do łazienki. Jakże wielkie musiały być moje oczy, jak spojrzały na test, na którym w tempie błyskawicy zarysowały się dwie grube krechy. Bez zbędnych ceregieli postanowiłam pokazać test mężowi. W trzęsących się rękach i na miękkich nogach obwieściłam dobrą nowinę. Nasze zaskoczenie było ogromne, a radość jeszcze większa. Trochę czasu zajęło mi przekonanie się, że nasza rodzina się powiększy.

Potem wszystko toczyło się już błyskawicznie. Wizyta u lekarza – potwierdzenie ciąży. Przekazanie informacji najbliższym oraz w pracy. Mijały kolejne dni, a ja planowałam przyszłość. Jednakże czułam się inaczej, od samego początku miałam jakieś wątpliwości, obawy, przy pierwszej ciąży nawet mi takie myśli do głowy nie przychodziły.

Nadszedł czas kolejnej wizyty. Wszystko szło pomyślnie, karta ciąży czekała na wypisanie. Kolejne USG, chwila niepewności, ciszy i… wyrok. Serduszko przestało bić…

Jakie uczucia towarzysza takiej chwili? Jakie myśli przychodzą do głowy? Chyba żadne. Nie wiem czy człowiek w ogóle myśli.

Rozmowa, wyjaśnienie lekarza. Decyzja o zabiegu. Przekazanie wiadomości mężowi. Płacz i koszmarna noc. Następnego dnia było już po wszystkim. Została pustka, żal, łzy i kolejne koszmarne wieczory. Chwile, w których chcesz się zwinąć w kłębek i wyć… Niby dookoła otaczają Cię ludzie, a tak naprawdę jesteś z tym wszystkim sama…

Nie brałam zwolnienia lekarskiego, stawiłam się do pracy. Tam nie było łez, ale ja byłam w innym świecie. Myśli krążyły zupełnie gdzieś indziej. Jednak prawdziwe załamanie przyszło 3 dni po zabiegu.  Serce, umysł, psychika i ciało zupełnie się wykluczają w tej kwestii. Każde funkcjonuje odrębnie.

Serce kocha bezgranicznie, umysł próbuje zareagować racjonalnie, ale nie panuje nad tym, psychika to temat rzeka, a ciało jeszcze nie wie, że coś się zmieniło.

Tak maleńkie szczegóły, na które reaguję jakbym była w ciąży, a po chwili dochodzi sygnał, że już nie muszę uważać, że już za późno… Widok kobiety w ciąży przywodzi smutek, żal, zazdrość i … radość. Kobieta staje się mieszanką wybuchową uczuć, reakcji a w jej głowie panuje niewytłumaczalny i w żaden sposób nie do ogarnięcia chaos.

Kolejne załamanie nadeszło na dwa tygodnie po zabiegu. … Powróciły kolejne koszmarne wieczory. Znowu niby stanowię jedno ciało, ale poszczególne jego elementy się rozmijają. Do tego pojawiła się miesiączka, którą jednak odbieram jako punkt zwrotny. Teraz mam nadzieję, że wszystko się wyreguluje i będzie wiadomo, kiedy można rozpocząć starania o kolejnego dzidziusia. Nie poddamy się!

Minęło 18 dni i widzę światełko w tunelu. Zaczynam myśleć pozytywnie. Co nie oznacza, że zapomniałam, że następne dziecko będzie jakąś rekompensatą, czy też zajmie jego miejsce. Absolutnie nie! O Moim Maleńkim Skarbie nie zapomnę nigdy!! Jego miejsce jest w moim sercu na zawsze.

Jednakże musimy sobie uzmysłowić, że czas biegnie dalej a my musimy iść razem z nim do przodu. Stojąc w miejscu tak na prawdę się cofamy i nie osiągniemy nic na co zasługujemy.

Ja wierzę, że tam gdzieś w górze, ktoś już zaplanował moje losy i nic nie dzieje się bez przypadku. Ta myśl pomaga mi iść do przodu i akceptować to co daje mi los.

Wcześniej wszyscy się uśmiechali, gratulowali – teraz milczą, odwracają wzrok jak gdyby nic się nie stało, jak gdyby tego dziecka nie było… A ono BYŁO…  JEST… w innym, lepszym świecie… w świecie Aniołków…

Jesteś tak maleńki a tak ważny….

Źródło zdjęcia: Flickr

Subscribe
Powiadom o
guest
28 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Magda
Magda
8 lat temu

Poryczałam się strasznie. Bardzo Ci współczuję a jednocześnie podziwiam, że się nie poddajecie i życzę Wam żeby wszystko się udało. A Wasz mały Aniołek na pewno na Was patrzy z góry :)

Basia152
Basia152
8 lat temu

OJ TAK, WIEM COŚ O TYM…SPODZIEWAŁAM SIĘ BLIŹNIĄT- JEDNEMU SERDUSZKO PRZESTAŁO BIĆ W 14TYM TYG.TO JEST NIE DO OPISANIA CO SIĘ CZUJE WTEDY,DRUGIE MALEŃSTWO JEST CAŁE I ZDROWE ZA 4 DNI SKOŃCZY ROCZEK A JA MYŚLĘ WCIĄŻ O TYM DRUGIM- NASZYM ANIOŁKU:)POZDRAWIAM

Bombel
Bombel
8 lat temu

Popłakałam się niczym mały dzidziuś..

Trzymaj się Madziu! Mam nadzieję, że niedługo poinformujesz nas o kolejnej ciąży i że Majeczka będzie miała młodsze rodzeństwo! ;) :*

Joan_h
Joan_h
8 lat temu

miałam tak trzy razy więc wiem o czym mowa :(

Agusiak
Agusiak
8 lat temu

Madziu Kochana po pierwsze to cieszę się ogromnie, że napisałaś ten tekst, przede wszystkim dla samej siebie.
Po drugie z całych sił zaciskam kciuki żebyś już niedługo znowu zobaczyła dwie kreseczki na teście :)
Całym serduchem jestem z Tobą i ściskam Cię mocno :*

Annaleksandra
Annaleksandra
8 lat temu
Reply to  Agusiak

Madziu. Może nir powinnam się odzywać-nie przeżyłam czegoś takiej tragedii i nawet nie potrafię wyobrazić sobie bezmiaru Twojego bólu o rozpaczy. Pisze jednak ponieważ twoja historia przypomina mi przeżyciaojrj koleżanki,która dwa lata temu zaszla w ciążę z drugim dzieckiem. Czekala na ten moment pare lat. Niestety. Serduszko malenstwa przestało bic po paru tygodniach. Wielka rozpacz i kolejne starania. Mijał miesiac miesiacem. Jedno niepowodzenie za drugim. Byliśmy swiadkami wielu łez ,chwil zwątpienia. Po ponad roku dziewczyna powiedziala dosc. Widocznie synek będzie jedynakiem. Ale jak to bywa nieraz, szczęście wkrótce sie uśmiechnęło za parę tygodni ma swiat przyjdzie jej córeczka. Magdo Twoje… Czytaj więcej »

Agnieszka Danielewicz

smutne ale takie prawdziwe ….

Basia Wawrzyczek
8 lat temu

Straszne przeżycia, nie wiem sama nawet co napisać. Życzę dużo siły i szybkiego powiększenia rodzinki! Mocno trzymam za Was kciuki!!! :)

Aleksandra Greszczeszyn

Ojej… Współczuję z całego serca Magdaleno! Jakie to smutne, że na świecie muszą się zdarzać takie rzeczy… Trzymam jednak mocno kciuki, aby starania o dzidziusia zakończyły się sukcesem, aby już teraz wszystko było dobrze od początku do końca. Najważniejsze to wierzyć, a Ty wierzysz i nie poddawaj się!

Paulina Garbień
8 lat temu

Pamietaj, że zawsze możesz na mnie liczyć :*:*:* buziaki kochana, już niedługo będziesz się cieszyć ciążą i rodzeństwem dla Majeczki, tym razem do szczęśliwego rozwiązania :) wiem to :*:*

big m
big m
8 lat temu

RIP Aniołku.
Jesteś dzielną kobietą.

Sylwia
Sylwia
8 lat temu

Trzymam kciuki Madziu. Mam nadzieję, że niedługo będziesz cieszyła się z rodzeństwa dla Majeczki. Ściskam i jestem z Tobą całym sercem :*

Monika Stradza
8 lat temu

być mamą Aniołka jest bardzo trudne.Wiem coś o tym :(

Ania
Ania
8 lat temu

Minęło już dwa lata, a jak gdziekolwiek powraca temat Aniołków to łzy cisną mi się do oczu.. Uczucie, którego nie zrozumie ten kto tego nie przeżył. Ciężko znaleźć nawet słowa by opisać to, co się czuje w takich chwilach…
Bądźcie silni i nie poddawajcie się!:**

Magdalena446
Magdalena446
8 lat temu

Kochane dziękuję za wszystkie komentarze. Dla mnie są bardzo ważne. Pojawiły się, oznaczają, że nie jestem sama, że warto mówić o sprawach trudnych i ważnych choć tak osobistych. Wiem, że jeszcze nie jedno załamanie przede mną, ale myślę, że z każdym będę silniejsza.

Karolina Wawrzyniak
8 lat temu

Przykra sprawa……. nie wiem nawet co napisać…… na pewno jeszcze uśmiech zagości na twarzach ,gdy pojawi się kolejna nadzieja nowego życia. Ściskam i „uszy do góry” !

malwina
malwina
8 lat temu

Współczuję Wam dziewczyny z całego serca

Angelika Ludwicka
8 lat temu

ja też przeżylam coś podobnego wiem co czujesz hmm chociaż nie nie wiem bo każda mama czuje sie w takiej sytuacji inaczej i nie mozna porównywać takich sytuacji, bardzo Wam współczuje i trzymam za Was kciuki

sylwiagkap
sylwiagkap
8 lat temu

U mojego brata była podobna sytuacja, więc w pewnym sensie rozumiem Ciebie. On jako 37 letni mężczyzna chcąc bardzo mocno mieć dziecko wraz z ukochaną, los chciał,że w pewnym okresie ciąży przestało bić serduszko. My w jakiś sposób staraliśmy mu podnieść się z rozpaczy, ale dopiero uzmysłowił sobie po 4 miesiącach że tak nie da się żyć. Zrobiło mi się bardzo przykro, aż z dalszą chęcią chciałabym dowiedzieć się jak Ty to wszystko przeszłaś i jak dalej sobie radzisz?, Magdo, mam nadzieję że znajdziesz w sobie jeszcze tyle siły i uczucia na następnego Aniołka w życiu. Każde dziecko nie narodzone… Czytaj więcej »

Ania Stanczak
8 lat temu

ale się poryczałam………… :(( musiałam poczekać z komentarzem chyba 5 minut bo nic nie widziałam. Jesteś niesamowicie silna.!! ale tak niestety tej pustki NIKT NICZYM I NIKIM nie zastąpi, kolejne dziecko będzie kochane i wyczekiwane ale nie załata tej dziury;(

Marta Ulińska
8 lat temu

I pomyśleć, że tyle kobiet uważa, że do 3 miesiąca nie maja w sobie człowieka tylko zlepek komórek.
Moje kondolencje

Natalia Legieć
8 lat temu

mysle ze jakby ludzie chcieli dalej z Toba rozmawiac na ten temat to mogliby rozdrapywac rany.. czasem potrzeba wiecej czasu niz nam sie wydaje.. i tak podziwiam ze wiara w Tobie nadal trwa.. niech nigdy sie nie konczy.. pozdrawiam

Ania Stanczak
8 lat temu

o tak też podziwiam tą wiare i siłe…

Marta Ulińska
8 lat temu

Moje kondolencje dla wszystkich…. ;(

ela
ela
8 lat temu

ostatnie zdanie „Wcześniej wszyscy się uśmiechali, gratulowali – teraz milczą, odwracają wzrok jak gdyby nic się nie stało, jak gdyby tego dziecka nie było… A ono BYŁO… JEST… w innym, lepszym świecie… w świecie Aniołków” bardzo dobrze rozumie przezyłam strate mojego aniołka i chyba jeżeli ktoś tego nie przezyje to tak naprawdę nie wie jak to jest. mojemu Aniołkowi serduszko przestało bić 23 lipca 2012 data do niezapomnienia. To co opisałaś to tak jakbym czytała o sobie o swoich odczuciach, przemyslenia identyczna sytuacja.

Kasia Pyzik
Kasia Pyzik
8 lat temu

Współczuje, nawet sobie nie wyobrażam co możesz czuć, bardzo to smutne:(… ja sama nie wyobrażam sobie życia bez mojej córeczki.

Magda
Magda
8 lat temu

znam to. 28.10 mój aniołek miałby 3 lata. Ale mam teraz dwoje ślicznych i cudownych dzieci, starszy ma w grudniu 3 a młodsza ma roczek. sa wspaniałe, cudowne, kochane – całe nasze życie ale wiem, że w sercu mam Hanię, teraz już nie myślę tak często, ale kiedyś nie było dnia żebym nie myślala. Bardzo szybko zaszłam w ciążę bo w miesiąc po zabiegu, ale nie była to „rekompensata” nie zapomniałam – wręcz przeciwnie walczył mój rozum i moje serce. Udało się, mam dwa szkraby, ale Hania jest w moim sercu – zawsze będzie !!!

Źyczę spokoju ducha!!

Maria Ciahotna
8 lat temu

Ani mnie nie jest ten temat niestety obcy… Z wielu powodów, po pierwsze moja mama dwa razy poroniła, okropnie to przeżywała, ale teraz jesteśmy 4 dziewczyny i każda piszemy swoją historię „w roli mamy”. Ja na szczęście obie ciąże przeszłam bez większego szwanku, druga była wprawdzie zagrożona, ale nie musiałam przynajmniej leżeć w szpitalu… Teraz córeczka kończy trzy latka a synek ma 7 miesięcy i pierwszy ząbek. O kim jednak chciałam wam opowiedzieć, to moja starsza siostra. Z tego co wiem – a nie muszę wiedzieć wszystkiego, bo to jednak trudny temat, do jest mamą 3 Aniołków. Podziwiam ją i… Czytaj więcej »

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close