To nie własne podwórko…


Poszłyśmy na plac zabaw. Dziecko mam na tyle duże, że nie muszę non stop pilnować, obserwowałam sobie zatem inne dzieci i ich opiekunów. Jacy są? Różni, cały wachlarz osobowości. Są tacy, co pamiętają, że plac zabaw to nie własne podwórko i tacy, którzy o tym zapomnieli. Tacy, którzy zwracają dzieciom uwagę i tacy którzy kompletnie nie interesują się faktem, że Jasio popchnął Małgosię, po czym Małgosia upadła.

W oko wpadła mi mamusia pozwalająca wchodzić dziecku do góry po zjeżdżalni, to przecież nic, że zaraz jakieś dziecko zjedzie i pobrudzi ubranie. Już wiem skąd się biorą ludzie kładący w pociągu nogi na siedzeniu naprzeciwko, oczywiście bez zdejmowania butów. Przecież to nic, że ktoś tu przyjdzie i usiądzie. Czym skorupka za młodu…

Czepiam się? No pewnie, ktoś musi :P Jednakże uważam, iż dzieci uczą się społecznych zachowań praktycznie od kołyski, oczywiście pod warunkiem, że rodzice tę naukę wdrożą.

Dlaczego nie sypiemy piachem do góry w piaskownicy? Nie tylko dlatego, żeby sobie włosów nie obsypać, ale by innym dzieciom nie nasypać od oczu. Dziecko tego nie wie? No cóż drogi rodzicu, gdzieś o czymś zapomniałeś.

Dlaczego nie rzucamy szyszkami i kamieniami między dzieci? Bo możemy im zrobić krzywdę. A ty chłopczyku dlaczego rzucasz tutaj? Tam sobie rzucaj, gdzie nikogo nie ma. Nie wiesz, że nie wolno? No i co powiedzieć dziecku, które twierdzi, że nie wie? Że ma głupich rodziców? Trochę nie wypada. No ale co począć skoro to prawda?

Są rodzice, którzy mówią: zobacz huśtawka zajęta, pobaw się na zjeżdżalni i tacy którzy potrafią podejść i powiedzieć: puść Piotrusia bo się już długo huśtasz. Są tacy, którzy mówią, nie stój pod zjeżdżalnią i tacy, którzy nic sobie nie robią z tego, że ich dziecko blokuje zabawę innym.

Jest teoria która głosi, że dzieci problemy powinny rozwiązywać same. W porządku, jeśli dzieci są wśród swoich rówieśników niech tak będzie, ale jak trzylatek ma przekonać sześciolatka żeby mu nie blokował zjeżdżalni?

Taka sytuacja:

Rozmowa małolatów: chłopiec (na oko siedmioletni) pyta dwie pięciolatki:

– A wy macie telefony?
– Mamy.
– Ale swoje prywatne?
– Mamy.
– Dotykowe? Bo ja teraz mam zwykły, ale tata mi niedługo kupi dotykowy.

Normalnie szpan w piaskownicy. Kiedyś się w piaskownicy szpanowało się łopatką z grabkami po drugiej stronie trzonka, no ale cóż, czasy się zmieniają.

Nie zwracam Duśce uwagi co chwila, bo nie ma takiej potrzeby, ale jeśli widzę, że coś przegapiła to interweniuję. Nie dalej jak wczoraj młodsza dziewczynka biegała za nią i krzyczała :”źgubiłaś pińkę, źgubiłaś pińkę taaaam”. Duśka zaganiana ze starszymi dziećmi najwyraźniej jej nie słyszała. Zawołałam, pokazałam, wyjaśniłam co dziewczynka mówi i kazałam PODZIĘKOWAĆ. Dla mnie to norma – żeby była normą i dla mojego dziecka muszę to u niej wytrenować i tyle. Może są rodzice, którzy raz powiedzą: córko/synu mów: proszę, przepraszam, dziękuję, dzień dobry, do widzenia i dziecko się stosuje. No cóż, mają szczęście.

Rodzice na placu zabaw: niektórzy się znają, inni nie. Jak to w życiu. Ale jeśli się siedzi godzinę na jednej ławce, to może ładnie by było powiedzieć do widzenia przy wychodzeniu? No cóż… To nie tych rodziców dzieci żegnają się ze świeżo poznanymi koleżankami i kolegami. Ja sobie nie wyobrażam zabrania Duśki z grupy bawiących się dzieci bez słowa. Z uporem maniaka powtarzam: pożegnaj się z dziećmi. Czemu nie pamięta sama? Nie wiem, może dlatego, że dziecko na hasło: “dom” zmienia sposób myślenia, myślami już jest w domu, o przypadkowych znajomych od razu zapomina. Fakt, że z wieloma z tych dzieci więcej się nie spotka, ale bawiła się godzinę lub dłużej, pożegnać się trzeba. Kiedyś załapie i nie będę musiała przypominać. Niestety obserwując plac zabaw widzę, że trzeba by to uświadomić wielu rodzicom. Szkoda. Kulturalne zachowanie nie boli, za to brak kultury może zaboleć bardzo.

Fot. Axel BührmannCC BY

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Właśnie wracam z lodowiska i tam też taka sama sytuacja jak w tej piaskownicy

  2. W stu procentach się zgadzam! My w sezonie letnim często siedzimy na placu zabaw czy to przedszkolnym czy innym. Ja Magde pilnuje, czasem upominam.jak zapomni, ale od małego wie że sypać piaskiem nie wolno, pod zjeżdżalnie wchodzić również itp. Ale często ja stoje z kimś – rozmawiam,a dziecko mojego rozmówcy wspina.się po zjeżdżalni, Magda mi donosi ja głośno i dobitnie mowie do niej że NIE WOLNO WCHODZIĆ PO ZJEŻDŻALNI BO RAZ ŻE BĘDZIE BRUDNA, DWA WYSTARCZY SEKUNDA I DZIECKO SPADNIE a mój rozmówca nic dalej…więc Magda idzie,upomina dziecko które oczywiście swoje “mi wolno”… Za to na myśl o wrześniowej sytuacji aż się gotuje we mnie..siedzę na trawie 10m od piaskownicy,Magda bawi się z koleżanką z młodszej o rok grupy(4lata więc dziecko rozumne), na piaskownicy siedzi stado matek,babć więc się tam nie pcham,zerkam na zachowanie mojej czy czasem jej nic do głowy nie strzeli.. Nagle płacz mojej.. Lece, patrzę a tu oczy zasypane piachem, czerwone jak truskawki. Pytam ze złością kobitek czy to ich pociecha- nie, oczywiście zero reakcji z ich strony, biore dziewczynę za rękę i pytam gdzie jej opiekun, ona.nie wie,no więc jeszcze bardziej wściekła idę z obiema na poszukiwania,znalazła się matka dopiero po dłuższej chwili moich pytań o opiekunka owej dziewczynki. Podchodzę, mówię jaka sytuacja i co? I nic. Ona nje widziała – nic dziwnego jak sie plotkuje za.krzakami :-/ więc grzecznie tłumacze że chodzi mi o uświadomienie dziecka że tak nie wolno,bo można zrobić porządna krzywdę, okej matka przyjęła do wiadomości ale po chwili wymusiła od dziecka słowa przepraszam.. Takich przypadków jest multum.. Najgorsze że nieraz rodzice bardziej doświadczeni że tak powiem patrzą z oburzeniem na mnie jak walczę o wychowanie innego dziecka,lib jak mojej czegoś zabraniam bo jestem młodą matką dodatkowo nie wyglądająca na swoje 25lat.

    1. U nas nie ma piaskownicy na placu zabaw, na początku mnie to denerwowało, ale jak przeczytałam Twoją historię, to myślę, że to lepiej. A na odpowiedź “mi wolno” aż mi ciśnienie skoczyło. Przy pierwszej okazji nauczę Duśkę, że na takie słowa ma odpowiadać: “nie, bo to nie tylko twoje, to jest wszystkich”. Może to mało poprawne politycznie, ale w dziecięcym świecie powinno wystarczyć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Twoja pomoc ma moc, czyli o mądrym pomaganiu


W okołoświąteczny czas wiele osób otwiera swoje serca na innych. W tym szczególnym okresie rusza mnóstwo charytatywnych projektów, których celem jest, by jak najwięcej rodzin mogło przeżywać piękne święta, a dzieci dostały wymarzone prezenty.

Ponieważ na każdym kroku napotykam jakąś akcję, zaczęłam zastanawiać się, jaki mamy ogromny wachlarz możliwości udzielania wsparcia i pomocy nie tylko w ten świąteczny okres, ale i przez cały rok!

Pomaganie jest fajne, do tego większości z Was pewnie nie trzeba przekonywać, ale dobrze, jeśli robi się to mądrze i z głową. Ważne jest by znać cel akcji charytatywnej, by nasza pomoc trafiła tam, gdzie myślimy i gdzie jest po prostu potrzebna.

Sama, choć lubię pomagać, to często się zastanawiam, czy moje pieniądze będą dobrze spożytkowane, czy nie zostanę w jakiś sposób wykorzystana. Dlatego ważne jest – komu i jak pomagamy. A nieistotne jest – dlaczego to robimy, bo liczy się efekt a nie motyw.

Pomagać potrzebującym można na wiele różnych sposobów.

WSPARCIE FINANSOWE:

Wykonanie przelewu (proste do wykonania w dobie bankowości internetowej):

na konto określonej osoby – wtedy bazujemy na zaufaniu potrzebującego, czy pieniądze rzeczywiście zostaną przeznaczone na zadeklarowany cel. Osobiście ufam ludziom i robiłam tego typu przelewy wierząc w dobre intencje drugiego człowieka. Wybierając jakąkolwiek formę pomagania zawsze kierujemy się pewną dozą przekonania, że druga strona jest wobec nas uczciwa w swoich zamiarach.

darowizna na rzecz organizacji charytatywnej lub innej zarejestrowanej organizacji pożytku publicznego (opp) – wcale nie muszą to być duże organizacje, możemy wpierać lokalne projekty. W tym przypadku możemy dodatkowo skorzystać z ulgi podatkowej. Wybierając organizację, którą chcemy wesprzeć, dobrze żebyśmy wcześniej zapoznali się z charakterem jej działalność, jakie są jej cele, co konkretnie dotychczas udało jej się zrobić. Z pomocą przychodzi strona ngo.pl, gdzie można przeczytać o działalności polskich organizacji pozarządowych. Nie miejmy natomiast za złe, że część naszych pieniędzy pójdzie na działalność administracyjną, a nie na konkretną pomoc – nie jest możliwe, by takie inicjatywy nie ponosiły kosztów.

Wrzucenie pieniędzy „do puszki”:

prywatnej osobie żebrzącej na ulicy – według mnie ryzykowne, choć kierowana emocjami zdarzyło mi się w ten sposób pomóc (tylko czy na pewno pomóc? – mam wątpliwości);

kwestujących podczas różnych akcji – np. przekazanie datków w dniu Wszystkich Świętych na odnowę zabytków cmentarnych, udział w zbiórce pieniędzy organizowanej przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, itp. Zawsze dzielę się w ten sposób zawartością mojego portfela – wrzucenie pieniędzy do puszki i otrzymanie czerwonego serduszka ma dla mnie wymiar wręcz symboliczny.

Wysłanie SMS-a

Włączając się w charytatywne akcje smsowe możemy wspierać różne fundacje – m.in. Fundację TVN “Nie jesteś sam” czy “Polsat dzieciom”. Forma prosta do wykonania, nie odczuwamy, że pieniądze znikają z naszego portfela, ale dobrze się zainteresować, czy w wysłanym przez nas SMS-ie oprócz podatku VAT nie ma jeszcze marży dla operatora i firmy pośredniczącej w przekazywaniu SMS-a. Jeśli tak jest, to spora część przekazanej kwoty nie dociera do fundacji. Dotąd nie zdarzyło mi się w ten sposób nic i nikogo wesprzeć.

Zakup „gadżetów”

Przykładów wiele – są to rozprowadzane przez Caritas w parafiach świece Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom. Ofiara, którą przy tej okazji się składa, zostaje przeznaczona na pomoc osobom potrzebującym w danej parafii i diecezji (według mnie plus za cel lokalny).

Albo charytatywna akcja „Pokoloruj dzieciom świat…”, w której wzięłam udział poprzez zakupienie bransoletki – jej sprzedaż wspiera Interwencyjny Ośrodek Preadopcyjny w Otwocku, gdzie trafiają noworodki opuszczone przez rodziców lub odebrane im z powodu złej sytuacji materialnej.

Inny przykład to udział w aukcjach charytatywnych, w których po sprzedaży, zlicytowana kwota zostaje przeznaczona na ustalony cel – np. aukcje charytatywne z których fundusze trafiają na rzecz WOŚP odbywające się na platformie Allegro.

Ta forma pomocy jest o tyle ciekawe, że kupując jakiś przedmiot pomagamy i mamy coś na pamiątkę naszego działania.

Przekazanie 1% podatku w rocznym PIT-cie

Wystarczy wybrać organizację pożytku publicznego, wypełnić odpowiednią rubrykę w rocznym zeznaniu podatkowym i złożyć go samodzielnie (czyli bez pośrednictwa płatnika, tj. zakładu pracy czy organu rentowego) w terminie. Nie tracąc ani grosza z naszego portfela, przekazujemy pieniądze wybranej organizacji. Niby proste, a mimo to liczba podatników, którzy w zeznaniach za 2013 r. złożyli wnioski o przekazanie 1% należnego podatku na rzecz organizacji pożytku publicznego wyniosła 45% ogólnej liczby podatników.

POMOC RZECZOWA

Zakup żywności dla ubogich

Najczęściej w okresie przedświątecznym przed sklepowymi kasami supermarketów stoją kosze na żywność, do których można wkładać zakupione wcześniej artykuły, które są przekazywane najuboższym. Szczególna forma wsparcia – choć wydajemy pieniądze, to przekazujemy konkretne produkty, które na pewno przydają się najuboższym.

Pomoc schroniskom dla bezdomnych zwierząt

Schroniska potrzebują: kocy, kołder, ręczników i wiele innych akcesoriów, które możemy przekazać zwierzętom robiąc po prostu w domu porządek i pozbywając się niepotrzebnych już nam rzeczy. Chyba nie ma się nad czym zastanawiać – jest to świetny sposób na dobry uczynek, jedyny minus – pochłania czas i dochodzi kwestia rozegrania logistycznego (przygotowanie, dostarczenie).

POMAGANIE NIEPIENIĘŻNE:

Projekty typu „Pajacyk” – zorganizowany przez Polską Akcję Humanitarną – można codziennie klikać brzuszek Pajacyka na stronie http://pajacyk.pl i w ten sposób mieć swój udział w zmniejszeniu liczby niedożywionych i głodnych dzieci w Polsce i na świecie. Pamiętam, że kiedyś się zastanawiałam, jak to działa – w jaki sposób wirtualne kliknięcie zamienia się w prawdziwe pieniądze? Kliknięcie przekłada się na emisję reklam, a sponsorzy płacą za ich odsłony.

Wystawianie przedmiotów na aukcje charytatywne

Możesz to zrobić jako osoba indywidualna, a całkowity dochód z Twojej aukcji zostaje przekazywany na cel dobroczynny.

Zbieranie nakrętek

Akcje często organizowane w szkołach i przedszkolach, gdzie w ten sposób zgromadzone są zazwyczaj fundusze na pomoc i rehabilitację dzieci.

WOLONTARIAT

Jest to dobrowolne niesienie pomocy, poprzez zaangażowanie się w pracę bez wynagrodzenia na rzecz osób czy instytucji. Wolontariuszem w zasadzie może być każdy, choć nie każdy wolontariat jest właściwy dla wszystkich. Trzeba posiadać odpowiednie predyspozycje do działań, których się podejmujemy, czyli wybrać to, co chcemy robić i w czym możemy być pomocni.

Według mnie jest to najtrudniejsza forma pomagania, bo wymaga poświęcenia czasu i o wiele większego zaangażowania. W czasie studiów wielokrotnie działałam jako wolontariuszka, teraz posiadając rodzinę i mając wiele różnych obowiązków nie pomagam w ten sposób, bo te wszystkie zobowiązania są czasochłonne i ciężko się zmobilizować. Tym bardziej podziwiam i bardzo szanuję wszystkich wolontariuszy.

Im dłużej piszę o pomaganiu, tym bardziej sobie uświadamiam, że to temat rzeka. Czuję, że zaledwie liznęłam to zagadnienie, bo pomagać można na tak wiele przeróżnych sposobów. Co chwila przychodzi mi do głowy inne przedsięwzięcie – nie wspomniałam przecież o Szlachetnej Paczce, czy Górze Grosza.

Chciałam jednak zwrócić Waszą uwagę na jeden fakt – ten wpis nie został opublikowany za późno (choć już po świętach)! Wprawdzie dzielenie się w grudniu (lub w styczniu – finał WOŚP) jest łatwiejsze, bo akcje charytatywne bardziej rzucają się w oczy, ale pomagać można przez okrągły rok. Wszystkie fundacje działają przez dwanaście miesięcy każdego roku, a potrzebujących nie brakuje. Niezależnie od tego, ile lub co możemy dać – róbmy to regularnie. Wyróbmy w sobie nawyk pomagania, a nie ograniczajmy się do jednorazowego działania.

Fot. tanjila ahmed/ CC BY

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Hmm trochę się pomogło po podsumowaniu

  2. Raz na jakiś czas robię przegląd posiadanych rzeczy i oddaję do domu samotnej matki. Od ciuchów po pościel, naczynia, płyty i książki. Pomagamy też na inne sposoby np. kupując produkty z których dochód idzie na cele charytatywne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Podsumowanie roku 2014, czyli nasze prywatne wyznania


Koniec roku sprzyja snuciu refleksji, podsumowaniu tego, co działo się w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Dziś macie możliwość zajrzenia w nasze prywatne życie – każda z nas dzieli się w tym wpisie osobistymi wyjątkowymi przeżyciami, które wydarzyły się w 2014 roku.

Mimo, że poprzedni rok był całkiem udany ten jest zdecydowanie fajniejszy. Od czerwca trwa nasz miesiąc miodowy. Czy po dziesięciu latach można kochać bardziej? Bez wątpienia! To był wyjątkowy dzień na który warto było czekać! Zwłaszcza widząc szczere wzruszenie córki (a nawet szloch – “bo mi się to bardzo podobało” – oglądając film ze ślubu) i cieszę się, że mogła w tym uczestniczyć.

(nie)Magda(lena)

Magda(nie)Magda(lena) z mężem

Rok temu pisałam, że Internet powoli staje się dla mnie miejscem pracy. Teraz mogę się pochwalić, że co miesiąc zapewnia mi niewielki, ale stały dochód. W dodatku uczciwie płacę podatki! Mam nadzieję, że za rok będę mogła wykreślić słowo “niewielki” ;)

Mirella

Rok 2014 mogę podzielić na dwie części. Pierwsze półrocze było naznaczone ciągłymi chorobami Kuby – pielgrzymkami do przychodni i bujaniem się od antybiotyku do antybiotyku. Dobra passa zaczęła się dopiero w czerwcu i trwa do dziś ;) Zero chorób, wszyscy zdrowi jak rybki. Udało mi się znaleźć nową pracę i rozwijam się zawodowo. W tym roku minęły także dwie okrągłe rocznice: 10-ta związku i 5-ta ślubu. Prawie 1/3 życia u boku jednego, kochanego mężczyzny. Mimo przeciwności losu my nadal trwamy i się wspieramy.

Sylwia

Z moich blogowych wpisów można się domyślić, że ważna jest dla mnie rodzina. I nie mam na myśli tylko tej, którą założyłam, ale wielopokoleniową. Staram się, najlepiej jak potrafię pielęgnować te wyjątkowe więzi i cieszę się, że mam szczęście posiadać dziadków. W tym roku spędziliśmy wspólne wakacje, które łączyły cztery pokolenia. Różnica wieku między najstarszym a najmłodszym wczasowiczem wynosiła 78 lat. Dwutygodniowy pobyt w wynajętym drewnianym domu, który ledwo pomieścił wszystkich członków rodziny – nie miał prawa wypalić. Tyle odmiennych osobowości, różnych przyzwyczajeń, osobistych rytuałów i jedna niewielka przestrzeń oraz wspólny stół. Mimo tych wszystkich odmienności – udało się znakomicie! Mam piękne wspomnienie z wakacji 2014.
Oprócz rodzinnego wyjazdu muszę jeszcze pochwalić dwoma ważnymi dla mnie wydarzeniami: Aleks latem opanował do perfekcji sztukę czytania!, a ja z mężem za niewielkie pieniądze własnoręcznie zrobiliśmy remont pokoju, spełniając marzenie o sypialni w stylu skandynawskim.

Basia

sypialnia

sypialnia Basi

Jak każdy upływający rok i ten 2014 był pełen ekstramalnych doznań. Mój syn z niemowlaka stał się chłopczykiem, a moja mała dziewczynka – przedszkolakiem. W tym roku wyjątkowo dotkliwie przekonałam się, że czas upływa bardzo szybko – za szybko! A doba ma zdecydowanie za mało godzin. Przekonałam się również, że mój spokój i cierpliwość mają swoje granice. Dokonałam wielu trudnych wyborów m.in. to, że zostaję z dzieciakami w domu na urlopie wychowawczym, stając się utrzymanką męża. Jednak ta decyzja pozwala mi na pełne uczestnictwo w rozwoju moich dzieci. Widziałam pierwsze kroki syna, słyszałam pierwsze świadome “mama”, towarzyszyłam córce w przedszkolu. Był to rok pełen emocji, wzlotów i upadków, pełen nowych doświadczeń i poznawania samej siebie.

Magdalena

Ostatni rok minął mi wyjątkowo szybko, dwoje małych rozrabiaków, każdego dnia dbało o to bym się nie nudziła. Poza lipcowym włamaniem do naszego domu, reszta wydarzeń była pozytywna, Adi zaczął pierwszy rok w przedszkolu i co było i jest powodem do dumy, świetnie sobie radzi, mimo bariery językowej. Nisia z malucha stała się pewną siebie, wygadaną dwulatką. Minęło nam z mężem 11 lat małżeństwa i aż 17 lat związku, to z jednej strony szmat czasu a z drugiej tak niewiele. Z niecierpliwością czekam jednak nowego roku aby dowiedzieć się jakie zmiany przyniesie.

Paulina

Początek roku dla Hanny nie był różowy, jak wata cukrowa w wesołym miasteczku, jednak im więcej czasu upływało, tym lepiej działo się w jej życiu. We wrześniu nastąpiła istna rewolucja, prawie z dnia na dzień. Odwrócenie roli w jej rodzinnym życiu przyszło za sprawą  powrotu Hanny do pracy. Zadebiutowała w roli dziennikarki razem z nowym magazynem dla rodziców MamaDu.pl, miała zaszczyt uczestniczyć w powołaniu go do życia – co przyniosło jej ogromną satysfakcję i dumę, a także zupełnie nowe doświadczenie. Dziś może się pochwalić, że znalazła swoje miejsce na zawodowej drodze jako wydawca i dziennikarz, a jej mąż został wytrawnym kogutem domowym. Z tak udanym końcem “starego” roku, nie może już się doczekać, co przyniesie ten nowy.

o Hannie Basia

Każdy rok jest wyjątkowy, ma w sobie to coś. Ten szczególnie zapadnie mi w pamięć, gdyż przez ¾ roku nosiłam pod sercem naszą małą Łucję, która raptem dwa tygodnie temu przyszła na świat. Ponadto zapamiętam pierwsze chwile Marcina w przedszkolu i to jak staje się coraz bardziej samodzielny. Cudownie jest towarzyszyć tym małym istotom w ich odkrywaniu i poznawaniu świata.

Rachela

Aga z Łucją 1

Rachela z córeczką

Mijający rok był dla mnie czasem bardzo trudnym i cieszę się, że za chwilę się kończy… Zdecydowanie in plus zapisuję obecność wokół mnie osób, zdających potwierdzać przysłowie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Powoli stawiam na własny rozwój – stworzyłam Alter Ego.Dom myśli moich, gdzie z radością publikuję wyjątkową twórczość. Rozpoczęłam też naukę języka obcego, do czego nie miałam zacięcia wcześniej. W dodatku powera daje mi bieganie i niedzielne spotkania z grupą biegaczy gryfickich. Mam nadzieję, że te małe kroki zamienią się w coś większego,  czym z radością pochwalę się Wam pod koniec przyszłego roku.

Żaklina

Rok 2014 to czas różnych wzlotów i upadków, radości i smutków, słodyczy i goryczy, ale przede wszystkim to dwanaście miesięcy mojej ciężkiej pracy nad samą sobą. Mniej lub bardziej efektywnie, walczę ze swoimi wadami i niedoskonałościami, pielęgnuję dobro, które we mnie siedzi, dbam o swój rozwój – na różnych płaszczyznach oraz o swoje (i nie tylko!) zdrowie.
I choć nie był to zły rok, to jednak  liczę na to, że nadchodzący 2015 będzie lepszy.

Fizinka

 

Życzymy wszystkim naszym Czytelnikom
by Nowy Rok wypełniał Wasze życie samymi dobrymi wydarzeniami,
spokojem, radością i miłością.
By 2015 przyniósł piękne, inspirujące wyzwania!
A wszystkim Mamom życzymy,
byście dzielnie trzymały się w tej najważniejszej roli – w roli mamy!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Milena kamińska

    Super powspominać dla mnie ten rok był trudny i mam nadzieje że nowy będzie o wiele lepszy. Tego życzę sobie i Wam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Pampers niezgody czyli wypada czy nie wypada


Kolejny raz internet huczy niczym fajerwerki 31 grudnia. To się kupy (nie) trzyma. Choć właściwie w niej sedno. Agnieszka Kublik opisała w felietonie “Pampers z niespodzianką. To nie jest felieton przeciwko matkom” sytuację której była świadkiem, czyli zmieniania pieluszki dziecku w części jadalnej w restauracji. Rozbrzmiała dyskusja na temat tego, co matkom wolno a czego nie, a stanowiska właściwie są dwa.

Jestem mamą dziecka, które od kilku lat nie używa pieluch, ale dokładnie pamiętam, ile musiałam się nagimnastykować, by w miejscu publicznym zmieniać pampersa. Nigdy nie pomyślałam, że zwalnia mnie to z kultury, taktu, nieuprzykrzania życia innym i nieupokarzania swojego dziecka. Zdanie na temat mojego podejścia już pewnie znacie, bo przecież „jestem tylko matką”! Nie ma usprawiedliwienia dla usuwania kupy przy stole (!) podczas wspólnego posiłku swojej rodziny i innych osób korzystających z restauracji. Czy tylko dla mnie to jest chwila, którą się celebruje? Żadnych świętości? A nie da się też przecież pominąć zapachu jaki towarzyszy przy zmianie pieluszki…

Moja córka nigdy nie dała położyć się na przewijaku w toalecie. Nawet kiedy była niemowlakiem musiałam główkować, jak założyć czystego pampersa. Często kucałam i przebierałam na własnych kolanach, czasem niemalże w powietrzu i wyobraźcie sobie, że bywała tam różna zawartość. To jest moje dziecko, mój problem i wychodząc z domu powinnam zastanowić się co na wypadek takiej sytuacji. Zawsze można wybierać miejsca „przyjazne” rodzinom, bo chyba pretensji do restauratora mieć nie wolno – jego wybór czy wydzielić miejsce na przewijak, czy jego brakiem zasugerować, że to miejsce dla nieco starszych, potrafiących korzystać już z toalety klientów. Można też nosić ze sobą przewijak turystyczny. Nigdy nie przyszło mi do głowy, robić to w takim miejscu, jak kanapa restauracji. Nigdy nie przebierałam dziecka przy stole, gdy któryś z domowników jadł. Ani to dla niego przyjemność, a już na pewno czynność, która nie wymaga jakiejś intymności. Nie potrafię zrozumieć dlaczego niektórym trudno pojąć, że miejsca publiczne rządzą się swoim prawem – „nie jesteś tu sam, rób tak by nie przeszkadzać innym”.

Fot. Joe Shlabotnik/ CC BY

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Wszystko wszystkim, ale szanujmy siebie, swoje dziecko i ludzi nas otaczających. Ja nie zmieniłabym pampka przy rodzinnym obiedzie w domu, a co dopiero w restauracji. Fakt, że miejsc przyjaznych mamom jest jak na lekarstwo, ale mamy też chyba mogą mieć trochę wyrozumiałości dla innych.
    Mamy muszą wykazać się niezłym sprytem i znajomością wyższej kombinatoryki, aby uwolnić dziecko ze śmierdzącej sprawy:)

  2. Nie wiem gdy dziecko było małe wszędzie zabieralam go w wózku i w wózku zawsze zmienialam pampka na pewno w życiu bym nie zmienila na sali w restauracji .

  3. Dziecko przewinąć trzeba i koniec. Natomiast są w tym temacie pewne granice, niestety wyznaczane głównie przez nas samych, więc co dla jednego będzie normą dla drugiego będzie nieakceptowalne. Jestem mamą niespełna pótorarocznego dziecka, jeżdżę autobusami i nie wyobrażam sobie przewijania w nim dziecka. Tak jak w domu nie przewijam na kuchennym stole i mam do tego wydzielone miejsce tak też w miejscach publicznych nie narażam postronnych osób na bycie świadkami bądź co bądź intymnego procesu ;-) uważam, że nie ma sytuacji bez wyjścia, można na chwilę się wstrzymać ze zmianą pieluszki, można poszukać odpowiedniego miejsca albo zrobić to tak by nikt się nie zorientował.

  4. Raczej “matko, i co teraz?”.
    Syn ma pół roku.
    Właśnie wróciliśmy z wczasów nad polskim morzem i jestem szczerze przerażona tym, jak bardzo kurorty są nieprzystosowane dla rodzin z dziećmi.
    Kiedy dziecko zrobi tylko siusiu, to pół biedy, ale jeśli sprawa jest grubsza, to pojawia się problem i to ogromny!
    W żadnej restauracji, knajpce, smażalni czy barze nie ma miejsca do przewinięcia.
    Toalety są przeważnie tak maleńkie, że wszelkie manewry z niemowlakiem na ręce odpadają.
    W spacerówce bez rozkładanego na płasko oparcia trudno utrzymać dziecko, które chce siadać.
    Samochód na parkingu, daleko od miejsca zdarzenia.
    Niestety musiałam przewijać publicznie, raz na ławce, raz na murku, bo cóż miałam począć???

  5. Moim zdaniem jeśli jesteśmy na świeżym powietrzu i nie ma innego wyjścia to ławka, trawka, murek itp mogą się przydać, w końcu psy też smrodzą czasem Jednak w budynkach powinno się gdzieś ‘schować’, szczególnie w restauracji gdzie nie wyobrażam sobie zmienić pieluchy przy stole fuj!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku