O tym, jak telefon dostał wirtualnego kopa w zad


Telefon sobie kupiłam. Nowoczesny psia go mać. W zasadzie poza kawą potrafi zrobić wszystko. Jakby go dobrze rozgrzać to pewnie i jajko by usmażył.

Do robienia posiłków go nie używam, mam tradycyjne patelnie. Telefon miał mi ułatwić kontakt z internetem, gdziekolwiek bym się nie znajdowała. Z racji zdalnej pracy miał być po prostu kolejnym jej narzędziem. A jest czym? Smyczą jakąś cholerną. E-mail, cztery komunikatory, do tego tradycyjny telefon i wiadomości tekstowe. Efekt? Praktycznie co chwila dzwoni, pika, warczy, puka – zależy jaka aplikacja daje mi znać, że jestem jej niezbędna do szczęścia. A ja co? Jak grzecznie wytresowany piesek podskakuję na każdy dźwięk i pędzę zobaczyć, kto i co ode mnie chce.

Głupia jestem. W sumie nie. Głupia byłam, już nie jestem. Kiedy zorientowałam się, że zrywam się do telefonu w czasie rozmowy z mężem i dzieckiem, bo coś tam zapikało, powiedziałam: dość. Niech pika, niech puka, niech warczy i niech czeka. Jeśli nikt nie dzwoni, to widać nie jest to pilne. Jakby ktoś naprawdę czegoś potrzebował, to by zadzwonił, prawda? Sama tak robię, w istotnych sprawach dzwonię, w mniej ważnych zostawiam wiadomości na komunikatorach.

Telefoniczny odruch psa Pawłowa wziął się zapewne z czasów, gdy telefon (stacjonarny, bo innych nie było) służył tylko i wyłącznie do rozmawiania to raz, dwa – dzwonił stosunkowo rzadko, trzy – nigdy w błahych sprawach, cztery – nigdy nie było wiadomo kto i po co dzwoni, więc leciało się do telefonu na złamanie karku, bo może to połączenie międzymiastowe, albo międzynarodowe, na które czekało się wiele godzin. Teraz gdy przed odebraniem widzimy, kto dzwoni i w każdej chwili możemy oddzwonić, rzucanie się na telefon przy każdym dźwięku przestało być potrzebne. No, chyba że jest to telefon służbowy i właśnie dzwoni szef, to inna bajka.

Na pierwszym miejscu stawiam kontakt z rodziną. Jeśli mamy okazję we troje porozmawiać, pośmiać się, powygłupiać, czy zagrać w coś, to jest to święto, które należy celebrować. Mało mamy tych wspólnych chwili i żaden, nawet najbardziej wypasiony telefon, nie ma prawa nam ich odbierać. To ja rządzę nim, nie on mną i używam go, gdy mam ochotę, a nie gdy on chce być użyty. W końcu to tylko telefon. Nawet jeśli po drugiej stronie telefonu jest drugi człowiek to sorry bardzo drugi człowieku, mój mąż i moja córka mają pierwszeństwo. Dla nich po prostu mam czas. Dla Ciebie go znajduję. Nigdy odwrotnie.

PS.

Wracałam z Duśką ze szkoły. Szłyśmy jak zwykle lewą stroną drogi, bo chodnika nie ma. Zresztą ulica to bardziej deptak niż ulica. Prowadziłam rower. Z przeciwka szła duża grupa młodzieży licealnej. Niby coś do siebie mówili, ale każdy był wpatrzony w swój telefon i zawzięcie w niego stukał. Co chwila ktoś zaliczał zderzanie z moim rowerem. Reakcja? Praktycznie żadnej. Nieprzytomny wzrok, szybki rzut oka w prawo i w lewo, krok w bok i dalej abarot to samo.

Sto lat temu Albercik powiedział: „Obawiam się dnia, kiedy technologia weźmie górę nad stosunkami międzyludzkimi. Świat będzie miał pokolenie idiotów.” Słowo stało się ciałem, psia go mać.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Fakt , ja od długiego czasu mam wyłączone dźwięki wszelkich aplikacji , jak jest dźwięk to tylko sms , lub dzwonek . Na sms się nie zrywam , ale na dzwonek już bardziej.

  2. To ja dodam, jak wyglądają przerwy w szkole – gimnazjaliści wychodzą szczęśliwi z lekcji (na których nie używają telefonów), że wreszcie mogą do nich zajrzeć. I tak mija cała przerwa. W tym czasie często zero komunikacji między dzieciakami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Od “zwykłego”kaszlu do zapalenia płuc w weekend


Wiecie jak to jest. Zazwyczaj nie docenia się zdrowia, dopóki nie zaczyna się chorować. Nowy rok zaczął się dla nas beznadziejnie. Kolejno zaliczyliśmy dwukrotnie grypę jelitową u chłopaków, szpital męża, podejrzenie nowotworu oka u najmłodszego syna. Teraz wcale nie jest lepiej i szczerze ucieszyłam się, że styczeń za nami i być może luty przyniesie nam coś dobrego.

W ubiegły piątek byłam z Aleksandrem z powodu gorączki, brzydkiego kaszlu, “charczenia”, które przypominało takie z krtani na opiece nocnej. Pogorszyło mu się po 19.00, wcześniej nie wzbudzał moich podejrzeń i planowo miałam iść do pediatry w poniedziałek. Lekarz zbadał małego i stwierdził, że dziecko jest zdrowe, a tak kaszleć może i miesiąc. Przepisał Diphergan i wapno. Wróciliśmy do domu z (oficjalnie) czystym osłuchowo dzieckiem.

Przez weekend było coraz gorzej. W poniedziałek dosłownie wpadliśmy do pediatry, bo mały źle wyglądał, a kaszel zwykłego kaszlu nie przypominał, tylko raczej dudnienie. Diagnoza? Zapalenie płuc, w obu płucach szmery, oczywiście przepisany antybiotyk, sterydy. Dano nam dwa – trzy dni na poprawę stanu zdrowia małego, a gdyby się nagle pogorszyło, to mam skierowanie na oddział.

Nadal leczymy się się w domu, choć nie jest kolorowo. Jeden syn z zapaleniem płuc, drugi oskrzeli, naprawdę można sobie chwilami w łeb strzelić. Gorączkujące przez 5 dób dziecko, w dodatku ciężko kaszlące, nawet w nocy nie daje chwili wytchnienia. Do tego, mimo probiotyku, doszła biegunka po antybiotyku i lekkie odwodnienie. To tak, żebym się nie nudziła. Dziś mija czwarta doba leczenia i dopiero teraz zauważam lekką poprawę. W poniedziałek mam kolejną wizytę u pediatry, żeby skontrolować postępy w zdrowieniu.

Nie sądziłam, że zapalenie płuc może rozwinąć się w takim ekspresowym tempie. Ale nic dziwnego, skoro wcześniejszy rotawirus skutecznie osłabił organizmy dzieci. A dla was mam wskazówki, które pozwolą odróżnić zapalenie płuc, od “zwykłego” kaszlu.

Warto wiedzieć, że u dzieci do 5. roku życia w 85% przypadków wirusy są bezpośrednią lub pośrednią przyczyną zapalenia płuc. Dochodzi do nagłego pogorszenia się stanu ogólnego dziecka. Pojawia się napadowy kaszel oraz gwałtownie narastająca duszność. Dziecko jest osłabione, blade, może pojawić się także zasinienie i dojść do bezdechów. W zależności od stanu dziecka, leczenie ma miejsce w domu lub szpitalu. W ramach leczenia wdraża się antybiotyki, ponieważ wirusy najczęściej torują drogę bakteriom i dochodzi do nadkażenia.

Bakteryjne zapalenie płuc może się różnić objawami od wirusowego. Pojawia się katar, niepokój i utrata apetytu. Bardzo szybko występuje przyspieszony oddech i duszność. Kaszel może być słaby, a zamiast gorączki występuje prawidłowa lub nawet obniżona temperatura. U młodszych dzieci mogą się zdarzać bóle i wzdęcia brzucha oraz wymioty.

U starszych dzieci pojawia się przyspieszony oddech, duszność, gorączka i kaszel – początkowo suchy, męczący, następnie mokry. Dziecko połyka wydzielinę, co prowokuje wymioty. Może również wystąpić rozlany ból brzucha, czasem silniejszy po stronie ogniska zapalnego w płucach.

Lekarz decyduje o sposobie i miejscu leczenia zapalenia płuc. Zazwyczaj trwa ono 10-14 dni.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Dużo zdrówka i siły życzę, my też styczeń zaczęliśmy z problemami zdrowotnymi :(

    1. I wzajemnie. To prawda, co mówią, że kto ma zdrowie, ten ma wszystko.

  2. 2 tygodnie się leczymy. Jak nie zapalenie oskrzeli to wirus to znowu temperatura pod 39 i ten kaszel brak mi już sił…

  3. Ha. Znam ten bol. Moja corka miala lekki kaszelwk razzwymiotowala flegma. Zero goraczki zero cego kolwiek. Apetyt jak nigdy. Poszlam do lekarza z glupot bo byl kaszel a ja mam angine. Zalezalo ki na badaniu zeby osluchac dziecko. Bylam w szoku jak lekarz stwierdzil zapalenie oskrzeli….Nie mowiac ze dziecko zywe wesole. Takze masakra z tymi wirusami. A mowia ze czekac przy katarze..ja juz nigdy nie bede czekac. .

  4. u nas zapalenie płuc 3 latki, trwa 14 dni na antybiotyku, i nie było typowych objawów jakiś straszny kaszel, nawet grączki wysokiej nie było 37,5 , tak więc ja nauczona pierwszym dzieckiem nawet z katarem chodzę do lekarza bo niby nic a jednak coś

  5. No właśnie też walczymy. Rumpel kaszle na maxa… Dlatego wszystkim tutaj życzę zdrowych dzieci, bo chory dzieć to gorsze niż chory mąż

  6. u nas podobnie. Kaszel utrzymywał się baardzo długo, chyba ponad 6 tyg. W końcu zdiagnozowano atypowe zapalenie płuc.SZOK. Synek oprócz kaszlu nie miał objawów. Lekarz mu zrobił usg i wyszło takie cudo. Antybiotyk 14 dni( bo to od bakterii) . po 14 dniach gorączka (masakra). Postawiliśmy bańki bo tylko to nam już pozostało i powiem szczerze że pomogło. Następnego dnia zero gorączki, dziecko tylko osłabione i zapocone:) Nie choruje już (odpukać) miesiąc….nie kaszle, nie gorączkuje

  7. 4 lata temu byłam z córką u lekarza który przepisał syropy bo nic nie wskazywało na coś więcej niż przeziębienie a za kilka dni wyladowalismy w szpitalu na bezobjawowe zapalenie płuc gdzie spędziliśmy 2 tyg. Zero kaszlu, zero gorączki, nic!

  8. No teraz wlansie lekarze zwracaja uwage zeby nie bagatelizowac. Piniewaz lekarz w osrodku byl do bani przenioslam sie prywatnie i dzieki bogu bo pewnie jakbym miala taka sytuacje jak teraz znow by olal sprawe a ja za tydz w szpitalu. Teraz jest ten wirus ze niby po dziecku nic nie widac a tu nagle oskrzela i pluca. Zycze Wam wszystkim zdroweczka oraz waszym pociechom. Oby szybko sie z tego wykaraskaly. My akurat mamy ferie jak rok remu ospa tak teraz oskrzela…

  9. My tak mieliśmy cały grudzień. W sobotę syn zaczął kaszleć w poniedziałek u lekarza już miał ostre zapalenie oskrzeli. Dużo zdrówka

  10. Moje wyszło właśnie że szpitala po zapaleniu płuc

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Mięso w diecie dziecka: Czy zmuszać dziecko do jedzenia mięsa? Kiedy je wprowadzać i jak podawać?


Wiele dzieci niechętnie sięga po mięso, przyprawiając przy tym swoich rodziców o niemały zawrót głowy. Powszechnie uważane jest bowiem, że zawarte w mięsie białko jest niezbędne w naszej diecie. Są jednak też tacy, którzy w niejedzeniu mięsa nie widzą problemu, wychodząc z założenia, że białko można czerpać z innych źródeł, np. roślin strączkowych. Jak jest naprawdę i czy zmuszać dzieci do jedzenia mięsa? 

Wyjaśnijmy sobie na początek pewną istotną kwestię…

Podczas trawienia białka następuje jego rozkład na aminokwasy. Ludzki organizm potrafi syntetyzować 12 aminokwasów, natomiast 10 musi być dostarczonych z zewnątrz, wraz z pożywieniem. Jednak większość produktów spożywczych nie zawiera pełnego kompletu tychże składników. Dla przykładu: w roślinach strączkowych jest za mało metioniny, w produktach zbożowych brakuje tryptofanu i lizyny, z kolei w mięsie występuje niedobór takich aminokwasów jak walina, metionina oraz tryptofan. Tak więc, aby otrzymać pełen zestaw przyswajalnego białka należy łączyć ze sobą różne produkty, w taki sposób by wzajemnie się uzupełniały.

Jak wybrać mięso, by było dobrej jakości?

Wybierane przez nas mięso powinno pochodzić z pewnych źródeł. Szczególnie dzieciom warto podawać produkty najwyższej jakości, pochodzące od zwierząt karmionych (jak najbardziej) naturalnie, jak np.  zagrodowy kurczak. Z kontrolowanej hodowli, nadzorowanej przez służby weterynaryjne oraz zootechniczne. Mięso takie pozbawione powinno być antybiotyków, hormonów i innych ulepszaczy smaku.

Kiedy wprowadzać mięso do diety dziecka?

Według najnowszych zaleceń i aktualnego schematu żywienia, dzieciom karmionym mlekiem modyfikowanym można wprowadzać mięso w 6 miesiącu życia. Z kolei dieta dzieci karmionych piersią powinna składać się wyłącznie z mleka mamy przez pierwszych 6 miesięcy życia. Dopiero po skończonym półroczu, wprowadza się nowe produkty, w tym mięso – w okolicach 7 miesiąca życia.

Jaki gatunek mięsa podawać dzieciom?

Zazwyczaj w pierwszej kolejności dzieci zaczynają poznawać smak mięsa chudego, tj. królika, indyka i kurczaka. Z czasem wprowadza się cielęcinę, jagnięcinę, wołowinę i ( sporadycznie) wieprzowinę.

Które mięso jest najzdrowsze?

Jednym z wartościowszych mięs jest drób, ponieważ zawiera wiele cennych dla zdrowia minerałów, takich jak: magnez, fosfor, potas, cynk i żelazo. Warto przy tym jednak wiedzieć, że najwięcej żelaza zawiera cielęcina, jagnięcina i wołowina. Drób, szczególnie indyk, zawiera również łatwo przyswajalne białko, witaminy z grupy B, w tym witaminę B12, mającej duże znaczenie w tworzeniu czerwonych krwinek.

Obróbka termiczna, czyli jak przyrządzać i podawać mięso dzieciom?

Mięso dla dzieci najlepiej gotować – na parze lub w wywarze warzywnym – dusić, bądź piec. Dobrze jest unikać smażenia, szczególnie w kiepskiej jakości tłuszczu. Warto również ograniczyć dodatek soli i gotowych mieszanek przypraw, a zastąpić je ziołami.

Mięso można dodawać do zup – od tego zwykle zaczynają swą mięsną przygodę niemowlęta. W późniejszym etapie można serwować różnego rodzaju kotlety, pulpety, gulasze i zapiekanki z dodatkiem warzyw, pełnoziarnistych makaronów czy ryżu. Propozycji podania mięsa jest całe mnóstwo, wystarczy dobry pomysł lub pożyczony przepis. Jeśli jedna forma nie przypadnie dziecku do gustu, warto spróbować innej, lub powrócić do niej jeszcze raz, za jakiś czas, ponieważ dzieci potrafią jednego dnia się czymś zajadać, innego gardzić.

Czy zmuszać dzieci do jedzenia mięsa?

W pewnym stopniu mięso można zastąpić warzywami strączkowymi, produktami mlecznymi, warzywami czy rybami. Lecz jak wspomniałam na samym początku, produkty białkowe muszą być różnego pochodzenia, by wzajemnie uzupełniały niedobory aminokwasów. Dlatego warto zachęcać dzieci do jedzenia mięsa (drobiu i chudego czerwonego, 2-3 razy w tygodniu), ale nie zmuszać – nic na siłę.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Moje dzieci uwielbiają mięso. Udka kurczaka, kotlety i mielone i z piersi, schabowe i z polędwiczki, sosik mięsny z szyneczki, szaszłyki, karczek pieczony, sosik z polędwiczek, mięso gotowane z rosołu itd

    1. Sama radość ☺️ U nas córcia chętnie sięga po mięso – woli to niż warzywa czy owoce! 😛 Ale syn, tak jak kiedyś pożerał kotlety mielone czy mięso z kurczaka, tak teraz namówić się go nie da 🤨

  2. Moje dzieci jedzą tylko mięso najmlodsza z kanapek wyjada tylko wedline parowka w rękę chleba nie je

    1. Moja córka co prawda wędlin nie chce, ale wszelkiego rodzaju kotlety bardzo chętnie 😊

  3. Moje to chodzący mięsożercy. Czasami mam wrażenie że w erze dinozaurów byli by na szczycie łańcucha pokarmowego ;)

  4. Mój syn uwielbia mięsko :-) i daje mu mięsko…. Schabowy w cieście to nr 1..królik, cielęcina, kurki, przepiorki własne.. Jeśli chodzi o wędline to sami robimy kiełbasę oraz szynkę, schab..

    1. No proszę, uwielbiam swojskie wyroby!

    2. Mój tata też ja przyznam, że nie zawsze chce jeść gdy widzę jak się robi hehehehe np. Kaszanke hehehe

  5. miesśko dawaj mieśko synek wszystko je Majeczka uwielbia ryby i warzywka na parze

  6. U nas tylko kotlety… z keczupem…

  7. Moje Gwiazdy są wszystkożerne i w każdej ilości ;) mięsko w każdej postaci, wędliny, kiełbaski itd :)

  8. Nasza miała cztery miesiące jak spróbowała wątróbki :p teraz zamiast czekolady wcina kiełbasę, smakusie itp :D

    1. “zamiast czekolady wcina kiełbasę” – to brzmi fajnie 🤣

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Za pracą, za chlebem, za rodziną? Oto dlaczego Polacy chcą emigrować


Decyzja o emigracji nigdy nie jest łatwa, szczególnie gdy mamy dzieci. Inny kraj to nie tylko inny język. To także odmienna kultura, obyczaje, panujące zasady i prawo. A jednak rokrocznie Polacy decydują się na podjęcie tego trudnego kroku. Dlaczego?

Względy ekonomiczne to najczęściej podawany powód wyjazdu do pracy na emigracji. I nie chodzi tu tylko o wysokość zarobków, ale o siłę nabywczą pieniądza w Polsce i w innych krajach. Nie jest tajemnicą, że są takie państwa, w których na podstawowe utrzymanie nie wydaje się więcej niż pół pensji, a comiesięczne oszczędności nie są konsekwencją wyrzeczeń. Dla porównania w Polsce często trzeba pracować na więcej niż jeden etat, by utrzymać rodzinę. Powszechnym zjawiskiem jest mobbing, umowy śmieciowe oraz brak perspektyw na awans.

Wyższy standard życia jest kolejnym powodem, dla którego Polacy opuszczają swoją ojczyznę. Jest to dość zrozumiałe: nikt nie chce „kisić” się z rodziną w kawalerce, za luksus traktując dwupokojowe mieszkanie. Tuż po otwarciu nowych rynków pracy, bardzo popularne były oferty pracy w Holandii, Norwegii, Anglii, Irlandii i Niemczech. Kraje te były postrzegane nie tylko jako wyżej rozwinięte, ale dające realne możliwości, których w Polsce brakowało. Czas pokazał, że wcale nie zmieniło się dużo. Holandia i Niemcy nadal są na szczycie listy kierunków migracji.

Wyższe standardy nauczania jako argument przemawiający za emigracją podają osoby posiadające dzieci. Nie jest tajemnicą, że do europejskich metod nauki ciągle nam daleko. I nie chodzi tylko o szkoły podstawowe i średnie, ale także o szkolnictwo wyższe. Zapewne są powody, dla których młodzi Polacy marzą o Oxfordzie, podczas gdy młodzi Anglicy nie tęsknią za naszymi Uniwersytetami.

Lepsza opieka zdrowotna i dostęp do niej to kolejny fakt przemawiający za emigracją. Dla pozostających w kraju rodaków, informacje o krótkim czasie oczekiwania na wizytę u specjalisty, szpitalach przypominających luksusowe hotele z doskonałym wyżywieniem, brzmią niemal jak bajki. Są jednak takie miejsca, gdzie pobyt w szpitalu można uznać za przyjemność. Dla porównania w Polsce mamy przepełnione szpitale, zmęczonych lekarzy i bardzo skromny koszyk świadczeń gwarantowanych.

Opieka socjalna to coś, o czym w skrytości ducha marzą wszystkie polskie rodziny. Podczas gdy nasze kobiety zastanawiają się, czy mogą sobie finansowo pozwolić na kolejne dziecko, kobiety w Europie Zachodniej po prostu je rodzą. Kraje, które borykają się z niskim przyrostem naturalnym, wręcz zachęcają kobiety do rodzenia dzieci, jednocześnie tworząc im godne do tego warunki. W Polsce kolejne dziecko jest nie tylko wielkim skarbem, ale często obciążeniem ekonomicznym. Comiesięczny zasiłek 500 + to ciągle tylko kropla w morzu potrzeb.

Łączenie rodzin to kolejny powód, dla którego w tym roku wyjadą z Polski tysiące Polaków. Najczęściej będą to kobiety z dziećmi, które dołączą do swoich mężów, dorosłe dzieci pojadą do rodziców, rodzice do dorosłych dzieci, Wyjeżdżamy też, aby połączyć się z przebywającymi na emigracji przyjaciółmi.

Perspektywy zawodowe niewątpliwie są wabikiem, na który łapie się wiele osób. Nie chodzi tylko o ciekawą pracę, ale także możliwości awansu, rozwoju, podnoszenia kwalifikacji, czy też to wszystko, co zazwyczaj określa się słowem „kariera”.

Obywatelstwo w dogodnym kraju jest marzeniem wielu Polaków, którzy decydują się na długotrwałą emigrację. Powodem jest nie tylko emerytura w „bogatym” kraju, ale także… chęć podróżowania. Obywatele wielu krajów mogą podróżować po całym świecie bez wiz. Praktyka pokazuje, że czasem łatwiej dostać obywatelstwo (na które przecież trzeba poczekać) niż na przykład wizę do Stanów Zjednoczonych.

Marzenia to może niekoniecznie racjonalny, ale wcale nie tak rzadki powód wyjazdów. Fascynacja obcą kulturą, językiem, obyczajami, kuchnią to wcale nie tak rzadkie powody wyjazdów do innych krajów. Tutaj nie liczą się względy ekonomiczne, dla własnej przyjemności można wyjechać także do krajów słabo rozwiniętych.

Miłość to nie banał, ale integralna część naszego życia. Pół biedy jeśli zakochamy się w Polce/Polaku, ale jeśli nie? W takiej sytuacji najczęściej małżonkowie mieszkają w kraju dającym lepsze perspektywy. Niestety często poza Polską.

A co nas zniechęca do wyjazdu z Polski? Najczęstszym „magnesem” jest pozostająca na miejscu rodzina, atrakcyjne stanowisko pracy i związane z nim zarobki oraz nieznajomość języka.

Wpis sponsorowany

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. w niemczech za mężem <3

  2. W Czechach, za mężem. A z perspektywy wielu lat widzę pełno superlatyw – lepsza opieka zdrowotna, rozumniejsze systemy, brak religijnych przymusów społecznych, no i większy szacunek dla praw kobiet. Tęsknię za morzem i za jedzeniem :)

    1. Jak tam jest jeśli chodzi o pracę, poziom życia? Bo zawsze myślałam, że jeśli emigracja to tam,kraj podobny a jednak chyba normalniej

    2. Racja – podobnie, tylko normalniej :) Bezrobocie jest niskie, ale dla obcokrajowców praca to tylko w Pradze albo w Ostravie. Poziom życia chyba podobny, tylko wszystkie sfery publiczne lepiej działają. I mnie też pasuje ateistyczna mentalność oraz “detale” takie jak badania prenatalne dla każdej kobiety, dofinansowane in vitro, aborcja bez pytań, urlop wychowawczy płatny nawet na 4 lata…

  3. Ja bym wyjechała za innym klimatem :)

  4. W Belgi, za mezem milosc od pierwszego spojrzenia i tak juz prawie 13 lat, szkoda tylko ze rodzina daleko

  5. Jestem w Irlandii już 8 lat, wyjechałam z chłopakiem, powodem wyjazdu było to żeby zmienić otoczenie chłopaka, był na terapii uzależnień od alkoholu i nie chcieliśmy żeby po terapii wrócił do starych znajomych, teraz już mój mąż nie pije 8 lat, to była najlepsza decyzja jaką podjęliśmy

  6. Mieszkałam do niedawna w Belgii. Troszkę czasu tam spędziłam bo blisko 9 lat. Wróciłam bo synek poszedł do przedszkola. Postawiliśmy dom więc własny kąt też jest. Głównym powodem do wyjazdu byl właśnie aspekt ekonomiczny. Mąż został jeszcze w Belgii ale niedługo też wraca

  7. 2.5 roku temu wróciliśmy już do Polski :) ale wcześniej ponad 5 lat w Irlandii. Wyjechałam za mężem, wtedy jeszcze chłopakiem :) ale czad było już wrócić do domu. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku