Głowa boli od zmian, czyli nowa reforma edukacji

Głowa boli od zmian, czyli nowa reforma edukacji


Mirella

19 sierpnia 2016

To moje dziecko to chyba jest jakieś pechowe. Nie dość, że jej rocznik jako jedyny był zobligowany ustawą do rozpoczęcia nauki w wieku sześciu lat, to jeszcze teraz wychodzi na to, że jako ostatni w czwartej klasie dostanie nowego wychowawcę. Najnowsza reforma edukacji jeszcze się porządnie nie rozgościła, a już mi wychodzi bokiem. Ile tego jeszcze będzie?

Mamy drugą połowę sierpnia, a ja nadal nie wiem, do jakiej klasy trafi moje dziecko, ile dzieci w tej klasie będzie, innymi słowy – połączą dwie klasy czy nie? Jedno co wiem na pewno, to kto będzie wychowawcą, dobre i tyle. Chociaż powinnam odpukać, do 1 września jeszcze prawie dwa tygodnie.

Nowa reforma edukacji wraz z nową podstawą programową (tak swoją drogą to ta podstawa w ogóle jest?!) zakłada powrót ośmioletnich szkół podstawowych, czteroletnich liceów, pięcioletnich techników i dwustopniowych szkół branżowych. Czyli prawie tak, jak było kiedyś. Prawie, bo nauczanie początkowe ma trwać cztery lata, a nie trzy, jak teraz. Niby fajnie, ale… Akurat ta zmiana najbardziej przydałaby się tym uczniom, którzy naukę rozpoczęli w wieku sześciu lat, ale niestety, ich ten przywilej ominie. Nowego nauczyciela, a raczej nauczycieli dostaną już w wieku dziesięciu lat, podczas gdy ich młodsi koledzy na tę zmianę będą czekać do dwunastego roku życia. Wydaje Wam się, że to drobiazg? Okaże się za dwa lata. Ja też miałam pecha, w ośmioletniej podstawówce miałam aż ośmiu wychowawców. Nie wspominam tej szkoły dobrze. Dziś już wiadomo, że Duśka będzie miała minimum trzech, bo już w drugiej klasie przyjdzie nowa pani. A to dopiero druga klasa, kto wie, co się do ósmej wydarzy?

Sześciolatki zostają w przedszkolach/zerówkach. O tym już pisałam i nie będę się powtarzać.

Jak wynika z powyższego, gimnazja idą do likwidacji. I powiem Wam, że się cieszę. Tak, ta zmiana faktycznie mnie raduje. Przedłużona podstawówka to przedłużone dzieciństwo. I nie chodzi mi tu o zabawę lalkami czy Lego, ale o samoświadomość. Zmiana szkoły w burzliwym okresie dojrzewania i przekonanie dzieciaków (bo sorry, ale trzynastolatki to nie młodzież), że są dorośli, do niczego dobrego nie doprowadziła. Świetnie pamiętam, jak w siódmej klasie wkurzało mnie siedzenie w podstawówce i jak bardzo chciałam się z niej wyrwać. I powiem Wam, po latach cieszę się, że nie było mi to dane. Pójście do liceum i krok w dorosłość odbyły się wtedy, gdy naprawdę byłam na to gotowa, a nie gdy wydawało mi się, że jestem. Jeśli dobrze rozumiem kompletnie niespójne informacje, jakich pełno w internecie, w tym roku odbył się ostatni nabór do gimnazjów.

Likwidacja sprawdzianu dla szóstoklasistów niejako wynika z likwidacji gimnazjów, tyle że będzie wprowadzona wcześniej. Ostatni taki sprawdzian już za nami, nowego nie będzie. I płakać po nim nie zamierzam. W moim pojęciu o wiele bardziej obiektywne były egzaminy do szkół średnich i na studia niż jakieś konkursy świadectw czy tego rodzaju sprawdziany. A dla byłych szóstoklasistów i tak nie miał znaczenia, bo przy wyborze gimnazjów obowiązywała rejonizacja, tylko naprawdę dobrzy mogli się starać o przyjęcie do szkoły spoza rejonu. A i tak nie zawsze się udawało.

Maturzyści dostaną do ręki nową broń. Jeśli uznają, że ich praca została źle oceniona, mogą odwołać się od wyniku matury do niezależnej komisji odwoławczej. Biorąc pod uwagę głośną sprawę maturzystki sprzed kilku lat, która swoich praw dochodziła w sądzie, zmiana wydaje się potrzebna i całkiem do rzeczy. Mało tego, podczas wglądu do prac, będzie można je fotografować.

Na koniec coś na osłodę życia. Do sklepików szkolnych wrócą drożdżówki. Oprócz słodkich bułek z określoną zawartością cukru (chciałabym zobaczyć, jak to będzie mierzone, szczególnie w przypadku bułek z owocami) w sklepikach szkolnych będzie można kupić kanapki przygotowane z różnego rodzaju pieczywa, sałatki, surówki, oraz napoje zastępujące mleko. Hmm, brzmi intrygująco. Domyślam się, że zmiana powodowana jest nie tyle troską o to, by dzieci cukru nie jadły, ile by zaopatrywały się w szkolnych sklepikach, a nie mijanych po drodze spożywczakach lub, co gorzej, fast-foodach.  Przekonanie, że wystarczy usunąć drożdżówki ze sklepików, by automatycznie zniknęły z diety uczniów, było, delikatnie rzecz ujmując, naiwne.

Reformy reformami a życie życiem, kilka już za nami, kilka lub nawet kilkanaście przed nami. Tak naprawdę interesuje mnie to, co będzie w ciągu najbliższych dwóch-trzech lat. Później będą wybory i… no wtedy się okaże, co będzie dalej. Jednak nie mogę powiedzieć, żebym była szczęśliwa. Szkoła powinna być swego rodzaju ostoją dla uczniów, a tymczasem wychodzi na to, że to uczniowie są królikami doświadczalnymi w coraz częściej reformowanych szkołach.

Aha, całe to gadanie o etatach dla nauczycieli w związku z likwidacją gimnazjów jest dla mnie mocno niezrozumiałe. Gdzie by ci uczniowie nie trafili i tak ktoś ich będzie musiał uczyć. Na moje oko to raczej pracownicy administracyjni powinni się martwić, dla nich faktycznie może zabraknąć pracy. No i dyrektorów będzie jakby mniej… Ale to już nie mój problem.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Moja córka z grudnia 2009 pójdzie do szkoły ponadpodstawowe w wieku 13 lat! Gdyby chciała wybrać szkołę zawodową/branzowa, to nawet na praktyki będzie za młoda. Dzieci, które musiały iść do szkoły wcześniej, będą poszkodowane w wielu aspektach.

  2. Niech zgadnę – 2009? Moja córka też.

    1. No to nie jedyny rocznik, mój syn z 2008 roku i też bez wyboru szedł do szkoły w wieku 6 lat☺

    2. Z 2008 połowa szła obligatoryjnie, połowa miała wybór, w praktyce sporo zostawało w przedszkolach, rodzice załatwiali odroczenia, rok później było mniej różówo

    3. 2008 to chyba pierwsze półrocze miało obowiązek. A ja nie dość, że 2009, to grudniaczka. Nie chciało się dziecku przenosić do 2010, pośpieszyło się półtora tygodnia i jaka rewolucja w życiu.

    4. Mój syn z kwietnia i wyboru nie miał. Ale z biegiem czasu się cieszę bo poradził sobie świetnie . Teraz ma 8 lat i od września do 3 klasy idzie ?

    5. Mam to samo. Nienawidzę tych cyrkow!

  3. Nasza też z 2009 :-) przyznam, że już wolę zmiany nauczyciela w tej samej szkole niż gimnazjum. Sama trafiłam już na gimnazjum i mimo, że lubiłam tą szkołę tak patrząc jako matka teraz rwalabym włosy z głowy jakby moja córcia miała iść do owej szkoły..

  4. Taa zlikwiduja teraz gimnazja, a za 10 lat beda znowu kombinowac jak pomiescic dzieci w budynkach podstawówek bo znowu bedzie wyz….
    Juz nie mowie o tym ze nauczyciele z gimnazjow stracą pracę….

    1. Akurat z tym się nie zgadzam, więcej uczniów w podstawówkach i szkołach średnich to więcej etatów dla nauczycieli w tych szkołach.

    2. Zna Pani prawdziwa przyczne powstanie gimnazjow? Wzielo sie to z tego ze w szkolach podstawowych bylo za duzo dzieci, wiec czesc dzieci pdzeniesiono do gimnazjów zeby zrobic miejsca w budynkach dla dzieci….
      Teraz zlikwiduja gimnazja i problem za nie dlugo powroci, bo tamten wyz od kilku lat rodzi i bedzie dalej rodzil i znowu bedzie za duzo dzieci… bedzie to co dzieje sie teraz w przedszkolach i niektorych klasach pierwszych podstawówek

    3. U nas gimnazja powstały w budynkach dawnych podstawówek, problem wcale się nie rozwiązał, a wręcz powstał nowy, zniknęły wszystkie podstawówki z okolicy. Jak brakuje miejsca to się buduje nowe budynki, rozbudowuje stare, a nie zamiata problem pod dywan tworząc nowe struktury.

  5. U mnie obowiazkowa szkola jest od 6 lat ale dzieci posyla sie do szkoly od 3 (3 4 5 ) jest to przedszkole gdzie dzieci sa zmuszane do uczenia sie liter i números w wieku 5lat ” musza” juz plynnie czytac. Psycholg byl potrzebny dla dziecka i dla mnie!!!

    1. Tak. Szkola od 6 lat ale jest tylko przypomnienie literek wiec chcesz niechcesz musisz poslac dziecko od 3 lat zeby nauczylo sie czytac i pisac. Matki dumne jak pawie ze ich dziecko juz czyta w wieku 5. Dla mnie to byl koszmar i dla dziecka ogromny stres. Dodam jeszcze ze duzy procent dzieci nie koñczy szkoly (obowiazkowa do 16 )

  6. ja tam mojego puszczam 6 latka do 1 klasy, cieszę się że tego nie znieśli, do zerówki rejonowej w szkole na osiedlu w wieku 5 lat w tamtym roku gdzie była obowiązkowa się nie dostał, dostałam pismo że zapraszają do jakieś najgorszej szkoły na obrzeżach miasta, dziękuje bardzo buliłam przez rok za zerówkę w prywatnym przedszkolu i sama przez rok dziecko przygotowywałam do szkoły uczyłam czytać, pisać i liczyć bo w zerówce niby tego nie wymagają, nie możemy doczekać się już rozpoczęcia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Najmądrzejsza w całej wsi

Najmądrzejsza w całej wsi


Żaklina Kańczucka

18 sierpnia 2016

Piękna pogoda skłoniła mnie do dalszego spaceru z dziećmi do centrum miasta. Wyjątkowo zgodziłam się, by w ramach “dnia dobroci” wybrali sobie w sklepie po paczce chipsów. Tak, tych niezdrowych, ociekających tłuszczem chipsów. Szczerze mówiąc wolę, by raz na jakiś czas dostali to cudo ode mnie i bym wiedziała, ile tego zjedli, niż ciekawi zakazanego mieliby podjadać nie wiadomo co, częstowani cichaczem przez kolegów czy kuzynostwo.

Tak czy inaczej, zachowywali się dobrze, więc po załatwionych sprawunkach wybrali sobie po obiecanej paczce chipsów o smaku papryki i pizzy. Usiedliśmy na ławeczce w centrum, żeby nie jedli w biegu i prawie natychmiast rozbrzmiał nad moim uchem komentarz – “ja moim dzieciom nie pozwalam jeść takich świństw”. Podniosłam wzrok, przywitałam się grzecznie i zgodnie z prawdą wyjaśniłam, że ja zazwyczaj również nie, poza “wyjątkowymi dniami”.

To powinno zakończyć wszelkie dyskusje i pouczania dotyczące wychowywania / karmienia / pojenia dzieci. Tak się jednak nie stało. Ośmielona pani trzymając własne dziecko za rękę – nota bene, dzieciak łapczywie patrzył na chipsy moich dzieci – z naciskiem podkreśliła raz jeszcze, że ona nie truje swoich dzieci, jej mąż również im na to nie pozwala. I dalej mieliła ten sam temat, jakby nie zrozumiała mojego wcześniejszego komunikatu. Następnie odezwała się do mojego starszego syna – “ a colę też pijesz w domu?” No tego to jeszcze nie było! Bartek zaprzeczył, po czym dodał, że w domu nie ma coli. Na co troskliwa pani dodała – “a tatuś nie pozwala”? No szlag by to! Tatuś też nie pozwala! I na pewno nie szmugluje jej po pracy, w rękawie, do sekretnej lodówki schowanej w najciemniejszym kącie domu!

Najzwyczajniej w świecie miałam ochotę wepchnąć jej twarz w którąś z paczek tych chipsów! Od kiedy to osoby nieproszone, nieupoważnione mają prawo udzielać komukolwiek “dobrych” rad?! Ja sobie tego nie życzę, podobnie jak nie wnikam, czy rodzina którą mijam na spacerze jest wege, czy mięsożerna. Każdy odpowiada z osobna za zdrowie i dobro swoich najbliższych i na tym radziłabym się wszystkim nadgorliwym skupić.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Napewno nie mowie zrob sobie potem pogadamy bo nie wiadomo dlaczego taka osoba nie posiada dzieci …ale jezeli wiem ze ktos juz posiada to mowie zobaczymy jakie twoje dziecko bedzie jak bedzie w wieku moich..

  2. Mnie takie coś bardzo wkurza i zawsze mówię co myślę o wtrącaniu się w wychowanie … A że moje roczne dziecko czapki nigdy nie nosi to co chwilę słyszę dobre rady :D

    1. ja chyba jestem „zbyt grzeczna” bo nie mam ochoty na przepychanki, ale czasem cierpliwości brak…

  3. Mnie wkurzaja zlote rady w momencie gdy widze ze dziecko tej osoby zachowuje sie jeszcze gorzej niz moje

  4. „A colę też pijesz”? Ha ha ale mnie ten artykuł rozbawił
    A propo wtrynania się w cudze życie… przypomniała mi się sytuacja jak kiedyś mojemu synowi marzył się „kojbajn”. W czasie gdy mój jedynak przeżywał swoje pierwsze dni w przedszkolu poszliśmy z mężem do miasta w poszukiwaniu „kojbajnika”. Rozmawiamy głośno w rossmanie na dziale z zabawkami, w pewnym momencie wtrąca się kobieta (obca baba) i życzliwie doradza gdzie można znaleźć owy kombajn. Podziękowali, już wychodzą… ale NIE!!! Musiała dodać na odchodne „no ja nie wiem…. ja tak swoich dzieci nie rozpieszczałam. Niedobrze jest tak zaspokajać wszystkie zachcianki dzieci. Później rozpieszczone rosną” – coś w tym rodzaju. Nie wiedzieliśmy z mężem jak i czy w ogóle komentować takie zachowanie. Czyli nawet z zakupu zabawki trzeba się obcym babom spowiadać

    1. o rany…. i tak ni z gruchy, ni z pietruchy….

    2. Dokładnie. Dlatego byliśmy tak zszokowani ☺ Tak mnie zatkało że nic nie powiedziałam a baba odeszła. Później mój mąż pomyślał że dobrze taką zagiąć i powiedzieć np. „wie pani… moje dziecko leży na onkologii, proszę iść do niego i przekazac mu że się rozmysliłam i nie kupię mu kombajnika o którym tak marzy” Trochę brutal ale myślę że drugi raz by się babsko nie wpierniczało w czyjeś zakupy.

    3. Aneta brutal, jak nic, baba by chyba kalpy szybko nie podniosła z podłogi. Choć lepiej takiego hard argumentu nie podnosić.

  5. Ja tam dobre rady przyjmuję do wiadomości ale czy się do nich stosuje? To jest już inna kwestia.

  6. Bezczelna baba. Moge nie dawac ale jak ktos daje to jego sprawa. Moge sobie pomyslec ale bez przesady.

  7. Szczerze to juz dawno przestalam sie przejmowac glupimi radami. Duzo bardziej mnie wq jak mowie do dziecka ze np nie pojdzie na plac zabaw bo np jest za mokro a ktos mowi jak zrobisz cos tam to cie wezme na plac zabaw. I to przy mnie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Poszła baba do fryzjera… i wyszła z płaczem!

Poszła baba do fryzjera… i wyszła z płaczem!


Fizinka

17 sierpnia 2016

Szukam dobrego fryzjera, albo stylistę fryzur – zwał jak zwał. Bo mam już po dziurki w nosie tych pożal się Boże, fachowców co to się zatrzymali dawno w rozwoju. Zawodowym rzecz jasna.

No jak tak się zastanowię, to z przykrością stwierdzam, że odkąd pamiętam szukam dobrego fryzjera. Takiego, którego zawód jest nie tylko formą zarabiania pieniędzy, ale i pasją! Który zna się na włosach, najnowszych trendach i potrafi okiełznać wymagającą czuprynę oraz dopasować fryzurę do jej właściciela!

A tymczasem kolejny raz trafiam pod nożyce kogoś, kto minął się z powołaniem. Albo nauczył się strzyc w technikum, jakieś 20 lat temu i od tamtej pory tnie wszystkich tak samo, jak leci. Najlepiej od garnka, bo tak jest najprościej. A potem, w ten sam sposób uczy kolejne pokolenie, nadające się jedynie do programu „Ostre cięcie” – tak co by człowiek, który spać po nocy nie może, miał się z czego pośmiać. Serio! Oglądałam kilka tego odcinków i za każdym razem chichrałam się jak głupia, nie dowierzając jednocześnie, że takie rzeczy dzieją się naprawdę!

W zasadzie żałuję, że nigdy nie spisywałam sobie tych wszystkich salonów fryzjerskich, z których prawie wybiegałam z płaczem, bo dziś podzieliłabym się z Wami dosyć długą, czarną listą „specjalistów”, których lepiej jest omijać szerokim łukiem. W sumie, mogłybyśmy wymieniać się takimi listami, jak dawniej karteczkami na przerwach w szkole. Może oszczędziłoby to wielu złości i łez, nie tylko mojej skromnej osobie.

No i, dzięki temu moja brzydsza połówka nie miałaby powodów do podśmiewania się, kiedy wracam do domu na pełnej petardzie, w okularach przeciwsłonecznych i biegnąc od razu do łazienki rzucam tylko w jego stronę „nawet się nie odzywaj!”.

A prawda jest taka, że tu wcale nie ma nic do śmiechu, tylko do płaczu! Bo jak można obciąć komuś krzywo włosy, albo ciachnąć grzywkę na pół czoła, która miała być do brwi?! Albo jak można uciąć brwi, gdy skraca się grzywkę?! Tak, uciąć brwi! Urządziła mnie tak kiedyś jedna pindzia i do dziś żałuję, że zauważyłam to dopiero w domu. Nie raz, nie dwa byłam też oparzona prostownicą do włosów czy suszarką. Zdarzyło się również, że ktoś ciachnął mi nożyczkami ucho, niby przez przypadek, ale fakt jest faktem. Swoje palce zresztą też tną, ale to już mnie jakby nie obchodzi – nie moje paluchy, nie moja sprawa. Gorzej tylko jak ktoś nie ma w salonie plastra. Choć na szczęście jeszcze mi się to nie przytrafiło.

I tak, po raz kolejny gdy udało mi się nieco zapuścić włosy, udałam się do fryzjera z nadzieją, że okiełzna moją burzę włosów i tym samym odmieni nieco wygląd mojej facjaty. Okazuje się jednak, że to marzenie nie do osiągnięcia. Znowu zostałam źle ostrzyżona, zupełnie nie tak jak chciałam. Znowu mam niesymetryczną fryzurę, która na dodatek w ogóle nie chce się układać! Jestem więc zła, potwornie zła i mam ochotę opitolić się na łyso!

A może to nie jest głupi pomysł…. ?  

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Nie chcą się układać bo zostały świeżo ścięte?(Włos sam, w naturalny sposób po strzyżeniu się układa, trwa to zazwyczaj do 3 dni).Czy może geniusz-fryzjer używał nożyczek pod złym kątem, miał beznadziejne tępe nożyczki? Jeżeli tak to się nie dziwię i bardzo mi przykro że ma Pani takie doświadczenia.Ja uczyłam się tylko rok w Liceum zaocznym,ale moja mentorka była bardzo oddana swojej pracy – kocha ją. Wierzę że znajdzie Pani pasjonata fryzjera który miło Panią zaskoczy :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Dzieci są najcudowniejsze, gdy choć przez chwile są cicho. O sztuce słuchania

Dzieci są najcudowniejsze, gdy choć przez chwile są cicho. O sztuce słuchania


Basia Heppa-Chudy

16 sierpnia 2016

Drażni Cię, gdy osoba, do której mówisz, na Ciebie nie patrzy? A mogłaby, gdyby chciała. Uniemożliwia jej to telefon, komputer, albo inne niezbędne w tym momencie urządzenie lub zajęcie. A mnie jeszcze bardziej denerwuje, gdy obserwuję niektórych rodziców małych dzieci.

Zastanawiałam się, czy znów poruszać ten temat, bo wiele razy wspominałam o tym między wierszami. No bo ile razy można odkrywać Amerykę? Przecież to oczywiste, że dzieci potrzebują uwagi rodzica! Ile bym dała, żeby wszyscy o tym wiedzieli, nigdy nie zapominali i zawsze stosowali. Bez wyjątku, łącznie ze mną.
Każde dziecko, bez względu na to, w jakim jest wieku, należy traktować z szacunkiem. Podstawową oznaką szacunku jest uwaga, jaką obdarza się inną osobę.

Tymczasem… Podekscytowany głosik woła „Mamo, zobacz!”, a w odpowiedzi słyszy mruknięcie „Ta, mhm”. Cieniutki głos się nie poddaje „Ale popatrz…!!!”, a słowa te odpijają się echem po placu zabaw. Mama burknie „Już…, zaraz…, momencik…”. I nie wiadomo, czy nie zdążyła, czy zapomniała, czy głosik się poddał.

Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem. Nie zdarzyło Ci się słuchać swojego dziecka jednym uchem? Zamiast teraz oceniać, czas na refleksję i przypomnienie, które każdemu z nas się przyda:

Wystarczy oderwać wzrok, pochylić się w kierunku dziecka, kiwnąć delikatnie głową. Ono będzie czuło, że to, co mówi, dla rodzica też jest ważne, gdy zareagujemy odpowiednim tonem głosu i spojrzeniem. Będzie wiedziało, że jest słuchane.

Zawsze reagujmy. Obojętność tu i teraz może pozostawić po sobie ślad, którego w tym momencie nie dostrzeżemy. Natomiast ani się nie obejrzymy, a dziecko nie będzie chciało nam już nic opowiedzieć i niczym się z nami nie podzieli. Żeby nie było tak, że naprawdę je zauważymy dopiero wtedy, kiedy zacznie sprawiać problemy. Maluchy, które czują, że rodzice wysłuchują je z pełną uwagą, wyrosną na dzieci, które będą chętnie rozmawiały o swoich sprawach z rodzicami w przyszłości. Czego sobie i Wam życzę :)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku