Emocje 1 maja 2014

Kiedy ona tak wyrosła???

– Mamusiu obiecuję ci, że już nigdy nie będę nie sprzątała zabawek.

Co to moje dziecko powiedziało? Nigdy nie będę nie sprzątała? Znaczy, że zawsze będzie sprzątała?! Naprawdę?! Huurrrraaaaaa!!!!!

No i jak powiedziała tak robi, co prawda sprzątnięcie całego bałaganu trwa w jej wykonaniu godzinę, ale co tam, grunt, że sprząta. A jeszcze niedawno na hasło: „posprzątaj” krzyczała: sama nie, sama nie, sama nie!!!

Kiedy to moje dziecko tak dorosło? Kurcze, pismo ze szkoły przyszło, żeby ją zapisać. Ale jak to? Już? Przecież to moja mała córeczka, a tu już do szkoły? Już urosła? Kiedy – ja się pytam?!

Przecież tak niedawno przekonywałam Was, że wiem co to znaczy mieć dziecko, pamiętacie?

Równie niedawno pisałam Wam, o kryzysie ósmego miesiąca u trzylatki, a tu już prawie pięć!!!

Oj tych kryzysów to parę zaliczyliśmy. Na szczęście z nich też wyrosła.

Nie ukrywam, że bunt dwulatka, to paskudny wynalazek, cieszę się, że mamy to już za sobą. Dla niewtajemniczonych – dwulatek to taki człowiek, który ma swoje zdanie na każdy temat, świetnie wie, czego chce, tylko kompletnie nie ma doświadczenia życiowego, w związku z tym pcha się z jednych kłopotów w następne. Niby ludzie powinni się na własnych błędach uczyć, ale może nie tak wcześnie? Ciąg przyczynowo–skutkowy jest im obcy, za to chęć poznawania świata…. z oka spuścić nie można, co chwila upominać i tłumaczyć, że tego nie wolno bo to, a tamtego bo tamto. Wszystko do przeżycia, wiem, ale cieszę się, że mam to za sobą.

Dwulatka to córeczka mamusi, przynajmniej moja i nocą. Bo w dzień to owszem, tatuś był super i wszystko tatuś, ale w nocy… W nocy to było tak, że jak widziała tatusia to wpadała w histerię co najmniej jakby obcy dziad ją chciał porwać. Naprawdę nie przesadzam. I naprawdę męczące to było. Jak usnęła to nawet do łazienki bałam się wyjść na minutkę, bo jeśli się w ty m momencie obudziła, to dramat gotowy.

Tatuś w dzień? Owszem, no ale przecież nie poza domem! Urlop z dwulatką wspominam jako koszmar i mam  gdzieś to, co sobie myślicie, dla mnie to też miał być urlop. Tymczasem dwa tygodnie praktycznie nosiłam na rękach księżniczkę, bo do tatusia nie, do wózka też nie. Do nikogo nie, tylko do mamusi. No przecież nie mogłam odmówić, prawda? Lekko nie było, szczególnie wspinać się z dzieckiem na rękach na skarpę w Gdyni.

Kiedy to wszytko minęło? Nie wiem.

Był czas, że Duśka bała się wody, kąpiel to była masakra. Nie chciała wejść, nie i nie, krzyk płacz histeria, dramat. Przez pewien czas jej kąpiel polegała na tym, że siedziała na ręcznikach nad miską i się bawiła. I chlapała niemiłosiernie. Ustawiałam jej miskę w kuchni, bo w kuchni mam więcej miejsca i.. codziennie myłam podłogę! No bo skoro i tak była zalana, to grzechem byłoby nie skorzystać, prawda?

Nocnika to moje dziecko długo nie chciało pokochać, oj nie. Zdejmowałam pampersa w dzień i przebierałam po pięć razy. Pół biedy jak  była na dworze, gorzej w domu. Zaciskałam zęby i prałam po raz tysięczny wykładzinę dywanową. Nie znałam jeszcze urinefree, więc lekko nie było. Chwilami płakałam z bezsilności. Kiedy to się skończyło? Nie wiem, jakoś tak wyrosła.

Za to jak już pokochała nocnik, to została księżniczką, która siada tylko na własnym tronie. Wybraliśmy się raz nad rzekę, wiadomo, toalety nie ma, no ale krzaczków pełno, myślałam, że to wystarczy. Nic z tych rzeczy, przebierała nogami ale twardo nie i nie, pod krzaczek nie zrobi. Myślałam, że w końcu nie wytrzyma i popuści, ale nie, wytrzymała osiem godzin! Przez rok nosiłam nocnik za dzieckiem praktycznie wszędzie. Z czasem nocnik zamienił się w nakładkę na sedes, dziś już nic ze sobą nie zabieramy. Kiedy przestałyśmy? Nie wiem.

No ale żeby nie było, że tylko narzekam na to moje dziecko to się Wam poskarżę, że z fajnych rzeczy też wyrosła :(

Niektórzy rodzice narzekają, ja uwielbiałam jak przychodziła w nocy do naszego łóżka. Budził mnie delikatny tupot małych stópek, robiłam jej miejsce koło mnie, wtulała się i spałyśmy tak sobie do rana. Naprawdę to lubiłam! Niestety, wyrosła, już nie przychodzi.

Jak przestała przychodzić to przez jakiś czas wołała, żeby się z nią położyć. Nie powiem, żebym to bardzo lubiła, wolę się kłaść w swoim łóżku, ale zdarzało mi się usypiać z nią. Teraz już nie ma szans na ”mamusiu przyjdź do mnie, przygotowałam dla ciebie poduszkę” jest samodzielna, zasypia sama, czasem prosi żeby przy niej posiedzieć, ale do łóżka nie wpuści.

Kiedyś była „odprowadzaczką”. Mówiłam, że idę do łazienki, a ona na to: poczekaj, odprowadzę cię! Brała za rękę i prowadziła do drzwi. Przy drzwiach setka buziaków. Niestety – było minęło. Teraz wyśle ręką w przelocie buziaka i to wszystko. A niedługo pewnie i tego nie będzie.

To co jeszcze trwa i czym się delektuję ile mogę, to biegnięcie do drzwi, żeby pokochać jak wracamy do domu.

Ostatnimi czasy zrobiła się z niej przylepa niesamowita, mamusiu kocham cię, mamusiu jestem twoją córeczką, mamusiu cieszę się, że tu jestem, kocham, kocham, kocham, rzuca w przelocie. Jak często? Nie wiem, nie liczę, myślę, że kilka razy na godzinę. Przytula, całuje, głaszcze, jednym słowem – uwielbia. Rozkoszuję się tym, delektuję, cieszę, nacieszam na zapas, wiem że to nie będzie trwało wiecznie niestety. Ale póki trwa, niech trwa. Trwaj chwilo jesteś piękna – pisał poeta. Miał rację!

Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Paulina Garbień
Paulina Garbień
7 lat temu

Fajnie, ze te cieżkie momenty w końcu mijają, szkoda tylko ze te cudowne także, że maluchy z tego wyrastają i trzeba sie zawsze nacieszyc na zapas

Mirella
Mirella
7 lat temu

Jest jeszcze druga opcja, postarać się o kolejnego malucha ;)

basia
basia
7 lat temu

Wzruszające słowa, bo dzieci tak szybko rosną. I wszystko to co jeszcze niedawno spędzało sen z powiek już jest przeszłością, już nieważne. Ale też wszystko co cieszyło, budziło zachwyt, też zniknęło lub stało się codziennością, normą.
Więc carpe diem rodzice. I oby przyszłość była piękna.

Mirella
Mirella
7 lat temu
Reply to  basia

Na szczęście pojawiają się nowości, które również cieszą ;) Niemniej jednak tęsknię za tym co minęło i pewnie nigdy nie przestanę tęsknić. Z perspektywy czasu nawet problemy nie wydają się takie straszne.

Uroda 28 kwietnia 2014

Domowe SPA – maseczka z miodu…

To że „miód jest zdrowy” wie chyba każdy. Osobiście uwielbiam pić herbatę z jego dodatkiem oraz sokiem z cytryny. Szczególnie często sięgam po nią gdy w naszym domu pojawiają się tacy nieproszeni goście jak: katar, kaszel czy chrypka.Miód ze względu na swe szerokie spektrum działania znajduje zastosowanie nie tylko w medycynie, ale również w kosmetyce!

Zawarte w nim: sole mineralne, enzymy, aminokwasy, witaminy B, C, D, i E i olejki eteryczne sprawiają, iż  ten pszczeli podarunek: odżywia skórę, wygładza, nawilża, uelastycznia, pojędrnia, i łagodzi podrażnienia.

Przez kosmetologów, a także tych „nieszczęśliwców”, którzy borykają się z różnymi problemami skórnymi, miód ceniony jest szczególnie za swe właściwości: przeciwzapalne, antybakteryjne, antywirusowe i regeneracyjne.

Jeżeli  posiadasz w swojej spiżarce słoiczek miodu, bez problemu możesz go wykorzystać do zrobienia pielęgnacyjnego kosmetyku i urządzić sobie domowe SPA, a co! ;-)

Pamiętaj tylko, że pszczele maseczki lubią łączyć się z: mlekiem, śmietanką, kurzym jajkiem, twarożkiem lub sokiem z cytryny.

 

Jeśli nie wiesz JAK dokładnie wykorzystać miód, w domowej pielęgnacji, przedstawię Ci kilka propozycji…:

 Maseczka nawilżająca dla cery suchej:

3 łyżki miodu

3 łyżki śmietanki

2 żółtka

Wszystkie składniki wymieszaj, nałóż na twarz, pozostaw na około 15 minut, zmyj letnią wodą.

Lub:

1łyżka miodu

3 łyżki twarożku homogenizowanego

1 żółtko

Wszystkie składniki dokładnie wymieszaj, nałóż na twarz, pozostaw na około 30 minut, zmyj letnią wodą.

Maseczka oczyszczająca dla cery tłustej i mieszanej:

1 łyżka miodu

1 łyżka mielonych migdałów

2 łyżki płatków owsianych

Sok z cytryny – w takiej ilości by z powyższych składników zrobić wilgotną papkę.

Masę delikatnie rozmasuj na twarzy, pozostaw na kilka minut, zmyj.

 

Maseczka zmiękczająca i odżywiająca

¼ l maślanki

2 łyżki miodu

Wymieszaj składniki, nanieś na twarz, pozostaw na około 15 minut, spłucz.

 

Maseczka na twardą i szorstką skórę łokci i/lub pięt:

2 łyżki miodu

1 łyżka soku z cytryny

Wcieraj w skórę. Opcjonalnie możesz dodać odrobinę soli lub cukru gruboziarnistego i wykonać delikatny masaż peelingujący. Zmyj ciepłą wodą.

 

Odżywka do włosów

100 g miodu

1-3 łyżki oliwy z oliwek

Opcjonalnie – 1 jajko

Połącz składniki i nałóż na włosy. Możesz je zawinąć w ręcznik lub czepek, pozostaw na około 30 minut. Umyj głowę szamponem.

 

Kąpiel dla suchych i szorstkich dłoni

1 saszetka rumianku

2 łyżki miodu

20 gliceryny

Rumianek zaparz (jak herbatę), następnie przelej do miseczki, dodaj miód oraz glicerynę. Mocz dłonie.

 

Sposób na spierzchnięte usta

Posmaruj usta miodem, pozostaw na około 15 minut, a na koniec go zliż! ;-)

 

Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
(nie)Magda(lena)
(nie)Magda(lena)
7 lat temu

kiedyś dostałam od teściowej wielki słoik miodu. Od dzieciństwa mi nie smakuje, sam zapach też mnie drażni. Na siłę próbowałam go wytracić. Szkoda, że wtedy o tym wszystkim nie wiedziałam :(

Fizinka
Fizinka
7 lat temu

A ja uwielbiam miód! Najbardziej ten skrystalizowany – w dzieciństwie wyjadałam go łyżeczką ze słoiczka! ;) Teraz robi tak Jasiek! :P :D

Iza
Iza
7 lat temu

Jeszcze z dzieciństwa pamiętam ten niezawodny sposób na usta, miodek mniam.

Emocje 25 kwietnia 2014

Wybieram życie

Co jakiś czas na naszym profilu Fb i blogu przewija się temat szczepień. Pojawiają się zaraz zagorzali przeciwnicy oraz ci “szczepiący”. Taka dyskusja trwa nie tylko u nas ale i w innych “sieciowych” miejscach na pogaduchy. Nigdy nie zostaje ostatecznie rozstrzygnięta i raczej nie należy do rozmów spokojnych.

Rzadko udzielam się w takich debatach, bo mam w tym temacie swoje zdanie i nie będę nikomu udawadniała, że “nie jestem wielbłądem” (robię to co uważam za najlepsze dla moich dzieci, wedle mojej najlepszej wiedzy). Jednak kiedy przeczytałam niedawny artykuł o Sierra Leone, to zwyczajnie nie wytrzymałam i postanowiłam wygarnąć – co mi leży na sercu.

Autor opisuje w nim trudną sytuację jaka panuje w tym wyniszczonym wojną kraju. Mimo, że działania zbrojne zakończyły się 12  lat temu – do dzisiaj państwo mające bogate złoża złota i innych minerałów nie jest w stanie zadbać należycie o swoich obywateli. Wielu z nich, zwłaszcza dzieci – umiera. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wystarczyłoby dzieci zaszczepić, a sytuacja chociaż w tej kwestii wróciłaby do normy. Niestety rodziców na to zwyczajnie nie stać…

Moje dzieci zostały zaszczepione zgodnie z obowiązującym kalendarzem szczepień, Adi według Polskiego (szczepionki zwykłe) a Nisia według Irlandzkiego (obowiązują tu 6w1) oraz Meningokoki i Pneumokoki, a Adi dodatkowo na Rotawirusy.

Nie jestem jakąś propagatorką szczepień, nie popieram żadnych koncernów farmaceutycznych. Mało tego – uważam, że zarabiają na nas niemałe pieniądze i mogliby się nieco bardziej przyłożyć do swojej pracy,  bo co chwilę słyszy się o kolejnych lekach które nie powinny pojawić się w aptekach ponieważ zawierają jakiś szkodliwy składnik – ale nie o tym. Zmierzam do tego, że nie wspieram ani jednej ani drugiej strony w bitwie na strzykawki.

Niemniej jednak chcę z całą odpowiedzialnością zadać jedno proste pytanie każdemu, kto jest przeciwnikiem szczepień: czy równie ostro walczyłby ze szczepieniami wiedząc, że żyje w kraju w którym co piąte dziecko umiera na chorobę, na którą istnieje szczepionka, ale nie stać go na to by ją podać dziecku? Czy potrafiłby spojrzeć prosto w oczy mieszkańcom Sierra Leone i powiedzieć, że w wyniku szczepień dziecko może mieć gorączkę, wymioty lub zachorować na autyzm więc lepiej nie szczepić?

Chciałabym wiedzieć co w tej sytuacji mają do powiedzenia wszechobecni krytycy mojego postępowania?

W krajach europejskich nie ma przypadków polio, nikt nie umiera na gruźlicę czy odrę. Tylko czy to oznacza, że te choroby nie istnieją? Czy nie szczepiąc dziecka odważylibyście się zabrać je do Sierra Leone? Narazilibyście je na ryzyko śmierci? Co będzie jeśli za kilka czy kilkanaście lat połowa dzieci nie będzie szczepiona, bo rodzice będą się bali NOP? Czy mamy pewność, że te choroby nie powrócą? Przecież nadal w krajach afrykańskich (nie tylko Sierra Leone) choroby te zbierają okrutne żniwo.

Dlatego ja wybieram – życie moich dzieci…

Subscribe
Powiadom o
guest
19 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Magda
Magda
7 lat temu

Popieram

(nie)Magda(lena)
(nie)Magda(lena)
7 lat temu

Mam dokładnie takie samo zdanie.

pocopotka
pocopotka
7 lat temu

Zgadzam się w 1000%

Małgorzata
Małgorzata
7 lat temu

zgadzam się w 100%

jedza
jedza
7 lat temu

w zupelnosci sie zgadzam, bo gdyby panstwo uwazalo ze szczepionki sa nie potrzebne to dlaczego znajdowalyby sie w obowiazkowym kalendarzu szczepien??

Magdalena Marczuk Romanowska
Magdalena Marczuk Romanowska
7 lat temu

Również się pod tym podpisuję.

Renata Chojnecka
5 lat temu

Skojarzone 5w1

Katarzyna Kuboszek
5 lat temu

My refundowane niby więcej.wkłoc ale spokojniej je.przechodził synka.teraz drugiego tez refundowanymi.szczepimy

Joanna Szopińska
5 lat temu

skojarzone

Joanna Jaszczyk
5 lat temu

refundowane

Anna Stolarczyk
5 lat temu

Refundowane, synek znosił je dobrze. Drugie dziecko też będę szczepić refundowanymi.

Karolina Poręba
5 lat temu

5w1

Karolina Poręba
5 lat temu

Skojarzone 5w2

Karolina Bylina
5 lat temu

Refundowane plus wszystkie platne dodatkowe. Pierwsza corka przyjmowala wszystkie bez zajakniecia.

Alicja Malinowska
5 lat temu

Refundowane. Pediatra je doradzała ze względu na komplikacje przy porodzie i początkową opiekę neurologa.

Agnieszka Ciesielska

Wcale nie szczepimy, corka mało nie umarła po ostatnim szczepieniu ,nigdy więcej

Świat według D.N.A

nie wyobrażam sobie nie szczepić moje dzieci, ale też nie wyobrażam sobie szczepić dzieci ponadprogramowymi szczepionkami.

Ania Mielcarek
5 lat temu

2 dzieci i oboje szczepiłam szczepionkami skojarzonymi i szczepiłam na wszystko co możliwe. Starszy syn nie był szczepiony na rotę i 2 razy byliśmy w szpitalu ze skrajnym odwodnieniem..

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close