Dom 4 listopada 2011

Słoiczki czy gotowanie – oto jest pytanie

Szczęśliwie, od urodzenia Adrianka, karmię go piersią. Uwielbiam tę naszą bliskość i to kiedy patrzy na mnie swoimi wielkimi niebieskimi oczami ssąc pierś. Nie zamieniłabym tego na nic i najchętniej dalej karmiłabym tylko piersią. Jednak każde dziecko musi zacząć jeść normalne posiłki (lub to, co ma je na początku przypominać czyli różnego rodzaju papki), bo niestety na samym mleczku nie będzie się rozwijało prawidłowo.

Kiedy pewnego dnia podczas wizyty u pediatry usłyszałam, że niedługo będziemy wprowadzać nowe jedzonko, w mojej głowie zaczęły się pojawiać liczne pytania, na które musiałam znaleźć odpowiedź.

  • Po pierwsze – czy chcę podawać synkowi zawartość słoiczków, których jest w sklepach cała masa?
  • Jeśli tak, to jakiej firmy (znów duży wybór)?
  • Ile będzie nas to kosztowało?
  • Jeśli nie słoiczki to, czy gotowanie samodzielne, będzie zdrowsze?
  • Skąd brać produkty do gotowania, jeśli się zdecyduję?
  • Gotować codziennie czy raz na jakiś czas?

Te i inne pytania, kłębiły się w mojej głowie. Zaczęłam więc przeszukiwanie Internetu, strona po stronie… Pojawiały się tam podpowiedzi dość skrajne, zaczynając od entuzjastów słoiczków, którzy nade wszystko cenią sobie wygodę, a kończąc na mamach, które wolą wiedzieć co dokładnie wkładają dziecku do buzi, gotując samodzielnie.

Każdy przedstawiał swoje, jakże istotne argumenty. Tylko ja nadal nie wiedziałam, co będzie lepsze, bo każdy miał trochę racji. Z jednej strony producenci słoiczków spełniają rygorystyczne normy, więc posiłki dla dzieci powinny być wysokiej jakości. Z drugiej – nasuwa się pytanie: Co sprawia, że takie danie w słoiczku ma 3 lata gwarancji?
Co do samodzielnego gotowania – nie do końca wiadomo, z jakiego źródła pochodzą produkty, z których przygotujemy posiłek dla naszego dziecka. Wiemy jednak, że jest rozwiązanie tańsze – zwłaszcza jeśli przygotujemy większą ilość i zapasteryzujemy w słoiczkach.

Zdałam się zatem na mój instynkt, który podpowiadał mi, że samodzielne gotowanie będzie dla mojego synka najlepszym wyborem.

Postanowiłam, że aby ułatwić sobie życie, zapasteryzuję trochę dań w słoiczkach na zapas. Znalazłam słoiczki odpowiedniej wielkości, zamówiłam ich większą ilość, w międzyczasie gromadziłam przepisy i szukałam odpowiednich produktów. Mężowi udało się znaleźć kolegę, który ma owoce z pewnego źródła, a znajomi przywieźli od swoich rodziców warzywa. Ruszyłam do pracy i po kilku dniach miałam już całą masę gotowych dań dla synka i przy okazji zrobiłam co nieco dla nas. Poukładałam wszystko w szafkach i teraz kiedy chcę podać coś synkowi, otwieram szafkę, wyciągam słoiczek, podgrzewam i gotowe.

Jestem dumna z mojej pracy nad menu mojego dziecka i cieszę się, że mój synek będzie jadł zdrowe posiłki. Ważny dla mnie jest fakt, że nie zbankrutujemy wydając fortunę na słoiczki.

A jak Wy radzicie/ radziłyście sobie z rozszerzaniem diety swoich maluchów?

Subscribe
Powiadom o
guest
23 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Fizinka
Fizinka
9 lat temu

Ja póki mam czas i chęci wszystko dla mojego małego księciunia przygotowuję SAMA :) Gotowanie sprawia mi przyjemność,a jeszcze jak widzę że to co zrobiłam smakuje i szybko znika z talerza – cieszę się podwójnie!! :)
Moje dzieciątko jest zdrowe i pięknie rośnie także czuję ogromną satysfakcję! :)
Mam nadzieję że już zawsze będzie mi się chciało tak pichcić :P i że moje dziecię zawsze będzie tak pięknie jadło! :)

divette
divette
9 lat temu

Do 6 miesiąca karmiłam tylko piersią. I dziecko rozwija się prawidłowo ;)
A teraz? Mała dostaje to co my. Pcha palce do owsianki, ciamka chleb,zlizuje masło i wciera w siebie kalafior, brokuł, cukinie i ziemniaki. Jedzeniem trudno to nazwać, ale smakuje. Dalej wystarcza jej moje mleko. A co najpiękniejsze mam pełne poparcie pediatry, który na ostatniej wizycie powiedział, że niektóre dzieci nie mają takiej formy mając rok i najnowsze badania wykazują 3 lata jako optimum karmienia piersią.
Moje dziecko jest szczęśliwym i samodzielnym maluchem. A wszystko dzięki czemuś co ludzie nazywają blw :)

Fizinka
Fizinka
9 lat temu
Reply to  divette

A co to jest „blw” ? :P :) :D

divette
divette
9 lat temu
Reply to  Fizinka

Baby led weaning- prowadzenie stał ych pokarmów z ominięciem etapu papek. Pozwala się dziecku jeść to co dorośli, razem z nimi, tak jak oni.

Barbara Heppa-Chudy
9 lat temu

Aleks do 6 miesiąca pierś, a potem słoiczki ze sklepu. Próbowałam też sama przygotowywać co nieco, ale niestety – nie smakowało mu (może jestem kiepską kucharką ;) ).
Słoiczkowy etap trwał krótko, później już gotowałam zupki – takie jak dla nas, ale z drobnymi modyfikacjami typu brak soli – i obiadki (już nie papki, tylko krojone warzywa, rybka na parze itp).
I tak jak Fizinka – mam w domu małego smakosza – smakuje mu wszystko – wyjątek: buraczki i barszcz ;)

Marysia
Marysia
9 lat temu

Ja uwielbiam gotować dla synka, choć nie wiem czy aż tak mu moje obiadki smakują, czy ogólnie takim jest głodomorkiem, ale wszystko znika z talerza :) a że gotuję najchętniej na parze i z własnych warzyw, wychodzi to na zdrowie całej rodzinie, bo jadamy razem przy stole :) Oczywiście małemu przyprawiam przede wszystkim ziołami, żadnych sztucznych polepszaczy. Ale gdy sytuacja nie pozwala mi na zrobienie posiłku, zdarza się otworzyć małemu słoiczek, i nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia :)

Natalia Smykowska
9 lat temu

Pierwsze stałe posiłki były ze słoiczka – nie wiedziałam jeszcze ile jest w stanie zjeść mój maluch a stanie nad kuchenką nad jedną marchewką, która i tak lądowała na ubranku dziecka lub w koszu wydawało mi się co najmniej stratą czasu…dopiero gdy mały przywyknął jako tako do nowych rzeczy – zaczęłam gotować sama :) robię zawszę większą porcję i przechowuję w pojemniczkach w lodówce lub mrożę…a to dlatego, że o ile słoiczki z warzywami i owocami nie wydają mi się niczym złym – o tyle te z mięskiem już nie koniecznie…ale to tylko taka moja wewnętrzna fanaberia po aferze ze… Czytaj więcej »

Barbara Heppa-Chudy
9 lat temu

Dokładnie tak jak piszesz – zupka nie na mięsku, ale z dodatkiem tłuszczu. Ja to też gdzieś wyczytałam i się stosowałam.

margolcia
margolcia
8 lat temu

ja sama zawsze gotowałam mojej małej, i do zupek obowiązkowo zawsze dodawałam świeżego dobrej jakości masełka lub oliwy.Słoiczków nigdy nie dawałam bo Jula najzwyczajniej w świecie ich nie chciała i jak tylko zorientowała się że to nie moja zupka to wszystko lądowało na śliniaczku :)

Marysia
Marysia
9 lat temu

Jak najbardziej gotuję ze zdrowym tłuszczem np. oliwa z oliwek, bo w nim rozpuszczają się witaminy, a cholesterol zawarty w masełku, potrzebny jest do rozwoju układu nerwowego dziecka. I też czytałam ten artykuł, po nim wiele mam na pewno się poprawi ;)

Fizinka
Fizinka
9 lat temu

Ja również gdzieś wyczytałam o dodawaniu tłuszczy – masła bądź oliwy i tak też robię ;)

Divette dzięki za wyjaśnienie :) Przyznaję że niigdy tego nie słyszałam :P My papki jedliśmy na samym początku naszej wielkiej przygody z jedzeniem :) Teraz podaję mojemu (7miesięcznemu) synkowi takie jedzonko z którym musi się trochę pobawić – tj. próbować/uczyć się gryźć :) :D

Aldona Seemann-Gnida

Oleńce gotowałam obiadki i teraz dla Beniaminka też gotuję. Warzywa kupuję w ulubionym warzywniaku a owoce mamy swoje. Na zimę gotowi jesteśmy- musy, soki, kompoty itp. Oczywiście na bieżąco jakieś owoce też kupujemy :) Wracając do obiadków, Ola nie bardzo lubiła papek. A o słoiczkach nawet mowy nie było. Pluła tym. Więc szybko jakieś kawałki warzyw pojawiły się na talerzu. Uwielbiała sama ‚jeść’. Mnie to bardzo cieszyło, że jest samodzielna. Syn też nosem kręcił jak dałam mu słoika. Nie chcą jeść słoikowego jedzenia. Nie chcą jeść wszelkich kaszek/kleików dla dzieci. Grysik to jest to, co moje tygryski lubią najbardziej :)… Czytaj więcej »

Acekiera
Acekiera
9 lat temu

Przy pierwszym dziecku czułam sie troche zagubiona jeśli chodzi o rozszerzanie diety, do tego wszystkiego dołączyła alergia pokarmowa. Korzystałam ze słoiczków + moje mleko + trochę sama gotowałam+BLW ale nie restrykcyjnie.
Teraz będzie inaczej, do 6msc tylko pierś, później pierś + domowe jedzenie+BLW Pewnie awaryjnie pojawią się słoiczki – ale po kilku artykułach i książkach dot. koncernów produkujących jedzenie dla dzieci to słoiczków będę unikać.
Ale i tak wszystko wyjdzie „w praniu ” :)

Marysia
Marysia
9 lat temu

Trzymam kciuki, aby wszystko poszło zgodnie z planem :)

Sylwia
Sylwia
9 lat temu

Gotowanie, choć przyznam się bez bicia że nie raz nie dwa synek zjadł słoiczek. Na początku podawałam kilka razy słoiczek póki nie mielismy swoich warzywek. Teraz na zimę mam pomrożone swojskie warzywa i mięsko z których gotuję obiadki. Owoce przerobiłam na soki i musy. Mamy zapas na okres zimowy :)

Marysia
Marysia
9 lat temu
Reply to  Sylwia

Pewnie że dziecku nic nie będzie od „ratunkowych ” słoiczków, a domowe weki i pomrożone warzywa i owoce, to jedna z lepszych inwestycji w zdrowe żywienie malucha :) Ja osobiście bardzo lubię tak inwestować, choć czasem ręce odpadają od ilości przerobionych słoików :)

Sylwia
Sylwia
9 lat temu
Reply to  Marysia

Ręce odpadają, ale jak fajnie później popatrzeć na stół zastawiony gromadą przetworów :) Super też zimą wejśc do piwnicy penej soków, grzybków czy dżemów

Marysia
Marysia
9 lat temu

Ja mam całą piwnicę zastawioną, i wolę nie chwalić się sąsiadom o moich skarbach, bo na wypadek wojny, nie ja jedna stanę do niej w kolejce ;)

Angelika
Angelika
6 lat temu
Majka Wojciuch
Majka Wojciuch
6 lat temu

Moje dziecko jak spróbowało zupek które sama robiłam całkowicie zrezygnował z kupnych słoiczków dlatego chcący- niechcący musiałam mu gotować .Wkrótce córeczka zaczyna przygodę z zupkami i znów zacznę gotować :)

Aneta Zaręba- Maksymiuk
Aneta Zaręba- Maksymiuk
6 lat temu

Moja córcia od początku na obiadkach mamy. My nie pasteryzujemy a mrozimy kilka słoiczków na potem i przyznam, że córa nie zje słoiczka choćby nie wiem kto ją karmił. Odwraca głowę albo wypluwa i dla mnie to znak, że mamine obiadki najlepsze. Teraz je to samo co my ale kilka slłoiczków w pogotowiu pomrożone.

Laura ma 4mce
Laura ma 4mce
4 lat temu

Bede gotować sama, bo moje papki bedą takie jakie chcę!! Mogę zrobić smak kalafiora z jabłkiem jeśli będe miała taką zachciankę. Mogę zrobić o konsystencji do picia lub ze sporymi kawałkami do gryzienia. Mogę popakować po 200,100 lub po 20ml.

Kamila Matyś
Kamila Matyś
3 lat temu

Jasne, że lepiej jest samej zrobić i zblendowac bo ma się realny wpływ na to co maluch zje, ale nie zawsze ma się taką możliwość. Ja sama pracuję i nie za każdym razem zdążę zrobić obiad dla syna, dlatego u mnie są słoiczki i od czasu do czasu Staś je dostaje. Zdecydowaliśmy się z mężem na te holle od ekopiramidy, bo mają zdrowe składniki, zero chemii i duże urozmaicenie w smakach.

Znad kołyski 2 listopada 2011

(nie)Znajomi

Pewnie nie tylko mnie przeszło przez myśl o tym, co mnie czeka kiedy przestanę być „brzuchatką”, „ciężarówką”, „mamą 2w1” czy po prostu kobietą w ciąży? I wcale nie mówię o tym, co mnie będzie czekało z punktu widzenia opieki, pielęgnacji i wszystkich czynności związanych z tą małą istotą, która wszystkimi członkami dawała znać o sobie, ucząc mnie przy tym samym (auto)anatomii – bo to wszystko zupełnie mnie nie przerażało. To co zmienia się po narodzinach dziecka to nie tylko dom stający do góry fundamentem. Największa zmiana jest w głowie… nie tylko mojej.

    Po narodzinach Luśki musiałam odnaleźć się w roli mamy – wcale nie trudne zadanie (no może poza faktem, że pewne „coś” nie pozwalało mi przez jakiś czas usiąść). Dałam sobie chwilę na zregenerowanie i powoli naładowałam akumulatory. W może były to baterie słoneczne? W mojej głowie usłyszałam dźwięk „battery full”- jestem gotowa na…

No właśnie na co? Chcę wrócić do „normalności”, ale gdzie są wszyscy? Nikt nie zaczekał? Już mnie wykluczyli? Przecież nie zamęczałam ich opowieściami o kupkach, ząbkach i innych papkach. Oszczędzałam słowa i mówiłam tylko o najważniejszych rzeczach… a może tych ważnych jest zbyt wiele? Nie dla mnie oczywiście! Chcąc być miłosierna znalazłam inne pole wyrażania macierzyńskich spraw najważniejszych. To takie jakby Grono Wzajemnej Adoracji – tu każda kupka jest ważna! Ale tym razem nie o tym.

    Każda kobieta-mama (za mężczyzn ręczyć nie mogę) dzieli życie na „przed ciążą” i „po ciąży”, czyli tzw teraźniejszość. Różnica jest czasem ogromna, ale i odwrotnie proporcjonalna do masy ciała „Kruszyny”, „Okrucha”, a później to już całego „Bochenka”.

W okresie „Kruszyny” następuje największa zmiana (poza faktem owej „Kruszyny”), już nie masz czasu na spontaniczne wyjście z koleżankami, na wypad za miasto, weekend nad wodą. Teraz są rodzinne pikniki, wycieczki rowerowe i inne „mniej” rozrywkowe zabawy. Z czasem już okres „przed” tak jest oddalony, że troszkę można o nim zapomnieć.

I tu właśnie zachodzi zjawisko weryfikacji znajomości. To jest jak test na przyjaciela. Ten prawdziwy, mimo kilku dodatkowych kilogramów, podkrążonych oczu i braku czasu na popołudniową kawę czy wieczorne wino zrozumie, że może już nie będzie tak samo, ale to nie znaczy że ma być gorzej. Ja już będąc w ciąży uprzedzałam, że pewnie będę zanudzać o macierzyństwie i proszę o wyrozumiałość, bo przecież „odpowiedzialność” za relacje nie może spoczywać tylko na jednej stronie.

Problem był też w tym, że niektórzy mają problem ze zrozumieniem, że nie zaangażuję babć w każdy weekend, żeby „poimprezować”, bo po pierwsze wcale mi na tym nie zależało, po drugie to przecież nasze dziecko, wiedzieliśmy „z czym to się je” i jest nam z tym dobrze. Poza tym wolę rytm „dzienno-kawowy” niż „wieczorno-barowy”.

    Były dni, że czułam się fatalnie, bo nikogo nie było koło mnie, wszystkie telefony kończyły się tym samym – „brak odpowiedzi” lub „dziś mam już plany”. Część numerów jest już nieaktywna – sygnał jest, ale brakuje chętnego aby „podnieść słuchawkę”. Ale są i takie numery, które nie dają za wygraną i pozwalają mi żyć w przeświadczeniu, że jednak mój telefon działa i ma się dobrze.

    Nasze macierzyństwo nie jest tylko „testem” dla nas samych, ale i naszych relacji ze światem. Można tylko głośno dziękować jeśli trafi się na mądrych przyjaciół i żeby nie być im dłużnym trzeba mądrze z nimi żyć. Po pierwsze zrozumieć, że nie zawsze to co dla nas jest najciekawsze, ciekawym będzie dla nich; po drugie, że to nasze życie się zmieniło i musimy zrozumieć, że oni „biegną dalej”. Znajdzie się i rada dla tej całej reszty – pamiętajcie, że mimo braku czasu na śniadanie czy sen, często czekamy na „odciągnięcie myśli od codziennych spraw” za Waszą sprawą.

Czy u Was mamusie i tatusiowie zmieniły się relacje ze znajomymi? Towarzyszyły  (lub towarzyszą) Wam takie obawy?

Subscribe
Powiadom o
guest
18 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Fizinka
Fizinka
9 lat temu

Ja to bym się mogła chyba podpisać pod tymi słowami.. :)
Ja -nie mam czasu na „balety” a moi znajomi -nie mają czasu na poranno-popołudniową kawkę.
Mnie -nie śmieszą już (tak bardzo) opowieści z życia singla,a moich znajomych -nie śmieszą opowieści z życia mamy… ;)
Potrzebny jest na to złoty środek :) który czasem ciężko ale jednak można znaleźć,trzeba tylko chcieć! :)
My -mamy musimy chcieć zapomnieć na chwilę o pieluszkach i niezrobionym praniu ;)
A nasi znajomi muszą chcieć zapomnieć na chwilę o randkach i imprezach! ;)

Sylwia
Sylwia
9 lat temu

W czasie spotkania mama zapytana co słychac przeważnie najpierw opowie o swoim szkarbie a później o sobie :) Takie już jesteśmy. Znajomi są różni, niektóre znajomości się urwały i utrzymują się na zasadzie smsów, gg itp a inne nadal trwają i nikomu nie przeszkadza że jestem mamą. Są wyrozumiali i wiedzą że nie jesteśmy z mężem tak dyspozycyjni jak kiedyś a wszelkie większe wyjścia musimy planować.

ifka
ifka
9 lat temu

ja w pacy zaprzyjaźniłam się (tak w tedy myślałam) z 2 dziewczynami.Jedna z nich zaszła w ciąże zaraz po mnie i nadal utrzymujemy kontakt a druga hmmm….nie bardzo wiem jak to nazwać..Przestała być przyjaciółką a może w ogle nią nie była?Gdy ostatnio po długim czasie to ja do niej zadzwoniłam z pytaniem czemu się nie odzywa?Usłyszałam: „bo mi się nie chciało” :(:(.Przykre,bo przez ostatnie 2 lata widywałyśmy się po 8 godz.w pracy i żaden temat nie był nam obcy.Zdaję sobie sprawę,że może czasem za często mówiłam o swoim maleństwie,ale to cały mój świat i ona też ma dziecko-co prawda już… Czytaj więcej »

pulpecja
pulpecja
9 lat temu
Reply to  ifka

tekst taki na czasie, na moim czasie…ostatnio stwierdziłam,że moje-nasze życie towarzyskie umarło śmiercią naturalną, co wcale nie oznacza,że jest mi z tego powodu bardzo źle…nie – wręcz przeciwnie, jest mi bardzo dobrze w roli mamy i żony, w naszym zaciszu domowym, ale…właśnie jednak jest to ALE, które czasami daje do myślenia czy aby wszystko jest w porządku skoro nasze relacje ze znajomymi to tylko krótkie smsy, kilkuminutowa wymiana zdań przez telefon, aby być na bieżąco…szersze kontakty czyt. dłuższe rozmowy i częstsze smsy, sporadyczne odwiedziny utrzymujemy ze znajomymi-rodzicami i na tym koniec ZABAWY towarzyskiej. no nic – widać,że każdy (lub większość)… Czytaj więcej »

Alutka1011
Alutka1011
9 lat temu
Reply to  ifka

Jakbym czytała o sobie!Dobrze że sa znajomi którzy są z nami na dobre i na złe i nie pokazują nam swoich „fochów”.Czasami osoba bezdzietna jest bardziej wyrozumiała niż matka i nie wiem z czego to wynika:/

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
9 lat temu
Reply to  Alutka1011

Może wynika to z faktu, że łatwiej pogodzić grafik rodzica z osobą dyspozycyjną niż dwóch rodziców ABC ( Absolutny Brak Czasu) :)

Kobiecym_okiem
Kobiecym_okiem
9 lat temu

Ja miałam podobne odczucia, ale nie związku ze znajomymi, ponieważ wszyscy jesteśmy w miarę podobnej sytuacji (jedynka ub dwójka dzieci), ale w pracy. Po powrocie z macierzyńskiego poczułam się w pewien sposób „wykluczona” z życia towarzyskiego, bo żaden z moich współpracowników nie ma rodziny i dzieci. Przez bardzo długi czas trudno było mi się z tym pogodzić, że nikt nawet nie interesuje się tym aspektem mojego życia, podczas gdy ja wyrażałam zainteresowanie innymi osobami. Nie jestem osobą, która publicznie nadmiernie ekscytuje się swoimi macierzyńskimi sprawami, więc nie poruszałam tego tematu. Długo jednak było mi po prostu przykro, że ta część… Czytaj więcej »

Marysia
Marysia
9 lat temu

Dziękuję wiec Bogu, że przy mnie trwają osoby, którym w żaden sposób nie przeszkadza mój dzienno-kawowy rytm, ani nie przeraża dziecko przyklejone do mojego boku :) co więcej, ich ręce i dobre chęci wędrują w kierunku mojego synka częściej, niż do mnie pytanie, czy wyjdziemy gdzieś wieczorem. Tak myślę, że upłynnienie się pewnych osób z otoczenia dzieciatej, to niezła weryfikacja znajomych, i chyba lepiej że następuje ona wcześniej, niż mogłybyśmy zdziwić się w innej sytuacji, że mamy zbyt wielu „papierowych” znajomych:)

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
9 lat temu
Reply to  Marysia

Racja, racja!!! Nasi znajomi Ci naprawdę bliscy są na swoim miejscu! Aczkolwiek nie my w naszym towaryzstwie przecieraliśmy szlaki :) więc w pewnym sensie przysliśmy na gotowe :P

Magda Kupis
9 lat temu

„Najgorzej” jest gdy jako piersi z „paczki” decydujemy się na rodzinę, bo ta cała reszta dalej będzie robiła to co do tej pory, a my z boku będziemy się im przyglądać,co faktycznie może wyglądać na wykluczenie, a oni sami może nie chcą nam „przeszkadzać” – tak było by jeszcze fajnie, gorzej usłyszeć, że każdy ma już swoją bajkę i niech tak zostanie. Chociaż właściwie nie wiem czy gorzej- bo lepiej teraz niż później (zgadzam się z Marysią)

Iwona Wajs-Gorgoń
9 lat temu
Reply to  Magda Kupis

My właśnie byliśmy takimi pierwszymi „z paczki”. Nasze dziecko ma już rok i dopiero teraz pierwsi znajomi będą mieli dzieci. I to nadal Ci znajomi trochę dalsi,a nie bliżsi. Taka sytuacja nie jest komfortowa, ale liczę na to, że oni też w końcu będą w naszej sytuacji, a nam będzie się łatwiej wczuć :) i nie zostawimy ich „w spokoju” tylko dlatego, że mają dziecko :)

Patrycja Zych
8 lat temu

Podpisuję się pod tym tekstem!!! Moje macierzyństwo szybko zweryfikowało kto jest moim prawdziwym przyjacielem ale może i dobrze!! Byłam też jedna z pierwszych wśród koleżanek..

Karolina Liszka
Karolina Liszka
5 lat temu

Mam pytanko do mam które wekują swoje posiłki, jak to robicie? ile taki posiłek moze przebywac w domowej spiżarce ?

Katarzyna Kuboszek
5 lat temu

No właśnie cóż dziecko=wykluczeniem z paczki znajomych trudno

Regina Adamiec Babula

Wygląda na to, że my mamy fajnych znajomych i przyjaciół, bo nie zauważyliśmy zmiany

Edyta Skrzydło
5 lat temu

Właśnie no cóż….

Anna Czech
5 lat temu

Jak znajomi do kitu to i nie ma do czego wracać :)

Ania Baciocha
5 lat temu

A ja gdy urodzila sie 1 córka zdobylam innych znajomych bo ze starych oatatlo sje tylko kilku ale tl wlasciwie tych. Ktorymi najwiecej czasu spędziłam. A zdobylam tych z którymi nie mialam nic wspolnego a połączyły nas dzieci ; p

Zabawa 29 października 2011

Brzdąc w natarciu

Skończyły się czasy spokojnego siedzenia bądź wykonywania domowych obowiązków, gdy synek leżał i bawił się na macie czy kocyku.  Wystarczyło gotując obiad zerkać czy maluszek bawi się spokojnie czy może śpi. Słodki, bezbronny bobas zmienił się w prawie 8,5 miesięcznego małego odkrywcę, którego wszędzie pełno.

Synek leżenie zamienił na raczkowanie i wspinaczkę.  Najlepszy do uskuteczniania wspinaczki okazał się bujaczek – leżaczek, nie mniej przydatne mamine lub tatusiowe nogi.  Wystarczy objąć i piąć się do góry jak bluszcz.  Alpinista nie przepuści oczywiście także kanapie, fotelom czy nogom od stołu. Nic, co prowadzi do pionizacji i jest w miarę łatwe do uchwycenia nie może stać bezużyteczne. Mój syn zaraz znajdzie mu milion innych zastosowań.

Oczywiście w związku z poczynaniami synka, cały dom musiał przejść ponowną reorganizację w celu spełnienia wymogów bezpieczeństwa. Pojawiły się zaślepki do kontaktów, zabezpieczenia na kanty mebli, pochowałam wszystkie kable i poprzestawiałam kwiatki… Tak kable i kwiatki to ulubieńcy mojego szkraba. Ciągnie go do nich jak kotka. Czai się, a gdy nie patrzę zaraz skrada się by nagle zaatakować lub choć wyciągnąć rączkę, złapać i włożyć do buzi jak nie kabel to listek fikusa.  Na szczęście udaje mi się go zawrócić, gdy tylko zmierza w kierunku „dżungli”.

Zmiany zaszły także w pokoju Kubusia. Łóżeczko zostało obniżone o poziom w dół, co spotkało się z dezaprobatą ze strony mobilnego malucha. W końcu rodzice zepsuli najfajniejszą zabawę, jaką było podciąganie się do klęku i wstawanie.  Zamiast kocyka na dywanie rozłożona kołdra, bo mały odkrywca w czasie wspinaczek zaliczał bęcki a mama nie zawsze zdążyła z asekuracją.  Rozważaliśmy nawet z mężem zakup kasku ochronnego.  Wyglądałby wtedy jak prawdziwy alpinista.

Nasz mały skarbek nie posiedzi w miejsc 10 min (musi coś go bardzo zainteresować np. pilot TV). Jest jak sprężynka, takie żywe srebro. Wszędzie go pełno. Często schowany byłby nie do znalezienia, ale okrzyki radości zdradzają miejsce ukrycia. Nawet nasz czworonóg został wyeksmitowany ze swoim legowiskiem do kuchni. W ten sposób w każdej chwili mogę zamknąć kuchnię dla jego dobra i spokoju.  Synek wprost uwielbia śierściucha i byłby gotowy zagłaskać go na śmierć. Teraz, gdy jest w stanie sam do niego dotrzeć stwierdziłam, że trzeba stanąć w obronie psiaka i synka, bo nigdy nie wiadomo jak zareaguje zmęczony nieustannym tarmoszeniem pies. Poza tym psia karma mogłaby przez przypadek trafić do buźki ciekawskiego malucha.

Jednym słowem mój słodki bobas zmienia się w małego wędrowniczka, odkrywcę.  Mama musi mieć teraz oczy dookoła głowy i być 2 kroki przed pomysłami syna. Mój skarbek codziennie zaskakuje nowymi umiejętnościami, oczekując z błyskiem w oku pochwały. Jego radość z czegoś, co mu się udało dokonać jest bezcenna. Ja natomiast z dnia na dzień zdaję sobie sprawę jak dzieci szybko rosną, rozwijają się i kształtują swój charakter.

Ciekawa jestem, co interesowało Wasze szkraby, gdy stawały się małymi odkrywcami i w jaki sposób starałyście się chronić je przed wypadkami, jakie czyhają na nie w Waszych 4 kątach?

Subscribe
Powiadom o
guest
18 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Magda
Magda
9 lat temu

Ja czekam na „natarcie”. Mój brzdąc jeszcze się tak nie porusza. Jeszcze znajduję go w miejscu, w którym zostawiłam. Ale z moich obserwacji wynika, że lada moment ruszy. A wtedy zacznie się przemeblowanie mieszkania w celu zwiększenia jego bezpieczeństwa. I masz rację, dzeci rosną strasznie szybko. Na co dzień tego nie zauważamy, dopiero jak tak człowiek przystanie, poduma…wtedy widać!

Barbara Heppa-Chudy
9 lat temu

Oj wiele niebezpieczeństw czeka na maluchy. My zaliczyliśmy wycieczkę na pogotowie, gdy 10-miesięczny Aleks rozwalił sobie głowę o kant stolika (papierowego z Ikea). Stres ogromny, bo krwi było mnóstwo – dziecko, białą koszulka męża, pokój, łazienka – lało się strumieniem! W rezultacie rana niewielka, obyło się bez szycia (pomógł specjalny plasterek), a doktor wytłumaczył, że urazy główki są właśnie takie „krwawe”. Na drugi dzień kanty stolika zostały ozdobione specjalnymi zabezpieczeniami (polecam te z Rossmanna).
I jeszcze chciałam dodać, że przy wypadku byliśmy oboje – ja i mąż – 10 cm od synka!

Marysia
Marysia
9 lat temu

U mnie działo się dosłownie to samo, przy czym z małym byłam tylko ja, i Bartek gruchnął główką o drewniany kant łóżka :/ Niestety, rodzic choćby miał oczy wokół głowy, nie jest wstanie ochronić malca przez wszystkimi guzami.

Sylwia
Sylwia
9 lat temu
Reply to  Marysia

Zgadzam się z tobą Marysiu. Kuba nie raz nie dwa wylądował na dywanie w czasie próby wstawania i zaliczył bęcki w łóżeczku. Żadna mama nie jest w stanie strzec swojego skarbu 24 godziny na dobę. Jak napisałam w tekście Kuba jest dość mobilny a niekiedy nie nadązam za jego pomysłami.

Fizinka
Fizinka
9 lat temu

Mój 7-miesięczny Królewicz też ostro „naciera” :-) od momentu kiedy załapał jak może się SAM przemieszczać (pełzać) ciągle znajduję na Nim nowe siniaki i otarcia!!! :P I z tym pełzaniem doszedł do takiej wprawy że ciężko za nim nadążyć! „Biega” po całym mieszkaniu!Wciśnie się w każdy kąt,wejdzie pod łóżko,pod stolik,za biurko…zagląda do szafek,tarmosi mi firanki,kontakty i wszelkie kable które znajdą się w jego zasięgu! :) No jakby mógł to by rozniósł całe mieszkanie!! :) A to dopiero początek takich przygód! :)
Teraz próbuje się podnosić…..więc już się boję kiedy rozbije głowę,jak Twój Aleks Basiu ?! ;-)

Magdalena446
Magdalena446
9 lat temu

My póki co należymy do „leniwców” i znajduję Maję tam gdzie ją zostawiłam, ale myślę że nasz spokój już długo nie potrwa. Oj, będzie się działo;-)

Sylwia
Sylwia
9 lat temu
Reply to  Magdalena446

Oj będzie wesoło :)

Katarzyna Jaroszewicz
Reply to  Magdalena446

Oj będzie, będzie:) Ja czasami tęsknię za czasami jak moje dwa kręciołki były mniej mobilne:)

Kobietnik
9 lat temu

My jak nasz pierworodny stawiał pierwsze kroki mieliśmy taki wielki drewniany kojec. Bardzo pomagał. Ale córka w ogóle go nie chciała (kojca ;) Trzeba wszystko co jest za nisko przestawić na górę (szybko się wolne półki zapchają). Kanty stolików zabezpieczyć gumowymi narożnikami. Nie da się wszystkiego przewidzieć, ale z perspektywy czasu, pierwsza ciekawość szybko mija – to co intrygowało na początku staje się normalne.

Iwona Wajs-Gorgoń
9 lat temu

Podstawa to usunąć wszystko niebezpieczne z zasięgu ręki takiego szkraba…ale fakty są takie, że mając oczy na około głowy i zabezpieczone wszystkie niebezpieczne miejsca to i tak może zdarzyć się sytuacja, gdy szkrab coś przeskrobie, gdzieś się uderzy czy stłucze. Możemy prawdopodobieństwo wypadku tylko minimalizować. Przecież takie żywe srebro zawsze znajdzie jakiś nowy sposób na wspinaczkę, mimo, iż my byśmy na to nie wpadli nigdy :)

Aldona Seemann-Gnida

Olga to żywe srebro :) Jak już tylko przestała być dzieckiem stacjonarnym, to trzeba było mieć ją ciągle na oku a i tak bez wypadków się nie obeszło. Pierwsza i druga krew polała się z rozwalonej wargi- ‚spadając’ z materaca, który i tak leżał na podłodze- końcówka raczkowania a początki chodzenia. Poważniejszy wypadek miał miejsce na tydzień przed świętami Bożego Narodzenia w zaszłym roku- oblała się dziadkową kawą :( Aż wstyd się przyznać były przy tym 4 dorosłe osoby! To był moment i kawa wylądowała na brzuszku Olci. Szczęście w nieszczęściu, że kawa stała już z 5 minut na stole;… Czytaj więcej »

Sylwia
Sylwia
9 lat temu

Aldono nie zazdroszczę przeżyć. Starchu napewno najadlaś się co niemiara widząc jak Ola ląduje na szpitalnej posadzce :( Najważniejsze że nic się jej nie stało. A ta kawa też na szczęscie wielkie szczęscie :D

Aldona Seemann-Gnida
Reply to  Sylwia

Oj tak, Ola potrafi zadbać o nasze emocje :) Przypomniały mi się jeszcze jej akrobacje na placu zabaw, czy chęć zjechania na rowerku po schodach!!! W ostatniej chwili ją zatrzymałam. Niestety jest tak, że widzi co robią starsze dzieci i ona też tak chce. Nie raz i nie dwa zwróciłam uwagę takiemu dzieciakowi by np. nie skakał po zjeżdżalni czy huśtał się na stojąco na huśtawkach bo raz, że niszczą, dwa młodsze patrzą i też tak chcą. Wiem, że czasem patrzą na mnie jak na dziwoląga. No ale cóż, chodzi mi tylko i aż o bezpieczeństwo. Tak na marginesie- na… Czytaj więcej »

Kobiecym_okiem
Kobiecym_okiem
9 lat temu

Ze starszym synem było bardzo spokojnie, jeśli nie liczyć upadku z łóżka na wakacjach (a zarzekałam się, że mojemu dziecku się to nie przydarzy). Syn ma raczej spokojny charakter, zwykle po prostu siedział na podłodze i bawił się zabawkami. Ulubioną zabawką była 5-litrowa pusta butelka po wodzie mineralnej, którą targał po mieszkaniu. Oczywiście, na porządku dziennym było szperanie w szufladach, dlatego zostały zaklejone zabezpieczeniami (ale potem żałowałam tego, bo trzeba było zdrapywać klej). Szkrab miał do dyspozycji dolną szufladę w kuchni z plastikowymi pudełkami do zabawy i z tego chętnie korzystał. Rogi stolika kawowego okleiliśmy zabezpieczeniami, które po pewnym czasie… Czytaj więcej »

Aldona Seemann-Gnida
Reply to  Kobiecym_okiem

Moim sprawdzonym sposobem na kleje po taśmach czy naklejkach/nalepkach to zmywacz do paznokci. Nasączyć wacik i kilka razy przetrzeć- powinno pomóc :)

Katarzyna Jaroszewicz

Ja żadnych szuflad nie zaklejałam, szafek nie zawiązywałam. Wyjęłam z nich niebezpieczne i cenne przedmioty o zostawiłam to co spokojnie może być przeglądane, wyjmowane i wkładane przez małych odkrywców. W kuchni np. w szufladach (tych niżej położonych) zostały ściereczki, fartuszki, zapasowe gąbeczki i plastykowe kubeczki, pojemniczki do przechowywania żywności (oczywiście przed uzyciem wszystko musi zostać umyte:).

Katarzyna Jaroszewicz

Młody alpinista wymyślił sobie jak wyjrzec przez okno: odsuwał kolejno szuflady, te co niżej to mocniej wysunięte. W ten sposób powstały „schodki”, po których sprytnie się wspinał aż mógł zobaczyć co dzieje się za oknem:)

Basia Wawrzyczek
8 lat temu

O widzę, że panie niezłe zabezpieczenia stosowały, u mnie niczego takiego nie było, mówiło się tylko po kilkanaście razy „nie wolno” i koniec, aż dziecko posłuchało :)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close