Emocje 1 grudnia 2017

Od mojego dziecka ręce precz, jeśli sobie tego nie życzę

Do przybasenowej kawiarni wchodzi kobieta z kilkumiesięcznym niemowlakiem w foteliku. Spotyka tam znajomą, która czeka, aż jej dziecko skończy lekcję pływania. Z rozmowy wynika, że dawno się nie widziały, bo z maluchem ma kontakt po raz pierwszy. Mimo to, nie pytając matki dziecka o zdanie, pakuje swoje (zapewne czyste?!) ręce do owego fotelika i bez skrępowania rozpina pasy, podnosi dziecko i je rozbiera. Później całuje, przytula i idzie przed siebie, zostawiając matkę w tyle, z taką miną, że ja już wiem, co czuje, myśli i co chciałaby powiedzieć swojej koleżance. Ale milczy.

Owa koleżanka bawi się słodkim dzidziusiem, daje mu do “podziamdziania” swoje palce, bo przecież swędzą go dziąsła, a na próby odebrania bobasa przez jego własną matkę w ogóle nie reaguje. Jeszcze ją opędza i poprawia, że maluszek wcale nie jest głodny, ani zmęczony i skąd w ogóle taki pomysł?!

Taak, zgadza się. Ona wie lepiej, ta obca baba, nie rodzicielka. Co nie?!

W pewnym towarzystwie siedzi mama z 1,5 rocznym dzieckiem na kolanach. Wszyscy się nim zachwycają bo takie grzeczne i ładne. Każdy chce dotknąć, ponosić, zabawić, nakarmić, utulić do snu… Przerzucają więc sobie dziecko z rąk do rąk i prześcigają w troskliwej opiece. Nikt nie zwraca uwagi na matkę, którą coraz bardziej zaczyna irytować fakt, że pewne osoby nieco się zapominają i traktują jej dziecko jak żywą maskotkę. Nie pozwalając jej przy tym na jakąkolwiek reakcję, bo przecież ona ma tę “maskotkę” na co dzień, więc teraz oni chcą się pobawić.

Nikt nie zwraca też uwagi na samo dziecko, które wcale nie chce, by ciocia Jola je teraz nosiła, dziadek Waldek na siłę usypiał, a ciocia Basia karmiła. Ono chce do mamy, co wyraźnie komunikuje, a mama chce do swojego bobasa, ale niee! Towarzystwo się na to nie zgadza, bo ono wie lepiej od mamy i dziecka, czego im teraz potrzeba, a czego nie.

Matka prawie kipi ze złości, dziecko jest zdezorientowane i bliskie płaczu. Ale kto by się nimi przejmował? Najważniejsze, że inni się dobrze bawią.

W pewnej restauracji siedzi tata z wtulonym w niego dwumiesięcznym dzieciątkiem. Maluszek beztrosko sobie śpi, a tata patrzy na niego z dumą i radością, ewidentnie ciesząc się tą chwilą. Nagle podchodzi do nich kobieta, kochana ciocia, i informuje szanownego tatę, że weźmie malucha na ręce. Tata protestuje, nie chce oddać swojego krasnala – niech sobie śpi, niech się przytula – ale ciocia w głębokim poważaniu ma to, co się do niej mówi i bez ceregieli “wyrywa” dziecko z objęć jego ojca. Tata zostaje zatem bez dziecka i bez słowa. Patrzy tylko na mnie smutnymi oczami, w duchu zapewne przeklinając całą tę ciocię i wszystkie inne podobne do niej osoby.

Przytoczyć mogłabym jeszcze wiele podobnych historii, bo dużo takich scen widziałam i sama niejednokrotnie ich doświadczyłam. Znam więc doskonale te wyrazy twarzy rodziców i uczucia, jakie im towarzyszą. Wiem, jak czasem człowiek ma ogromną ochotę wykrzyczeć, żeby wszyscy się odwalili i zostawili jego dziecko w spokoju, ale najczęściej milczy, bo brakuje mu odwagi, by powiedzieć co myśli, bo nie chce nikogo urazić, albo wyjść na wariata, co to dzieckiem się nie chce podzielić.

Zastanawiam się tylko skąd w ludziach taka silna potrzeba, by zabawiać nie swoje dzieci, zabierać je bez pytania rodzicom i na siłę wyręczać ich z obowiązku, mimo, że nikt o to nie prosi? To jakiś test, próba sił, złośliwość, o co Wam ludzie chodzi??

Dziecko to przecież nie jest zabawka, na dodatek wspólna – należąca do całego otoczenia – którą każdy może sobie wziąć kiedy chce i robić z nią co mu się podoba. Dziecko to żywa istota, która ma uczucia – tak jak każdy normalny dorosły –  i wcale nie musi godzić się na to, by ktoś obcy brał je na ręce, kolana, przytulał, całował i co tam jeszcze! Bo powiedz mi, tylko szczerze drogi człowieku, czy ty chciałbyś, żeby ktoś ciebie tak traktował? Czy chciałbyś, by ktoś cię zmuszał do siadania na kolanach pana Józia? Albo cmokania w usta ciocię Gienię? Założę się, że nie!

Dlaczego więc robisz to innym? Bo dzieci i ryby głosu nie mają? Albo raczej – dzieci i mamy głosu nie mają?!

Myślę, że zdrowiej dla wszystkich byłoby, gdybyś postarał się o swojego potomka, albo chociaż pieska czy kotka kupił, jeśli już tak bardzo potrzebujesz się kimś zajmować. I w imieniu wielu rodziców apeluję – od mojego dziecka ręce precz, jeśli któreś z nas sobie tego nie życzy!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close