Kultura 13 stycznia 2013

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – XXI Finał 2013

W tym roku Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy gra po raz dwudziesty pierwszy. Dwadzieścia jeden lat to szmat czasu, akurat tyle żeby wychować jedno pokolenie. Myślę, że sporo naszych Czytelniczek pamięta Orkiestrę „od zawsze”, bo już jako małe dziewczynki wrzucały pieniążki do skarbonek wolontariuszy. Ja też mam wrażenie że Orkiestra jest od zawsze, chociaż świetnie pamiętam jej początki. A Wy, pamiętacie jak to się zaczęło? Spróbuję Wam opisać co ja pamiętam, mam nadzieję, że Wy też dorzucicie swoje cegiełki do tych wspomnień. Jeśli coś pokręciłam to z góry przepraszam, w końcu to tyle lat…

Na początku wcale nie było tak formalnie jak teraz, nie było nawet fundacji –  dacie wiarę? Był jeden szalony wizjoner (czytaj: Jurek Owsiak), który sobie coś tam wymyślił pod wpływem emocji i spróbował wprowadzić to w życie. Jurek prowadził wtedy w radiowej trójce magazyn muzyczny BRUM, o ile dobrze pamiętam to w piątki, a chyba wtorki, należały do Kuby Wojewódzkiego, ale mogę się mylić, to było dawno, rok 1992… Jakby nie patrzeć poprzednie tysiąclecie :))

Gdzie ja wtedy byłam? No jak to gdzie? W liceum :)) Teraz powinnam westchnąć: to były czasy! No i były, polityczna odwilż pociągnęła za sobą wielkie boom w wielu dziedzinach – jak grzyby po deszczu rosły nowe firmy, często gęsto firmy krzaki, bo prawo gospodarcze było w powijakach i wiele rzeczy uchodziło na sucho. A po czym poznawało się biznesmena? Oczywiście po mokasynach i białych skarpetkach! Modne zrobiło się rozkładanie z towarem na chodniku i handlowanie czym się dało, szczególnie dużo było kaset magnetofonowych… Kurcze, sama mam w domu ponad setkę, na czym tego teraz słuchać? W mojej kolekcji jest parę perełek, zespołów jednej płyty – ktoś pamięta zespół „Poszła Czołgiem”, albo „Shout”. O przepraszam, Shout wydał dwie. W sumie ci którym udało się płytę wydać to i tak byli szczęściarzami – sporo zespołów zniknęło po nagraniu jednego utworu, a szkoda, bo niektóre były naprawdę dobre. Czy muszę mówić że stacji radiowych też się pojawiło nagle mnóstwo?

I w ten cały boom normalności (tak, po latach komuny ten stan można było nazywać normalnością chociaż przemiany też miały swoją cenę) wpasował się Jurek Owsiak – poruszony sercowymi problemami najmłodszych Polaków rzucając z anteny radiowej hasło: ludzie może byśmy coś zrobili! Nie pamiętam gdzie, ale czytałam, że następnego dnia po tym apelu ktoś przyniósł do radia 5000 w białej kopercie. Pamiętajcie tylko, że to było „na stare pieniądze”. Tak się zastanawiam czy to dużo czy mało, kojarzy mi się że to mogła być cena bochenka chleba, pensje wtedy szły w miliony. Trzy  lata później 10 000 zł zostało przemianowane na 1PLN.

Czujecie sytuację? Ktoś tak po prostu przyniósł jakiś pieniążek do radia i to był początek. Jak ktoś umie wyliczyć, ile formalności trzeba teraz przejść żeby ogłosić zbiórkę. to niech da znać, ja się nie podejmuję.

Następne co pamiętam to telewizyjny program „Róbta to chceta czyli rockandrollowa jazda bez trzymanki”. O tak, to naprawdę była jazda bez trzymanki, co tam się działo! Jesteście ciekawi zajrzyjcie na YouTube :)) To był naprawdę zwariowany program, pełen szaleństwa i muzyki, pozytywnego szaleństwa i pozytywnej muzyki. I w tym szaleństwie trwała zbiórka pieniędzy na operacje ratujące życie dzieciom z wrodzonymi wadami serca. Ktoś by powiedział, że to nie ma prawa się udać, a jednak się udało. Na początku zbierano na operacje konkretnych dzieci, operowanych w warszawskim Centrum Zdrowia Dziecka. Jedna operacja to był koszt 40 mln (oczywiście pod warunkiem, że pamięć mi nie szwankuje, ale 4 to mi się jakoś mało wydaje, a 400 to chyba jednak przesada więc pozostańmy przy 40). Potraficie uwierzyć, że ludzie przysyłali pieniądze do telewizji w kopertach? W użyciu były jeszcze przekazy pocztowe. O przelewach nikt nie słyszał, no może Ci świeżo upieczeni biznesmeni, ale mam takie wrażenie, że przelewy pojawiły się później. No i szły trzy tygodnie…

No więc pieniądze przychodziły w kopertach, fruwały po studiu telewizyjnym, było pozytywnie śmiesznie. Czasem trafił się jakiś biznesmen z walizką pieniędzy (dosłownie tak, pamiętam takie wypadki), który przychodził i mówił, że chce zasponsorować operację. Tak jak pisałam, na początku zbierano na operacje, lekarze z CZD świetnie wiedzieli, które dzieci ratowali dzięki… no właśnie nie WOŚP bo WOŚP jeszcze wtedy nie było! Był Jurek Owsiak i jego szaleństwo, ale w tym szaleństwie była metoda. Przede wszystkim trafienie do młodzieży, do której nikt trafić nie umiał albo nie chciał, za Owsiakiem poszli wszyscy.

Po roku takiego zbierania na wariata został zorganizowany pierwszy wielki finał, chociaż nie sądzę żeby to miało taką nazwę, a może miało? Może to rzeczywiście był wielki finał? Chociaż już wtedy mówiło się, że to nie koniec zbierania, że zbiórki będą trwały dalej.

Oczywiście ta impreza była transmitowana przez telewizję, właściwie cały dzień był pod hasłem WOŚP, transmisji ze studia WOŚP w Warszawie i z oddziałów regionalnych było dużo i często. W późniejszych latach to się popsuło, trudno zgadnąć dlaczego. Przejrzałam pobieżnie program telewizyjny i w tym roku wygląda to trochę bardziej obiecująco, jak będzie w praktyce czas pokaże. I jeszcze, skoro przy telewizji jesteśmy, powiem Wam, że bardzo mi brakuje obecności Agaty Młynarskiej, która przeniosła się do telewizji komercyjnej i już w finałach WOŚP nie uczestniczy. Szkoda, mogłaby migrować na ten jeden dzień.

Pierwszy Finał przeszedł najśmielsze oczekiwania, pieniędzy było dużo dużo więcej niż można się było spodziewać. Trzeba było je jakoś mądrze wydać i dopiero wtedy została powołana do życia fundacja WOŚP.

Kiedy pojawiły się serduszka? Kurcze, nie pamiętam…. Na logikę wydaje mi się, że były już przy pierwszym finale, że wtedy właśnie powstała nazwa, bo organizowano to wszystko w okolicach świąt Bożego Narodzenia – pierwszy finał odbył się 3 stycznia 1993 roku. Potem już na pewno były serduszka, bo jak w ciągu roku chodziłam na koncerty do klubu (no gdzieś te początkujące zespoły musiały grywać) za każdym razem wracałam do domu z serduszkiem przyklejonym do kurtki. Na początku zbiórki nie ograniczały się do jednego dnia w roku, trwały cały czas, potem to się zmieniło.

Ponieważ ludzie wrzucali do puszek nie tylko pieniądze ale i złoto, już przy drugim finale pojawiły się złote serduszka WOŚP, licytowanie złotych serduszek stało się tradycją.

Co jeszcze pamiętam z tych początków WOŚP? Chyba najbardziej prostotę idei. Są chore dzieci, trzeba im pomóc, po prostu to zróbmy. Takie to proste a takie piękne.

Tegoroczny Finał to zbiórka wyjątkowa bo po raz pierwszy fundacja zbiera nie tylko na chore dzieci ale także na pomoc osobom starszym. Na stronie fundacji można znaleźć taką informację:

Pieniądze zebrane w 21. Finale chcemy podzielić. Połowę wykorzystamy na wsparcie terapii noworodka i niemowlaka, połowę na wyposażenie w sprzęt szpitali geriatrycznych i zakładów opiekuńczo-leczniczych. W tym drugim przypadku nasza pomoc trafi tylko do kilku wybranych placówek w każdym województwie.

Jest to niewątpliwie bardzo symboliczny gest.

Przez dwadzieścia lat doroczna zbiórka pieniędzy na WOŚP urosła niemalże do rangi święta narodowego i stała się głęboko zakorzenioną tradycją. Każdy wie, że tak jest, można się zgadzać lub nie, w końcu mamy demokrację. Na szczęście nie można zakazać. Nie da się ukryć, jak wiele szpitali zostało dzięki WOŚP wyposażonych w sprzęt ratujący zdrowie i życie maluchów i starszych dzieci. Na pewno nie jedna z Was na oddziale położniczym lub noworodkowym widziała sprzęt oklejony serduszkami, prawda że robi się cieplutko na sercu?

Jeśli któraś z Was zetknęła się bliżej ze sprzętem od Orkiestry, proszę podzielcie się wrażeniami. Może są z nami mamy wcześniaków lub innych dzieci, którym ten sprzęt ratował zdrowie a być może i życie?

A taka rzecz jak przesiewowe badanie słuchu? W tej chwili to już chyba standard w polskich szpitalach, a tak naprawdę wprowadzone nie tak dawno właśnie dzięki WOŚP. Duśka ma wklejony w książeczkę zdrowia piękny certyfikat, dowód na to, że przeszła takie badanie. Jako mama jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa.

A czy Wy przyłączacie się do WOŚP? A jak tłumaczycie dzieciom dlaczego wrzucają pieniążki do puszki i dlaczego dostają serduszka? 

źródło zdjęcia: flickr.com

Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Anna Haluszczak
8 lat temu

Ja też pamiętam WOŚP od zamierzchłych czasów i od zawsze się przyłączam. W tym roku i moje maluchy miały wkład w zbiórkę i dorzuciły grosik. Daruś jest jeszcze za mały, by wiedział co i jak, ale Karolcia pytała o skarbonkę. Powiedziałam jej, że ten pieniążek, który wrzuciła, pomoże chorym dzieciom, by szybko wyzdrowiały i były wesołe. A naklejka, którą Karolcia dostała ma wskazywać, że ma dobre serduszko. Moja córeczka była szczęśliwa i dumnie nosiła serduszko na piersi :)
Dobrze jest uczyć pomagania od najmłodszych lat, prawda? :)

Anna Kozubek-Bortniczuk

Ja początków nie pamiętam, bo byłam wtedy dzieciakiem….ale pamiętam wrzucanie pieniążków do puszek i akcje w podstawówce…w zeszłym roku po raz pierwszy moja 4 letnia wówczas córeczka została wolontariuszką. Mimo sporego mrozu wytrwała 2 godziny i była bardzo dumna, że pomaga zbierać pieniążki dla maluszków, które zbyt wcześnie przyszły na świat. była tym bardziej przejęta rolą, ponieważ w moim brzuszku rósł jej braciszek :)

Elżbieta Komorowska
Elżbieta Komorowska
8 lat temu

Duma rozpiera moje serce, bo najukochańsze moje skarby nie są obojętne na los starszych ludzi, często skazanych na życie w ciężkiej rozterce, kupić leki, czy kawałek kiełbasy do chleba, a może zapłacić za wodę, bo też trzeba. Mając szczęśliwe dzieciństwo zauważają maluszków niedolę, starają się pomóc, jak potrafią, po przedszkolu, po szkole. Zbierają nakrętnki na dzieci leczenie, oddają słodycze do domów dziecka, dzieciom bez rodziców, na pocieszenie. W tym roku wzięły udział w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, córka zagrała w meczu przedszkolaków, do puszek wpadło sporo papierowych pieniążków i miedziaków, a syn rysował portrety, za pieniążki do puszki, dużo portretów… Czytaj więcej »

Milena Kamińska
Milena Kamińska
8 lat temu

Dla mnie WOŚP jest wspaniałym dniem, który otwiera naprawde serca wszystkich ludzi. Początki?, Może takich szczegółów nie pamiętam, ale od małego bardzo chciałam pomagać, chodzić i zbierać pieniążki do puszki, mimo iż chyba wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy jakie to ma ogromne znaczenie, że ratujemy życie ludziom, ze zbieram również „dla siebie i dla swoich dzieci” Skąd to się bierze? Ta bezinteresowność, chęć niesienia pomocy innym. Chęć pomagania tego dnia jest ogromna, ludzie zostawiają swoje problemy, troski i wyruszają na dobrą zabawę dzięki której ratują życie innym. Jest to święto rodzinne, na ulicach widać całe rodziny wielopokoleniowe, które… Czytaj więcej »

Katarzyna Mrozek
8 lat temu

Chociaż raz mamy się czym pochwalić, mamy swoje fajne Święto. NIe jakieś tam zerżnięte Walnetynki czy Hallowen. Serce sie raduje jak widzi kolejne pokolenia młodych ludzi z puszkami w serduszka. Stoją na mrozie cały dzień, tak po prostu bezinteresownie. Ja nie potrafię tego dnia przejść obojętnie obok puszki. Zdarzyło mi sie nie spotkać wolontariusza to znalazłam numer telefonu pod który mogłam przekazać smsem jakieś pieniążki. A wiecie co mnie najbardziej zmotywowało do tego. Właśnie to o czym pisze autorka, że w mojej małej miejscowości zobaczyłam sprzet obklejony serduszkami, którym badano mojemu nowonarodzonemu dziecku słuch. Też ma w ksiązeczce zdowia certyfikat.… Czytaj więcej »

Jan Gladki
5 lat temu

Pamiętamy Joasiu i wspominamy jak razem graliśmy w Orkiestrze.Buziaczki

Dom 9 stycznia 2013

Bycie zorganizowaną mamą nie jest trudne

O tym, że po urodzeniu pierwszego dziecka doba wydaje się strasznie krótka, a czas który możemy poświęcić dla siebie, redukuje się niemalże do zera, wie każda mama. Po urodzeniu zaś drugiego, szczególnie jeśli nastąpiło zaraz po pierwszym, właściwie możemy tylko zanosić modły do nieba z prośbą o to, aby ze zwyczajowych 24h na dobę zrobiło się 48h – albo i więcej (tak na wszelki wypadek). 

Niestety, ilości dostępnego czasu nie uda się nam zwiększyć, ale zawsze możemy lepiej wyzyskać ten, którym dysponujemy, poprzez jego lepszą organizację. Nie wierzycie, że to możliwe? A przypomnijcie sobie, co myślałyście, gdy zaczynały się przygotowania do Waszego wesela? „Na pewno nie dam rady, jest tak wiele do zrobienia, a tak mało czasu.” A co później było? Zaczęło się od wrzucenia do Google’a frazy „organizacja wesela Warszawa” (albo podobnej) i oglądnięcia pierwszych sal, a później był ołówek oraz kartka papieru i planowanie kolejnych kroków oraz ich realizacja punkt po punkcie. I jakoś poszło.

W przypadku opieki nad dziećmi możecie wykorzystać te doświadczenia organizacyjne, a przy tym skorzystać z kilku dobrych rad na temat tego, co robić, aby nie tracić czasu tam, gdzie możecie go zaoszczędzić.

Po pierwsze, wstawajcie wcześnie, najlepiej przed dziećmi – dzięki temu zyskacie kilka chwil, które możecie wykorzystać albo dla siebie, albo na ogarnięcie spraw związanych z prowadzeniem domu.

Po drugie, przyzwyczajajcie siebie i Wasze pociechy do regularności – posiłek o tej i o tej, kąpiel o tej i o tej, a spanie o tej i o tej. W ten sposób wiedząc, o której najważniejsze z czynności się odbędą, będziecie mogły zaplanować wykonanie pozostałych.

I na koniec – dzieci powinno się uczyć samodzielności – choćby zawiązywania butów. Wasz pięcioletni synek może wszakże sam to z powodzeniem zrobić, dzięki czemu zyskacie czas z na przygotowaniu swych pozostałych pociech do wyjście na dwór.

A jakie są Wasze metody na dobrą organizację czasu?

Subscribe
Powiadom o
guest
14 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Maria Ciahotna
8 lat temu

U nas dwójka dzieci jest, wprawdzie różnica 2,5 lat, ale na początku też nie było łatwo. Wstajemy zwykle budzeni przez dzieci, więc odpada poranna chwila dla siebie. Po wyszykowaniu córki mąż odprowadza ją do przedszkola (jakieś 200 m od domu :)), potem idzie do pracy (19 schodów na piętro), ja w tym czasie zajmuję się synkiem. Kolejna stała pora to powrót z przedszkola i spacer z dziećmi. A kolejny stały punkt – to kąpanie, kolacja i usypianie, mąż córeczkę, ja synka. A czas pomiędzy tym wypełniamy chaotycznie, tym, co akurat trzeba zrobić. Mąż pracuje w domu, więc czasami pomaga mi… Czytaj więcej »

Agnieszka Bałaga-Kupis

Odkąd jestem mamą dwójki idzie mi lepiej niż przy jednym, ale tego co sie nauczyłam to: po pierwsze – bez napinki, naprawdę nie wszystko musi być zrobione od razu, a jak się czegoś nawet nie zrobi to co? świat się nie zawali, po drugie – dzieciaki najważniejsze, więc wybierając one kontra reszta świata – wybieram je, po trzecie – skoro są ludzie którzy pragną towarzystwa moich panien prawie tak mocno jak ja, to czemu nie skorzystać, dlatego jak mama mówi, że chętnie weźmie panny na weekend, to ja je chętnie zawożę, a wtedy mam czas od piątku do niedzieli, by… Czytaj więcej »

Karolina Buczkowska
8 lat temu

ja mam dwójkę z różnicą 4 lata, w ogóle żadnej synchronizacji nie ma, już 2 lata nie mogę się zorganizować.

Ewa Łukasiewicz
8 lat temu

Nie rozumiem dlaczego BYCIE ZORGANIZOWANĄ oznacza w tym przypadku BYĆ SAMĄ we wszystkim? Owszem, można wstawać wcześniej, tylko nie zawsze się udaje – jeżeli dziecko marudziło 3/4 nocy, to każde 5 min jest na wagę złota i marzysz wręcz o tym, by dziecko spało jak najdłużej, a Ty razem z nim. Po drugie – regularność to może być w więzieniu ;) w domu można coś zaplanować, ale nie co do minuty, nie zawsze nawet co do godziny się uda. Jak można nauczyć dziecko jeść o konkretnej godzinie, skoro jednego dnia ma taki apetyt, a drugiego inny? To samo jak dorosły… Czytaj więcej »

Asia Szarańska
Asia Szarańska
8 lat temu

Przede wszystkim we wszystkie czynności przy córeczce wtajemniczyłam męża. Dzięki temu tata od pierwszych dni kąpał, karmił, zabawiał Milenkę i gdy przyszła chwila, gdy musiałam ich zostawić samych i na tydzień iść do szpitala poradzili sobie koncertowo. I teraz także gdy potrzebuję chwili tylko dla siebie, oni bawią i zajmują się sobą, a ja mogę zrobić coś dla siebie: paznokcie, książka, spacer – wszystko jedno :) U nas sprawdza się współpraca i wzajemna pomoc :) A także to, że od początku wprowadziliśmy kilka zasad względem wychowania córki i wymagaliśmy ich przestrzegania (nie że tresura, ale zasady :P )

Anna Rogalska-Bućko
Anna Rogalska-Bućko
8 lat temu

Szczerze? Moja organizacja leży i kwiczy mimo iż mam 'tylko jedno dziecko i 'tylko' prowadzę dom. Może i faktycznie organizacja nigdy nie była moją mocna strona ale swego czasu godzilam 2 szkoły, pracę w samorządzie uczniowskim i jeszcze chór i udzielanie korków i jakoś wtedy problemu nie było ;) choć faktycznie od tej pory sporo czasu minęło. Wtedy wystarczyło od 3 do 6 godzin snu- miałam system który się sprawdzał- musiałam spać równe 1,5 godziny i jej wielokrotność bo inaczej bylam nie do życia- a teraz gdy próbuje zaserwować mniej niż 6 godzin to bójcie się narody, zasypiam na stojąco.… Czytaj więcej »

Magdalena Dybizbańska
Magdalena Dybizbańska
8 lat temu

Mój Synek jest na tyle kochany, że pozwoli mi ogarnąć dom i wszystkie inne sprawy:) Niestety żadko. Od zawsze byłam zorganizowaną osobąi wszystko było uporządkowane. Patrząc na to wszystko z boku stwierdzam, że nie warto się spinać- dom, bałagan, pranie, sprzątanie, gotowanie i masa innych rzeczy nie zając- nie ucieknie, a chwile spędzone z Synem są najcenniejsze i to On każdego dnia jest najważniejszy:)

Anna Kozubek-Bortniczuk

wcześniejsze wstawanie odpada, bo jak tylko ruszę się z łóżka to synek ma oczy jak 5zł :D a więc wstaje zaraz po mnie…5 letnia córka nie potrafi zawiązać butów…myślę, że jest to jeszcze za wcześnie…ale świetną metodą na dobrze zorganizowany dzień jest tzw. plan dnia. jeśli się ma w miarę ustalony, to nawet nie jest źle i na co dzień sama z dwójką urwisów daję radę (tatę mamy niestety tylko na weekendy). wstajemy 7-7.30 ubieramy się, robimy toaletę, potem idziemy- ja i 6 miesięczny synek, zaprowadzić 5 letnią córcię do przedszkola. wracając robimy czasem jakieś zakupy, potem śniadanie w domu,… Czytaj więcej »

Beata Bątkiewicz
8 lat temu

U nas kluczem do sukcesu była regularność. Każde dziecko od początku miało stałe godziny wstawania, jedzenia, kąpieli tzw. rytuały powtarzane codziennie do znudzenia, pomimo że czasami naprawdę się człowiekowi nie chciało. Najważniejsza była współpraca, tata zawsze kąpał,ja szykowałam potrzebne do tego rzeczy, potem ubierałam i kładłam dziecko a on sprzątał po kąpieli… i tak ze wszystkim. Pilnowaliśmy żeby do godziny dwudziestej dziecko było w łóżeczku i wtedy można było się całkiem nieźle ogarnąć i jeszcze zająć sobą. Taka organizacja dnia pozwala zrobić w domu i przy dzieciach właściwie wszytko pod warunkiem, że w tym „wolnym” czasie po prostu nie padnie… Czytaj więcej »

Karolina Sikorska
8 lat temu

Jeszcze 3-5 lat temu nigdy bym nie pomyślała że ja oto stanę się uporządkowaną zorganizowaną kobietą. Cały świat zawsze stał na głowie brak było ładu i składu. nie było planu nie było jakiejkolwiek wizji dnia. z reguły szło się na spontan aż tu nagle od czasu gdy zaszłam w ciążę ( to jedno było całkowicie planowane) zaszła we mnie totalna zmiana. Nie było mowy o przypadkowości nie było mowy o roztargnieniu zapominaniu. Nie mogłam sama uwierzyć że rosnąca we mnie maleńka istotka tak bardzo potrafiła przewrócić mój świat o 180 stopni. Od samego początku prawie wszystko szło zgodnie z planem… Czytaj więcej »

Smardz Marcela
8 lat temu

http://www.stalowka.net/wiadomosci.php?dx=9873 przeczytajcie artykuł i komentarz takasama mną wstrząsnoł

dunia
dunia
8 lat temu

ciezki temat łatwiej mówić niż zrobic każda z Nas chce byc super mama, ktora ma czysciutko w domku piekne dzieci, pracowac i nie korzystać z pomocy niestety rzeczywistosc jest zupełnie inna;-))

A R
A R
3 lat temu

Fakt nie jest łatwo, ja robię wszystko sama mój partner sporadycznie wykaże się zaangażowaniem na co dzień rano wychodzi do pracy a wraca wieczorem, w weekend na budowie lub przed telewizorem no i tak około 2h przez 2dninznajdzie dla dzieci. Więc ja robię wszystko w domu, przy dzieciach a nawet jak coś nawali w samochodzie to muszę sama sobie radzić. Do tego firma czeka na reaktywacje, w domu robię papiery i to by było na tyle. Za dużo tego ?, no cóż mam nadzieje że moje dzieci wyrosną na mądrych i zaradnych ludzi a i chociaż na dzień matki zawsze… Czytaj więcej »

Łukasz
Łukasz
3 lat temu

Szkodliwy i beznadziejny artykuł, który może powodować większą frustrację u młodych rodziców, że nie wszystko wychodzi jak chcą. Przedstawione rady są związane z dzieckiem, a nie z organizacją rodziców. 1. Wstawaj przed dzieckiem – Decyduje o tym dziecko, np. gdy wybudza się w nocy przez wyrzynanie zębów. Co wtedy? 2. Regularność – Tak samo decyduje dziecko. Jedne dzieci śpią 5 razy po 30 min. w ciągu dnia inne 3h ciągiem raz. Całkiem inaczej wygląda wtedy organizacja dnia. 3. Uczenie samodzielność – też jest to związane z dzieckiem, bo 8 miesięczne dziecko jeszcze niewiele może samo zrobić w około siebie. Spodziewał… Czytaj więcej »

Emocje 8 stycznia 2013

Sprzeczka „telefoniczna”

Jakiś czas temu wybiegłam w przód myślami o przyszłości mojej córki. Konkretnie o tym, jak potoczy się nasze życie. Na dłużej zatrzymałam się przy telefonach komórkowych. Jaki to ma związek?

Niedawno usłyszałam o 14 miesięcznym dziecku, które bez najmniejszych problemów korzysta ze smartfona rodziców. Ten przypadek nie jest odosobniony. Przyznam, że bardzo mnie to zaskoczyło, chociaż określenie „wstrząsnęło” jest bardziej adekwatne. Jeśli mnie ktoś zapyta – kiedy planuję zakup telefonu komórkowego czy innego gadżetu (sprzętu) służącego komunikacji z dzieckiem dla swojej córki, ze stanowczością odpowiem, że nie wcześniej niż za 10 lat i mam nadzieję, że mi się to uda.

Wiem, że wielu rodziców mogłoby to uznać za pobożne życzenia, ale ja właśnie życzę sobie i mojej rodzinie, by moje dziecko długo nie potrzebowało telefonu komórkowego. Myślę, że jego zakup to bardziej wygoda niż potrzeba. Kilkulatek nie powinien przebywać bez opieki dorosłych, więc zawsze wiemy gdzie jest. Jeśli jest z kimś innym niż my, to nie tyle co możemy, a powinniśmy kontaktować się waśnie z tą osobą, nie z dzieckiem. W szkole jest sekretariat lub wychowawca, który odpowiada za nasze dziecko  do którego w każdej chwili możemy wykonać telefon z prośbą o informację. Nie wyobrażam sobie również wołania dziecka na obiad SMSem czy sprawdzania w ten sposób, gdzie ono właśnie jest i co robi.

Myślę, że wszytko zależy od ustalonych zasad i wywiązywania się z wcześniej ustalonych umów. Poza tym strasznie nie podoba mi się widok okupujących ławki dzieci z telefonami w rękach. Pamiętam jak wymieniałam się z koleżankami kolorowymi kartkami z segregatora, dziś dzieci wymieniają się plikami Mp3 i tapetami na pulpit.

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy musi się z tym zgadzać i pewnie tak jest, ale ja znajduję jeszcze jeden argument – niebezpieczeństwo. Nie chciałabym, żeby z powodu bardziej lub mniej nowoczesnego telefonu mojemu dziecku stała się jakaś krzywda. Chyba nie muszę przytaczać przykładów o tym, jak o przysłowiowe „5zł” tragicznie kończyła się niejedna historia. Chuliganem może okazać się starszy kolega lub zupełnie obcy rabuś. Chyba nie warto sprawdzać tej tezy. Poza tym na wszystko przyjdzie czas…

Oczywiście to, że jestem przeciwna posiadaniu telefonu komórkowego przez dziecko nie oznacza, że nie będę uczyła swoich dzieci jak z niego skorzystać by wezwać pomoc. Uważam to za swój obowiązek i zachęcam wszystkich do tego, by nauczyć dzieci wykręcania numerów alarmowych lub najzwyczajniej do mamy, taty czy babci.

Ciekawa jestem czy idziecie z duchem czasu pod rękę ze swoimi dziećmi, czy bardziej skłaniacie się ku temu co napisałam? Według Was jest to modny gadżet, czy jest to przydatny sprzęt, który może okazać się niezbędny np przy potrzebie namierzenia dziecka gdy zaginie?

źródło zdjęcia: flickr.com

Subscribe
Powiadom o
guest
14 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Joanna Pawlińska
Joanna Pawlińska
8 lat temu

Absolutnie się z Tobą zgadzam. Moje dziecko dostało telefon po zerówce jak pojechało na obóz, tylko dlatego że uznałam, że łatwiej jej będzie zadzwonić do mnie niż biegać do wychowawcy i prosić o zadzwonienie do mamy. To też dało dziecku jakąś formę niezależności. Szybko okazało się, że to ja bardziej potrzebowałam kontrolować dziecko niż ona do mnie dzwonić. Po 3 dniach ciszy wymusiłam jeden telefon dziennie, żebym wiedziała, że jest ok. Rozmowy wyglądały tak: cześć córcia… cześć mamuś, żyję, pa! nie mam czasu, a następnie sygnał oznaczający, że rozmowa została rozłączona. Potem nosiła telefon do szkoły bo po lekcjach sama… Czytaj więcej »

Hanna Szczygieł
8 lat temu

Piękny i mądry komentarz. Ja również zgadzam się z Joanną. Na szczęście mam jeszcze dużo czasu do tej decyzji ;)i z pewnością używanie telefonu będzie związane z przestrzeganiem pewnych reguł.

Joanna Pawlińska
Joanna Pawlińska
8 lat temu

Znacznie mniej niż myślisz :) czas leci zdecydowanie za szybko a nadążanie za dzieckiem jest niemożliwe. Ważne, żeby mieć świadomość tego jak daleko zostajemy z tyłu i słuchać dziecka.

Magda Kupis
8 lat temu

Moja córka za te 10 lat będzie w wieku w którym Pani córka dostała telefon. Myślę, że jest to odpowiedni czas, oczywiście zakładając dojrzałość dziecka o którym Pani wspomniała. Jednak wiem, że życie układa własny scenariusz i czasem wymusza na nas pewne decyzje. Bycie nastolatkiem rządzi się innymi prawami niż bycie kilkuletnim dzieckiem i czym innym jest danie dziecku telefonu kiedy musi samodzielnie przemierzyć drogę do domu, a czym innym pozwalanie na zabawę nim na placu zabaw, zamiast czerpać ze wspólnej zabawy z rówieśnikami. Każdy musi znaleźć swoje własne najlepsze rozwiązanie :) Mam nadzieję, że spotkam na swojej drodze rodziców,… Czytaj więcej »

Joanna Pawlińska
Joanna Pawlińska
8 lat temu
Reply to  Magda Kupis

Moja córka pierwszy telefon dostała jako sześciolatka. Wtedy ten telefon był bardziej dla mnie niż dla córki. Miała dawać mi sygnał, że na obozie nic się złego nie dzieje a potem że przeszła bezpiecznie do innego budynku. To był mój komfort i nauka odpowiedzialności dla dziecka. Jeśli zapomniała mnie poinformować to później tłumaczyłam, że się denerwowałam czekając. Dodzwonienie się do dziecka graniczyło z cudem, bo telefon zamykała w szafce z rzeczami. Pierwszy raz kiedy zaczęła coś wspominać, że chciałaby taki lepszy mniej więcej jako 11 latka. Było dużo rozmów n/t tego do czego jej potrzebny gadżet i do czego powinien… Czytaj więcej »

Maria Ciahotna
8 lat temu

Nasza córeczka (3 latka i 3 miasiące) uwielbia bawić się komórką – ma jedną swoją – starą, nieużywaną, bez baterii. Potrzebna jest jej do tego, by udawać rozmowy dorosłych, nie ma na razie pojęcia, jak należy się z tym naprawdę obchodzić, ale wie, że trzeba szanować. Gdy przypadkiem dorwie się do naszych „dorosłych” telefonów (klasyczne do dzwonienia, żadne gadżety), to nie psoci, są zablokowane i tyle. A jak będzie kiedyś, za kilka lat, to się okaże. Mam nadzieję że jeszcze długo będzia na tyle pod naszym okiem, że nie będzie potrzebny. Ale jeżeli ma być inaczej, to najpierw będzie rozmowa,… Czytaj więcej »

Moc-Cynamonu.blogspot.com

mój opanował proste gry na tablecie. Pozwalam mu około pół godzinki dziennie. Za 3 miesiące skończy 3 latka :)

Ania Baciocha
6 lat temu

Moja prawie 4 latka telefon uzywa moj . Uklada na nim puzle albi gra w engry birds gdy siedzimy u lekarza. Ale np posiada swob tablet w domu. Jest on tylko jej ma na nim swoje ulubione bajli do sluchania i ogladania. Choc z tego co zauwazylam tylko to na nim robi . W domu woli ukladac puzzle normalnie.

Gosia Porębska
6 lat temu

mam 2 synów wieku 3,5 i 8 lat i córeczkę 15 mcy i moim zdaniem cała trójka, a nawet syn 8letni ma czas na posiadanie telofonu komórkowego, miał przez jakiś czas bo dostał od mojej siostry i niestety pokazał ze nie jest jeszcze gotowy na posiadanie takiego gadżetu

Renata Wojtysiak
6 lat temu

Moja Corka (3,5 r) bawi się czasem telefonem moim lub taty, ale warunek taki, że siedzi na łóżku, żeby nie upadł. Ogląda zdjęcia lub gra. Czasem bajkę obejrzy np w kolejce w przychodni czy w podróży. Nie widzę w tym nic złego osobiście dopóki elektronika nie zastępuje rodziców i nie jest używana przez dziecko godzinami. Swojego rzecz jasna nie posiada i jeszcze długo nie będzie mieć.

Katalog stron internetowych żłobków warszawskich

Mama pozwala….. osobiście jestem przeciwnikiem. Kolejna kropelka do przebodźcowania.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close