Zrób sobie swoje, albo kup pieska czy kotka, ale od mojego dziecka ręce precz!


Do przybasenowej kawiarni wchodzi kobieta z kilkumiesięcznym niemowlakiem w foteliku. Spotyka tam znajomą, która czeka, aż jej dziecko skończy lekcję pływania. Z rozmowy wynika, że dawno się nie widziały, bo z maluchem ma kontakt po raz pierwszy. Mimo to, nie pytając matki dziecka o zdanie, pakuje swoje (zapewne czyste?!) ręce do owego fotelika i bez skrępowania rozpina pasy, podnosi dziecko i je rozbiera. Później całuje, przytula i idzie przed siebie, zostawiając matkę w tyle, z taką miną, że ja już wiem, co czuje, myśli i co chciałaby powiedzieć swojej koleżance. Ale milczy.

Owa koleżanka bawi się słodkim dzidziusiem, daje mu do “podziamdziania” swoje palce, bo przecież swędzą go dziąsła, a na próby odebrania bobasa przez jego własną matkę w ogóle nie reaguje. Jeszcze ją opędza i poprawia, że maluszek wcale nie jest głodny, ani zmęczony i skąd w ogóle taki pomysł?!

Taak, zgadza się. Ona wie lepiej, ta obca baba, nie rodzicielka. Co nie?!

W pewnym towarzystwie siedzi mama z 1,5 rocznym dzieckiem na kolanach. Wszyscy się nim zachwycają bo takie grzeczne i ładne. Każdy chce dotknąć, ponosić, zabawić, nakarmić, utulić do snu… Przerzucają więc sobie dziecko z rąk do rąk i prześcigają w troskliwej opiece. Nikt nie zwraca uwagi na matkę, którą coraz bardziej zaczyna irytować fakt, że pewne osoby nieco się zapominają i traktują jej dziecko jak żywą maskotkę. Nie pozwalając jej przy tym na jakąkolwiek reakcję, bo przecież ona ma tę “maskotkę” na co dzień, więc teraz oni chcą się pobawić.

Nikt nie zwraca też uwagi na samo dziecko, które wcale nie chce, by ciocia Jola je teraz nosiła, dziadek Waldek na siłę usypiał, a ciocia Basia karmiła. Ono chce do mamy, co wyraźnie komunikuje, a mama chce do swojego bobasa, ale niee! Towarzystwo się na to nie zgadza, bo ono wie lepiej od mamy i dziecka, czego im teraz potrzeba, a czego nie.

Matka prawie kipi ze złości, dziecko jest zdezorientowane i bliskie płaczu. Ale kto by się nimi przejmował? Najważniejsze, że inni się dobrze bawią.

W pewnej restauracji siedzi tata z wtulonym w niego dwumiesięcznym dzieciątkiem. Maluszek beztrosko sobie śpi, a tata patrzy na niego z dumą i radością, ewidentnie ciesząc się tą chwilą. Nagle podchodzi do nich kobieta, kochana ciocia, i informuje szanownego tatę, że weźmie malucha na ręce. Tata protestuje, nie chce oddać swojego krasnala – niech sobie śpi, niech się przytula – ale ciocia w głębokim poważaniu ma to, co się do niej mówi i bez ceregieli “wyrywa” dziecko z objęć jego ojca. Tata zostaje zatem bez dziecka i bez słowa. Patrzy tylko na mnie smutnymi oczami, w duchu zapewne przeklinając całą tę ciocię i wszystkie inne podobne do niej osoby.

Przytoczyć mogłabym jeszcze wiele podobnych historii, bo dużo takich scen widziałam i sama niejednokrotnie ich doświadczyłam. Znam więc doskonale te wyrazy twarzy rodziców i uczucia, jakie im towarzyszą. Wiem, jak czasem człowiek ma ogromną ochotę wykrzyczeć, żeby wszyscy się odwalili i zostawili jego dziecko w spokoju, ale najczęściej milczy, bo brakuje mu odwagi, by powiedzieć co myśli, bo nie chce nikogo urazić, albo wyjść na wariata, co to dzieckiem się nie chce podzielić.

Zastanawiam się tylko skąd w ludziach taka silna potrzeba, by zabawiać nie swoje dzieci, zabierać je bez pytania rodzicom i na siłę wyręczać ich z obowiązku, mimo, że nikt o to nie prosi? To jakiś test, próba sił, złośliwość, o co Wam ludzie chodzi??

Dziecko to przecież nie jest zabawka, na dodatek wspólna – należąca do całego otoczenia – którą każdy może sobie wziąć kiedy chce i robić z nią co mu się podoba. Dziecko to żywa istota, która ma uczucia – tak jak każdy normalny dorosły –  i wcale nie musi godzić się na to, by ktoś obcy brał je na ręce, kolana, przytulał, całował i co tam jeszcze! Bo powiedz mi, tylko szczerze drogi człowieku, czy ty chciałbyś, żeby ktoś ciebie tak traktował? Czy chciałbyś, by ktoś cię zmuszał do siadania na kolanach pana Józia? Albo cmokania w usta ciocię Gienię? Założę się, że nie!

Dlaczego więc robisz to innym? Bo dzieci i ryby głosu nie mają? Albo raczej – dzieci i mamy głosu nie mają?!

Myślę, że zdrowiej dla wszystkich byłoby, gdybyś postarał się o swojego potomka, albo chociaż pieska czy kotka kupił, jeśli już tak bardzo potrzebujesz się kimś zajmować. I w imieniu wielu rodziców apeluję – od mojego dziecka ręce precz, jeśli któreś z nas sobie tego nie życzy!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Cicha książka. Prezent, w którym kreatywna zabawa łączy się z nauką


Czego to rodzice nie zrobią dla szczęścia swoich dzieci, prawda? Począwszy od drobnostek, na przykład kupna ulubionego jogurtu na śniadanie, skończywszy na rzeczach wielkich, których wymaga dobro dziecka. Dziś chcę wam powiedzieć o rzeczy, czy też sytuacji pomniejszej, ale bardzo ważnej dla dziecka.

Wiemy, że trzeba czytać dzieciom, bo czytanie książek jest bardzo ważne dla rozwoju małego człowieka. Ale książka to nie tylko papier i litery ułożone w słowa. Ja chcę przedstawić wam książkę, która z literami ma niewiele wspólnego, ale opowie wam takie historie, o jakich tylko zamarzycie.

Cicha książka jest pomysłem, który zostawia daleko w tyle inne kreatywne książki dla dzieci.  Dziewczyny z Idea Toys, które tworzą ciche książki, twierdzą, że są one wspaniałą inspiracją do wspólnej zabawy i dzieciaki z każdym otwarciem odkrywają ją na nowo.

Cicha książka została stworzona z myślą o kształtowaniu zdolności poznawczych, wprowadzeniu w świat kolorów, kształtów, wielkości, liczb i liter. Jej  twórczynie przedstawiają ją jako genialne ćwiczenie motoryki małej i ruchów precyzyjnych. A co ja na to?

A ja na to “Yes!, Yes!, Yes!”. Akurat taką książkę trzymam w ręku i stwierdzam, że to, co zostało powiedziane o niej w zapowiedzi, to zbyt mało, żeby określić wszystkie jej zalety. 

Cicha książka, na moje oko, ma gabaryty małej poduszki typu Jasiek i podobną grubość, a mój najstarszy syn zdołał już się na niej położyć :). Wygląda niesamowicie, w dodatku wykonana została z przyjemnych w dotyku tkanin, głównie z bawełny 100%, z filcu poliestrowego oraz wypełnienia silikonowego. Co ciekawe, można książkę prać i prasować, choć zbyt wysokie temperatury mogą być dla niej zabójcze.

Wielki format sprawia, że dziecko jest w stanie dowolnie manipulować elementami, a znajdziecie tu rzepy, zamki, obrotowe wskazówki, napy oraz sznurówki. Kolory są piękne, nasycone. Wykorzystane różnorodne elementy ćwiczą różne umiejętności dziecka. Ja zamówiłam dla najmłodszego synka książkę złożoną z 8 wybranych przeze mnie stron, a na nich znajdują się:

  • na pierwszej stronie otwierana szafa z ubraniami i sylwetka chłopca – oczywiście ubrania można dowolnie zmieniać, przyczepiać,
  • druga strona książki to pacynki, które poza tym, że można przekładać z miejsca na miejsce, posłużą również jako elementy domowego “paluszkowego” teatrzyku,
  • trzecia strona zawiera różne kształty, które dziecko ma na celu przyporządkować do konkretnego miejsca,
  • czwarta strona mieści trzy buciki – jeden do ćwiczenia zapinania rzepów, drugi zapinany na napy, a trzeci do nauki wiązania sznurówek,
  • piąta strona, czyli zegar z ruchomymi wskazówkami oraz z liczbami, które można dowolnie przyczepiać na wyznaczonych miejscach na tarczy,
  • szósta strona to sympatyczna mordka hipopotama z otwieraną paszczą, obok której mieści się kubeczek z wyjmowaną szczoteczką do nauki mycia zębów,
  • siódma strona, czyli buzia chłopca z odczepianymi elementami twarzy – uśmiechem, noskiem, oczkami, fryzurą, uszami,
  • ostatnia – ósma – strona to wieloryb z otwieraną na zamek buzią, która skrywa rybki. Rybki można dowolnie umieszczać pomiędzy falami.

Mogę wam powiedzieć, że pomysł na cichą książkę jest prosty, a wykonanie genialne.

Naszyte elementy angażują dotyk, wzrok, zachęcają do odnajdywania nowych rozwiązań, kreatywnego myślenia. To, że książka nie ma liter nie jest żadną przeszkodą – każdy maluch jest w stanie wymyślać takie historie, o jakich jeszcze świat nie słyszał.

Cicha książka przeszła moje najśmielsze oczekiwania pod kątem oryginalności i bogactwa elementów, które wspierają dziecięce umiejętności oraz ich wykonania. Jest szyta na maszynie i wszystkie jej elementy wykonano pieczołowicie. Książkę spersonalizowano – można wybrać inny kolor dla chłopca i dziewczynki. U mnie króluje połączenie granatu, białych kropek oraz szare tło. Miłym akcentem jest umieszczone na okładce książki naszywki z imieniem małego posiadacza.

Książka została pomyślana jako narzędzie edukacyjne oraz do zabawy dla młodszych dzieci, ale muszę przyznać, że gdy tylko otworzyłam paczkę, mój 7-letni syn od razu zrobił z niej użytek. Myślę, że wiek dzieci nie gra tu specjalnej roli, jak zawsze głównym wyznacznikiem jest wyobraźnia małego człowieka. Twórczynie książki  przestrzegają jednak, że dzieci poniżej 3 roku życia powinny korzystać z książki  wraz z rodzicami, ze względu na obecność odczepianych mniejszych elementów. 

Fakt, że Cicha książka kosztuje 240 zł, nie powinien was zniechęcać do jej zakupu. Ona jest w stanie zastąpić wam kilka innych zabawek edukacyjnych i książek, więc raczej potraktujcie ją jako jednorazową inwestycję w wielokierunkowy rozwój dziecka. To się zawsze opłaca. 

P.S. Moja rada przy okazji zbliżających się świąt. Jeśli zamarzy się wam taki upominek, poproście najbliższą rodzinę, żeby zamiast kupować kilka różnych zabawek, złożyła się razem z wami na taki prezent. 

Fot. Ż. Kańczucka

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Cicha książka jest absolutnie boska!

    1. i jest piękna :) a wiesz, że dla dziewczynek, jeśli mają taką ochotę, może być w różu?

  2. Szkoda, że moda na super kreatywne zabawki przyszła dopiero teraz, jak moje dziecko jest stanowczo za duże na takie rozrywki.

  3. Kiedyś już takie coś widziałam i baaardzo mi się podoba :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Nie mów głośno, czego pragniesz! Bo jeszcze się spełni…


Co lubią wszystkie lwice, tygrysice i inne domowe kotki? Oczywiście spełnione marzenia i wyczekiwane zmiany. Zacznijmy od tego, że zapragnęłam zmian w domu. Tzn., pragnęłam ich od dawna, ale moje syniątko przyspieszyło remont, wymazując całą ścianę w dużym pokoju ciemnym długopisem. Na hard, po całości, bez litości. Na jasnozielonej ścianie żaden bohomaz nie będzie wyglądał dobrze, więc zapadła decyzja – trudno, remontujemy!

No tośmy zaczęli remont. W niedzielę rano wyjechały meble z pokoju, podłogi zostały pokryte folią malarską i zaczęła się zabawa. Miało być prosto, ale sprawa się rypła. Ze ścian odeszła farba, trzeba było skrobać wszystko! Trzy dni ze szpachelką zmiękczyłyby największego twardziela. Ale mój chłop ambitny, dał radę. Później poszedł grunt, w miejsce dawnego przejścia do kuchni regips, gładź na ścianę i jej ścieranie, plus zakładanie kątowników przy oknie. O matko bosko, jaki przy tym syf!

Dalej, czas na sufit. My tu farbę, a on wziął i odpadł! A więc na nowo – skrobanie, gładź, ścieranie i malowanie. Kilka dni obsuwy w plecy, nic nie poradzisz. Mija tydzień, a przed nami było kilka dodatkowych dni orki na ugorze…

Tymczasem wypowiedziałam na głos życzenie – jak ja chciałabym odpocząć. No i masz, następnego dnia od rozpoczęcia remontu (i kilka następnych) leżałam w łóżku, z gorączką, zapaleniem zatok i gardła. Żeby było mało, z dziećmi na kupie w małym pokoju, bez TV i innych “czasoumilczy”, w siódmym miesiącu ciąży i podczas zwykłego trybu pracy. Wytrwałam tak PIĘĆ dni, w których o mało nie skisłam. W czwartkowy wieczór uśmiechnęłam się do męża, mówiąc – może jutro, przy okazji piątku, spokojnie odpocznę….

Tak, odpoczęłam – w nocy zaczęły się wymioty i biegunka, koncert naprzemienny, na który bilet ufundowały rotawirusy. Nie, nie było mi do śmiechu, raczej bardziej do płaczu, gdy nie wiedziałam, co nagli bardziej – żołądek czy jelita. Po raz pierwszy od roku, wzięłam wolne w pracy i zmieniłam się w ciężarne zoombie, do którego każdy bał się podejść.

Każdy, poza moim średnim synkiem, Wojem.

Akurat okupowałam WC, Woju słyszał jak się męczę i chciał mnie przytulić, nie otworzyłam mu, bo wiadomo… atmosfera i widoki, a on stoi pod drzwiami i mówi:

Mamo, otwórz, ja się twojej kupy nie boję …

słysząc to, starszy, Bartek odpowiada – nie idź tam, bo śmierdzi!

Na to Woju z wyrzutem  – ciszej, bo sąsiedzi usłyszą!!!

Kurtyna!

Dziś już wiem, że pewnych życzeń bezpieczniej jest na głos nie wypowiadać. Bo się spełnią :)

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Kiedy teściowa otworzy ode mnie przesyłkę, będzie….


Jak świat stary wszyscy wiedzą, że różnie bywa z teściowymi. Każda inna, z innym bagażem doświadczeń, ale moja jest wyjątkowa. Mogę się założyć, że nikt z was nie ma takiej teściowej jak ja, że nie ma takiej drugiej w Polsce. Dlaczego jestem tego pewna? Bo moja teściowa jest księdzem.

Została ordynowana na księdza w 2003 roku jako pierwsza kobieta w Kościele Ewangelicko-Reformowanym w Polsce, a obecnie jest pastorem w Czechach.  Poznałam ją przeszło 17 lat temu, byłam wtedy jeszcze młodą studentką, która skradła serce jej syna. Ja – dziewczyna ze wsi, on –  z miasta, pełen gentelmeńskiego zachowania. Jego Mama kobieta dystyngowana, elegancka, na pierwszy rzut nieco chłodna, ale otwarta. Dziś nie wyobrażam sobie wspanialszej teściowej, ciepłej, wspierającej, dodającej otuchy, ale także delikatnie popychającej na dobrą drogę do wzajemnego szacunku wobec siebie i miłości do siebie i bliźniego.

Dlatego chciałabym obdarzyć ją czymś wyjątkowym. Powoli zbliżają się święta i czas adwentu. Skoro dla dzieci przygotuję kalendarz adwentowy, to dla niej i mojej mamy, dwóch wspaniałych kobiet w moim życiu, także szykuję niespodziankę.

To będzie kalendarz adwentowy, inny niż wszystkie dotąd mi znane. Kiedyś obdarowałam bliskich odmianą herbacianą (tutaj możecie przeczytać jak zrobić go krok po kroku). Dzięki pomocy firmy Pharmaceris w tym roku będzie to kalendarz adwentowy z mini kosmetykami i próbkami kosmetyków. Na każdy dzień coś innego, by w tym czasie zabiegania choć na chwilę znalazły czas na odrobinę przyjemności dla siebie.

W tym roku adwent zaczyna się dopiero 3 grudnia, ale mając pod dostatkiem próbek, przygotuję paczuszki już od 1 grudnia. Do wykonania takiego kalendarza dla swojej mamy czy teściowej, będziecie potrzebować:

  • 24 próbki kosmetyków
  • 24 ozdobne torebki
  • 24 kartki z wersetami (pobierz np. tutaj)
  • kartki z cyframi od 1 do 24
  • klej, nożyczki, tasiemki

Do każdej torebki włóżcie próbkę kosmetyku, które możecie dostać w drogeriach, aptekach, najpewniej w sklepach firmowych, oraz werset. Zaklejcie torebkę lub zwiążcie ją tasiemką. Na górze naklejcie numer od 1 do 24. Całość możecie wyłożyć w wiklinowym koszyczku, lub zawiesić na wieszaku.

Więc gdy moja teściowa odbierze ode mnie przesyłkę, mam nadzieję, że na jej twarzy pojawi się uśmiech i znajdzie tam coś dla ciała i ducha.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Genialny pomysł! Ja z moją teściową lepiej wychodzimy na zdjęciach :p

  2. Mam wielkie szczęście – świetną teściową ❤

  3. Mam wspaniałą teściową ….jest jak matka przyjaciółka i kumpela w jednym ….

  4. Szkoda ze nie wszystkie takie są

  5. Moja teściowa jest najlepsza :)

  6. Nie lubie probek ;) takze mnie sie ten pomysl nie podoba. Czy twoja tesciowa ma lojotokowe zapalenie skory glowy? Bo ten zielony szampon na to jest ;) Dla mnie takie cos powinno byc spersonalizowane pod wzgledem wieku, skory i potrzeb. No i nie jestem fanka stosowania tak wielu roznych kosmetykow mozna powiedziec ze na raz bo mozna doprowadzic do alergii, chodzi mi o duza roznorodnosc w krotkim czasie.

    1. Karolina, masz rację i przyznam, że przed zapakowaniem sprawdzałam co wkładam dla kogo. Np. moja mama nie korzysta z fluidów więc jej nie pakowałam. Nie zmuszam, też do wykorzystania każdej próbki. To są mądre kobiety. Ten kalendarz ma być urozmaiceniem szarej codzienności:)

    2. No to dobrze ze przemyslany. Na plus. Jesli one lubia takie rzeczy to na.pewno beda zadowolone :)

  7. Mam super teściową, zawsze mogę na nią liczyć.

  8. Miło czytać ze macie tesciowe które was ( przepraszam za słowo,ale wiem co mowie) “tolerują”, lubią, kochają może….zazdroszczę.

  9. No nie wiem co powiedzieć po dzisiejszym dniu……

    1. Średnio raz w roku jakoś miesiąc przed świętami 😡standard, ale jest to przykre gdy świadkiem są dzieci 😦

  10. Teściową znam od lat, jednak faktyczną teściową stała się dopiero w czerwcu :) nie powiem, jest dobrze :)

  11. Pomysł rewelacyjny :) ja mam szczęście, bo teściowa jest drugą mamą, może nie zawsze nadajemy na tej samej fali, ale już wiem co i jak i to zdecydowanie ułatwia kontakty :) a na codzień bardzo jest pomocna i dzieciaki ją uwielbiają, więc czego chcieć więcej?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku