Z wózkiem wstęp wzbroniony!


„W tych butach nie wejdziesz! Nie ma wjazdu dla dresiarzy!” – pamiętacie tę kultową scenę z klasyka polskiego kina? Doświadczyłam ostatnio podobnej sytuacji, tyle, że moja nie była wcale śmieszna. Prawdę powiedziawszy była bardzo przykra.

Kraków, spotkanie w babskim gronie. Dziewięć cudownych kobitek i ja, z Polą w wózku. Na co dzień rozsiane jesteśmy po całej Polsce, plotkujemy więc tylko on line, lecz tym razem spotkałyśmy się na żywo. W porze obiadowej wybrałyśmy się do Pizzy Hut, w krakowskiej galerii. Miało być miło i smacznie. Nie przypuszczałam jednak, że nie będę tam mile widziana.

”Z tym wózkiem Pani nie wjedzie” – usłyszałam od kelnerki, gdy próbowałam przecisnąć się w ciasnej alejce między stolikami. „Tu jest przejście do kuchni, tam do zmywaka, w tym miejscu też nie może Pani postawić wózka”.

I w tym momencie poczułam, że zalewa mnie fala ciepła, jakbym dostała publicznie w twarz. Wszyscy się na mnie gapią, czekają na reakcję, a obsługa rzuca mi spojrzenie pt. „Nie ma tu dla pani miejsca. Proszę wyjść”.

No więc obracam się na pięcie i przeklinając w duchu ten lokal, wychodzę. Mogłam prosić, ale po co, skoro ewidentnie jestem tam niemile widziana. Mogłam się awanturować, że „jak to? Przyszłam tu zjeść i nie wyjdę póki nie dostanę czegoś do jedzenia!”, ale to nie w moim stylu. Nie uważam bowiem, że świat ma mi się kłaniać do stóp tylko dlatego, że jestem matką z dzieckiem w wózku. Jeśli gdzieś mnie nie chcą, nie wciskam się na siłę. Ich strata.

I nie żebym nie próbowała tego zrozumieć, bo mam świadomość, że w niektórych miejscach brakuje kąta dla dzieciatych rodziców, wszak nie tylko nami lokale żyją. Ale z drugiej strony, zupełnie nie kumam jak można było mnie tak potraktować?!

Wystarczyło przecież grzecznie powiedzieć, że niestety, ale lokal nie jest przystosowany do goszczenia wielkogabarytowych klientów i mój wózek się nie zmieści. Można było zaproponować, żebym zaparkowała go np. przed lokalem i wzięła dziecko na ręce. Można było też zrobić to, co zasugerowały moje szanowne koleżanki, czyli przesunąć nieco stojący obok „naszego” stolik. Można było po prostu SPRÓBOWAĆ mnie przyjąć, z tym „nieszczęsnym” dzieckiem, tym bardziej, że było nas tam DZIESIĘĆ, a więc potencjalnie byłyśmy opłacalnymi klientkami. Ale tego trzeba chcieć, a widocznie akurat w tamtym momencie obsłudze się nie chciało.

Suma sumarum, zawołano mnie z powrotem bo o dziwo znalazło się miejsce, jednak niesmak pozostał. A na dobitkę okazało się, że w pizzerii nie ma toalety(!), ani tym bardziej ustronnego miejsca do karmienia czy przewijania. Zmuszona więc byłam udać się na „zwiedzanie” galerii i mozolne poszukiwania pokoju dla matki z dzieckiem, do którego nota bene stałam w kolejce prawie 30 minut!! Ale to temat na inną opowieść…

Efekt tego wszystkiego był taki, że nie posiedziałam w spokoju, nie poplotkowałam, nie zjadłam ciepłej pizzy i czułam się trochę jak wrzód na tyłku!

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Po Pizza Hut tego bym się nie spodziewała!

  2. Debile…. :/ nie rozumiem jak mozna bylo tak potrakowac kobiete z dzieckiem… Brawo kultura ze az strach….

  3. Az mi się przykro zrobiło ze tak się poczułaś :( Następnym razem wszystkie wyjdziemy i poprostu zmienimy lokal. Trochę chęci i obyło by sie be tego całego cyrku.

  4. A miałabym w dupie! Skoro Ty się przeciskasz z wózkiem to niech One się przeciskają koło wózka! Ja bym taką awanturę zrobiła że krzesła by latały! O!

  5. Dlatego na takie sytuacje idealna jest chusta, niestety w tych czasach mało empatii w ludziach. To przykre że tak zostalas potraktowana:(

    1. Zgadza się, szkoda, że nie wzięłam chusty ze sobą.

  6. Przykre! Ale to oni powinni sie czuć głupio!

  7. miałam podobną akcje w….. przychodni. Kontrola stawów biodrowych i tekst lekarza “WÓZEK NA ZEWNĄTRZ” no to taszczyłam syna i torbę, z trudem zamknęłam drzwi za nami a lekarz zza biurka że źle dziecko nosze… miałam ochotę soczyście mu odpowiedzieć ale ugryzłam sie w język… ciekawe jaki tekst usłyszę na kolejnej wizycie

    1. Nie napiszę co pomyślałam o tym lekarzu ale nie było to ładne… :/

  8. Ja też nie uważam, że będąc matką ma mi się świat kłaniać do stóp. Jednak w takiej sytuacji poprosiłbym o rozmowę z managerem, nie wyobrażam sobie, by ktoś mógł mnie publicznie tak upokorzyć. A już na pewno bym tam nie wróciła zjeść. Tyle się mówi o udogodnieniach dla matek itd a tu takie coś. Współczuję tych doświadczeń.

    1. Byłam tam z koleżankami nie chciałam ich zmuszać do tego by przeze mnie zmieniały lokal. Poza tym, koniec końców i tak długo tam nie zagrzałam miejsca bo, tak jak pisałam, w lokalu nie było toalety i spędziłam większość czasu na poszukiwaniu jej w wielkiej galerii….

  9. Byłam kilka razy z dziećmi w PH i nigdy nie było problemu ale może dlatego że lokale w których byłam były duże więc było sporo miejsca. Rozumiem restauratorów małych lokali – tu nie chodzi o brak empatii ale o bezpieczeństwo , pamietajcie ze kelnerzy noszą tace ze szkłem , talerzami i gorącymi daniami, jednak sposób w jaki przekazaną tą informację pozostawia wiele do życzenia.

    1. Rozumiem pracowników – o czym z resztą napisałam – sama też kiedyś pracowałam w gastronomii, więc nie mam pretensji do nikogo o to, że lokal jest mały, ale żeby tak przedstawić sytuację…… :|

  10. Nie wierze na co pacze!!!!

    W czasach gdy trzeba walczyc nawet o stalego klienta…ludziom to sie w dupach przewraca od tego dobrobytu. Ja bym na twoim miejscu nie weszla bo zaden lachmyta nie bedzie mi robil łaski ze mnie przyjmie w lokalu.
    U nas powstala kawiarnia z kotami gdzie od tak nie mozna wejsc z dzieckiem. Musisz na taka okolicznosc zrobic rezerwacje ale zeby bylo smiesznuej nie moze ona byc telefoniczna a jedynie osobista! zgroza

    Ps. Piszac to moja mala powiedziala swoje pierwsze swiadone mama :*

  11. Kelnerka oberwala za swoje :)

  12. nie, bo nie pchaliśmy się wózkiem tam, gdzie jest ciasno :)

    1. Jak tak buszuję z wózkiem po tzw. mieście, odnoszę czasem wrażenie, że nie powinnam NIGDZIE wychodzić bo wszędzie jest ciasno! ;) :P

  13. A czy ten lokal przyjmuje niepełnosprawnych na wózkach inwalidzkich ?? Jesli wózki jakiekolwiek sa niemile widziane , to chyba trzeba omijać takie miejsca w ramach protestu .

    1. Nie mam pojęcia czy przyjmuje, ale śmiem podejrzewać, że nie bo wózek inwalidzki nie jest mniejszy gabarytowo od wózka dziecięcego…..

    2. W roli mamy – wrolimamy.pl Trzeba stworzyć listę nieprzyjaznych restauracji i barów …niech się wstydzą !!!

  14. Zupełny brak profesjonalizmu ze strony obsługi. To zwykłe chamstwo i na prawdę ciężko sobie wyobrazić, że w tych czasach ktoś może tak potraktować nie tylko klienta ale drugiego człowieka.

  15. Kiedy jeszcze jeździłam wózkiem z Pierworodnym zrobiłam zdjęcie sklepu z naklejką zakazującą wjazdu wózkiem i wrzuciłam do sieci…jakiś czas później zniknęła. Owszem rozumiem właścicieli bo w sklepie sporo szkła ale to chyba na swoją odpowiedzialność bym tam weszła? Teraz jeżdżę karocą od 3 miesięcy i narazie tylko kierowcy bez wyobraźni parkujący aż na chodniku żeby samochód nie wystawał a ja z wózkiem dookoła slalomy

  16. Na szczęście nie miałam wózka i nie zamierzam mieć po raz kolejny, ale wiele razy widziała sytuacje, gdy mama z wózkiem nie miała jak wejść do sklepu, albo nie miała gdzie postawić wózka.

    1. Niestety ale to jest problem i to duży – spotykam się z nim niemal codziennie :|

  17. Patrycja Syk

    Nikt nie mówi o niewpuszczaniu dzieci tylko wózków.
    Czy samochodem wjeżdżasz do biura, domu czy sklepu- nie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Fotelik dla dziecka


To miały być wymarzone wakacje. Wszystko spakowane, trasa zaplanowana – przed nami ponad 3 000 km po Polsce. Jeszcze tylko woda, po którą pojechał mąż z dzieckiem do sklepu. Długo nie wracali – pewnie zahaczyli o plac zabaw, który tuptuś tak lubi. Było coraz ciemniej, a komórka męża nie odpowiadała. Nagle ktoś dzwoni do drzwi, otwieram, a tam mąż, syn, obaj uśmiechnięci z bukietem kwiatów, a po ich policzkach spływają łzy. Mąż przytula mnie mocno i szepcze do ucha: dziękuję za twój wybór.

Codziennie czytamy, słyszymy w wiadomościach o wypadkach samochodowych. Dzięki dobrym, bezpiecznym fotelikom wiele dzieci odnosi mniejsze obrażenia w trakcie wypadków samochodowych. Jednak mimo nowego prawa dotyczącego przewożenia dzieci w samochodach codziennie widzę, jak małe dzieci przewożone są na przednich siedzeniach – choć fotelik jest z tyłu. W tłumaczeniach rodziców słyszę często, że się śpieszyli, albo to przecież kawałek – tylko do przedszkola. Czasem i to wystarczy.

Nie ufam innym kierowcom. Jedyne nad czym mogę zapanować w aucie to zapewnienie bezpieczeństwa moim dzieciom poprzez dopasowanie odpowiedniego fotelika. Pod uwagę biorę nie tylko wagę dziecka i jego wzrost, ale także poszukuję informacji na temat testów. Często sprzedawcy zapewniają nas, że fotelik przeszedł pozytywnie wszystkie testy. Jednak sprawdźmy sami. Taki fotelik powinien mieć przyklejoną pomarańczową naklejkę wraz z informacją dotyczącą europejskiego certyfikatu bezpieczeństwa ECE R44/04.

homologacja-11559_186x186

 

Ponadto bardziej restrykcyjne są coroczne testy niemieckiego instytutu Stiftung Warentest i automobilklubu ADAC. Foteliki samochodowe są testowane pod kątem obsługi, ergonomii, obecności substancji szkodliwych, a przede wszystkim bezpieczeństwa. Informacji na temat tych testów poszukuje ponad 50 milionów Europejczyków. Ta liczba mówi sama za siebie.

 

O tym jak ważny jest zakup odpowiedniego fotelika (odpowiedniego z testami europejskimi) pokazuje nagranie z testów ADAC. Sami zobaczcie.

 

Wybór fotelika nigdy nie powinien być podyktowany ceną, czy tym, że “ładnie” wygląda. Przede wszystkim ma chronić Wasze dziecko i jeśli stoicie przed wyborem nowego fotelika, nie podejmujcie decyzji pod wpływem emocji. Zróbcie chłodną kalkulację, bo dziecko jest tego warte.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. przeczytałam i nie rozumiem skąd te kwiaty i podziękowania. Mieli stłuczkę jadąc po wodę?

    1. Jak by patrzyć na ta homologacje i adac to mozna kupic takiego cybexa z ochrona tułowia. Gdzie podczas wypadku dziecko wypada i łamie kręgosłup o dach…

  2. Ehhh, i znow homologacja jako norma bezpieczenstwa… Wpadnijcie do nas na @KochamZapinam, zapraszam :)

    1. Chętnie zajrzę. To jedna z norm. Nie jedyna

    2. norma którą ma nawet poddupnik za 9,99. Nic to nie jest warte

    3. Cena też powinna zastanowić rodzica. Bo nie wiem czy za 9.99 można kupić coś sensownego i bezpiecznego

    4. są tacy, dla których tylko cena ma znaczenie.

    5. Homologacji nie należy mylić z testami :/

    6. homologacja jest tylko dopuszczeniem do sprzedaży i użytkowania w danym kraju/rejonie i nic poza

  3. trzeba też pamiętać o odpowiednim zapięciu samego fotelika, i odpowiednim zapięciu dziecka. Są rodzice, którzy zostawiają spory luz maluchom, dla wygody, niestety podczas wypadku dziecko może wypaść z lekko przyciągniętych pasów.

    1. Zwłaszcza gdy jest np w kurtce, często rodzice też luźno zapinają pasy.

    2. dokładnie. dobrze, że porusza pani takie tematy.

    3. Sa tez tacy ktorzy przypinaja dziecko do forelika i stawiaja fotelik na siedzeniu bez przypiecia go,bez sens!! W razie wypadku dziecko “wyfrunie” razem z fotelikiem ale beda madrzy po szkodzie tylko ciekawi mnie czego sami wsiaajac do auta zapinaja pasy ..?

    4. poważnie????? matko kochana, ja się jeszcze z czymś takim nie spotkałam, ale chyba bym nie mogła nie skomentować tego w rodzaju “co za debil”/

    5. Ja ostatnio widziałam trzy latka zapietego do zwykłych pasów- bo tylko do przedszkola

    6. niestety zdarzają się gorsze rzeczy, w kwestii przewożenia dzieci. Np na kolanach kierowcy, bo dziecko płacze w foteliku… a to tylko kawałek do sklepu ;>

    7. Albo dziecko w foteliku lub siedzisku ale nie zapięte. I słowa dziecka- “wujek, tata mnie nie zapina …” I jedzie przez całe miasto :(

  4. A jeszcze lepszy test to test PLUS , chyba tylko RWFy go zdają.

    1. W roli mamy, moze napiszecie o tym tez ;) czemu RWF sa takie dobre, bo możecie sie dziwić ale wiekszosc moich znajomych jest w szoku ze mozna wozić tyłem do 4 lat

    2. Chętnie zgłębie temat :) dzięki za podpowiedź

    3. Trzeba o tym mowic bo niestety ale w statystykach przeżycia dzieci zapomina sie o przeciążeniu ktore działa na kręgi szyjne. Dziecko przodem przy ponad 50/h stłuczce przeżyje ale moze dojść do uszkodzeń stawów np. Dziecko tyłem wbije w fotel

  5. Mamusie to może możecie polecić jakieś foteliki? My właśnie jesteśmy na etapie wyboru i aż głowa boli od tego wyboru :O

  6. My tez jechalismy tylko z przedszkola. Na skrzyzowaniu jakiemus baranowi zachcialo sie zmieniac pas. Dobrze ze maly byl zapiety i to dosc ciasno bo inaczej znalazlby sie na przedniej szybie.

  7. szczerze? testy ADAC są mało warte. Ludzie, którzy je tworzą nie potrafia prawidłowo przetestować tych tyłem do kieruku jazdy, a w tych co już robią skupiają się czasem na bzdurnych rzeczach jak trudność zdjęcia pokrowca…..a czy to jest najważniejsze? Jedynym słusznym testem, jest TEST PLUS i ma go bardzo niewielkie grono fotelików, właśnie taki mam zamiar kupić.
    Jeśli chodzi o jazdę bez fotelików, no koszmar. Widziałam nie raz, szczególnie n wsiach jest to nagminne. Parę lat temu był taki wypadek, wiozła baba dzieci do sklepu, ale nie wsadziła w foteliki, bo blisko. Samochód dachował, dzieci zabrał helikopter w bardzo kiepskim stanie. Z miesiac temu u mnie w mieście był wypadek, w aucie 7 osób w tym 5 dzieci i tylko jedno w foteliku. Ludzie nie mają wyobraźni. U nas też niektórzy byli jej pozbawieni i chcieli moje dzieci wozić bez ale im to wyperswadowałam i nie mają prawa wywieźć bez fotelika dziecka nawet za bramę domu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Spotkanie z kleszczem – co robić? Wakacyjne SOS


Kleszcz – mikroskopijne stworzenie, które nie bez powodu wzbudza w nas lęk. Z roku na rok coraz więcej osób choruje na boreliozę i kleszczowe zapalenie mózgu. Największe prawdopodobieństwo spotkania na swojej drodze kleszcza przypada od maja do października. Natknąć się na niego można nie tylko w lasach i na łąkach,  może chować się w trawie, niskich krzakach, w parkach, ogródkach, a nawet na placach zabaw. W zasadzie nigdzie nie jesteśmy bezpieczni. Kleszcze są mistrzami kamuflażu – wiszą na spodzie liści, atakują niepostrzeżenie i bezboleśnie.

Dlaczego kleszcze są niebezpieczne?

Bo mogą nas zarazić chorobami – m.in. kleszczowym zapaleniem mózgu i boreliozą.

KZM jest chorobą wirusową, która atakuje przede wszystkim ośrodkowy układ nerwowy. Pierwsze oznaki pojawiają się od tygodnia do dwóch po infekcji i charakteryzują się objawami podobnymi do grypy: gorączką i ogólnym osłabieniem organizmu.

Przeciwko KZM można się zaszczepić, przy czym, aby uzyskać odporność przed sezonem aktywności kleszczy, najkorzystniej jest podać pierwszą i drugą dawkę zimą. Zaszczepić możemy siebie i dzieci od pierwszego roku życia.

Borelioza jest chorobą bakteryjną. Pierwszym widocznym objawem jest wędrujący rumień, pojawiający się w okolicy kleszczowego ugryzienia w ciągu miesiąca. Zła wiadomość jest taka, że borelioza może też przebiegać bezobjawowo, a dowodem przebycia zakażenia są dodatnie odczyny w testach serologicznych.

Dotychczas nie opracowano szczepionki przeciw boreliozie.

Profilaktyka, czyli jak chronić się przed kleszczem:

  •        Omijajcie miejsca, które są naturalnym siedliskiem kleszczy, np. wysokie trawy, krzewy. Poruszajcie się środkiem ścieżki;
  •        Wybierając się do lasu, odpowiednio ubierzcie siebie i dziecko – długie rękawy, długie spodnie, wysokie skarpetki, czapka daszkiem albo kapelusz oraz buty z wyższą cholewką. Kolor ubrań nie robi pasożytom różnicy, ale ponieważ same są ciemne, na jasnych materiałach łatwiej je zauważyć. Możliwe, że kleszcze preferują tkaniny naturalne (np. bawełnę), a unikają syntetycznych.
  •        Zastosujcie preparaty odstraszające kleszcze;
  •        Po powrocie do domu przebierzcie się;
  •        Jak najszybciej weźcie prysznic;
  •        Dokładne przejrzyjcie ciała – szczególnie głowę, uszy, pod pachami, kolanami, w pachwinach itp. – tam gdzie skóra jest cienka i dobrze ukrwiona.

Na szczęście nie jesteśmy całkiem bezbronni!

Jak wyciągnąć kleszcza?

  •        Nie wpadajcie w panikę!
  •        Kleszcza usuwamy za pomocą pęsety, wtedy chwytamy mocno przy samej skórze i ciągniemy pionowo w górę. Jeśli aparat gębowy został w skórze, należy wydłubać go igłą tak jak drzazgę.
    Można też użyć zestawu zakupionego w aptece: pompki ssącej albo lassa na kleszcze.
    Jeżeli nie czujecie się pewnie z wyciąganiem kleszcza, gdy zauważycie, że jest już mocno zatwierdzony w skórze, zgłoście się do lekarza, na pewno otrzymacie fachową pomoc.
  •        NIE WOLNO: wykręcać kleszcza, zgniatać go, smarować masłem, przypalać;
  •        Po wyjęciu kleszcza ranę należy zdezynfekować;
  •        Umyjcie ręce;
  •        Obserwujcie przez kolejne tygodnie miejsce ukąszenia. Jeśli wystąpi rumień, obrzęk lub objawy grypy, trzeba jak najszybciej zgłosić się do lekarza.

Print

Zdjęcie i infografika: Lasy Państwowe

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Dla mnie to temat mrożący krew w żyłach…

  2. Ja znalazlam jedynie kleszcza na kocu ktory szedl w moja strone. Nie ogladamy sie za kazdym razem.

  3. Miałam w tym roku ale niezgorzył sie wbic a synek mial w tamtym roku ale niestety. Juz mu sie wbił

  4. Ja wiecznie tarzam się po krzakach z racji tego, że szkolimy psa w wyszukiwaniu zagibionych – po spacerze biorę prysznic i tyle. .

  5. Córka miała 2 lata temu kleszcza a ja rok temu, masakra. Teraz jestem “chora” jak widzę dzieci w trawie biegajace. Po każdym spacerze oglądam dzieci.

  6. Ja miałam 6 lat temu jak chodziłam w ciąży i to aż dwa razy. Raz wbity w pachwinie, a drugi raz na kolanie (desperat chyba jakiś). Oglądałam się dokładnie do miesiąca czasu po ukąszeniu za rumieniem i robiłam badania z krwi na boreliozę. W tym roku dokładnie w Dzień Dziecka (a miał to być taki piękny dzień) złapała córka, wbił się w głowę – codziennie się oglądamy, a tego przegapiłam, bo nigdy nie szukałam we włosach. Córka sama go wyczula, na szczęście nie był jeszcze napity. Każdorazowo kleszcza wyciagalismy w ośrodku zdrowia. Córkę oglądamy codziennie i obyśmy nie znaleźli rumienia, ale miesiąc po ukąszenia i tak zrobimy badania krwi. Teraz nie wychodzimy z domu bez opasek zapachowych odstraszających kleszcze.

    1. ile kosztuję takie badanie krwi?

    2. Gdzie można taką opaskę kupić?

    3. Badanie z krwi na boreliozę, jeśli robisz pierwszy raz to musisz zrobić IgG i IgM kosztuje 85 zł.
      A opaskę i spray na kleszcze, komary i inne dziadostwo kupiłam w aptece. Plasterki też tam były :-)

  7. Niestety mieszkamy w rejonie bardzo zakleszczonym corka miała juz 2 razy wyjmowanego a syn chyba 4 ja ok 10, poza tym kilka razy znaleziony na naszych ciałach jeszcze nie wbity, jeśli chodzi o dzieci miały wyjmowane przez lekarzy. Po każdej zabawie na podwórku oglądam ciałko dzieci czy nie ma tego paskudztwa plus codzienna porządna kąpiel no i off.

  8. Ja używam plastry, naklejam na ubrania, może to placebo, ale mam nadzieję że nie spotkam żadnego dziada na swojej drodze. ..

  9. my właśnie tydzień temu w niedzielę, późnym wieczorem wylądowaliśmy na SORze z synkiem. Miał kleszcza na głowie w tylnej dolnej części.

  10. za niemowlaka córcia miała .. choć nie wiem gdzie i jak go złapała .. długo myśleliśmy, że to jakiś strupek .. mały i płaski.. teraz na razie nas omijają na szczęście

  11. Staram sie unikac miejsc gdzie moga byc kleszcze. Po spacerze zawsze sie ogladam. Raz syn poszedl siusiu w trawe i wlazl mu kleszcz na buta. Na razie jednak udalo sie uniknac bliskiego spotkania. A co sadzicie o akcesoriach ktore sa w aptece do usuwania kleszczy np pompkach próżniowych?

  12. ja miałam jak byłam mała dwa i tydzien temu jeden maleńki mi sie wbił wieczorem pojechałam na pogotowie i mi wyjęli , ja sama się boję :/

  13. Nie ale oglądam wszystkich ..

  14. Przydatny artykuł, dobrze, że nie lekceważycie kwestii kleszczy. Mogą być niezwykle niebezpieczne, zwłaszcza te “opite”, bo nie zauważone na skórze. Polecam też zainteresować się kwestią szczepień – dużo informacji na ten temat na stronie Zaszczep się wiedzą. Moim zdaniem warto.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

To wszystko wina wychowawczyni!


W każdej szkole jest taka jedna najważniejsza osoba. Wcale nie dyrektor. Nie wychowawczyni. Nawet nie kucharka. Sekretarka też nie. Nie nauczyciel budzący grozę wśród uczniów. I nie palacz, bo chyba już nie ma w szkołach palaczy. To ona, królowa szkoły, pierwsza po dyrektorze, a czasem nawet przed dyrektorem. Pani Woźna. Nie byle jaka woźna ze szczotką, tylko Pani Woźna.

Pani Woźna zazwyczaj wszystko wie najlepiej. Kij z tym, że dzieci widuje w przelocie na korytarzu w szatni. Wie i koniec. Bo ona w szkole to pracuje dłużej niż niejedna nauczycielka. I nieważne, że jej rolą jest sprzątanie i (od niedawna) odblokowywanie drzwi do szatni. Ona ma władzę i jej się trzeba bać.

Pani Woźna bez problemu załatwi jedynkę z WF-u. Jak?

– A po co ty do szatni teraz przyszedłeś? Jeszcze nie skończyłeś lekcji.

– Po strój na WF.

– Strój na WF to sobie mogłeś rano wziąć, a teraz to ja cię nie wpuszczę.

– Ale proszę pani, ja dostanę jedynkę!

– Dostaniesz, to się nauczysz.

Nie wymyśliłam tego. Byłam świadkiem.

Inna sytuacja. Maluchy z pierwszej klasy schodzą zapłakane do szatni. Co się stało? A nic takiego, nie zjadły obiadu. Dlaczego nie zjadły? Bo nie ma wychowawczyni, a pani na zastępstwie nie powiedziała, kiedy jest przerwa obiadowa. Pani Woźna oczywiście wie, kto zawinił.

– To wszystko wina wychowawczyni, powinna uczulić dzieci, kiedy jest przerwa obiadowa. To w końcu jest szkoła!

Może to i w końcu jest szkoła, ale dzieciaki ledwo siedem lat pokończyły, a i to nie wszystkie. Zegarków nie noszą, telefonów w szkole używać nie wolno. Nie wiem co winna nieobecna wychowawczyni, ale Pani Woźna wie. Pani Woźna wie wszystko, bo tak i już.

Korytarz długi, zejścia po schodach do szatni są dwa. Jest też dwoje drzwi. Teoretycznie Pani Woźna powinna pilotem odblokowywać jedne i drugie. Teoretycznie.

– Po co oni walą w tamte drzwi, przecież i tak im nie otworzę. Tymi mają schodzić, nie wiedzą? Ja muszę wiedzieć, po co oni idą.

Przy najbliższej okazji zapytam dyrektora, czy faktycznie „tymi mają schodzić”. Tych drugich drzwi Pani Woźna nie lubi, oj nie lubi. Ani wpuszczać nimi, ani wypuszczać. Duśkę już sobie zapamiętała, bo Duśka woli na górę iść tymi drugim drzwiami. Dlaczego? Bo mniejszy ruch na schodach. Wpuszcza, owszem, nie ma wyjścia, wpuścić musi. Ale minę ma przy tym….

Pani Woźna pamięta wszystko i o wszystkich wszystko wie. Większość uczniów zna z imienia i nazwiska, szczególnie tę trudną większość. Może to i chwalebne, ale wiedzę wykorzystuje w dziwny sposób.

– A ty po co idziesz do tej szatni? No to co, że na dwór idziecie? Po co ci ta kurtka jak jest upał? I weź, co masz wziąć, bo potem znowu będziesz mi się tu kręciła, że zapomniałaś. Ty się dziewczyno wreszcie ogarnij, w piątej klasie jesteś.

Ponieważ byłam zmuszona spędzić przerwę w szatni, dowiedziałam się, że z ową dziewczynką to w ogóle jest problem i ona jest jakaś dziwna. Ciągle łazi z tą kurtką po szkole, wszystkiego zapomina, jakby z księżyca spadła. Wiecznie jakieś kłopoty z nią są.

Na moją uwagę, że może ta dziewczynka ma jakieś głębsze problemy, Pani Woźna stwierdziła:

– Mnie to nie obchodzi, to sprawa rodziców.

Brawa dla Tej Pani, asertywność: level hard.

Duśka była zbyt ciepło ubrana, rano było zimno, potem zrobił się upał. Debatowałyśmy we dwie co może zdjąć i czy da radę iść w sandałach z gołymi nogami. Pani Woźna oczywiście musiała wtrącić swoje trzy grosze:

– A czy to ona ma te rajstopy takie grube? No bez przesady, nie jest gorąco. Pani też w spodniach jest. A, pani w krótkich? No ale ja jestem w długich.

Tak, skoro Pani Woźna ma długie jeansy, to na bank powinnam dziecko przegrzać, to chyba oczywiste?

Generalnie lubię panie woźne w szkole u Duśki, miłe są, kontaktowe, można z nimi po ludzku porozmawiać. Ale Pani Woźnej nie trawię. Do końca roku szkolnego dwa tygodnie, wytrzymam. Ale w przyszłym roku jak nic się z nią pokłócę. I mówię Wam, wióry polecą!

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Wcale się nie dziwę, że wióry polecą. I tak chyba wykazałaś się aż zbyt dużym pokładem cierpliwości!

    1. Czasem sama się sobie dziwię, skąd u mnie – choleryczki, tyle cierpliwości. Co to macierzyństwo robi z człowieka…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku