Przemysław Piotrowski – Cherub

Tytuł: Cherub
Autor: Przemysław Piotrowski
Liczba stron: 438
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2020
Wydawnictwo: Czarna Owca

Cherub to trzecia część trylogii Przemysława Piotrowskiego, której bohaterem jest Igor Brudny, niezłomny i niedostępny, nieco introwertyczny, warszawski glina. Trzecia, a więc ostatnia? Mam szczerą nadzieję, że gdzieś kiedyś jeszcze spotkam tego mrukliwego komisarza, który przyzwoitość stawia ponad zasady i procedury obowiązujące w Policji.

Zielona Góra wzywa Brudnego po raz trzeci. Anonimowa przesyłka z pamiątką z przeszłości, którą najchętniej by raz na zawsze usunął z pamięci, nie daje mu wyboru. Ktoś chce się z nim zmierzyć. Ktoś bardzo, bardzo zły.

Tym razem Brudny opuszcza Warszawę z prawdziwą ulgą. I to podwójną. Nie dość, że szef dał się uwikłać w brudną (nomen omen) politykę i oczekuje od komisarza zakończenia śledztwa niezgodnie z dowodami, to jeszcze Oksana zrobiła mu prezent, za który trudno być wdzięcznym. A Brudny co prawda świetnie radzi sobie w pracy, ale w życiu uczuciowym niekoniecznie i nie bardzo wie, jak się w takiej sytuacji zachować. Tym chętniej wyjeżdża ze stolicy, oczywiście razem ze swoją wierną partnerką, Julką Zawadzką.

W tym samym czasie emerytowany już inspektor Romuald Czarnecki przebywa na zasłużonym urlopie w Kołobrzegu. Mamy pełnię gorącego lata i komisarz z małżonką próbują nadrobić trzydziestoletnie zaległości małżeńskie. Są jednak takie sprawy, od których nie da się uciec, nawet na emeryturze. Na przykład zamordowanie prokuratora Kotelskiego, który może nie był aniołem, niemniej nie zasłużył na tak makabryczną śmierć. Inspektor przerywa swoje wakacje i wraca do domu. Tym razem nie pokieruje śledztwem, ale i tak odegra w nim znaczącą rolę.

Początek książki nie jest porywający, przynajmniej mnie pierwsze kilkadziesiąt stron nie porwało. Brutalne morderstwo prokuratora nie zrobiło na mnie wrażenia. Skoro to kryminał, musi być morderstwo. Mam za sobą kilka tysięcy książek, z czego lwia część to kryminały i sensacje, byle co mnie nie rusza. Autor musi się naprawdę postarać, żeby przykuć moją uwagę.

No i Przemysław Piotrowski się postarał, nie ma co! Nieco nudnawy początek uśpił moją czujność, za to zaraz potem zaczęło być gorąco! Autor, zapytany o Cheruba, powiedział, że „przy pisaniu nie brał jeńców”. No i faktycznie nie wziął ani jednego… Bezlitośnie rozprawił się ze złem, które drobiazgowo opisał. Zdradził tajemnice, których być może zdradzać nie powinien (Darknet nie jest zabawką dla każdego, nie róbcie tego w domu!). Wydobył na światło dzienne najbardziej mroczne tajniki ludzkiej duszy, namiętności, o których nie mówi się nawet szeptem, pasje, które wykraczają daleko poza granice prawa. A wszystko to w swoim stylu – bez lukru, rzeczowo i po męsku, wykazując się przy tym pogłębioną znajomością ludzkiej psychiki. Odważnie wchodzi w skórę policjanta, równie skrupulatnie odkrywa przed czytelnikiem emocje targające mordercą. Wiarygodnie zarysowuje ostatnie chwile ofiar, ich strach wręcz wylewa się ze stron książki. Nie pozostawia złudzeń, nie oszukuje i nie czaruje, aczkolwiek manipuluje czytelnikami całkiem zręcznie. Przeskakując z tematu na temat, robi niezły zamęt w ich głowach, a nie odpowiadając na zadane pytania, sprawia, że od książki po prostu nie można się oderwać. Ponad 400 stron w dwa dni. Bo praca…

Brutalnie zamordowany prokurator to zaledwie początek. Morderca rozkręca się powoli i atakuje tam, gdzie nikt się go nie spodziewa. Na cel bierze starannie i według własnego klucza dobrane ofiary. W zielonogórskiej komendzie zaczyna się robić niewesoło. Czy to jeden z nas? A może mamy tu kreta? Kto będzie następny i dlaczego? No i za co? Brudny? A może ktoś inny? No i przede wszystkim – kto za tym stoi?

Odkrycie prawdy nie będzie łatwe, ale to akurat u Piotrowskiego normalne. Nie będzie też szablonowe, bo to nie w stylu autora. Zanim dowiemy się kto i dlaczego, nie raz i nie dwa zbłądzimy. I chociaż autor tu i tam zostawi nam okruszki prawdy, po których można dotrzeć do celu, to naprawdę łatwo je przegapić, bo zostaną przysypane soczystymi kąskami wiodącymi na manowce. A samo zakończenie jest doprawdy bardzo spektakularne. I w pewnym sensie bezlitosne. Nie sposób nie odebrać go osobiście.

Kto przeczytał Piętno i Sforę, ten na pewno przeczyta Cheruba. W moim odczuciu książka nie jest aż tak straszna, jak Sfora, a przyznaję – bałam się, bo Sfora mnie przeorała zdrowo. Za to w Cherubie wyraźnie widać większą równowagę emocjonalną. Zaryzykuję, że to najlepiej przemyślana i najbardziej dopracowana część trylogii, nie ujmując oczywiście niczego pozostałym. Jest mniej okrucieństwa (albo może jego rodzaj jest mniej przerażający), za to więcej prawdy o złych stronach ludzkiej duszy. To lustro, w którym każdy powinien się przejrzeć. Jeśli znajdzie swoje odbicie, ma prawo się bać. Bo Cherub nie jest piękny i gładki. Jedyne piękno tkwi w jego grozie.

Tak jak poprzednie części, tak i tę polecam fanom kryminałów, ale tylko tym o mocnych nerwach. Dorosłym. Raczej nie dałabym ich nastolatkom, nawet tym z liceum.

 

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za przekazanie egzemplarza recenzenckiego

PS. Nie byłabym sobą, gdybym Wam nie powiedziała. Na 89. stronie jest literówka ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close