Emocje 17 sierpnia 2016

Poszła baba do fryzjera… i wyszła z płaczem!

Szukam dobrego fryzjera, albo stylistę fryzur – zwał jak zwał. Bo mam już po dziurki w nosie tych pożal się Boże, fachowców co to się zatrzymali dawno w rozwoju. Zawodowym rzecz jasna.

No jak tak się zastanowię, to z przykrością stwierdzam, że odkąd pamiętam szukam dobrego fryzjera. Takiego, którego zawód jest nie tylko formą zarabiania pieniędzy, ale i pasją! Który zna się na włosach, najnowszych trendach i potrafi okiełznać wymagającą czuprynę oraz dopasować fryzurę do jej właściciela!

A tymczasem kolejny raz trafiam pod nożyce kogoś, kto minął się z powołaniem. Albo nauczył się strzyc w technikum, jakieś 20 lat temu i od tamtej pory tnie wszystkich tak samo, jak leci. Najlepiej od garnka, bo tak jest najprościej. A potem, w ten sam sposób uczy kolejne pokolenie, nadające się jedynie do programu „Ostre cięcie” – tak co by człowiek, który spać po nocy nie może, miał się z czego pośmiać. Serio! Oglądałam kilka tego odcinków i za każdym razem chichrałam się jak głupia, nie dowierzając jednocześnie, że takie rzeczy dzieją się naprawdę!

W zasadzie żałuję, że nigdy nie spisywałam sobie tych wszystkich salonów fryzjerskich, z których prawie wybiegałam z płaczem, bo dziś podzieliłabym się z Wami dosyć długą, czarną listą „specjalistów”, których lepiej jest omijać szerokim łukiem. W sumie, mogłybyśmy wymieniać się takimi listami, jak dawniej karteczkami na przerwach w szkole. Może oszczędziłoby to wielu złości i łez, nie tylko mojej skromnej osobie.

No i, dzięki temu moja brzydsza połówka nie miałaby powodów do podśmiewania się, kiedy wracam do domu na pełnej petardzie, w okularach przeciwsłonecznych i biegnąc od razu do łazienki rzucam tylko w jego stronę „nawet się nie odzywaj!”.

A prawda jest taka, że tu wcale nie ma nic do śmiechu, tylko do płaczu! Bo jak można obciąć komuś krzywo włosy, albo ciachnąć grzywkę na pół czoła, która miała być do brwi?! Albo jak można uciąć brwi, gdy skraca się grzywkę?! Tak, uciąć brwi! Urządziła mnie tak kiedyś jedna pindzia i do dziś żałuję, że zauważyłam to dopiero w domu. Nie raz, nie dwa byłam też oparzona prostownicą do włosów czy suszarką. Zdarzyło się również, że ktoś ciachnął mi nożyczkami ucho, niby przez przypadek, ale fakt jest faktem. Swoje palce zresztą też tną, ale to już mnie jakby nie obchodzi – nie moje paluchy, nie moja sprawa. Gorzej tylko jak ktoś nie ma w salonie plastra. Choć na szczęście jeszcze mi się to nie przytrafiło.

I tak, po raz kolejny gdy udało mi się nieco zapuścić włosy, udałam się do fryzjera z nadzieją, że okiełzna moją burzę włosów i tym samym odmieni nieco wygląd mojej facjaty. Okazuje się jednak, że to marzenie nie do osiągnięcia. Znowu zostałam źle ostrzyżona, zupełnie nie tak jak chciałam. Znowu mam niesymetryczną fryzurę, która na dodatek w ogóle nie chce się układać! Jestem więc zła, potwornie zła i mam ochotę opitolić się na łyso!

A może to nie jest głupi pomysł…. ?  

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
GosiaG Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
GosiaG
Gość
GosiaG

Nie chcą się układać bo zostały świeżo ścięte?(Włos sam, w naturalny sposób po strzyżeniu się układa, trwa to zazwyczaj do 3 dni).Czy może geniusz-fryzjer używał nożyczek pod złym kątem, miał beznadziejne tępe nożyczki? Jeżeli tak to się nie dziwię i bardzo mi przykro że ma Pani takie doświadczenia.Ja uczyłam się tylko rok w Liceum zaocznym,ale moja mentorka była bardzo oddana swojej pracy – kocha ją. Wierzę że znajdzie Pani pasjonata fryzjera który miło Panią zaskoczy :)

Zabawa 16 sierpnia 2016

Dzieci są najcudowniejsze, gdy choć przez chwile są cicho. O sztuce słuchania

Drażni Cię, gdy osoba, do której mówisz, na Ciebie nie patrzy? A mogłaby, gdyby chciała. Uniemożliwia jej to telefon, komputer, albo inne niezbędne w tym momencie urządzenie lub zajęcie. A mnie jeszcze bardziej denerwuje, gdy obserwuję niektórych rodziców małych dzieci.

Zastanawiałam się, czy znów poruszać ten temat, bo wiele razy wspominałam o tym między wierszami. No bo ile razy można odkrywać Amerykę? Przecież to oczywiste, że dzieci potrzebują uwagi rodzica! Ile bym dała, żeby wszyscy o tym wiedzieli, nigdy nie zapominali i zawsze stosowali. Bez wyjątku, łącznie ze mną.
Każde dziecko, bez względu na to, w jakim jest wieku, należy traktować z szacunkiem. Podstawową oznaką szacunku jest uwaga, jaką obdarza się inną osobę.

Tymczasem… Podekscytowany głosik woła „Mamo, zobacz!”, a w odpowiedzi słyszy mruknięcie „Ta, mhm”. Cieniutki głos się nie poddaje „Ale popatrz…!!!”, a słowa te odpijają się echem po placu zabaw. Mama burknie „Już…, zaraz…, momencik…”. I nie wiadomo, czy nie zdążyła, czy zapomniała, czy głosik się poddał.

Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem. Nie zdarzyło Ci się słuchać swojego dziecka jednym uchem? Zamiast teraz oceniać, czas na refleksję i przypomnienie, które każdemu z nas się przyda:

Wystarczy oderwać wzrok, pochylić się w kierunku dziecka, kiwnąć delikatnie głową. Ono będzie czuło, że to, co mówi, dla rodzica też jest ważne, gdy zareagujemy odpowiednim tonem głosu i spojrzeniem. Będzie wiedziało, że jest słuchane.

Zawsze reagujmy. Obojętność tu i teraz może pozostawić po sobie ślad, którego w tym momencie nie dostrzeżemy. Natomiast ani się nie obejrzymy, a dziecko nie będzie chciało nam już nic opowiedzieć i niczym się z nami nie podzieli. Żeby nie było tak, że naprawdę je zauważymy dopiero wtedy, kiedy zacznie sprawiać problemy. Maluchy, które czują, że rodzice wysłuchują je z pełną uwagą, wyrosną na dzieci, które będą chętnie rozmawiały o swoich sprawach z rodzicami w przyszłości. Czego sobie i Wam życzę :)

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Znad kołyski 15 sierpnia 2016

Matko karmiąca! Pilnuj diety, bo inaczej…

Zapewne słyszałaś to nieraz: Jeśli karmisz piersią, pilnuj diety: kurczak, ryż i marchewka, i nic poza tym, bo inaczej… No właśnie, co inaczej? Ano nic!

Taka sytuacja, proszony obiad u znajomych, starsza „ciocia dobra rada” zagaduje:
– Karmisz?
– Tak oczywiście (przecież nie głodzę dziecka, na litość!)
– Nie boisz się?
– Czego? (przecież mnie dziecko nie zje?!?)
– No, surówkę z kapusty jeść!
– Zawsze jadam surówkę do obiadu…
– No ale karmisz, no i kolki i ból brzuszka!
– Tydzień temu jadłam fasolkę po bretońsku i kolek nie było, to i kapustę jakoś “strawi” :)
– :O !!!

Karmię piersią trzeciego malucha, w żadnym przypadku nie trzymałam diety. Moje dzieci żyją, mają się świetnie i nie miały kolek z powodu mojej diety. Ewentualne bóle brzuszka minęły jak ręką odjął, gdy zaczęłam nosić w chuście.

Spieszę zatem z ważną informacją!

DIETA MAMY KARMIĄCEJ TO MIT!

Tak moi drodzy, dobrze czytacie. Nie istnieje coś takiego jak dieta mamy karmiącej. Owszem zdarzają się maluchy, które na pewne produkty źle reagują chociażby z powodu alergii. Jeśli zauważymy taki produkt, to lepiej go unikać, a po jakimś czasie znowu spróbować i zobaczyć czy maluch nadal źle na niego reaguje.

Niemniej jednak ograniczanie się do ryżu z kurczakiem i marchewką to katastrofa dla organizmu matki i dziecka. W okresie laktacji, organizm kobiety ma znacznie większe zapotrzebowanie na składniki odżywcze, jeśli więc ograniczymy się do tych kilku produktów, skąd ma on czerpać to wszystko, co jest konieczne maluchowi?

Ja, przestrzegałam jedynie kilku zasad:

  • jadłam zdrowo, co około 3 godziny
  • spożywałam dużo warzyw i owoców
  • piłam dużo wody, bo mój organizm sam się tego domagał
  • unikałam żywności mocno przetworzonej.

Czyli w zasadzie jadłam tak samo jak na co dzień z tym małym wyjątkiem, że jadłam nieco więcej niż zwykle, nie piłam też alkoholu, tak samo jak w ciąży. Tutaj dowiesz się więcej.

Powiem Wam coś jeszcze. W Irlandii (mieszkaliśmy tam cztery lata), w życiu nie słyszeli o czymś takim jak dieta karmiącej. No, może niektórzy usłyszeli od polskich znajomych ;) W szpitalu w Dublinie, kilka godzin po urodzeniu córki, dostałam zupę grzybową a na drugie do wyboru, pieczonego kurczaka lub burrito :)

Bóle brzuszka u małego dziecka to zwyczajnie niedojrzałość układu trawiennego. No, bo pomyśl. Przez dziewięć miesięcy dziecko jest połączone z Tobą pępowiną i tą drogą razem z krwią otrzymuje od Ciebie niezbędne składniki odżywcze. Pod koniec ciąży połyka sobie dodatkowo wody płodowe, które następnie wydala, nie ma w nich jednak zbyt wiele do trawienia. Po urodzeniu zaczyna pić mleko matki, które o każdej porze dnia i nocy, ma inny skład i inny smak. Jego brzuszek zaczyna się uczyć jak to wszystko strawić, pozostawiając dla siebie to co najlepsze i potrzebne. Pozwólmy mu na to!

Jeśli masz wątpliwości to skonsultuj je ze swoim pediatrą. To jemu pozostaw decyzję o eliminowaniu na stałe z diety konkretnych składników. Samodzielne nie warto tego robić, bo możemy zarówno maluchowi jak i sobie bardziej zaszkodzić niż pomóc.

7
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Stefanek
Gość

Nie ma czegoś takiego, jak dieta matki karmiącej… odpusciłabym tylko alkohol i mak…

Sylwia Kotewicz
Gość

i o tym jest artykuł

Karolina Brzykcy
Gość

A dlaczego niby aklohol i mak? Skoro zadne picie i jedzenie nie ma nic wspolnego z mlekiem matki to smialo mozna PIC ALKOHOL i wszystko jesc:-). Ja karmie 10miesiecy i do 4miesiaca jak cos zjadlam czy wypilam gazowane, ostre, kwasne itd to mala ryczala ze cala wioska ja wlyszala, tak bylo za kazdym razem, jak sie pilbowalam to oki:-) a jak cos zjadlam to straszny ryk , sprawdzalam to wiele razy przez 4miesiace i NIE WIEZE W KARMIENIE BEZ DIETY!!!! I juz nikt w mojej rodzinie!!!

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Gazowane napoje dla nikogo zdrowe nie są, lepiej pić wodę mineralną. Co do kwaśnego czy ostrego. Nawet dorośli czasem źle na to reagują. Nie oznacza to jednak, że trzeba trzymać specjalną restrykcyjna dietę. Tak jak napisałam, trzeba się odżywiać zdrowo i obserwować maluszka.

Anna Wiktorowska Bogdan Wiktorowski
Gość

wszystko zależy od dziecka znajoma jadła wszystko i małemu nic nie było ja muszę trzymać dietę bo synek jest bardzo wrażliwy na to co jem. jeśli dziecko toleruje to można jeść normalnie :)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

O to właśnie chodzi, obserwować malucha i jego reakcje a nie rezygnować z wszystkiego dla zasady :)

Olga Kloda
Gość

Super zgadzam sie mieszkam w Uk i w szpitalu po porodzie dostałam kalafior i brokuły, na kolacje tosty z serem a na drugi dzien fasolkę karmie drugie dziecko i jem normalnie wszystko, nie wiem co to kolki oczywiście podobnie jak w poscie pije dużo wody i zero alkoholu.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close