Dom 2 listopada 2015

Polityka w szkolnej ławce czyli repeta pięciolatków?

Nie lubię zajmować się polityką. Mam swoje przemyślenia i zazwyczaj nie opuszczają moich czterech ścian. Zazwyczaj. Jaka jest sytuacja w naszym kraju chyba każdy zdążył zauważyć, większość społeczeństwa wie czego wymagać i na tej podstawie dokonuje wyborów. Z kolei wybrani dokonują swoich wyborów na podstawie…. no właśnie jeszcze nie wiem czego.

Po wyborach. Spodziewać się można (było), że ci drudzy będą próbowali odkręcać to co pierwsi ukręcili. No trudno tak jest i będzie. Ale zanim będą się z tego tłumaczyć, niech mi wytłumaczą co do licha będzie z moim dzieckiem? (Zasłyszane) najnowsze wieści donoszą, że partia u władzy będzie chciała przywrócić poprzedni system edukacji. Sześciolatki do przedszkola, gimnazjaliści do podstawówki, a pracujący na emerytury. Gimnazja i emerytury jeszcze bezpośrednio mnie nie dotyczą (wiem, wiem, to duże uproszczenie), za to sześciolatki już tak. No więc pytam – jaka będzie droga edukacyjna mojego dziecka? Moja pięciolatka aktualnie przerabia program w przedszkolnej zerówce (i wyobraźcie sobie Państwo, że nie są to tylko szlaczki i wyklaskiwanie sylab). W myśl zmian – niepotrzebnie? Skoro miałaby zostać w przedszkolu jeszcze rok to zmarnuje co najmniej 2 lata swojego życia! Jak to możliwe? Powtarzając „zerówkę” będzie powtarzała ten sam program raz jeszcze w przyszłym roku, a z takim „dwuletnim” przygotowaniem będzie nudziła się w pierwszej klasie! No, ok. Mogę ją wysłać do szkoły jak przewiduje aktualny system, ale daję sobie rękę uciąć, że będzie jednym z nielicznych sześciolatków w klasie (więc to moje listopadowe dziecko będzie musiało się przystosować do większości, a nie odwrotnie). Skąd to wiem? Przynajmniej połowa rodziców z grupy mojej córki będzie odraczała swoje dziecko. Tak. Już we wrześniu wiedzieli, że najbliższy rok szkolny nie przygotuje ich pociech do pójścia do szkoły. Szczerze mówiąc to przecierałam oczy (i uszy) ze zdumienia. Brak wiary we własne dziecko, plan zmarnowania całego roku na (nie)przygotowanie zerówkowicza do szkoły. Żadnej próby. Wysyłają jasny komunikat własnym dzieciom – „nie uda Ci się”. Słabe to. Poza tym policzkują nauczycielki przynosząc zaświadczenie z informacją, że dziecko nieprzygotowane jest do podjęcia nauki w szkole. Wystawiają im świadectwo niekompetencji i lenistwa, a przecież to ich praca jest podwaliną przyszłej edukacji. Nieważne. Ich sprawa.

Za to interesuje mnie czy ktoś zastanowił się nad losem tych wszystkich dzieci? Eksperymenty na zwierzętach są łagodnie mówiąc niemile widziane, więc dlaczego testujecie na dzieciach? W całej mojej naiwności wierzę, że ta próba politycznych rozgrywek nie opuści murów Sejmu.

Chcę przygotować córkę na najbliższy rok szkolny, a przynajmniej próbować, ale czy ktoś daje nam, rodzicom, szansę na nadążanie za pomysłami „najmądrzejszych”?! Dla mnie to robienie głupków z dzieci, rodziców, nauczycieli i marnowanie (jakby nie było) naszych wspólnych pieniędzy.

 

44
Dodaj komentarz

avatar
25 Comment threads
18 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
matkabezkituUrszula KraskaKasia AlbeckaKatarzyna Kaczmarek-TułaczekAnna Ch Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Edyta Skrzydło
Gość

Jestem , mój zostanie w zerówce , starszy jest teraz z 1 klasie i jest kosmos , wyścig szczurów..

Edyta Skrzydło
Gość

Ale to dlatego , że system jest chory , szkoła nieprzygotowana bo mój syn na bank dał by sobie radę, i nigdy nie usłyszał od nas , ” nie dasz rady ” .

Małgorzata Durczewska
Gość

Moje dziewczyny (2009rok) musiały iść do pierwszej klasy. Syn 5 lat (2010)chodzi do tzw. zerówki i zostawię go jak będzie taka możliwość

Paula Radek Flisek
Gość

Mam tak.samo…

Sandra Urbańska
Gość

Moja córka 5 letnia też jest w zerówce i jak dla mnie to chore jest, żeby jakoś 6 latka zaczeła szkołe. Mój syn zaczą jako 7 latek i na początku było trudno ruszyć z czytaniem .. Skończył perwszą klase z wyróżnieniem .Teraz jest w drugiej i dobrze sobie , ale początki były trunde i jako 7 latek a co będzie z córką to aż się trochę boję …

Karolina Kałuska
Gość

Mój 5 latni syn jest w szkolnej zerówce – uważam to za porażke, codziennie maja po 2 strony A4 zadane do domu (wiem powiecie ze to plus) ale on nie dorósł do tego, pisze raz prawa raz lewą ręką, zniechęca sie szybko, nie chce tyle pracować.. czarno to widze – jak bedzie mozliwość to wracamy na stary system…

Marta Jezierska
Gość

Ja bym się nie zgodziła na tyle pracy dla swojego dziecka.

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Ogólnie nie jestem przeciwna pierwszej klasie w wieku 6 lat, ale zadania domowe w zerówce to jednak za dużo.

Karolina Kałuska
Gość

Marta Jezierska syn robi tyle na ile ma siłe, nie bede z nim walczyła bo szkoda dziecka

Marta Jezierska
Gość

Na dwie strony A4 to ja bym się nawet w pierwszej klasie nie zgodziła. Zadanie w szkole ok ale nie w zerówce. Dziecko ma się uczyć przez zabawę.

Karolina Górowska
Gość

Mój syn chodzi do zerowki w listopadzie 5lat będzie mial. Nie ma żadnych zadań

Karolina Strzelecka
Gość

Prace domowe w zerówce są niezgodne z programem nauczania. Dlaczego rodzice nie poszukują wiedzy na ten temat i nie robią porządku w szkole/przedszkolu.

Agnieszka Ciemińska
Gość

Gdzie ta szkoła? Mamy w rodzinie pierwszoklasistę i w domu uzupełnia szlaczki i literka „A” zaczeli

Karolina Kałuska
Gość

mój syn poznał juz literkę O, szlaczki robią non stop, dzielą na sylaby i głoskuja

Gosia Smarkala
Gość

u nas też O, i inne literki ale to dlatego że w książce specjalnie ‚pomieszali’. Sylaby, głoski, szlaczki.. nic nowego. Córka chodzi 4ty rok do przedszkola (obecnie ma 5,5) nie chcę aby za rok znów powtarzała zerówkę.

Zuzanna Kazimierski
Gość

Dobre pytanie co dalej… Nasza 5 lat kończy pod koniec miesiąca i tez myślimy jak tu sie zoorganizowac ze szkoła w przyszłym roku….

Katarzyna Brandykowska
Gość

Moj w grudniu skonczy 6 lat, jest w pierwszej klasie Zadne z tych dzieci nie jest gtowe na pierwsza klase… a zadania domowe 2-4 strony szlaczkow w zeszycie …

Paula Radek Flisek
Gość

Moja epierwszej klasie.juz czyta pisze zdaniami i w ks licze sa jiz na liczbie 3….. a moja amelka.jest z grudnia i w zyciu jej.nie dam do pierwszej klasy w grudniu skonczy 5 lat nie pozwole.zabrac drugiej corce dzieciństwa. ….ledwo 6latka daje rade zeby nie to ze ambitna i ma.do ra pamiec to.ciezko bym to.widziala…..

Olga Rynkowska-Szeląg
Gość

W zerowce zadane pisanie?! O.o O ile wiem to ustawa zabrania nauki pisania w zerowce. Przynajmniej tak nam mówili w szkole.

Kasia Albecka
Gość

Zgodnie z Nową Podstawą Programowych zadań domowych nie wolno zadawać

Ewelina Gancarz
Gość

Po cichu licze na zniesienie obowiazku przez 6 latkow ;-)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

A nie będzie Wam żal pracy jaką włożą dzieci w tym roku, a co będą musiały powtórzyć w przyszłym? Mnie to martwi.

Agnieszka Ciemińska
Gość

Nauka nie idzie w las

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Niby tak, ale czy to będzie działało powtarzając materiał za rok i „męczyć” go w pierwszej klasie? Mam wątpliwości

Anna Maria
Gość

Mój 4 latek chodzi do oddziału przedszkolnego przy szkole podstawowej. Sa tylko 2 grupy: 4 i 5 latki. Za rok pojdzie do 5 latkow a potem jak bedzie taka mozliwosc do 1 klasy. Kazda matka zna najlepiej swoje dziecko. Moim zdaniem to rodzice a nie panstwo powinni decydowac czy ich dziecko jest gotowe w wieku 6 czy 7 lat na nauke w szkole.

Edyta Skrzydło
Gość

Jak starszy był dwa razy w zerówce mieli inne książki , więc po części dublował się materiał. Ale stanowczo stwierdzam, że rok to kolosalna różnica.

Katarzyna Sarnowska
Gość

Przed naszą pięciolatką też niepewny los. Mnie tak naprawdę w szkole za rok martwiło jedynie przeludnienie (11 klas pierwszych), brak miejsca w sietlicy, a jeśli juz by było – to świetlicowe nudy i tłok. Zobaczymy

Sandra Urbańska
Gość

Ja osobiście nie wyobrażam sobie, żeby drugi rok była w zerowce a z drugiej strony pierwsza klasa? Też tego nie widzę. Sama nie wiem jak to będzie.. Czas pokaże, u nas też nie ma prac domowych ogólnie nasze dzieci trafiły na bardzo fajną nauczycielkę uczy ich przez zabawę. Będą mieli łatwiej później. Jak syn był w zerowce to wychowawczyni niczego nie uczyła dlatego tak ciężko było na początku pierwszej klasy.

Eliza Karwowska
Gość

Mój pięciolatek zostanie w zerówce. Uważam, że rok w rozwoju dziecka ma ogromne znaczenie. I tak zamierzałam go odroczyć…

Anna Pasikowska
Gość

Córka w styczniu skończy 5 lat i liczę na to, że zniosa obowiązek dla 6-latkow. Ona jest gotowa (już teraz jest w grupie z dziećmi, które przygotowują się do szkoły na przyszły rok i chętnie z nimi wykonuje zadania), kocha pisać i się uczyć, ale moim zdaniem ma na to czas i niech się jeszcze bawi w przedszkolu.

Natalia
Gość
Natalia

Nie uważam że rodzice którzy chcą odroczyć swoje dzieci w nie nie wierzą. Za ostre te słowa. Mój syn jest z grudnia. Idąc więc za rok do pierwszej klasy będzie miał jeszcze 5 lat. I dajmy na to że trafi do klasy z dziećmi z 2009 roku, których rodzice odroczyli i niech te dzieci będą z początku roku. To będzie miedzy nimi prawie 2 lata różnicy. I nie uważam że moje dziecko jest „głupie”. Ale wolę żeby zostało w tym przedszkolu niż żeby poszło do pierwszej klasy i nie przeszło dalej. Bo jeśli, tak teoretycznie, w trakcie roku szkolnego okaże… Czytaj więcej »

Beata Grudzień
Gość

Moj syn i tak mial zostac jeszcze rok wg pań nie nadaje sie jeszcze do szkoly :)

Beata Grudzień
Gość

Dodam jeszcze ze u nas były 3 grupy zerowek i je podzielili na dzieci ktore na pewno jeszcze zostają i na dzieci ktore idą do 1 klasy.

Karolina Bylina
Gość

O ile likwidacja gimnazjum nie wniesie tak na prawdę żadnych zmian, bo program będzie dalej realizowany tylko klasa będzie miała inny numerek, o tyle przywracanie poprzedniego stanu rzeczy w stosunku do maluchów jest niedorzeczne. Dzieci stracą rok i będą się nudzić. Jeśli chodzi o emerytury, to myśląc egoistycznie, to według nowych zasad może mam jakieś szanse, że i ja coś dostanę na starość? Bo po staremu to się nie łudzę.

Karolina Bylina
Gość

A prawda jest taka, że wiele zależy od nas i od przedszkola. Są takie, po którym dziecko (przepraszam z wyrażenie) wychodzi głupie jak but, a są takie, gdzie na prawde dzieci się uczą i chcą to robić w domu. Moja 4 letnia córka w chwili obecnej, poszła do 3 latków prawie nie mówiąc, pierwsze 2-3 miesiące była na uboczu i udawała że nie widzi pani. Po roku to nie to dziecko. Pisze już niektóre literki, umie się podpisać, używa i rozumie takie słowa, że niektóry stary by nie wiedział o co chodzi,a przed nami jeszcze 2 lata przedszkola. Ja jestem… Czytaj więcej »

Olga Rynkowska-Szeląg
Gość

Moja Taś jest z rocznika 2008, miałam wybór i poslalam ją później do szkoly. Nie zalowalam. Za to masa znajomych puscila dzieciaki wcześniej i też nie żałują. Moim zdaniem zestawianie dziecka drugi rok w zerowce to pomyłka. Tylko się wynudzi i wtedy może powodować problemy wychowawcze. Dzieci się łatwo dostosowują. U nas siedmiolatkow w pierwszej klasie jest dosłownie kilkoro. Reszta to sześciolatki i dają spokojnie rade :)

Lucyna Leszcz
Gość

Mam 5 latka i 10 i pamiętam ,jak było ciężko w 1 klasie starszej córce..Każde dziecko inaczej się rozwija i potrzebuje na to odpowiednią ilość czasu

Joanna Jaszczyk
Gość

Ja posle corke do szkoly, mala juz od dawna wie, ze za rok do pierwszej klasy, bylaby zawiedziona, gdyby miala zostac.dobrze czyta, liczy, mysle ze sobie poradzi, emocjonalnie tez ok.w zerowce nie maja zadan domowych, moze ze dwa razy od wrzesnia, i to nie na kolejny dzien tylko mieli tydzien na zrobienie pracy. To przedszkolna zerowka, jestem z niej bardzo zadowolona

Jagoda Polak-Wątor
Gość

mój syn ma 5 lat aktualnie chodzi do zerówki w przedszkolu. Syn wie że za rok pójdzie do szkoły i póki co nie może się doczekać. Nie ma w przypadku syna -póki co- żadnych przesłanek by go odraczac. Szkoła do której chce posłać syna jest wiejska kameralną szkołą ale na dobrym poziomie. Uważam że akurat ta szkoła jest przygotowana na 6latkow. Mysle ze syn sobie w niej poradzi

Anna Ch
Gość

moja październikowa pięciolatka raczej zostanie w przedszkolu…

Katarzyna Kaczmarek-Tułaczek
Gość

Ja jestem rada bo 6 lat to za szybko na pierwszoklasiste,widzę to po synku,i pani,która ich uczy…

Urszula Kraska
Gość

Jestem mamą odroczonej grudniowej sześciolatki. Córka w tym roku powtarza zerówkę. Od początku wiedziałam, że będę ją odraczać. Po pierwsze dlatego, że jest z końca roku więc duża szansa, że siedziałaby w ławce z dzieckiem starszym nawet o rok. W przypadku, gdyby chodziła do klasy z siedmiolatkami odroczonymi w zeszłym roku, to różnica między nią a takim siedmiolatkiem ze stycznia wynosiłaby blisko dwa lata. Moje dziecko jest na prawdę inteligentne, bystre i dociekliwe. Ale to jak uczyła się w zerówce w zeszłym roku a to jak uczy się w tym, to niebo a ziemia. W zeszłym roku irytowała się gdy… Czytaj więcej »

matkabezkitu
Gość
matkabezkitu

Rodzic powinien mieć możliwość podjęcia decyzji czy jego dziecko idzie do szkoły w wieku 6 czy 7 lat. Wówczas wszyscy byliby zadowoleni. W końcu to my znamy najbardziej nasze dzieci.

Dom 30 października 2015

Tekst na bloga

W założeniu to miał być głęboki, przemyślany tekst poruszający ważny temat. Myślałam o nim od niedzieli, wysuwałam argumenty i podważałam samą siebie, poczytałam różne opinie w internecie. We wtorek wieczorem uznałam, że jestem gotowa do pisania. Tylko, że w środę pobudka o 6.15… Pomyślałam, że pójdę spać, a w środę postaram się wykroić trochę czasu na pisanie.

„To była zwykła środa, jeden z tych dni…” – kto pamięta czyje to? Dla nas to była zwykła środa, dziecko do szkoły a ja do komputera, zleceniodawca jest hojny ale deadline to dla niego rzecz święta. Nie ma zmiłuj, poranek spędziłam na pisaniu. Miło było nie powiem, bo sama w domu, w tle dyskretna muzyka, a ja zawzięcie stukałam w klawisze. Z tyłu głowy myśl: trzeba napisać tekst na bloga. No trzeba tylko, że zbliżała się pora pójścia po Duśkę. I o ile w przedszkolu można było pójść kwadrans wcześniej lub później, o tyle szkoła wymusza punktualność również na rodzicach. Musiałam przerwać pracę i wymaszerować do szkoły. Nie powiem, te 3km to akurat gimnastyka, na którą nigdy nie mam czasu.

Środowa aura  była łaskawa, ciepełko przypominało początek września. Idealna pogoda na zakupy! A kiedyś przecież muszę dziecku buty na zimę kupić, prawda? No więc kolejne półtorej godziny „zmarnowałyśmy” w poszukiwaniu idealnych zimówek w różowym kolorze.

Dotarłyśmy do domu, Duśka stwierdziła, że najpierw lekcje, potem obiad. Dobrze, niech i tak będzie. Nieprzekraczalną granicą była godzina 16.00, później nie mogłam podać obiadu, bo o 17.00 trzeba wyjść na tańce. Duśka lekcji nie skończyła. Trudno, skończy jak wróci.

Dopadło mnie zmęczenie, ale takie z gatunku „jak usiądę to usnę”. Musiało być naprawdę potworne bo nawet kupiony w pobliskim sklepie Tiger nie dał rady postawić mnie na nogi. Może co najwyżej unieść powieki. Trzeba było jednak RedBulla poszukać. Czas oczekiwania na Duśkę umilałam sobie piłowaniem paznokci. Dobrze wiem, że ani to kulturalne ani eleganckie, ale trudno, ja naprawdę nie mam czasu w domu na takie przyjemności. Tekst na bloga trzeba napisać!

Powrót o godzinie 19.00. W domu standardowe zajęcia: kolacja, zmywanie, ścielenie łóżek, kąpiel, końcówka lekcji Duśki, pakowanie tornistra. Ufff, wreszcie mogę skończyć moje zlecenia. Niestety jest północ. Miałam napisać tekst na bloga, ale nie dam rady. Mąż ogląda jakiś bzdurny serial z jednym mało przystojnym aktorem, którego bardzo lubię, ale niestety, nie mam siły mu towarzyszyć. Padam w locie. W czwartek napiszę, przecież żadnych zleceń już nie mam, do piątku luz.

Plan na czwartek był mniej więcej taki: Duśka do szkoły, ja na cmentarz bo to obok, posprzątam, małe zakupy, potem wrócę do domu ogarnę kuchnię bo już bardzo tego potrzebuje, potem odbiorę Duśkę ze szkoły i ona odrobi swoje lekcje a ja wreszcie napiszę tekst na bloga. Diabli wzięli plany już rano, bo Duśka obudziła się z takim kaszlem, że o szkole nie mogło być mowy. O zakupach też, bo przecież samej jej nie zostawię. Cmentarz także musi poczekać. Mąż zdecydował, że w takim razie zrobi te zakupy a do pracy pojedzie później. Jupi! Jeden problem mniej.

Tekst na bloga miałam pisać? No to może zacznę? Nie, nie zacznę bo przyszło zlecenie z agencji, która się tak dawno nie odzywała, że już przestałam na nich liczyć. A tu proszę, niespodzianka. Miło, będą pieniądze. No ale znowu, zlecenie ma pierwszeństwo. Wertuję internet w poszukiwaniu niezbędnych danych. Piszę. Sprawdzam. Wysyłam. Dzwoni chrześnica, że jest u mamy i może byśmy wpadły. Byśmy nie, bo Duśka chora (niby nie groźnie, ale chrześnica w ciąży, nie będziemy ryzykować), ale ja tak, bo mąż jednak do pracy nie poszedł. Chrześnicę widuję tak rzadko, że postanawiam iść. Na chwilę, bo przecież tekst na bloga nie napisany i kuchnia czeka na posprzątanie.

Chwila rozmowy zamienia się w godzinę.

Wracam. Sprawdzam pocztę, potem loguję się do dziennika szkolnego. Niespodzianka, informacja o zadanych lekcjach. Usadzam Duśkę nad ćwiczeniami, a sama wreszcie biorę się do pracy.

Decyduję się zacząć od kuchni, bo więcej roboty. Glazura do umycia, armatura do umycia, szafki do umycia, blat do posprzątania, podłoga do umycia, tu przetrzeć, tam przestawić, to przy okazji schować. W międzyczasie wstawiam kolację, bo coś trzeba zjeść. Duśka przychodzi i melduje, że jest głodna. Tak rzadko to słyszę, że można by gdzieś to zapisać ku pamięci. Odrywam się od pracy i robię jej omleta.

Kuchnia niby nieduża a posprzątanie jej zajęło mi trzy godziny i wykończyło zarówno fizycznie jak i psychicznie. Tekst na bloga? A w życiu, nie złożę zdania po polsku, a przecież to ma być ważny tekst na poważny temat. Mamma mia, a jutro już piątek!

No nic, może rano dam radę.

Piątek. Duśka zdeterminowana, żeby iść do szkoły, bo będzie klasowe oglądanie filmu. No i dobrze, ona do szkoły, ja na bazar. Trzeba kupić kwiaty i znicze, a oprócz tego zrobić normalne „warzywne” zakupy, wszak w sobotę mamy mieć gości. Ciasto trzeba upiec. Ciekawe kiedy. Przecież trzeba tekst na bloga napisać, ludzieee, kto mi czas podaruje?

Z zakupów na cmentarz, groby się same nie posprzątają, nie ma na co liczyć. Z cmentarza po Duśkę bo to blisko. Obok szkoły plac zabaw, kto to wymyślił?! Wymarudziła, bawi się blisko godzinę. Facebook musi sobie poradzić beze mnie, trudno. Tekst na bloga? Dziewczyny mnie zabiją, ale nie dam rady. No nie dam.

Wracamy do domu, obiad, i… powinnam opublikować mój tekst, najwyższy czas. Tylko kiedy ja go miałam napisać?

 

Drogie Czytelniczki, drodzy Czytelnicy, bardzo Was przepraszam, ale naprawdę nie miałam czasu, nowego tekstu dziś nie będzie.

5
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Danuta Joanna
Gość

znam to :) aż do bólu. Niestety zlecenia mają priorytet, choć… też je lubię (nie tak jak bloga, bo to „moje królestwo”, ale…)

Maria Ciahotna
Użytkownik

Tekst miał być na poważny temat? I udało się – bo w końcu my to sobie możemy coś zaplanować, nawet raz czy dwa czy trzy zmienić plany, dostosować je do życia podążającego swoim torem, a tu jednak klops – czasami po prostu i tak będzie inaczej :) trzeba w tym wszystkim się odnaleźć i raz po taz próbować zgrać wszystko na ile się da – tego życzę zresztą nam wszystkim ;)

Wspolczesna_mp
Gość
Wspolczesna_mp

:-)

Ewa Plummer
Użytkownik

Taaak. Praca w domu. Znam to…

Emocje 29 października 2015

Halloween czy Zaduszki?

Zbliża się 31 października, a z nim Halloween. W Polsce chyba jest tylu samo zwolenników, co przeciwników obchodzenia tego dnia. Sklepowe półki zapełniają się i uginają od upiornych kostiumów i dekoracji, a młodzież prześciga się w koncepcji na najlepszą hallowenową imprezkę. Ekscytuje i intryguje nas mocno to amerykańskie święto – jest zabawne, kojarzy się pozytywnie z dynią w oknie i wizytą „strasznych” przebierańców. Elementy mistycyzmu i oswajania strachu przed śmiercią przeplatają się od wieków istnienia różnych cywilizacji. Sorry, taka już nasza ludzka natura i ciągnie nas  do ciemnej strony mocy.

Niektórzy przeciwnicy mylnie stawiają Halloween na równi z kultem wszelkiego zła, jako oponenta chrześcijańskiego Dnia Wszystkich Świętych. Nic bardziej mylnego! Nie wiem czy pamiętacie, że w naszej kulturze istniał zwyczaj Dziadów zanim na naszych ziemiach zawitało Halloween, ba nawet Zaduszki czy Dzień Wszystkich Świętych!  Dla niewtajemniczonej młodzieży (która może przeczyta ten tekst) nazwa Dziadów bynajmniej nie wzięła się od dziadowania (żebrania) o słodkości, bo mieliśmy taka biedę z nędzą :D

Dziady były pogańskim zwyczajem ludowym, wywodzącym się z przedchrześcijańskich obrzędów Słowian i Bałtów. Jego zasadniczym celem było nawiązanie kontaktu z duszami zmarłych i pozyskanie ich przychylności. Wędrującym duszom oświetlano drogę do domu, rozpalając ogniska na rozstajach, aby mogły spędzić tę noc wśród bliskich. Ogień miał jednak również uniemożliwić wyjście na świat upiorom – duszom ludzi zmarłych nagłą śmiercią, samobójców itp. W tym celu rozpalano go na podejrzanej mogile. Dziady obchodzono dwa razy w roku – wiosną i jesienią. Obrzędy z okazji Dziadów odbywały się w miejscach związanych z dawnymi ośrodkami kultu – na wzgórzach, wzniesieniach, pod świętymi drzewami, w miejscach uważanych za święte. W późniejszym okresie z racji swojego charakteru Dziady często odbywały się również przy grobach przodków, na cmentarzyskach. Taki opis Dziadów jest Wam zapewne znany z Mickiewiczowskiego dramatu. Kultywowanie pogańskiego zwyczaju było jednak nie w smak Kościołowi Katolickiemu. Polska, kraj chrześcijański więc nie  wypadało pielęgnować pogańskich zabobonów. To, czego nie udało się wyprzeć surowymi zakazami i karami, Kościół wprowadził fortelem. Zastąpił Dziady  doskonale znanymi nam Zaduszkami, które jak wiele innych chrześcijańskich świąt, opierają się na zaadaptowanych, pogańskich zwyczajach, odzianych w nowe szaty. Jakie to praktyczne nieprawdaż?  W Zaduszki odwiedza się cmentarze, groby zmarłych z rodziny; zapala znicze na grobach oraz składa kwiaty, wieńce symbolizujące pamięć o nieżyjących. Nie wiem czy wiecie, że tradycja stawiania zniczy na grobach wywodzi się z dawnego pogańskiego zwyczaju rozpalania ognisk na mogiłach.

Jest mi to obojętne czy ktoś będzie się bawił w dekorowanie domu, robienie psikusów i przebieranki czy nie. Może zamiast tego wybierze się na cmentarz czy do kościoła i ten czas poświęci na modlitwę. Jeszcze inni, którym zabawa, kościół i cmentarz zupełnie jest nie po drodze, niech sobie spędzą ten czas w gronie rodzinnym, na wyjeździe lub samotnie w domowych pieleszach. I nic nikomu do tego. Wolny kraj, wolny wybór – nie krytykujmy, nie wściubiajmy nosa w życie innych. Wkurza mnie krytyka Halloween przez niektórych duchownych i ludzi wierzących.  Wynika ona z racji pogańskiej genezy tego święta. Zupełnie tego nie rozumiem, czyżby nie znali historii? Co ciekawe – uznanym przez Kościół Katolicki odpowiednikiem Halloween jest Dzień Zaduszny (obchodzony 2 listopada, a nie Dzień Wszystkich Świętych – 1 listopada), który także ma pogańskie korzenie (wywodzi się z tradycji Dziadów). A nazwa jakże pogańskiego Halloween jest najprawdopodobniej skróconym All Hallows’ Eve – wigilia Wszystkich Świętych. Nie rozumiem całej negatywnej nagonki na motyw śmierci pojawiający się podczas Halloween. Przecież śmierć to nieodzowny element naszego życia, jedyna pewna rzecz, która nas czeka. Jeśli komuś łatwiej się z nią oswoić nadając jej humorystyczny, przerealniony obraz to proszę bardzo – bawcie się, straszcie i świętujcie. Jeśli jesteście wierzący po hallowenowym szaleństwie nie zapomnijcie o chwili zadumy i modlitwie za zmarłych.

29
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Weronika Kunicka
Gość

A na prawdę trzeba wybierać? Jednej rzeczy nie rozumiem.. To jest zabawa dla Dzieciaków, okazja do przebieranek i ciekawej przygody. Jeśli obchodzenie Halloween sprawi, że rodzice poświęcą dodatkowe pół godziny dzieciom by zrobić z nimi dynię, to super! Jestem w 100% „za”! I mam to w nosie że to zwyczaj Amerykanów. Dla mnie to powód do tego żeby sprawić radość mojemu Dziecku. Czy przebieranki Maluchów TEŻ muszą wywoływać falę nienawiści i kontrowersji? Zazdroszczę ludziom, którzy nie mają innych problemów.

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Mi to zupełnie nie przeszkadza, o czym wspomniałam w tekście. Każdy robi jak uważa.

Weronika Kunicka
Gość

Tak, czytałam tekst. Chodzi mi o ludzi, którzy uważają to za nie wiadomo jakie zło.. Odnoszę wrażenie że żyjemy w kraju gdzie wypada się tylko smucić i obrzucać obelgami.. a ci, którzy dobrze się bawią powinni zostać spaleni na stosie i bardzo mnie to martwi. Nie ma z czego robić afery, a niestety u nas się nie da.

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

U nas często robi sie z igły widły.

Weronika Kunicka
Gość

A szkoda.. Pozdrawiam :)

Edyta Kiełtyka
Gość

A jaka jest historia?Z checia poznam z dziecmi przebieram sie w karnawale i bez okazji a 1 listopada ide na groby z kwiatami poswiecajac czas swoim dzieciom kultywujac nie tradycje ale pamiec moim zmarłym;-)

Karolina Bylina
Gość

Hallowin jest 31 pazdziernika a nie 1 listopada

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Po krótce historia jest taka, że my Słowianie mieliśmy jeszcze przed Anglosasami zwyczaj Dziadów. Ot take nasze pradawne Halloween. Kościół zmodyfikował to pogańskie święto wg. swoich zasad wprowadzając Dzień Zaduszny. W związku z powyższym współczesne Zaduszki to dostosowane do chrześcijaństwa pogańskie Dziady.

Edyta Kiełtyka
Gość

Ja z dyni robie pyszna zupe a jaki jest sens przebierania dzieci za trupy ,wampiry bo tacy zawitali do mnie rok temu??Jesli mama spedza czas z dziecmi na robienie stroju kosciotrupa albo wycina w dyni zeby i wylupiste oczy to gratuluje takiej mamusi!

Monika Karpińska
Gość

To mojemu synowi musisz pogratulowac mamusi, bo wlasnie dzis zrobilismy dynie z zebami i rozwieszalismy kosciotrupy, pajaki i nietoperze w domu :) ja to swieto traktuje jako zabawe nic wiecej :)

Edyta Kiełtyka
Gość

No wlaśnie dzisiaj czytałam dzieciom w pracy bajki terapeutyczne aby nie bały się duchow i innych zjaw pod łóżkiem i maly chłopczyk 6 letni mowi do mnie”A moja mamusia mówi ,że są duchy nawet robilem je z mamusia to są w koncu czy nie??Bo ja jutro idę z mamusią do bawialni na Swięto Duchów będzie super i będziemy się straszyć !!!!!!!!!!!!!!!!”Fajne jest Hallowen nie??Super bawcie się dobrze!!!!Pozdrawiam

Monika Karpińska
Gość

Wszystko zalezy od podejscia i przekazu. Moje dziecko nie boi sie duchow bo wie ze to tylko wytwor naszej wyobrazni :) my traktujemy to jak zabawe i tak samo jak w bajce samochody mowia tak u nas sa duchy, ktore sa smieszne, zabawne i nikt sie ich nie boi ;) Wszystko z umiarem i nawet z tak przerazajacego wedlug Ciebie dnia mozna zrobic super zabawe ;)

Karolina Bylina
Gość

Dla mnie to zadbe swieto. To super zabawa. Dynie zrobilismy juz 3 i dziecko nialo z tego powodu wielka radoche. Nie obchodzi mnie zdanie kosciola na ten temat. Czarnych mszy nie odprawiam takze nic im do tego. A jesli sa tacy swieci to czemu na czas postu nie tezygnuja z wina podczas mszy??? Dla mnie kazda okazja do spedzenia czasu z dzieckiem jest dobra i tez jestem za.

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Z chęcią zobaczę zdjęcie dyń.

Karolina Bylina
Gość

Tylka jedna mam a jestem u tesciowej na wypoczynku ;)

Edyta Kiełtyka
Gość

Karolina Bylina znasz znaczenie wina na mszy??Chyba nie!!

Karolina Bylina
Gość

Znam ale nie zmienia to faktu ze to alkohol

Magdalena Romańczuk
Gość

No to chyba jednak Pani nie zna…

Karolina Kałuska
Gość

Na jutro zamówione dynie – kolejny rok z rzędu wycinamy lampiony dzieci maja radochę co nie miara…

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Czekam na efekty pracy :)

Karolina Kałuska
Gość
Sylwia Wnuk
Gość

Ozdoby mamy ale jakoś specjalnie nie świętujemy

Martyna Bednarczyk
Gość

ja nie obchodzę i nie lubię tego święta. Ale moja córcia miała impreze w przedszkolu z tej okazji i co miałam jej nie puścić? to już byłaby przesada :P

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Zgadzam się z tym. Sama również nie świętuje tego dnia, ale nie przeszkadza mi. Kto lubi niech się bawi :) A synka gdyby w przedszkolu była zabawa też bym przebrała i życzyła mu udanej zabawy.

Martyna Bednarczyk
Gość

dokładnie :)

Danuta Joanna
Gość

dla mnie jednak te dni są przede wszystkim czasem zadumy i refleksji o tych, których już nie ma – Halloween nie obchodzę…

Anna Stefanek
Gość

Tych co już nie ma należy wspominać okrągły rok, a nie z okazji święta zmarłych…

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

DOKŁADNIE!!

Andrzej Heppa
Gość

Pierwsza dynię wydrążyl dla mnie Dziadek w 1965.Dopiero rok poźniej zobaczył telewizor(Turkus) ale amerykańskich programówt am nie było przez kilkadziesiąt następnych lat…Sam to drążenie dyni pamietał ze swego dzieciństwa czyli tak jakos z roku 1910-15.Czyli precz Amerykanom od naszej polskiej dyni!

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close