Ciąża 15 października 2013

Uleciało ze mnie nowe życie, moje pragnienie i wielkie marzenie…

To miał być drugi w moim życiu, cudowny okres wyczekiwania i stwarzania świata, jednak życie pozwoliło sobie napisać dla mnie inny scenariusz…  

O rodzeństwie dla pierworodnego syna marzyłam od dawna, tylko jakoś tak ciągle to nie był „dobry moment”. Ale w końcu nadszedł, wraz z naszym krótkim i dość spontanicznym urlopem.

Na jego efekt czekałam bardzo niecierpliwie. Zrobiłam chyba z 6 testów i dopiero ostatni, równo po tygodniu od terminu spodziewanej miesiączki pokazał dwie grube ciemne krechy! Radość była ogromna, miałam ochotę chodzić na rękach i ogłaszać wszem i wobec, że nasza rodzina znowu się powiększy!

Ale coś mnie przed tym powstrzymywało. Jakiś głos w mojej głowie, podpowiadał by najpierw potwierdzić ten fakt u specjalisty. Teraz wiem, że to było PRZECZUCIE.

Wtorek, 2 września – moja pierwsza wizyta u lekarza (6 tc)

Rutynowe badanie ginekologiczne, krótki wywiad, USG. Głucha cisza w gabinecie wprowadza lekko nerwową atmosferę, dziwny wyraz twarzy gina, błądzące oczy po monitorze aparatu i to jego wiercenie się na krześle, zaczynają mi uzmysławiać, że chyba coś jest nie tak.

W końcu ciszę przerywają słowa – „Pęcherzyk ciążowy jest, ale nie widzę echa serca płodu, a powinno  być już widoczne.

No ale MOŻE ciąża jest młodsza… Proszę zgłosić się do mnie za dwa tygodnie.”

Piątek, 13 września  – druga wizyta (8 tc)

Rutynowe badanie, wywiad, USG.  Pełna obaw, kładę się na kozetce i… mam powtórkę z rozrywki – głucha cisza, błądzący wzrok po monitorze, nerwowe wiercenie się na krześle,…. pytanie –„Czy ta ostatnia miesiączka na pewno była 16 lipca?? To już jest 8 tc a ja nadal nie widzę tętna płodu…..”

I ciarki przeszywają całe moje ciało, czuję że zaraz się rozpłaczę. Staram się z całych sił, by jeszcze tego nie zrobić.

Gin, jak dotąd bardzo oszczędny w słowach, próbuje mnie pocieszyć mówiąc, że owulacja mogła się przesunąć, ale jednocześnie nie ukrywa przede mną czarnego scenariusza.

Dostaję skierowanie do szpitala na badania.

Poniedziałek, 16 września – jeden z najgorszych dni w moim życiu (9 tc)

Niedługo po przyjęciu na oddział patologii ciąży, wzywają mnie na trakt porodowy, piętro wyżej,  gdzie czeka na mnie dwóch lekarzy. I znów to samo: wywiad, badanie, USG i wszystko jest jasne…

Jak w najgorszym koszmarze, spada na mnie ciężar usłyszanego zdania –„Nie pozostaje nam nic innego, jak potwierdzić przypuszczenia Pani doktora. Ciąża obumarła. Pęcherzyk zaczyna się zapadać. Musimy Panią niezwłocznie skierować na zabieg wyłyżeczkowania”. (!!!)

Moja nadzieja i wiara zostały właśnie brutalnie zamordowane! Nie wydarzył się cud, o którym tyle słyszałam, czytałam i na który tak bardzo liczyłam!  Czuję, że opadam z sił, moje oczy napełniają się łzami, a po chwili jedna po drugiej, spływają po mych policzkach.

Poproszono mnie bym zeszła piętro niżej, z powrotem na patologię.
Nie jadę windą, „smyczę się” po schodach, jak bym szła na ścięcie. Ryczę jak bóbr! A najgorsze jest to, że nie mam się do kogo teraz zwrócić i przytulić, bo jestem tam całkiem sama! :(

Przed wejściem na oddział, nerwowo ocieram łzy, robię dwa głębokie wdechy, wchodzę usilnie próbując  NIE PŁAKAĆ. Niestety, niemal w drzwiach „atakuje” mnie facet, który przed chwilą uśmiercił moje marzenie o drugim dziecku, wciskając mi w dłoń papier  z orzeczeniem o zgodzie na wykonanie zabiegu.

Znowu się rozklejam. Podchodzę do dyżurki pielęgniarek, jedna z nich pyta czy to podpiszę, na co ja, załamującym się głosem, zalana łzami, ledwo wykrztuszam –„Nie wiem..”.
Kobieta głaszcze mnie po ramieniu i mówi, że mam się nie spieszyć, każe usiąść w korytarzu, pomyśleć, zadzwonić do męża…

Nie dzwonię, posyłam smsa. Siedzę w tym korytarzu jeszcze dobre 4 godziny! Wśród obcych ludzi, ciągle szlochając i zastanawiając się – co z tym zrobić??

W końcu, przydzielają mi łóżko, podpisuję te cholerne papiery, dostaję środki na uspokojenie. Do końca dnia popłakuję, zwinięta w szpitalnym łóżku, pocieszana przez obce mi kobiety. Wieczorem dostaję tabletkę nasenną, pomimo której i tak budzę się w nocy kilkanaście razy.

Wtorek, 17 września – to już jest koniec, nie ma już nic…

Od rana strasznie się denerwuję, po pierwsze dlatego, że wciąż nie mogę pogodzić się z diagnozą lekarzy, po drugie – okropnie boję się zabiegu! Jestem już po konsultacji z anestezjologiem, więc wiem jakie mogą być skutki uboczne ogólnego znieczulenia :(

Od wczoraj nic nie jem i nie piję – muszę być na czczo. Robią mi morfologię, dostaję kolejną tabletkę na uspokojenie, czekam… i cała się trzęsę! To dziwne, ale nawet poród mnie tak nie przerażał, jak ten „drobny” zabieg.

W końcu mnie wołają. Kładę się na łóżku, przywiązują mi do niego nogi (!), może to i lepiej bo ze stresu trzęsą się jak galareta! Anestezjolog przykleja mi do klatki piersiowej coś, co ma monitorować oddech, podpina kroplówkę, mówi że może mi teraz zawirować świat, na co ja odpowiadam, że czuję tylko mrowienie w głowie…….. i odpłynęłam!! Nic już więcej nie pamiętam!

Ocknęłam się dopiero w sali, wśród „koleżanek”, chociaż podobno wybudzono mnie jeszcze  w gabinecie zabiegowym – ale ja tego w ogóle nie kojarzę! Nie wiem nawet kto i jak mnie przełożył na łóżko, którym przewieziono mnie do sali, nie wiem kto włożył mi na tyłek moje spodnie?! Pamiętam tylko, że jak weszłam do swojego łóżka to byłam jeszcze mocno śnięta i niemal od razu zapadłam w kolejny sen. Zdążyłam tylko naskrobać mężowi krótkiego smsa – „jest już po”  i padłam! Obudziłam się po prawie 2 godzinach!

Po drzemce wstałam jakby nigdy nic, fizycznie czułam się dobrze (po końskiej dawce środków przeciwbólowych!), tylko psychicznie kiepsko. Ta pustka w brzuchu, sercu i głowie…. powodowała, że wciąż chciałam płakać.

Cały ten koszmar trwał raptem 2 tygodnie, a ja miałam wrażenie, że to już wieczność! Pytania – DLACZEGO?! – dwoiły się i troiły w mej głowie. Różne scenariusze przebiegu i końca ciąży śniły mi się niemal każdej nocy! Nie obyło się bez silnego poczucia winy, które dodatkowo wykańczało mnie psychicznie.
Wstyd się przyznać, ale był też taki krótki moment, kiedy winą obarczyłam męża i syna, bo w ostatnich tygodniach dali mi ostro popalić i przysporzyli mnóstwo złości oraz wszelkich negatywnych emocji! :(

Dziś wiem, że moje rozmyślanie nie ma sensu, bo niczego już nie zmieni! Już jest po wszystkim…

Nie wiem czy wiecie, ale 15 października obchodzi się w Polsce – Dzień Dziecka Utraconego..?

Powinnam teraz kończyć 13 tc i zaczynać II trymestr… niestety, nie kończę i nie zaczynam. Upływa za to 1 miesiąc po stracie pokochanego już od pierwszej chwili dziecka… :(

Źródło zdjęcia: Flickr

39
Dodaj komentarz

avatar
23 Comment threads
13 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
10 Comment authors
Małgosia OstrowskaKarina WałęsaSylwia SurowskaElżbieta MorozKarolina Surek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Milena Kamińska
Gość
Milena Kamińska

:-( Syna urodziłam w kwietniu 2008 r a w listopadzie niespodziewanie dowiedziałam się że po raz kolejny jestem w ciąży . Byłam bardzo zaskoczona ale szczęśliwa . Chciałam całej rodzinie pochwalić sie tą nowiną w święta. Niestety powstrzymało mnie plamienie , wiedzieli tylko rodzice i nikt więcej. Postanowiłam odłożyć „powiadomienie wszystkich” na dzień kiedy już będzie wszystko ok. Nie przemęczałam się, dbałam o siebie, odpoczywałam. Niestety pewnego późnego wieczoru plamienie było coraz wieksze , i pojawił coraz silniejszy ból brzucha. Bałam się bardzo , szybko pojechałam do szpitala ….. i tam rozpoczął się koszmar. Zwijajac sie z bólu długo wyczekiwałam… Czytaj więcej »

Asia
Gość
Asia

Przytulam cię mocno Mileno a jednocześnie gratuluję, drugiego dzidziusia.

Iza
Gość
Iza

:(

Kasia
Gość
Kasia

Witaj. Strasznie mi przykro. Wiem, co czujesz. Też jestem po stracie. 16 października miałam rodzić, teraz zaczynałabym 9 miesiąc. Niestety, dzieciątko straciłam w 6-7 tc. Poroniłam sama, nie chciałam zabiegu. Nigdy nie zapomnę tego bólu – i fizycznego, i psychicznego. Mam dwoje dzieci – synek w grudniu skończy 5 lat, drugie dzieciątko w niebie. I mimo że nigdy go nie widziałam, nie przytulałam, to kocham bardzo mocno… Poroniłam 28 lutego. Dziś, 17 września, jestem w 5 tygodniu ciąży. Jestem przerażona, pełna obaw… Ale i bardzo szczęśliwa. Proszę Boga, by tego dzieciątka mi nie zabierał. Wierzę, że urodzę to dziecko w… Czytaj więcej »

Fizinka
Gość
Fizinka

Kasiu, po pierwsze mocno przytulam.
Po drugie trzymam kciuki za szczęśliwy przebieg i koniec ciąży! :)
A po trzecie, widzę że jesteśmy w tym samym wieku i nasi mężowie również! :P

Dziękuję Ci :*

Magda
Gość
Magda

Kochana, nie wiem czy tak mogę mówić, ale chyba wiem co czujesz… Ja mam swoje 2 aniołki…moje kochane maluszki straciłam w 8 t.c… To były moje pierwsza i druga ciąża, wyczekane, wymarzone, wyproszone…to moje dzieci, których nigdy nie miałam szansy przytulić… Do dzisiaj nikt nie potrafi odpowiedzieć- dlatego???
Ale jest też dobra informacja…teraz mam dwoje dzieci przy sobie! Ciążę ze starszym synkiem znosiłam dość ciężko, z córeczką przebiegła bez żadnych komplikacji! Powodzenia… Nie można się poddawać!

Fizinka
Gość
Fizinka

Takie historie (innych mam) oraz pozytywna energia, dodają mi otuchy – dziękuję! :)

Małgorzata K
Gość
Małgorzata K

ja dwa razy to przechodziłam. Pierwsze maleństwo straciłam w 2011roku a drugie w czerwcu tego roku. Rozumiem Cię dobrze

Marta
Gość
Marta

Ja swoje pierwsze dziecko straciłam w 5 tc (trzy lata temu), był wielki ból psychiczny, fizycznego nie czułam, nic mnie nie bolało, nie miałam żadnych objawów. A teraz mam ukochana córeczkę, ciąża bez komplikacji, od początku rozwijała się prawidłowo. Mała ma w tej chwili dwa miesiące i kocham ja nad zycie!

Karolina Bylina
Gość

Moge zapytac jak dlugo sie staraliscie? To bardzo przykre ale niestety czesto ciaza sie nie rozwija i zostaje na etapie pecherzyka. Wiele kobiet o tym nie wie bo organizm szybko sie oczyszcza. Pidstawiwym bledem moim zdabiem byl fakt ze lekarz od razu nie powiedzial ci ze nic z tego nie bedzie. W 6 tygodniu to juz powinno byc serce a przynajmniej plod. Mysle ze natura wie co robi. Bliska mi osoba stracila ciaze w 3 miesiacu. To dopiero bylo przykre ale mysle ze moze lepiej gdy dzieje sie tak jak sie dzieje niz gdyby dziecko mialo byc powaznie chore i… Czytaj więcej »

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Nie pamiętam teraz dokładnie, ale nie było to jakoś długo, wydaje mi się, że dość łatwo nam to przyszło. Za to na 3 ciążę musiałam trochę poczekać, bo dopiero po 2 latach udało mi się zajść – o czym wspominałam niedawno w tekście https://wrolimamy.pl/starania-o-dziecko/ . Aktualnie jestem w 23 tc i choć czuję się dobrze, nie obeszło się bez obaw i strachu, tym bardziej, że w 12 tc trafiłam z bardzo obfitym krwawieniem i silnymi skurczami do szpitala, ale na szczęście sytuację dało się opanować i w tej chwili zdaje się być wszystko w porządku. Co do lekarza w poprzedniej… Czytaj więcej »

Karolina Bylina
Gość

Ale z tego co zrozumialam to byl pusty pecherzyk takze. Co innego jal sie czeka na zarodek co innego jak na serce. No ale najwazniejsze ze sie udalo :) Ja za pierwszym razem bylam zadowolona z lekarza ale teraz przy kolejnej ciazy trafilam na tak fokladnego lekarza ze poprzedni przy nim wuszedl blado. Teraz po porodzie moge pierwszy raz w ciemno polecic gina.

Ewa Gołębiewska
Gość

Współczuję :( Ja straciłam dwie kruszynki w drugim trymestrze… I ten strach w kolejnych ciążach… Mam dwie córcie i jestem w 37 tygodniu i do samego porodu nie potrafię być spokojna. Ciąża jest dla mnie strasznym stresem

Karolina Bylina
Gość

Rozumiem. Ja pomimo ze nie mialam takich przygod to tez cala druga ciaze aie stresowalam.

Martyna
Gość
Martyna

Fizinka bardzo mi przykro… Gdybym w lutym nie straciła ciąży teraz bym była mamą po raz drugi… Wiem co to za ból… W maju zaszlam w ponowną ciążę, ale nie jest kolorowo. Każdego dnia tocze walke o życie mojej kruszynki, jak pisałam w innym poście wyszłam ze szpitaka opanowali sytuacje. Niestety na ostatniej wizycie okazalo2 się że moja szyjka jest krótka… Nadal muszę ciągle leżeć… Boję się każdego dnia, każdy najmniejszy ból sprawia że się okropnie boję… Trzymam za Ciebie kciuki na pewno w nie długim czasie się uda !. Trzymaj się Kochana.

Joanna Wendzonka
Gość
Joanna Wendzonka

Czesc dziewczyny… Ja mam bliźniaczki 5 letnie i bardzo chcieliśmy kolejne dziecko. Od maja sie staraliśmy i nic. W lutym w końcu sie udało. Zrobiłam test wyszedł pozytywnie. Badanie krwi pozytywnie. Odrazu poszłam do lekarza. Przy badaniu stwierdził ze pęcherzyk jest bardzo malutki i mam przyjść za dwa tygodnie. Oszczedzalam sie i uwazalam na siebie. Po dwóch tygodnia kolejna wizyta. Lekarz zalozyl mi kartę ciąży wypisal skierowanie na wszystkie badania… Zbadal mnie,ginekologicznie i zrobil usg. Okazalo się ze nie ma echa serca. Ciaza obumarla ? ale dla 100% pewności mam przyjść za tydzień. Lezalam w domu. Po trzech dniach straszny… Czytaj więcej »

Fizinka
Gość
Fizinka

Joasiu, bardzo mi przykro. Ale mocno (wirtualnie) Cię przytulam i trzymam kciuki, żebyś szybko mogła cieszyć się fasolką!
Będzie dobrze!

Ania Wachowicz
Gość

Super, że wkońcu zaczęło sie o tym pisać… Niestety dzien smutny. Każdy wie kiedy jest dzień psa, kota, przyjaźni itd. Są rozgłaszane przez stacje radiowe a o tym dniu ani słychać :( dzień ważny dla nas Mam po stracie, Aniołkowych Mam…
Mama 3 Aniołków
21.12.2009
29.08.2014
26.08.2017

Agata Solewicz
Gość

To bardzo przykre zwłaszcza że ja właśnie tego dnia odchodzę swoje urodziny. Moje dzieci są że mną choć o oboje musiałam walczyć. Dziś jestem wygrana mamą ale mimo to łącze się w bólu z każdą mama której los odebrał ta możliwość.

Aleksandra Anna Greszczeszyn
Gość

Ja straciłam dziecko dokładnie w Dniu Dziecka Utraconego. Miną teraz dwa lata.

Ania Wachowicz
Gość

Ja miałam termin właśnie na 15 pazdziernika i akurat to dziecko straciłam w 31 tc :(

Paulina Wilczyńska
Gość

Ja straciłam dwa Aniołki
Jednego 9/10 tydz ciązy 12 lat temu i 11 lat temu w 20 tyg( nigdy nie zapomnę tych dni :'( )

Paulina Wilczyńska
Gość

Karina

Karina Wałęsa
Gość

😔

Paulina Wilczyńska
Gość

Rybciu,będzie dobrze. Modlę się o to <3

Paulina Wilczyńska
Gość

Pamiętaj…Sanktuarium Matki Bożej Licheńskiej

Maria Bartoszek
Gość

U nas 7 września minęły dwa lata. Całe szczęście mamy dwójkę cudownych, zdrowych dzieci <3

Sylwia Wnuk
Gość

u mnie we wrześniu 5 i w marcu 3:'( nadal ciężko, nadal smutno, choć każdego dnia moje 2 skarby rozweselają każdą chwilę to i tak czasem nachodzi taka nostalgia

Ania Dąbrowska
Gość

U mnie 26.11 mina 2lata (taki „prezent”przed urodzinami).caly czas pamietam i ciagle boli tak samo :(

Ewelina Jońca
Gość

Boli wciąż tak samo, ale żyć trzeba…

Karolina Surek
Gość

Dziś.. :( najgorsze jest to, że były bliźniaki jednojajowe, z czego w 6 tygodniu jedno już miało mniejsze szanse na rozwoj, drugie walczyło, ale poddało się w 8/9 tyg, a ja się dowiedziałam w 11 dopiero.. nie do opisania jak człowiek się wtedy czuje. Ale mam nadzieje na lepsze jutro i wiem, ze po nowym roku będzie lepiej ❣️

Paulina Katarzyna Werner
Gość

Przykro mi 😢

Karolina Surek
Gość

Dziękuje kochana. Nic straconego, jest tylko żal i pytanie do tego u góry dlaczego??? Ale od stycznia nie odpuszczamy, będzie na pewno i już go nie puszczę nigdzie :)

Elżbieta Moroz
Gość

Ja straciłam swoją córeczkę przy porodzie… urodziłam w piątek 13, spotkał mnie prawdziwy pech, a 13.05.2017 minęło już 6 lat… Oliwia jest cały czas w moim serduszku <3

Sylwia Surowska
Gość

za tydzień minie 8 lat a w maju minęło 7 lat na szczęście mam córcie 6 letnią i synka 3 latka daję szczęście choć nie da się zapomnieć o tamtej dwójce

Małgosia Ostrowska
Gość

Dokładnie 3 dni i 7 lat minęło od chwili kiedy utraciłam cząstkę siebie. Już nigdy nic nie będzie takie samo.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close