Pierwszy był słaby, drugi łaskawy – drugi trymestrze, jak dobrze, że jesteś!


Drugi trymestrze, jak dobrze, że jesteś! Choć co prawda, my już pomału się żegnamy. Nie czas więc na powitania – witać będę się lada moment z trzecim – ale jako, że mój czas z tobą dobiega końca, mogę pokusić się o małe podsumowanie tego okresu.  

Zdecydowanie stwierdzam, że byłeś dla mnie łaskawy i o niebo lepszy od pierwszego, który dosyć mocno uprzykrzył mi życie i w przeciwieństwie do poprzednich ciąż, był najgorszy! Zafundował mi bowiem nieustające mdłości, upierdliwe niczym wrzód na tyłku. Budziłam się z nimi, męczyłam w ciągu dnia i kładłam z nimi spać. Czy byłam głodna, czy najedzona – wszystko jedno, one po prostu były. I żeby człowiek mógł najnormalniej w świecie pójść i się spawiować, a potem na chwilę zapomnieć, to nie! Żadnego rzygania. Tylko to uczucie, że MOŻE już za chwilę to nastąpi. I to w najmniej oczekiwanym momencie, np. podczas zakupów, w kolejce do kasy.

Oprócz mdłości męczyły mnie też wredne bóle głowy i ciągłe zmęczenie. Niezależnie od tego ile godzin przespałam w nocy, co robiłam w ciągu dnia – cały czas byłam senna. Wiecznie ziewałam i walczyłam z opadającymi powiekami. Teoretycznie spać mogłam nawet na stojąco, ale w praktyce nie było mi to dane, a w zasadzie nie pozwalały mi na to, te dwa brzdące, które już biegają po moim domu.

Poza tym pierwszy raz (w poprzednich ciążach tego nie miałam) borykałam się z podłym uczuciem bezsilności – na nic, dosłownie na nic, nie miałam siły, ani ochoty. I było to dla mnie o tyle trudne, że z natury jestem osobą, która nie lubi siedzieć bezczynnie na tyłku. Więc gdy każdego dnia musiałam się do wszystkiego zmuszać i siłą rzeczy zrezygnować z dotychczasowych aktywności, byłam bliska załamania.

Na szczęście wraz z końcem pierwszego trymestru wszystkie te niedogodności minęły. Wróciły mi siły witalne, chęci do działania, no i wiara, że ciąża przynajmniej w części może być fajna, w końcu powszechnie mówi się, że drugi trymestr jest najlepszy.

Co prawda początek tego okresu nie zaczął się kolorowo bo ni stąd ni zowąd dostałam paskudną wysypkę – najpierw na brzuchu i klatce piersiowej, później pojawiła się też na szyi, rękach i trochę na nogach. Swędziała tak strasznie, że czasami mało brakowało, żebym nie zadrapała się do krwi. I nie raz byłam bliska płaczu z powodu swojej bezsilności, no bo przez ciążę niczego nie mogłam na to stosować. Miałam tylko czekać, aż samo minie. No i minęło, ale dopiero po trzech tygodniach!! Przez cały ten czas myślałam, że zwariuję i w duchu przezywałam ten błogosławiony stan.

Do dziś nie wiem skąd wzięła się ta wysypka – mój gin podejrzewał alergię pokarmową – w każdym razie zeszła i od tamtej pory, odpukać, nic mi nie dokucza. Noo poza wiecznym parciem na pęcherz – ledwo wyjdę z wc, a już muszę tam wracać! 😉

Jednak pomijając te częste wizyty w toalecie, wszystko jest w porządku. Czuję się dobrze, mam dużo sił i energii. Poprawiła mi się cera (już nie atakują mnie tak zaskórniki, jak w pierwszych tygodniach) i włosy jakby mniej zaczęły wypadać. Nie mam żadnych kulinarnych zachcianek – swoją drogą, nigdy ich nie miałam i do dziś nie wiem jak to jest mieć ochotę na prince pollo ze śledziem?! 😉  

Także podsumowując, drugi trymestrze naprawdę potrafisz być łaskawy i można się dzięki tobie cieszyć z błogosławionego stanu.

Ciekawe co przyniosą mi ostatnie trzy miesiące? 🙂

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Dokładnie jakbym czytała o sobie. Tylko bez tej wysypki. Pierwszy trymestr, masakra. Ja wymiotowalam na potęgę. Mdlilo mnie cały czas. Ogółem czułam się jak na mega kacu. Właśnie kończę drugi i choć czasem bolą mnie pachwiny i chodzę jak staruszka, to jest o niebo lepiej. Tylko ta ciągła potrzeba siku… Dokładnie tak jak u Ciebie. Ciekawe co przyniesie trzeci :)

    1. A to Twoja pierwsza ciąża, czy kolejna? :)

  2. U mnie tak samo pierwszy tragedia, drugi Oki no a trzeci ciężko…chociaż teraz to jest moja trzecia ciążą i czuję się fatalnie jeszcze aż tak źle nie było….

  3. Ja nie miałam żadnych dolegliwości, no może w 2 trymestrze około tygodnia migren, a tak to do końca latałam na spacery po 10km tak się dobrze czułam ;) Połóg za to źle wspominam..

  4. Pierwsza ciąża to Marzenie czulam sie cudownie jedyny bol tylko jak poczulam skurcze.przed porodem..teraz bede mama drugi raz pierwszy trymestr coś okropnegooo nie spodziewałam sie ze można sie tak zle czuć wymioty mdlosci brak apetytu I sil…byleby do tego drugiego moze bedzie lepiej…mam nadzieje

    1. “Byleby do drugiego” – tak samo sobie powtarzałam w tej ciąży.. 😐
      Trzymam kciuki, żeby dolegliwości minęły i żebyś w 2 trymestrze odetchnęła z ulgą! 😚

  5. Pierwsza ciąża i cały pierwszy trymestr mdłości, bóle brzucha, osłabienie, brak apetytu, bóle głowy, senność i wszystko co tylko może temu towarzyszyć :) ale miejmy nadzieję, że kolejne trzy miesiące będą łaskawe :)

    1. Ja też trzymam za wszystkie Panie :)

  6. dwie ciąże i najgorsze 18 miesiecy mojego życia :D:D:D:D
    ciagłe wymioty nadwrażliwosc na zapachy..brak sił..masakra;D

    1. O rany 😣
      Planujesz kolejną ciążę? 😉😄

    2. może…ale najpierw chyba sobie zatrudnię surogatkę :D:D:D na razie nie zapomniałam.mój syn ma 4,5 msca;)

  7. Nie bylo laskawego okresu dla mnie cale 9mcy byla masakra…rnajgirszy czas w zyciu razem z porodem ktory trwal ponad 25h i same skurcze z krzyza…ale synus nadrabia,wynagradza w kazdej minucie juz od 7mcy

  8. U mnie 3 były super ,jedyne co sie dowiedział w ciąży to co to jest zgaga ,poza tym zero dolegliwości

  9. Cała ciąża super:-) tylko dziecko wyjść w terminie nie chciało:)

  10. Pierwsza ciąża super , pracowałam na pełen etat do 8 miesiaca jako kelnerka, za to poród masakra 30 h męczarni . Teraz druga ciąża 20 tydzień i jak narazie tez super się czuje .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Naucz mnie, jak mam poradzić sobie ze złością


Pracując w szkole, na co dzień obserwuję, jak coraz więcej dzieci nie potrafi radzić sobie z trudniejszymi emocjami takimi jak niezadowolenie, frustracja, złość.

Nie tylko przedszkolaki, ale i dzieci w wieku szkolnym złoszcząc się: tupią, pokładają się z krzykiem na podłodze, popychają, biją innych, niszczą przedmioty, trzaskają drzwiami. Ze złości wykrzykują brzydkie wyrazy, używają emocjonalnych zwrotów (nienawidzę cię!) i atakują słowami (jesteś głupia!).

Emocji nie da się uniknąć i nie powinno się ich tłumić, natomiast gdy jest potrzeba, trzeba reagować i nauczyć małego człowieka, jak je może okazywać. Dziecko powinno z naszą pomocą dowiedzieć się, jak nimi kierować i mieć je pod kontrolą. Najpopularniejsze reakcje rodziców takie jak krzyk, szantaż, klaps nie tylko nie pomagają, ale zazwyczaj pogarszają sytuację. Poza tym, jeśli często krzyczymy na dziecko, to ono po pewnym czasie uodporni się i nie będzie słyszało naszego podniesionego głosu.

Po prostu mnie kochaj

Wiele rodziców widzi tylko fragment sytuacji – skupia się na wybuchu złości i nie wiąże go z tym, czy dziecko czuje się kochane i ważne. Tymczasem dzieci, które doświadczają od dorosłych akceptacji i czułości, łatwiej radzą sobie z emocjami, rzadziej się buntują i prościej się z nimi współpracuje. Każdemu rodzicowi powinno zależeć, by jego pociecha czuła, że jest kochana! Nawet gdy jest niegrzeczna. Jest to warunek, by czuła się bezpiecznie.

Chcę czuć się bezpiecznie

Poczucie bezpieczeństwa dają także jasne określone zasady zachowania. Uwierz w moc rozmowy, tłumaczenia, omawiania na spokojnie reguł postępowania. Dziecko musi wiedzieć, co mu wolno, a czego nie. Można też wspólnie ustalać zasady, a potem je przestrzegać i konsekwentnie egzekwować.

Halo! Ja tu jestem

Żaden człowiek nie lubi być ignorowany i każdy lubi być doceniany. Dziecko potrzebuje naszej uwagi, a jeśli nie potrafi w inny sposób skupić jej na sobie, ucieka się do ataków złości. Woli być skrzyczane niż niezauważone. Staraj się wyłapywać i zauważać dobre zachowania i chwal – dzieci bardzo tego potrzebują.

Zaakceptuj moje uczucia

Odczuwanie złości jest normalne i każdy człowiek ma prawo do przeżywania tej emocji. Musisz więc sobie uświadomić (i w to uwierzyć), że także Twoje dziecko może czuć złość i pozwól mu ją wyrażać. Pomogą w tym słowa: „Widzę, że coś cię rozzłościło”, „Na pewno masz powód, by się czuć rozgniewanym. Pomogę ci poradzić sobie ze złością”. Możemy spróbować opisać, to co widzimy i nazwać uczucie: „Widzę, że tupiesz. Wydaje mi się, że się złościsz”. Pomagasz w ten sposób dziecku nazwać to, co przeżywa, dowiedzieć się o jego emocjach.

Pamiętaj, to nie jest moment na prawienie morałów i wprowadzenie kary za zachowanie, na to przyjdzie czas, gdy dziecko jest już wyciszone. Gdy złość minie porozmawiaj z maluchem o tym, co się wydarzyło, co się z nim działo. Ważne – przyzwolenie na odczuwanie złości, nie oznacza, że akceptujemy wszystkie zachowania, które pojawią się pod jej wpływem!

Pomóż mi, jak mogę wyrazić, to co czuję

Zadaniem rodzica jest nauczenie, w jaki sposób dziecko może poradzić sobie z własną frustracją. Na spokojnie rozmawiaj z dzieckiem, czym jest złość i dlaczego może się pojawić. Zachęć, by mówiło o tym, co czuje – może reaguje agresją, ponieważ nie potrafi wyrazić słowami swojej złości? Powiedz: „Widzę, że się złościsz. Nie krzycz, powiedz mi, dlaczego się denerwujesz”. Mów też o tym, co Ty czujesz, żeby wiedziało, że o emocjach można rozmawiać. Pokaż, jak można wyrażać gniew, by nikogo nie krzywdzić, co można robić, a czego nie wolno i jakie ma to skutki. Wyjaśniaj, jak poprzez nieodpowiednie zachowania można skrzywdzić drugą osobę. Sięgnij po bajki terapeutyczne, w których pokazane są sposoby radzenia sobie w różnych ciężkich sytuacjach. Może warto poszukać wspólnie pomysłów na odreagowanie w trudnej chwili, takich jak malowanie na kartce, podarcie papieru na małe kawałki, zgniecenie kartki, uderzanie poduszek, zgniatanie gazet lub „gniotka” (balonu wypełnionego mąką). A może w Waszym domu sprawdzi się stworzenie miejsca, bezpiecznej przestrzeni tzw. kącika złości, w którym dziecko będzie mogło wyrazić swoją złość. Może tam się znaleźć wcześniej wspomniana poduszka, którą można uderzać, gazety, które można pognieść, plastelina do ugniatania, kredki, którymi można narysować, to co „siedzi” właśnie w głowie albo folia bąbelkowa, która odstresowuje.

Bądź dla mnie przykładem

Jeśli Ty też w złości mocno podnosisz głos, rzucasz przedmiotami, to zdawaj sobie sprawę, że dziecko będzie Cię naśladować. Trudno będzie nauczyć je innej reakcji, jeśli taką obserwuje u Ciebie. Zastanów się, jaka jest Twoja metoda na wyładowanie złości? Jednym z moich sposobów są porządki, które wymagają energii, więc wykorzystuję tą złą i pozbywam się jej, sprzątając. Z każdym kolejnym czystym pokojem staję się spokojniejsza i jeszcze czuję radość z czystego mieszkania. Typowa kobieta ;)

A gdy wybuchnę!

Gdy dziecko ma napad złości, staraj się ograniczyć liczbę dodatkowych bodźców – ścisz głos, mów wolniej, postaraj się, by nie było widowni, unikaj dotyku (chyba że mamy do czynienia z agresją fizyczną, wtedy musimy przytrzymać dziecko).

Jeśli niewłaściwe zachowanie podczas złości nie zagraża niczyjemu bezpieczeństwu, dobrym sposobem jest ignorowanie dziecka i cierpliwe czekanie, aż się uspokoi. Po prostu udajemy, że nie widzimy – więc nie prosimy, by przestało. Zazwyczaj zwracanie uwagi tylko zwiększa zdenerwowanie. Taki wybuch często trwa krócej, w myśl zasady „nie ma widzów, nie ma przedstawienia”.

Jeżeli natomiast zachowanie dziecka zagraża bezpieczeństwu innych lub jego samego musimy przytrzymać dziecko (jest to technika holding), jednocześnie o nic nie pytając, nie tłumacząc, nic nie mówiąc – minimalizując jakąkolwiek formę uwagi. Trzymajmy dziecko tak długo, aż się uspokoi i odpręży.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Bardzo dobry artykuł z agresją słowna i fizyczna wsrod malych dzieci mamy do czynienia to jest wolanie o milosc od obojga rodziców. Toteż mówmy do nich żeby kochali swoje skarby pozdrawiam

  2. Świetny tekst, ja jako laik powiem jedno, fragment z dawaniem przykładu może być bardzo istotny, jeśli nie najbardziej. Sam czasem przyłapuję się na tym, że synek widzi moją złość, a z tyłu głowy mam myśl, że to straszna sprawa, której efekty obserwować będę za kilka lat :/

    1. Od razu kojarzy mi się z tymi wszystkimi złośliwościami, jakie wykrzykuje się za kierownicą.
      Podejrzewam, że mój syn tez pierwszy raz usłyszał pewne niecenzuralne słowa własnie w takiej sytuacji ;)

  3. Super tekst, moj synek jeszcze malutki, ale ja wolę już czytac co mozna zrobic, jak sobie radzić zeby wiedzieć jak reagować…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

O tym, jak telefon wyszedł na spacer


Na temat konieczności codziennego wychodzenia z dzieckiem na spacer wiemy bardzo dużo. Nawet jeśli pogoda nie do końca nam sprzyja, staramy się spędzić poza domem przynajmniej dwie godziny dziennie. Małe dziecko ma okazję się dotlenić, a pobyt na świeżym powietrzu pobudza aktywność układu odpornościowego.

Wychodząc poza dom możemy pokazać maluchowi świat, a przy tym mamy do dyspozycji więcej przestrzeni i ciekawych możliwości zabaw. Na placu zabaw można poznać przyjaciół i spędzić czas na buszowaniu wśród fantastycznych sprzętów. Zatem sytuacji, które wpływają korzystnie na rozwój małego dziecka podczas takich wypraw jest wiele. Jednak obserwując dorosłych spacerujących z małym dzieckiem, odnosi się wrażenie, że na spacer wyszło nie dziecko, ale … telefon. Znacie te sceny?

– dziecko jedzie w wózku – dorosły rozmawia przez telefon,

– dziecko bawi się na placu zabaw – dorosły rozmawia przez telefon lub na nim gra,

– dziecko śpi – dorosły rozmawia przez telefon,

– dziecko o coś pyta, ale dorosły właśnie rozmawia przez telefon lub pilnie pisze wiadomość,

– dziecko chce się pobawić, ale jego partner – dorosły ciągle rozmawia przez telefon,

– wracamy do domu, a dorosły nadal rozmawia przez telefon.

Takie przykłady można mnożyć. Znamy je z codziennych doświadczeń.

Może już czas spojrzeć na codzienne wyjścia nieco inaczej i pomyśleć o tym, by więcej czasu poświęcić dziecku podczas tych fantastycznych wypraw? Świat jest przecież kolorowy, a wokoło wiele się dzieje. Podczas pobytu na świeżym powietrzu dziecko może się tak wiele nauczyć, jednak tylko pod warunkiem, że  dorosły poświęci mu czas i uwagę. 

Nie traktujmy codziennych spacerów jako przykrej konieczności (bo lekarz tak zalecił), nie załatwiajmy w tym czasie setek niebywale ważnych spraw. Niech spacer będzie przygodą, chwilą spędzoną z dzieckiem. Nie chodzi w nim tylko o pobyt na zewnątrz, poza domem (wtedy wystarczyłoby wyjść na balkon). Chodzi także o organizację procesu uczenia się:

  • barwy, kształty, zapachy i wrażenia dotykowe pobudzają percepcję (to się przyda choćby przy nauce czytania), pobudzają wyobraźnię, działają stymulująco na procesy integracji sensorycznej (może nie trzeba będzie w przyszłości korzystać z kosztownej terapii),
  • wszystkie nowe doświadczenia wpływają na rozwój umysłowy i stymulują procesy poznawcze,
  • zabawa z drugim człowiekiem pobudza rozwój emocjonalno-społeczny.

To wszystko jest w zasięgu ręki. Warto skorzystać.  Telefon nie będzie potrzebny.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Chyba uzależniłam się od telefonu :p ale kurcze kto nie przegląda telefonu jak dzieci są na placu zabaw?

    1. ja zawsze tel w ręce a córka śmiga po placu zabaw :P

  2. nie czytałam jeszcze tekstu (bo się boję, haha), ale to zdjęcie jest bombowe!

    1. W roli mamy – wrolimamy.pl no boję się :D

    2. W roli mamy – wrolimamy.pl a tak na poważnie to warto czasem telefon zostawić w domu :) niech on siedzi sobie pod kocykiem, a my zdobywajmy świat i mówię to ja – anonimowa iphnomaniaczka.

    3. Ja też łapie się na tym, że “wiecznie” mam telefon w ręce. Ale taki tekst daje do myślenia i mam nadzieję, że przeczyta go wielu rodziców i odstawi telefon pod kocyk :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Myślisz, że da się coś zaplanować przy dziecku? Też tak kiedyś myślałam


Właściwie już się do tego tematu nie dotykam. Patrzę/czytam z lekkim politowaniem, kiwam głową i idę dalej. Bo nijak nie da się przyszłej mamie wytłumaczyć, że przy dziecku nie da się zaplanować nic, kompletnie nic. Ona dobrze wie, jakie będzie jej dziecko, jak ładnie będzie jadło, spało, że nie będzie miało kolek. Jednym słowem – na pewno urodzi dziecko idealne.

Rzeczywistość jest jaka jest – dzieci są różne. Jedne płaczą, inne nie płaczą. Jedne śpią w nocy, drugie wolą spać w dzień. Jedne mają kolki, drugie za to boleśnie ząbkują. Potem też nie jest tak do końca różowo, bo jedne bawią się same, drugie trzymają się kurczowo maminej nogi. O konieczności przewijania w najmniej odpowiednim momencie nie ma, co pisać. Z tymi powrotami do pracy po porodzie też różnie bywa, nie każde dziecko nadaje się do żłobka. No wiadomo – przynajmniej wszystkie mamy wiedzą – nic się nie da zaplanować przy dziecku. Nic znaczy nic.

A ja się bez bicia przyznaję, dziś o tym zapomniałam. Albo może jakoś podświadomie założyłam, że przy ośmioletnim dziecku to już coś sobie mogę zaplanować. W końcu ma plan lekcji i jakoś się go trzyma. Mogłaby być miła i mojego planu też się trzymać, prawda?

Mój plan na dziś był prosty. Rano dziecko do szkoły odprowadza tatuś, ja ogarniam dom, idę na zakupy, po powrocie przygotuję sobie materiały do pracy, coś zjem, odbiorę dziecko z autobusu szkolnego, dam obiad i wezmę się za pisanie. Duśka w tym czasie miała odrobić lekcje. Reszta dnia była uzależniona od tego, ile tych lekcji przyniesie i jak mi praca pójdzie. O 16.30 różaniec, na który Duśka jako dziecko przygotowujące się do pierwszej komunii powinna pójść.

Plan zawalił się dokładnie w połowie dnia o godzinie 14.00, kiedy Duśka nie wysiadła z autobusu szkolnego. W zasadzie codziennie się z tym liczę, bo różnie bywa, ale jednak przyjeżdża. Dziś nie przyjechała. No szlag by to trafił, dlaczego akurat dziś?! Telefon do szkoły i wszystko jasne. Moje dziecko zgubiło identyfikator. Zgubiło, to zgubiło, tym się nawet nie przejęłam. Jak nie znajdzie, wyrobi nowy. Gorzej, że szukała tak długo, że autobus zdążył odjechać. Musiałam iść do szkoły. Godzina w plecy. Drugą godzinę zajęła nam wizyta u babci, która zadzwoniła, że akurat zrobiła naleśniki i może Duśka przyjdzie, bo przecież ona tak lubi. W głębi duszy podejrzewam, że się zmówiły! No co za pieroński zbieg okoliczności, że akurat ona nie przyjechała i babcia na obiad zaprasza. A że babcia mieszka dosłownie dwie minuty piechotą od szkoły, to jakby ciężko było się wykręcić. Skorzystałam, nie powiem. Nie musiałam obiadu robić. No ale jednak… Do domu wpadłyśmy tylko po to, żeby zostawić tornister, wziąć różańce i wyjść. W drodze z kościoła spotkałyśmy znajomych… Do pisania usiadłam o 18.30, zmęczona i bez koncepcji na pracę umysłową. I prędko dziś spać nie pójdę. Wieczór z książką trzeba przełożyć na bliżej nieokreślone kiedyś. A to był przecież tak dobrze zaplanowany dzień!

Kiedy jakaś przyszła mama mówi mi, że przecież jej dziecko nie musi być takie jak moje (a moje naprawdę nie jest trudne) to w duchu sobie myślę: no pewnie, że nie, może być gorsze. Tak, wiem. Jestem złośliwa. Trochę. Bo na głos tego nie mówię. Niemniej jednak każda przyszła mama powinna sobie jak mantrę wbić do głowy: im mniej planów, tym mniej rozczarowań. I nerwów też mniej.

Chyba to sobie na ścianie napiszę.  

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku