Jest miłość i pasja, są Orły i Złoto


Sport to ten rodzaj aktywności,  który towarzyszył mi praktycznie od zawsze. Począwszy od podwórkowych gier i zabaw, przez szkolne zajęcia i udziały w zawodach, po trenowanie lekkoatletyki, szermierki czy siatkówki.

I choć lubię różne dyscypliny sportowe, to jednak siatkówkę pokochałam najbardziej – nie bez przyczyny trenowałam ją przez 8 lat!

Z wielkim sentymentem wspominam treningi i pot spływający po tyłku ;-) różne turnieje, letnie i zimowe obozy – to chyba za nimi najbardziej mi tęskno(!) oraz trenera, który bawił, czasem złościł, ale przede wszystkim, stworzył wspaniałą drużynę i doprowadził nas do wielu sukcesów, za co bardzo Mu dziękuję!

Dziś, z różnych względów nie uprawiam już siatkówki wyczynowo, ale moja miłość do niej nie zgasła, wręcz przeciwnie – uwielbiam ją jeszcze bardziej i z wielką pasją kibicuję naszym Orłom.

To właśnie Im chciałam dedykować tych kilka słów i z tego miejsca gorąco pogratulować złotego medalu! Jesteście wielcy i wspaniali – nie tylko za zdobyte Mistrzostwo Świata, ale za całokształt! Kocham Was i nigdy nie przestanę!

Myśląc o Was i Waszych licznych sukcesach, rozpiera mnie duma! I to nie byle jaka, bo porównywalna z tą, która towarzyszy mi od ponad trzech lat, kiedy mój syn zdobywa nowe umiejętności.

Dziękuję Wam za cudowne reprezentowanie naszego kraju i ogrom pozytywnych emocji jakich nam dostarczacie!

Mam nadzieję, że Wasze postacie, osiągnięcia oraz najświeższy i niewątpliwie, największy sukces, będą stanowić wielką motywację dla ówczesnej młodzieży, a także dla ich rodziców (Stop zwolnieniom z WF-u!)!

Po cichu liczę również na to, że mój mały Bąbel zarazi się miłością do siatkówki (póki co, dzielnie ze mną kibicuje) i w przyszłości będę trzymać kciuki, zarówno za Was, jak i Niego! ;-)

 

Z wyrazami wielkiego szacunku, pękająca z dumy – DZIĘKUJĘ Orły! <3

Fizinka i mały Jaś ;-)

Źródło zdjęcia: Piotr Drabik/CC BY

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Spotkanie B(L)OGiń w Warszawie


Cóż to był za ostatni tydzień. Szaleństwo, a wręcz mania kibicowania polskiej drużynie siatkarskiej tak mną zawładnęła, że nawet mój mąż mnie nie poznawał. Emocje, emocje i łzy radości kierowały mną jak chciały. To chyba wina tych ciążowych hormonów.

Przez tę całą atmosferę zapomniałam Wam napisać choć kilka słów, jak nieco ponad tydzień temu (13.09.2014) spotkałam niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju B(L)OGinie w Warszawie.

PLAKAT-BLOGINIE-2014

Spotkanie odbyło się w atelier sklepu Mr. Gugu & Ms. Go, którego nie można pominąć będąc w centrum Warszawy. Sprawczyniami były dwie świetne dziewczyny: Ela i Magda z Mamamoja.pl, które dbały o każdą z nas i sprawiły, że czułyśmy się jak prawdziwe boginie. Dopieszczały także nasze podniebienia przepysznym tortem śmietanowo-truskawowym  z Torty Online, oraz rurkami nadziewanymi bitą śmietaną- prosto z Rondo Wiatraczna.

 

074

098

O naszego dobre samopoczucie zadbała w pierwszej kolejności Marta z Manufaktury Rozwoju zadając nam pytanie: Kim jesteś, kiedy nie jesteś mamą? – niby banalne pytanie, ale nie było tak łatwo na nie odpowiedzieć. Spróbujcie sami, ciekawa jestem waszych odpowiedzi.

052

W dalszej kolejności pokaz Vipery Cosmetics, a także cenne rady dotyczące szybkiego make up’u na nowo rozbudziły we mnie poczucie, że można czuć się pięknie w swej skórze nie dość, że naczynkowej, to i z przebarwieniami.

089

Natomiast Ania  z Fajnych Ogrodów  pokazała jak zatroszczyć się o nasz ogród – mając nawet niewielki kawałek parapetu można zdziałać zielone cuda. Zachorowałam na taką zieleń w słoiku – wkrótce stanie w pokoju Marcina.

080

Spotkanie dla mam nie mogło się odbyć bez ukazania, że w każdym maluchu jest mały naukowiec, którego wydobyć na pewno potrafią Sylwia i Magda z Mały Geniusz.

051

Ponadto Misia z Kizi Mizi – to jest dopiero chodząca kobieta superwoman; szyje, jest specjalistką od fb – można rzec, że chodząca encyklopedia :) i nie sposób wyliczyć jej innych umiejętności.

Całe spotkanie udokumentowała świetna dziewczyna – Dorota z DDF Studio – talent to ona ma, zresztą sami zobaczcie.

Jak widzicie spotkanie było wypełnione po brzegi ciekawymi tematami, ale mimo to był czas na typowe pogaduchy przy szampanie (a w moim wypadku mineralnej). Poznałam wiele fajnych mam, w tym Mirkę z FarmaŻony, która jest matką trójki dziewczynek i duszą artysty, więc nie trudno było nam znaleźć wspólny język.

Do domu wróciłam obładowana rozmaitymi prezentami od Sponsorów, a w tym z Cebuszką. Przyznam szczerze, że ta poducha jest wręcz niezbędna w ciąży. Po prostu zaczarowała moje noce – wreszcie mogę wygodnie spać.

Ela i Magda z Mamamoja.pl wielkie dzięki Wam za waszą pracę w przygotowaniu całości. Dziewczyny jesteście wielkie! Dziękuję za możliwość spotkania B(L)OGiń.

021

178

spotkanie

036Zdjęcia: DDF Studio

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Też Cię kocham hihi
    Mam nadzieję, że jeszcze nie raz będziemy miały okazję pogadać.
    Było bardzo miło szczególnie dzięki Tobie.

  2. Marta Iwanowska - Polkowska

    To zobaczenia przy okazji kolejnych spotkań :-)

  3. Kochana, i ja ciebie kocham :p
    Koniecznie musimy się spotkać jeszcze raz!

    1. koniecznie :*

  4. B(L)OGinie zbliżają :)))
    Dziękujemy za fajny wpis, a przede wszystkim za to, że byłaś :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Oznaczenie CE czyli o szkodliwych produktach – bransoletki z gumek recepturek


Na rynku pojawiają się produkty, które mogą być niebezpieczne dla naszego zdrowia. Potwierdza to najnowsza plaga szkodliwych gumek recepturek do robienia bransoletek, będących podrobioną wersją Rainbow Loom. Gumki te zawierają podwyższoną ilość ftalanów, które mogą powodować problemy skórne, przedwczesne dojrzewanie, co w konsekwencji może doprowadzić do bezpłodności. Jak się chronić przed podróbkami? Czym jest oznaczenie CE?

Czym jest oznaczenie CE?

Oznaczenie to jest niczym innym jak deklaracją producentów, że wprowadzany na rynek produkt spełnia wymagania (określone najczęściej w rozporządzeniach wydawanych na podstawie ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. o systemie oceny zgodności (Dz. U z 2010 r., Nr 138, poz. 935 z późn. zm.) – wprowadzających do polskiego prawa tzw. dyrektywy nowego podejścia). Dyrektywy te dotyczą bezpieczeństwa użytkowania, ochrony zdrowia i środowiska, określają zagrożenia, które producent powinien wykryć i wyeliminować. Aby móc oznakować swój produkt producent musi dokonać analizy, podjąć działania, które umożliwiają spełnienie dyrektyw, następnie produkt zostaje poddany ocenie. Takie oznaczenie powinno znaleźć się na grupach produktów takich jak:

  • Wyroby medyczne osadzane aktywnie
  • Urządzenia spalające paliwa gazowe
  • Urządzenia kolei linowych przeznaczone do przewozu osób
  • Eko-projektowanie produktów związanych z energią
  • Kompatybilność elektromagnetyczna
  • Urządzenia i systemy ochronne przeznaczone do użytku w miejscach zagrożonych wybuchem
  • Materiały wybuchowe do użytku cywilnego
  • Kotły wodne
  • Chłodziarki domowe i zamrażarki
  • Urządzenia medyczne do diagnostyki in vitro
  • Windy / dźwigi
  • Urządzenia “niskiego napięcia” / sprzęt elektryczny
  • Maszyny
  • Przyrządy pomiarowe
  • Urządzenia medyczne
  • Urządzenia emitujące hałas do środowiska
  • Wagi nieautomatyczne
  • Środki ochrony osobistej / indywidualnej
  • Urządzenia ciśnieniowe
  • Urządzenia gazowe
  • Pirotechnika
  • Radiowe urządzania telekomunikacyjne
  • Łodzie rekreacyjne
  • Proste zbiorniki ciśnieniowe
  • Zabawki dla dzieci do lat 14

Produkty z wyżej wymienionych grup muszą zostać oznakowane znakiem CE, a za odstępstwa od niego przewidziano konsekwencje karne.

Jak odróżnić oryginalny znak CE od podróbki?

Forma i wielkość znaku jest ściśle określona i zastrzeżona. Znak zawsze musi zachowywać określone proporcje. Jeśli dyrektywa nie określa inaczej, naniesione na wyrób lub opakowanie, oznakowanie CE musi mieć co najmniej 5 mm wysokości.

Odległość między symbolami („C” i E”) wyznacza wewnętrzna krawędź okręgu będącego przedłużeniem pierwszego znaku – mówiąc prościej, gdyby z literki „C” zrobić „O” to kolejny znak, czyli E nałożyłby się na okrąg. Następnie poprzeczna belka litery E jest wyraźnie krótsza od zarysu litery. W „chińskim” oznaczeniu odległość między znakami jest niewielka, często belka w literze E jest w równej linii z górna i dolną. *

ce

Kupując produkty, zwłaszcza te dla dzieci musimy zwracać uwagę na oznaczenie CE. Mimo że producentom czy importerom wprowadzającym produkty z fałszywym oznaczeniem lub niespełniające norm unijnych grozi grzywna, to bardzo często można spotkać się z takimi „podróbkami”. Naszym zadaniem jest skrupulatne sprawdzanie, co trafia do rąk naszych dzieci, by cyklicznie nie powtarzały się nowe afery z udziałem  produktów dla nich przeznaczonych. Pamiętajmy też jakie grupy produktów powinny być oznaczone znakiem CE, by bezpodstawnie nie żądać od producentów zapewnień o bezpieczeństwie (zwłaszcza w stosunku do produktów nie przeznaczonych dla dzieci lub użytych niezgodnie z przeznaczeniem) jak w przypadku firanek makaronów.

 www.oznakowanie-ce.pl

Źródło grafiki: http://edgp.gazetaprawna.pl/

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

    1. (nie)Magda(lena)

      Na aukcji niestety nie ma informacji, że posiadają certyfikat CE, warto zapytać o to sprzedawcę (najlepiej prosząc o zdjęcie produktu z widocznym oznaczeniem)

  1. Mateusz błachut

    czyli jak kupie gumki do robienia branzoletek itp gdzie mają znak CE to moge kupic i nie beda rakotwórcze tak?.

    1. (nie)Magda(lena)

      Producent nanosząc oznakowanie CE deklaruje, iż wyrób, który wprowadza do obrotu lub oddaje do użytku jest zgodny z zasadniczymi wymaganiami dyrektyw, które go dotyczą (po wcześniejszym udowodnieniu, iż spełnia on zasadnicze wymagania tych dyrektyw, czyli po przeprowadzeniu i uzyskaniu pozytywnego wyniku procedury oceny zgodności oraz po wystawieniu deklaracji zgodności). Dyrektywy te dotyczą bezpieczeństwa użytkowania, ochrony zdrowia i środowiska, określają zagrożenia, które producent powinien wykryć i wyeliminować (tu dyrektywy w sprawie bezpieczeństwa zabawek: http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=OJ:L:2009:170:0001:0037:PL:PDF)

      Producent umieszczając te oznakowanie na produkcie oświadcza, że jest on między innymi bezpieczny dla zdrowia.

  2. Mateusz Błachut

    Czyli jak na opakowaniach gumek do robienia branzoletek itp to jak maja znak ce to moge kupic i nie beda rakotwórcze?

  3. Paulina Funtowicz

    Mam pytanie. Kupiłam ostatnio gumki i mam pytanie czy są bezpieczne dla zdrowia i czy posiadaja odpowiednie prawdziwe certyfikaty,

    1. Paulina Funtowicz

      C:\Documents and Settings\Admin\Pulpit\gumki.jpg
      C:\Documents and Settings\Admin\Pulpit\gumki (1).jpg
      to te gumki

  4. Do jakiego lekarza się udać

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Komputerowiczka


– Bodzianga! Bodzianga! Bodzianga!!! – krzyczała dwuletnia Duśka pokazując na komputer.
– Bajkę ci włączyć?
– Bodzianga!
– Piosenki?
– Bodzianga!
– Nie wiem co ty chcesz, co to jest bodzianga?!
– Bodzianga!!!!

W końcu załapałam – bocianka!!! Dzień wcześniej podglądałyśmy małe bocianki w gnieździe – przypomniało jej się i znowu chce. Włączyłam, godzina spokoju to cenna rzecz ;) Dla mnie wtedy było to niesamowite, zresztą nadal mnie to dziwi, jak dwuletnie dziecko mogło gapić się godzinę na gniazdo, w którym tak naprawdę niewiele się dzieje? Teraz myślę, że to nie o bocianki chodziło, tylko chciała mi komputer zabrać ;)

Duśka zawsze lubiła przychodzić do mnie na kolana jak pracowałam. Czasem dzieliłam ekran na pół i na jednej połowie ja pracowałam na drugiej ona oglądała coś na YT, nierzadko była to „Carmen”. Później ja stałam się posiadaczką laptopa a ona odziedziczyła mój stary komputer.

Gdy zaczęła namiętnie oglądać bajki na YouTube nauczyła się sama klikać, bo ma leniwą mamusię, której nie chciało się co pięć minut podchodzić do dziecka żeby włączyć nową bajkę. Później zaczęłam tworzyć dla niej playlisty, obu nam było tak wygodniej. Przy okazji zauważyłam, że nie wszystkie bajki są tak dobre dla dzieci, jakby się na pierwszy rzut oka wydawało. Wychwalany przez wszystkich „Klub Myszki Miki” wyzwalał w moim dziecku pokłady nerwowości, podobnie kucyki Pony. Za to stary dobry Miś Uszatek był lekiem na całe zło.

– Maaamooooo zobacz co mi się stałooooooo!

W moim lesie cywilizowany internet nie działa, jestem skazana na neozdradę, a ta wiadomo jaka jest – zdradliwa :P No i kiedyś się zacięła i YouTube wywalił błąd. Na to jest prosta rada, wystarczy odświeżyć, tylko trzeba umieć ;) Nie wiem czym byłam zajęta, ale absolutnie nie mogłam jej pomóc.

– Odśwież sobie to będzie dobrze – poradziłam.
– Jak?
– Tę zakręconą strzałkę naciśnij.

Nie znalazła niestety, nigdy nie używała, mogła nie umieć. Ale ja nadal nie mogłam podejść do niej.

– Naciśnij razem kontrol i literkę R

Ile ona miała wtedy? Ze trzy lata chyba. Może trzy i pół. Wysunęła klawiaturę, poprzyglądała się z mądrą miną:

– A gdzie ja tu mam kontrol?
– Na dole z lewej  strony

Popatrzyła, pokombinowała, znalazła,  nacisnęła R, zadziałało, Uffff. Nigdy więcej mnie nie wołała bo YT się zaciął.

– Mamo jak się kopiuje to najpierw control ce czy fał?
– Ce
– A kontrol iks to po co?
– Żeby wyciąć.

Nie wiem czy to pamięta, ale udaje, że tak ;) Nie wiem też, po co jej to bo nic nie kopiuje i nie wycina. Może lubi wiedzieć.

– Mamo a dlaczego ja mam tylko jednego Linuxa jak ty masz dwa?
– Ty też masz dwa, Mint i Sparky
– Sparky? Tak jak tatuś? Hurrraaaaa!

Nie wiem z czego się tak ucieszyła, bo w ogóle nie korzysta ze Sparky tylko z Minta, ale widać liczy się ilość. Tak na marginesie – Linux jest dziecinnie prosty ;)

Pierwszą grą jaką jej zainstalowałam był TuxPaint. Sympatyczne stempelki dla dzieci, bardzo intuicyjny interfejs, naprawdę „nawet dziecko daje radę”. Teraz ma jeszcze kilka innych prostych gierek dla dzieci, jak ma ochotę to sobie włącza. Nie są to strzelanki tylko gry typu puzzle, znajdź literkę, albo dopasuj dźwięk do obrazka. Przyjemne z pożytecznym.

Ostatnio polubiła stare dobre Mario. Chciała pograć u mnie, ale mnie komputer był potrzebny, u siebie nie chciała, bo słabo chodzi. To jej poradziłam, żeby poprosiła tatusia, żeby zainstalował u siebie.

Tatuś jak to tatuś, miauknął, że nie umie. Pewnie nie kłamał. Ja byłam zajęta i wcale nie miałam ochoty odchodzić od komputera, niecierpliwie warknęłam:

– No bez przesady, co za problem wpisać w terminal: sudo apt-get install smc?
– No właśnie tato, wpisz sudo apt-get install smc.

Chwila ciszy…

– Ja bym tego nie powtórzył…

Przesiąkło mi dziecko :D

(jeżeli w tym momencie dostaliście drgawek na myśl o terminalu, to zapewniam, że są i inne sposoby instalowania, choćby dwuklik znany z „jedynego słusznego systemu”)

Po co ja ją tego uczę?

Po pierwsze, ja używam komputera dużo i do różnych celów, nie tylko rozrywkowych. Przygląda się i też chce, w końcu dzieci uwielbiają naśladować rodziców, prawda?

– Mamo będziemy robić pokaz?
– Będziemy, tylko trzeba dźwięki na filmiku poprawić, bo straszny szum.

Ot, takie nasze rozmowy nad komputerem.

Po drugie, czy mi się to podoba czy nie, w dzisiejszych czasach kto nie będzie umiał obsłużyć komputera ten zginie. Czy nie za wcześnie zaczynamy? Nie sądzę, dzieci przyswajają wiedzę łatwiej i szybciej. Nierzadko po raz pierwszy spotykają się z komputerem już w przedszkolu. A że Duśka do przedszkola poszła późno to spotkała się z komputerem w domu ;)

Po trzecie, nie myślcie sobie, że to jest mój sposób na święty spokój. Wcale nie spędza przed komputerem dużo czasu, bo taka samotna zabawa ją nudzi, woli siedzieć przy mnie i dopytywać co robię. A jeśli widzę, że za długo gra i robi się nerwowa (tak tak, komputer nie działa dobrze na system nerwowy, nie tylko dzieci, dorosłych też) to każę wyłączyć. Ale to się rzadko zdarza, generalnie moje dziecko woli się bawić.

– Mamo, włączyłam komputer.

Nie jest to takie proste, bo konfiguracja w Biosie jest zła a mnie się nie chce naprawiać, więc za każdym razem trzeba w odpowiednim momencie wcisnąć F1 a potem Spację.

– Mój ty mały komputerowcu – westchnęłam.

– Mamo nie! Komputerowiec to chłopiec. Ja jestem Komputerowiczka!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Jerema Wiśniowiecki

    Chyle czoła nad mądrością mamy….

    1. Poczułam się dowartościowana ;)

  2. Agnieszka Siedlecka

    Myślałam że w miarę sobie radzę z komputerem Ale z Twoją córką to bym chyba przegrała w przedbiegach 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku