Ciąża i dziecko 2 września 2015

Czy płeć dziecka ma dla rodziców znaczenie?

Chłopiec czy dziewczynka…??
Pytanie o płeć dziecka, o to kogo „wolą” rodzice (tak jakby mieli na to bezpośredni wpływ!) padają w okresie ciąży zawsze i ze wszystkich stron. Jedni mówią wprost o kim marzą, inni odpowiadają bardziej dyplomatycznie – Nieważne, byle było zdrowe!

Przyznaję się bez bicia, że zanim sama zostałam mamą, irytowały mnie tego typu odpowiedzi. Zastanawiałam się dlaczego ludzie na siłę próbują być tak bardzo poprawni politycznie i nie potrafią szczerze powiedzieć – chciał(a)bym mieć córkę czy syna!

Jednak dziś mój punkt widzenia jest inny i w pełni rozumiem znaczenie tych słów. A one nabierają też mocy gdy ciąża nie przebiega książkowo, lecz pojawiają się pewne problemy stanowiące dla niej zagrożenie. Przekonałam się o tym na własnej skórze, gdy w 12 tygodniu ciąży trafiłam do szpitala z obfitym krwawieniem i kiedy okazało się, że mam dużego krwiaka w macicy oraz podejrzenie tzw. zespołu taśmy owodni.

W takiej sytuacji przyszłość nienarodzonego jeszcze dziecka staje pod wielkim znakiem zapytania. Nikt nie wie jak potoczy się dalej los, czy będzie nam dane powitać nowego członka rodziny na świecie, całego i zdrowego, czy może będziemy musieli pogodzić się z (kolejną) stratą.

W takich chwilach pytania i rozważania o płci dziecka zdają się być tak błahe, że aż śmieszne! Bo jakie to ma znaczenie czy na świat przyjdzie, w naszym przypadku, drugi syn czy może córka? Przecież i tak będziemy kochać to dziecko i cieszyć się z jego obecności! Najważniejsze teraz to usłyszeć od lekarza, że sytuacja została opanowana, że krwiak się wchłonął, a to co w obrazie usg wyglądało na tą nieszczęsną taśmę, okazało się pomyłką!

Tyle o tym wszystkim rozmyślam, martwię się – choć wiem, że stres jest tu niemile widziany. W nocy męczą mnie koszmary, w dzień niecierpliwie odliczam dni do kolejnej wizyty u gina, na której chcę usłyszeć – dziecko ma się dobrze, serduszko bije, wszystko jest w porządku! Chcę zacząć w pełni cieszyć się tym błogosławionym stanem, w końcu to już piąty miesiąc więc czas najwyższy!

Chcę zabrać Jasia na zakupy, by mógł wybrać jakieś ubranko dla swojego młodszego rodzeństwa. Nieistotne czy będziemy przebierać w różach czy odcieniach niebieskiego! Nie ma to znaczenia! Najważniejsze jest to, żeby ta mała istota, która we mnie rośnie rozwijała się prawidłowo!
O tym teraz marzę. Trzymajcie kciuki!  

 

23
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
17 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
FizinkaGo SiaAgnieszka RakowskaAneta MendalkaAgata Pavlinec Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ewa Gołębiewska
Gość

Dla mnie akurat płeć dziecka miała największe znaczenie… Zapłaciłam najlepszemu lekarzowi w mieście żeby powiedział mi w 14 tygodniu czy to chłopiec czy dziewczynka. I modliłam się o dziewczynkę. Urodziłam dwie zdrowe panny i straciłam dwóch chłopców… Teraz na szczęście też jest dziewczynka, mamy już 31 tc

Angel Ika
Gość

A gdyby byl.chlopiec to.co by pani z nim zrobia zostawila bo wielka tragedia?!!!!! Szok!!! Dla kazdej matki najwazniejsze powinno byc zdrowe dziecko!!!

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

jak widać, los pisze różne scenariusze…. ale i tak najważniejsze żeby wszystko było w porządku i dzieciątko urodziło się zdrowe – trzymam mocno kciuki!

Ewa Gołębiewska
Gość

Wypadało by czytać ze zrozumieniem… UMARŁO MI DWÓCH SYNÓW lekarz stwierdził że najwidoczniej nie jestem w stanie urodzić chłopca. Dziewczynkom mimo komplikacji udaje się przeżyć. Czy to takie dziwne że chciałam dziewczynkę bo w moim wypadku dziewczynka= żywe, zdrowe dziecko????

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Ale przecież zrozumiałam to co napisałaś.
Odpowiedziałam wyraźnie, że trzymam kciuki.
To co cię tak wkurzyło?? Bo tego akurat nie rozumiem… !

Ewa Gołębiewska
Gość

To była odpowiedź do Angel Iki, Tobie bardzo dziękuję za kciuki

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Ewa Gołębiewska aaa przepraszam, nie wyświetliło mi tego postu od Angeliki i myślałam, że Twoje słowa skierowane są do mnie.

Ewa Gołębiewska
Gość

Nieee no jakbym tak mogła, ja umiem czytać ;)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

;)

Agnieszka Rakowska
Gość

Znam taki sam przypadek. Współczuję i życzę powodzenia.

Ewa Gołębiewska
Gość

Dziękuje

Martyna
Gość
Martyna

Fizinka doskonale Cię rozumie :( obecnie 14 tydzień ciąży a ja wrecz z krwotokiem przyjechałam o 22 na pogotowie tydzień temu i nadal z plamieniem tu tkwie. Całe szczęście z dzieckiem w porzadku, ale nie znana przyczyna krwawienia. W piątek mam badanie i zobaczymy co dalej. Wiadomo że do końca ciąży oszczędny tryb życia, w domu czeka na mnie 5 letni Mateusz nie mogłam być z nim w tak ważnej chwili jak powrót z Wakacji do przedszkola. Mogę być z niego dumna bo oboje z tata dobrze radzą sobie beze mnie. Fizinka trzymam za nas kciuki i mam nadzieję że… Czytaj więcej »

Agata Pavlinec
Gość
Agata Pavlinec

Też przeszłam krwiaka w ciąży i tydzień musiałam leżeć w szpitalu. Nie jest jednak prawdą, to co piszesz, że do końca ciąży musisz się oszczędzać. Krwiaki macicy to powszechna dolegliwość w ciąży, która może powodować poronienie a może sama zniknąć bez śladu. Tak czy inaczej problem krwiaków znika do 20 tygodnia ciąży i potem można już żyć normalnie. Kiedyś krwawiące kobiety kładziono do łóżka na długie miesiące ale najnowsze badania pokazują, że to nic nie daje – jeśli krwiak jest za duży, poronisz, nawet leżąc. Jeśli jest dobra sytuacja nie powodu do leżenia – jest głośny raport o tym jak… Czytaj więcej »

Patrycja Bzumowska
Gość

Dla mnie płeć nie miała znaczenia . Byłam wg miesiączki w 7 tyg a serduszka brak ginekolog kazał czekać 2 tyg czy ciąża się rozwijać będzie . To były najdłuższe 2 tyg a ile łez gdy usłyszałam bijące serduszko. W poniedziałek będzie kończyło 2 latka nasz największy skarb !

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Ja 2 lata temu tego szczęścia nie miałam i poroniłam. Ale mam nadzieję, że tym razem zakończy się szczęśliwie! :)

Patrycja Bzumowska
Gość

To trzymam kciuki. Jak to powiedziałam mojej koleżance , która była w podobnej sytuacji jak wlazlo to niech siedzi i trzyma się do końca ;)

Michalina Hanko
Gość

Brałam co dawali Mam dwóch synów i tak fajnie było by mieć córkę

Aneta Mendalka
Gość

Oj dokładnie, ja po stracie w styczniu drżę teraz przed każdą wizytą, a że kończę dopiero 1 trymestr a os wczoraj mam stan podgorączkowy to sama nie wiem co ze sobą zrobić

Ewa Gołębiewska
Gość

Nie martw się, będzie dobrze. Trzymam kciuki :)

Go Sia
Użytkownik

A ja przy znam się bez bicia że marzylam o coreczce , mam juz 4 letniego synka , wiec kiedy lekarz na USG powiedzial mi ze będzie synek , potwierdzili to tydzień później drugi lekarz , a miesiąc później jak wyladowalam w szpitalu również i trzeci poczulam niewielkie uklucie rozczarowania .. nawet leski się pojawily .. jednak teraz im dluzej o tym myślę to juz oswoilam się z myślą ze będę jedyna kobieta w tym domu , ze omina mnie sliczne sukieneczki , kiteczki , spineczki , ale jednak kiedy klasę się do lozka i „rozmawia” ze swoim synkiem to… Czytaj więcej »

Fizinka
Gość
Fizinka

Gratuluję Gosiu! I cieszę sie razem z tobą!
A na kiedy masz termin? :)

Emocje 1 września 2015

Mam fantastyczne dziecko i nadzieję, że szkoła go nie zepsuje

Jest wysokim chłopcem o ładnych oczach z długimi rzęsami. Mówią, że jest podobny do taty, ale kolor oczu ma po mamie. Uśmiecha się, gdy tylko rano otworzy oczy i dużo się śmieje, swoim poczuciem humoru potrafi rozbawić rówieśników.

Kocha książki – od zawsze lubi, gdy się mu czyta na dobranoc, a odkąd skończył pięć lat samodzielnie odkrywa historie swoich ulubionych bohaterów. Kolekcjonuje komiksy i głównie na to przeznacza swoje kieszonkowe. Jego pasją jest konstruowanie z klocków lego, choć czasem jego mama denerwuje się, że przez wszechobecne klocki, nie może bez potknięcia wejść do jego pokoju. Marzy by dorosnąć na tyle, by móc już kompletować zestawy technic. Bujna wyobraźnia i tysiące pomysłów sprawia, że lubi tworzyć i odkrywać, bawi się w fantazjowanie, rysuje lub maluje ciekawe obrazki. Ma doskonałą pamięć – w przedszkolu wygrał konkurs recytatorski.

Lubi tańczyć, ale tylko w ukryciu. Uwielbia wodę – nie tylko dobrze pływa, ale i skacze na główkę. Kiedyś szalał na rowerze biegowym, a niedawno docenił moc siły napędowej pedałów i dzielnie przemierza kilometry podczas rowerowych wycieczek ze swoim tatą. Całymi dniami mógłby skakać na trampolinie wykonując salta mrożące krew w żyłach jego mamy.

Każdego wieczoru w modlitwie dziękuje za kochanych rodziców. Ma dobre serce i czułe podejście do małych dzieci. Ceni przyjaźń i wie, jak ważna jest rodzina. Jest wrażliwy.

W przyszłości chce zostać bohaterem, który posiada wszystkie moce.

Ma sześć lat i dziś zaczyna szkołę.

Mam ogromną nadzieję, że nikt nie będzie próbował okiełznać jego wyobraźni, a jego pani będzie osobą kreatywną, która wiedzę będzie przedstawiała w ciekawy i odkrywczy dla niego sposób. Marzę o tym, by mógł w szkole uczyć się bawiąc, poszukiwać, próbować, eksperymentować, korzystać z wyobraźni, pytać… Chciałabym by był doceniany za starania. Sama zrobię wszystko, by jego marzenia gdzieś nie uleciały, by miał wiarę we własne siły, by był odważny i wierzył, że może wszystko!

Aleks - wpis

Zdjęcia: Basia

6
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marta K
Gość
Marta K

Z całych sił trzymam kciuki za Twojego synka, za Panią Nauczycielkę i za Ciebie, żeby Ci się udało zrealizować te cele :))))

Barbara Heppa-Chudy
Użytkownik

Dzięki!
Aleks po pierwszym dniu w szkole stwierdził, że był to najlepszy dzień w jego życiu ;)
Oby mu ten zachwyt nad szkołą został na dłużej – a najlepiej do samego końca jego edukacji :)

Emocje 28 sierpnia 2015

Najgorsze wakacje w życiu

To nawet nie miał być wyjazd na urlop, to miał być powrót, bo przecież już raz byliśmy w tym miejscu w lipcu. Wszystko było zaplanowane, miało być lajtowo i przyjemnie. W życiu nie przyszłoby mi do głowy, że będą to moje najgorsze wakacje w życiu.

 

Wtorek

Pendolino jeździ naprawdę szybko, w południe jesteśmy w Gdyni. Duśka rozczarowana bo nie ma Zuzi, a przecież miała być. Właściwie cały ten powtórny wyjazd zorganizowaliśmy tylko dlatego, że miała być Zuzia, rok młodsza ulubiona gdyńska kumpela Duśki, na co dzień mieszkająca po drugiej stronie kuli ziemskiej.  Widać moje tłumaczenia, że Zuzia będzie dopiero wieczorem przeleciały mimo uszu. Po obiedzie kładzie się spać. Dziwne, mieliśmy przecież iść nad morze. No ale siłą nie zaciągnę, kładę się obok niej i o dziwo – zasypiam. Budzi mnie posapująca Duśka, jakoś dziwnie wygląda. Dotykam jej czoła, rączek, nóżek i już wiem – Houston mamy problem. Problem nazywa się 39,8ºC. W obcym mieście, po prostu super. Dotykam lekko jej brzucha, właściwie nie wiem czemu, zaczyna się drzeć jakbym ją ze skóry obdzierała. W głowie mam już widmo miejscowej sali operacyjnej, robi mi się niedobrze. Podaję Nurofen bo nic innego nie mam.

Nocna pomoc lekarska jest wszędzie, przyjmuje nas miła starsza pani doktor. Duśka nadal histerycznie reaguje na dotykanie brzucha. Dostajemy skierowanie do szpitala. Trafiamy na SOR. Na dzień dobry do wypełnienia szpitalne kwity, czuję się jakbym sprzedawała dziecko. Pada pytanie czy jest uczulona na jakieś leki. Grzecznie podaję nazwy zakazanych antybiotyków.

Szpitalna pani doktor radzi sobie lepiej niż ta z przychodni, diagnozuje „tylko” zapalenie gardła, na wszelki wypadek zleca badanie moczu. Bolący brzuch ponoć jest skutkiem ubocznym gorączki. Pierwszy raz się z czymś takim spotykam, ale oddycham z ulgą. Wypisywanie recepty – grzecznie słucham jak mam podawać antybiotyk i z głupia frant pytam, jaki to. Augmentin. Mówię, że moje dziecko jest uczulone na Augmentin i że to zgłaszałam. Konsternacja. Ale po staropolsku: „Polacy nic się nie stało” zmiana antybiotyku i jedziemy dalej. Apteka jest naprzeciwko szpitala, całkiem wygodnie. Wykupujemy receptę i naiwnie wierzymy, że teraz już będzie lepiej. Aha, Duśka dostaje zakaz wychodzenia na słońce. Super. Kto by nad morzem na słońce wychodził, prawda?

 

Środa

Dzień, który jest głównym punktem programu naszego pobytu – urodziny Zuzi. Salon przygotowany na przyjęcie gości, w całym domu balony, a ja tłumaczę Duśce, że ma się trzymać z boku i za nic nie podchodzić do niemowlaka, bo w gruncie rzeczy nie ma żadnej gwarancji, że nie zaraża. Trochę jej smutno, ale stara się być dzielna. Urodziny Zuzi trwają cały dzień więc nigdzie nie idziemy. Duśka mimo leków nadal gorączkuje, ale dzielnie udaje, że nic jej nie jest. Po wyjściu gości przytula się do mnie, znaczy nie jest dobrze. Normalnie poszłaby się bawić z Zuzią. Widzę na jej oku maleńką kropeczkę, coś ją ugryzło? Pół godziny później kropeczka zaczyna rosnąć w oczach, po chwili powieka przypomina śliwkę węgierkę, oko za nic nie daje się otworzyć, Duśka wpada w panikę i zaczyna histerycznie wrzeszczeć. Podaję jej Nurofen (nasz lek na całe zło) i proponuję żeby poszła spać. Zasypia o 19.30 – pierwszy raz w życiu tak wcześnie! Przed północą pora na antybiotyk. Normalnie załatwiam to strzykawką przez sen, teraz się boję, oko nadal wielkie. Na szczęście Duśka reaguje pozytywnie, mówi, że ta głupa opuchlizna jeszcze nie zeszła i po chwili zasypia. Podawanie leków przez sen mamy opanowane do perfekcji, rano nie pamięta całego zdarzenia.

 

Czwartek

Opuchlizna zeszła, ale oko wygląda, jakby ktoś jej pięścią przyłożył, pół żartem mówię, że jak nic nas o przemoc wobec dziecka oskarżą. Uświadamiam sobie, że trzeci dzień jesteśmy nad morzem i jeszcze tego morza nie widzieliśmy. Ciocia twierdzi, że Duśka jest przezroczysta. Faktycznie jest, pewnie dlatego, że prawie nie je. No ale tak to jest, jak pani doktor przy niejadku mówi, żeby nie zmuszać dziecka do jedzenia.

Idziemy nad morze, dzielimy koc na pół, my w słońcu Duśka w cieniu. Krótko jesteśmy więc nic złego się nie dzieje. No nic poza tym, że Duśka wraca do domu z gorączką. Powoli mam dosyć tych wakacji. W myślach planuję nie wychodzić z domu bez Nurofenu. Później stwierdzam, że trzeba go podawać profilaktycznie przed wyjściem. Cały czas czekam na skutki działania antybiotyku, zgodnie z obietnicą pani doktor gorączka powinna minąć, ale jakoś nie chce. Tak na marginesie – upałów nie było, nie było szans na przegrzanie się nawet w słońcu.

 

Piątek

Rano Duśka melduje, że boli ją ucho. Zaczynam mieć ciemno przed oczami. Oczywiście olejku kamforowego ze sobą nie wzięłam, bo i po co? Daję jej Nurofen i każę poleżeć na bolącym uchu, żeby je rozgrzać. Po godzinie dziecko twierdzi, że wszystko w porządku. Wierzę, bo chcę.

Zachęceni poprzednim dniem znowu idziemy na plażę. Duśka czuje się świetnie, szaleje, tarza w piachu. Niestety zdarza jej się uciec na słońce. Efekt jest natychmiastowy. Paskudne czerwone bąble. Zapada decyzja, że w sobotę na żadną plażę nie idziemy.

 

Sobota

Cały dzień spędzamy w ZOO. Nawet nie było tak źle, oczywiście rano na śniadanie profilaktycznie Nurofen, nie chcę ryzykować, że coś złego stanie się w połowie dnia.

ZOO było fajne i może nawet je opiszę. Tak naprawdę to był najspokojniejszy dzień na całym wyjeździe.

 

Niedziela

Słońce jakieś niemrawe, decydujemy się iść na „miejską plażę”. Oczywiście za namową Duśki, bo tam jest lepsze zejście do wody i w ogóle miejsce przyjazne dzieciom, tyle że trudno o kawałek cienia. Niestety niemrawe słońce okazuje się zdradliwe i na nogach mojego dziecka pojawiają się paskudne czerwone plamy. Schodzimy z plaży. Duśka ewidentnie ma gorączkę. No tak, zmylił mnie jej dobry stan rano i nie dałam Nurofenu – błąd! Mimo to prosi, żeby popłynąć statkiem. Płyniemy, w końcu kiedy znowu będziemy nad morzem? Cały rejs spędza przytulona do mnie, czasem słabym głosem mówi, że widzi naszą plażę albo naszą knajpkę. Na szczęście rejs trwa tylko pół godziny. Do domu wracamy taksówką a na kolację oczywiście Nurofen.

 

Poniedziałek

Na niebie szare chmury. Nie dowierzam sama sobie, ale cieszę się. Brak słońca to brak bąbli, tak mi się wydaje. Niestety te stare nagle zaczynają złośliwie swędzieć. Nie wiem skąd wiedziały, że nie noszę ze sobą Fenistilu. No nie noszę, nad morzem nie ma komarów. W panice daję dziecku krem do opalania. Smaruje się na grubo, nie wygląda to dobrze, ale twierdzi, że dzięki temu nie swędzi. No więc dobrze, jak nie swędzi to niech tak będzie, nie mam siły myśleć o tym, że powinnam nadmiar kremu z niej zetrzeć. Zresztą jak to zrobić jak pod kremem jest swędząca skóra?

Jestem zmęczona tymi wakacjami, ciągłymi wahaniami temperatury, notorycznym brakiem apetytu i codziennymi niemile widzianymi niespodziankami zdrowotnymi. Chyba pierwszy raz w życiu czekam na powrót do domu. Po pierwsze chcę zaprowadzić Duśkę do naszej rodzinnej pani doktor, po drugie chcę zwyczajnie odpocząć.

 

Wtorek

Dzień wyjazdu. Rano idziemy na plażę, jest pochmurno, kropi deszcz, nie ma wiatru więc nie ma fal. Najlepsze pływanie w życiu, jedyna chwila, którą wspominam z prawdziwą przyjemnością. Duśka na plaży zachowuje się histerycznie, nie mam złudzeń, znowu ma gorączkę, chociaż antybiotyk wybrała już do końca. Zaciskam zęby i powtarzam sobie, że wieczorem będę już w domu. W myślach robię przegląd naszych wakacyjnych wyjazdów i nie mam wątpliwości: to były najgorsze wakacje w życiu.

 

P.S. Tak, tak, wiem, że powinnam na tydzień dziecko do łóżka zapakować. Niech podniesie rękę ktoś kto w ten sposób spędził cały wyjazd, jestem bardzo ciekawa jak mu się udało.

 

7
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Maria Ciahotna
Użytkownik

Oj, to rzeczywiście musiał być koszmar… a jak się zakończyło? Po powrocie do domu już się poczuła lepiej?
My mamy trójkę dzieci i wiemy, jak trudno utrzymać je chore w łóżku nawet gdy jesteśmy w domu, tym większe jest to wyzwanie na wakacjach… Ja bym chyba jednak po trzech dniach i tak poszła jeszcze raz do lekarza, bo jednak objawy się zmieniały… Najgorsza jest chyba ta bezsilność, moment czekania aż lekarstwa zadziałają i czy już nareszcie będzie dobrze…
Oby następne wakacje obyły się bez przykrych przygód ;)

Edyta Skrzydło
Gość

O mamusiu , wspołczuję faktycznie koszmarne wakacje :- A co do zapanowania do łóżka, to kto by wyleżał? Zdrowka dla Dusiaka :-*

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Dzięki :*

Gośka Budzowsk
Gość

od czytania mnie brzuch rozbolał

Anna Hałuszczak
Gość

oj, widzę, że przebojów i przebojów… ale to znaczy, że na najbliższą dekadę pech wyczerpany :)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close