Dom 4 listopada 2011

Słoiczki czy gotowanie – oto jest pytanie

Szczęśliwie, od urodzenia Adrianka, karmię go piersią. Uwielbiam tę naszą bliskość i to kiedy patrzy na mnie swoimi wielkimi niebieskimi oczami ssąc pierś. Nie zamieniłabym tego na nic i najchętniej dalej karmiłabym tylko piersią. Jednak każde dziecko musi zacząć jeść normalne posiłki (lub to, co ma je na początku przypominać czyli różnego rodzaju papki), bo niestety na samym mleczku nie będzie się rozwijało prawidłowo.

Kiedy pewnego dnia podczas wizyty u pediatry usłyszałam, że niedługo będziemy wprowadzać nowe jedzonko, w mojej głowie zaczęły się pojawiać liczne pytania, na które musiałam znaleźć odpowiedź.

  • Po pierwsze – czy chcę podawać synkowi zawartość słoiczków, których jest w sklepach cała masa?
  • Jeśli tak, to jakiej firmy (znów duży wybór)?
  • Ile będzie nas to kosztowało?
  • Jeśli nie słoiczki to, czy gotowanie samodzielne, będzie zdrowsze?
  • Skąd brać produkty do gotowania, jeśli się zdecyduję?
  • Gotować codziennie czy raz na jakiś czas?

Te i inne pytania, kłębiły się w mojej głowie. Zaczęłam więc przeszukiwanie Internetu, strona po stronie… Pojawiały się tam podpowiedzi dość skrajne, zaczynając od entuzjastów słoiczków, którzy nade wszystko cenią sobie wygodę, a kończąc na mamach, które wolą wiedzieć co dokładnie wkładają dziecku do buzi, gotując samodzielnie.

Każdy przedstawiał swoje, jakże istotne argumenty. Tylko ja nadal nie wiedziałam, co będzie lepsze, bo każdy miał trochę racji. Z jednej strony producenci słoiczków spełniają rygorystyczne normy, więc posiłki dla dzieci powinny być wysokiej jakości. Z drugiej – nasuwa się pytanie: Co sprawia, że takie danie w słoiczku ma 3 lata gwarancji?
Co do samodzielnego gotowania – nie do końca wiadomo, z jakiego źródła pochodzą produkty, z których przygotujemy posiłek dla naszego dziecka. Wiemy jednak, że jest rozwiązanie tańsze – zwłaszcza jeśli przygotujemy większą ilość i zapasteryzujemy w słoiczkach.

Zdałam się zatem na mój instynkt, który podpowiadał mi, że samodzielne gotowanie będzie dla mojego synka najlepszym wyborem.

Postanowiłam, że aby ułatwić sobie życie, zapasteryzuję trochę dań w słoiczkach na zapas. Znalazłam słoiczki odpowiedniej wielkości, zamówiłam ich większą ilość, w międzyczasie gromadziłam przepisy i szukałam odpowiednich produktów. Mężowi udało się znaleźć kolegę, który ma owoce z pewnego źródła, a znajomi przywieźli od swoich rodziców warzywa. Ruszyłam do pracy i po kilku dniach miałam już całą masę gotowych dań dla synka i przy okazji zrobiłam co nieco dla nas. Poukładałam wszystko w szafkach i teraz kiedy chcę podać coś synkowi, otwieram szafkę, wyciągam słoiczek, podgrzewam i gotowe.

Jestem dumna z mojej pracy nad menu mojego dziecka i cieszę się, że mój synek będzie jadł zdrowe posiłki. Ważny dla mnie jest fakt, że nie zbankrutujemy wydając fortunę na słoiczki.

A jak Wy radzicie/ radziłyście sobie z rozszerzaniem diety swoich maluchów?

Subscribe
Powiadom o
guest

23 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Fizinka
Fizinka
10 lat temu

Ja póki mam czas i chęci wszystko dla mojego małego księciunia przygotowuję SAMA :) Gotowanie sprawia mi przyjemność,a jeszcze jak widzę że to co zrobiłam smakuje i szybko znika z talerza – cieszę się podwójnie!! :)
Moje dzieciątko jest zdrowe i pięknie rośnie także czuję ogromną satysfakcję! :)
Mam nadzieję że już zawsze będzie mi się chciało tak pichcić :P i że moje dziecię zawsze będzie tak pięknie jadło! :)

divette
divette
10 lat temu

Do 6 miesiąca karmiłam tylko piersią. I dziecko rozwija się prawidłowo ;)
A teraz? Mała dostaje to co my. Pcha palce do owsianki, ciamka chleb,zlizuje masło i wciera w siebie kalafior, brokuł, cukinie i ziemniaki. Jedzeniem trudno to nazwać, ale smakuje. Dalej wystarcza jej moje mleko. A co najpiękniejsze mam pełne poparcie pediatry, który na ostatniej wizycie powiedział, że niektóre dzieci nie mają takiej formy mając rok i najnowsze badania wykazują 3 lata jako optimum karmienia piersią.
Moje dziecko jest szczęśliwym i samodzielnym maluchem. A wszystko dzięki czemuś co ludzie nazywają blw :)

Fizinka
Fizinka
10 lat temu
Reply to  divette

A co to jest „blw” ? :P :) :D

divette
divette
10 lat temu
Reply to  Fizinka

Baby led weaning- prowadzenie stał ych pokarmów z ominięciem etapu papek. Pozwala się dziecku jeść to co dorośli, razem z nimi, tak jak oni.

Barbara Heppa-Chudy
10 lat temu

Aleks do 6 miesiąca pierś, a potem słoiczki ze sklepu. Próbowałam też sama przygotowywać co nieco, ale niestety – nie smakowało mu (może jestem kiepską kucharką ;) ).
Słoiczkowy etap trwał krótko, później już gotowałam zupki – takie jak dla nas, ale z drobnymi modyfikacjami typu brak soli – i obiadki (już nie papki, tylko krojone warzywa, rybka na parze itp).
I tak jak Fizinka – mam w domu małego smakosza – smakuje mu wszystko – wyjątek: buraczki i barszcz ;)

Marysia
Marysia
10 lat temu

Ja uwielbiam gotować dla synka, choć nie wiem czy aż tak mu moje obiadki smakują, czy ogólnie takim jest głodomorkiem, ale wszystko znika z talerza :) a że gotuję najchętniej na parze i z własnych warzyw, wychodzi to na zdrowie całej rodzinie, bo jadamy razem przy stole :) Oczywiście małemu przyprawiam przede wszystkim ziołami, żadnych sztucznych polepszaczy. Ale gdy sytuacja nie pozwala mi na zrobienie posiłku, zdarza się otworzyć małemu słoiczek, i nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia :)

Natalia Smykowska
10 lat temu

Pierwsze stałe posiłki były ze słoiczka – nie wiedziałam jeszcze ile jest w stanie zjeść mój maluch a stanie nad kuchenką nad jedną marchewką, która i tak lądowała na ubranku dziecka lub w koszu wydawało mi się co najmniej stratą czasu…dopiero gdy mały przywyknął jako tako do nowych rzeczy – zaczęłam gotować sama :) robię zawszę większą porcję i przechowuję w pojemniczkach w lodówce lub mrożę…a to dlatego, że o ile słoiczki z warzywami i owocami nie wydają mi się niczym złym – o tyle te z mięskiem już nie koniecznie…ale to tylko taka moja wewnętrzna fanaberia po aferze ze… Czytaj więcej »

Barbara Heppa-Chudy
10 lat temu

Dokładnie tak jak piszesz – zupka nie na mięsku, ale z dodatkiem tłuszczu. Ja to też gdzieś wyczytałam i się stosowałam.

margolcia
margolcia
9 lat temu

ja sama zawsze gotowałam mojej małej, i do zupek obowiązkowo zawsze dodawałam świeżego dobrej jakości masełka lub oliwy.Słoiczków nigdy nie dawałam bo Jula najzwyczajniej w świecie ich nie chciała i jak tylko zorientowała się że to nie moja zupka to wszystko lądowało na śliniaczku :)

Marysia
Marysia
10 lat temu

Jak najbardziej gotuję ze zdrowym tłuszczem np. oliwa z oliwek, bo w nim rozpuszczają się witaminy, a cholesterol zawarty w masełku, potrzebny jest do rozwoju układu nerwowego dziecka. I też czytałam ten artykuł, po nim wiele mam na pewno się poprawi ;)

Fizinka
Fizinka
10 lat temu

Ja również gdzieś wyczytałam o dodawaniu tłuszczy – masła bądź oliwy i tak też robię ;)

Divette dzięki za wyjaśnienie :) Przyznaję że niigdy tego nie słyszałam :P My papki jedliśmy na samym początku naszej wielkiej przygody z jedzeniem :) Teraz podaję mojemu (7miesięcznemu) synkowi takie jedzonko z którym musi się trochę pobawić – tj. próbować/uczyć się gryźć :) :D

Aldona Seemann-Gnida
10 lat temu

Oleńce gotowałam obiadki i teraz dla Beniaminka też gotuję. Warzywa kupuję w ulubionym warzywniaku a owoce mamy swoje. Na zimę gotowi jesteśmy- musy, soki, kompoty itp. Oczywiście na bieżąco jakieś owoce też kupujemy :) Wracając do obiadków, Ola nie bardzo lubiła papek. A o słoiczkach nawet mowy nie było. Pluła tym. Więc szybko jakieś kawałki warzyw pojawiły się na talerzu. Uwielbiała sama 'jeść’. Mnie to bardzo cieszyło, że jest samodzielna. Syn też nosem kręcił jak dałam mu słoika. Nie chcą jeść słoikowego jedzenia. Nie chcą jeść wszelkich kaszek/kleików dla dzieci. Grysik to jest to, co moje tygryski lubią najbardziej :)… Czytaj więcej »

Acekiera
Acekiera
10 lat temu

Przy pierwszym dziecku czułam sie troche zagubiona jeśli chodzi o rozszerzanie diety, do tego wszystkiego dołączyła alergia pokarmowa. Korzystałam ze słoiczków + moje mleko + trochę sama gotowałam+BLW ale nie restrykcyjnie.
Teraz będzie inaczej, do 6msc tylko pierś, później pierś + domowe jedzenie+BLW Pewnie awaryjnie pojawią się słoiczki – ale po kilku artykułach i książkach dot. koncernów produkujących jedzenie dla dzieci to słoiczków będę unikać.
Ale i tak wszystko wyjdzie „w praniu ” :)

Marysia
Marysia
10 lat temu

Trzymam kciuki, aby wszystko poszło zgodnie z planem :)

Sylwia
Sylwia
10 lat temu

Gotowanie, choć przyznam się bez bicia że nie raz nie dwa synek zjadł słoiczek. Na początku podawałam kilka razy słoiczek póki nie mielismy swoich warzywek. Teraz na zimę mam pomrożone swojskie warzywa i mięsko z których gotuję obiadki. Owoce przerobiłam na soki i musy. Mamy zapas na okres zimowy :)

Marysia
Marysia
10 lat temu
Reply to  Sylwia

Pewnie że dziecku nic nie będzie od „ratunkowych ” słoiczków, a domowe weki i pomrożone warzywa i owoce, to jedna z lepszych inwestycji w zdrowe żywienie malucha :) Ja osobiście bardzo lubię tak inwestować, choć czasem ręce odpadają od ilości przerobionych słoików :)

Sylwia
Sylwia
10 lat temu
Reply to  Marysia

Ręce odpadają, ale jak fajnie później popatrzeć na stół zastawiony gromadą przetworów :) Super też zimą wejśc do piwnicy penej soków, grzybków czy dżemów

Marysia
Marysia
10 lat temu

Ja mam całą piwnicę zastawioną, i wolę nie chwalić się sąsiadom o moich skarbach, bo na wypadek wojny, nie ja jedna stanę do niej w kolejce ;)

Angelika
Angelika
8 lat temu
Majka Wojciuch
Majka Wojciuch
8 lat temu

Moje dziecko jak spróbowało zupek które sama robiłam całkowicie zrezygnował z kupnych słoiczków dlatego chcący- niechcący musiałam mu gotować .Wkrótce córeczka zaczyna przygodę z zupkami i znów zacznę gotować :)

Aneta Zaręba- Maksymiuk
Aneta Zaręba- Maksymiuk
8 lat temu

Moja córcia od początku na obiadkach mamy. My nie pasteryzujemy a mrozimy kilka słoiczków na potem i przyznam, że córa nie zje słoiczka choćby nie wiem kto ją karmił. Odwraca głowę albo wypluwa i dla mnie to znak, że mamine obiadki najlepsze. Teraz je to samo co my ale kilka slłoiczków w pogotowiu pomrożone.

Laura ma 4mce
Laura ma 4mce
6 lat temu

Bede gotować sama, bo moje papki bedą takie jakie chcę!! Mogę zrobić smak kalafiora z jabłkiem jeśli będe miała taką zachciankę. Mogę zrobić o konsystencji do picia lub ze sporymi kawałkami do gryzienia. Mogę popakować po 200,100 lub po 20ml.

Kamila Matyś
Kamila Matyś
5 lat temu

Jasne, że lepiej jest samej zrobić i zblendowac bo ma się realny wpływ na to co maluch zje, ale nie zawsze ma się taką możliwość. Ja sama pracuję i nie za każdym razem zdążę zrobić obiad dla syna, dlatego u mnie są słoiczki i od czasu do czasu Staś je dostaje. Zdecydowaliśmy się z mężem na te holle od ekopiramidy, bo mają zdrowe składniki, zero chemii i duże urozmaicenie w smakach.

Zabawa 29 października 2011

Brzdąc w natarciu

Skończyły się czasy spokojnego siedzenia bądź wykonywania domowych obowiązków, gdy synek leżał i bawił się na macie czy kocyku.  Wystarczyło gotując obiad zerkać czy maluszek bawi się spokojnie czy może śpi. Słodki, bezbronny bobas zmienił się w prawie 8,5 miesięcznego małego odkrywcę, którego wszędzie pełno.

Synek leżenie zamienił na raczkowanie i wspinaczkę.  Najlepszy do uskuteczniania wspinaczki okazał się bujaczek – leżaczek, nie mniej przydatne mamine lub tatusiowe nogi.  Wystarczy objąć i piąć się do góry jak bluszcz.  Alpinista nie przepuści oczywiście także kanapie, fotelom czy nogom od stołu. Nic, co prowadzi do pionizacji i jest w miarę łatwe do uchwycenia nie może stać bezużyteczne. Mój syn zaraz znajdzie mu milion innych zastosowań.

Oczywiście w związku z poczynaniami synka, cały dom musiał przejść ponowną reorganizację w celu spełnienia wymogów bezpieczeństwa. Pojawiły się zaślepki do kontaktów, zabezpieczenia na kanty mebli, pochowałam wszystkie kable i poprzestawiałam kwiatki… Tak kable i kwiatki to ulubieńcy mojego szkraba. Ciągnie go do nich jak kotka. Czai się, a gdy nie patrzę zaraz skrada się by nagle zaatakować lub choć wyciągnąć rączkę, złapać i włożyć do buzi jak nie kabel to listek fikusa.  Na szczęście udaje mi się go zawrócić, gdy tylko zmierza w kierunku „dżungli”.

Zmiany zaszły także w pokoju Kubusia. Łóżeczko zostało obniżone o poziom w dół, co spotkało się z dezaprobatą ze strony mobilnego malucha. W końcu rodzice zepsuli najfajniejszą zabawę, jaką było podciąganie się do klęku i wstawanie.  Zamiast kocyka na dywanie rozłożona kołdra, bo mały odkrywca w czasie wspinaczek zaliczał bęcki a mama nie zawsze zdążyła z asekuracją.  Rozważaliśmy nawet z mężem zakup kasku ochronnego.  Wyglądałby wtedy jak prawdziwy alpinista.

Nasz mały skarbek nie posiedzi w miejsc 10 min (musi coś go bardzo zainteresować np. pilot TV). Jest jak sprężynka, takie żywe srebro. Wszędzie go pełno. Często schowany byłby nie do znalezienia, ale okrzyki radości zdradzają miejsce ukrycia. Nawet nasz czworonóg został wyeksmitowany ze swoim legowiskiem do kuchni. W ten sposób w każdej chwili mogę zamknąć kuchnię dla jego dobra i spokoju.  Synek wprost uwielbia śierściucha i byłby gotowy zagłaskać go na śmierć. Teraz, gdy jest w stanie sam do niego dotrzeć stwierdziłam, że trzeba stanąć w obronie psiaka i synka, bo nigdy nie wiadomo jak zareaguje zmęczony nieustannym tarmoszeniem pies. Poza tym psia karma mogłaby przez przypadek trafić do buźki ciekawskiego malucha.

Jednym słowem mój słodki bobas zmienia się w małego wędrowniczka, odkrywcę.  Mama musi mieć teraz oczy dookoła głowy i być 2 kroki przed pomysłami syna. Mój skarbek codziennie zaskakuje nowymi umiejętnościami, oczekując z błyskiem w oku pochwały. Jego radość z czegoś, co mu się udało dokonać jest bezcenna. Ja natomiast z dnia na dzień zdaję sobie sprawę jak dzieci szybko rosną, rozwijają się i kształtują swój charakter.

Ciekawa jestem, co interesowało Wasze szkraby, gdy stawały się małymi odkrywcami i w jaki sposób starałyście się chronić je przed wypadkami, jakie czyhają na nie w Waszych 4 kątach?

Subscribe
Powiadom o
guest

18 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Magda
Magda
10 lat temu

Ja czekam na „natarcie”. Mój brzdąc jeszcze się tak nie porusza. Jeszcze znajduję go w miejscu, w którym zostawiłam. Ale z moich obserwacji wynika, że lada moment ruszy. A wtedy zacznie się przemeblowanie mieszkania w celu zwiększenia jego bezpieczeństwa. I masz rację, dzeci rosną strasznie szybko. Na co dzień tego nie zauważamy, dopiero jak tak człowiek przystanie, poduma…wtedy widać!

Barbara Heppa-Chudy
10 lat temu

Oj wiele niebezpieczeństw czeka na maluchy. My zaliczyliśmy wycieczkę na pogotowie, gdy 10-miesięczny Aleks rozwalił sobie głowę o kant stolika (papierowego z Ikea). Stres ogromny, bo krwi było mnóstwo – dziecko, białą koszulka męża, pokój, łazienka – lało się strumieniem! W rezultacie rana niewielka, obyło się bez szycia (pomógł specjalny plasterek), a doktor wytłumaczył, że urazy główki są właśnie takie „krwawe”. Na drugi dzień kanty stolika zostały ozdobione specjalnymi zabezpieczeniami (polecam te z Rossmanna).
I jeszcze chciałam dodać, że przy wypadku byliśmy oboje – ja i mąż – 10 cm od synka!

Marysia
Marysia
10 lat temu

U mnie działo się dosłownie to samo, przy czym z małym byłam tylko ja, i Bartek gruchnął główką o drewniany kant łóżka :/ Niestety, rodzic choćby miał oczy wokół głowy, nie jest wstanie ochronić malca przez wszystkimi guzami.

Sylwia
Sylwia
10 lat temu
Reply to  Marysia

Zgadzam się z tobą Marysiu. Kuba nie raz nie dwa wylądował na dywanie w czasie próby wstawania i zaliczył bęcki w łóżeczku. Żadna mama nie jest w stanie strzec swojego skarbu 24 godziny na dobę. Jak napisałam w tekście Kuba jest dość mobilny a niekiedy nie nadązam za jego pomysłami.

Fizinka
Fizinka
10 lat temu

Mój 7-miesięczny Królewicz też ostro „naciera” :-) od momentu kiedy załapał jak może się SAM przemieszczać (pełzać) ciągle znajduję na Nim nowe siniaki i otarcia!!! :P I z tym pełzaniem doszedł do takiej wprawy że ciężko za nim nadążyć! „Biega” po całym mieszkaniu!Wciśnie się w każdy kąt,wejdzie pod łóżko,pod stolik,za biurko…zagląda do szafek,tarmosi mi firanki,kontakty i wszelkie kable które znajdą się w jego zasięgu! :) No jakby mógł to by rozniósł całe mieszkanie!! :) A to dopiero początek takich przygód! :)
Teraz próbuje się podnosić…..więc już się boję kiedy rozbije głowę,jak Twój Aleks Basiu ?! ;-)

Magdalena446
Magdalena446
10 lat temu

My póki co należymy do „leniwców” i znajduję Maję tam gdzie ją zostawiłam, ale myślę że nasz spokój już długo nie potrwa. Oj, będzie się działo;-)

Sylwia
Sylwia
10 lat temu
Reply to  Magdalena446

Oj będzie wesoło :)

Katarzyna Jaroszewicz
10 lat temu
Reply to  Magdalena446

Oj będzie, będzie:) Ja czasami tęsknię za czasami jak moje dwa kręciołki były mniej mobilne:)

Kobietnik
10 lat temu

My jak nasz pierworodny stawiał pierwsze kroki mieliśmy taki wielki drewniany kojec. Bardzo pomagał. Ale córka w ogóle go nie chciała (kojca ;) Trzeba wszystko co jest za nisko przestawić na górę (szybko się wolne półki zapchają). Kanty stolików zabezpieczyć gumowymi narożnikami. Nie da się wszystkiego przewidzieć, ale z perspektywy czasu, pierwsza ciekawość szybko mija – to co intrygowało na początku staje się normalne.

Iwona Wajs-Gorgoń
10 lat temu

Podstawa to usunąć wszystko niebezpieczne z zasięgu ręki takiego szkraba…ale fakty są takie, że mając oczy na około głowy i zabezpieczone wszystkie niebezpieczne miejsca to i tak może zdarzyć się sytuacja, gdy szkrab coś przeskrobie, gdzieś się uderzy czy stłucze. Możemy prawdopodobieństwo wypadku tylko minimalizować. Przecież takie żywe srebro zawsze znajdzie jakiś nowy sposób na wspinaczkę, mimo, iż my byśmy na to nie wpadli nigdy :)

Aldona Seemann-Gnida
10 lat temu

Olga to żywe srebro :) Jak już tylko przestała być dzieckiem stacjonarnym, to trzeba było mieć ją ciągle na oku a i tak bez wypadków się nie obeszło. Pierwsza i druga krew polała się z rozwalonej wargi- 'spadając’ z materaca, który i tak leżał na podłodze- końcówka raczkowania a początki chodzenia. Poważniejszy wypadek miał miejsce na tydzień przed świętami Bożego Narodzenia w zaszłym roku- oblała się dziadkową kawą :( Aż wstyd się przyznać były przy tym 4 dorosłe osoby! To był moment i kawa wylądowała na brzuszku Olci. Szczęście w nieszczęściu, że kawa stała już z 5 minut na stole;… Czytaj więcej »

Sylwia
Sylwia
10 lat temu

Aldono nie zazdroszczę przeżyć. Starchu napewno najadlaś się co niemiara widząc jak Ola ląduje na szpitalnej posadzce :( Najważniejsze że nic się jej nie stało. A ta kawa też na szczęscie wielkie szczęscie :D

Aldona Seemann-Gnida
10 lat temu
Reply to  Sylwia

Oj tak, Ola potrafi zadbać o nasze emocje :) Przypomniały mi się jeszcze jej akrobacje na placu zabaw, czy chęć zjechania na rowerku po schodach!!! W ostatniej chwili ją zatrzymałam. Niestety jest tak, że widzi co robią starsze dzieci i ona też tak chce. Nie raz i nie dwa zwróciłam uwagę takiemu dzieciakowi by np. nie skakał po zjeżdżalni czy huśtał się na stojąco na huśtawkach bo raz, że niszczą, dwa młodsze patrzą i też tak chcą. Wiem, że czasem patrzą na mnie jak na dziwoląga. No ale cóż, chodzi mi tylko i aż o bezpieczeństwo. Tak na marginesie- na… Czytaj więcej »

Kobiecym_okiem
10 lat temu

Ze starszym synem było bardzo spokojnie, jeśli nie liczyć upadku z łóżka na wakacjach (a zarzekałam się, że mojemu dziecku się to nie przydarzy). Syn ma raczej spokojny charakter, zwykle po prostu siedział na podłodze i bawił się zabawkami. Ulubioną zabawką była 5-litrowa pusta butelka po wodzie mineralnej, którą targał po mieszkaniu. Oczywiście, na porządku dziennym było szperanie w szufladach, dlatego zostały zaklejone zabezpieczeniami (ale potem żałowałam tego, bo trzeba było zdrapywać klej). Szkrab miał do dyspozycji dolną szufladę w kuchni z plastikowymi pudełkami do zabawy i z tego chętnie korzystał. Rogi stolika kawowego okleiliśmy zabezpieczeniami, które po pewnym czasie… Czytaj więcej »

Aldona Seemann-Gnida
10 lat temu
Reply to  Kobiecym_okiem

Moim sprawdzonym sposobem na kleje po taśmach czy naklejkach/nalepkach to zmywacz do paznokci. Nasączyć wacik i kilka razy przetrzeć- powinno pomóc :)

Katarzyna Jaroszewicz
10 lat temu

Ja żadnych szuflad nie zaklejałam, szafek nie zawiązywałam. Wyjęłam z nich niebezpieczne i cenne przedmioty o zostawiłam to co spokojnie może być przeglądane, wyjmowane i wkładane przez małych odkrywców. W kuchni np. w szufladach (tych niżej położonych) zostały ściereczki, fartuszki, zapasowe gąbeczki i plastykowe kubeczki, pojemniczki do przechowywania żywności (oczywiście przed uzyciem wszystko musi zostać umyte:).

Katarzyna Jaroszewicz
10 lat temu

Młody alpinista wymyślił sobie jak wyjrzec przez okno: odsuwał kolejno szuflady, te co niżej to mocniej wysunięte. W ten sposób powstały „schodki”, po których sprytnie się wspinał aż mógł zobaczyć co dzieje się za oknem:)

Basia Wawrzyczek
10 lat temu

O widzę, że panie niezłe zabezpieczenia stosowały, u mnie niczego takiego nie było, mówiło się tylko po kilkanaście razy „nie wolno” i koniec, aż dziecko posłuchało :)

Zabawa 26 października 2011

To co najważniejsze….

  Zanim podjęłam decyzję o ubraniu w słowa moich intymnych uczuć, długo nad tym myślałam. Rozważałam za i przeciw, bojąc się negatywnego odbioru tego, o czym chcę napisać, bo są to zupełnie inne emocje, od tych z którymi mogłam podzielić się z Wami do tej pory.

 Zastanawiam się, czy w życiu każdej matki, kobiety, przychodzi taki czas, gdy wszystko się wali na głowę, nawarstwiają się problemy większe i mniejsze, gdy nawet te nieistotne zamieniają się w trudności z pozoru nie do przejścia.

 U mnie był brak pracy, perspektyw, strach i stagnacja, na końcu również łzy, i wykrzyczany żal do losu. Mocne słowa, zaciśnięte pięści, gdy człowiek aż kulił się w sobie, a w szczególności złość, która uchodziła ze mnie również w kierunku mojego dziecka. Ciężko jest o tym myśleć, jeszcze ciężej pisać.

Będąc blisko wyczerpania i załamania, pomijałam wiele. Drobne rączki wyciągnięte w moją stronę, bywały odrzucane, oczka wpatrujące się w moje oczy, pomijane. Słowo „Mama”, za które niejedna kobieta byłaby wstanie zabić, bywało przeze mnie ignorowane. I choć kocham synka nad życie, czasem chciałam być gdzie indziej, mimo że On potrzebował mnie najbardziej tu i teraz..

Bywało i gorzej. Zdarzało się że klaps i wrzask miał przynieść tak upragnioną ciszę, a przynosił tylko łzy mojemu dziecku, a mi kaca moralnego. Bo miałam nigdy nie uderzyć mojego dziecka, a przyszło mi to z niebywałą łatwością. Możecie pomyśleć o mnie, że jestem straszną matką, i macie do tego prawo, że nie zasługuję na moje macierzyństwo, o czym myśl bolała najbardziej.

Na szczęście w miarę szybko dotarło do mnie, że wolę być niż mieć. Że czasowy brak pracy, nieprzespane noce, obiadek który właśnie wylądował pod stołem, że ziemia z kwiatów rozsypana po całej podłodze, to wszystko tak naprawdę jest nieistotne. Naprawdę nie jest końcem świata.

Ale zrozumiałam to dopiero, gdy dopadła mnie myśl, ukłucie w sercu, że to co ja tak właściwie robię, niczemu nie służy, a przynosi jedynie zachwianie poczucia bezpieczeństwa dziecka. Że to co mnie dusiło i nie pozwalało swobodnie oddychać, to były tylko i wyłącznie moje problemy, a nie problemy mojego dziecka. Nie miałam prawa ich na niego przekładać, bo On je odreagowywał swoim zachowaniem.

Teraz to wszystko zamieniam w przeszłość, choć nie zapominam, bo to najsmutniejsza lekcja, jaką odebrałam od życia, i nigdy nie powinna się powtórzyć.

Naprawdę niewiele trzeba, żeby cokolwiek dla siebie zrobić, ja już nie stoję w miejscu, działam i oczekuję rezultatów. Wprowadziłam drobne, choć ważne zmiany – czas dla siebie, głęboki oddech a dopiero po tym moja interwencja przy awanturach małego.

Ponieważ moje dziecko od 3 tygodni nie przespało żadnej nocy (a ja razem z nim), to kiedy mąż jest w domu, mogę przenieść się spać do innego pokoju, a mąż da sobie sam radę z Małym. Nie muszę i nie chcę być ani „antymatką” ani męczennicą. A przede wszystkim, już zawsze będę miała w pamięci, że to mój mały chłopczyk jest największym darem od losu, i to jego szczęście będzie rzeczą o której pomyślę w pierwszej kolejności. Nie moja praca, nie moje ambicje, i nie pieniądze, ale Moje Dziecko, dla którego chcę być tylko i aż Dobrą Matką.

Subscribe
Powiadom o
guest

19 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Fizinka
Fizinka
10 lat temu

„…wolę być niż mieć ” -żeby nie zwariować,powinnyśmy sobie powtarzać to każdego ranka! ;)

Nikt nie jest ideałem,nikt nie jest chodzącym robotem..każdy miewa gorsze chwile,najważniejsze jest to by szybko uświadomić sobie że ” to wszystko tak naprawdę jest nieistotne ” ;)

Cieszmy się tym że mamy dwie ręce i dwie nogi ;) że jesteśmy zdrowe :) że Nasze dzieci są całe i zdrowe! :) A reszta to pikuś! ;)
Jak mówiła bohaterka jednej z moich ulubionych książek/filmu – „Forsę się zorganizuję!Forsę się zawsze da zorganizować! ” ;)

Anonimowo
Anonimowo
10 lat temu

Nikt nie będzie myślał o Tobie jako o strasznej czy złej Matce . Wydaje mi się , że każda z nas wcześniej czy później popełniła jakieś błędy wychowawcze , zareagowała zbyt gwałtownie , odepchnęła nawet w myślach swoje dziecko . Jesteśmy tylko ludźmi i czasami nasza bezsilność bierze górę . Najważniejsze to w porę się opamiętać i nie zatracić się w tym stanie . Trzeba pamiętać o sobie i swoich potrzebach . I czasami dać mężowi wykazać się przy dziecku a samej iść choćby położyć się na chwile :) Przy dziecku priorytety szybko się zmieniają , tylko każda z nas… Czytaj więcej »

Marysia
Marysia
10 lat temu

„Przy dziecku priorytety szybko się zmieniają ” trudno się z tym nie zgodzić :) szkoda tylko, że życie nie zawsze tak pięknie się układa, jak same byśmy tego oczekiwały.

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
10 lat temu

Niestety, jak to w życiu zawsze blaski i CIENIE… chyba kazda z mam doświadcza tego o czym napisałaś, myślę że taka matczyna frustracja jest w pewnym sensie pakietem promocyjnym dziecka. Jedni mają problemy ze spaniem albo jedzeniem- ja np. z kazdą z tych kategorii – i choć próbuję brać wiele rzeczy z przymrużeniem oka to nie raz i nie dwa mój umęczony psychicznie duch ulatywał gdzieś z ciała podczas kolejnej awantury nad talerzem i walił wyimaginowaną głową w nieistniejącą ścianę :-P Ostatnio rozchorowałam się, i gdy leżałam w nocy w łóżku z wysoką gorączką ( bołał mnie kazdy milimetr ciała)… Czytaj więcej »

Natalia Smykowska
10 lat temu

Tekst bardzo skojarzył mi się z książką, którą ostatnio czytałam: Zła Matka – Ayelet Waldman… Dzięki niej (choć nie tylko) zrozumiałam swoje zachowania, emocje…nabrałam dystansu… Złym byłoby nie być świadomym własnych błędów… Ja jeszcze pracuję nad sobą, ciągle myślę nad przyszłością, chciałabym coś jeszcze osiągnąć… Mam nadzieję, że Syn mi w tym pomoże :)

Marysia
Marysia
10 lat temu

„Zła matka”- aż jestem ciekawa tej książki :) Przydałby mi się taki tłumacz dla emocji.!

Grymułka :)
Grymułka :)
10 lat temu

Łezka mi się zakręciła w oku, jak to czytałam! Nie wiem, jak to jest być mamą, ale wiem, jak to jest odreagowywać swoje cierpienie i złość na najbliższej osobie na świecie… jak jest potem źle i smutno, gdy przychodzi rozsądek i opanowanie. Masz w sobie mądrość i zawziętość jakiej mało (pamiętam jeszcze z dzieciństwa..hehe), więc jestem pewna, że długo nie zapomnisz tych gorzkich lekcji życia i wyciągniesz wnioski (już wyciągnęłaś). Nigdy nie przeszło by mi przez myśl, żeby nazwać Cię złą Mamą… Dobrze, że starasz się znaleźć chwilę dla siebie :) Trzymaj się dzielnie!!

Agusiak
Agusiak
10 lat temu

Dziękuję Ci za ten tekst…. :*

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
10 lat temu

Czytam Wasze komentarze, i nawet nie wiecie,ile znaczą dla mnie Wasze słowa, bardzo budujące i bardzo potrzebne. Wspaniały prezent urodzinowy! ściskam Was zaocznie – Żaklina :)

Magda Kupis
10 lat temu

W brew temu co sądziłaś, że mogłyśmy pomyśleć paradoksalnie powiem Ci, że może nie jesteś idealnym człowiekiem (bo takich nie ma), ale za to jesteś idealną matką- potrafiłaś otrząsnąć się, przyznać i naprawić to co sprawiło, że mogłaś o sobie pomyśleć „zła matka”. A do tego jesteś mądrą kobietą- właśnie to wyczytałam z tego felietonu.

Marysia
Marysia
10 lat temu

Dzięki! Najtrudniej jest przyznać sama przed sobą, że to co się robi, nie jest dobre ani dla kobiety-matki, ani tym bardziej dla dziecka.I co ważniejsze, i czego dopiero teraz się uczę- TRZEBA rozmawiać z najbliższymi, o tym co się wewnątrz człowieka dzieje, zanim nie będzie za późno. Zbyt wiele nieszczęść się wydarzyło, ponieważ matki nie miały, bądź nie chciały wsparcia. Trudno jest samej dźwignąć się z „upadku”.

Mkanczucki
Mkanczucki
10 lat temu

A mi sie podobał kawałek o Tatusiu, który zajmuje się synkiem podczas „niedoli” mamy:) podziwiam faceta, nie lada wyczyn :)

Marysia
Marysia
10 lat temu
Reply to  Mkanczucki

Hmmm… ciekawe, gdzie można znaleźć takiego mężczyznę…;)?, szczęściara z tej mamy, że nie jest skazana na samą siebie :)

mamax4
mamax4
10 lat temu

ty mama doskonała jesteś i żaden opuszczony wzrok twego dziecka tego nie zmieni . czasem potrzeba być tylko soba i tylko dla siebie choć hwilkę . Co ja mam powiedzieć ???powinnam czuć porazkę z macierzyństwa ,bo nie mam czasu dla swoich dzieci i tak musze czas rozpracowac ,zeby jakoś to było ;d

Marysiu to dla ciebie :D:D

Marysia
Marysia
10 lat temu
Reply to  mamax4

Droga mamox4, akurat podziwiać należy Ciebie, zawsze dajesz sobie radę, i nawet trudności które spotykasz nie pozbawiają Cię optymizmu, a całe serce masz dla dzieci! Sama wiesz, że to jest najważniejsze:)

Ciotka-Klotka
Ciotka-Klotka
10 lat temu

Najbardziej mi się podoba komentarz twojego męża! Skromność aż tryska z każdego słowa:) Dobrze, że już wszystko ok. i nie trrzeba Cię reanimować! Gdybyś jadnak potrzebowała to wal jak w dym, ja Cię ustawię przodem do socjalizmu;)

Marysia
Marysia
10 lat temu

hmmmm… przodem do socjalizmu- brzmi co najmniej strasznie, więc do oporu będę trzymała się pionu, do którego postawiłam się sama;) a jak mój mąż dalej będzie tak skromny, to jego trzeba będzie reanimować, bo zbyt długo tego nie zdzierżę ;)

Patrycja Zych
10 lat temu

Poruszający tekst..daje do myślenia!!

Brawa za odwagę..

Marysia
Marysia
10 lat temu

Dziękuję, choć życzę sobie, i nie tylko, aby było jak najmniej podobnych tekstów, bo serce boli na samą myśl o tym, co opisałam. Na szczęście życie bywa przewrotne, i to co przerażało jakiś czas temu, teraz to „pikuś” i wcale nie taki najgorszy, bo los znów zaczyna się uśmiechać. I oby już tak zostało, czego mogę życzyć i sobie i innym kobietom, nie tylko z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia :)!
Ż.K.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close