Ciąża 3 lutego 2012

W Roli Studentki

Kiedy dowiedziałam się, że zaszłam w ciążę skończyłam akurat IV semestr studiów. Zostały mi jeszcze dwa. Tylko rok dzielił mnie od otrzymania dyplomu. Wiedziałam, że jak teraz przerwę, „później” nie będzie mi się chciało wrócić. Zdecydowałam więc, że nie korzystam z opcji „dziekanka” i po wakacjach normalnie wracam na uczelnię.

Do czasu kiedy ciąża rozwijała się prawidłowo, grzecznie jeździłam na wszystkie zajęcia. Dobrze się czułam, brzuch miałam na tyle zgrabny, że spokojnie mieściłam się w krzesła (te które mają przymocowane do siebie pseudo stoliki) :)
Profesorowie byli w porządku – życzliwi, trochę zatroskani, mniej wymagający. Koleżanki z roku dbały o mnie jak o kryształ! Nie pozwalały niczego dźwigać, nosić, przejmować się i denerwować :) Trochę gorzej było z człowieczeństwem szanownych władz uczelni, oni zdawali się być totalnie ślepi (nie dostrzegali mego odmiennego stanu) i absolutnie obojętni! Ale cóż, nie ma się co dziwić, skoro siedzą na swych stołkach za karę, zmuszani do niewolniczej pracy, święcie przekonani, że to my– studenci jesteśmy dla nich, a nie odwrotnie..!

W styczniu (byłam wówczas w 7 miesiącu ciąży) pojawiły się pewne problemy,  dostałam nakaz leżakowania, a więc na uczelnię (niestety) nie mogłam jeździć. Na szczęście tak się dobrze złożyło, że była to już końcówka semestru, zdążyłam „odbębnić” ostatnie ćwiczenia i pozbierać z nich zaliczenia. Pozostały mi tylko wykłady, nieobowiązkowe więc je sobie odpuściłam. Później kilka egzaminów… i tak, w ekspresowym tempie minął mi ten „ciężarny” semestr, muszę przyznać – całkiem przyjemny :)

Nowy semestr zaczęłam obiecująco – od wagarów :) ale spokojnie! One miały swój niezwykle istotny powód i były jak najbardziej usprawiedliwione – na świat bowiem przyszedł mój pierworodny syn!!!
Jedne zajęcia opuszczone, na więcej nie mogę sobie pozwolić, no chyba że nie zależy mi na zaliczeniu semestru..? Zależy mi!  No więc tak oto, w zaledwie dwa tygodnie po porodzie zmuszona jestem zostawić moje kochane Maleństwo pod opieką Tatusia i udać się na uczelnię.

Zajęcia planowo (jak na złość!) mam od 8.00 do 20.00!!! Tatuś został zatem dobrze poinstruowany i zabezpieczony zapasem mojego osobistego mleka dla Naszej Kruszynki.
Mleka?!? No właśnie! Jak mogłam o tym zapomnieć?! Jak mogłam w ogóle o tym nie pomyśleć?! Przecież ja karmię piersią! Jak wytrzymam 12h bez karmienia?!? JAKOŚ wytrzymałam… ale wróciłam do domu totalnie obolała! Nie mogłam w ogóle ruszać rękoma! Moje piersi stanowiły jedną wielką grudkę, a twarde były niczym głaz! Mleko tak się „zbiło”, że nie umiałam go odciągnąć! Na przemian uskuteczniałam ciepłe okłady, kąpiele i masaże. Ból był tak okropny, że łzy mimowolnie spływały po policzkach. Klnęłam na siebie niemiłosiernie… – to była solidna nauczka!

Na następne całodniowe zajęcia, wzięłam więc ze sobą laktator i dodatkowo umówiłam się z Tatusiem, że na długą przerwę  przywiezie mi Małego do karmienia. I wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że uczelnia nie jest absolutnie przygotowana na  „goszczenie” studentek – mam. Nie ma nawet pół pomieszczenia, w którym mogłabym spokojnie usiąść i po ludzku nakarmić swoje dziecko, czy odciągnąć pokarm. Zmuszona jestem (po dziś dzień) chować się z „tym” po kątach! Dziecko karmić w aucie, a samodzielnie odciągać pokarm – w TOALECIE!! Bleeee…

W związku z tym, że jestem karmiącą piersią mamą, nie mam żadnych ulg na uczelni. Nie przysługują mi dodatkowe przerwy (jak to ma miejsce w zakładach pracy). Prawdę powiedziawszy nie mam ŻADNYCH przerw, bo każdą wykorzystuję do odciągania pokarmu, by nie dopuścić znów do zastoju i zapalenia piersi. Nie mam czasu na załatwianie swoich potrzeb fizjologicznych, nie mam czasu na zjedzenie śniadania, o obiedzie nawet nie myślę! Nie mam czasu na plotki z koleżankami, w związku z czym czuję się totalnie od nich oddalona. Na wykłady nie jeżdżę (bo z dzieckiem to mało komfortowe).

Koniec końców, dochodzę do wniosku że mama – studentka, nie ma łatwego życia. Musi czasem nieźle się nagimnastykować, żeby pogodzić ze sobą te dwie role. Byłoby więc miło, gdyby ktoś kiedyś pomyślał o takiej grupie społecznej jaką stanowią Mamy. I nie trzeba się tego obawiać, nie wymagamy wiele. Wystarczy mały, czysty pokoik z wygodnym krzesłem (z przewijakiem – to byłby już cud malina! :-) ) i ewentualnie – wyrozumiałość profesorów.

Żyjemy w XXI wieku, macierzyństwo nie jest tematem tabu, Mam aktywnych – zarówno pracujących zawodowo jak i uczących się, jest całe mnóstwo dlaczego, więc nie można poczynić jakiś kroków w kierunku ułatwienia Nam, choć odrobinę codzienności??

 

Subscribe
Powiadom o
guest
15 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Magda Kupis
8 lat temu

Przez 7 miesięcy byłam mamą-studenką :) (+9 miesięcy ciąży) Kiedy byłam jeszcze z brzuszkiem, nigdy na uczelni nie był on kartą przetargową ani ulgową. Nikt go nie dostrzegał, nawet jeśli chodziło o przyniesienie krzesła, gdy ich zabrakło. Nie miałam też pierwszeństwa przy wpisach ocen do indeksu- tak samo jak inni byłam przepychana w tłumie 800studentów i dzielnie stałam (czy kucałam, bo taka ilość osób powoduje okropny zaduch) i czekałam na swoją klej. Dzień porodu okazał się dniem zjazdu (w tym pierwsze zajęcia z nowego przedmiotu, na których przedstawione zostały kryteria oceny – 100% obecności było podstawą do możliwości zaliczenia). Nikogo… Czytaj więcej »

Fizinka
Fizinka
8 lat temu

Ja na szczęście miałam życzliwe koleżanki i profesorki (nie wszystkie ale większość :) ), natomiast ci państwo którzy urzędują w dziekanacie ……no na nich nie mam słów!! Ich nikt nie obchodzi! Wszystkich mają gdzieś! Nie raz nie dwa, będąc jeszcze w ciąży doprowadzili mnie do szewskiej pasji!!! Jednak sumą sumarów okresu ciąży aż tak bardzo źle nie wspominam na uczelni, gorzej jest teraz kiedy moje dziecko jest już na świecie. Mimo iż studiuję zaocznie, uczelnia wiecznie wymyśla jakieś zajęcia, szkolenia, egzaminy… w TYGODNIU! I nikogo nie obchodzi fakt że w tygodniu nie mam z kim zostawić dziecka (mąż pracuje)! Ile… Czytaj więcej »

miskiewicz88
miskiewicz88
8 lat temu

Skąd ja to znam….Polska rzeczywistość…

Kornelka86
Kornelka86
8 lat temu

Ja chyba to inaczej postrzegam, ale same się decydowałyśmy na dziecko w trakcie studiow i każda z nas wiedziała ze za pięknie nie będzie. My z mężem studiowaliśmy oboje (ten sam kierunek ten sam rok) i często się zdarzało tak, że wymienialiśmy się synkiem w drodze na zajęcia. Często też nie chodziłam na wykłady, na szczęście notatki miałam i na każdy egzamin czy też ćwiczenia umiałam także wykładowcy nie mieli mnie na czym zagiąć, co więcej podziwiali mnie, że przy małym dziecku jestem nauczona. Nie powiem, że było lekko ale nie zamieniłabym tego czasu na żaden inny a w drugą… Czytaj więcej »

Magda Kupis
8 lat temu
Reply to  Kornelka86

Tak, dokładnie- my sami zadecydowaliśmy o okresie ciąży (a raczej byliśmy przygotowani na to, że skoro chcemy mieć dziecko, to w bliżej nieokreślonym terminie mogą pojawić się II kreski na teście) i dlatego z pokorą przyjmowałam spojrzenia. Nigdy głośnio nie mówiłam, że chciałabym jakąś taryfę ulgową. Na szczęście miałam na studiach koleżanki (z innych specjalizacji, ale ten sam kierunek) i większość wykładów miałyśmy takich samych więc dzieliłyśmy się notatkami, bo zajęcia były ustalone dla 2 grup krzyżowo. Więc nawet udawało nam się szybciej kończyć zajęcia.
Jeszcze takie moje spostrzeżenie, że studiujących (przyszłych) mam jest całkiem sporo :)

Fizinka
Fizinka
8 lat temu
Reply to  Kornelka86

Owszem Kornelio, zgadzam się – sama się zdecydowałam na dziecko w trakcie studiów i tak jak Magda – z pokorą przyjmowałam spojrzenia. Nigdy nie tłumaczyłam się nikomu że nie byłam na wykładzie bo nie miałam z kim zostawić dziecka, albo nie nauczyłam się na egzamin bo dziecko mi nie pozwoliło. Nawet jak nie pojawiłam się na 1szym zjeździe w nowym semestrze (bo akurat rodziłam ;) ) nie tłumaczyłam się swojej pani mgr z nieobecności na ćwiczeniach która kazała mi odrobić te zajęcia z inną grupą. Dopiero moje koleżanki powiedziały babce że nie byłam na ćwiczeniach bo rodziłam dziecko ;) Babka… Czytaj więcej »

Beata Prusińska
8 lat temu

To prawda, ja prawie rok temu (31.03.2011) urodziłam synka i zostało mi wtedy jeszcze 2,5 miesiąca do obrony. Po tygodniu od porodu cała obolała ze specjalną poduszką do siadania wróciłam na zajęcia (też karmię piersią). Nie miałam co prawda tak często zajęć, zostawiałam małego na góra 3 godziny (chodziłam z różnymi grupami), ale też łatwo nie było. Miałam wiele momentów wahań, chęci rzucenia tych studiów i w ogóle mnóstwo negatywnych emocji, zamartwień o dziecko itd… Traktowano mnie troszkę lżej, ale wiadomo nasze uczelnie niestety nie są przystosowane dla mam studiujących. Teraz jestem już po obronie (obroniłam się na 4) i… Czytaj więcej »

Fizinka
Fizinka
8 lat temu

Beata serdecznie gratuluję obrony! :) Zdanej sesji! :) I wytrwałości!! :)

Iiiii mamy dzieciątka w równym wieku! :) Mój skarbeczek urodził się 14.03.2011 :D :D :))

Sylwia
Sylwia
8 lat temu

Mnie dziwi fakt, że na uczelniach są miejsca dla placzy- palarnie by nikomu nie przeszkadzał dym papierosowy. Dlaczego nie można stworzyć pokoiku dla matek by spokojnie nakarmiły dziecko, odciągnęły pokarm. Kwestia organizacji i chęci władz uczelni wyższych w naszym kraju. Może ktoś na to kiedyś wpadnie :) Miejmy nadzieję , że za kilka lat nasze dzieci bedą miały takie miejsca na swoich uczelniach.

Fizinka
Fizinka
8 lat temu
Reply to  Sylwia

Dokładnie Sylwia!! Miejsca dla PALACZY potrafią wydzielić! Ale już dla MAM – nie! ;/
Miejmy nadzieję że to się kiedyś zmieni, bo na prawdę nie ma nic przyjemnego w karmieniu tudzież odciąganiu pokarmu na klozecie!!! ;/ :|

Rachela
Rachela
8 lat temu

skąd to znam. Sama teraz kiedy wróciłam do pracy, to też chowam się po kątach i odciągam pokarm. Najczęściej to jest toaleta :) niestety nie jest to najprzyjemniejsze miejsce na zrelaksowanie się, ale cóż. Gratuluję wytrwałości – a jak dyplom?

Anna Kopeć
8 lat temu

Ja broniłam prace licencjacką z dużym brzuszkiem już. Tez nie miałam ulg :) Podziwiam łączenie studiów i wychowywanie dziecka. To chyba o wiele trudniejsze niż łączenie domu z pracą.

Hanna Szczygieł
8 lat temu

ja nadal dzielnie reprezentuje „Uczelnię”. spędziłam na niej prawie całą ciąze i rok urlopu- ale z realizowaniem wybranych przedmiotów. Jako ciężarna byłam w pewnym stopniu dyskryminowana głownie przez co poniektórych wykładowców. Widać nie przyszlo im do głowy, że nie mają doczynienia z „siksą która wpadła”-bo takie odnośiłam wrażenie. Spojerzenia pełne pogardy czy politowania… musze powiedzieć, że aż mi za nich wstyd- wstyd że usiłują się zaliczac do elity intelektualnej. Swoją drogą jestem dość zbulwersowana faktem, że w naszym świecie pewne postępy dokonują się tylko na wybiórczych płaszczyznach. Czasy się zmieniły- normą jest oczekiwanie wyższego wykształcenia ( najlepiej na kilku kierunkach)… Czytaj więcej »

Anna Rutkowska
Anna Rutkowska
8 lat temu

ja po dłuzszej rozmowie z małżonkiem stwierdziłam że nie dam rady, nie będę udawać matki polki i nie ogarną, mój problem jest trochę inny bo ja mam poród w samą sesję. i bym musiała płacić za przedłużenie jej około 500 zł. co trochę dla mnie dużo. więc dziekanka jest tańszą opcją. może powinnam próbować, ale nie wiem czy starczy mi sił do walki z moją uczelnią. u nas jest tak jak opisujesz, nie ma gdzie nakarmić dziecka, a to jest baaaardzo stary budynek. i staram sie normalnie omijać tamtejsze toalety a co dopiero przewinąć tam dziecko albo nakarmić.! a fe.

Aleksandra Greszczeszyn

A ja słyszałam, że tak bardzo ułatwia się studentkom – przyszłym mamom naukę… Sama nie studiowałam, więc nie wiem…Ale z Twojego tekstu wynika, że raczej i w tej sferze jesteśmy 100 lat do tyłu za resztą Europy… Bardzo to przykre. Ja sama byłam na II roku studium policealnego, kiedy zaszłam w ciążę. Gdy Julia miała 4 m-ce zdawałam egzamin końcowy – zdałam jako jedna z kilku osób z roku. Nie czułam się jakoś specjalnie uprzywilejowana ze względu na ciążę, a później posiadanie małego dziecka, ale czułam życzliwość zarówno ze strony nauczycieli jak i koleżanek z roku.

Emocje 31 stycznia 2012

2+?

Jestem jedynaczką. Niestety. Odkąd pamiętam chciałam mieć siostrę, nie rodzeństwo, nie kogokolwiek – siostrę! Wyobrażałam sobie jak się razem bawimy lalkami, gramy w chińczyka, skaczemy na skakance i robimy te wszystkie babskie rzeczy, których nie miałam z kim robić. Nie miałam komu podbierać ciuchów i kosmetyków, nie miałam komu płakać, że chłopak mnie rzucił – przyjaciółka, choćby najlepsza, to jednak nie to samo. Siostra to siostra, tak to sobie zawsze wyobrażałam.

Właściwie odkąd pamiętam jęczałam Rodzicom, że chcę siostrzyczkę.
Jak nie miałam racji to trudno, ale powiedzcie mi to teraz, zanim uda mi się uszczęśliwić Duśkę.

Jęczałam, marudziłam, kwękałam, nic z tego – nie doczekałam się. W zamian dostawałam mnóstwo dziwnych argumentów typu:

− jakbyś miała siostrę to byś się musiała podzielić zabawkami, nie byłyby tylko dla ciebie (o niczym innym nie marzyłam);

− nie miałabyś kożucha tylko kiepską kurtkę, bo na dwa kożuchy nas nie stać (tak tak, urodziłam się w czasach kiedy zimy były prawdziwe a nie takie atrapy jak teraz, a kożuch był luksusem, co nie zmienia faktu że był ciężki, krępował ruchy i go nienawidziłam);

− z małym dzieckiem trzeba siedzieć w domu, nie będziemy jeździli na wczasy (ile ja mogłam mieć lat, że musiałam takich głupot wysłuchiwać? Fakt, że wtedy nie było fotelików samochodowych i tych wszystkich bajerów przydatnych w podróży, domek kempingowy to nie było miejsce dla niemowlaka, no ale przecież dzieci rosną);

nie mamy pieniędzy (to musiałam usłyszeć jak byłam starsza, ale to głupi argument, dziś wiem, że jak się naprawdę chce mieć dziecko to pieniądze mają marginalne znaczenie);

mamy małe mieszkanie (no fakt, jeden pokój niby duży ale za mały żeby go podzielić na dwa mniejsze, mieszkam teraz w tym mieszkaniu z mężem i dzieckiem i moim największym marzeniem jest siostra dla Duśki).

Prawdziwy powód był inny ale o tym dowiedziałam się duuuuużo później, mój Tata już nie żył, na siostrzyczkę było za późno.

Urodziłam się w czasach kiedy porodówka nie była miejscem przyjaznym, położne nie były życzliwe i pomocne, USG nie istniało, przynajmniej nie w naszym szpitalu powiatowym, a wątpię czy gdziekolwiek (chociaż kilka lat później słynna warszawska „Karowa” już miała, ale tylko do baaaaardzo szczególnych i powikłanych przypadków). No więc jako że urodziłam się w czasach niesprzyjających rodzeniu, wyszłam na świat nie główką jak Pan Bóg przykazał tylko piękną pupką. Tak, tak, nie miałam nadwagi, mogła być piękna.

Dziś, o ile wiem, ułożenie pośladkowe jest wskazaniem do cesarki. Potem jeszcze taki drobiazg jak łożysko które nie urodziło się całe i nikt nie raczył tego sprawdzić. Kilka dni po powrocie do domu krwotok i powrót do szpitala. No i to przekreśliło moje szanse na rodzeństwo, strach sparaliżował moją Mamę całkowicie i nieodwracalnie. Niestety.

Miałam 13 lat jak umarł mój Tata i 21 jak umarła Mama. Zostałam sama. Najbliższą rodziną był Dziadek, miał 85 lat i potworną miażdżycę, nie poznawał mnie czasami, czasami pytał o ludzi, którzy dawno umarli, i nie można było powiedzieć że umarli, bo traktował to jako informację bieżącą i zaczynał płakać. Właściwie w tamtym czasie najbliższy i najwierniejszy był pies…

No dobrze, mam dalszą rodzinę, nie odwrócili się ode mnie, mam znajomych bliższych i dalszych, byli przy mnie, pomagali, ale miałam też świadomość że chociaż oni dla mnie są najważniejsi to ja dla nich nie. Oni mieli kogoś bliższego niż ja, mamę, siostrę, córkę, męża, ojca, syna, zawsze kogoś mieli. Ja nie miałam nikogo. Wracałam do pustego domu, gdzie czekały na mnie tylko wspomnienia i poduszka jakby mi się zachciało płakać. I nie raz, nie dwa i nie trzy myślałam sobie jakby to było dobrze mieć siostrę. W tamtym czasie nawet na brata byłam gotowa się zgodzić. Byleby ktoś był. Ktoś dla mnie najbliższy i ktoś dla kogo ja tez byłabym najbliższa. Ktoś z kim mogłabym dźwigać mój ból, kto by naprawdę rozumiał i czuł to samo, a nie tylko mówił że rozumie. Nie zrozumie głodnego syty bo ich różnią apetyty…

Dziś nie jestem sama, mam męża i piękną córeczkę. Mam do kogo wracać, wiem, że jest ktoś dla kogo jestem najważniejsza. Na nowo, a może pierwszy raz naprawdę zrozumiałam jakie to ważne. Jaki to zaszczyt i jaka odpowiedzialność, a jednocześnie jak wielka radość. Kocham moją rodzinę, jestem prawie w pełni szczęśliwa. Dlaczego prawie? Proste, do pełni szczęścia brakuje w domu drugiego szkraba, naprawdę moim największym marzeniem jest siostrzyczka dla mojej córeczki. Nie chcę żeby kiedykolwiek poczuła tę pustkę, którą ja nie raz czułam. Jak znacie bociana, który mógłby nas obsłużyć bez kolejki to dajcie znać.

 

Subscribe
Powiadom o
guest
25 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Anna Haluszczak
8 lat temu

Ja zawsze miałam brata, z którym się kłóciłam, biłam o wszystko i byłam wiecznie na wojennej ścieżce. Teraz nasze dzieci nie mogą bez siebie żyć i są „dzikie” za sobą. Nie wyobrażam sobie być sama… Może dla tego już przy pierwszym porodzie mój mąż się śmiał, że na za dwa lata rezerwujemy znów porodówkę, bo chcemy rodzeństwo dla córeczki. I co? Nie minęły dwa lata, a na świecie pojawił się nasz synek :) I co by się z nami – rodzicami – nie stało, dzieci będą miały siebie. Nie jesteśmy bogaci, nie mamy pałacu, dzieciaki będą mieszkały w 1 pokoiku,… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn

U nas było troje rodzeństwa i choć teraz stosunki nie są wymarzone, to dzieciństwo wspominam jako wspaniały czas właśnie dzięki bratu i siostrze…Rodzina zawsze była moim najważniejszym celem, dlatego szybko wyszłam za maż i po roku małżeństwa byłam w ciąży – jesteśmy razem już prawie 6 lat, a Julka za moment skończy 4. Zawsze wiedzieliśmy, że nie chcemy mieć tylko jednego dziecka – oboje z mężem znamy wartość rodzeństwa i nie wyobrażaliśmy sobie, że moglibyśmy odebrać to córeczce. Ale…decyzja o drugim dziecku była znacznie trudniejsza – powody podobne jak we wpisie” mieszkanie, pieniądze, praca… Jednak dzięki kilku wydarzeniom olśniło nas… Czytaj więcej »

Mufa
Mufa
8 lat temu

Ja mam siostrę, starszą o 4 lata. W dzieciństwie też biłyśmy się o wszystko, ale zawsze wiedziałam że ją mam i mogę do niej iść z problemami. Tak jest do dnia dzisiejszego, nie wyobrażam sobie, że mogłoby mnie (tak, tak mnie, bo to ja jestem młodsza) nie być. Widzę jaka to krzywda mieć jedno dziecko na przykładzie mojej kuzynki (notabene moja rówieśnica), dla niej taką „siostrą” byłam ja. A teraz nie ma do kogo buzi otworzyć. Ja mam swoją rodzinę, ona swoją, ale jak jakiś problem to zawsze dzwoni. Moja siostra ma jedno dziecko – żywy skarb- i na pytanie… Czytaj więcej »

Anna Cekiera
8 lat temu

Bardzo smutny tekst ;(
W takich chwilach człowiek zaczyna doceniać to co ma.
Autorce życzę spełnienia marzeń ! Przylatujcie boćki!!! :)

Magda Kupis
8 lat temu

Ja mam siostrę starszą o 2 lata i młodszego o 9 lat brata. Nie wyobrażam sobie inaczej. Z siostrą byłyśmy właściwie od zawsze razem. Między nami było jak to między siostrami, ale to też ma swoje plusy- jak walczyć o swoje- bardzo ważna umiejętność w dzisiejszych czasach. Kiedy mama powiedziała nam, że będziemy miały brata albo siostrę, skalałam z radości, nie mniej jak już brat przyszedł na świat. Pamiętam jak wtedy bardzo się cieszyłyśmy. Moja reakcja na pytanie czy mi się brat podoba, krąży w naszej rodzinie jako śmieszna anegdota- a jaka była moja reakcja? „Nie podoba mi się, bo… Czytaj więcej »

Kobietnik
Kobietnik
8 lat temu

Mam czworo rodzeństwa, ale wiecie, często jak byliśmy razem (obiad niedzielny) to wydawało się, że jeszcze kogoś brak :) Nie przelewało się, to fakt. Ale dzieciństwo było wesołe…

Teraz sama mam rodzinę – dwoje dzieci. Cieszę się, że jest para bo razem się bawią, dzielą – jak daję jednemu ciastka wie, że ma dać drugiemu jedno. Rodzeństwo to skarb. Życzę autorce spełnienia marzeń :)

Alutka1011
Alutka1011
8 lat temu

Mam czworo rodzeństwa.Najmłodsza siostra jest starsza o 4 lata w dzieciństwie często sie kłóciliśmy i biliśmy teraz jest moją najlepszą przyjaciółką i nie wyobrażam sobie żeby moje dziecko było jedynakiem.Wiem że wasze i na siostry i na braci mogę liczyć:) A rodzinne spotkania uwielbiam mimo pełnego domu:)
Mirella życzę powodzenia:)

Sylwia
Sylwia
8 lat temu

Mam 1 siostrę, jak to bywa każdy kto ma rodzeństwo wie. Miałyśmy 1 pokój więc nie raz były kłótnie, rękoczyny a później zgoda i jedna za druga by w ogień skoczyła. Teraz nie widujemy się za często, mieszkamy daleko od siebie ale w kazdej wolnej chwili piszemy na gg czy rozmawiamy na skype. Dopiero teraz jak mieszkamy daleko od siebie doceniamy czym jest posiadanie rodzeństwa. Zawsze jest komu zwierzyć się czy poradzić :) Synek na razie jest jedynakiem ma prawie roczek,w przyszłości planujemy kolejnego szkraba by miał kompana do zabawy i powiernika w przyszłości. Nie wyobrażam sobie by został sam.… Czytaj więcej »

Karolina Zawadzka
8 lat temu

ja miałam trójkę rodzeństwa i bywało różnie, ale dla swojego dziecka też chcę żeby miało rodzeństwo. Zawsze to inaczej niż jedno, samo… Smutne musiało być to że przez jakiś okres czasu byłaś sama, samotna…

Fizinka
Fizinka
8 lat temu

Ja mam 2-óch braci, jeden rok starszy, drugi 5lat młodszy. W dzieciństwie „wiecznie” się kłóciliśmy i biliśmy ale tak ma chyba każde rodzeństwo :) i to nie jest niczym złym :) Tym bardziej że potrafiliśmy też wspólnie świetnie się bawić!! W domu nigdy nie było nudno i nigdy nie było cicho! :) Rodzice nie raz, nie dwa krzyczeli że mamy się uspokoić bo chcą mieć chwilę spokoju ale tak na prawdę – co oni by bez nas zrobili?? :) Dziś, kiedy sama jestem mamą cudownego chłopca wiem, że na jednym dzieciątku nie poprzestaniemy i sprawimy rodzeństwo synowi :) Marzeniem moim… Czytaj więcej »

Gosiak!
Gosiak!
8 lat temu

Mirella, smutno mi teraz;( życzę Ci aby spełniło się Twoje marzenie o siostrze dla Dusi;*

Mirella
Mirella
8 lat temu

A to się porobiło!!! Wcale nie chciałam nikogo zasmucać ani do łez doprowadzać, ciepasiam!!! (jak to moje dziecko mówi) Dziękuję wszystkim za ciepłe słowa :* Utwierdzacie mnie w przekonaniu, że dwójka to minimum, żadnego głosu szczęślwego jedynaka/jedynaczki nie widzę ;)
Nie ukrywam, że napisałam to głównie do rodziców, którzy chcą na jednym dziecku poprzestać, żeby jeszcze raz przemyśleli swoją decyzję. My z mężem nigdy nie planowaliśmy DZIECKA, od początku planowaliśmy DZIECI :))

Lacri1
Lacri1
8 lat temu

Bardzo dobry artykuł.. Ide szukac tego bociana dla Was :*

Magdalena446
Magdalena446
8 lat temu

Mam dwie starsze siostry i nie wyobrażam sobie świata w pojedynkę. Moim marzeniem jest rodzina 2+3. Majeczka musi mieć rodzeństwo, jakoś w życiu łatwiej, szczęśliwiej.

Azi-34
Azi-34
8 lat temu

Też jestem jedynaczką. W wieku 19 lat zostałam mężatką i mamą. Moi bliscy – mama i tata nadal żyją, kilka lat temu podjęłam decyzję, że ze względu na ich wiek powinniśmy zamieszkać w jednym domu. Nigdy nie czułam się samotna, pewnie dlatego że nie znalazłam się w tak smutnym położeniu jak Ty. Rodzice dają mi mnóstwo wsparcia a też zawsze na swojej drodze spotykałam ludzi raczej życzliwych, W młodości miałam mnóstwo kolegów i koleżanek i jedną bardzo bliską przyjacółkę, myślę że ona zastępowała mi trochę tę siostrę, byłyśmy nierozłączne. Ja również mam jedno dziecko, mój syn jest już dorosły, Czuję… Czytaj więcej »

Ania
Ania
8 lat temu

To może i ja się wypowiem, trochę innym głosem… Miałam brata przez 25 lat. Był starszy o dwa lata. W dzieciństwie też się biliśmy, kłóciliśmy i nie zawsze trzymaliśmy wspólny front, ale mama zawsze nam powtarzała „gdy nas zabraknie, będzie mieli tylko siebie, więc się szanujcie”… Potem przyszedł czas dorastania i uwidoczniły się nasze skrajnie różne charaktery, ale i tak byliśmy blisko, zawsze mogliśmy porozmawiać, nawet posprzeczać się,a potem żyć dalej ze świadomością, że mamy siebie. Do czasu… Pewnego dnia zasnął i się nie obudził. To był zawał serca. Od tego dnia czuję się osierocona, w jednej chwili straciłam jedną… Czytaj więcej »

Fizinka
Fizinka
8 lat temu

Aniu teraz Ty mnie zasmuciłaś :(
Ale pięknie to ujęłaś – „dar bycia siostrą” !! Muszę to zapamiętać! Może kiedyś przyda się taki „argument” w wychowywaniu własnych dzieci…. :)

jedynaczka
jedynaczka
8 lat temu

Mirella, ale trafiłaś! Prosto w moje myśli, ostatnio ciągle kołata mi sie po głowie myśl o drugiej ciązy.. ja też jestem jedynaczką i moim największym marzeniem jest własnie zapewnienie synkowi rodzeństwa :) a dla Dominisi siostrzyczki z całego serca życze ! :*

mala_czarna
mala_czarna
8 lat temu

Piękny tekst…mamy więcej wspólnego niż Ci się Mirella wydaje…życzę Ci z całego serca aby nawiedził CIę tej wiosny bocian i przyniósł niespodziankę. Zasługujesz na to…Duśka ma szczęście, że ma taką mądrą mamusię

Agusiak
Agusiak
8 lat temu

Ogromnie wzruszająca historia jak również komentarze pod nią.
Mirello także ze wszystkich sił życzę Wam rodzeństwa dla córci.
Ja sama mam siostrę dwa lata starszą i w dzieciństwie była dla mnie najważniejszą osobą. Teraz stosunki się nieco rozluźniły, każda ma swoją rodzinę ale jednak mamy też siebie i mam nadzieję że tak już zostanie na zawsze. Kłótnie były i nadal czasem są ale nigdy nie chciałabym być jedynaczką. Dla mojej córki również bardzo pragnę rodzeństwa, może za rok zaczniemy starania, ponieważ jestem po cc, a może los zadecyduje inaczej…

Pozdrawiam i ściskam mocno :*

http://monpetittmonde.blogspot
http://monpetittmonde.blogspot
6 lat temu

To dokładnie główny powód dla którego zdecydowałam że moja córka będzie miała rodzeństwo. Kiedyś rodziców zabraknie a na świecie pozostanie najbliższa jej osoba. A tak najbardziej chciałabym żeby miała więcej niż jednego brata czy siostrę..

Mirella
Mirella
6 lat temu

Ja też bym tego chciała, ale niestety, mam już swoje lata, jeśli uda mi się urodzić jeszcze jedno dziecko będę baardzo szczęśliwa.

Zabawa 28 stycznia 2012

Auć… szczepienie

Kiedy byłam jeszcze w ciąży, temat szczepień dziecka był dla mnie odległy. Zdawałam sobie sprawę, że kiedyś będę musiała dowiedzieć się więcej na ten temat. Odkładałam to na później i później, a dzień szczepień się zbliżał. Razem z mężem postanowiliśmy, że zaszczepimy Marcinka, ale tradycyjnymi szczepionkami, refundowanymi przez państwo, głównie dlatego, że są one refundowane.

Powoli nadszedł dzień szczepień. Pani doktor powoli, choć nie do końca dla nas jasno, wytłumaczyła różnice pomiędzy szczepionkami darmowymi a płatnymi. Mieliśmy chwilę czasu, aby ostatecznie podjąć decyzje. Czy normalniej nie byłoby, wytłumaczyć to na wcześniejszych wizytach, tak aby rodzic mógł się z tym zastanowić, zapytać się cioci Wiki i wujka Google? Moja koleżanka, nie była zdecydowana, a lekarka podjęła decyzję za nią i podała dziecku skojarzoną szczepionkę. Niestety teraz “rwą” się za kieszenie przy każdym szczepieniu, gdyż to nie mały wydatek dla rodziców.

Bezpieczeństwo i zdrowie dzieci jest dla każdego rodzica najważniejsze, a koncerny prześcigają się w produkcji lepszych szczepionek, które zredukują ilość wkłuć.

Po głębszym namyśle, czy kupiłabym produkt 5 lub 6 w 1? – Mnie zniechęciła cena, ale naturalne jest, że szukam też innych argumentów za „zwykłymi” szczepionkami. Ale czy mam rację?

Głośno zastanawiam się, jakie związki muszą się znaleźć w skojarzonej szczepionce, aby połączyć te wszystkie różne składniki?

A ilość wkłuć? Pamiętam pierwsze szczepienie Marcinka – to My, Rodzice płakaliśmy bardziej, gdyż pierwszy raz nasz syn tak bardzo płakał, tak bardzo nie chcielibyśmy, aby go to bolało. Może jest to argument za skojarzonymi szczepionkami, ale to przecież tylko pięć sekund dłużej, a takie małe dziecko i tak tego nie pamięta. Może szczepionki skojarzone są produkowane dla rodziców, którzy sami nie cierpią igieł?

No i dlaczego, jeśli są takie świetne, nie są refundowane przez nasze wspaniałe państwo, jak to ma miejsce w innych krajach.

Na ostatniej wizycie lekarskiej, gdzie ponownie nasz synek był kłuty – 3 razy, lekarka mocno zasugerowała, żebyśmy zdecydowali się na pneumokoki i rota wirusy. Koszt – niebanalny. Kiedy usłyszała, że nie chcemy jeszcze teraz szczepić, to miałam wrażenie, że zabije mnie wzrokiem. Czy dobrze robimy? Jedni lekarze polecają szczepić dopiero po roku, a inni upierają się, że jak najszybciej – to oznacza więcej dawek i większy koszt.

Podsumowując – uważam, że brakuje ogólnodostępnych podstawowych informacji dotyczących szczepień. Jako rodzic miałam w głowie duży mętlik i poczucie, że jestem kompletnie niedoinformowana.

Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy, czy Wy też byliście zagubieni podobnie jak ja? Szczepiliście swoje maluchy, jakie szczepionki wybraliście? Czy z perspektywy czasu wybralibyście inny rodzaj szczepionek?

A już wkrótce na blogu W Roli Mamy – wpis, w którym nasz ekspert usytsematyzuje wiedzę na temat szczepień dzieci. 

Subscribe
Powiadom o
guest
16 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Anna Haluszczak
8 lat temu

My też szczepiliśmy „zwykłymi” szczepionkami. Niby tamte skojarzone są lepsze, niby czystsze… Ale tak sobie myślę – pewnie dopiero za 10, 20 lat okaże się, czy nie są w żadnym stopniu szkodliwe dla maluchów. Nie pamiętam szczepień z okresu tak wczesnego dzieciństwa i moje dzieci na pewno też nie będą pamiętały. A za zaoszczędzone pieniądze możemy się gdzieś razem wybrać, mogę im kupić coś lepszego. Co do rota i pneumo… Nas też zabijali wzrokiem i co? Na pneumo może zaszczepimy jak dzieciaki pójdą do przedszkola (wtedy poniesiemy koszt jednej dawki a nie kilku). A o rota słyszałam, że wirus sto… Czytaj więcej »

Asiersa
Asiersa
8 lat temu

Ja też szczepiłam Tomka „zwykłymi” szczepionkami i dodatkowo pneumokoki. I tak samo jak autorka tekstu, byłam strasznie skołowana i zagubiona w temacie :/
Niby czytałam o tym dużo, ale nadmiar wiadomości w tym przypadku okazał się zły, bo sama nie wiedziałam czy dobrze zrobiłam :/
Z perspektywy czasu, chyba bym nie wybrała innego rodzaju szczepień.

Asiersa
Asiersa
8 lat temu

a i jeszcze jedno. Tomek ze względu na swoje wcześniactwo, był pod stałą opieką neurologiczną i zanim go zaszczepiłam, dostałam pisemną zgodę od neurologa: „brak przeciwwskazań do szczepienia” :)
Uważam, że każde dziecko powinno być zbadane przez neurologa przed szczepieniem.

Weronika Militowska
Weronika Militowska
8 lat temu

Asiersa, zgadzam się w zupełności… Mój synek też był pod opieką neurologa od początku jako wcześniak z bliźniaków… Niedotleniony, w inkubatorze… Dostał pierwszą szczepionkę… Od początku rozwijał się super… Był bystrzejszy od siostrzyczki bliźniaczki… Szybciej siadał, chodził, zaczął mówić… Po ostatniej szzcepionce na półtora roczku wszystko zniknęło… Prawie… Bo przecież nadal chodził… Z tym,że przestał mówić, rozumieć, sam jeść, nie dał się przytulić ani dotknąć, nieziemsko piszczał, machał rączkami… Jest chłopcem autystycznym… ani neurolog umyła ręce… To nie ma związku ze szczepieniem – mówiło mi to już dziesiątki lekarzy,ale równie duża liczba doszukuje się podstaw rozwoju autyzmu właśnie w metalach… Czytaj więcej »

Hanna Szczygieł
8 lat temu

Droga Weroniko, nie będę nikogo pouczać , bo zapewne na temat autyzmu przeczytałaś już prawie wszystko. Jednak dotychaczas jęsli chodzi o związek z szczepieniami nie potwierdzono ani nie wykluczono takiej zalezności. Dla mnie dość prawdopodobnym wyjasniem takich podejrzeń jest fakt, że bardzo często autyzm 'ujawnia' się około 18 mc życia co zbiega się w czasie z szczepieniami. Trzymam mocno za Was kciuki i wierzę, że Synek z Twoja pomocą doskonale sobie poradzi ze wszystkimi wyzwaniami jakie postawi przed nim życie.

Marysia
Marysia
8 lat temu

Moje dziecko zaszczepiłam zwykłymi szczepionkami, nasza pediatra wyjaśniła nam wszystko i dała wolny wybór. Najważniejszym argumentem za standardowymi szczepionkami była nie tylko ważna dla nas kwestia pieniędzy- byłam w tamtym czasie bez pracy- ale przede wszystkim to, że takie szczepionki od lat są w obiegu i żadnymi niepożądanymi skutkami nie powinny nas w przyszłości zaskoczyć, a ze skojarzonymi będzie można to stwierdzić po kilku latach.

Sylwia
Sylwia
8 lat temu

My szczepiliśmy skojarzonymi 6w1 i na rotawirusy. Zanim dokonałam wyboru sporo czytałam na ten temat. Po pierwsze uważam że powinno się szczepić. Wybór padł na skojarzone ponieważ nie zawierają tak jak zwykłe żywych szczepów a martwe, wiec są mniej ryzykowne. Kuba jako wcześniak został najpierw przebadany i dostalismy odroczenia na szczepienia. Zaczeliśmy je później wg. planowanej daty porodu a nie faktycznej. Mieliśmy miesięczny poślizg. Na rotawirusy zaszczepiłam ponieważ jak miał 3 tyg. złapł coś z powietrza i o mały włos nie trafilsimy do szpitala. Na szczęście pilnowałam by się nie odwodnił, mielismy leki na powstrzymanie biegunki i wszystko zakończyło się… Czytaj więcej »

Barbara Heppa-Chudy
8 lat temu

Ja podobnie jak Sylwia – 5w1 i rotawirusy. Mój synek też był skierowany do poradni neurologicznej i miał odroczone szczepienie do czasu konsultacji neurologicznej. Lekarz neurolog wyraził zgodę na szczepienie, ale zasugerował preparat skojarzony (jako bezpieczniejszy), choć my i tak byliśmy już na to zdecydowani.
Decyzja o szczepionce przeciw rotawirusom była naszą. Gdybym teraz miała szczepić, raczej bym z niej zrezygnowała.

Magda Kupis
8 lat temu

Mi położna opowiedziała o szczepieniach, później pani w punkcie szczepień- przedstawiła mi wszystko o szczepieniach i ich rodzajach, dała broszury. Nikt mnie nie namawia,ł ani nie odradzał żadnej z szczepionek. Wyraźnie zaznaczono, że to jest nasza decyzja i że mamy miesiąc na podjęcie decyzji. Zaprzyjaźniona pediatra-ciocia powiedziała, że jeśli nas tylko stać to wybór powinien być prosty – skojarzone. Po przemyśleniu wybraliśmy 6 w 1, głównie z powodu, że jest ich najmniej. Nie przyszło mi przez myśl, żeby nie szczepić.

Madzia
Madzia
8 lat temu

Do porodu jeszcze 2 miesiące i przyznam szczerze,że jest to temat, który zajmuje ostatnio moje myśli. Bardzo chętnie przeczytam artykuł eksperta na ten temat choć Wasza wiedza i doświadczenia są dla mnie równie ważne. Zamierzam również z położną na ten temat porozmawiać przy najbliższej jej wizycie. A na koniec zostanie nam podjęcie decyzji, nie takiej prostej jakby się wydawało.

Fizinka
Fizinka
8 lat temu

Ja w temacie szczepień też byłam strasznie zagubiona, dużo czytałam na ten temat i w zasadzie odnosiłam wrażenie, że im więcej czytam tym mniej z tego wszystkiego rozumiem!!
Ostatecznie uznałam:
-że nie będę dziecka „faszerować” tyloma szczepieniami na jeden raz,
-że ono JAKĄŚ odporność ma i samo, dalej, w inny sposób niż poprzez szczepienia może ją „zdobywać”,
-i w końcu, że te 3 wkłucia nie są takie straszne jak je ludzie malują! Moje dziecko znosiło szczepienia bardzo dobrze, wcale nie płakało!
A nawet jeśliby płakało to i tak już tego dawno nie pamiętałoby (ja sobie nie przypominam swoich niemowlęcych szczepień).

Just Bor
8 lat temu

Dopiero będę przez to przechodzić i się zastanawiam nad tymi pneumokokami i rotawirusami….

Beata Prusińska
7 lat temu
Reply to  Just Bor

Niech Pani przeczyta sobie moje komentarze powyżej i przemyśleć ten okropny pomysł jeszcze raz. Niech Pani poczyta, doedukuje się na ten temat. stopnop.pl

Beata Prusińska
7 lat temu

Dziewczyny, które ładują w dzieci 'wszystko co się da'. Zastanówcie się nad tym co robicie. Ile chemii ładujecie w swoje dzieci. Niektóre dzieci nie wykażą żadnych niepożądanych objawów, u innych niestety kończy się to źle (smierć, autyzm, upośledzenia, padaczka, alergie, astma i mogłabym tak do rana wymieniać). Tak czy siak w przyszłości szczepionki dadzą o sobie znać (szczególnie skojarzone( np. 6w1), MMR, przeciw grypie i wszystkie dodatkowe). Przez pierwszy rok życia nasz organizm wytwarza swój system odpornościowy i nie powinno się go naruszać. Szczepić powinno się dopiero po 1 roku życia i to tylko wybranymi szczepionkami (proszę sobie poczytać skład… Czytaj więcej »

Beata Prusińska
7 lat temu

I jeszcze tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=IvGPez3ldl8&playnext=1&list=PL8F0AC01C75874F8F&feature=results_video . Zaznaczam, że jest niewielu lekarzy na świecie, którzy próbują z tym walczyć. Jeśli ktoś walczy jest odsuwany na bok, albo odbiera się mu prawo do wykonywania zawodu. Więc jeszcze raz zastanówcie się zanim wstrzykniecie coś dziecku

Beata Prusińska
7 lat temu

Przepraszam za spam, ale dorzucam kilka artykułów profesor Majewskiej. Drodzy rodzice poczytajcie sobie – http://znakiczasu.pl/wywiad/157-szczepionki-ukrywane-fakty ,http://vaccgenocide.wordpress.com/tag/prof-maria-dorota-majewska/ ,http://www.vitanatural.pl/wywiad-z-prof-maria-dorota-majewska-neurobiologiem-ekspertem-ds-szczepien i nie bądźcie marionetkami, które przyjmują z otwartymi rękoma to co im dają.

Mi też lekarka wciskała pneumokoki. Poczytajcie sobie co się dzieje po takim szczepieniu bardzo bardzo często i dowiedzcie się, że szczepionka przeciw pneumokokom wcale nie chroni przed wszystkimi zachorowaniami, tylko przed niektórymi. Często jest tak, że dziecko jest zaszczepione, a zachoruje i to z niestety tragicznymi skutkami.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close