Po drugiej stronie barykady


Czy zastanawialiście się kiedyś ILE kosztuje bezpieczeństwo Waszego dziecka? Ile jest wart Jego mile i radośnie spędzony czas? Ile jest wart Jego spokojny sen, czy pełny i zdrowy brzuszek?? Przyznam się szczerze, z ręką na sercu, że JA nigdy na ten temat nie rozmyślałam, aż do dziś…

Z przykrością stwierdzam, że od kilku miesięcy bezskutecznie szukam dla siebie „dobrej” pracy. Młoda mama, mieszkająca w małej mieścinie, a w zasadzie oficjalnie – wsi, bez doświadczenia w wyuczonym zawodzie (dotychczas pracowałam w gastronomii, co już mnie nie kręci!), niestety nie ma wielu perspektyw i propozycji. A żeby było trudniej „wyrwać” się z domu, w okolicy brakuje placówek (żłobków, przedszkoli) dla dzieci!

Zmęczona i trochę podłamana owym faktem oraz pośpieszana kosztownym życiem wpadłam na pomysł by wziąć pod swe skrzydła „obce” dziecko do opieki. Misiek będzie miał kompana do zabawy, a ja podreperuję trochę domowy budżet – ta myśl rozwiała na chwilę moje troski.
Niestety tylko NA CHWILĘ, bo rozsyłając ogłoszenia wdepnęłam w temat –  zarobków. Przejrzałam kilka stron internetowych, poczytałam komentarze na różnych forach i zdębiałam! Ceny jakie ludzie oferują opiekunkom do dzieci są co najmniej ŚMIESZNE! Doszłam do wniosku, że najlepsza opiekunka to taka, która: posprząta, ugotuje i zaopiekuje się dzieckiem lub dziećmi (!) – 8 godz. dziennie, 5 razy w tygodniu biorąc za to wszystko bagatela – 300.00zł !!!!!

Kiedy przeczytałam komentarz w stylu „..5-6 zł za godz. to ogromne pieniądze!” przyznaję, że aż zadrżałam! Przecież opieka nad dzieckiem to OLBRZYMIA ODPOWIEDZIALNOŚĆ!! A za czyjeś dziecko chyba jeszcze większa niż za swoje!?! Poza tym praca w wymiarze 8 godz. dziennie, 5  dni w tygodniu to jest PEŁNY ETAT!

Zastanawiam się więc w czym tkwi problem? Może wynika on z powszechnego przekonania społeczeństwa, że kobieta zajmująca się dzieckiem SIEDZI w domu i nic nie robi..?? Jeśli tak, pragnę zaznaczyć, iż rola mamy i/lub opiekunki nie polega na SIEDZENIU przed tv, z pilotem w jednej dłoni, gazetką w drugiej, popijaniu drinka z palemką i plotkowaniu w najlepsze z psiapsiółkami.

Dziecko potrafi być naprawdę niezwykle absorbujące i pochłaniające nas bez reszty. Sama często-gęsto zauważam wieczorem, że dzisiaj (od rana) jeszcze ani na chwilę nie usiadłam – cały czas jestem w ruchu, cały czas staram się być o krok od mojego syna, który stety/niestety  jest już mobilny i wszędzie go pełno. Raz wejdzie na stół, za chwilę na krzesło, jak go przegonię to biegnie do kuchni odkręcać kurki z gazu i zrobić przegląd szafek. Kiedy uporam się z wkładaniem ich zawartości z powrotem na swoje miejsce, dostrzegam że syn zdążył już wyciągnąć pościel i obrusy z salonowych szafek, włączyć pralkę, wyrzucić mopa przez balkon, „wychlapać” herbatę z niekapka, wypastować podłogę bułką z pasztetem i zrobić przegląd kosza na śmieci. W czasie kiedy próbuję ogarnąć ten artystyczny nieład, syn oczywiście nie stoi bezczynnie, tylko dba o to bym miała za chwilę co robić..

Nie zapominajmy również o tym, że dziecko musi czasem jeść, a więc czasem trzeba mu COŚ przygotować, następnie nakarmić, bądź też pozwolić na samodzielne konsumowanie posiłku, co jednak wiąże się ze sprzątaniem całej kuchni tudzież pokoju. Oprócz jedzenia i psocenia dzieci również lubią siusiać i kupkać (szczególnie w świeżo przebraną pieluszkę), brudzić się od stóp po głowę, przewracać i spadać z wysokości nabijając sobie przy tym solidne guzy, a nas przyprawiając o palpitacje serca. W ciągu dnia trzeba też wygospodarować choć odrobinę czasu na spacer, sen no i oczywiście na wspólną, kreatywną zabawę! Podsumowując – obowiązków i pracy jest nieustannie całe mnóstwo!

Pozwolę sobie jeszcze zaznaczyć, iż doskonale rozumiem rodziców których zarobki wołają o pomstę do nieba i najzwyczajniej w świecie nie stać ich na opiekunkę do dziecka. Sama jestem w podobnej sytuacji, dlatego też ani nie mam opiekunki, ani pracy.. Jednak mimo to nie uważam, że opiekunki żądają zbyt wiele. Mają normalną pracę, jak każda inna. Kasjerki w marketach, sprzątaczki, pielęgniarki, nauczycielki, panie pracujące na poczcie, w banku czy aptece.. – zarabiają te same bądź (raczej) nawet nieco większe pieniądze i jakoś im nikt nie mówi, że żądają krocie.

Ślęcząc nad tym tematem, dochodzę do jeszcze jednego wniosku, mianowicie: kiedy sami szukamy zatrudnienia dla siebie – żądamy WIELE w zamian za ODROBINĘ pracy i BRAK ponoszenia jakiejkolwiek odpowiedzialności, a kiedy przyjdzie nam stanąć po drugiej stronie barykady, kiedy to MY mamy być czyimś PRACODAWCĄ – chcemy DAĆ ODROBINĘ i WYMAGAĆ WIELE.

Drodzy rodzice! Pomyślcie też czasem o tym. Nim osądzicie kogoś lub czyjąś pracę spróbujcie spojrzeć na temat z innego punktu widzenia. Odpowiedzcie sobie na pytanie – czego ja bym chciał/a będąc w podobnej sytuacji?

Źródło zdjęcia: Flickr

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Bardzo dobry wpis.

  2. Ale czasem kogoś nie stać by zapłacić więcej, więc skoro znajdzie się osoba kompetentna, której odpowiada 5zł za godzinę, to dlaczego nie skorzystać?

    1. Ale tu nie chodzi o to by nie korzystać jeśli się znajdzie kompetentną osobę i chętna do pracy za 5zł a o to by nie krytykować, nie kpić i nie obrzucać błotem osoby, w tym przypadku – opiekunki, która chciałaby dostać za pracę w pełnym wymiarze godzinowym “NORMALNĄ” zapłatę.

      Życie pędzi do przodu w zastraszającym tempie, jednak czasem trzeba się na chwilę zatrzymać i zastanowić nad pewnymi sprawami, spróbować postawić się w sytuacji danej osoby – stanąć właśnie “po drugiej stronie barykady”.
      Poza tym należy pamiętać, że taka osoba również ma swoje życie, swoje rachunki do opłacenia….

      W każdej sytuacji można dojść do jakiegoś konsensusu.

  3. Racja, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Czasem faktycznie należy zastanowić się nad tym kim jest opiekunka do dziecka, bo ona nie tylko sprawuje opiekę nad dzieckiem. Ona jest czasem jak mama- a to pojęcie jak dobrze wiemy jest bardzo szerokie i zawiera wiele dziedzin życia od opowiadaczki bajek, kucharki, po pielęgniarkę.

  4. Beata Puchała

    Zgadzam się z Magdą, że mama-opiekunka to tak naprawdę wiele rodzajów zawodów począwszy od kucharki, sprzątaczki a kończąc nawet na złotej rączce (np. zabawka się zepsuła, to zrobimy wszystko, by ją naprawić, żeby dzieciątko było szczęśliwe. Więc tak naprawdę praca opiekunki jest za mało płatna, ale z drugiej strony z tego co zauwazyłam i mysląc nawet o zatrudnieniu takowej to niektórych po prostu nie stać na to, żeby zapłacić np. 10 zł/h. No coz takie życie.

  5. Fizinko znam twój ból! sama mieszkam na wsi, gdzie nie ma perspektyw na znalezienie dobrej opieki do dziecka. Jestem od 4 lat w domku z dziećmi. Teraz pojawił się Szymek, więc na pewno prędko się to nie zmieni. Na szczęście jest internet – przez prawie rok pracowałam online w reklamie, pisywałam artykuły, pomagałam przy pisaniu przeróżnych pism, udzielałam korepetycji. Teraz też szukam pracy, która pozwoli mi być w domu, a jednocześnie rozwijać się i dorzucić trochę do domowego budżetu. Co do stawek dla opiekunek – sama zajmowałam się dziećmi (2) za 300 zł… I to od 6 do 17. To było dobrych parę lat temu i do dziś dumam nad swoją naiwnością.

  6. wziąć czyjeś dziecko pod opiekę, siedząc w domu ze swoim. Pomysł super, ale czy pomyślałaś jeśli Twoje, bądź to dziecko którym się zaopiekujesz zachoruje? Ja bym dziecka do drugiego chorego nie przyprowadziła. Zdrowia swojego też bym nie narażała. A co z matką, która powierzyła Ci dziecko. Pozostaje nagle w czarnej dupie i…bierze opiekę na dziecko w pracy.Świetny pomysł.

  7. Hmm, coz- bylam niania. Wlasciwie od pierwszego dnia bylam po prostu ciocia- co bylo dla mnie zadziwiajace,ale bardzo pozytywne:) Co prawda nie mialam jeszcze wtedy swojego dziecka. Umowilismy sie, ze zarabiac bede 1400/mies. Bylo to 3 lata temu. Umowa byla taka- zostalam zatrudniona,zeby zajac sie Liwka (rok i dwa m),wiec nie piorw, nie sprzatam, czasem moze bedIe cos do ugotowania. Jak wiadomo- roczne dziecko potrafi jeszcze duzo. Spac, wiec jakos samo wyszlo,ze poprasowalam, wstawilam pranie, cY ogarnelm mieszkamie- na koniec slyszalam “Ty wariatko!”. W reziltacie oprocz pensji dostawalam “bonusy”,a to jakis ciuch(szefowa pracowala w firmie odziezowej), torebke, prezenty swieta,ur,imieniny itp.z wolnym nie bylo problemu-bonwiadomo,ze kazdy czasem potrzebuje wakacji (z pensji nic mi nie obcinano). Mysle,ze po prostu trafilismy na siebie! Liwa opiekowalam sie troche ponad dwa lata. Z jej Mama zaszlysmy w ciaze praktycznie w tym samym momencie i wciaz sie przyjaznimy. Nie wyobrazam sobie nie spotykac sie z Mala-to taka moja coreczka;) Niestety sama Synka nie oddalabym Niani-zwlaszcza tej z 300 zl (Babcia zazwyczaj). Ale rowniez Mamie z dzieckiem. Widzialam co sie dzieje (naprawde mialam duzy przeglad nian). Babcia niestety nie nadaza za rocznym dzieckiem-czesto siedza z innymi opiekunkami i sie opalaja, a dzieci w tym czasie jedza piasek;) Co do Mamy-potrzeby swojego dziecka, nad potrzeby “tego drugiego” czesto sa przedkladane-co jest nardzo naturalne w koncu! I co zrobic? Oddac swoje dziecko do zlobka i opiekowac sie czyims? Trudnomw takiej sytuacji podjac dobra decyzje. Ale nie dziwmy sie, ze Mamy nie chca, by opieka nad ich dzieckiem (za ktora placa) jest dzielona na dwojke dzieci… A moze pomyslec o zalozeniu punktu przedszkolnego?:) pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Obecna nieprzytomna


Obudziłam się. Dobry początek. Niestety w głowie zaszumiało, gdy tylko ją podniosłam. W żebrach ściska charakterystycznie, o nie! Gorączka jak nic. Wstaję, bo nie mam wyjścia. Dzień powszedni więc zostaję z Duśką sama, nie ma zmiłuj. Termometr pokazuje 37,7 – da się przeżyć, na razie nic nie biorę. Gorączkę traktuję jak sprzymierzeńca, niech walczy.

Póki mam siłę wstawiam pranie i zupę, po południu pewnie będę niezdolna do niczego. Duśka się budzi jak zwykle radosna i pełna energii. Skąd ona ją bierze? Ja nie mam aż tyle szczęścia dzisiaj, jedyne co mam to ból głowy. Daję jej śniadanie i przekonuję żeby zjadła. Zjadła, ufff, nie zawsze jest tak łatwo. Jeden problem ominięty, idźmy dalej.
Wypadałoby trochę posprzątać, ale nie mam siły, powierzchownie ogarniam pokój, na razie to musi wystarczyć. Nie wiem na jak długo. Duśka chce na spacerek. Ratunku!!! Ja mam gorączkę!!! Na dworze ciepło, wychodzę z nią przed dom i przekonuję, że nasza piaskownica też jest atrakcyjna. Boję się iść z nią gdzieś dalej, czuję że gorączka rośnie.

Pranie się skończyło, rozwieszam na dworze, ciepło przecież, szybciej wyschnie. Duśka zabiera mi spinacze i układa w wachlarz. Nie mam siły jej zabrać, musi wystarczyć to co mam w kieszeniach.
W międzyczasie wrzucam makaron do zupy. Potem się okaże, że przesadziłam i zupa zamienia się w potrawę, którą można na sześciany kroić. Trudno się mówi, trująca nie jest, damy radę.

W żebrach ściska coraz bardziej, sięgam więc po termometr- 38,2. Zaczynam marzyć o łóżku – tak, tak, pomarzyć dobra rzecz. Dlaczego mój mąż musiał iść do pracy? Głupie pytanie, wiem. Ale w duchu zaczynam być na niego zła. Powinien zostać w domu i zająć się dzieckiem, żebym mogła spokojnie odpocząć.

Daję Duśce obiad. Pół godziny później zaczynam się zastanawiać czy ją nakarmiłam. Na szczęście widzę brudny talerz. Zmywałam po śniadaniu, więc to musi być obiadowy. Dochodzę do wniosku, że źle ze mną. Sięgam po termometr. 38,5, no tak, zaczynam tracić kontakt z rzeczywistością. Wbrew własnym zasadom biorę jakiś medykament, muszę przetrwać do wieczora przytomna. Dziecko musi przetrwać ze mną. Próbuję się położyć, nie mogę, Duśka krzyczy, chce żebym wstała i budowała z nią łabędzia z klocków. Widzi, że coś się ze mną dzieje, mam wrażenie że to zaburza jej poczucie bezpieczeństwa. Zmuszam się żeby usiąść obok niej na podłodze. Buduję jakąś abstrakcyjną budowlę z klocków, dziecko się cieszy. Potem włączam jej bajki na dvd, niech lecą, byle długo. Rozgrzeszam samą siebie, nie mam siły się bawić z dzieckiem, zwyczajnie nie mam.

Zaczyna padać deszcz, szlag by to trafił, pranie nie wyschło. Zbieram szybko i rzucam na łóżko. Nie mam siły powiesić. Leży tak dwie godziny. Zmuszam się do powieszenia dopiero przed pościeleniem łóżka. Lekarstwo pomaga słabo, mam 38 stopni. Ale przynajmniej nie majaczę i wiem co się dzieje. Sił coraz mniej, ból głowy coraz większy. Zaczynam być wściekła na męża. Bez sensu, wiem ale to silniejsze ode mnie. Gdybym przeleżała w łóżku ten jeden dzień następnego byłabym zdrowa, a tak będę chorować ze dwa tygodnie i żadne leki nie pomogą. Znam swój organizm, widzę na co się zanosi.

Trzeba wykąpać dziecko, ale w domu chłodno. Znaczy trzeba napalić w piecu. Paranoja, w maju palić w piecu. Ale jak mus to mus, działam już całkowicie na autopilocie. Jak automat powtarzam kolejne czynności, w myślach kontrolując czy zrobiłam wszystko co trzeba. Szykuję dziecku kąpiel, pięć razy sprawdzam czy woda nie za ciepła albo nie za zimna. Nie umiem tego ocenić. Zaczynam się chwiać na nogach, no pięknie. Duśka wodę akceptuje, jakimś cudem mi się udało.

Bajki się skończyły, widzę że na dwójce leci „Na dobre i na złe”. Kiedy ja to ostatni raz oglądałam? Nie wiem. Chyba gorączka powoduje że nagle zaczynam się zastanawiać jak to wszystko się zaczęło. Zaczynam szukać na YouTube pierwszego odcinka, znalazłam, włączam, niech sobie leci. Nie wiem po co. Patrzę jednym okiem, dochodzę do wniosku, że to był zupełnie inny serial, został tylko tytuł. Po co mi te wnioski – nie wiem.

Po raz kolejny sprzątam pokój, żeby przynajmniej dało się przez niego przejść. Nie wiem jakim cudem jedno dziecko robi taki bałagan. Nie chce mi się nad tym zastanawiać. Kot zaczyna miauczeć i się ocierać o mnie. Czego on chce?! Aaaa może głodny? Przypominam sobie, że chyba go dziś nie karmiłam. Trudno, mam gorączkę, mogłam zapomnieć.

W głowie huk coraz większy. Dobrze że już wieczór. Daję dziecku kolację, sama tez coś jem. Potem się kładę na łóżku, nie mam siły na nic, kompletnie nic więcej dziś nie zrobię. Duśka przynosi mi piloty, wszystkie jakie znajduje w domu. Dzieli na czarne i niebieskie. Nie mam siły jej wytłumaczyć że to nie niebieskie tylko szare. Nagle mówi: zobać tatuś zapalił światło. No tak, mąż wrócił, najwyższy czas, Duśka biegnie się witać, ja się nie ruszam, nie mam siły. Nie wiem czy uda mi się wykąpać. Już mnie to nie obchodzi. Duśka jest bezpieczna, ja odpływam.

Źródło zdjęcia: Flickr

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Mirella uwielbiam Cię!!! :) I zawsze po Twoim tekście czuję niedosyt! :P :)
    Czekam więc na następny.. :)

  2. Mirella zdrowia życze, żebyś mogła pisać jak najwięcej :*

  3. Taki los mamy, która sama spędza czas z dzieckiem i nie moze w danym momencie liczyc na pomoc osób trzecich. I nie trzeba mieć nawet gorączki, ale wystarczy miec tzw “zmęczenie materiału”, mieć gorszy dzień itp by było cięzko.
    A mama to nie superbohater, który zawsze jest silny, gotowy na wyzwania i emanuje dobrą energią i humorem. Mama jest człowiekiem i ma prawo do złego samopoczucia, do zregenerowania sił, do chorowania!

  4. ohh, chyba każda z nas to przechodziła, niestety na mnie wszystkie leki działają jak narkotyki ;) i praktycznie jestem nimi odurzona i MUSZĘ iść spać, sen jest silniejszy ode mnie, a w takim stanie nie da się opiekowac dzieckiem, więc biorę leki tylko na noc. na szczęście to mi wystarcza i na szczęście rzadko choruję :)

  5. Mogłabym czytać i czyać i czytać ..taak bez końca….
    Niestety każda z nas takie chwile przechodziła,na dobranoc życzę Nam mamą DUŻO SIŁ!:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Kto Ty jesteś? – Polak mały!….. Czyli słów kilka o patriotyzmie w wychowaniu


Patriotyzm, to słowo kojarzące mi się z najwyższymi wartościami. Bóg, Honor, Ojczyzna. Słowa te niosą bardzo emocjonalny przekaz – wpajano mi to w szkole, wpajano w rodzinie. Jak wielkie mają one znaczenie, rozumiem jeszcze mocniej, jako nauczyciel historii. To co dla innych jest tylko zakurzoną przeszłością, dla mnie żyje w pamięci o czynach i bohaterstwie przodków.

Jako Matka i Polka chcę wpoić mojemu synkowi szacunek dla tradycji, świadomość pochodzenia oraz dumę z bycia Polakiem. Przeraża mnie to, że często trafia mi się młodzież, dla której marszałek Piłsudski to „ pan z wąsem”, a Kościuszko kojarzony jest z tego że był. Nie wiem jak można budować przyszłość kraju, nie mając świadomości jego przeszłości, jak unikać błędów, popełnianych już wcześniej. Nie chcę, aby mój syn w dobie europeizacji, postrzegał Polskę jako „wieś” i wstydził się kiedykolwiek pochodzenia. Odnoszę nieodparte wrażenie, że chcąc dogonić Zachód pod wieloma względami, zatracamy się w tym dążeniu, i jeszcze chwila, a dzieciaki zalewane falą angielszczyzny, nie będą umiały wysłowić się poprawną polszczyzną.

Nie wiem, w jaki sposób inni rodzice planują budować, lub już budują świadomość narodową swoich dzieci, i czy dla nich samych jest to sprawa bliska sercu, ale jedno wiem na pewno – kilka godzin historii w szkole tej sprawy za nich nie załatwi. Nie namawiam nikogo do zamęczania „na dobranoc” pociechy opowieściami o bitwie grunwaldzkiej, ale wybranie się z dzieckiem na inscenizację takiego wydarzenia, jak najbardziej.

Świetną lekcją historii i jednocześnie doskonałym wzmocnieniem więzi między pokoleniowych są rozmowy młodych ze starymi. Kto lepiej opowie o wojnie czy czasach komuny, niż ten kto sam tego doświadczył? Nie trzeba ślęczeć nad książkami, aby orientować się w przeszłości, są muzea, są tematyczne wystawy. Wystarczy tylko odrobinę zaangażowania, aby barwy biało – czerwone nabrały szczególnego znaczenia nawet dla najmłodszych, a dla starszych orzeł na piersi pojawiał się nie tylko z okazji meczów polskiej reprezentacji.

To są moje przekonania, moje wartości, a jak Drogie Matki Polki wygląda Wasz ogląd na sprawę? Podzielcie się Waszymi przekonaniami, tym czy Wasze dzieci są dumne z bycia Polakami, i czy dla was samych ta kwestia ma tak wielkie znaczenie jak dla mnie?

Źródło zdjęcia: SXC

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Hanna Szczygieł

    Zgadzam się. Dziś zapominamy a często wstydzimy się ojczyzny – nierzadko dzięki naszej cyrkowej arenie politycznej. Ja sama łapię się na tym, że już niewiele zostało w mojej głowie z wiedzy o naszej przeszłości- jednak na szczęście mi to przeszkadza, więc staram się nadrabiać własną niewiedzę. A gdy przyjdzie na to pora, wrócę na karty podręcznika historii w towarzystwie mojej córki :)

  2. Mój synek gdy skończył 2 latka nauczył się wierszyka “Kto ty jesteś?” – na tamten moment niewiele z tego rozumiał, ale recytował dzielnie kilka razy na dzień.
    Teraz jako trzylatek wie, że mieszka w Polsce. Pewnie z następnymi latami przyjdzie czas na rozszerzanie wiedzy z zakresu patriotyzmu.

  3. Ja tam im dalej “w las”, tym bardziej jestem dumna z tego, że jestem Polką! I to jest fantastyczne! Już nawet pomijając historię a skupiając się na dniu dzisiejszym… Jest masa rzeczy, z których możemy być dumni! Obok tego jest jeszcze sporo “buractwa” i głupoty, ale nie ma kraju, nie ma miasta, nie ma podwórka, na którym by tego nie było!
    Nigdy nie byłam orłem z historii, ale co nieco do głowy weszło.. i przeraża mnie fakt, że dzisiejsze dzieci pozbawiane są lekcji historii na rzecz “cięć budżetowych” itp. Jednak z drugiej strony… jakże ważna jest rola nauczyciela! Pamiętam, że w szkole podstawowej nauczyciel historii był prawdziwym pasjonatom, a lekcje opowiadał… jak przygody… z kolei w liceum pan zamęczał nas nudnymi szczegółami i skutecznie od tego przedmiotu odstręczał… Myślę, że nauczyciel musi mieć pomysł na to, jak “sprzedać” swoją wiedzę…
    I oczywiście postawa rodziców! To chyba najważniejszy czynnik kształtujący patriotyzm małego człowieka! Wspólne wypady do babci po jej opowieści… aj, wciąż to pamiętam! Muzea, filmy, bajki, książeczki – jak najbardziej!
    I bądźmy dumni z naszych polskich bohaterów! Jako, że spędzam dużo czasu na festiwalach podróżniczych, nieraz widziałam, jak jakaś grupa młodych ludzi postanowiła zawalczyć o pamięć tych, o których już dawno zapomniano.. I tak np. postać Kazimierza Nowaka, który prawie wiek temu przebył samotnie Afrykę popularyzując Polskę (młodzi ludzie zorganizowali dwuletnią sztafetę, powtarzając ten wyczyn, dbając o dobry wizerunek Polski), postać Witolda Gilińskiego, który wraz z kilkoma innymi więźniami uciekł z łagru na Syberii, jest bardzo dobrze znana na zachodzie… nakręcono kilka filmów, napisano książkę… czy ktoś z Was słyszał o tym człowieku? Trójka chłopaków postanowiła przebyć tą samą drogę, rozsławiając na całą Polskę wyczyn Gilińskiego… Udało się!
    Przykładów można by było mnożyć…
    Bądźmy dumni z ojczyzny, starajmy się naprawić to, co niedobre, przekazujmy naszą dumę maluchom! :D

    1. Chyba miałyśmy tego samego nauczyciela ;) a co do reszty- pięknie napisane, nie sposób się z tym nie zgodzić…

  4. tłumaczę, przeprowadzamy różne rozmowy, poznaje symbole Narodowe

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Wakacyjne dylematy mamy i taty


Nadeszła wyczekana ciepła wiosna a z nią planowanie wakacji. Te będą szczególne, spędzone razem z naszym synkiem. Pierwsze wakacje we trójkę. No i zaczęły się małe schody i multum pytań w głowie. W końcu jestem żółtodziobem w dziedzinie planowania wakacji z dzieckiem.

Jedno co wiedziałam to to, że teraz na pierwszym miejscu staną wygody i potrzeby naszego dziecka. Po pierwsze gdzie jechać nad morze czy w góry? Wybór padł nad morze. Czemu? Stwierdziliśmy, że maluch najlepiej tam spędzi czas. Woda, piasek i obszerny teren do biegania. Drogocenny jod, czyste powietrze i słoneczko. Kolejny etap wakacyjnych planów: Miejscowość. Rzut okiem na mapę i  wybrana. Ulokowana w takim miejscu Polski byśmy za 1 pobytem mogli odwiedzić kilka miejsc spędzając aktywnie wypoczynek, nie wylegując się wyłącznie na plaży. Nadszedł czas na przeglądanie ofert pensjonatów i ich porównywanie. Zajęłam się tym sama – mąż stwierdził, że zrobię to najlepiej. Na kartce wypisałam swoje priorytety jakimi będę kierować się przy wyborze noclegu i zaczęłam wertować strony internetowe.

Przede wszystkim szukałam ośrodka w którym możemy aktywnie spędzić czas nawet w razie niepogody w atrakcyjnej cenie i dobrych warunkach. Jak wiadomo pogody nie możemy zaplanować, a matka natura niekiedy bywa przekorna. Oczywiście cena też odgrywała dużą rolę, chciałam byśmy spędzili wakacje w fajnym miejscu, w dobrych warunkach, a zarazem nie rujnując naszego budżetu przeznaczonego na ten cel. Cena nie powinna być za bardzo wygórowana, raczej w granicach rozsądku. Tu każdy ma swoje „pułapy” wiec pomijam te kwestię. Znalazłam takie miejsce, w którym mamy basen zewnętrzny i wewnętrzny, salę zabaw dla dzieci i plac zabaw oraz inne atrakcje dla dużych i małych na pogodne i niepogodne dni. Pensjonat znajduje się blisko lasu, więc cisza i spokój  od miejskiego zgiełku zagwarantowane.  Ośrodek przyjazny rodzicom – dziecko do 3 roku życia przebywa za darmo i wyżywienie również ma za free.  Zapewnia najpotrzebniejsze rzeczy dla małych dzieci, typu łóżeczko do spania, wanienkę czy krzesełko do karmienia oraz dostęp do pralki. Co prawda z wanienki nie skorzystamy, ale łóżeczko jak najbardziej się przyda i odpadnie problem zakupu turystycznej miejscówki dla małego podróżnika. To była kolejna rzecz z listy. Posiłki kolejny element wyliczanki. I tu mały problem- oferta noclegowa z dostępem do kuchni czy stół szwedzki. Z synkiem nie mamy problemu, bo jada to co my. Pomyślałam więc, że nie będzie problemu z posiłkami serwowanymi w Pensjonacie. Stół szwedzki ma to do siebie, że pewno spokojnie znajdę na nim odpowiednie posiłki na śniadanie czy obiad dla mojego smakosza. Ważnym punktem było też wyposażenie pokoju. I wcale nie chodzi o LCD czy wi-fi bądź inne nowinki technologiczne. Podstawa to czajnik i lodówka. W końcu gdzieś muszę przechować serek, jogurt czy inny smakołyk dla synka, a mleko czy kaszkę tez zrobić na miejscu. Porażką byłoby bieganie w popłochu o 6.00 rano po całym ośrodku w poszukiwaniu czajnika i dziecko czekające na mleko.

Mam nadzieję, że dokonałam trafnego wyboru. Wszystko zostanie zweryfikowane za jakiś czas. Przede mną kolejny etap wakacyjnych dylematów: Pakownie torby malucha. Ale o tym może napisze za jakiś czas. Oczywiście podstawą będzie przyszykowanie listy.

A Wy drogie mamy macie już zaplanowane wakacje? Czym kierowałyście się przy wyborze oferty?

Źródło zdjęcia: Flickr

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Anna Bućko

    U nas wakacje to odwiedziny u rodziny. Mieszkamy daleko więc trzeba. Wprawdzie dla mnie to żaden wypoczynek ale czego nie robi się dla dziadków…
    Dla siebie wybiorę się z córka na plażę- od plus mieszkania nad Zatoką.

  2. Hanna Szczygieł

    Ja polecam wszystkim podróżnikom worki próżniowe – ostatnia wyprawa za sprawa turbo odkurzacza odniosła sukces- z 3 toreb zrobiliśmy 1 walizkę :) Tylko upewnijcie się że na miejscu też będzie odkurzacz, żeby się móc spakować :)

  3. “Zajęłam się tym sama – mąż stwierdził, że zrobię to najlepiej.”

    Na tym polega dobre,psychologiczne podejście do żony.Czytajcie mężowie i stosujcie.
    Podbudować ego ,żona wybiera i gdyby cos nie tak ,spokojne dwa tygodnie-sama wybrałaś ,to mi głowy nie susz ;)

    1. Sama zbierałam informacje i poszukiwałam miejsc a decyzja ostateczna wspólna. Wiec jakby, co to nie tylko moja będzie w tym wina. Wspólnie zadecydował :P

  4. jeszcze nie planowaliśmy urlopu, ale w zeszłym roku odwiedziliśmy morze. poszliśmy na łatwiznę i organizacją zajęli się znajomi, którzy mieli już doświadczenie :) z racji tego, że nie lubimy jeść na komendę, a konkretniej trudno czasem nam przewidzieć kiedy głodomorek będzie chciał jeść wybraliśmy opcję własnego wyżywienia, znamy miejsce gdzie jechaliśmy, więc znaliśmy też miejsca, w których bez obaw można jeść :) (głównie chodziło o obiady oczywiście). wynajęliśmy mieszkanie, cena przystępna, lokalizacja bardzo dogodna- z dala od zgiełku, a jednak blisko na plażę i do miasta. mieszkanie o wysokim standardzie z całkowitym wyposażeniem- od żelazka po kostki do zmywarki. 2sypialnie i pokój dzienny z kuchnią i jadalnią – w sam raz dla 2 rodzin 2+1. dzieci jeszcze nie potrzebowały wielu atrakcji, ale doskonale byliśmy przygotowani w razie niepogody (czyli 6 z 7 dni urlopu :)). myślę, że warto zorientować się czy w pobliżu jest przychodnia lub szpital, apteka i sklep wielobranżowy :)

    1. Zgadzam się z Tobą Magda. Takowe rozeznanie także zrobione, numery tel. (apteka, przychodnia) również zapisane. Sklep ponoć dobrze zaopatrzony (jak mnie poinformowano) pod nosem. Trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność. Lepiej sobie zaplanować dokładnie coś i nie skorzystać z pomocy niż później w popłochu jej szukać.

  5. Przed nami nasze pierwsze wakacje z dzidziusiem :) Jeszcze nie wiem, czy gdzieś się wybierzemy, ale napewno sporo czasu spędzimy u moich rodziców. Zawsze jak jadę tam nawet na kilka dni to rozpisuję sobie co dokładnie mam zabrać, a potem w trakcie pakowania wykreślam poszczególne rzeczy z listy :) Jeśli znajdziemy czas na wyjazdnad morze to napewno pierwsze co to będziemy szukać przyjaznego miejsca dla naszej córeczki :) Najważniejsze, żeby nie żyć w stresie, że ktoś może usłyszeć jej wieczorny płacz czy awanturę podczas kąpieli :) Przecież jefdziemy się relaksować a nie stresować :) Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku