Wychodzisz z dzieckiem na pięć minut? Sprawdź, czy masz w torebce wszystko, czego potrzebujesz

Wychodzisz z dzieckiem na pięć minut? Sprawdź, czy masz w torebce wszystko, czego potrzebujesz


Mirella

9 marca 2018

„Tylko chwila, do sklepu, pięć minut, samochodem tam i z powrotem”. Przyznaj się droga mamo, ile razy tak pomyślałaś? Nie wzięłaś dla dziecka jedzenia, picia, zabawki, zapasowego pampersa, no bo przecież po co? Telefonu też nie naładowałaś, bo za chwilę wrócisz. A co, jeśli nie?

Siedziałyśmy z Duśką w poczekalni u lekarza. Dla przychodni dzień jak co dzień. I nagle informacja: na parkingu pod samochodem leży pies, nie może wyjść. Chyba przygnieciony. Nie, nie przygnieciony. Wciągnięty pod samochód. Żywy. Nieżywy. Krew się leje. Nie leje, nie gadajcie głupot. Trzeba znaleźć właściciela. Wybiegnę trochę do przodu i powiem Wam, że piesek, chociaż poturbowany to żywy, żadnych złamań nie ma, krew też się nie lała. Jak się dostał pod samochód, nie wiadomo. To szczeniak, chociaż całkiem spory, i prawdopodobnie nie zadziałał instynkt samozachowawczy. Nie wiadomo, do kogo pies należy.

Właścicielem auta okazała się młoda kobieta z dzieckiem. No i się zaczęło. Psa trzeba wyciągnąć. Nie można wyciągnąć. Trzeba kogoś wezwać. Nie wiadomo kogo. No i najważniejsze – ile to potrwa?! Trwało ponad godzinę. Dla tej kobiety to była godzina stresu, bo jedno dziecko z nią, drugie w domu, trzecie trzeba odebrać z zajęć. Czas zaplanowany co do minuty, a samochodu ruszyć się nie da, bo wtedy dopiero psu się krzywda stanie. Siła wyższa.

I nigdy, droga mamo, nie wiesz, kiedy ta siła wyższa spotka Ciebie. I właśnie dlatego, że nie wiesz, powinnaś być zawsze przygotowana. Nie zamierzam Cię straszyć. Nie będę też przekonywać, że na każde wyjście z domu musisz przygotować się jak na wyprawę na K2 (i nie mam tu na myśli kabaretu), ale o pewne minimum socjalne powinnaś zadbać.

Przed wyjściem z domu:

– Dopilnuj, żeby dziecko (o ile jest pod tym względem samodzielne), skorzystało z toalety. Nie przyjmuj do wiadomości argumentu: „nie chce mi się”.

– Zastanów się, czy dziecko nie jest głodne. Jeśli od poprzedniego posiłku minęło dużo czasu, nakarm dziecko, zanim wyjdziecie.

– Ubierz dziecko “na cebulkę”. Bądź przygotowana na to, że postoicie trochę na dworze i dziecku musi być ciepło. Nastaw się też na to, że być może będziesz gdzieś musiała dziecko rozebrać.

– Naładuj telefon.

 

Do torebki zapakuj:

– małą butelkę z wodą,

– coś na przekąskę, np. herbatniki lub biszkopty,

– małą zabawkę,

– zapasowego pampersa (jeśli dziecko potrzebuje),

– dowód osobisty,

– drobne pieniądze i kartę do konta.

 

Jeśli przydarzy się coś, czego nie planowałaś, nie panikuj. W tym stanie nie tylko nie będziesz umiała podjąć żadnej racjonalnej decyzji, ale też niepotrzebnie zdenerwujesz dziecko. Pomyśl, co możesz zrobić, by maksymalnie uprościć trudną sytuację. Zadzwoń do kogoś bliskiego, kto może zaopiekować się dzieckiem. Jeśli nie masz nikogo takiego, niestety musisz improwizować. W tym momencie przydadzą się herbatniki i mała zabawka. Albo telefon. Chyba nic skuteczniej nie odwraca i nie przykuwa dziecięcej uwagi.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Urodziny jedyne w swoim rodzaju – nie zgadniesz jak i gdzie je spędziłam!

Urodziny jedyne w swoim rodzaju – nie zgadniesz jak i gdzie je spędziłam!


Fizinka

9 marca 2018

Urodziny można świętować w różny sposób. Zależy co kto lubi. Jedni obchodzą ten dzień skromnie, w domowym zaciszu. Inni wolą celebrować go hucznie i na bogato. Jeszcze inni udają, że wiosen wcale im nie przybywa i swoich urodzin w ogóle nie obchodzą.

Ja ze swoim wiekiem problemu nie mam, nigdy nie miałam i mam nadzieję, że tak mi już zostanie, aż po starości kres. Tak więc swoje urodziny obchodzę, a jakże! Chętnie przyjmuję gości (wraz z upominkami :P ) i równie chętnie piekę dla nich różne słodkości.

Jednak nie ukrywam, że zazwyczaj moje urodziny są dosyć… nudne – mówiąc wprost (mam nadzieję, że nikt nie poczuje się tym stwierdzeniem dotknięty! ;-)). Własne cztery kąty, najbliższa rodzina, ciacho, kawa… I w zasadzie tyle. Jak akurat nie jestem w ciąży lub nie karmię piersią, to jeszcze jakiegoś procenta się napiję. Ale tak się składa, że od trzech lat – z rzędu! – celebruję swój geburstag zupełnie na trzeźwo, wznosząc toasty wodą źródlaną! Istne szaleństwo, prawda? ;-)

No więc w tym razem postanowiłam to zmienić. Wyjątkowo zapragnęłam zaszaleć i sprawić sobie urodziny, jakich jeszcze nigdy nie miałam. Co prawda liczba wiosen w tym roku wcale nie jest szczególna, żebym musiała jakoś specjalnie ją wyróżniać, ale czy z pompą trzeba świętować tylko te okrągłe urodziny? No nie!

Dlatego właśnie postanowiłam, że mój 32 jubileusz będzie inny niż wszystkie. Wyjątkowy i oryginalny. Pomysłów miałam co najmniej kilka. Wiele propozycji podsuwał też wujek Google – od wizyty w salonie SPA, po bardziej szalone opcje, typu lot paralotnią, czy kurs nurkowania (z rekinami). Tak więc opcji było sporo – do wyboru, do koloru. Nic tylko brać, płacić i się bawić.

Ja jednak obrałam zupełnie inną drogę, ekstremalną i prawdę powiedziawszy nie zapewniającą przyjemnych doznań, ale za to darmową! :P I na zawsze pozostanie w mej pamięci.

Ciekawi jesteście na co się zdecydowałam? ;-)

Nie będę Wam proponować zabawy w zgadywankę, bo i tak raczej nikt nie wpadłby na ten sam pomysł co ja, dlatego od razu zdradzę Wam, że tegoroczne urodziny spędziłam… na porodówce!! :D

Prawda, że to zwariowany, oryginalny i zarazem hardcorowy pomysł?! :D  Zupełnie nie wiem dlaczego personel oddziału położniczego śmiał się ze mnie i jednogłośnie ocenił moją imprezę jako „masakrę?!

Może nie było Fonsi`ego z Despacito, drinków z palemką i fajerwerków o północy, ale za to były inne atrakcje, jak skakanie na piłce, kroplówka, zastrzyki, ciepły prysznic (we dwoje) i gaz rozweselający…  Do tego mnóstwo bólu, potu i krwi – czy to nie brzmi fajnie? ;-)

Ok, fajnie może faktycznie nie. Prawdę powiedziawszy pół „imprezy” sama przeklinałam ten dzień i chciałam, żeby jak najszybciej się skończył. Ale kiedy już miałam wszystkich wyprosić i trzasnąć za nimi drzwiami, ktoś w końcu podarował mi prezent. Jeden, ale jaki cudowny! Mierzący 55 cm i ważący 3780 g! Mięciutki, różowiutki i taki słodziutki! Najpiękniejszy podarunek jaki kiedykolwiek dostałam.

I od tej pory, z tymże „podarunkiem” co roku będziemy RAZEM świętować dzień urodzin :D

Czy mogłam to wszystko sobie lepiej wymyślić?? ;-)

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Gratulacje!:) jakie imię będzie miał Maluszek? Wszystkiego dobrego!!!

  2. Gratulacje!:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Dzień Kobiet. Oto czego sobie i Wam życzę, drogie Panie

Dzień Kobiet. Oto czego sobie i Wam życzę, drogie Panie


Żaklina Kańczucka

8 marca 2018

Mąż mój przyjechał do domu wczoraj z zakupów i rzucił na stół Ptasie Mleczko cytrynowe. Rzucił także w eter, że to z okazji Dnia Kobiet. No po prostu pycha, przygarnęłam więc z uśmiechem, bo ja, jak to ja, słodycze uwielbiam. Tylko jak to z okazji Dnia Kobiet, skoro wczoraj było wczoraj, a dziś jest dziś i dopiero zaczynam świętować?

Wyraziłam swoje wątpliwości, bo o ile mnie pamięć mnie myli, to w Dzień Kobiet miałam nie zażerać się słodyczami, a siedzieć na fotelu i dziarać sobie kark. Bo wymyśliłam oto kolejny tatuaż, który miał ukoronować moją kobiecość i macierzyństwo. Póki co, siedzę w kuchni przy stole i piszę ten tekst. To jednak nie to samo, co tatuowanie.

Przy okazji pomyślałam sobie, czego mogłabym sobie i Wam, drogie kobietki życzyć. W końcu Dzień Kobiet zobowiązuje do czegoś pozytywnego, prawda? A więc przyznajcie, czego Wam najbardziej brakuje? Szczęścia? O, tego nigdy za wiele. Zdrowia? Obowiązkowo, bo jak mawia mój ukochany Dziadziuś, jak jest zdrowie, to będzie wszystko inne. Tylko trzeba chcieć. Otóż to, chęci tym samym Wam życzę, żeby chciało się mocniej, niż się zazwyczaj nie chce. Pomyślności? A nawet wypiję za Waszą i moją pomyślność. Niech się wiedzie!

Poza tym, a może przede wszystkim, życzę Wam miłości, nie tylko w Dzień Kobiet. Miłości ze strony rodziców, rodzeństwa, męża i dzieci. Byście zawsze czuły się ważne, nie tylko dziś, żeby tego magicznego ciepełka nigdy nie zabrakło. Aby te spływające z różnych stron życzenia miały moc sprawczą każdego innego dnia roku. By dobre słowo i czuły dotyk rozpieszczał Was codziennie, bez powodu. Bądźcie piękne i dobre (dla siebie). Bądźcie zawsze sobą i żyjcie tak, by świadomość bycia kobietą nie zawężała się jedynie do małżeńskiego łoża, konieczności mycia garów i odprowadzania dzieci do szkoły. Wszystkiego dobrego, moje Wy niesamowite KAŻDEGO DNIA kobiety!

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Telefon ze szkoły! Odebrać, nie odebrać?

Telefon ze szkoły! Odebrać, nie odebrać?


Basia Heppa-Chudy

6 marca 2018

Gdy pojawia się małe dziecko, to na nie dmuchamy, chuchamy i krążymy nad nim niczym helikopter ratunkowy. Szukamy informacji, zapisujemy się na liczne fora i grupy, upewniamy się, czy dobrze nosimy, prawidłowo karmimy i właściwie reagujemy na dany kolor kupki. Otaczając troską i uwagą naszego szkraba, pełni niepokoju przeżywamy jego adaptację w przedszkolu, a w końcu z drżącym sercem doświadczamy obaw, czy poradzi sobie w pierwszej klasie.

I nagle – jak za sprawą jakiejś czarodziejskiej (a raczej czarnoksięskiej) różdżki – czar pryska i coś się zmienia! W nas – rodzicach. Ok, na szczęście nie we wszystkich ta – niezrozumiała dla mnie – przemiana następuje, ale powiedzmy sobie szczerze, ona w ogóle u nikogo nie powinna się zadziać!

Pracując w szkole, niestety często spotykam się z sytuacją, że gdy istnieje taka potrzeba, to nie można dodzwonić się do żadnego z rodziców. Nikt nie odbiera, telefon jest wyłączony, albo „nie ma takiego numeru”! Im dziecko jest w starszej klasie, tym częściej takie zdarzenie ma miejsce.

Drogi Rodzicu, czy naprawdę nie obchodzi Cię, co się właśnie w danej chwili dzieje z Twoim dzieckiem?

No dobrze, umówmy się, że telefon z informacją, że Twoje dziecko coś zbroiło, nie należy do najprzyjemniejszych. Ale i tak lepiej chyba dowiedzieć się o wyskoku naszego małolata od razu, z pierwszej ręki, niż po czasie od osób trzecich. Zresztą to tylko jeden i to najbardziej optymistyczny powód telefonu ze szkoły. Kolejnym znacznie popularniejszym jest zły stan zdrowia Twojego dziecka – gorączka, wymioty, ból głowy… Naprawdę chcesz, żeby Twoje dziecko siedziało z takim samopoczuciem i męczyło się w szkole? Ono potrzebuje Twojego przytulania, troski, łóżka,  lekarza, a nie siedzenia wielu godzin w szkolnej ławce. Nauczyciel nie ma prawa podać mu żadnych leków, a opieka nad chorym podopiecznym jest trudna do wykonania, bo ciężko zostawić resztę klasy, na rzecz ucznia, który potrzebuje najwięcej uwagi. I jeszcze najgorsza sytuacja, gdy zdarzy się nieszczęśliwy wypadek, w dodatku będzie potrzeba wezwania pogotowia ratunkowego – Twoja obecność jest wtedy niezbędna.

Krótki apel – bardzo Cię proszę, nigdy nie ignoruj telefonu ze szkoły dziecka. Dopilnuj, by mieć go zawsze naładowany przy sobie. Nie zapominaj, poinformować od razu wychowawcę, gdy tylko zmienisz numer.
Chodzi o bezpieczeństwo i dobro Twojego dziecka!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. milena Kaminska

    Jak najbardziej podpisuję się pod tym apelem, pracując w szkole zaledwie kilka lat miałam sytuacje w których musiałam pilnie skontaktować się z rodzicami w sprawie złego stanu zdrowia. Na szczęście do tej pory rodzice zawsze odbierali telefon i szybko reagowali. Liczę się jednak z tym że przede mną jeszcze wiele trudnych sytuacji i życzę sobie i innym aby kontakt z rodzicami był zawsze jak najlepszy.

  2. Karolina Rozbiewska

    I ja też się podpisuje pod tym zarówno jako nauczyciel jak i rodzic

  3. Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku