Emocje 14 września 2012

Spychologia stosowana, czyli jak NIE pomóc zwierzęciu

Dłuższy czas zastanawiałam się, czy warto w ogóle opisywać to, czego byłam świadkiem w trakcie organizowania pomocy dzikiemu zwierzęciu, ale przeszkody i ludzka obojętność jakie spotkały mnie w jej czasie, nie mogą pozostać bez komentarza.

Ale po kolei. Mieszkam w spokojnej okolicy, za moim osiedlem rozpościera się las, więc z wielką przyjemnością zabieram na spacer dziecko i psa, praktycznie każdego dnia. Wielokrotnie mijały nas dzikie zwierzęta, więc ich widok nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem, jednak gdy natknęłam się na rannego ptaka – do dziś nie wiadomo, czy był to młody kwiczoł, czy samiczka kosa – nie mogłam odejść obojętnie, nie udzielając mu pomocy. To było młodziutkie pisklę, z resztkami puchu, lecz jeszcze z nie wykształconymi “dorosłymi” piórami. Niestety gniazdo, z którego zapewne ptaszek wypadł, było zniszczone. Przez dłuższy czas obserwacji, nie pojawił się również żaden dorosły osobnik, który mógłby się nim zaopiekować. Mimo, iż nie jestem ekspertem od ptaków, postanowiłam udzielić pomocy skrzydlatemu, przede wszystkim ogrzać, gdyż był strasznie wyziębiony i nakarmić, w czym pomagał wujek Google, bo dla mnie nie było wcale takie oczywiste, co taki maluch powinien jeść.

Ptaszek początkowo miał się nieźle, szybko odzyskał siły, piórka zaczęły pokrywać jego ciałko, ale bardzo martwiła mnie jego wykręcona łapka i asymetryczne układanie po sobie jednego skrzydła, więc zaczęłam dzwonić po “specjalistach”, którzy powinni udzielić mi pomocy. Przynajmniej wtedy jeszcze tak mi się zdawało. Swoje “call center” uruchomiłam od telefonu wykonanego do jednego z weterynarzy w Gryficach, celem uzyskania pomocy. Zamiast tego usłyszałam, że jestem “taka, siaka i owaka” i najwyraźniej nie mam co w domu robić, skoro zajmuję się dzikim ptakiem.

Przyznaję, po takiej tyradzie łzy poleciały mi same, ale miałam jeszcze większą motywację żeby szukać pomocy dalej. Tylko jeden weterynarz w Gryficach zgodził się przyjąć mnie z ptakiem, dobry tydzień później, jednak jak zaznaczył w rozmowie telefonicznej, nie jest on specjalistą od ptaków i poza konsultacją nie będzie mógł mi pomóc. W zamian dostałam numer telefonu do pewnej fundacji w Szczecinie, która (ponoć) ma na celu ratowanie dzikich ptaków.

Z racji odległości i braku możliwości transportu ptaka aż 100 km, szukałam pomocy dalej na miejscu – kolejno obdzwoniłam nadleśnictwo gryfickie, Urząd Miasta i jedyne co usłyszałam, to że super nim się zajmuję, świetnie że mu pomagam, ale nie mają pieniędzy na pomoc dla ptaka, ewentualnie nadleśnictwo może zabrać ode mnie truchło. “Kłopot “ polegał na tym, że ptaszek – w międzyczasie otrzymał imię Karolczak – miał się bardzo dobrze, nie licząc okaleczonej łapki i ani myślał zdychać.

Napisałam więc maila do warszawskiego ZOO, azylu dla ptaków, gdzie otrzymałam mentalne wsparcie, na podstawie zdjęć wstępną diagnozę złamanej jednej łapki, a drugiej z początkami zaburzeń metabolicznych oraz dietę którą stosowałam już od tygodnia i adresy ośrodków gdzie należało ptaka przetransportować.

W międzyczasie Karolczak przestał opierać się na łapkach, chciał wzbić się w powietrze co uniemożliwiało mu złamanie i straszliwie tłukł się po pudle. I bez pomocy specjalisty wiedziałam że ptak nie wydobrzeje sam, więc w akcie desperacji wykonałam telefon do wspomnianej przez weta fundacji w Szczecinie. Wysłałam kolejne zdjęcia Karolczaka, i zostało ustalone że przyjadą po niego, bo mają pieniądze na transport, a mieli jechać z Trzebiatowa przez Gryfice do Szczecina. Pierwszego dnia czekałam i się nie doczekałam, mieli przyjechać drugiego dnia i nic, zero kontaktu, zadzwoniłam sama. Ok, w porządku, przyjadą – nie przyjechali, nie odebrali też telefonu, nie odpisali na moją wiadomość. Wielkie czyny nie poszły za wielkimi słowami.

Ostatnią deską ratunku okazała się wyszukana przez internet klinika weterynaryjna w Sikorkach, oddalona od Gryfic 30 km. Zadzwoniłam tam, doktor zgodził się nas przyjąć. Od osób które wożą tam swoje zwierzęta, usłyszałam że jest to świetny specjalista, człowiek od spraw beznadziejnych, z tym większą nadzieją oczekiwałam wizyty. Przyjął mnie tego samego dnia, i zrobił wszystko to, czego mogłabym oczekiwać od osoby która zajmuje się zwierzętami z potrzeby serca, a nie tylko pieniędzy.

Wytłumaczył mi wszystko, spokojnie, rzeczowo choć rozwiał moje nadzieje na zdrowie dla ptaka. Co więcej osobiście wykonał telefony dalej, czy ktokolwiek przejmie ode mnie ptaka celem fachowej rehabilitacji. Niestety nic nie wskórał, co gorsza noga Karolczaka zrosła się pod kątem 45 stopni, druga była już z niedowładem, gdyż w warunkach domowych strasznie trudno jest temu zapobiec.

Ostatecznie pomoc dla ptaka przyszła za późno, mimo wsparcia doktora, należało podjąć niełatwą decyzję o uśpieniu. Nawet po operacji istniało ogromne ryzyko, że ptak nie będzie chodził i  latał, zmuszony załatwiać się pod siebie, więc ja tylko po to aby nie skazywać Karolczaka na odleżyny i długie cierpienia, pozwoliłam odejść mu w spokoju.

Do tej pory jak o tym wszystkim myślę, to krew się w żyłach gotuje, bo gdyby nie polityka spychologii, gdybym od razu trafiła na doktora z Sikorek, a nie na mur obojętności, ptak pewnie byłby sprawny jeśli nie na wolności – co byłoby trudne, lecz możliwe – to w wolierze w azylu dla skrzydlatych. Mam też przykrą naukę na przyszłość, że chyba nie warto pochylać się nad takimi zwierzętami, bo niewiele osób jest chętnych do rzeczywistej pomocy, a przez to zwierzę ostatecznie umiera, i nie wiem co lepsze, czy śmierć z głodu i wycieńczenia w lesie, czy od zastrzyku weterynarza.

Jeśli jednak komuś przytrafi się podobne “znalezisko”, proszę zapoznajcie się ze stroną Małopolskiego Towarzystwa Ornitologicznego, gdyż nie każdy młody ptak przebywający poza gniazdem, potrzebuje pomocy, a my mimo dobrych chęci możemy pisklęciu bardzo zaszkodzić.

Źródło zdjęcia: Flickr

20
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
9 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
Żaklina KańczuckaAgnieszkaGrymułkaMattMalwina Wołowska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Malwina Wołowska
Gość
Malwina Wołowska

No niestety taki mamy kraj:( Niby mamy dużo różnorakich fundacji i stowarzyszeń ale moim zdaniem mijają się z celem i służą jedynie do nabijania portfeli ludzi tam pracujących:(

Bombel
Gość
Bombel

Aż mi się smutno zrobiło.
Strasznie to przykre kiedy człowiek za darmo, z dobrego serca chce komuś pomóc (nieważne czy to człowiek czy „tylko” zwierzę) i spotyka się z taką obojętnością i nieczułością! :(
Brak mi (kulturalnych) słów by określić co myślę o takich osobach, jakie miałaś okazję poznać…..
W ogóle, zastanawiam się teraz jak takie bezduszne persony mogą pracować w instytucjach, które powinny nieść pomoc potrzebującym, w tym przypadku – ptakom!?! Wywalić ich na zbity pysk! Bo nie za odprawienie z kwitkiem i chorym zwierzęciem dostają pieniądze!!

Magda Kupis
Gość

dokładnie

Malwina Wołowska
Gość
Malwina Wołowska

Nieczułość i tyle:(

Paulina Garbień
Gość

:( niestety serduszko boli jak się słyszy coś takiego, strasznie to przykre

Malwina Wołowska
Gość
Malwina Wołowska

przykre ale niestety prawdziwe:(

Żaklina Kańczucka
Gość

To była strasznie przykra nauka dla mnie, ale skuteczna. Wczoraj jak na złość trafiłam na gołębia z niekompletnymi piórami na skrzydłach i ogonie, był duży ale nie wzbijał się w powietrze. Niestety wiedząc jak to wszystko wygląda nie zdecydowałam się na kolejną naukę, sama nic nie jestem wstanie wskórać. Zostawiłam to matce naturze.

Ania Stanczak
Gość

ale sie poryczałam…. straszne…. nie wiem dlaczego tak jest dlaczego ludzie są tacy obojętni serce sie kraja ………

Ania Stanczak
Gość

ale niestety ludzie są obojętni na krzywde drugiej osoby a co tu mówić o zwierzaczkach ………

Żaklina Kańczucka
Gość

Obojętność ludzi to jedno, choć i tak ciężkie do zaakceptowania. Obojętność instytucji odpowiedzialnych statutowo za los zwierząt to inna bajka. A raczej horror, bo ja się pytam, jeśli nie weterynarze, azyle, schroniska to kto pomoże takiemu zwierzowi jakim był Karolczak? za darmo oczywiście jeden na stu, bo tu obawiam się że nie chodzi o istnienie tylko o pieniądze.

Malwina Wołowska
Gość
Malwina Wołowska

zgadzam się;(

Matt
Gość
Matt

Tak to właśnie jest, jak pisali wcześniej, niby milion organizacji, które głośno podają swoje numery kont, bo potrzebują pieniędzy na działalność. Tylko jak przychodzi co do czego to tej działalności nie widać. Ja osobiście kilka lat temu, chowałem najpierw 4 jaskółki, ale były zdrowe więc, naszczęście nie dotknęła mnie „spychologia”, aczkolwiek pamiętam jak się zapytałem Pana z małego ZOO czym ją karmić, to usłyszałem, że z tego nic nie będzie, no ale jak mi się chce to białe robaki. Jaskółki były bardzo małe same dziobów na początku do jedzenia nie otwierały, ale zaczęły dostawać piór, a jak się otwierało później… Czytaj więcej »

Grymułka
Gość
Grymułka

Oj, Żakla, przykro mi strasznie, że musiałś tego doświadczyć! :(

Żaklina Kańczucka
Gość

Ja również żałuję, strasznie że nie udało mi się znaleźć pomocy na czas. Nie polecam tego ludziom o słabych nerwach, nie będę ukrywać że napłakałam się nad losem Karolczaka i własną bezsilnością.

Malwina Wołowska
Gość
Malwina Wołowska

też mi żal ptaszka:(

Malwina Wołowska
Gość
Malwina Wołowska

szkoda, ze jeden człowiek coś próbuje zrobić a inny mu zamiast pomóc to odbiera mu nadzieję:(

Agnieszka
Gość
Agnieszka

my jakiś czas temu ratowaliśmy młodego Kopciuszka. kupowałam przeróżne jedzenie, ważyłam każdego dnia. Pojechałam do weterynarza bo miał wielką bułę na kolanie i niedowład drugiej nogi. dostał antybiotyk, następnego dnia karmiłam go o 5 rano, a o 7 był już sztywny:( nie mogłam tego powiedzieć dzieciom, powiedziałam, że poleciał z rodzeństwem do lasu.

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

Niestety nie zawsze jesteśmy wstanie pomóc. Cudownie że zrobiliście dla niego wszystko co było możliwe.

Emocje 12 września 2012

„Paczka dla Michałka” – Dziękujemy!

„Ilekroć człowiek z czystym sercem podąży drogą wiary, zawsze uda mu się połączyć z Bogiem i czynić cuda.”
Paulo Coelho,  „Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam”

Nie tak dawno temu wspólnie przesyłaliśmy ciepło i życzenia – Od wielu serc dla jednego serduszka. Serdecznie dziękujemy wszystkim osobom, które otworzyły swoje serca oraz wsparły małego Michałka dobrym słowem i modlitwą. Choć droga po zdrowie jest kręta i długa, dziś nasz mały bohater uśmiecha się i bawi, a co najważniejsze jest z mamą. Warto wierzyć w cuda, bo zdarzają się tuż za progiem.

Aby dodać Michałkowi sił do walki o zdrowie oraz upewnić się, że uśmiech będzie sięgał od ucha do ucha – portal W Roli Mamy wraz z Przyjaciółmi zorganizował dla Michałka paczkę – wyjątkową paczkę-pomagaczkę.

Mamy ogromną nadzieję, że udało nam się przegonić smutek i nudę! Życzymy Michałkowi jak najszybszego powrotu do zdrowia! Michałku zanim się obejrzysz będziesz hasał po placach zabaw jak dawniej!

Bardzo dziękujemy Sponsorom Paczki dla Michałka – bez Was nie udałoby nam się wysłać „pudła” wypełnionego po brzegi radością! DZIĘKUJEMY!!!

„Paczkę dla Michałka” zasponsorowali:

 

Szczególnie serdecznie dziękujemy:

firmie Bobolider – za olbrzymią dawkę radości i osłodę trudnych chwil

Wydawnictwu Jedność – za “dobre zakończenia” i miło płynący czas

Wydawnictwu Drzewko Szczęścia – za godziny “wspólnego czytania”

Gdańskiemu Wydawnictwu Psychologicznemu – za przyjaciół ze świata zwierząt i dźwięków

Sklepowi Dalekojeszcze.com.pl – za możliwość dobrego “poukładania” sobie czasu

Łobuziakom – za ich muzyczną obecność i wsparcie

MiniMiniPlus – za eko przytulanie

Sklepowi Mamo Tato – za słodkie i piękne sny

oraz naszym redakcyjnym koleżankom za całą organizację!

6
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Wspaniała inicjatywa! Jesteście wielkie Dziewczyny!:)

gabriela olszewska
Gość
gabriela olszewska

super jesteście wspaniali

Malwina Wołowska
Gość
Malwina Wołowska

Tak! Popieram poprzedniczki:) W takich chwilach potrzebne jest wsparcie.

Ania Stanczak
Gość

Cudowny gest!

Malwina Wołowska
Gość
Malwina Wołowska

zgadzam się:)

Malwina Wołowska
Gość
Malwina Wołowska

Dobrze, że maluszek wraca do zdrówka:)

Ciąża 12 września 2012

Dobra wróżka z toalety. Jak działa test ciążowy

Podejrzewasz, że jesteś w ciąży? Starasz się o dziecko i już nie możesz się doczekać kiedy będzie można zrobić test?
No właśnie! Kiedy? Jak działają testy i czy aby na pewno są skuteczne?
W dzisiejszych czasach pierwszym sposobem doraźnym jest domowy test ciążowy. Oferta bogata i kolorowa, dostępne w każdej aptece i niektórych drogeriach. Sprawdź jak działa test ciążowy.

„Brać, wybierać, decydować i niczego nie żałować!”*

Hormon Beta hCG w „pigułce” czyli co to, gdzie to, po co to?

hCG – human chorionic gonadotropin – czyli gonadotropina kosmówkowa. To hormon wydzielany przez Trofoblast (w 16 tygodniu ciąży trofoblast zamienia się w łożysko). Właśnie gonadotropina kosmówkowa stymuluje wydzielanie progesteronu. W czasie ciąży wzrasta zapotrzebowanie na progesteron, czyli wzrasta również produkcja hCG. Poziom tego hormonu jest wskaźnikiem rozwoju ciąży – jednak z powodu bardzo szerokich granic tzw. norm, nie służy do oceny „wieku ciąży”.
Poziom tego hormonu można ocenić za pomocą badania moczu lub krwi.

Najwyższy poziom w moczu występuje w moczu porannym – dlatego jest to najlepsza pora na wykonanie testu ciążowego. Badanie krwi jest bardziej wiarygodne – ponieważ nie ma ryzyka dużego „rozcieńczenia”.

Normy poziomu hCG w moczu w poszczególnych tygodniach ciąży licząc od pierwszego dnia ostatniej miesiączki:
3 tydzień:  ok. 5 – 50 mIU/ml
4 tydzień : ok. 5 –  426 mIU/ml
5 tydzień:  ok. 18 – 7340 mIU/ml
6 tydzień: ok. 1080 – 56 500 mIU/ml
7 – 8 tydzień: ok. 7 650 – 229 000 mIU/ml
9 – 12 tydzień: ok. 25 700 – 288 000 mIU/ml
13 – 16 tydzień: ok. 13 300 – 254 000 mIU/ml
17 – 24 tydzień: ok. 4 060 – 165 400 mIU/ml
25 – 40 tydzień: ok. 3 640 – 117 000 mIU/ml

Testy ciążowe do użytku w domu. Jak działa test ciążowy?
Testy ciążowe badające poziom hormonu hCG w moczu są dostępne w kilku wersjach. Na opakowaniu powinna być zawarta informacja od jakiego poziomu hormonu możliwe jest wykrycie ciąży. Najpopularniejsze testy wykrywają ciążę od 25  mIU/ml – czyli mniej więcej w dniu spodziewanej miesiączki. Dostępne są również testy o czułości 10 mIU/ml – czyli  wykrywające 2-3 dniową ciąże (zazwyczaj są nieco droższe).
Pamiętajcie o tym, że wykonanie testu nie daje pełnej gwarancji, że wynik będzie prawidłowy – jak już  wcześniej pisałam,  poziom hCG ma bardzo szerokie granice – jest indywidualną cechą (u jednych pań test zadziała w kilka dni po zapłodnieniu u innych dopiero kilka dni po dacie spodziewanej miesiączki). Nie oznacza to, że coś jest nie tak z testem lub ciążą. Skuteczność domowych testów to ok.99%

Testy płytkowe i strumieniowe.
Różnica polega na sposobie pobrania moczu do badania.
W teście płytkowym należy nasiusiać do pojemniczka (w niektórych testach znajdują się małe plastikowe pojemniczki jednorazowe, ale to rzadkość) następnie zgodnie z instrukcją wkroplić pipetką odpowiednią ilość moczu na odpowiednie miejsce w teście.
Test strumieniowy zazwyczaj otwiera się jak mazak, a po otwarciu siusiamy na wystający paseczek, który absorbuje mocz. W niektórych instrukcjach widnieje informacja, że można paseczek zamoczyć na określony czas w pojemniczku z moczem.
Jeszcze się taki nie urodził, który by wszystkim dogodził ☺ Każda wersja ma plusy i minusy. W teście płytkowym trzeba mieć pojemniczek i później go opróżnić, w strumieniowym trzeba trafić i odpowiednio długo utrzymać cel na muszce ;)
Tak więc wybór należy do osobistych preferencji.

Interpretacja wyniku:
Zazwyczaj wynik pojawia się w okienku i składa się z części potwierdzającej prawidłowe wykonanie testu oraz samego wyniku badania. Wszystkie szczegóły zależą od danego testu i zawsze są starannie opisane w ulotce i/lub na opakowaniu.
Wynik otrzymujemy w czasie zadeklarowanym przez producenta (średnio ok.5 min.). Bardzo ważne jest, żeby nie sugerować się wynikiem pozytywnym otrzymanym po upływie maksymalnego czasu podawanego przez producenta (wynik odczytany po upływie wyznaczonego czasu należy traktować jako nieważny) – w przypadku wątpliwości najlepiej odczekać kilka dni i powtórzyć badanie, lub wybrać się do laboratorium na badanie krwi.

NAJWAŻNIEJSZE:
Przed wykonaniem testu SPOKOJNIE przeczytaj ulotkę! Znajdziesz tam wszystkie niezbędne informacje i rysunki.
Wszystkim starającym się o pociechę, życzymy “dwóch kresek”!

 Widzisz dwie kreski? – pochwal się w komentarzu! Ciekawe ile „kresek” uzbieramy?

 

*fragment dialogu z filmu pt.: „Jak rozpętałem II wojnę światową”, scenariusz i reżyseria Tadeusz Chmielewski

Źródło zdjęcia: Flickr

14
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ania Stanczak
Gość

o rany pamiętam to sikanie w ciąży…. STRASZNE :P:P zwłaszcza późńiej.. jak duży brzuch i w nocy co 2h.

Malwina Wołowska
Gość
Malwina Wołowska

My jak staraliśmy się o naszą Nadulę to tych testów masę zrobiłam, i przed terminem i po terminie miesiączki byleby tylko te kreseczki zobaczyć;) A teraz ta mała blada kreseczka ma już 1,5 roku:)

Magda Kupis
Gość

Ja też sporo zrobiłam, ten najważniejszy zrobiłam od niechcenia i z wrażenia zapomniałam co oznacza dany wynik, mimo że znam właściwie na pamięć ulotkę ;)

Co do testów strumieniowych- kupiłam raz, trafiłam na taki, który była po prostu „papierowym paseczkiem”, który powinien dostać się pod strumień moczu- nie przypadł mi do gustu.

A czy któraś z Was zachowała na pamiątkę?

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Oczywiście, że test schowany na pamiątkę :)

Hanna Szczygieł
Gość

U nas zdjęcie jest na pamiątkę – na test się nie zdecydowałam, zbyt sugestywnie wyobrażałam sobie to co tam „urośnie”

Malwina Wołowska
Gość
Malwina Wołowska

nie i żałuję:) tak się cieszyłam, że nawet nie pomyślałam o tym:)

Ania Stanczak
Gość

Kurcze ja nie schowałam na pamiątke szkoda…

Malwina Wołowska
Gość
Malwina Wołowska

ja też nie, a szkoda:)

Dorota Agnieszka Grześ
Gość
Dorota Agnieszka Grześ

Dwie kreski były w Dzień Kobiet, wielka niespodzianka.

Anna Rogóż
Użytkownik

U mnie 7lat temu pojawiły się piękne, grube dwie krechy!
Teraz natomiast od 9cykli ciągle jedna..pomijając jedną sytuacje i tu również taki.cień nadzieji dla staraczek, że wynik dodatni po np 10min również może oznaczać ciąże! u mnie niestety była slabiutka i nie przetrwała, ale jest to nowe doświadczenie również dla mnie, teraz wiem by nie bagatelizować objawów dziwnych i nie przekreślac testu pozytywnego po czasie!

Sabina
Gość
Sabina

U mnie test tydzień po pokazał bardzo słaba kreseczke która obecnie ma już 4 latka?. .

Sabina
Gość
Sabina

Oczywiście test zrobiony tydzien po spodziewane miesiaczce?

Janecka Jowita
Gość
Janecka Jowita

Witajcie ja schowałam sobie test i po 4 latach dalej wygląda tak samo :)

Teraz staramy się o drugie dziecko i nic nie wychodzi zrobiłam dwa dni przed miesiączką i nawet cienia drugiej kreski nie ma :(

P.S. Czy faktycznie u nas w Polsce istnieją takie testy z „napisami” chodzi mi o taki jak jest na zdjęciu na samej górze tej strony??

Ola
Gość
Ola

Witam mam takie pytanie test ciążowy najpierw pojawiły się dwie kreski i po chwili znikły i była tylko jedna co o tym myśleć????

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close