W cholerę z tą zimową porą!


Nie cierpię zimy! I tej paskudnej jesieni też! Wyjście z domu w tym okresie, dla posiadaczy dzieci, to jedna wielka masakra. Bo najpierw trzeba zorientować się jaką właściwie mamy dziś pogodę – czy jest zimno, albo wręcz piździ? Czy są jakieś opady – deszczu, śniegu, lub co gorsza – jednego i drugiego. A później trzeba wymyślić jak się odpowiednio ubrać? Najlepiej oczywiście na cebulkę, co prawda tracimy wtedy na prezencji, bo wyglądem przypominamy raczej ziemniaka, ale przynajmniej będzie nam ciepło.

Procedurę ubierania trzeba oczywiście pomnożyć wprost proporcjonalnie do ilości posiadanych dzieci. W moim przypadku jest dwoje berbeci – przedszkolak i niemowlak.

Ze starszakiem jest o tyle prościej, że w dużej mierze ubierze się już sam, trzeba mu tylko wszystko naszykować, poukładać w kolejności, w której ma ubierać kolejne warstwy – to jest naprawdę istotne, bo który 5-latek przejmowałby się tym, czy najpierw założyć kalesony czy może spodnie…

Później trzeba dopilnować, żeby t-shirt wsadził do spodni – bo tak trudno jest zapamiętać, że nerki mają być zawsze zasłonięte! Kalesony i/lub spodnie, mają trafić do buta, żeby w girki nie było zimno. Trzeba również odszukać, rzucone byle gdzie rękawiczki, czapkę i szalik.

Jak już starszak jest gotowy do wyjścia….. oznajmia, że chce mu się siku więc trzeba go porozbierać lub poczekać aż sam to zrobi, no ale wtedy trwa to dwa razy dłużej.

Gdy dziecko załatwi swoje potrzeby fizjologiczne, procedurę ubierania należy podjąć od nowa.

W tak zwanym międzyczasie, trzeba wyszykować młodsze dziecię. W przypadku niemolaka jest to o tyle gorsze, że jest ono kompletnie niesamodzielne, bardziej ruchliwe i niecierpliwe, a przez to nerwowe!

Wciskasz na takiego brzdąca kolejne warstwy ubrań, a on coraz bardziej zaczyna się irytować bo robi mu się ciasno, ciepło i traci zdolność zgrabnego poruszania się, przez co zaczyna jęczeć i wierzgać niczym zwierzyna złapana w sidła. Na tym etapie zazwyczaj jestem już wybitnie upocona i poddenerwowana.

Przy zakładaniu czapki, moja słodka mała dziewczynka dostaje szału bo, chyba jak większość dzieci, nie lubi wkładania niczego, ani na głowę, ani przez nią. Na koniec zostaje wcisnąć kurtkę i paputki na stópki, które notabene uwielbiają się z tych stópek zsuwać i gubić!

Gdy latorośl jest już gotowa mogę szykować się ja, ale na szybko i na odwal, tak co by się dzieci nie zdążyły ugotować. Ze spaceru byłyby wówczas nici…

Jak już wszyscy jesteśmy gotowi i możemy wyjść to… nagle okazuje się, że starszak musi (znowu) do wc!
– Jak to?! Przecież pytałam dwa razy czy chcesz do toalety, mówiłeś że nie chcesz!
– No bo wtedy nie chciałem.

I szlag może człowieka w tym momencie trafić! Znowu musimy się wszyscy rozbierać, albo zbiorowo będziemy się gotować…

A na dokładkę – jak już w końcu łaskawie wyjdziemy z domu – pójdziemy wszyscy do sklepu, bo wypadałoby kupić co nieco do jedzenia, a tam powtórka z rozrywki. Na dworze piździ, w sklepie skwar, nie ma więc zmiłuj, trzeba się rozebrać z tych wszystkich kurtek, czapek, szalików i rękawiczek. A potem trzeba to nosić i kląć, że ciężko, że niewygodnie i w ogóle, że matka natura nie dała nam trzeciej ręki!

A w cholerę z tą zimową porą!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. i tak codziennie …. je chce wiosnę! U nas wyjście z domu już opanowane ale co wsiądziemy do samochodu ujedziemy kawałek to słyszę z tylnego fotela – mama kuuupaaa

    1. Hahaha :) Uwielbiam te NAGŁE potrzeby fizjologiczne! :P ;)

  2. Znam to w wersji razy 3! Dlatego przed wyjściem obowiązkowo wysyłamy ich na siku, chcesz czy nie, trudno… Tak samo jak planujemy dłuższe zakupy (a z trójką to często się przedłużają), to najpierw załatwiamy toaletę, bo potem nie chce mi się ganiać w te i we wte. Z drugiej strony – bez zimy smuuutno by było, dzieci nasze same proszą by wyjść pobawić się śniegiem – jasne, póki co więcej błota i brudu niż śniegu, ale czasami zazdroszczę im tego wyczekiwania i radości, bo mi się po prostu nie chce,… chyba że idziemy całą rodzinką na sanki czy na spacer, pozwalamy dzieciom trochę się oddalić i wspólnie z mężem unosimy się dumą i cieszymy się widokiem naszych pociech (oczywiście do czasu, niż każde z nas zostanie zasypane niezliczoną ilością pytań i zadań do wykonania :) )

    1. Jasiek też czeka na zimę – ostatnio jak spadł 1cm śniegu to chciał iść na sanki! :P I ja też powinnam się cieszyć bo jeżdżę na nartach :P ale…. mimo wszystko wolę wiosnę i lato! ;)

  3. Wrrr znamy nienawidzę zimy tych kurtek szalikow i czapek

  4. To prawda! Też nie znoszę zimy, choć umilam sobie wieczory herbatkami, świeczuszkami i ciepłym kocem :)
    Zapraszam do odwiedzenia mojego bloga, będzie mi bardzo miło :)

    http://fizjomatka.blogspot.com/

  5. taaaa tego się nie zapomina nawet po latach, i ten pot cieknący po plecach…. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Żona, matka, kura domowa


– Cześć kopę lat, co u ciebie, jak bliźniaki, zdrowe, pracujesz, nie pracujesz, co robisz, masz czas? – ot, takie banalne pytanie zadałam spotkanej na zakupach znajomej. Powinnam się w język ugryźć.

– Czas? A co to jest czas? I na co mam go mieć? Wiesz, co bym zrobiła, jakbym go miała? Zamknęłabym się sama w pokoju i wsadziła zatyczki w uszy. Bo wiesz, odpoczywam, jak jestem sama. Psychicznie wtedy odpoczywam. Nawet jak muszę przytargać do domu ciężkie zakupy to i tak wtedy odpoczywam. Oczywiście wiesz, robię minę cierpiętniczą, że znowu muszę iść na zakupy. Ale idę i się w duchu cieszę, chociaż wcale zakupów nie lubię. Nikt mnie co chwila nie woła, nikt nie marudzi, nikt się nie kłóci, nie muszę mieć stale napiętej uwagi, to naprawdę jest relaks.

I wiesz, co jeszcze lubię? Lubię, jak mój mąż gości zaprasza. Bo wtedy on musi zająć się chłopakami. Musi, rozumiesz? Jak ja zapraszam to mój problem, on jakoś się tym nie przejmuje. Ale jego goście muszą być dopieszczeni, musi być ugotowane, upieczone, wszystko musi być tip-top. I wtedy ja zamykam się na kilka godzin w kuchni i znowu jestem sama. Lubię być sama. Ale nie mogę sobie sama usiąść i kawy wypić, wiesz? On tego nie rozumie. Bo ja przecież siedzę w domu, więc ja się nie męczę. On wraca zmęczony z pracy i pyta głupio: czym ty jesteś zmęczona, przecież cały dzień w domu siedziałaś?

Siedziałam? No tak, na sedesie dwa razy, całe moje siedzenie. A poza tym? Chłopaki robią, co mogą, żebym się nie nudziła, albo się biją, albo są głodni, albo chce im się pić, ewentualnie coś im się popsuło, albo się nudzą. Przy czym tylko to pierwsze robią razem. To są jeszcze małe dzieci tak naprawdę. Tylko wiesz co? Ja się staram wpajać im jakieś zasady. Jak jesteśmy sami w domu, to jeszcze jakoś leci. W zasadzie to jak jesteśmy sami w domu, to paradoksalnie jest mi łatwiej, chociaż jest ciężko. Ale przez weekend tatuś ich rozpuszcza jak dziadowskie bicze. W poniedziałek nie mogę z nimi do ładu dojść. I wiesz, co on mi mówi? Że on im rekompensuje, że mało z nimi jest. Jasne. A potem ja od nich słyszę, że tatuś to im ustępuje i na wszystko pozwala. Fakt pozwala im na wszystko. Co gorsza – ja zabraniam, a on pozwala. Podważa na każdym kroku mój autorytet. Bo ja przesadzam. Rozumiesz? Ja mam za duże wymagania.

A ja, hmmm… mnie już właściwie nie ma. Jestem żoną, jestem matką, jestem kurą domową, jestem kochanką czasem, chociaż już coraz rzadziej, jestem kucharką, sprzątaczką, ale sobą? Nie. Bo gdybym była sobą to bym miała czas spokojnie wydepilować nogi, położyć maseczkę na twarz, wypić kawę i przeczytać tę stertę książek, które leżą i czekają na lepsze czasy. Miałabym czas umówić się z tobą na kawę w kawiarni, a nie rozmawiać w przelocie, wiesz? Ale nie mam czasu, bo mnie po prostu nie ma. I tak jak wrócę do domu, to usłyszę, że długo mnie nie było. I wiem, co będzie, jak mu powiem, że cię spotkałam. Że ja sobie plotki urządzam, a w domu tyle roboty. Bo on oczywiście jak jest sam z dziećmi, to nic nie może zrobić. Ja mogę zrobić wszystko. Ale ja to ja, bo ja jestem matką, matki ponoć tak mają.

Ojcowie dobrze się czują w swojej roli tylko jak matki są w pobliżu. Nie wszyscy? Większość. Oni się mogą zająć dziećmi, nawet pobawić, ale tylko pod warunkiem, że mają ten wentyl bezpieczeństwa, że w każdej chwili mogą oddać dzieci matce. A ja co? Ja nie mam komu oddać chłopaków. Mnie nikt nie pyta, czy mam siłę, czy mam ochotę, czy mam czas, czy czeka na mnie jakaś robota. Ja muszę i koniec.

Wiesz co? Nie mam dziś ochoty do domu wracać. Normalnie nie mam ochoty. I wiesz co? Cieszę się, że ci to powiedziałam. Rozumiesz mnie prawda?

Tak, rozumiem ją dobrze, ja też czasem potrzebuję być sama. Tylko ja mam to szczęście, że moje dziecko chodzi do szkoły, coś tam sobie zawsze wyskrobię z tego czasu tylko dla siebie. Ona nie ma tak dobrze i jeszcze dwa lata nie będzie miała. Tatuś postanowił, że bliźniaki nie będą chodziły do przedszkola, bo tak będzie dla nich lepiej. No i co by wtedy ich mama robiła sama w domu?

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Rozumiem w stu procentach takie kobiety bo sama jestem matką

  2. Wiesz co Basiu, źle się to czyta, bo to jest tak okropnie powszechne w Polsce. Tak jesteśmy wychowane my i tak są wychowani Ci wielcy chłopcy – mężowie. Okropne. Polskie matki odwaliły kawał fatalnej roboty pokazując takie wzory swoim córkom i synom. Co ci biedni chłopcy mają zrobić? Przecież tak jest urządzony ich świat. Jeżeli jakaś żona nie jest z tego zadowolona to jest jakaś nienormalna. I kolejne pokolenie Matek Polek ma coś do zrobienia z tym wszystkim. A co mają do zrobienia Ojcowie Polacy?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Beza idealna


Zawsze mi się wydawało, że beza to już level hard. Niby kiedyś już robiłam i jakoś wyszła ale napracowałam się przy tym, żeby było dobrze. Do czasu aż trafiłam na ten przepis. Jest prosto, łatwo i kończy się sukcesem :) Koniecznie spróbuj!

Potrzebne składniki:

  • 4 duże białka (każde o wadze ok 40g)
  • szczypta soli
  • 240g cukru – najlepiej drobnego

Przygotowanie:

  1. Z białek z dodatkiem soli ubijam pianę, najlepiej jeśli są w temperaturze pokojowej – wtedy uzyskuję z nich najwięcej piany. Trzeba uważać, żeby nie przebić białek, należy przerwać ubijanie gdy tylko będą sztywne (można sprawdzić obracając miskę do góry dnem, jeśli nie wypadną jest dobrze ;) )
  2. Do piany dodaję stopniowo, po łyżce cukier. Na koniec piana powinna być gładka i lśniąca, a cukier prawie niewyczuwalny tj. w większości rozpuszczony.
  3. Przy pomocy rękawa cukierniczego z ozdobną końcówką wyciskam bezy, na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, pozostawiając niewielkie odstępy.
  4. Piekę w 140 st.C ok 45-60 minut, do czasu aż będą suche ale nadal białe.
    Temperaturę można dostosować do możliwości własnego piekarnika, np obniżyć jeśli się rumienią.
  5. Idealna beza powinna być sucha z wierzchu i miękka i ciągnąca w środku.

Smacznego!

beza

beza1

beza2

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Problem się zaczyna jak ją zjeść by było elegancko ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Jakimi zabawkami bawią się dzieci?


Niby rodzice najlepiej znają swoje dzieci, ich zainteresowania i zachcianki.  A jednak kupując dla nich prezenty pod choinkę, czy urodziny mijamy się bardzo z ich oczekiwaniami, wręczając im kolejne pudełko z puzzlami, czy książeczki.

Wg najnowszych badań firmy Mattel  przeprowadzonych przez grupę badawczą IPSOS dziewczynki najchętniej wybierają do zabawy lalki, pluszaki, a chłopcy auta i klocki. Oczywiście po puzzle i różnego rodzaju książki także sięgają, ale już zdecydowanie mniej.

jakimi_zabawkami_bawia_sie_dzieci

A najmłodsze dzieci?  “Dla najmłodszych wszystko może być ciekawą zabawką – patyk, kamyk, liść czy papierek po cukierku. W zależności od sposobu ich wykorzystania, dostarczają rozmaitych wrażeń – od dźwięku, przez dotyk, zapach, odczucia wzrokowe aż po smak. Dlatego właściwie dobrana zabawka, uwzględniająca zmieniające się potrzeby, pozwala dziecku rozwijać te zdolności, które na danym etapie jego życia są najważniejsze” – potwierdza Marta Żysko-Pałuba, psycholog i psychoterapeuta, która na co dzień pracuje z dziećmi.

Odnoszę czasem wrażenie, że my, rodzice szukając nowej zabawki dla dziecka, pragniemy zapewnić mu nie tylko jak najlepszą jakościowo zabawkę, ale przemycić wraz z nią element edukacyjny. Uspokaja to nieco nasze sumienie, że zbyt mało czasu poświęcamy naszym maluchom. Ale czy zabawka może nas zastąpić? Odpowiedź pozostawiam już każdemu z was. 

mattel1-600x426
Z drugiej strony aranżujemy dzieciom zabawę, ich czas wolny, zapominając o tym, jak ważna jest dla nich samodzielna zabawa. Dziecko w wieku 3-9 lat potrafi poświęcić dziennie na samodzielną zabawę już ponad 2 godziny. Moim zdaniem nawet nuda i setne pytanie dziecka “pobawisz się ze mną” może przyczynić się do bardzo kreatywnej zabawy, pozwólmy im tylko na to.

Nie ograniczajmy dzieciom swobodnej zabawy, pokażmy, że my dorośli pamiętamy, co to znaczy zabawa i szczęśliwe dzieciństwo.

P.S. Zobaczcie co firma Mattel przygotowała dla was na najbliższy sezon :)

Ikonografiki i zdjęcie od Mattel – materiały prasowe

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku