Emocje 11 września 2019

Urlop z dziećmi – czy to na pewno dobry pomysł na wakacje i wypoczynek dla rodziców?

Wiem, że wakacje dopiero co się skończyły, ale sezon urlopowy jeszcze nie, więc pozwolę sobie poruszyć temat urlopu z dziećmi. Tym bardziej, że lada moment ruszą oferty typu „First minute” i niektórzy zapewne zaczną planować już kolejne wczasy. A poza tym sama wróciłam całkiem niedawno z rodzinnych wakacji i mam pewne przemyślenia, którymi chciałabym się z Wami podzielić.

Zacznijmy od tego, że pobyt z dziećmi, niezależnie od tego, czy to ma miejsce w letnie wakacje, czy zimowe ferie, w ogóle nie powinien nazywać się dla rodziców urlopem. A co za tym idzie, w pracy powinny przysługiwać na ten cel osobne dni wolne. Dlaczego?

Ano dlatego, że urlop jest od tego, żeby sobie na nim nieco odpocząć, zregenerować siły, zresetować umysł, poobijać się, wyspać i robić to, na co ma się ochotę.

A tymczasem z dziećmi no ni chu chu nie da się w pełni: odpocząć, naładować baterii, wyspać za wsze czasy i spędzić czas tak, jak się tego chce. Bo stety niestety, ale będąc na wakacjach z (małymi) dziećmi, to one dyktują warunki i wszyscy muszą dopasowywać się do ich zachcianek.

Tak więc, jeśli np. dzieci zapragną cały dzień taplać się w basenie, to rodzice będą tam z nimi tak długo siedzieć, aż im się całkowicie pomarszczy skóra, albo w końcu zmarzną na tyle, by same zechciały wyjść z wody.

Nie trzeba przy tym chyba nikomu tłumaczyć, że będąc na basenie z małolatami, nie da się spokojnie rozłożyć na leżaku, posmażyć na słońcu i podrzemać, bo cały czas trzeba pilnować swych latorośli, tak co by się nie potopili.

Niestety, ale tak może być codziennie, aż do końca urlopu, gdyż dzieciaki uwielbiają wodę, w szczególności baseny. Moje urocze potomstwo co roku, na wszystkich letnich wakacjach najchętniej spędza czas właśnie w ten sposób, a my musimy ich niemalże prosić, by zechcieli od czasu do czasu, pójść gdzie indziej i porobić coś innego.

Z tym, że pójść gdzie indziej też nie oznacza, że wybierzemy się tam, gdzie my – rodzice – chcemy. Bo jak już zmieniamy lokalizację i opuszczamy teren basenu, to najlepiej, żebyśmy udali się np.: na plac zabaw, do parku rozrywki i poszaleli na jakichś karuzelach, ewentualnie na plażę, żeby (dla odmiany) pomoczyć się w morskiej wodzie i pobawić piachem lub kamieniami. Po drodze oczywiście trzeba obskoczyć lodziarnię, punkt z goframi, czy innymi łakociami, no i dziesiątki sklepów z pamiątkami, wydając krocie na przeróżne nic niewarte bzdety.

Urlop z dziećmi bywa również problematyczny, jeśli chodzi o wyżywienie – moje najchętniej nic by nie jadły, a jak już muszą, to niestety nie to, co jest aktualnie serwowane w danym hotelu, czy lokalu. Trzeba się więc nieco naprosić i nadenerwować, by cokolwiek spróbowały, a potem nagimnastykować, żeby załatwić im zupełnie co innego, bo sorry, ale TEGO to one nie lubią i nie będą jadły…

W zeszłym roku i dwa lata temu Pola przez cały tydzień naszych wakacji jadła wyłącznie frytki, a Jasiek płatki! W tym roku wybraliśmy więc opcję z własnym wyżywieniem, bo po co płacić za coś, czego i tak się nie wykorzysta…?

Trzecia kwestia, która potrafi dobić rodziców na urlopie, to spanie. Człowiek liczy na to, że w końcu, przez kilka dni się wyśpi, bo nie musi wstawać o świcie do pracy, a tu zonk! Dzieci, tak jak na co dzień uwielbiają spać długo (aktualnie co rano wnerwiam się, bo nie mogę ich dobudzić do szkoły i przedszkola!), tak w wakacje wstają niczym skowronki!

Wieczorem też dokazują do późna, bawiąc się w najlepsze, zamiast iść spać, dając przy tym rodzicom chwilę wytchnienia i czas tylko dla siebie. No nie ma opcji, żywa antykoncepcja nie próżnuje… ;-)
Wracając jeszcze do kwestii spędzania wolnego czasu, różnie ludzie lubią „bawić się” na swoich wakacjach, jedni wolą byczyć się i nigdzie nie ruszać np. z plażowego ręcznika, inni lubią być bardziej aktywni – pouprawiać jakiś sport, coś pozwiedzać…

O ile ci pierwsi nie powinni mieć problemów z dziećmi, bo można połączyć przyjemne z pożytecznym, czyli – wy się taplacie w basenie, a ja sobie siedzę w miarę wygodnie i was doglądam/pilnuję – o tyle ci drudzy mają zdecydowanie trudniej, no bo małolaty zazwyczaj same się nie proszą o wycieczki krajoznawcze i zwiedzanie, wręcz przeciwnie. To przecież dla nich (zazwyczaj) jest nudne i męczące.

Łoo jezu, ile ja się muszę zawsze nasłuchać, jak zapragnę gdzieś ruszyć dupkę, dalej niż obszar hotelu, czy kempingu. Wtedy nagle moje dzieciaki są zmęczone, głodne, bolą je nogi, brzuchy, głowy, i co tam jeszcze może w danym momencie boleć małego człowieka…

Wszystkie, dosłownie cała trójka chce być wożona w wózku – najmłodszego rozumiem, bo ma dopiero półtora roku. Średnią (trzylatkę) też w jakimś stopniu rozumiem, bo te jej nóżki jeszcze malutkie, więc szybko się męczą. Ale jak już mój najstarszy syn (ośmioletni) marudzi, że on nie będzie nigdzie chodził, no to ręce mi opadają i wszystkiego się odechciewa.

Zabierając ich na siłę, pomijając fakt, że nie mają ochoty na żadną wycieczkę, tak uprzykrzą czas, będą zrzędzić i dokazywać, że szybko można pożałować swojej decyzji.

W kwestii planowania urlopu z dziećmi, trzeba wziąć pod uwagę jeszcze fakt, że stanowicie wielodzietną rodzinę i Twoje dzieci muszą wakacje spędzić razem – w sensie ze swoim rodzeństwem – a to niestety często bywa kłopotliwe, irytujące i męczące, bo oni przecież uwielbiają się kłócić, szarpać i robić całe mnóstwo hałasu. Nie może być chwili spokoju, nie mogą sobie zrobić wolnego od wzajemnego dokuczania – o czym marzą rodzice. No po prostu muszą dać wszystkim wkoło znać, że są prawdziwym kochającym się do bólu rodzeństwem.

Mogłabym tak jeszcze trochę poopowiadać i przytoczyć wiele innych sytuacji, które sprawiają, że czasem sobie myślę, że rodzice powinni jechać dwa razy na urlop – raz z dziećmi, raz sami. Wtedy byłby wilk syty i owca cała. Ale poprzestanę w tym miejscu – dałam upust swym emocjom, jest mi leżej i już wystarczy ;-) Zaznaczę jeszcze jedynie, wszystkim tym, którzy chcieliby we mnie rzucić teraz mięsem, że bardzo kocham moje dzieci – całą trójeczkę – i prawdę powiedziawszy nie wyobrażam sobie wakacji bez nich! Sęk w tym, że oni potrafią tak dać czadu, tak “urozmaicić” (delikatnie mówiąc!) każdy dzień, że czasem mam ochotę powiesić ich za uszy, jak pranie na suszarce! :P ;-)

A na koniec dodam istotną według mnie uwagę – czym innym są wakacje z jednym dzieckiem, a czym innym z trójką. Tak samo jest różnica pomiędzy podróżowaniem z małymi dziećmi, a starszymi/nastolatkami. Wspominam o tym, bo zdarza mi się usłyszeć różne opinie i złote rady od osób, które nie mają wcale dzieci, lub mają już dorosłe potomstwo, które dawno z nimi nie wyjeżdża na wakacje. No albo od rodziców jedynaków… Wybaczcie, ale takie podróżowanie to zupełnie inna bajka ;-)

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close