Emocje 21 stycznia 2013

W zakamarkach pamięci

Pamiętacie swoje dzieciństwo? Wyraźnie? Z perspektywy czasu wielu nam wydaje się, że było bezproblemowe. Nie pamiętamy wielu trosk, które wtedy często spędzały sen z naszych dziecięcych powiek.

Jednym z moich smutnych wspomnień, jest pewien dzień, gdy obudziłam się z popołudniowej drzemki, a moich rodziców nie było w domu. Została babcia, która powiedziała, że mama i tata poszli do kina. Byłam bardzo nieszczęśliwa i płakałam wycierając łzy w pluszowego misia – jak mogli tak mnie zostawić i sobie pójść?! Myślę, że miałam wtedy 4 lata. Może mniej. Doskonale pamiętam swój smutek. I … ciepłe ramiona babci.

Pamiętacie chwile spędzone z dziadkami? Te momenty chyba rzeczywiście były beztroskie i wiązały się z samymi dobrymi przeżyciami. Babcia i dziadek to te osoby, które zawsze znalazły dla nas czas – by wysłuchać, pobawić się, poczytać, przyrządzić coś smacznego – specjalnie dla nas. U dziadków czuliśmy się bezpiecznie, a w ich towarzystwie zawsze było wolno więcej.

Moje wspomnienia z dzieciństwa związane z dziadkami silnie wiążą się z zapachami i smakami. Podobno retrospekcje związane ze zmysłem węchu i smaku są wyjątkowo trwałe w porównaniu z innymi.
Czasem poczuję jakiś zapach i od razu zmysł zostaje pobudzony do wspomnień, a pozostałe też jakby się uaktywniają i tak pojawiają się w mojej głowie obrazy minionego czasu. Smak herbaty z malinowym sokiem, smak gołąbków, jajecznicy na maśle, pieczonej kaczki – to doznania, które otwierają drzwi do przeżyć  związanych z moimi dziadkami. Zapach wykrochmalonej pościeli, zbożowej kawy, drzewa różanego z którego był zrobiony różaniec babci, zapach pasty do polerowania podłóg, maść w okrągłym pudełeczku z kotem, zapach jabłek w ogrodzie – wrażenia, które przywołują obrazy z dziecięcych chwil spędzonych z babciami i dziadkami.

Chciałam Was dziś zaprosić do wspomnień doprawionych szczyptą nostalgii i miarą miłości do Waszych dziadków, której nie da się określić. Przypomnijcie sobie zapachy, smaki i emocje z dzieciństwa, które pamiętacie do dziś. Podzielcie się ze mną i innymi czytelnikami swoimi „zmysłowymi” wspomnieniami z dawnych lat, retrospekcji chwil spędzonych z dziadkami…

źródło zdjęcia: flickr

5
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Kordzińska-Śniegota WeronikaMilena KamińskaMagda Kupis Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magda Kupis
Gość

Często mi się śni, że jestem u dziadków te kilkanaście lat wstecz. Mój dziadek odkąd pamiętam chorował, ale mimo swoich problemów zdrowotnych zawsze nas wyczekiwał, bardzo kochał wszystkie dzieci. Najbardziej utkwiły mi w pamięci powitania i kiedy jeszcze był na tyle zdrowy zabierał nas na działkę. Nasze małe nóżki dreptały w słońcu spory odcinek, kiedy już bolały siadałyśmy z siostrą na bagażniku roweru i dziadek wiózł nas do celu. Zapach malin wygrzewających się w letnim słońcu kojarzy mi się właśnie z nim. Opowiadał nam śmieszne historie, zadawał zagadki (później znaliśmy je wszystkie na pamięć, ale to zupełnie nie miało znaczenia).… Czytaj więcej »

Milena Kamińska
Gość
Milena Kamińska

Ja i moja siostra bardzo dużo przebywałyśmy u dziadków. Często brali nas na całe tygodnie.Do dziś pamiętam zapach omleta jajeczka na miękko, ciasteczek i ciast różnego rodzaju, owocowego kompociku, smak kluseczek własnej roboty rosołku z domowego kogucika, zapach Maści ( do dnia dzisiejszego) „kotka”, ciepło termoforu, dźwięk rąbania drzewa na opał, mogłabym tak nieskończoność

Kordzińska-Śniegota Weronika
Gość
Kordzińska-Śniegota Weronika

Hmm… Nigdy nie mialysmy z Dziadkami takiego kontaktu,jak kuzynki… Jednak gdy dzis mysle o dawnych czasach widze babcine pierogi, drozdzowke i pierniki! Czuje specyficzny zapach jaki unosil sie juz na klatce schodowej. I slysze kolysanki- te same, ktore dzis spiewam naszemu Maksowi… Widze tez Dziadka- wysokiego, surowego, takiego, ktorego troche sie balam. Jest tez Babcia- usmiechnieta, „babcina”, wygladajaca tak, jak w moich oczach powinna wygladac Babcia. Jest kakao i historie z dawnych lat. Teraz Babcie zastepuje Dziadek-usmiechniety, zaczepiajacy nasze Maluchy- a Babcia juz tylko z nami w myslach…i zal,ze nie wykorzystalo sie okazji…

Sport 16 stycznia 2013

Zimowe bieganie

Zima nie jest najbardziej sprzyjającym czasem dla osób kochających bieganie. Niskie temperatury i  niesprzyjająca aura skutecznie potrafią zniechęcić do wyjścia na zewnątrz, a co dopiero przetruchtania kilku kilometrów. To co zdążyłam poczuć na własnej skórze, to szczególnie mało sympatyczne  bieganie w nieodpowiednim obuwiu po śniegu.

Nigdy nie udało mi się “wyciąć orła” jednak niejednokrotnie łapałam w akcie desperacji pion wymachując jak szalona rękoma. Niestety nie posiadam jeszcze odpowiedniego obuwia, więc jedynie zazdroszczę tym, którzy biegają wygodnie i suchą stopą. Wiem że jest możliwość zakupienia specjalnych kolców mocowanych do butów, co zapobiega poślizgnięciu się, jednak ja nigdy z tego nie korzystałam, więc nie mogę się na temat ich skuteczności czy wygody wypowiedzieć.

Ja (czego nie pochwalają moi koledzy wuefiści) zimą lubię biegać po chodnikach ponieważ z reguły są nieźle odśnieżone, więc nie muszę specjalnie skupiać nad tym na co za chwilę nastąpię. Co prawda mam za oknem możliwość biegania w pięknej scenerii lasu, jednak nie pociąga mnie perspektywa skręconej kostki, bo pod warstwą śniegu zwyczajnie nie widać zagrożenia (choć zupełnie inaczej wygląda bieganie po wydeptanych ścieżkach). Pod śniegiem nawet niewielki kamień obsuwający się pod stopą, o czym już zdążyłam się boleśnie przekonać, potrafi wyeliminować z biegania na dobrych kilka tygodni.

Kiedy już wiemy gdzie będziemy biegać, należy zastanowić się nad wyborem najlepszej ku temu pory. Jeśli wolimy bieganie na miękkiej nawierzchni (leśne czy polne dróżki) to nie zaszalejemy po ciemku, chyba że posiadamy zmysł echolokacji, albo bardziej po ludzku lampkę czołówkę :). Z chodnikami czy poboczami mniej ruchliwych ulic łatwiej jest według mnie wieczorem, ze względu na mniejsze natężenie ruchu, ponieważ nie  będziemy przeciskać się przez tłum piechurów, a światło lamp dobrze oświetli nam trasę naszego biegu. Dobrym pomysłem jest również odblaskowy element stroju, zwiększający naszą widoczność i bezpieczeństwo.

Ja tradycyjnie umilam bieg słuchaniem muzyki, naprawdę pomaga mi to w osiągnięciu zamierzonego dystansu, oraz skupieniu się na czymkolwiek innym niż śniegu padającym ostro w twarz ;) Tego musicie sami spróbować, czy odcięcie się muzyką, pomoże Wam czy przyniesie wręcz odwrotny skutek.

I pozostaje jeszcze kwestia ubioru, co nie zawsze jest  takie oczywiste o tej porze roku. Z reguły zanim zbiorę się do biegania, zawsze sprawdzam ile stopni pokazuje termometr zewnętrzny, czy wieje i sypie śnieg. Ja działam według swojego schematu, tak do 0 stopni ubieram termoaktywny komplet legginsy i koszulka na długi rękaw, z tej samej serii bluza z golfem, czapka i rękawiczki, ponieważ dłonie marzną mi ekspresowo.

Tak do 7 stopni poniżej zera, dorzucam do powyższego drugą parę skarpet, komin na szyję i koszulkę na krótki rękaw pod komplet i jak dla mnie jest idealnie. Ilość warstw może nie robi wielkiego wrażenia, ale należy wziąć pod uwagę termoaktywne właściwości stroju i to że ruch szybko rozgrzeje nasze ciała. Dobrze jest również zadbać o skórę twarzy i rąk, zabezpieczając je odpowiednim kremem ochronnym przed mrozem.

Wszystko to co zostało tu przedstawione, to są moje doświadczenia. Chcąc wiedzieć więcej o zimowym bieganiu proponuję skorzystać z literatury fachowej, ponieważ ja absolutnie nie poczuwam się do bycia specjalistką w tej materii, raczej zakochanym w bieganiu laikiem praktykiem ;)

A jeśli któreś z Was nie odpuściło biegania po wakacjach i chciałoby się podzielić własnymi pomysłami na bezpieczne i przyjemne bieganie zimą, zapraszam do pozostawienia komentarza. Dzielcie się wiedzą, sama chętnie skorzystam z doświadczenia innych biegaczy :)

Źródło zdjęcia: Flickr

13
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Z
Gość
Anna Z

Ja niedawno zaczęłam biegać. Nie wiedziałam wcześniej, że to taka super sprawa.

Żaklina Kańczucka
Gość

Podoba mi się takie podejście :)!

Monika Nagórna
Gość

Nie ma nic przyjemniejszego niż bieganie, ale bieganie takie swobodne bez celu, kiedy to możemy się wyładować lub też odwrotnie uspokoić się i nabrać energii. Najprzyjemniej biega się w spokojnym miejscu np. w parku, w lesie… na łonie natury, z daleka od gwaru ulicy, smogu i innych zanieczyszczeń. Bieganie to samo zdrowie.

Basia
Gość
Basia

Kolorowe kredki w pudełeczku noszę,
Kolorowe kredki bardzo lubią mnie,
Kolorowe kredki kiedy je poproszę,
Namalują wszystko to co chcę.

Katarzyna Sawicka
Gość

Super kredeczki,
jak z okładeczki!
Synek mój po wszystkim rysuje
i niczym kompletnie się nie przejmuje.
Wiec bardzo prosimy podaruj je nam,
a rysuneczek synka na pewno Ci dam :)

Anna Kozubek-Bortniczuk
Gość

Przed drugą ciążą dość często biegałam. Niestety teraz nie mam z kim synka zostawić, więc odpuściłam…za to mały daje mi taki wycisk, jest lepszy niż niejedna siłownia….w śniegu nie biegałam nigdy, ale taki bieg w zimowym lesie musi być super….

Lidia Madalińska
Gość

chapeau bas :) dawno, dawno temu miałam ambitny plan – biegać! I pobiegłam… chyba ze dwa razy – zdyszana, zziajana, z jęzorem u ziemi i z wytrzeszczem oczu wróciłam do domu i jakoś samo się to bieganie zaprzestało :) Szumnie jednak powiem, że z mojego doświadczenia wiem (!), że łatwiej dolę (bądź niedolę) biegacza znosi się, gdy ktoś biegnie obok Ciebie – wtedy pojawia sie element konkurencji: „skoro on/ona może, to ja(!) nie dam rady?” wtedy człowiek choćby ostatkiem sił, to jednak powłóczy noga za nogą, bo przecież gorszym być… nieeee….

Gosia Sójka
Gość

Nie biegacz inny motywuje, ale system – wyznacz sobie , że 3 x w tygodniu wychodzisz z domu na 30 min wysiłku. Najpierw przyzwyczaj organizm to tych pór. Zacznij od marszu, potem marsz/bieganie/marsz, nastęnie bieganie/marsz/bieganie.

Jad Janusz
Gość

Widzę, że nie tylko ja pozostałam na etapie planowania. Po lekkiej zadszyszce odpoczywam do dziś. Ale zgadzam się że bieganie z kimś (sąsiadem, psem) dodaje jakiejś energii, sensu. Nawet nie chodzi o konkurencję a o dodatkową motywacje. Może jakbym oglądała moje ciało codziennie w lustrze i z rana w wiadomościach podawali jakie to to dobroczynne właściwości ma bieganie to po tygodniowym przygotowaniu wybiegłabym na dłużej

Żaklina Kańczucka
Gość

Widzę więc że nie tylko ja lubię się dobrze zmęczyć:) Fakt, najtrudniej jest znaleźć motywację i choć godzinkę w ciągu na tego typu przyjemność. Ale zaręczam, gdy to już się stanie, nawet nie zauważycie jak szybko to ustrojstwo wciąga. Ostrzegam, bieganie uzależnia :D!

milena
Gość
milena

jak juz nie raz pisałam nie jestem bardzo za bieganiem choć bardzo żałuję i zazdroszcze tym co biegają a sposób na bezpieczne bieganie zimą? kupić bieżnie i biegać w domu. no tak ale zaraz ktos powie o swiezym powietrzu. Możemy otworzyc okno :-)

GGG
Gość
GGG

Nie ma nic lepszego niż bieganie zima. To zimą trenujemy siłę. Mowiac o bezpieczeństwie nie proponuje biegania w mieście ze słuchawkami na uszach-nie słyszysz co się dzieje wokoło ani w butach do tego nie przystosowanych.

Kultura 13 stycznia 2013

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – XXI Finał 2013

W tym roku Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy gra po raz dwudziesty pierwszy. Dwadzieścia jeden lat to szmat czasu, akurat tyle żeby wychować jedno pokolenie. Myślę, że sporo naszych Czytelniczek pamięta Orkiestrę „od zawsze”, bo już jako małe dziewczynki wrzucały pieniążki do skarbonek wolontariuszy. Ja też mam wrażenie że Orkiestra jest od zawsze, chociaż świetnie pamiętam jej początki. A Wy, pamiętacie jak to się zaczęło? Spróbuję Wam opisać co ja pamiętam, mam nadzieję, że Wy też dorzucicie swoje cegiełki do tych wspomnień. Jeśli coś pokręciłam to z góry przepraszam, w końcu to tyle lat…

Na początku wcale nie było tak formalnie jak teraz, nie było nawet fundacji –  dacie wiarę? Był jeden szalony wizjoner (czytaj: Jurek Owsiak), który sobie coś tam wymyślił pod wpływem emocji i spróbował wprowadzić to w życie. Jurek prowadził wtedy w radiowej trójce magazyn muzyczny BRUM, o ile dobrze pamiętam to w piątki, a chyba wtorki, należały do Kuby Wojewódzkiego, ale mogę się mylić, to było dawno, rok 1992… Jakby nie patrzeć poprzednie tysiąclecie :))

Gdzie ja wtedy byłam? No jak to gdzie? W liceum :)) Teraz powinnam westchnąć: to były czasy! No i były, polityczna odwilż pociągnęła za sobą wielkie boom w wielu dziedzinach – jak grzyby po deszczu rosły nowe firmy, często gęsto firmy krzaki, bo prawo gospodarcze było w powijakach i wiele rzeczy uchodziło na sucho. A po czym poznawało się biznesmena? Oczywiście po mokasynach i białych skarpetkach! Modne zrobiło się rozkładanie z towarem na chodniku i handlowanie czym się dało, szczególnie dużo było kaset magnetofonowych… Kurcze, sama mam w domu ponad setkę, na czym tego teraz słuchać? W mojej kolekcji jest parę perełek, zespołów jednej płyty – ktoś pamięta zespół „Poszła Czołgiem”, albo „Shout”. O przepraszam, Shout wydał dwie. W sumie ci którym udało się płytę wydać to i tak byli szczęściarzami – sporo zespołów zniknęło po nagraniu jednego utworu, a szkoda, bo niektóre były naprawdę dobre. Czy muszę mówić że stacji radiowych też się pojawiło nagle mnóstwo?

I w ten cały boom normalności (tak, po latach komuny ten stan można było nazywać normalnością chociaż przemiany też miały swoją cenę) wpasował się Jurek Owsiak – poruszony sercowymi problemami najmłodszych Polaków rzucając z anteny radiowej hasło: ludzie może byśmy coś zrobili! Nie pamiętam gdzie, ale czytałam, że następnego dnia po tym apelu ktoś przyniósł do radia 5000 w białej kopercie. Pamiętajcie tylko, że to było „na stare pieniądze”. Tak się zastanawiam czy to dużo czy mało, kojarzy mi się że to mogła być cena bochenka chleba, pensje wtedy szły w miliony. Trzy  lata później 10 000 zł zostało przemianowane na 1PLN.

Czujecie sytuację? Ktoś tak po prostu przyniósł jakiś pieniążek do radia i to był początek. Jak ktoś umie wyliczyć, ile formalności trzeba teraz przejść żeby ogłosić zbiórkę. to niech da znać, ja się nie podejmuję.

Następne co pamiętam to telewizyjny program „Róbta to chceta czyli rockandrollowa jazda bez trzymanki”. O tak, to naprawdę była jazda bez trzymanki, co tam się działo! Jesteście ciekawi zajrzyjcie na YouTube :)) To był naprawdę zwariowany program, pełen szaleństwa i muzyki, pozytywnego szaleństwa i pozytywnej muzyki. I w tym szaleństwie trwała zbiórka pieniędzy na operacje ratujące życie dzieciom z wrodzonymi wadami serca. Ktoś by powiedział, że to nie ma prawa się udać, a jednak się udało. Na początku zbierano na operacje konkretnych dzieci, operowanych w warszawskim Centrum Zdrowia Dziecka. Jedna operacja to był koszt 40 mln (oczywiście pod warunkiem, że pamięć mi nie szwankuje, ale 4 to mi się jakoś mało wydaje, a 400 to chyba jednak przesada więc pozostańmy przy 40). Potraficie uwierzyć, że ludzie przysyłali pieniądze do telewizji w kopertach? W użyciu były jeszcze przekazy pocztowe. O przelewach nikt nie słyszał, no może Ci świeżo upieczeni biznesmeni, ale mam takie wrażenie, że przelewy pojawiły się później. No i szły trzy tygodnie…

No więc pieniądze przychodziły w kopertach, fruwały po studiu telewizyjnym, było pozytywnie śmiesznie. Czasem trafił się jakiś biznesmen z walizką pieniędzy (dosłownie tak, pamiętam takie wypadki), który przychodził i mówił, że chce zasponsorować operację. Tak jak pisałam, na początku zbierano na operacje, lekarze z CZD świetnie wiedzieli, które dzieci ratowali dzięki… no właśnie nie WOŚP bo WOŚP jeszcze wtedy nie było! Był Jurek Owsiak i jego szaleństwo, ale w tym szaleństwie była metoda. Przede wszystkim trafienie do młodzieży, do której nikt trafić nie umiał albo nie chciał, za Owsiakiem poszli wszyscy.

Po roku takiego zbierania na wariata został zorganizowany pierwszy wielki finał, chociaż nie sądzę żeby to miało taką nazwę, a może miało? Może to rzeczywiście był wielki finał? Chociaż już wtedy mówiło się, że to nie koniec zbierania, że zbiórki będą trwały dalej.

Oczywiście ta impreza była transmitowana przez telewizję, właściwie cały dzień był pod hasłem WOŚP, transmisji ze studia WOŚP w Warszawie i z oddziałów regionalnych było dużo i często. W późniejszych latach to się popsuło, trudno zgadnąć dlaczego. Przejrzałam pobieżnie program telewizyjny i w tym roku wygląda to trochę bardziej obiecująco, jak będzie w praktyce czas pokaże. I jeszcze, skoro przy telewizji jesteśmy, powiem Wam, że bardzo mi brakuje obecności Agaty Młynarskiej, która przeniosła się do telewizji komercyjnej i już w finałach WOŚP nie uczestniczy. Szkoda, mogłaby migrować na ten jeden dzień.

Pierwszy Finał przeszedł najśmielsze oczekiwania, pieniędzy było dużo dużo więcej niż można się było spodziewać. Trzeba było je jakoś mądrze wydać i dopiero wtedy została powołana do życia fundacja WOŚP.

Kiedy pojawiły się serduszka? Kurcze, nie pamiętam…. Na logikę wydaje mi się, że były już przy pierwszym finale, że wtedy właśnie powstała nazwa, bo organizowano to wszystko w okolicach świąt Bożego Narodzenia – pierwszy finał odbył się 3 stycznia 1993 roku. Potem już na pewno były serduszka, bo jak w ciągu roku chodziłam na koncerty do klubu (no gdzieś te początkujące zespoły musiały grywać) za każdym razem wracałam do domu z serduszkiem przyklejonym do kurtki. Na początku zbiórki nie ograniczały się do jednego dnia w roku, trwały cały czas, potem to się zmieniło.

Ponieważ ludzie wrzucali do puszek nie tylko pieniądze ale i złoto, już przy drugim finale pojawiły się złote serduszka WOŚP, licytowanie złotych serduszek stało się tradycją.

Co jeszcze pamiętam z tych początków WOŚP? Chyba najbardziej prostotę idei. Są chore dzieci, trzeba im pomóc, po prostu to zróbmy. Takie to proste a takie piękne.

Tegoroczny Finał to zbiórka wyjątkowa bo po raz pierwszy fundacja zbiera nie tylko na chore dzieci ale także na pomoc osobom starszym. Na stronie fundacji można znaleźć taką informację:

Pieniądze zebrane w 21. Finale chcemy podzielić. Połowę wykorzystamy na wsparcie terapii noworodka i niemowlaka, połowę na wyposażenie w sprzęt szpitali geriatrycznych i zakładów opiekuńczo-leczniczych. W tym drugim przypadku nasza pomoc trafi tylko do kilku wybranych placówek w każdym województwie.

Jest to niewątpliwie bardzo symboliczny gest.

Przez dwadzieścia lat doroczna zbiórka pieniędzy na WOŚP urosła niemalże do rangi święta narodowego i stała się głęboko zakorzenioną tradycją. Każdy wie, że tak jest, można się zgadzać lub nie, w końcu mamy demokrację. Na szczęście nie można zakazać. Nie da się ukryć, jak wiele szpitali zostało dzięki WOŚP wyposażonych w sprzęt ratujący zdrowie i życie maluchów i starszych dzieci. Na pewno nie jedna z Was na oddziale położniczym lub noworodkowym widziała sprzęt oklejony serduszkami, prawda że robi się cieplutko na sercu?

Jeśli któraś z Was zetknęła się bliżej ze sprzętem od Orkiestry, proszę podzielcie się wrażeniami. Może są z nami mamy wcześniaków lub innych dzieci, którym ten sprzęt ratował zdrowie a być może i życie?

A taka rzecz jak przesiewowe badanie słuchu? W tej chwili to już chyba standard w polskich szpitalach, a tak naprawdę wprowadzone nie tak dawno właśnie dzięki WOŚP. Duśka ma wklejony w książeczkę zdrowia piękny certyfikat, dowód na to, że przeszła takie badanie. Jako mama jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa.

A czy Wy przyłączacie się do WOŚP? A jak tłumaczycie dzieciom dlaczego wrzucają pieniążki do puszki i dlaczego dostają serduszka? 

źródło zdjęcia: flickr.com

7
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Haluszczak
Gość

Ja też pamiętam WOŚP od zamierzchłych czasów i od zawsze się przyłączam. W tym roku i moje maluchy miały wkład w zbiórkę i dorzuciły grosik. Daruś jest jeszcze za mały, by wiedział co i jak, ale Karolcia pytała o skarbonkę. Powiedziałam jej, że ten pieniążek, który wrzuciła, pomoże chorym dzieciom, by szybko wyzdrowiały i były wesołe. A naklejka, którą Karolcia dostała ma wskazywać, że ma dobre serduszko. Moja córeczka była szczęśliwa i dumnie nosiła serduszko na piersi :)
Dobrze jest uczyć pomagania od najmłodszych lat, prawda? :)

Anna Kozubek-Bortniczuk
Gość

Ja początków nie pamiętam, bo byłam wtedy dzieciakiem….ale pamiętam wrzucanie pieniążków do puszek i akcje w podstawówce…w zeszłym roku po raz pierwszy moja 4 letnia wówczas córeczka została wolontariuszką. Mimo sporego mrozu wytrwała 2 godziny i była bardzo dumna, że pomaga zbierać pieniążki dla maluszków, które zbyt wcześnie przyszły na świat. była tym bardziej przejęta rolą, ponieważ w moim brzuszku rósł jej braciszek :)

Elżbieta Komorowska
Gość
Elżbieta Komorowska

Duma rozpiera moje serce, bo najukochańsze moje skarby nie są obojętne na los starszych ludzi, często skazanych na życie w ciężkiej rozterce, kupić leki, czy kawałek kiełbasy do chleba, a może zapłacić za wodę, bo też trzeba. Mając szczęśliwe dzieciństwo zauważają maluszków niedolę, starają się pomóc, jak potrafią, po przedszkolu, po szkole. Zbierają nakrętnki na dzieci leczenie, oddają słodycze do domów dziecka, dzieciom bez rodziców, na pocieszenie. W tym roku wzięły udział w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, córka zagrała w meczu przedszkolaków, do puszek wpadło sporo papierowych pieniążków i miedziaków, a syn rysował portrety, za pieniążki do puszki, dużo portretów… Czytaj więcej »

Milena Kamińska
Gość
Milena Kamińska

Dla mnie WOŚP jest wspaniałym dniem, który otwiera naprawde serca wszystkich ludzi. Początki?, Może takich szczegółów nie pamiętam, ale od małego bardzo chciałam pomagać, chodzić i zbierać pieniążki do puszki, mimo iż chyba wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy jakie to ma ogromne znaczenie, że ratujemy życie ludziom, ze zbieram również „dla siebie i dla swoich dzieci” Skąd to się bierze? Ta bezinteresowność, chęć niesienia pomocy innym. Chęć pomagania tego dnia jest ogromna, ludzie zostawiają swoje problemy, troski i wyruszają na dobrą zabawę dzięki której ratują życie innym. Jest to święto rodzinne, na ulicach widać całe rodziny wielopokoleniowe, które… Czytaj więcej »

Katarzyna Mrozek
Gość

Chociaż raz mamy się czym pochwalić, mamy swoje fajne Święto. NIe jakieś tam zerżnięte Walnetynki czy Hallowen. Serce sie raduje jak widzi kolejne pokolenia młodych ludzi z puszkami w serduszka. Stoją na mrozie cały dzień, tak po prostu bezinteresownie. Ja nie potrafię tego dnia przejść obojętnie obok puszki. Zdarzyło mi sie nie spotkać wolontariusza to znalazłam numer telefonu pod który mogłam przekazać smsem jakieś pieniążki. A wiecie co mnie najbardziej zmotywowało do tego. Właśnie to o czym pisze autorka, że w mojej małej miejscowości zobaczyłam sprzet obklejony serduszkami, którym badano mojemu nowonarodzonemu dziecku słuch. Też ma w ksiązeczce zdowia certyfikat.… Czytaj więcej »

Jan Gladki
Gość

Pamiętamy Joasiu i wspominamy jak razem graliśmy w Orkiestrze.Buziaczki

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close